Jeśli stale masz niską temperaturę ciała i zawsze jest Ci zimno, nawet przy ciepłej pogodzie i w ogrzewanych pomieszczeniach, sprawdź czy nie masz niedoczynności tarczycy. Innymi objawami niedoczynności tarczycy mogą być: suchość skóry i włosów, chrypka, zmęczenie, skurcze mięśni, wysoki poziom cholesterolu oraz tycie i trudności ze schudnięciem.
cholera a mnie jest non stop zimno ...
skóra sucha ale zawsze kłade to na kark AZS
poza tym hormony tarczycowe u mnie zawsze były w normie.
9dpo
Tempka nadal w górze. Niech tak zostanie...
Ehhhh, świat schodzi na psy.
Afera z Durczokiem i zmowa milczenia,
politycy potrafiący gadać ale nie działać
68 edycja tańca z gwiazdami, 45 must be the music, 73 mam talent, 29 xfaktor, 1 splasch challenge czy jakoś tak
ogłaszanie rewolucji seksualnej po sukcesie "50 twarzy Greya"
islam - religia nienawiści i śmierci
rozlewająca sie fala muzułmanów i azjatów, podczas gdy Europejczycy mają problem z płodnością a służba zdrowia to olewa, to niesprawiedliwe i przerażające jednocześnie
Wczoraj widziałam program z fermami bydła. Czy widziała, któraś z was jak wyglądają fermy drobiu, wołowiny, wieprzowiny? To straszne jak "żyją" te zwierzęta, a potem my spożywamy mięso krowy, która nigdy źdźbła trawy nie widziała na oczy, jemy zwierzęta produkowane i hodowane masowo, nafaszerowane straszną ilością chemii - antybiotyków, hormonów i chuj wie czego tam jeszcze. Fuuuu 
I my to jemy... szlam, który sami sobie wyprodukowaliśmy. Skąd w cywilizowanych krajach tak szybko rozwijająca się choroba niepłodności?... Przecież wiadomo.
Naprawdę odechciewa się mięsa kiedy widzi się taką "produkcję" 
A tak poza tym to świeci słoneczko, moja galeryjka już prawie gotowa, czekam jeszcze aż mi przyślą passe-partout ;)Dom mam zapuszczony na maksa
ja nie wiem jak to się dzieje, że ciągle coś sprzątam i układam a ciągle mam wrażenie chaosu i nieporządku 
Ciągle znajduję w domu jakąś robotę.
W przyszłym cyklu ruszamy z nową dawką adrenalinki - ostatnie iui. Będę się denerwować bo nie lubię cewników a i tak wiem, że efekt będzie żaden, no ale trza to trza. Oby mi starczyło siły i rozumu aby nie poddać się wyniszczającym emocjom 
Schiza tylko czeka, zawsze gotowa żeby wyskoczyć zza rogu, zrobić kopas w dupas i zepsuć humor na długo, długo..
Jutro idę asekuracyjnie do gina, sprawdzić czy nie ma znowu jakiś cholernych zaczątków grzybicy bo już szlag by mnie trafił gdybym musiała trzeci raz łykać niepotrzebnie dragi, żeby potem odwołać iui przez infekcję.
very funny 
33+4
Kolejna wizyta za mną. Młoda waży 2200 💪martwię się, bo lekarz powiedział, że przepływy są w dolnej granicy normy
wysokie w glowce, niskie w pępowinie, ale suma summarum wychodzi jeszcze ok. Kolejną wizytę mam za 2 tygodnie i mam liczyć ruchy. Już tak niewiele zostało do końca, musi być dobrze. Ale martwię się bardzo
Pisałam Wam o drzewie genealogicznym ?
Kroczek po kroczku i zaraz będę go tworzyła w wersji papierowej
)
Jeszcze tylko projekt graficzny i jazda 
Wyszło mi nieco ponad 100 osób a i tak miałam problem zmieścić je na kartce szarego papieru 
Dziś pierwsza nocka na nowej stacji, zobaczymy jak to będzie
)
Postęp!
Dzwonię dziś do teściowej bo potrzebowałam kilku dat do tego mojego drzewa, a ona po raz pierwszy bez pretensji i wybuchu spytała grzecznie po co mi te daty. Szok!
Chyba wczorajsze słowa męża dały jej do myślenia, oby !
Geny jednak mają chyba znaczenie. Moja bratowa mówiła, że gdy była w ciąży jadła tylko zupę pomidorową i popijła ją sokiem pomidorowym. Co najśmieszniejsze nie koniecznie jest tak wielką fanką pomidorów. Ja i mój brat jesteśmy, zakochaliśmy się w pomidorowej dzięki dziadkowi. Nasze geny, linia prosta. I tak każdy potomek kocha pomidorową. Pomyślałam sobie o tym, bo właśnie wlałam do szklanki końcówkę soku pomidorowego i pomyślałam,że muszę uzupełnić zapasy. I wiecie co? Moja bratanica przyjeżdża na weekend i nie zgadniecie co chce na obiad. Oczywiście, że zupę pomidorową.

Zostaliśmy skierowani niby przez NFZ, ale polecono nam zadzwonić do konkretnej dziewczyny. Umówiliśmy się z nią na wizytę. Była ona i jeszcze jej koleżanka. Obejrzały młodego i piszczały z zachwytu. Że super się rozwija, że robi sporo rzeczy jak 5 miesięczne dziecko (a ma zaledwie 4), że nie ma sladu wczesniactwa. Do tego był wesołkiem, śmiał się non stop, zagadywał, piszczał, łapał zabawki i pokazał się jako super mały gość
Obydwie panie zachwycone. Wszystko z nim dobrze. Ale... Mógłby troszkę niżej barki trzymać. I tutaj cytuję: " To własciwie nic takiego, można by to zostawić, samo się "naprostuje"." Po czym pokazały jak ćwiczyć, pomęczyły go trochę, minęła godzina i tyle. Mąż zapytał w celu upewnienia się, czy jest to wizyta na NFZ. Bo z jednej strony tak nas skierowano, a z drugiej umówiliśmy się bezpośrednio z nią, a nie przez placówkę, w której pracuje. No i okazało się, że to wizyta prywatna. 80zł. I za tydzień też zaprasza. No cóż... Kasa nie ma znaczenia, jakby było trzeba to nawet byśmy okiem nie mrugnęli. Ale w tej sytuacji wydaje nam się to mocno naciągane. Tym bardziej, że każdy lekarz który go ostatnio widział mówił to samo- rozwój idealny, żadnych śladów po początkowych problemach, dziecko "książkowe".
A tak poza tym jesteśmy w szczycie skoku rozwojowego i dziś mój rozdarciuch przechodzi sam siebie. Ale nadal jest przy tym przeuroczy
Drze japkę, a za chwilę się śmieje. Dziś spróbowała nakarmić go trochę kaszką za pomocą łyżeczki. Smakowało 

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 13:49
DRUGI TRYMESTR!!!
13+0 lub 13+3 według USG
waga 54,4kg
obwód brzucha 83cm
Dawno nic nie pisałam...ostatnio nie miałam ochoty. Dni mi uciekają przez palce...nie wiem jak to możliwe, skoro nie robię nic szczególnie zajmującego. Z dzidziulkiem wszystko dobrze. W sobotę 21.02 miałam dopplera i bąk miał już 7cm! Na płeć jeszcze zbyt wcześnie. W weekend byłam w kinie na Greyu, a potem w barze na urodzinach koleżanki. Niestety takie wypady już nie dla mnie...strasznie się męczę i non stop mi się chce puszczać bąki (a że w towarzystwie nie wypada, to tylko max 3 h dam radę wysiedzieć). Brzuchalek już coraz większy. Mdłości praktycznie minęły-zdarzają się jeszcze dni, że mi niedobrze, ale już nie trwają całą dobę. Niestety doszły bóle głowy i bezsenność. W nocy wstaję po kilka razy do kibelka i potem mam problem z ponownym zaśnięciem.
Garderoba już po pierwszych zmianach...na razie w obrębie mama-siostra wymieniamy się ciuchami. Nie mogę doczekać się wiosny...
Co do pracy, to jednak likwidują moją szkołę...więc od września 2015 już jej nie będzie. Podobno mają zapewnić zatrudnienie wszystkim n-lom zatrudnionym na stałe (w tym mi), ale ja i tak wrócę dopiero w 2016, więc się zobaczy wtedy. Dobrze by było mieć gdzie wrócić...
Kolejna wizyta 09.03...
Nie będę czekać, muszę coś zrobić, aby zmaksymalizować swoje szanse. Zakupiłam zioła o. Sroki - tak, te znane już wszystkim staraczkom
Będę je pić od nowego cyklu. Nie zaszkodzi, a może pomoże.
Mimo, że połowa cyklu i najlepszy okres na serduchowanie, ale spisuję ten cykl na straty. Za dużo stresów i tego wszystkiego ostatnio wkoło nas. Na nic nie mamy ochoty, w ogóle jakoś wszystko się pieprzy, nie tylko z całą rodziną, ale przede wszystkim z nami... To chyba moja wina bo jestem choleryczką, wszystko przyjmuje na gorąco i często trudno mi się powstrzymać, co powoduje, że wszyscy postrzegają mnie jako wredną zołzę, a poza tym ciężko mi się w stresujących sytuacjach opanować. Drażni mnie dosłownie wszystko. Przez ostatnie dwa dni nerwy sięgały już tego poziomu kiedy nie mam ochoty wracać nawet do domu, bo wiem, że mogę rozpieprzyć swoje całe życie w sekundę, przez jakiś głupi tekst, przed wypowiedzeniem którego się nie pohamuję.
Tak więc jak widać, warunków sprzyjających do zafasolkowania nie ma i chyba nawet powoli ochota na starania zaczyna gdzieś uciekać. Do tego jeszcze efektów wiesiołka nie widzę jakoś. Niby wilgotno, ale tak jak zawsze. Wczoraj jakiś przebłysk może się pojawił, choć nie wiem jak to traktować. Cały dzień śluz wodnisty, pod wieczór kremowy, a przed samym spaniem przezroczysty i rozciągliwy. I jak tu nie zwariować?
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2015, 15:05
7t (6t4d)
Jeszcze tylko 1,5 godziny do wizyty. Mamusia sie stresuje... 
Dawno nic nie wpisałam, a przez ostatni tydzień sporo się zmieniło. Od czwartku do soboty (19-21.02) nie było mi niedobrze, więc byłam bardziej do życia i do ludzi. Zaczęłam łykać witaminę b6 i zastanawiałam się czy to może od tego (działa przeciwwymiotnie). Potem zaczęłam się martwić, że może to źle jak objawy znikają, ale w niedzielę wróciły.Było mi mdło, piersi pobolewają, a w nocy są jak kamienie, szczególnie po bokach
Nie śpię zbyt dobrze, cały czas mi się coś śni. Nic złego, ale jestem zmęczona ilością tych snów ;p No i budzę się ok 2 w nocy jakbym wyspana już była. W środę 18.02 powiedziałam tacie i Eli. Ucieszyli się, ale też ostrożnie. W piątek powiedziałam mamie, to przeżyłam szok jak ona na luzie podeszła. Śmiała się, że nie lubi dzieci, ale jak już będzie gadało (a po mnie się pewnie szybko nauczy), to już może się zajmować jak się dogada :)I że mam przekonać Kluska aby był dziewczynką, bo na dziewczynkach się zna. I będzie robić na drutach sweterki i czapeczki
I kupować buty i torebki będzie ;p Szok!
W piątek (20.02) Jacek powiedział mamie przez telefon, a w niedzielę osobiście babci. Dzwoniły od razu do mnie gratulować, cieszyły się. Babcia będzie się non stop modlić żeby tylko całe i zdrowe było. A Jacka mama już załatwia od Hani wyprawkę, tony ciuchów, leżaczek wiklinowy, w którym leżało 32 dzieci;p
Fajnie tak jak wszyscy się cieszą, tylko ja taka jakaś ponura jestem. Tłumaczę się samopoczuciem, ale chyba boję się uwierzyć i przyzwyczaić...Przez week bardziej o Tobie Klusku myślałam..że tam jesteś, kręcisz się, od 2 dni czuję bóle podbrzusza. Pewnie Twój domek rosnie. Zaczynasz być obecny w moim życiu i błagam nie rób mi tego co ostatnio. Nie rozmyślaj się...
12 cs
21 dc
8dpo (moim zdaniem 9dpo)
poniedziałek
Mało aktywna na ovufriend, nawet zapominam o mierzeniu temperatury. Nie mam wiary, że mogłoby nam się udać w tym cyklu. Już zaczęłam odczuwać bóle podbrzusza, a więc spodziewam się, że za kilka dni zawita do mnie @. Nie myślałam, że przyjdzie nam czekać na ciążę aż tyle.
Kiedyś, bardzo dużo się modliłam. Byłam we wspólnocie, potem w kościele protestanckim. Stanęło na tym, że ze względu na męża powróciłam do Kościoła katolickiego, bo przecież Pan Bóg wszędzie ten sam, tylko obrządek inny. A ja nie szukam obrządku, ale Pana Boga, więc stwierdziłam, że wszystko mi jedno gdzie, aby był On. I gdy się kiedyś tak dużo modliłam, wiedziałam, że Pan Bóg mówi do mnie, że jestem Sarą (Abrahamową). Cóż, wspaniałe odkrycie. Ja: Sarą. Matka wielu narodów. Wow. I tak od wieku lat chodzę po Ziemi z tożsamością Sary... Jednak do tej pory nie brałam pod uwagę faktu, że Sara była bezpłodna, aż płodną uczynił ją Bóg w jej starości. Była już tak stara, że jak Bóg oznajmił jej, że za rok o tej porze będzie miała syna, ta roześmiała się ironicznie, bo po prostu NIE WIERZYŁA. Dopiero teraz rozumiem co czuła ta kobieta. Tyle jałowych lat, tyle rozczarowań po drodze... Czuję się jakbym weszła w jej skórę, choć nie czekam na dziecinkę kilkudziesięciu lat, a dopiero niespełna rok. Teraz jestem w takim miejscu, że chyba też bym parsknęła śmiechem, gdyby ktoś mi oznajmił, że się w końcu udało.
Sara w końcu poczęła i urodziła syna. Czuję, że jest to obietnica dla mnie, będę się jej kurczowo trzymać i nie puszczę. Są różne powołania. Ja mam obietnicę. Mimo wieku, mimo bezpłodności, mimo zwątpienia i braku wiary - Sara w końcu została Matką Narodów, wydając na świat syna. Nie rozumiałam tej tożsamości przez wiele lat, aż do teraz i zapewne za kilka/kilkanaście lat będą ją rozumieć inaczej/ głębiej.
Może dla niektórych, którzy to przeczytają, ten wpis będzie naiwny, dziecinny i niedorzeczny. Może.
Ale to właśnie jest w moim sercu i mojej głowie.
Nie zamierzam ubierać tego w "piękne"i "poprawne" zdania, bo to nie artykuł, ale wpis do pamiętnika.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2015, 16:15
Witam sie ze szpitalnego loza 
Zadzwonilam rano do profesorki i powiedzialam o tym twardniejacym podbrzuszu..ze robi sie twardy kilka razy w ciagu dnia..myslalam ze zaleci jakis magnez czy cos..ale kazala podjechac na izbe..no a tam wiadomo..ze od razu biora na oddzial.. Niby od 20tc takie chwilowe twardnienia sa normalne..ale z racji obciazonego wywiadu pewnie woli poobserwowac w szpitalu.. Mam nadzieje ze wszystko jest ok..i ze dlugo tu niezabawimy!
Wczoraj chyba w koncu wybralismy imie dla synka.. Szymon,Szymus,Szymonek..z jezyka hebrajskiego "szim on" Bog wysluchal...-no i tak sie stalo.. Bog wysluchal moich prosb.. 
Maz pojechal odebrac wozek..ten ktory wczoraj ogladala siostra..bo byl u nich w miescie-wiec pojechala obejrzec jego stan..no i jest ok..do tego fotelik maxi cosi..i to wszystko za bardzo fajna cene 
Zacznę od tego że wczoraj nastąpiło pojednanie. Nawet nie krzyczałam, tylko tłumaczyłam o co jestem zła. On tak samo mi wytłumaczył o co on był zły. Długo byłam nieugięta, wmawiałam sobie że żadna jego mina kota ze Shreka mnie nie złamie. A jednak...
Dotarło do mnie że moich błędów tu też było dosyć sporo. Mogłam przecież schować swoją dumę i ja zainicjować, albo chociaż go nie odpychać jak chciał mnie przytulić. Jego zabolały moje słowa - nieprzemyślane. Dotarło również do mnie to że jego też to wszystko stresuje i denerwuje - że nam nie wychodzi. Przykro mu że wszystkim wokół się udaje bez problemu a nam nie 
Postanowienie - przerwanie starań. Mamy nacieszyć się sobą, obrać jakiś cel w życiu, postanowić co dalej. Może wyjechać na jakiś weekend. Chciałam jechać do Częstochowy, pomodlić się za tatę, za mamę, za moją chrześnicę i za nas. Może wybierzemy się w sobotę lub niedzielę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 16:33
Ależ się dzisiaj wystraszyłam... poszłam do toalety a tam... skrzep jakiś z krwią wypadł ze mnie...
niedobrze, niedobrze.... owulka wg ovu była 5 dni temu.... hm.... coś mi tu nie pasi... do gina lecieć nie będę bo znowu mnie op...oli... mam nadzieję, że to przejściowe... zobaczymy jutro jak sytuacja się rozwninie....
Dialog z poranka:
Mąż: Musimy kupić kilka drzewek.
Ja: Jakich drzewek?
M: No owocowych
J: A gdzie je chcesz posadzić?
M: W Polsce
J: Po co Ci drzewka w Polsce?!
M: Bo jak będziemy przyjeżdżać z naszym dzieckiem do Polski, to będzie mogło zjeść sobie takie zdrowe świeże owoce, a wiesz że zanim drzewka zaczną owocować, to mija trochę czasu, więc musimy je kupić już w tym roku.
Wow. Przytkało mnie. Gdzież to taki plan sobie wymyślił?
Ogólnie mężu mój jest strasznie przejęty. Wczoraj jak wróciliśmy po spacerze i zakupach przemarzłam i rzuciłam się prosto do łóżka, a on zrobił gorącą herbatkę, później obiadek, pozmywał. No no, zachwycona jestem. Ale nie chwalę zbyt mocno, coby się nie popsuł 
Dzwoniła do mnie rano teściowa (tak, to było celowo do mnie, bo jak dzwoni, to zawsze w godzinach popołudniowych jak mąż jest po pracy). Pytała jak się czuję, czy wszystko ok i takie tam. Mąż się śmieje, że teraz jestem u nich w rodzinie głównym tematem. Pewnie wszyscy drętwieją czy przypadkiem nie będzie powtórki z poprzednich przeżyć.
Moja mama dzwoniła popołudniu i stwierdziła, że chce kilka dni wolnego, żeby odwiedzić babcię, po czym dodała, że kolejny urlop zaplanuje sobie dopiero na październik. To jej mówię, że w październiku kiepska pogoda i raczej się nie opali, chyba że wybiera się w ciepłe kraje
Ale ona już zaplanowała, że przyjedzie do mnie i pomoże
Hehehe, świat stanął na głowie
Moja mama nie przepada za tego typu "rozrywkami", ale skoro chce, to ja jej nie będę stawać na drodze
W sumie 2 tygodnie to spokojnie dam radę ja z nią i ona ze mną ;]
Niby cieszę się z każdej ciąży moich tutejszych ulubienic ale zaczynają strasznie boleć
czuję się z tym źle, że zazdroszczę
patrzę na rosnące brzuchy, na kolejne badania z pięknymi wynikami, na tą radość i jest mi tak cholernie źle że to nie ja, że moje maleństwo mnie opuściło a kolejne szybko nie zawita pod sercem 
W pracy wczoraj dziewczyna która mnie szkoliła powiedziała że jest w ciąży a mnie jakby ktoś zdzielił prosto w twarz nie z pięści a z buta!
Teraz muszę ją zastępować i mam zawieszony urlop do odwołania... czyli gdzieś do okolic wakacji
i jak tu próbować IUI? jak zorganizować czas na monitoring? Tak wiem jest cudowna funkcja UŻ ale za to jest -5% premii z później płacz przy wypłacie 
Kolejne miesiące czekania? Nie chcę! Nie wytrzymam już 
Beta HCG 94,7
Chyba dobrze 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.