Hej Kochane,
U mnie nic nowego, @ przyszła spóźniona 2 dni?!
Mam dość już tej pracy, odliczam dni do wyjazdu;)
Udało mi się dzisiaj dodzwonić do kliniki odebrali po 31 połączeniu, po czym okazało się, że doktorek nie dał grafiku, spróbuje jutro. Jeśli nie uda mi się do niego umówić poszukam innego lekarza. Będziemy w PL tylko 1,5 miesiąca i chcę już coś w tym czasie zdziałać, a nie bezczynnie czekać kolejne pół roku 
Fajnie,że jesteście, wszystkie moje koleżanki (a nie mam ich dużo i tylko kilak wie, że się staramy) myślą, że wszystkie te problemy z zajściem w ciąże to wymysły. Same jeszcze nie próbują, zazdroszczę im tego beztroskiego podejścia, że raz i już.
Już znam ich wszystkie teksty "na pewno się uda", "przestań o tym myśleć", "to jeszcze nie Twój czas"itp. Chyba wszystkie to przerabiałyśmy, tak mnie to denerwuje:/
Naczytałam się pamiętników przez 2 dni i codziennie śni mi się, że jestem w ciąży lubię te sny
)
Miłego wieczoru Kochane :*
34 tydzień (33+5)
8 miesiąc
43 dni do planowanego spotkania 
84% na wykresie...
wypuścili nas ze szpitala,ale mamy całkowity zakaz wstawania,szyjka zgładzona ma 0,5 cm na szczęście rozwarcie nie postępuje...
jeszcze chociaż dwa tygodnie synku posiedź w brzusiu
kochamy Cię 
Dziś rano wydarzyło się coś czego w życiu się nie spodziewałam! Absolutnie zwaliło mnie to z nóg.
Ustaliliśmy z mężem, że śpi w salonie, bo kaszle, smarka - i oboje się nie wyśpimy. Spało mi się zatem genialnie - całe łóżko moje! (ŚNIŁO MI SIĘ, ŻE DOSTAŁAM OKRES!!) Zaraz po przebudzeniu po 7 rozpoczęłam procedurę pomiaru temperatury. Oczy wyszły mi z orbit jak zobaczyłam 37,22C (ale hola hola...się temperatura rozpędziła przez ból gardła i fakt, że chyba zaczęłam łapać coś od męża)...Trzeźwość umysłu sprawiła, że postanowiłam zmierzyć jeszcze raz po drugiej stronie paszczy...37,14C - pomyślałam rozrzut za duży, zmierzę jeszcze raz i wyciągnę średnią
Znowu 37,14C. Mój pęcherz zaczął wyć do księżyca...a raczej porannego słońca...więc wstałam, idąc do drzwi od sypialni szepnęłam sobie pod nosem "ciekawe czy coś z tego będzie" (uradowana oczywiście wysoką temperaturą - normalny człowiek nie cieszy się z wysokiej temperatury - to musi być kobieta!)...idę...prawie skręciłam do łazienki, ale postanowiłam rzucić okiem na salon będąc przekonaną, że mąż zostawił bałagan...Zaglądam...
...moim oczom ukazał się mąż! Siedzący cicho w rogu kanapy, otulony kołdrą jak beduin!! Mój mąż! Mój okaz zdrowia i rzetelności wobec pracy. Miał dziś jechać w delegację i co? I nie pojechał!! Co więcej...po chwili rozmowy wyznał, że pójdzie do lekarza!! Trzymajcie mnie...ja nie wiem - chyba męża mi podmienili, albo to zaćmienie piątkowe namieszało...albo Ibuprom zatoki... 
Niniejszym pierwszy raz w życiu będę miała męża na zwolnieniu lekarskim w domu. I to do końca tygodnia pewnie!! Aaaaa......módlcie się 
P.S. ja się modlę za siebie...żeby mnie do końca nie rozłożyło - póki co czuję tylko fragment poniżej gardła...jakby tchawicę - ale może to przez fakt, że wczoraj miałam cztery "gadane" godziny w pracy...

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2015, 08:27
Choć czasem już tracę wiarę. Zastanawiam się wtedy czy to nie są jakieś znaki. Roi mi się mnóstwo myśli w głowie. Muszę sobie wszystko przemyśleć i poukładać.
No i moje przeczucia sie nie mylily
Jutro mam urodziny i myslalam ze moze dostane fajny prezent a tu figa
musiała nadejsc wlasnie dzis
wielka czerwona dama nie da sie pocieszyc nawet w urodziny
Mam jej dosc:( jestem zalamana i zyc sie odechciewa . Czemu inni moga cieszyc sie takim wielkim a zarazem malutkim szczesciem a ja ciagle dostaje kopa w dupe ! To jest niesprawiedliwe dlaczego osoby ktore nie chca dzieci maja i to nawet po kilka a Ci co pragna nie moga miec i walcza o nie z calych sil. Trace sily i nadzieje ze nadejdzie kiedys taka chwila ze zlapie sie za brzuszek i zaplacze ale ze szczescia mowiac mezowi ze sie wkoncu udalo.
7 dzień cyklu - 7 dzień drugiej Nowenny Pompejańskiej
50,5 kg
ciśnienie 88/56
tętno 82
Przez cały poranek zastanawiałam się czy może jednak nie iść na tą histeroskopię...plamienie się skończyło, więc może lepiej "kuć żelazo póki gorące". No i zadzwoniłam jeszcze na oddział zapytać co dokładnie mam ze sobą wziąć, a siostrzyczka, z którą rozmawiałam "A czy Pani nie jest przypadkiem przeziębiona?" Głos miałam taki, że trudno nie zauważyć...no to mówię, że jestem zaziębiona i boli mnie gardło. A ona "no to na jaki termin Panią zapisać? Bo przy przeziębieniu nie może mieć Pani zabiegu". Czyli "problem" rozwiązał się sam. Następny termin na 27-go kwietnia i marzę, żeby nie był potrzebny...
Postanowiłam odwiedzić aptekę, żeby szybciej wyleczyć przeziębienie...postawiłam na Prenalen. Póki co to nic wielkiego, a nie chcę uderzać niczym silniejszym. No i mam Prenalen syrop, Prenalen gardło...tego psikacza do nosa nie było. No to mówię, że w takim razie chcę jakąkolwiek wodę morską. Aptekarka wyciąga specyfik i do mnie "Dam Pani to...jest dobre i akurat w promocji. A Pani chyba nie jest jeszcze w zaaawansowanej ciąży". Zrobiło mi się w sumie trochę przykro.. Niezła wariatka ze mnie...jestem "w hipotetycznej tygodniowej ciąży" i leczę się Prenalenem...
Niedawno skończyliśmy skręcać szafę. Okazało się, że trochę przekombinowaliśmy... Złożyliśmy szafę narożną - super. Składamy drugą i M. patrzy na nią, na mnie i pyta "Jak szeroka jest ta szafa?" no to mówię, że metr... I wtedy dotarło do nas jak bardzo spierniczyliśmy! Szafa całkowicie zasłania włącznik światła!! Poleciało trochę niecenzuralnych słów...ale na szczęście mamy tak krzywe ściany, że nawet zza szafy uda się włączyć światło - ŻYJEMY 
____________
1 śniadanie: Chleb żytni z żółtym serem, sałatą, papryką, pomidorem i ogórkiem kiszonym
2 śniadanie: Wafle ryżowe, serek wiejski, papryka i jabłko
3 śniadanie: Chleb żytni z żółtym serem, sałatą, papryką, pomidorem i ogórkiem kiszonym
Obiad: Sałatka z grillowanym kurczakiem (sałata lodowa, czerwona cebula, papryka, cukinia, biały ser, kukurydza i sos winegret) + sok wyciśnięty z pomarańczy
Kolacja: Kiwi, melon i migdały
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2015, 19:58
Tak sobie myślę,że bardzo chciałabym być w ciąży.Dla mnie to naprawdę ostatni dzwonek,trochę późno zdecydowałam się na starania o drugie dziecko.ale nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem.Jestem bardzo ciekawa czy w ogóle nam się uda.Teraz pozostaje mi czekać z 9 dni i zrobić test.W pierwszej ciąży zrobiłam go w 7 dpo i wyszedł pozytywny.Pamiętam to jak dziś jak oglądałam go na parapecie:))
Mały przegląd trzynastek 
13 VII 13 - ślub
13 notowany cykl starań
26 (13 x 2) II - początek obecnego cyklu
13 III - owulacja
26 (13 x 2) III - w 13dpo - zrobię test 
Nawet jak nic nie wyjdzie w tym cyklu to będzie chyba najciekawszy cykl pod względem matematyczno-trzynastkowym 
Głupek z Ciebie sky
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2015, 21:15
Jutro badanie krwi, żeby potwierdzić owulację. Bo co do tego tam mam rozbieżne informacje. Na badaniu usg wykazało, że owulacja nastąpiła w 12 dc, a z kolei na Ovu że dopiero w 14 dc. I czego mam się trzymać?
No i chyba mamy owulację albo już po. Szczerze nie wiem. Śluz płodny wystąpił więc mogę się domyślać jednakże w zeszłym miesiącu śluz płodny wystąpił dwa razy i dopiero za drugim razem była owu. Teraz tempka poszła w górę więc mam nadzieję, że chociaż trochę trafiliśmy. Musimy się w następnym cyklu bardziej wziąć do roboty bo jak patrzę na niektóre wykresy gdzie dziewczyny mają
codziennie to my chyba jesteśmy mało pracowici 
Łażę ostatnio przemęczona, wczoraj w drodze do pracy zasypiałam na stojąco potem mi senność przeszła na wieczór znowu wróciła. Dzisiaj chyba się wyspałam nawet i się cieszę że mam wolne. Miałam pojechać pozałatwiać sprawy jak zwykle mi się nie chce. Jutro mój M. wyjeżdża to pojadę i załatwię to co mam do załatwienia 
Plan na dzisiaj? Zrobić pranie, prasowanie, zrobić obiad, upiec american cookies z kawałkami czekolady, zrobić pana cottę
Chyba nie tak źle 
Zrobiłam drugi sikany test i jest 2 bladziutka kreseczka
matko jak się ten czas do 15 dłuży!! Ja już chcę wynik bety !!!
Jeśli to prawda, jeśli wydarzył się cud. To jest to CUD Świętego Józefa i jego nowenny. I niech mi, ktoś powie, że modlitwa nie działa cudów. Działa serio !!! Wiem, że to jeszcze nic pewnego ale już dziękuję Ci Boże za ten cudowny dar, który nam ofiarowałeś
!!!
13cs
24dc
13dpo
6sty dzień plamień przedokresowych 
poniedziałek
Jutro zaczynam 14cs. Aż mi się myśleć o tym nie chce, bo padam na pyszczek. Dziś byłam w pracy od 8:00 do 19:00 (lekcje + rada pedagogiczna). Jutro jestem w pracy od 8:00 do 19:00 (lekcje + dzień otwarty). Jak mi dojdzie do tego potok krwi i ból brzucha, to będę beczeć.

Ale co mam zrobić? Wyboru nie mam.
Potem mi jeszcze zostanie mega ciężka środa. Gdy wrócę do domu ok 19:00, odetchnę z ulgą.
Boże daj mi siłę na te dwa ciężkie dni.
p.s. podejrzewam u mnie niedomogę lutealną. Zawsze plamię przed @. W tym cyklu to już w ogóle. Cykl będzie miał 24 dni:
minus 5 dni na @ - zostaje 19
minus 6 dni na plamienia przed kolejną @ - zostaje 13.
13 dni na dojrzewanie pęcherzyka, owulację i fazę lutealną. Ciut za mało.
Poza tym od kilku lat bolą mnie non stop piersi - przed @ gorzej, po @ lżej, ale i tak bolą. Usg piersi mam ok, ginekolodzy lekceważą ten temat.
No... taki dłuższy p.s. mi wyszedł. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2015, 22:04
Tempka rosnie a wraz z nia moja niecierpliwosc
co dziwne caly czas pobolewa mnie delikatnie podbrzusze i brzuch mam ewidentnie na 3 miesiac :p ciagle wzdecia
staram sie nie nie nakrecac i nie rozmyslac zeby nie bylo mi tak przykro jak sie nie uda, wczoraj widzac moj bebzolek maz powiedzial ze ladnie bede wygladala w ciazy :} chcialabym zeby sie udalo bo 12 kwiektnia przylatuje moja siostra do polski ze studiow z anglii i na dodatek bedziemy swietowac moje i tatuncia imieniny i jeszcze urodziny jeszcze mlodszej siostry... idealna okazja do poinformowania
no zobaczymy! Owu przesunal owulke na inny termin ale i tak bede testowac 1.04 to tylko dzien roznicy najwyzej 2 sprawdzimy jeszcze raz
czasie lec szybciej!
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2015, 06:38
Owulacja zbliża się wielkimi krokami, czuje to dość boleśnie. Choć nie wiem czy to bardziej nie jelita. Cholera wie.
Pani dr powiedziała że te bóle nie muszą wskazywać na to że jajco pęknie. Co mnie lekko zdziwiło bo przecież jakiś tam skok temperatury jest, druga faza ewidentnie wyższa, więc czemu miało by nie pęknąć ?
Z ciekawości zapisałam się jutro na monitoring i zobaczymy. Co prawda inny lekarz, ale co tam, może znów dowiem się czegoś nowego. No i dobrze by było gdyby zrobił mi posiew, jak to mam w zaleceniach ..
Temperatury nie mierze bo nie ma sensu. Nie chce mi sie poza tym. Całe te starania gdzieś są obok mnie, nie myślę o tym już tak intensywnie, nie zaśmiecam sobie tym głowy, nie przeżywam jak z początku. Psychicznie mi lepiej ..
W pracy też, do tego stopnia że chyba ciśnienie mam prawie 0, słabo mi od paru dni okropnie. Gdyby nie bdb wyniki mogłabym twierdzić że coś ze mną nie tak. A tak, do czego sie przyczepić ? Brak witamin ?
Przyznam że od miesiąca nic nie łykam. Wczoraj zaczęłam znowu - Mg z B6, prenatal, MACA, Koenzym Q10 .. może coś pomogą.
23 dc.
waga 94,3 kg
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2015, 14:03
5cs, 34dc, 15dpo
Nie wiem czy dam rade odpuscic starania. Muszę jakoś wyślizgać sie z tego awansu i wyjazdu...
Wnioski z tego cyklu:
- Dupek raczej podnosi mi tempe i to dość znacząco (3-3,5 kreski). Jesli przy jego braniu tempa jest na tym poziomie to skok raczej sztuczny. W poprzedniej ciazy tempa oscylowała w granicy 36,65-36,70 i tylko taki poziom jest tropem ze cos sie dzieje.
Czekam na @. Wg ostatniego cyklu powinna przyjść jutro (w 3 dzien po odstawieniu dupka). Potem cykl z monitoringiem...
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2015, 19:20
kurczę, owulka w tym miesiącu nie może sie zdecydować. Zrzucam te wachania na skutki badania drożności. Tempka nie może skoczyć w górę mimo że ovu wyznaczyło mi owulację na dzisiaj .Śluz niby był i jest . Sama już nie wiem...... Generalnie nie rezygnuję z serduszkowania 
. Tak jakoś lżej sie serduszkuje wiedząc że za chwile jesli sie nie uda to nam "pomogą" . Wczoraj nie mogłam sie dodzwonić do gina żeby zaplanować przygotowania do inseminacji. Próbuję dzisiaj
Miłego dnia 
Mój syn zaczyna jutro żłobek. Jestem podekscytowana i przerażona. Wiem, że sobie poradzi. Jest śmiały, otwarty, lęk separacyjny już zażegnaliśmy. A mimo to mam wielki stres... To ogromny krok. To moment, który otwiera mi oczy na upływający czas... I przychodzą refleksje... Chęć rozwoju, chęć pozytywnych zmian. Porządki w szafie, ogarnięcie bibelotów w domu w myśl zasady "Mniej znaczy więcej"... Taka wiosna w życiu na przekór zbliżającej się jesieni... Pojawia się żal do samej siebie za tyle lat, które przepuściłam przez palce. Bo dopiero on nauczył mnie wykorzystywać czas do maksimum, każdą minutę wyciskać jak cytrynę. Dotąd byłam taka beztroska, taka wolna, taka nieroztropna. A tyle mogłam zrobić, tyle osiągnąć... Wbrew obawom to właśnie macierzyństwo zaczyna powodować, że robię więcej dla siebie. Czasu mam mniej, a jednak korzystam z niego roztropniej. Przemuś zaczyna nowy etap, ja wracam do starych ulubionych zajęć. Dziś łódzkie focenie.







I Ptyś słodki 



Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2015, 22:54
Dziś mam chyba kolejny gorszy dzień... Mój mąż nad ranem dostał smsa od swojego kolegi, że urodził mu się syn. Pokazał mi go, a mnie się aż nogi ugięły z żalu. Bardzo się cieszę czyimś szczęściem i życzę temu dziecku i jego rodzicom jak najlepiej, ale nie potrafię w takich sytuacjach zachować kamiennej twarzy. Od razu w oczach pojawiły mi się łzy, w piersiach uczucie jakby mi ktoś wrzucił kamień, jeszcze ten mój szczękościsk, aby nie dać po sobie poznać, że mi przykro... Momentalnie wycofałam się do łazienki, aby nic nie zauważył <nie chcę go dodatkowo dołować> Nie potrafię sobie z tym poradzić... Widziałam w jego oczach, że mu żal, że to my nie możemy się tak cieszyć, że wszystko mamy pod górę... Do tej pory jakoś nie zauważałam u niego takich reakcji, ale wydaje mi się, że do niego powoli zaczyna docierać też to, że wszyscy wkoło mają dzieci, a nam jakoś się nie udaje... Jeszcze te podteksty ze strony jego taty... Nikt jakoś do żadnej pomocy się nie garnie, ale swoje 3 grosze zawsze ma do dorzucenia.
Podczas wielu z wizyt u jego rodziców, teść niejednokrotnie dawał do zrozumienia, że chyba sypiamy oddzielnie bo jakoś wnuków nie widać... Któregoś razu po takim obiadku nie wytrzymałam i oberwało się mojemu mężowi, powiedział, żeby zrobił porządek ze swoimi rodzicami bo ja nie mam zamiaru wysłuchiwać takich tekstów. Przekazał co trzeba swojemu tacie, na jakiś czas był spokój, aż tu nagle po naszej dłuższej nieobecności u nich w dzień kobiet otrzymałam życzenia od teścia, po czym dodał, żebym wreszcie udowodniła, że jestem kobietą... Chyba nie muszę tłumaczyć w jakim kierunku to zmierzało... Nie mogę wybić sobie tego z głowy. Wszystkie te wydarzenia niestety nie dają mi spokoju...
Dodatkowo przeraża mnie myśl, zostania samej na 2 tygodnie tuż po świętach, bo mój mąż wyjeżdża na wyjazd służbowy...
A najgorsze jest to, że w najbliższym czasie czeka mnie coraz więcej nowinek o narodzinach dzieci znajomych, bo niemal wszyscy nasi znajomi oczekują narodzin...
A u mnie niestety ten stan dochodzi już do takiego poziomu, że nawet w pracy nie potrafię powstrzymać łez...
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 marca 2015, 10:21
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.