ciri22 Dziecko bez seksu? 31 grudnia 2015, 22:11

Wszystkiego DOBREGO w NOWYM ROKU :D

8a039732c7af6273med.jpg

Czsami zastanawiam sie jak to jest ze te dziewczyny ktore nie chca miec dzieci maja wyrzucaja je katuja lub robiainne okropne zeczy a te ktore pragna nie moga nie umniem tego pojac:/
Ja jestem osoba wierzaca i ostatnio tak sie zastanawiam czy Bog widzi ze nie jestem jeszcze gotowa na to zebym zostala matka czy sa jakies inne powody...hmmm no nie wiem sama ;/

Codziennie modle sie o laske i sile do dalszych staran ale czy nadal je mam? nie wiem juz sama dac sobie spokoj i odpuscic jak wokolmnie pelno mlodych matek calujacych swoje malenstwa... widzac ja zawsze ta sama mysl ja tez tego pragne moc wziasc dzieciatko na rece i powiedziec do niego jestes calym moim zyciem i bardzo cie kocham...doczekam sie tych chwil? wierze w to mocno ale czasami mam chwile zwatpienia;/

Wczoraj @ nie przyszla dzis tez jeszcze nie clo wydlizyl mi okres ehh

Domek juz posprzatany :) teraz mam czas dla siebie :) Ciekawe o ktorej mezus wrocido domku porozmawialismy sobie troszke rano powiedzialam mu co mi sie nie podoba i doszlismy do porozumienia:) jupi:) Kupilam sobie dzis butki nietakie mialy byc ale te tez misie podobaja inapewnosie przdadza:) Jeszcze jutro mala rundka zakupowa mam nadzieje ze sie uda:)

Oczywiscie @ nie mam hmmm to czekanie jest najgorsze choc jeden plus nie stresuje sie i nie robie nadziei bo wiem ze nic z tego.Wiec cierpliwie musze poczekac jak zawsze :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2015, 15:22

Wróciliśmy z mężem z wakacji. Byliśmy we Lwowie oraz w Bazylei. Najpierw pojechaliśmy do Lwowa nocnym pociągiem z kuszetkami, tydzień później mieliśmy lot z Berlina do Szwajcarii.
29 sierpnia dostałam w końcu miesiączkę, po 1,5 dnia od odstawienia Duphastonu. Dodam, że taaakiej miesiączki to jeszcze nie miałam, podpaski zmieniałam co godzinę i to całkowicie przepełnione. Nie wiem czy to dobrze czy źle, dowiem się na kolejnej wizycie w klinice w Berlinie, którą mamy na początku października. Zaraz minie rok od podjęcia leczenia, już boję się kolejnej wigilii i tych życzeń ... -życzę Ci w końcu dziecka :/... na samą myśl mam już nerwy w strzępach. Już w ostatnie święta ryczałam, sama sobie też życzyłam dziecka w 2015 r. No cóż, wszystko wskazuje na to, że znowu nic. Na urlopie byliśmy z mężem co prawda baardzo aktywni, jeśli wiecie co mam na myśli :), ale czuje, że nic z tego. Muszę jednak przyznać, że w okolicy 9 września miałam ładny śluz i ból prawego jajnika. Co będzie to się zobaczy :).

Ciąża rozpoczęta 4 marca 2015
Zrobiłam wczoraj test. Nie wytrzymałam do dnia następnego. Jak tylko weszłam do domu od razu pobiegłam do toalety. Zgodnie z instrukcją odczekałam te dłuuugie 5 minut i co? II krechy!!!! aaaaaaa nie wierzę! Chciałam krzyczeć z radości :). Dziś test powtórzę a na betę pobiegnę po świętach ... ahhh nareszcie... po 8-miu długich miesiącach wreszcie będę mamą :*
Modliłam się o to, zawierzyłam się św. Ricie i Św. Janowi Pawłowi II. Nigdy nie zwątpiłam w Najwyższego bo wiem, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Każdy ma swój czas ;)
Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i z całego serca życzę zielonego zakończenia :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2015, 07:50

Paróweczka Powiernik 3 kwietnia 2015, 08:01

6cs, 9dc

Wyniki monitoringu z 8dc:

Trzon macicy w przodozgieciu, o wymiarze AP 30,4mm i jednorodnej echogenicznosci (cokolwiek to znaczy...)
Jama macicy linijna.
Endometrium: 11,1mm jednorodne, I fazy
Jajnik prawy: 33,3x23mm
Jajnik lewy: 30,3x20,7mm
Oba jajniki bez widocznego pęcherzyka rosnącego
Echostruktura jajników prawidłowa
Zatoka Douglasa wolna od płynu.

I tyle...

Czy Endo nie za grube???


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2015, 18:02

54362755bbed4aa0med.jpg
Ale ten czas mi się dłuży, już sama nie wiem do czego odliczam prawie że upływające minuty. Od jutra lecimy z antykami, coś przynajmniej zacznie się dziać ;) Wizyta dopiero 20 kwietnia czekania a czekania przede mną. Od dzisiaj mam wolne do pracy dopiero w środę. Zastanawiam się czy nie zacząć ubierać choinki ;) Zasypała nas śniegiem hi hi ja się tam cieszę nadrobimy bez śniegowe irlandzkie Boże narodzenie. I przy tej okazji składam wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia moje drogie :) Nie muszę wymieniać czego wam życzę bo chyba wszystkie dążymy i pragniemy tego samego. Oby upragnione szczęście nadeszło jak najszybciej!

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 3 kwietnia 2015, 09:17

Owu chyba raczyla mnie odwiedzic. Tempka poszla w gore, a i sluz sie zmienil...

Grudniowa, swiateczna dziecinko... przybywaj :) Czekamy, mala kozko (koziorozec w roku chinskim kozy... hmmm) :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2015, 09:39

dzisiaj 39+2..5 dni do terminu
we wtorek 7ego na 9.00 rano mam juz wizyte w szpitalu.
wstawiam ostatnie zdjecia..wygladam juz slabo na pokazywanie siebie ale chce miec pamiatke :D
w totalu 12,5kg na plusie...w ciagu tygodnia schudlam 0,7kg :D

out.php?i=973036_dsci0021.jpg

out.php?i=973037_dsci0023.jpg

wczoraj caly dzien zyganko, wiecej sie nawymiotowalam niz przez cala ciaze...
czuje sie srednio na razie...zawsze sie kiepsko czuje blisko pelni, nie lubie tego okresu miesiaca :/

zaczelismy pomalu pakowac rzeczy i przewozic do tesciow, bo maja jeden pusty pokoj i mozna tam skladowac..lepiej bedzie nam stamtad przewozic do nowego domku niz z naszego miasta.
Na razie spakowalam krzeselko do karmienia, ktore dostalam...fotelik 9-18kg i ubranka od 3-6miesiecy i kilka pierdol, ozdob i narzedzi ktorych na pewno nie bedziemy uzywac przez nastepny miesiac. lepiej tak pomalutku, niz wszystko na raz...
no i cisnie na kupe od rana jesli to kogos interesuje heheh :D
mezu czuje,zejuz niedlugo..chodzi jakis spiety, cichy..chyba bardziej boi sie niz ja :D
chodze do pracy do konca ale max 2-4hr i nic tam nie robie tylko gadam z klientami. Dzisiaj od 14.30 do 17.30..damy rade :D

MadzikForever Traktat o Robalach 3 kwietnia 2015, 10:15

Dziś rano zmarła moja babcia.

Opiekowała się mną przez całe moje życie. Pamiętam, jak nalewała mi zupę na talerz, jak pomagała mi się przebierać, jak czytała mi Biblię dla dzieci, jak cały swój czas poświęcała mnie i mojemu bratu. Była bardzo dobrym człowiekiem, który nigdy nikomu nie zrobił krzywdy i w każdym potrafił znaleźć coś dobrego. Nigdy nie traciła nadziei, w żadnej sprawie.

Przeżyła "na kredyt" 15 lat. Wykorzystała je najlepiej jak mogła. Całe jej życie było szczęśliwe i spokojne.

Bardzo mnie kochała, a ja kocham ją.

Dzisiaj wstałam z bardzo dobrym humorkiem i pozytywnym nastawieniem, że się w końcu udało! Jestem praktycznie pewna, że to właśnie mój szczęśliwy cykl :) Przeglądałam różne wykresy dziewczyn w moim wieku i co po niektóre nawet w 36,38dc miały negatywne testy a były w ciąży :) Wierze, że się udało i teraz tylko czekam na potwierdzenie!:)

Rotenkopf Walka. 3 kwietnia 2015, 14:18

Nadchodzą kolejne święta bez dziecka, nawet pod sercem. Standardowo z powodu braku chęci na jakiekolwiek świętowanie i pracy całe święta gdzieś będziemy. Właściwie mój mąż spędzi niedziele wieczór sam w domu bo ja mam nockę, ale przynajmniej poogląda filmy ;) no chyba, że coś mu odpali i będzie chciał zostać do wieczora u swoich rodziców bo idziemy tam na obiad, który właściwie będziemy robić. Śmieszne nie? Teściowa zadzwoniła z zaproszeniem z ten obiad ale i prośbą żebyśmy pomogli go zrobić najmłodszej siostrze bo ona jest w pracy (!). Paranoja - ona pracuje na probostwie, sami księża tak wszędzie głoszą, że święta należy spędzać z rodziną, dzień święty święcić...

W rodzinie męża jest kolejna afera bo u dziadków nie-dziadków pojawiło się znęcanie psychiczne i wywalanie z domu w samych skarpetkach ich synowej przez ich samych i jej męża czyli ich biologicznego syna... patologia, kurwa! Swoją drogą ciekawe czy nie myślała o tym, kiedy jeszcze przed ślubem kazali jej podpisać intercyzę a do pracy nie poszła bo po co?


Mimo wszystko życzę Wam Kochane zdrowych i spokojnych świąt ! ;****

Ralpina Matylda? 3 kwietnia 2015, 11:56

7t2d Piątek

Co za uroczy dzień... Bladym świtem przedświątecznie wkurwił mnie szef. Mało subtelnie pokazał mi moje miejsce w firmie (zapierdalaj i siedź cicho). Tłukę się sama ze sobą, żeby mu nie wysmarować odpowiedzi na tak krzepiącego maila, ale mam świadomość, że nic nie zyskam, a tylko sobie niepotrzebnie ciśnienie podniosę... Zacisnęłam więc zęby i milczę.

Zaraz potem zirytowała mnie pogoda. Normalnie się na nią staram nie denerwować, ale śniegu nie przewidywałam na Wielkanoc.

Wysłałam P po zakupy, będę piekła mazurek wielkanocny! Mam nadzieję, że uda się lepszy niż w ubiegłym roku. Na więcej zupełnie nie mam natchnienia...

EDIT: Mazurek chłodzi się w lodówce. Nie wygląda nadzwyczajnie, ale może chociaż w smaku będzie dobry. Postanowienie na przyszły rok - nie będę piekła mazurków. Ne wychodzą i tyle. Czas się z faktem powyższym pogodzić i kropka.

Mam dzisiaj znowu napad czarnych myśli. Wszystkie historie które przeczytałam, gdzie we wczensej ciąży tętno płodu były mniejsze niż 80ud/min kończyły się poronieniem... Coraz bardziej przygotowuję psychikę na taką wersję wydarzeń. Tym bardziej boję się w te Święta jechać do Rzeszowa. Jakbym zaczęła krwawić, wolałabym być w domu, blisko swojego szpitala... Wiem, wiem... Trzeba myśleć pozytywnie! I tak też robię przez większość czasu. Ale są takie chwile jak ta, kiedy opytmizm szlag trafia... :/

Natknęłam się na to w necie i mnie rozwaliło (niniejszym oświadczam, że nie miałam na celu niczyich uczuć obrazić)

034759c1b7117196.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2015, 17:26

Wkraczam w 12 tydzień. Dalej w to wszystko nie wierze...

Poza tym nie dopisuje mi najlepszy humor. Tydzień mojego wolnego mija, a ja go tak pięknie zmarnowalam (miałam się uczyć, a do książek nawet nie zagladnelam).
Maz mi czasami gra na nerwach tak, ze mam ochotę spakowac walizki i jechać do Polski, po czym jak we mnie się juz gotuje, to dodaje przecież zartowalem, nie możesz brać tego wszystkiego do siebie. A przed tymi słowami wypomina, ze nic nie robię w domu i pewnie całymi dniami leże w łóżku, ze rzadko się kochamy i kompletnie się nie staram, przecież żartuje mówiąc, ze on przewijac nie będzie, bo to smierdzi, kąpać nie będzie bo się boi, wstawać w nocy nie będzie, bo przecież to ja jestem matka.... I wtedy gdy z moich uszu i nosa wydobywają się kłęby dymu, a krew w żyłach zaczyna wrzec, to on beztrosko dodaje, ze przecież żartuje, ze pomoże, bo to przecież tez jego dziecko, ze rozumie, ze nie odkurzylam, bo mogłam się przecież gorzej czuć... A ja wtedy się zastanawiam czy faktycznie sobie żartuje, czy jednak mówił serio i chce mnie tylko uspokoić.
Ogólnie to nie mam wielu obowiązków, ale on twierdzi, ze przecież odkurzanie to 15 minut roboty i w zasadzie mogę codziennie odkurzac, pralka pierze, to mojego udzialu w tym jest moze 10 min i tak wszystkie czynności jeżeli się wykonuje na bieżąco to moze w sumie zajmują godzinie, z obiadem max 2. I caaaly dzień mam dla siebie. Ehhh, musialam się trochę pozalic. Wiem, ze nie jestem idealną, ale jemu do ideału tez sporo brakuje...
Co do świat to mieliśmy iść w niedziele do znajomych - mieli nam dac znać kiedy możemy wpaść, ale póki co cisza, mój maz stwierdził, ze może jednak nie pojdziemy, bo jemu się zbytnio nie chce i najwyżej zadzwoni i powie, ze ja się źle czuje. Niby ok, bo w sumie jakby mieli innych gości, to kolejny raz siedzielibysmy tam hak debile, ale z drugiej strony narzekamy, ze mamy tu malo znajomych, a jak jest okazja się spotkać i być może poznać kogoś nowego, to rezygnujemy.
Ok, koncze smecic i zabieram się do porządków, bo mam w planach wyczyścić wszystko na błysk.

Z okazji świat życzę przede wszystkim zdrowia, ciepłej, rodzinnej atmosfery przepełnionej miłością, zrozumieniem i wsparciem. Oczywiście mokrego Lanego Poniedziałku :)

Święta... Pierwsze z dala od rodziny ...

To chyba będzie trudniejsze niż myślałam... Emocje związane z rozłąką plus emocje związane z owulacją z mojego wrażliwego emocjonalnie prawego jajnika i wszelakimi następstwami w FL jakie aktualnie odczuwam równa się nic innego jak płacz z byle powodu...

Muszę się ogarnąć żeby nie rozkleić się przy rozmowie z rodzicami w niedzielę na Skype... Im też jest ciężko że nas nie ma. Może nawet to trudniejsze bo nie ma ich dziecka obok?

Magic Niemożliwe 3 kwietnia 2015, 13:10

Z okazji Świąt Wielkanocnych składamy Wam kochane Ciocie serdeczne życzenia! Mamusiom jeszcze oczekującym na swoje pociechy - wielu pogodnych dni i samy pozytywnych wieści oraz szczęśliwego, bezproblemowego rozwiązania!
Dla mam, które już tulą swoje dzieci do piersi - wiele wytrwałości w nowej roli i samych pociesznych chwil :) zazdrościmy Wam!!!!! :D Ściskamy :* <3

Oto my w 36 tygodniu :) ;) musiała zrobić goły brzuszek, bym sama mogła go porównać :) zrobił się..hmm....dziwny ;P

Niestety nie moge pochwalić się komodą Lilianki, boooo....mężu walczy z nią od 3 dni ;) i mamy już EUREKA jedną szufladę ;) mogę już ubranka ułożyć :) złożyłam teraz wózeczek, by móc się nim pochwalić, ale i tak na zdjęciu nie jest taki jak w rzeczywistości :)

Bardzo się cieszę, że już go mamy i zdałam sobie sprawę, że mamy już wszystko - poza Malutką Lilianką ;) jak to mawia mój ukochany "mamy wszystko oprócz dziecka" :D także teraz czeeekamy :) moi rodzice wzieli już sobie wolne na maj :) żeby mi pomóc i równiez nacieszyć się Małą :) ach ale to jeszcze caaaaały miesiąc <3

Czekamy na Ciebie kochanie :* do zobaczenia <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2016, 20:29

Rok temu... hm nie rok bo to ruchome święta... W zeszłym roku w wielki piątek o tej godzinie umierałam z rozpaczy i szukałam swoich majtek po zabiegu... pamiętam jak nienawidziłam wtedy określenia 'wesołych świąt', które słyszałam co chwile na korytarzu.

Dziś jestem szczęśliwa, uczę się się nie bać i mówić 'wesołych świąt'. Mam w tej chwili wszystko o co mogłabym prosić... hm może nie wszystko o co mogłabym prosić, bo chciałabym żeby moja 2 dzieci żyła, ale wszystko o co realnie mogłabym prosić... Boże dziękuje i spraw żeby już tak zostało...

Mam jakieś okropne duszności. Nie mogę tchu złapać, sapię jak stary dziad, łapię tlen jak ryba. Nie wiem czy to aż tak Mała mi przeponę uciska czy o co chodzi, ale łapię zadyszkę nawet przy jedzeniu czy rozmowie. I wszędzie bym chciała pootwierane okna, bo duszno, duszno!
A że pogoda jaka jest każdy widzi, pootwierane okna i towarzystwo lekko przeziębionej siostry skończyły się u mnie choróbskiem.
Katar na kilometr, opryszczka, osłabienie, duszności, ból gardła i kaszelek.
To by było na tyle jeśli chodzi o bezproblemową zdrową ciążę:P a raczej Mamę. bo Mama właśnie wysiada. plecy bolą głowa boli i tak potwornie mi słabo! nie mam sił na nic.
4 dni zbierałam się na rutynowe badania, w końcu, mimo że mam dwa kroki do labu Mąż musiał mnie tam zawieźć autem. No i morfologia do kitu, hemoglobina 9.9! :(
To ja już widzę czemu taka słaba jestem.
Kurczę.
Się porobiło.
hematokryt i erytrocyty też ostro w dół.
lekarz rodzinny zaoferował mi czosnek i cytrynę... powodzenia z takim leczeniem. w dzisiejszych czasach jest naprawdę taki wybór leków bezpiecznych w ciąży że nie ma co przesadzać. Czasem lepiej przez 3 dni coś łyknąć i stanąć na nogi niż tygodniami faszerować się cytryną słaniając się bez sił.
no ale lekarka jakaś strachliwa, zapobiegawcza i guzik mi pomogła.

no nic, we wtorek wizyta u gina, będziemy się jakoś ratować. Byleby z Zosią było dobrze, a chyba jest bo fika kochana bardzo dużo, aż boleśnie czasem, okłada Matkę:P Mały łobuz najwspanialszy!
Takie wygibasy mi z brzuchem już robi że szok.
Patrzę na brzuch i oczy wytrzeszczam, tak tańczy:)

Pozdrawiam kochane
ZDROWIA!!!! na te Święta życzę:)



goska9789 A SKY FULL OF STARS :) 3 kwietnia 2015, 15:13

Wszystko zrobione i spakowane. Zbieram się odebrać K z pracy i w drogę:)!

Dziewczyny, wesołych i słonecznych Świąt. Cieszcie się lenistwem i czasem spędzonym w gronie najbliższych. Całuję Was gorąco:*:)

Angelike Mam to gdzieś... ;) 3 kwietnia 2015, 15:17

Dziękuję wam kochane ovufriendowiczki za wasze komentarze i wsparcie <3
Zawsze chętnie słucham wszystkich waszych rad. Doceniam też gdy ktoś stara się mnie naprowadzić na właściwą drogę jeśli moje myślenie jest błędne lub źle ukierunkowane. Bo nie pozjadałam wszystkich rozumów i wiem, że nie zawsze mam rację. ;)
Cieszę się też, że moje przemyślenia oddziałowują również na was. Po wpisach do pamiętników widzę, że wiele z nas w tym świątecznym okresie podjęło refleksję na temat tego co jest w życiu ważne. A co najistotniejsze - refleksja ta sprawiła, że potrafimy dostrzec jak wiele mamy. Doceniajmy to i pamiętajmy o tym zawsze wtedy gdy pojawi się jakiś problem. Ja sama też czasem o tym zapominam.

Pod wpływem waszych porad, słów mojego gina i sugestii mojego M postanowiłam dziś zadzwonić do kliniki Invimed we Wrocku. Marzyła mi się klinika w Warszawie lub w Białymstoku ale boję się że te setki kilometrów mnie zabiją ;) Bo mam do nich strasznie daleko.
Więc zadzwoniłam do najbliższej kliniki, Wrocław, tylko 130 km, tylko (lub "aż") 2h jazdy.
Umówiłam się na 13 kwietnia. Nie wiem czy dobrze zrobiłam bo dopiero teraz mi się przypomniało że mój gin po świętach z całą moją dokumentacją medyczną miał mi przekazać również jakieś "kontakty" do Invimedu i Invicty, do lekarzy z którymi "współpracuje".
Ale czy to ma znaczenie z jakim lekarzem będę rozmawiać? Jaki lekarz będzie mnie prowadził? Czy to musi być kolega mojego gina? No nie wiem :/ A co mi po tym, że to będzie kolega? Że niby mnie będzie "lepiej" badał? Bez przesadyzmu ;) To tak samo jak wtedy gdy mój gin kierował mnie do superspecjalisty od hsg. I co? Taki specjalista, że prawie tam nie zdechłam z bólu. Chociaż może to nie jego wina tylko moja bo tak jestem zbudowana.
Przy ostatniej iui też prawie nie zdechłam z bólu. Co jest ze mną nie tak???
Może mam jakieś wady anatomiczne, których nikt jeszcze nie zauważył? :/
Powiem wam, że najpierw się bałam całego tego ivf, potem poczytałam, oswoiłam się i przestałam się bać. Ale teraz po tych wszystkich doświadczeniach znowu się boję, panicznie boję się bólu, cewników, transferu. Staram się o tym nie myśleć. Bo muszę to zrobić, dla mojego M, dla naszego dziecka, dla naszej przyszłości. Staram się sobie wmówić że tysiące kobiet przez to dzielnie przechodziły i żyją.
Ale wracając do tematu.
Koleś z Invimedu z którym rozmawiałam telefonicznie, powiedział, że środki przeznaczone na rządowe invitro są na ten moment wyczerpane, trzeba czekać na połówkę roku kiedy znowu dostaną od państwa środki na dofinansowanie. Czyli tak czy inaczej w ciągu najbliższych 3 miesięcy nie mam co liczyć na ivf. Powiedział że już zaraz po świętach może mnie zapisać na taką wstępną wizytę, i dopiero po tej wizycie lekarz może nas zapisać na listę osób oczekujących na rozmowę kwalifikacyjną. A ile się będzie czekać - to zależy od liczby osób oczekujących. Więc jak widać moje invitro to jeszcze wiele miesięcy czekania. Ale byłam na to przygotowana psychicznie. No i mam nadzieję, że po tych wielu miesiącach będę też już miała wyklarowaną sytuację z pracą.
Co mnie zastanowiło to to że ten koleś kazał mi wziąć ze soba papiery z udokumentowanym ROCZNYM leczeniem! A ja jeszcze nie mam roku leczenia u lekarza. U mojego gina pojawiłam się w sierpniu 2014, po roku bezskutecznych starań. Czy aby nie jade na tą wizytę za szybko? Czy lekarz mnie nie pogoni z gabinetu bo mam za krótką historię leczenia?
No nie wiem, pogadam z moim M jak wróci z pracy. W razie czego pojedziemy na darmo ale może tak czy inaczej warto jechać?
Na dodatek koleś kazał mi wziąć ze sobą 2 egzemplarze regulaminu czy tam umowy, tej o ivf, do pobrania na stronie internetowej, żeby chyba u nich od razu podpisać. Z tym, że ja jeszcze nie wiem czy akurat tam będę chciała robić to ivf. A jak podpiszę już tutaj a potem się rozmyśle to będę musiała jakieś dodatkowe papiery składać o przeniesieniu do innej kliniki itd. Kolejna papierologia. Umowę o rządowym ivf można podpisać tylko z jedną kliniką, owszem można się przenieść do innej ale jeszcze przed rozpoczęciem procedury, później już nie da rady.
Także nie wiem w sumie czy dobrze, że umówiłam nas już na kwiecień, najwyżej zrobimy sobie po prostu wycieczkę do Wrocka.
Być może faktycznie trzeba by było "przytulić się" do tej kliniki która jest blisko. Żeby zaoszczędzić sobie stresów i trudów długiej jazdy. Zależało mi na tym żeby zmaksymalizować swoje szanse i wybrać klinikę z embrioskopem, tą w wawie albo w białymstoku. Sam mój gin mi kiedyś po mojej drugiej iui opowiadał jakie to wspaniałe urządzenie bo zwiększa szanse na lepszy rozwój zarodków itd.
Pamiętam też że mi opowiadał o tym, że ma kolegę w Poznaniu który ma prywatną klinikę ivf i posiada ten embrioskop. Poznań też jest około 140 km od mojego miasta czyli jeszcze nie tak źle.
Może po prostu zrobić tak: spróbować 3 rządowych ivf we Wrocku w Invimedzie, a jak się nie uda to potem próbować komercyjnie w Poznaniu u kolegi z embrioskopem? Hmmm... to chyba będzie najrozsądniejsze rozwiazanie.
Pogadam z moim M jak wróci z pracy, co on o tym myśli.

A tymczasem kobitki - ZDROWYCH, WESOŁYCH, SPOKOJNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH !!!! <3 <3 <3 :D :D

PS. Tak sobie czasem myślę - fajnie że trafiłam na ovuf ;) Bo mam was, osoby, które przeżywają to samo co ja, nie czuję się tak zupełnie sama z moimi problemami na tym świecie...
Beatko - dziękuję Ci za to że jesteś <3 Ja też w was wierzę.

13t3d


Rośniemy tu i tam ;) Zdjęcie z 13t0d
13t0d-1428067842.jpg

Do wizyty jest jeszcze aż 11 dni niestety...
:)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)