34t4d
Wczoraj wyszłyśmy ze szpitala. Przez cały poniedziałek się kijowo czułam, mała nie bardzo się ruszała, od niedzieli brzuch twrady, skurcze co jakiś czas... Zadzwoniłam do mamy - kazała jechać na ip. Zadzwoniłam do lekarza - też kazał :) To pojechałam. Myślałam, że tylko zrobią mi ktg i puszczą, ale przyjęli mnie na oddział. Okazało się, że od czwartku z półrozwartej szyjki zrobiła się cała rozwarta na 1,5cm. Ale nadal twarda i o długości 1,9cm. Chyba na tej podstawie lekarka stwierdziła, że podajemy sterydy. Więc jesteśmy po sterydach na płucka i możemy rodzić :D Na ktg pisały się dość mocne, w miarę regularne skurcze. Przez noc. Potem rano lżejsze. Już myśleli, że będę rodzić :P Ale szyjka została bez zmian aż do wyjścia. A skurcze się uspokoiły. Też aż do wyjścia, bo wczoraj w domu miałam powtórkę z rozrywki. No i podłączyli mi kroplówki, bo wód mało. W dwa dni podniosły się z 5 do 7, więc też jest ok. No i najważniejsze - z Zosią też wszystko ok. Tętno cały czas w normie, ruszać się rusza, waży mniej więcej 2080g. Ponoć jest długa i chuda - po mamusi ;)
Jedyne czym mnie zmartwili to to, że mogę nie urodzić sn donoszonej ciąży. Z resztą to tylko potwierdza teorię mojego lekarza... To znaczy zależy ile mała przybierze i czy mi się kości łądnie rozejdą. Oby. Szczerze, to skoro jesteśmy po sterydach, a mała całkiem ładnie przybiera, to ja mogę rodzić już za jakiś tydzień z hakiem. Zobaczymy. Tak czy siak za mniejwięcej miesiąc już napewno będzie z nami <3
W szpitalu wielkie dziwy. Leżała ze mną dziewczyna, 39tc, przyjęta z zakrzepicą. Pierwsze dziecko, postanowili wywołać jej poród. Na ktg już wcześniej pisały się skurcze, ale ona twierdziła, że to mała wystawia pupkę ;) Około 15 założyli jej cewnik foleya ( czy jak to się tam nazywa), zaczęła czuć trochę te skurcze (jak to określiła - średnio mocny ból okresowy) i o 20 zabrali ją... z 7cm rozwarciem! 40 minut później maleńka już była na świecie. A jaka śliczna, jaka pucata :) A mamusia po porodzie wyglądała... jak gdyby nigdy nic. Zero śladów zmęczenia czy czegokolwiek.
Inna dziewczyna - poszły jej wody w 32tc. Musiała mieć cesarkę. I wyciągnęli z niej dziecko w rozmiarze 52 ważące 3100! I też na drugi dzień jak ją widziałam wyglądała całkiem normalnie, tylko przemieszczała się powoli.
Trzecią przywieźli mi na salę też jakąś chwilę po porodzie - nienaruszony makijaż, ułożone włosy. Sama się przywiozła (mąż z drugim dzieckiem został) i urodziła chyba w półtorej godziny.

Tyle moich wrażeń szpitalnych.
I mój lekarz jak zwykle mnie zaskoczył. W poniedziałek jeszcze kazał mi napisać czy mnie zostawią i jak się ma sytuacja. Napisałam. A w środę zadzwonił do mnie spytać jak się czuję i jak postępy :) Każdemu życzę takiego zaangażowanego lekarza.

No i w sumie teraz już nie jestem pewna gdzie chcę rodzić, bo okazało się, że ten szpital w którym byłam (a który z początku odrzuciłam) jest super. Personel bardzo miły, sale porodowe ładne, wszystko odnowione, no i takie szybciutkie i bezproblemowe te porody ;) Z drugiej strony w tym szpitalu gdzie chciałam rodzić pracuje mój lekarz, wszyscy go znają, nie jestem anonimową pacjentką z ulicy, warunki podobne. Tyle, że w tym pierwszym mają lepszą opiekę dla noworodków. Wydaje mi się, że w końcu zdecyduje Zosia. Zobaczymy który to będzie tc i godzina (korki na mieście) i zdecydujemy wtedy gdzie lepiej pojechać...

Natomiast wiadomością dzisiejszego dnia jest po pierwsze PIERWSZA ROZPAKOWANA MAJÓWKA - wielkie gratulacje dla KotMisi!
A po drugie ZUS się w końcu zdecydował i w przyszłym tygodniu dostanę pieniążki!!!

Edit: Właśnie się okazało, że KotMisia nie była pierwsza, wyprzedziła ją Nana z synusiem Natankiem - wielkie gratulacje!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2015, 15:54

gabi544 moja historia 27 marca 2015, 14:17

Obudziłam się o 4.30! a teraz chodzę jak żywe zombie... półprzytomna. Zaraz się położe spać chyba, a kto mi zabroni ;)
zapisałam się do nowego endo,najlepszy w okolicy i przyjmuje bliżej niż sie spodziewałąm, bo tylko 45 km, a nie jak wcześniej myślałam 90. już nie mogę sie doczekać wizyty i tego co mi powie.


czytałam swój horoskop na wiosnę - nastroił mnie baaardzo pozytywnie - cytat: "ciepłe dni sprzyjają myślom o powiększeniu rodziny. Jeśli sie postarasz, potomstwo pojawi się już na początku przyszłego roku." AHHHH... jakby było pięknie :)

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 27 marca 2015, 14:17

Jestem juz po HSG. Musze przyznac, ze tabletki podzialaly, bo zarowno w czasie otwierania szyjki macicy, jak i podawania kontrastu czulam sie calkiem dobrze :) Dlugo sie wyczekalam i stresowalam przez to badanie - lekarz mial jakis nagly przypadek - ale jak przyszlo co do czego, bylo calkiem w porzadku. Przez chwile czulam cisnienie w brzuchu (szczegolnie jak sie polozylam na lewym boku - a to ciekawe akurat, bo tam nie mam jajowodu), ale bylo to duzo lepsze niz moje wyobrazenia o HSG po doglebnym czytaniu forum na internecie ;) Nawet chyba mniej bolalo jak sono-HSG - a z pewnoscia mam mniej krwi na podpasce! :) Takze dziewczyny, jesli sie zastanawiacie - to nie ma sie czego bac, warto wykonac to badanie :)

Ale, ale... najwazniejsze, ze widzialam wlasny jajowod! :) Jest. Taki biedny osamotniony, tylko z jednej strony - ale jest :) Czyli jest drozny! :)
I na pamiatke dostalam nawet plyte z nagraniem, ktore mozna otworzyc na zwyklym komputerze ;) Co myslicie o jajowodzie na pulpicie komputera? ;)

Jedyny negatywny aspekt byl taki, ze poszlam do rejestracji po zwolnienie lekarskie - a to juz 13h byla - a Pani mi mowi, ze moze mi wypisac zwolnienie do poludnia. Tlumacze jej, ze zanim dojade busami do pracy, to bedzie 14h30 (juz nie mowiac o obiedzie) - a ta, ze calodniowe moze mi wypisac tylko lekarz, ktory poszedl sobie do domu... Zirytowalam sie, uparlam i powiedzialam, ze nie czuje sie na silach pojsc do pracy i bardzo ja prosze, zeby zadzwonila do tego lekarza. Najpierw kazala mi wrocic popoludniu po zwolnienie, ale potem zadzwonila... i okazalo sie, ze wrocil i podpisal to zwolnienie bez problemu. Tutaj chyba tak trzeba - z uporem maniaka, chamsko i na bezczelnego powiedziec, ze zle sie czujesz i nie pojdziesz poki nie dadza Ci zwolnienia.... Do tej pory bylam cicha, uprzejma - i nawet po operacji usuniecia pozamacicznej po paru dniach musialam isc do pracy. Koniec z tym, dostalam L4 i bycze sie z kawusia na balkonie. A co ;)

jajowod.jpg

jajowod_2.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2015, 15:00

Boże święty ja za chwile zwariuje...ciągle mam bóle jak na okres, ale go nie ma????Ostatni okres dostałam 25 lutego,i do teraz nie mam ....co o tym myślicie dziewczyny ??????POOOOOOOOOMOOOOOOOOOOOOCCCCCCCCCCCCYYYYYYYYY!!!!!!!! :(

Byłam
Zawsze coś..bo jak mogłoby być inaczej
Szpital wyczerpał już kasę na projekt na to półrocze. Wystąpił o dodatkową kasę.

standardowo wcięło mój wynik badania - tym razem AMH ..na szczęście znalazło się :D
I tak.. mam się zgłosić 26.05.2015r. Jeśli dostaną dodatkową kasę to lecimy z tematem, a jeśli nie to podchodzimy w nowym półroczu, w lipcu.
Ostatnio była dyskusja, że fajnie byłoby rodzić wiosną kiedy to nie ma śniegu, lodu, ciężkich ciuchów itd. Chciałam to mam ;-)
AMH 3,48
FSH 4
Tsh do poprawy (dostałam Euthyrox). Niby w normie, ale jednak trzeba zbić.
Brak wszelkich czynników dyskwalifikujących.
W związku z tym, że niepłodność idiotyczna to invitro będzie metodą ICSI ( tu chyba dobra wiadomość). W związku z tym, że 35+ mogą zapłodnić więcej niż 6 komórek, mało tego na moje życzenie mogą podać mi dwie! :-D ale to jest do przemyślenia.
Będziemy szli raczej krótkim protokołem z antagonistą. Nie będzie trzeba się tyle kłóć, bo podaje się tylko raz.Dokładną rozpiskę dostanę na kolejnej wizycie.
No to czekamy do maja


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2015, 14:34

Zabieram się do tego wpisu od poniedziałku. Niestety synuś nie pozwala mi na zrealizowanie tego planu :P a to dlatego, że przez ostatnie dni jakoś mało śpi w dzień. Wyobraźcie sobie, że w środę spał niecałe 3 godziny w dzień! Sześciotygodniowe dziecko? Jak to możliwe? :P Oczy jak 5 zł , ochota na rozmowy i zabawy a spać zamiaru nie miał :P oczywiście mamusia walczyła jak tylko mogła żeby go zmęczyć ale Tomasz za każdym razem zwyciężał :D

We wtorek byliśmy na szczepieniu. Oj na samą myśl chce mi się płakać :(
Mój najcudowniejszy synuś waży 5400! :D i wszystko jak w najlepszym porządeczku. Został ukłuty 3 razy :( w rączki i w nóżkę.. no myślałam że serce mi pęknie!!! Pierwszy raz widziałam łzy u mojego Skarba :( :( za trzecim razem tak płakał że oddechu nie mógł złapać i tak się wystraszyłam.. Boże.. żadnego dźwięku nie wydawał tylko buźkę miał otwartą :( moje biedactwo.. Ale szybko się uspokoił, ubrałam go i pojechaliśmy do domku. Przed samą bramą zasnął mi w wózeczku więc nie chciałam ryzykować i go budzić żeby go dokarmić (bo ja jechałam na kontrolę do ginekologa). I dobrze zrobiłam bo moje kochane maleństwo spało 3 godziny! <3 Cały mój pobyt przespał :)
No a mamusia była się pobadać :) wszystko dobrze! Bałam się jakoś strasznie badania. Wiecie, że będzie bolało ale luuuuzik :D NIC nie bolało. Na @ się nie zanosi więc super :) pytałam się też o tabletki antykoncepcyjne, ale muszę się nad tym poważnie zastanowić bo chyba sama nie wiem czy na pewno je chcę. Mam jeszcze czas bo ginekolog powiedział że i tak jeszcze 1,5 miesiąca powinnam poczekać :) . A jak mały będzie miał pół roku to mam się zgłosić na cytologię.

A tak to wszystko u nas dobrze :D bardzo dobrze :) codziennie patrząc na małego nie mogę uwierzyć, że jest ze mną.. <3 że jest MÓJ <3 tylko mój.. Kocham jak na mnie patrzy.. jak się uśmiecha :D mam odrazu łzy w oczach <3 moje szczęście <3 <3 <3

Dziś w nocy spał ciągiem 5 godzin ! :D chyba nadrabia za dzień :P

Pierwszy sen ze smoczusiem :D

2v13ehg.jpg

Powoli trzymamy już grzechotki :D jest bardzo zainteresowany tym dźwiękiem

64osg1.jpg

KOCHAM CIĘ NAD ŻYCIE SYNECZKU ! <3 <3 <3 <3 <3 <3

16aqgjp.jpg

justa1234 NADZIEJA nie umiera nigdy!!! 27 marca 2015, 15:27

Chyba zwariuję do poniedziałku :-( :-( codziennie myślę tylko usg, czy wszystko w porządku, niby nic mnie nide boli plamień nie mam ale gdzieś w tej głowie mi siedzi obawa i strach :-( :-(

kredeczka91 groszki, fasolki i inne 27 marca 2015, 15:30

Objawy zniknęły :) oprócz zmęczenia i jakby częściej chodzę do toalety, czyli może jednak nie zniknęły? ;) piersi nigdy mi nie dokuczały, dzisiaj ledwo swędziały ale nie uważam tego za objaw, no może troche dokucza mi podbrzusze, ale to może być wszystko :D dzisiaj dowiedziałam się że od 3.04 przejdę w pracy na pełen etat co oznacza więcej $$ ;) bardzo się ciesze i w związku z tym nie zaszkodzi jak popracuję jeszcze cały kwiecień a w maju zobaczę II :) to tyle z przemyśleń, wewnętrzny spokój i czekanie do 1.04 na @, tak myślę ;)

Ralpina Matylda? 27 marca 2015, 15:56

6t2d Piątek

Jak bym na wadze nie stanęła, to nie chce pokazać inaczej. 57,1 kg czyli dokładnie 1kg do przodu. W super dopasowanych gaciach się nie dopnę :(

Nie jest to wielki powód do zmartwienia bo:

- poprzednio przytyłam 20kg i zrzuciłam z palcem w... tam, gdzie mi najbardziej urosło ;)
- nie jem słodyczy, więc nie mam wyrzuta sumienia z powodu wrzucania w organizm pustych kalorii
- mam niedowagę (56kg przy 180cm), więc z czystym sumieniem mogę przytyć więcej niż przeciętna ciężarówka

Reasumując, tragedii nie ma, ale miałam nadzieję, że tym razem mi się uda tej wagi nieco przypilnować. Pilnuję i efekt taki sam jak poprzednio, kiedy nie pilnowałam... Widocznie taki już mój los, że tyję w ciąży jak słoń. Czas najwyższy się z faktem powyższym pogodzić. Na 18:00 idę na pilates :) Już mi się prawie odechciało, bo mdłości próbowały swoich sił o poranku. Ale chęć powróciła, bo jak już mam być słoniem to przynajmniej sprawnym :)

Negatyw!


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2015, 10:35

dzabuch moja terapia 27 marca 2015, 16:25

9+1

Jak już wspomniałam, kochane są te moje położne. Jedna dziś zadzwoniła do mnie, żebym odebrała paczuszkę. Oto co dla mnie przygotowała całą pakę bajerów dla malucha.


Dodam, że to znajoma więc dlatego o mnie tak dba. Kilka lat jeżdżenia razem autobusem robi swoje:).
Dała mi swój numer telefonu powiedziała, żebym dzwoniła kiedy tylko coś potrzebuję. No i, że pozbiera więcej takich prezencików:).

Super bardzo się ucieszyłam, szczególnie z kremów na rozstępy i zniżek na zakup nowych. I witamin na przeziębienie. Jednak największym hitem jest buteleczka do karmienia.

Jak się cieszę. Wysmaruję się po pachy!


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:00

antea Tym razem się uda! 27 marca 2015, 17:02

Ogarnął mnie dziś niezły nerw.

Nie mogę się wykurować.
Ciągle jetem przeziębiona.
Nos zatkany od wtorku, ani to spać ani to coś robić.
Głowa boli z niewyspania.
I jeszcze mąż mnie wkurza bo chodzi zły, zamiast mnie jakoś wyręczyć w jakiś obowiązkach.
Dziecko też mnie wkurza bo jest nieznośne dzisiaj.
Z tych całych nerwów poszłam na podwórko i posiałam chyba z pół hektara warzyw i przykryłam agrowłókniną:-).
Potem pojechałam na zakupy.
Zrobiłam pyszny obiad.
Wyszorowałam łazienkę.
Wyszorowałam kuchnię, nawet lodówkę ;-)
Posegregowałam wszystkie lekarstwa, bo było ich pełno we wszystkich pokojach a teraz są w jednym miejscu posegregowane wg schorzeń :-)
Posprzątałam w szafkach w kuchni. Mam w końcu przyprawy w jednej szafce alfabetycznie :D
Posprzątałam też w spiżarni, też wszystko w pojemniczkach alfabetycznie :-)
I odkurzyłam całą chate.
:-)

Ale padam na nos.

Coś mi tu śmierdzi zbliżającą się miesiączką..zawsze mam takiego nerwa i sprzątam:-(
No i znowu się nie uda..?


6 dni do wizyty w Napromedica :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2015, 20:38

shadowgirl Starania o cud 27 marca 2015, 17:33

27DC
Nadal nie jest wesoło. Kolejne rozmowy o prace (moje i męża) i kolejne rozczarowania. Co jest grane? W ogłoszeniu jedno a w rzeczywistści jeszcze zupełnie innych rzeczy wymagają i oczywiście najlepiej założyć działalnosć :(Do czego to wszystko zmierza? By wszyscy wyjechali?
Szukamy pracy za granicą, może tam się coś trafi.

Dzisiaj dowiedziałam się że moja siostra będzie starała się o dziecko. Dodam że jest ode mnie starsza o 4,5 roku lekarz nastraszył ją że ma mięśniaka i że już jest stara i nie ma na co czekać ;) Pewnie zaciąży szybciej niż ja w ogóle rozpocznę procedurę IVF.

Aga39 Smutna rocznica ślubu 29 marca 2015, 22:14

Środa, sobota, jutrzejszy poniedziałek- mam wrażenie , że niedługo zamieszkam w Klinice:) Podwójna dawka zastrzyków pobudziła moje stare jajniki do roboty:) W jednym jajniku rosną trzy pęcherzyki w drugim dwa!
Jutro jadę na podgląd ile z nich urosło do wymaganych rozmiarów!
Dziś moja przyjaciółka urodziła synusia , śliczny maluszek! Jak przysłała mi zdjęcie to ryczałam pół wieczoru, ostatnio bardzo łatwo się wzruszam i często płaczę ! To chyba te hormony?!

25 DC

Szaro, pochmurne, deszczowo.

Wczoraj na koniec dnia mocne wkur..... o grafik na kwiecień. Bo jedna nagle urlop sobie wymyśliła. Ja zrezygnowalam ze swojego w tym samym czasie a tu taka niespodzianka. Jak juz cały zrobiony!

Dziś przychode rano a tu internetu nie ma... Masakra. Dobrze ze juz koniec.

Wczorajsza wizyta super :) bardzo sympatyczna kobieta. Rzeczowo zebrała wywiad, spojrzał a na wszystkie wyniki. Prolaktyny za wysoka a mój gin powiedział ze super. Debil! Mam wykonać badanie hormonów. Jeśli prolaktyny będzie dalej wysoka to dostaje cos na zbicie. Jeszcze FSH, LH i estradiol miedzy 3 a 7 DC. No i dostalam clostilbegyt który mam w domu no i duphaston. Juz nie mogę się doczekać @. Niech juz przychodzi :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2015, 18:07

Przeżyłam glukozę ;) choć pierwsze pół godziny było ciężko..myślałam, że polegnę :( gdybym została w luxmedzie to na pewno tak by się stało, a że wyszłam na parking do samochodu i wiał delikatny wiaterek to było lepiej ;)
Wyniki są dobre.. na czczo 82, po 1 godz.162, a po 2 godz.122
Morfologia też ok..ale mocz nie za ciekawy :(
ehh, glukoza dobra, morfologia też, ale mocz nie za ciekawy :(

leukocyty nieliczne..
a w osadzie moczu :
nabłonki nieliczne
leukocyty 21-26
erytrocyty 2-4
pasma śluzu nieliczne
fosforany bezpostaciowe bardzo liczne
flora bakteryjna liczne

Znajoma co pracuje w labo mówiła, że możliwe że mocz został źle pobrany..albo te leukocyty po wysiłku..
Zadzwoniłam do profesorki, ale za bardzo nie mogła rozmawiać bo jechała samochodem i zdążyłam powiedzieć tylko o tych leukocytach 21-26..to kazała jeszcze dziś zrobić posiew moczu..dużo pić i łykać żurawit..
Boże tak się boję..żeby tylko to synkowi nie zaszkodziło..i zawsze jak coś się dzieje to na weekend..gdzie lekarze nie przyjmują.. Dopiero w poniedziałek mogę się skonsultować z ginem na nfz.. a w między czasie czekać na wynik posiewu..

Boże, miej nas w swojej opiece <3 <3 <3 proszę...

test nr 4
27.03
najbledszy ze wszystkich.. zaznaczę + na wczoraj
27_03.jpg
how to screen capture

Dawno mnie nie było, troszkę się u nas działo, ale po kolei.

HSG (trzecie z kolei )wreszcie się udało. Przepchali mi jajowody " na wylot" / przynajmniej tak mam w opisie i tak twierdzi lekarz, bo ja na zdjęciu nie jestem w stanie nic konkretnego dojrzeć :D / Trzeba było też rozszerzyć moją szyjkę macicy, bo jej kanał miał mniej więcej 1 mm szerokości. Teraz na 5-6 mm. Swoją drogą zastanawiałam się jak ja mogłam mieć normalne okresy przez te wszystkie lata ??? Z dobrych rzeczy to jeszcze to, że nie cierpiałam, narkozę bardzo dobrze zniosłam i na drugi dzień koło 11 mężuś zabrał mnie do domku :) Po rozmowie z lekarzem dowiedziałam się że szyjka jest w środku gładka, nie zmieniona, nie ma zrostów ani bruzd i najprawdopodobniej to zwężenie jest wadą fizjologiczną a nie następstwem jakiejś choroby/zapalenia. To ty było na tyle z pozytywów.

Lekarze dają nam mniej więcej pół roku na zajście w ciąże, tzn. zanim się znów kanał sam zwęzi, bo niestety to nieuniknione....Potem tak naprawdę nie wiem co mnie czeka. Miałam już jedną owulką po zabiegu i myślałam że udana ale oczywiście DUPA. W ciążę nie zaszłam. Wychodząc ze szpitala usłyszałam od pewnej młodej lekarki która była na bloku operacyjnym, że mamy się ostro starać bo teraz są największe szanse na zajście w ciąże. My się staramy a i tak nic z tego nie wychodzi.

W tym miesiącu wracam znów na CLO. Dwa cykle musiałam mieć je odstawione ze względu na drugie i trzecie HSG, a teraz czuje jak mi pęcznieje lewa strona. Pęcherzor rośnie, w środę miał 17mm to teraz pewnie ze 21. W związku z tym terminem 6 mc poczułam jakbym miała nóż na gardle i ani minuty do stracenia. Powzięliśmy pewne kroki, żeby czasu nie zmarnować i bliżej nie sprecyzowaną datę inseminacji przenieśliśmy już na kwiecień. Problemem była kasa, bo to wydatek w naszej klinice( razem z badaniami i monitoringiem) rzędu 1200 zł. Na szczęście kochana babunia pomogła i możemy zadziałać szybciej. Jeśli mój Anioł Stróż będzie przy mnie czuwał to inseminacja dojdzie do skutku a jeżeli i sam Bóg się nade mną zlituje to może wszystko się uda i wreszcie będziemy w ciąży.

Takie mam marzenie, ale szczerze w to wątpię...W ogóle ostatnio mój wewnętrzny spokój i harmonie zburzył pewien lekarz u którego byłam na monitoringu w zastępstwie za mojego. Usłyszałam teksty typu " że mam nie męczyć lekarzy tylko zachodzić w ciąże " - tak jak by to ode mnie było zależne :( na moje pytanie o zdjęcie z usg z pęcherzykiem odpowiedział - "a po co to Pani " i cały czas nas ponaglał w rozmowie, nie odpowiadał jasno na nasze pytania. mówił że "mam nie wyolbrzymiać moich odczuć przy owu z CLO " i w ogóle zachowywał się chamsko. Przepłakałam dwa dni po tej wizycie i oczywiście pokłóciłam się z moim M. zarzucając mu że mnie nie obronił i że nie zaprotestował takiemu traktowaniu mnie/nas.

Są jednak ludzie i taborety. Nie wiem za co niektórzy lekarze dyplomy otrzymują. Tak sobie myślę, że gdybym chciała posłuchać chamskich docinków to poszłabym do lekarza z nfz ( a i to jeszcze nie zawsze jest prawda bo zdarzają się i tu spoko lekarze )a nie płaciła ekstra grubą kasę za wizytę. Nic nie usprawiedliwia takiego zachowania wobec drugiego człowieka i wobec pacjenta. Do klinik niepłodności nie przychodzą przecież kobiety/pary zdrowe/szczęśliwe i radosne tylko najprawdopodobniej chore/zmęczone/rozżalone i przestraszone. Takie jak ja.

Teraz znów staram się wyciszyć moje emocje, żal, smutek. Po prostu żyć normalnie.
Jak pogoda dopisze, zamierzam jutro przekopać i swój mały ogródeczek pod domem, posadzić i zasiać te ogromne ilości cebulek i nasionek kwiatów, które nagromadziłam przez cały miesiąc w domku - nasturcje, stokrotki, bratki, pierwiosnki, lwią paszczę, maciejkę, dalię, orliki, łubin, zawilce ogrodowe, jaskry, irysy, lilię, mieczyki, groszek pachnący, nemezje i wiele innych. Mam nawet mały krzaczek róży wielkokwiatowej w kolorze jasnego fioletu. Odmiana blue lagoon z kolcami. Takie same róże otrzymywała od ukochanego bohaterka jednego z moich ulubionych romansideł na smutne wieczory - Usłane różami. Stary film ale polecam :) Oby tylko pogoda dopisała i nie padało.

Trzymajcie kciuki za moje marzenia te DUŻE i te malutkie. Wiosenne buziaki dla czytelniczek :-* :-*

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)