Myślałam ,że gorzej być już nie może. Jak bardzo się myliłam...
Wczoraj zaryzykowalam i zrobilam pranie a wlasciwie trzy prania. Co prawda z rury nadal cieknie wiec zalalo mi podloge ale powycieralam ja a ze mieszkamy na parterze to jestem pewna ze nie zalalam sasiadow. Nie chcialam z tym juz dluzej czekac i ciesze sie ze odwazylam sie na ten krok i nie musze martwic sterta brudnych rzeczy... W sumie majster byl w piatek ale wpadl tylko, popatrzyl jak mi z rury cieknie i zrobil termin na wtorek. Nosz cholera jasna co za czort. Weekend poczul to juz mu sie nie chcialo robic czy co? Nawet narzedzi przy sobie nie mial czyli planowal nic nie robic. Ech ci niemcy..
Kurcze strasznie mnie dzisiaj Julek wystraszyl. Polozylam go do kolyski bo zadzwonila kolezanka. Rozmawiam z nia i nagle patrze a Julek oczy ma otwarte ale sie nie rusza. Potrzasnelam nim a ten nic, wiec znowu potrzasnelam nim dwa razy i krzyklam ze strachu do meza i dopiero w tym momecie maly sie poruszyl...Co to bylo??? Spal z otwartymi oczami czy co???Matko chyba dzisiaj bede czuwac przy nim cala noc..
15 dc. Boli, cholernie boli. Jajniki. Oba. Pewnie to Pregnyl tak daje mi się we znaki, bo aż tak nigdy nie bolało. Ale to nic, wytrzymam. Wszystko wytrzymam, oby tylko się udało.
Św Dominiku módl się za nami...
15+2
Padnięta po weekendzie idę spać... Jutro kolejny dzień tygodnia... Byle do czwartku i zaczynamy odliczać tydzień do wizyty...
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2015, 22:48
Macierzynstwo to najtrudniejsza praca...
Druga beta - 517 po 49 godzinach
Koncowka niedzieli, ktora zamiast leniwa byla dosc intensywna. Rodzinka z Florydy zrobila niespodzianke, wiec wiadomo, obiadki , deserki , wspolne biesiadowanie, a wczoraj wspolna kolacja u siostry .
Czuje sie zmeczona. W sumie wstalam o 6 rano, jak zwykle siusiu no i juz bylo koniec spania, pozniej szpital i kilka godzin w niepewnosci, lekka nerwowka, no ale o 1.30 doczekalam sie
wynik wysoki, plamienia ustaly , czasem gdzies zakuje w brzuchu, ale mysle , ze to nic wielkiego. Za 2 tygodnie pierwsze USG. Mam nadzieje, ze juz bdzie slychac serduszko. Wtedy bede jakos tak mniej nerwowo czekac na kolejne wizyty.
Mimo zmeczenia czuje sie dobrze, jedyne co mi dokucza to bolace piersi i skora mnie swedzi. Najgorzej brzuch, przez plastry z hormonami, no ale dam rade
dam rade rowniez z nastepnymi zastzrykami. Nastepna recepta na 20 dni, oj biedna ta moja dupka
Ziółka piję codziennie przed snem, bardzo mi smakują... Naprawdę czuję jajniki-może coś tam się ruszyło.
Opowiem wam moje przemyślenia...
Mój lekarz, wysokiej rangi profesor zrobił mi kilka badań i stwierdził że wszystko jest ok. Ale nawet jeden raz nie zrobił mi monitoringu, nie wie czy wogóle mi pęcherzyki pękają czy nie a śmie twierdzić że wszystko jest dobrze. Więc pytam się skoro wszystko jest tak idealnie to dlaczego poroniłam 2 ciąże??? Dlaczego tak tródno mi w nią zajść??? Przestaje mu ufać... Chyba czas zmienić lekarza i udać się do kogoś kto naprawdę poważnie podejdzie do sprawy. Ja już przekroczyłam 30tkę i nie mam czasu czekać kilka lat na ciążę... Ciężkie to wszystko...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 09:19
Znowu w życiu mi nie wyszło..
Podejście, którego numeru nie chce mi się już liczyć zakończone klęską.. Wczoraj dostałam @, która jak na złość przyszła o 2 dni za szybko..
Proponują mi znajome zmiany lekarza.. zastanawiam się nad tym ale czy to coś pomoże...
ZAŁAMKA !!
Dziś wizyta więc prosimy ciocie o kciuki
Czekamy na decyzję banku o przyznanie kredytu hipotecznego... zdolność jest więc jesteśmy dobrej myśli... niech się mury pną do góry! naszego wymarzonego domku! tak bym chciała już w nim zamieszkać.... byle by było gdzie się przespać, nawet na materacu, na czym ugotować i gdzie się umyć a będę już szczęśliwa! no i największe marzenie... wprowadzić się do naszego nowego domu już we trójkę... może być nawet w brzuszku, ale żeby był już z nami mały człowieczek... <smuteczek> dzisiaj... Najbardziej boli jak koleżanka opowiada o tych wspaniałych kopnięciach, ruchach dziecka, o senności i zmęczeniu...
oj smuteczek dzisiaj, smuteczek.... 
23dc dupa dupa dupa.....
19dc
Jutro idę na krew do przychodni 
Postanowienie na post => z nikim nie rozmawiać na temat starania się i naszych poczynań!
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 09:52
Powiem tylko tyle otóż jest późna noc a moja córcia sobie stwarza fikołki
no jak ja mam iść spać jak się takie cuda dzieją w brzuszku hihihi
:-*
hhmm 5 miesiąc
leci ten czas.
dziś zrobiłam rozeznanie co mam, ile, jakie rozmiary.. chyba mało 56.
I nie wiem czy kupować te małe rozmiary czy trochę większe?;/
kol. co w sierpniu urodziła powiedziała ze długo córke ubierała w 56 więc.. oby tylko Janeczka urodziła się mała
hehe
Wczoraj, w przyplywie negatywnych emocji po odczytaniu temperatury, zmotywowalam sie wreszcie do ruszenia sie z miejsca. Od kilku miesiecy nieustannie znajdywalam powody, by nie biegac: a to ciaza (ektopowa), a to faza lutealna, a to zly stan zdrowia, zima... Koniec z tym. Postanowilam zaczac wlasnie przed miesiaczka. Wlasciwie to czemu nie? I tak sie niczego dobrego po tym cyklu nie spodziewam. Wczoraj mielismy do tego piekna, wiosenna pogode, wprost idealna do biegu... Biegalismy ponad 40 minut, jak na pierwszy raz od dluzszego czasu, to moim zdaniem nie jest zle
Do tego wieczorem spacerek 5km...
Czas odzyskac utracona forme i sylwetke 
A dzis zaczal padac u nas snieg...
Edit: Mam zakwasy wszystkiego. Poczawszy od lydek, poprzez uda, rece, a skonczywszy na miesniach brzucha. Kolezanka mnie w pracy dzis rozsmieszyla, a po chwili zgielo mnie z bolu. Masakra.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 15:27
wczoraj mieliśmy pierwszą rocznicę ślubu, poszliśmy do restauracji bo potem juz tak napewno nie będziemy wychodzić, szczególnie na początku
wieczorkiem toaścik przy soczku
i wspomnienia z naszego weselicha - oglądneliśmy se płytkę było się z czego pośmiać
kiedyś jak Adaś podrośnie to też zobaczy jak to było
a nam juz zostało niecałe 7 tygodni
niech ten czas szybko leci 
Oczywiście,dzień zaczęłam od testu ciążowego
Po części dla upewnienia,a po części dlatego,że lubię widzieć tą drugą kreskę
Kreska była dziś troszkę mocniejsza
Po tych wszystkich testach,na których widziałam tą jedną jedyną krechę,która ze mnie drwiła,czas się odkuć 
Byłam też na pierwszej becie,wyniki przed 17
nie wiem,jak wytrzymam do tego czasu
A magisterkę czas pisać ...
Z drugiej strony,jak to Adrian wczoraj stwierdził,teraz tym bardziej zasadne jest,żeby postarać się i obronić się w czerwcu w pierwszym terminie. Obrona mgr we wrześniu w 8. miesiącu ciąży to nie za dobry pomysł...
Dziś czuję się już trochę lepiej, brzuch boli zdecydowanie mniej i naprawdę się cieszę z całej tej sytuacji
Oczywiście,jest we mnie lęk o to,czy wszystko będzie dobrze,czy beta nie rozwieje wątpliwości,czy maluch będzie się dobrze rozwijać,czy nie poronię..itd. W październiku miałam też podwyższone TSH (3,4),więc martwię się,czy to nie będzie jakiś problem. Zastanawia mnie też moje endometrium,ponieważ w czasie wizyty u lekarza 2 tygodnie temu było bardzo grube (23 mm). Czy to nie przeszkadza w zagnieżdżeniu zarodka? A jeśli nie,to czy nie przeszkadza w jego rozwijaniu się? Jak będę mieć wyniki bety,od razu zadzwonię do mojego lekarza. Za dużo mam pytań,by samej wariować w domu. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia 2017, 11:35
4 dc - nowego cyklu bo poprzedni tasiemiec w końcu się zakończył
Moje spostrzeżenia --- cykl długi, owulacja późna, ale faza lutealna krótka - 9 dniowa. Coś trzeba z tym zrobić. Zaczęłam od wykonania badań. Dzisiaj (w 4 dzień nowego cyklu ) utoczono mi krew i zleciłam wykonanie badania prolaktyna, FSH i LH.
W przyszłym tygodniu - USG.
A potem leczenie u gina i chce iść do endokrynologa.
Leczenie antybiotykiem na chlamydie, mycoplasmę i ureoplasmę. ahhh
Wszystko się pierdaczy
Oj minęło już prawie trzy miesiące od porodu. Trójka dzieci w domu to nie lada wyczyn do ogarnięcia. Ale nie narzekam czasem jest naprawdę wesoło.
Stwierdzić jednak muszę że powiedzenie: "...małe dzieci mały kłopot duże dzieci duży kłopot ..."jest trafione w samą dziesiątkę. Dlaczego tak uważam opisze później bo mały potworek już nie chce siedzieć sam
Magiczna 30-stka przekroczona 

Mamy 30 tydzień wspólnej drogi 
Robię wpis, bo koleżanki twierdzą, że dawno mnie nie było
mamy nowe postanowienie. WPISY TYLKO W PONIEDZIAŁKI
Bo niestety mamy coraz mniej czasu, więc wygospodaruję sobie jeden dzień na odwiedzenie Belly 
Mamy się dobrze, mimo przygód...a to podczas wyjazdu, a to w czwartek IP
wciąż coś się dzieje, nie nudzimy się. Ale spokojnie - nie rodzę
wciąż moja kochana córunia się gniecie w brzuszku
szyjka niby trochę krótsza niż zwykle wychodziła w badaniu usg- choć moja gin dawno jej nie mierzyła- zawsze miałam ponad 4 cm, a teraz ma 3,6 albo 3,8 cm
ale nadal długa, twarda i zamknięta. Pobyt na IP był z powodu bólu podbrzusza, nie ustępował po no-spie i 2 godzinach po jej wzięciu. Gin zaleciła wizytę w szpitali referencyjnym. OK. Pojechaliśmy na Inflancką, bo tam już wiem, że chcemy rodzić. Ogólnie super czysty szpital, mąż zachwycony, bo szpital powiatowy mojej ginekolog krótko mówiąc STRASZY:D IP to pamięta chyba czasy młodości Gierka. Podłączyli mnie pod KTG, Lila była bardzo niezadowolona, kopała w sondę i uciekała co powodowało alarm z powodu braku wyczucia tetna
Potem przyszła młoda bardzo fajna kobieta, lekarka, zaczęłam opisywać co mnie dręczy. Powiedziałam ból w dole brzucha, pachwiny i w kroku...uśmiechnęła się i powiedziała, że to zupełnie normalne, bo miednica mniejsza już zaczyna intensywny rozrost
i dlatego no-spa nie pomogła
zbadała mnie, zrobiła usg, wszystko superowo! :)powiedziała, że teraz już taki ból może sie pojawiać. Zapisała mi luteinę - nie wiem po co, i no-spę doraźnie, magnez i oszczędny tryb życia. Taaa.... a ja na drugi dzień latałam na szmacie
jestem okropna pacjentką, nie słucham się lekarza, bo uważam, że wdrożenie mi teraz luteiny dowcipnej to wręcz głupota, nawet moja gin tak uważa. Poza tym zaaplikowałam sobie 3 dni pod rząd i co? Nic
brzusio twardnieje bezboleśnie a mam tylko zwiększony upław co mnie irytuje...na koniec wizyty w szpitalu Pani powiedziała, że jeśli coś się będzie działo to zaprasza i dodała, że jak będę rodzić po 34 tygodniu to oni już są w stanie pomóc Małej
więc zostajemy przy tym szpitalu
a dzięki Puelli, dała mi namiary na jej znajomą, która dwa tygodnie temu tam rodziła jestem utwierdzona w tym przekonaniu.
A teraz trochę mniej optymistycznie...wyprowadzamy się z mężem od moich rodziców. Oni na prawdę nam dużo pomagają, ale wiadomo coś za coś. Moja mama jest wspaniałą osobą, ale bardzo skromnie żyjącą i oszczędnie, ale....no właśnie...dokładamy się do rachunków - prąd teraz przyszedł prawie 700zł dopłaty za pół roku - niby nie dużo, ale kuwa weź zapłać jednorazowo 700zł! Skurwiele, nie moga podnieść nam proformy? Tylko my potem mamy zawał jak otwieramy list od PEGE...A nasza decyzja skłaniająca nas do wyprowadzki, ale dopiero po narodzinach Małej i dopiero przed sezonem zimowym następnej zimy, bo mamy problem z moją mamą i ogrzewaniem. Chodzi o to, że nasze mieszkania są ogrzewany gazem, piec jest zamontowany u rodziców w łazience. Oni mają swoje mieszkanie na parterze i mają 2 pokoje, kuchnię, łazienke i przedpokój. I maja ciepło. My mamy pietro dwa pomieszczenia-jeden pokój i duży salon z kuchnią oraz poddasze- nasza sypialnia i łazienki. I mamy 17* w domu...ja sie przyzwyczaiłam do chłodnych klimatów,ale mężowi to przeszkadza, że w łazience gdzie się kąpiemy mamy 16*! jak się myć w takich warunkach! Więc mamy piecyk elektryczny i włączamy na co najmniej godzinę przed kąpaniem by było przynajmniej 25* -odpowiednie do kąpania. Nie przeszkadzało mi to, mąż się wkurzał i trochę się sprzeczaliśmy o to. Ale wczoraj miałam jakiegoś doła...w nocy temp. spada poniżej zera, a piec włączony na 37* a u nas 17* dzięki takiemu "grzaniu". Ja muszę zejść do rodziców włączyć grzanie pieca na 45* byśmy mieli w sypialni 20*, ale łazienka dalej zimna... i wczoraj siedziałam sama w domu, czytałam jakiś artykuł i czuję, że mi marzną stopy...a ubranka byłam w bluzkę, bluzę, spodnie i skarpetki...dotykam grzejnika w salonie-zimny...już czuję przypływ irytacji.Siedzę dalej, ale ubzroiłam się dodatkowo w włochate kapcie. Od jakiegoś czasu mam manie ogladania domów i projektów. Marzy mi sie ciepły dom, taki NASZ dom, zrobiony jak chcemy-bo ten w którym mieszkamy nie jest ani nasz ani nawet mojej mamy, tylko babci. Siedzę i patrzę na te projekty pięknych domów i wzrasta moja złość. Czuję już mrownienie na głowie- a to już jest szczyt mojego wkurwu- wrócił mąż z siłowni, uradowany i standardowo dotyka grzejnika i mówi " no zimny-super" a ja powiedziałam tylko, że tak zimny i wybuchnęłam płaczem... mąż zbaraniał, bo bał się, że coś złego powiedział albo, że coś się stało jak jego nie było. Powiedziałam, że mam już dość życia tu, kocham swoich rodziców, ale sama myśl, że moje dziecko,malutkie i bezbronne ma żyć w tym chłodzie po prostu mnie zabijało.Beczałam jak głupia-hormony...Mąż powiedział, że się wyprowadzamy. On nie zamierza patrzeć jak się tu męczymy. Powiedział, że wynajmiemy mieszkanie a za 5 lat się budujemy...podziwiam go za jego...hmmm....pozytywne widzenie przyszłości, ale ja również uznaję zasadę WIZUALIZACJI swoich marzeń. Tulił mnie długo i prosił bym się nie denerwowała, bo Lila będzie niespokojna i da nam popalić jak się urodzi
siedzieliśmy, piliśmy popołudniową kawe na wypoczynku i rozmawialiśmy, że szkoda tych wpieprzonych pieniędzy w ten dom - około 50-60 tyś... Mąż mówi, że jemu najbardziej szkoda kuchni bo jest jego wymarzoną... Wspólnie doszliśmy do wniosku, że jeszcze nie takie pieniądze w życiu przejebbiemy
i jakoś mi lżej, widzę naszą wspólna przyszłość w lepszych barwach... nie chcę żyć w mieszkaniu, ale wolę tak niż żyć w zimnym domu. Przeprowadzamy się dopiero po wakacjach...Powiedziała Konradowi byśmy ustalili datę, bo nie ma nic bardziej motywującego jak terminy 
Ja do pracy wróce dopiero po 8-10 miesiącach jak znajdę opieke dla Lili. Moi rodzice chcą nas ustrzec przed brutalnym życiem, ale my je chcemy wziąć za rogi i się zmierzyć...bo jak nie teraz to kiedy?
Obiecaliśmy sobie jedno - nigdy nie będziemy już zależni od kogoś. Bardzo chcemy w życiu dojść do czegoś sami. Wiem, że rodzice się obrażą-znowu- że nie chcemy z nimi mieszkać, bo tekst mojego ojca "taki wielki dom i pusty ma stać. Ja to dla Was stawiałem" tylko nie wziął pod uwagę tego, by ten dom był ciepły...
Wow ale się rozpisałam... przepraszam, ale musiałam to wyrzucić z siebie. Nie musicie czytać wszystkiego
każdy ma swoją historię życia i swój krzyż dźwiga. Ja dźwigam swój, prze chwilę mnie przygniótł, ale siłe do działania daje mi...moja malutka iskierka w brzuszku...wciąż wypinając się i wiercąc,wiem, że dla niej to ja sobie od gęby odejmę, by ona miała wszystko... 
Pozostało 14 dni do naszego kolejnego spotkania :* zrób mamusi piękny prezent urodzinowy i daj zrobić sobie najpiękniejsze zdjęcie :*trzymaj się dzielnie i dokazuj :* 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:21
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.