Na poniedziałkowym USG ani śladu owulacji. Ogólnie wszystko ok. Następnego dnia zaczęłam najpierw krwawić a potem plamić. Na początku pomyślałam, że to od bromergonu ale nie znalazłam żadnych info, że mogą być takie skutki uboczne. W czwartek kolejne USG bo zaczęłam się denerwować. Nic się nie dzieje no i co ważne nie zapowiada się na owulację. Ale pani dr mówi że śluzówka wygląda podejrzanie obiecująco. Dala skierowanie na morfologię, crp i betę. Wszystko ok. Ale beta 0,465?! WTF?! zawsze była 0,1 a teraz? Nie czaję...
Dziś pojawił się ból w podbrzuszu jak na małpę 
Ja już nic nie rozumiem.
Myślenie życzeniowe: Pyknięcie bety to dobry znak. Coś się dzieje...
I jeszcze trochę prywaty.
Wiecie co wam powiem? Właśnie przeglądałam facebooka. Czasami portal ten powoduje u mnie dół gdy tak naoglądam się zbyt wiele profili znajomych, gdy widzę co osiągnęli, co porabiają, gdzie podrózują, z kim podróżują, gdzie pracują itd. itd... 
Dlatego wtedy staram się na dany "dołujący" profil nie zaglądać bo zazdrość czy moje kompleksy niczemu nie służą, a ludzie po prostu się tu lansują tak jak potrafią i czym potrafią. Nikt nie pisze przecież o tym że bankrutuje, choruje czy że np. żona go zdradza i jest nieszczęśliwy w małżeństwie. Nikt nie pisze o swoich problemach a każdy przecież jakieś ma.
Każdy jest kowalem własnego losu i skoro nie stać mnie na wycieczkę do USA to przecież nie jest temu winien kolega z fb tylko np. moje lenistwo 
Jakiś czas temu moja koleżanka, po wielu wielu miesiącach (albo i latach) starań, ogłosiła na fb że jest już na półmetku ciąży. Zaskoczyła mnie no ale wiedziałam przecież że stara się o drugie dziecko. Mówiła o tym już z półtora roku temu z tego co pamiętam. Ucieszyłam się, że w końcu jej się udało choć w tle zadźwięczała ta smutna nuta żalu i tęsknoty za posiadaniem własnego malutkiego szczęścia. Ale ja też się kiedyś doczekam dlatego pogratulowałam koleżance i czekamy na urodziny Zuzi 
Ostatnio przeglądałam też, po raz pierwszy tak wnikliwie, profil mojego byłego. Celowo rzadko/nigdy tam nie wchodzę, chyba, że jakaś wzmianka o nim pojawi się u wspólnych znajomych. Historia z tym moim byłym była bardzo skomplikowana ponieważ nie za bardzo do siebie pasowaliśmy ale mimo to byliśmy ze sobą wiele lat. To on mnie wspierał gdy moi rodzice siedzieli w niemczech i za nimi tęskniłam, gdy nie radziłam sobie z problemami. Nie pasowaliśmy do siebie bo ja jestem skromną dziewczyną z domu który dopadła katastrofa finansowa. On był z dobrze sytuowanej rodziny, z majątkiem i znajomościami. On był nauczony być na świeczniku i w centrum zainteresowania, uwielbiał to. Ja zawsze byłam skromną i nieśmiałą dziewczyną, z dobrymi ocenami na świadectwach i stypendiami, która woli się trzymać z boku.
Nie pasowało mi jego ciągłe wciskanie nosa we wszystko, wszystkim się interesował, we wszystkim musiał być najlepszy. Ale musze mu przyznać że miał talent - taniec, sztuki walki, jeździectwo, narciarstwo, gimnastyka artystyczna, żeglarstwo, pływanie, żonglerka, tresura psa... Jest tego mnóstwo, za mnóstwo umiejętności można było go podziwiać. Miał rodziców, którzy wspierali każde jego hobby. Również ja zyskałam przy nim, nauczył mnie np. jeździć autem, pokazał jakie fajne jest żeglarstwo, uwielbiałam z nim tańczyć, miał bardzo fajnych towarzyskich rodziców, przemiłych dziadków, piękne sielankowe życie rodzinne. Jego rodzina stała się dla mnie moją rodziną. Był mi bardzo bliski, myślałam, że się razem zestarzejemy, był moim najlepszym przyjacielem, zwierzałam mu się ze wszystkiego. Ale i miał wady których nie akceptowałam.
Dziś gdy porównuję jego a mojego obecnego partnera widzę różnicę, niebo a ziemia. Mogę tylko dziękować Bogu za to, że rozwalił się tamten związek bo dziś nie wyobrażam sobie lepszego życia niż z moim ukochanym M.
Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że kiedyś na swojej drodze spotkam właściwego mężczyznę, myślałam że ten tu jest właściwy. Po zrobieniu przeze mnie magisterki i ukończeniu studiów coś się diametralnie pomiędzy nami popsuło. Nie zauważyłam że mojemu chłopakowi już dawno przestało być ze mną ok. Pozwolił mi spokojnie skończyć magisterkę a potem się zaczęło. Kłótnie, pretensje, szok. On pracował, w międzyczasie przy wsparciu rodziców założył własny biznes, mieszkał u rodziców i planował u nich mieszkać całe życie. Nagle pokazał mi że chce tradycyjnego domu z żoną która zrobi w domu wszystko sama. Nagle zaczął ode mnie wymagać tego, że będę mu gotować, prać, sprzątać itd. W pewnym momencie powiedział mi wprost, że chce abym była dla niego taką drugą mamusią.
To był dla mnie szok bo wcześniej nie ujawniał tak szowinistycznych zapędów, nie wiedziałam co mu się porobiło. Kłótnie zaczynały się z niczego. Może te jego wymagania i oczekiwania to był tylko pretekst. Może już dawno myślał o tym żeby się rozstać.
Ta zagadka nigdy nie została rozwiązana. Strasznie to przeżyłam, ryczałam przez wiele miesięcy bo z jednej strony chciałam z nim być ale z drugiej strony nie chciałam godzić się na bycie służącą w domu bo to było niezgodne z moimi zasadami, ideami, z moją niezależnością, z moim sumieniem i rozumem. Cała JA się buntowała przed zgodą na takie "poniżenie". Żyłabym w pięknej złotej klatce, z super wakacjami, w domu teściów, z teściową która jest tak wygadana że nigdy jej nie przegadasz i której zawsze się trochę obawiałam. Ta kobieta jest strasznie przebojowa i silna, często czułam się jak mały głupi szaraczek przy niej.
Na szczęście rozstaliśmy się, ja to jakoś wytrzymałam. A potem poznałam mojego M 
Ale tamtemu poprzedniemu długo, długooooo nie mogłam wybaczyć. Dochodziły do mnie wieści, że założył podróżnicze stowarzyszenie, że się ożenił, w gazetach opisywali jego zaręczyny a potem ślub w najmodniejszej i najbardziej prestiżowej restauracji w moim mieście.
Ostatnio spotkałam go przypadkiem na mieście i pierwszy raz poczułam się przy nim pewnie, i bez żadnej urazy. Za to on wydawał się skrępowany, tak jakby pierwszy raz w życiu stracił przy mnie pewność siebie. On który nigdy nie traci pewności siebie.
Byłam spokojna, a potem poczułam się szczęśliwa że uwolniłam się od demonów przeszłości, że w końcu o nim zapomniałam i zapomniałam o moich urazach. O tym jak mnie skrzywdził. Ja jego też skrzywdziłam.
Niedawno przeglądałam jego profil na fb, przypadkiem, bo związane to było z jego stowarzyszeniem.
No więc tak oglądam i oglądam te jego foty, widze jego szczęśliwego na każdym zdjęciu, z żonką, też uśmiechniętą. Podziela jego pasje, ja nie umiałam. Ale cieszę się że trafił na właściwą kobietę. Oglądam dalej te jego foty i widzę jak śmiga w gaciach po śniegu.... cały on. Zero żenady. I w tym momencie poczułam ulgę że ja już nie muszę uczestniczyć w jego show. Na całe szczęście. Nie musze się już za niego wstydzić, nawet gdy nie było się czego wstydzić.
I znowu poczułam spokój i szczęście. Bo mam cudownego faceta przy sobie, z którym też mogę robić fajne rzeczy i na pewno się tym nie pochwalę na fb. Mój m dużo lepiej całuje i cały czas go pożądam. Tamten być może za bardzo stał się moim przyjacielem, i zbyt szybko przestał być kochankiem bo seks z nim w ostatnich latach przestał być dla mnie atrakcyjny. A to jest dla mnie bardzo ważne.
No i wreszcie, przeglądając ten jego profil przemknęło mi przez myśl, że "co z tego że taki szczęśliwy, ale też nie ma dzieci, może też ma takie problemy jak my, może ma dużo większe problemy jak my"
I zgadniecie na jakie foto dziś trafiłam?!!!! 
On i jego żona w zaawansowanej ciąży składają wszystkim życzenia wielkanocne 
Noszzz normalnie w pierwszej chwili jakbym dostała w pysk. Przecież dopiero co parę tygodni temu się pocieszałam, że on też nie ma dzieci. Że nie wszyscy mają dzieci.
Ale co zrobić
Życie nie jest sprawiedliwe. Do mnie też się kiedyś uśmiechnie los i też dostanę w swoje ramiona moje własne wymarzone dziecko. Prawa?? 
Na dziś dzień stwierdzam ostatecznie, że wszystkie możliwe, znane przeze mnie osoby bezdzietne, starające się, małżeństwa - wszyscy są już zaciążeni. Nie mam już żadnych znajomych, czy kuzynostwa bez dzieci. Bez dzieci jest też moje rodzeństwo ale oni nie mają partnerów więc ciężko o ciążę 
Wszyscy, wrogowie niewrogowie - wszyscy już się doczekali. Nie mam już kogo obserwować na fb, nie mam już z kim się ścigać, wszyscy mnie przegonili
dosłownie wszyscy.
A ja? Kiedy przyjdzie moja pora?
......

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2015, 19:30
Kochane wszystkim czytającym i nie czytającym. Spodziewającym się i tym, które w najbliższym czasie będą się spodziewać życzę:
- braku mdłości
- dużo energii
-dużo zdrowia dla was i waszych pociech
- cierpliwości
- spełnienia marzeń
- bezbolesnego, szybkiego porodu
- wielu przespanych nocy
- bezbolesnego ząbkowania
- samych cudownych chwil i wspomnień
Buziaki kochane :*

18 dzień cyklu - 4 dpo - 18 dzień drugiej Nowenny Pompejańskiej
50,7 kg
ciśnienie 88/46
tętno 75
Babka upieczona - testowałam nowy przepis i mam nadzieję, że będzie dobra
Do tego mieszkanie wygląda już świątecznie. Mam nadzieję, że te Święta będą na prawdę wesołe...
Rano i wieczorami piersi są lekko wrażliwe a w brzuchu uczucie jakbym połknęła balon!! Ale nie ma co się nakręcać...99% objawów to albo luteina albo moja bujna wyobraźnia.
____________
1 śniadanie: Mleko z płatkami owsianymi, chia, amarantusem, słonecznikiem, pestkami dyni, siemieniem lnianym migdałami
2 śniadanie: Serek wiejski
Obiad: Zupa marchewkowa z batatem i prażonymi pestkami dyni
Podwieczorek: Banan
Kolacja: Grzanki z żółtym serem
Wielki Piątek… jest dla mnie dniem smutnym, trochę nostalgicznym… mimo wszystko lubię ten dzień. To dobry czas na zastanowienie się nad swoim życiem…
Dziś przed pewnym sklepem wystawiona była kolumna, jakaś dyskotekowa muzyka dosyć głośno zwracała uwagę przechodniów… poczułam pewien niesmak.
Po południu do mojego serce wkradło się zwątpienie… jakoś tak smutno mi się zrobiło. Stwierdziłam, że przed kościołem pójdę i przeczytam coś z Pisma, jak zawsze niezastąpionego w takich momentach:
‘Niech się nie trwoży serce wasze
(…)
O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię.’ J 14, 1-14
Na przekór aurze panującej na zewnątrz, posadziłam w pojemniku 8 żółtych bratków. 
Ps Anuśka (AniaBe) nie dodam nic w tym temacie, wiesz, że ja piszę jak mnie najdzie myśl. Tzn dodam… doceniam swojego męża, który o 6.30 pojechał dziś do sklepu. A wieczorem ma robić sałatkę, chyba mu pomogę, bo w końcu takiego leniwca jakim jestem ja, zostawi i dopiero będzie 
Uciekam do kościoła.
Zbliża się miesiączka,zaczynam plamić.Jestem zła na cały świat.Do tego ni jak nie wykorzystam zbliżającego się cyklu:(Mieszkanie wysprzątane przedświątecznie ale nawet to nie poprawiło nastroju.Ahhhhh……….
Święta lada moment. Dziś zaczynam kuchcenie. Najchętniej jednak położyłabym się spać. Nie chce mi się Świąt, właściwie nic mi się nie chce. Coraz częściej łapię doła, w zasadzie sama nie wiem dlaczego. Nie umiem tego wytłumaczyć.
Na Święta zamierzamy powiedzieć o ciąży Naszym mamom. Bardzo obawiam się reakcji mojej mamy. Jestem dorosła, po studiach, mam męża, firmę a i tak boję się, że jakoś głupio to skomentuje. A skąd to wiem. Bo ona taka jest. Całe życie powtarzała, że dziecko to przerwa w życiorysie, oczywiście jak się pytałam po co mnie robiła twierdziła, że to co innego. Jak mówiłam jej o ciąży kogoś znajomego kwitowała to zawsze tekstem "Tylko współczuć. Teraz tylko pieluchy". Zawsze twierdziła, że tak bardzo mnie pragnęła (yhym jasne po latach wiem i widzę, że jestem zwykłą wpadką). To nic, że urodziła mnie mając 30 lat, nie posiadając męża, mieszkając z rodzicami. Swojego ojca nigdy nie widziałam. Tylko na zdjęciach z chrztu, ale kiedyś go powycinałam. Matka twierdziła, że go nie kochała i był jej tylko potrzebny by mieć dziecko dlatego go "pogoniła". Nie wiem czemu tak bardzo zależy mi na tym co powie. Przecież to moje życie i moja sprawa. Ale jakoś podświadomie boję się, że potraktuje ciążę jako jej "błąd wychowawczy"
zawsze robiłam wszystko pod jej dyktando, tak żeby była ze mnie zadowolona. Poprawiałam 4+ na 5. Grzecznie przychodziłam o określonej godzinie do domu. A jakakolwiek próba sprzeciwu była niemożliwa. Chciałabym, żeby się ucieszyła. Żeby ten jedyny raz zachowała się jak matka, która szczerze się cieszy szczęściem swojego dziecka. Ona nigdy nie pytała kiedy wnuki itp. Dla niej temat nie istniał. Nie to co teściowa - ona to bardzo pragnie mieć w końcu wnuka lub wnuczkę. Ma kobiecina 65 lat i nie ma wnucząt, co tu się dziwić. Wiem, że bardzo się ucieszy 
Chciałabym mieć to za sobą. Sama perspektywa spędzenia 2 dni z moją matką jest męcząca... Kiedyś lubiłam spędzać z nią czas, ale miałam wtedy naście lat. Wydawało mi się, że jest fajna, robiła co mogła bym tak myślała. Dopiero potem zobaczyłam jaka jest naprawdę. Potrafiła w ciągu jednej sekundy sprowadzić mnie do poziomu podłogi. Bo powiedziałam coś co się jej nie podobało... Mimo wszystko kocham ją bo jest moją mamą. Czasami bywa bardzo w porządku. Ale jak ma dobry humor i niczym jej nie podpadniesz. Wtedy potrafi być bardzo ok:) Dzięki niej wiem też jaka chcę być dla swoich dzieci. Chcę być dla nich wsparciem, kochać je i mimo wszystko i dać im poczucie, że je akceptuję takimi jakie są by nigdy nie bały się przekazać mi tak ważnej wiadomości:)
" Khalanek " wpis zrobi teraz jak zwykle nie o staraniach:)
Wesołych Świąt , smacznego jajka i mokrego dyngusa!!!
Domek posprzątany, zakupy zrobione, mąż jutro będzie wędził i pichcił ( ja nie muszę bo on świetnie gotuje) tylko pisanki wyszły strasznie brzydkie!
Sraczkowate dokładnie.
Wyladowały w koszyczku do święcenia:)
Zrobiłam więc po swojemu-aby nie było nudno wklejam fotkę.
Wiecie, czego Wam życzę najbardziej.
Papa

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2015, 19:06
Na dniach powinnam dostac okres - nie mam objawow ciazy, czuje sie ok, moze bardziej zmeczona ale to pewnie przesilenie wiosenne. Poza tym jak przed @ - bol plecow i podbrzusza... zlosc i zniechecenie.
Zastanawiam sie czy w ogole warto sie tak stresowac? Przeciez jak mam miec dziecko to je bede miec.. kiedys. Te obserwacje, czekanie. TO jakis horror!

"Bóg, od którego wszystko pochodzi i dzięki któremu istnieje, pragnąc doprowadzić wielu do udziału w swojej chwale, uznał za stosowne udoskonalić przez cierpienie Sprawcę ludzkiego zbawienia." Hbr 2,10.
Mimo trudności. Mimo rozczarowań. Mimo bólu czekania.
Wszystkim ovufriend-użytkowniczkom życzę wesołych Świąt Wielkanocnych. Niech cud zmartwychwstania da Nam wiarę w to, że wszystko jest możliwe.
Mocno Wam dziewuszki kibicuję. Bikini, Helutko, Sosenko, Ołowiana Wronko. Codziennie do Was zaglądam, jestem z wami już od czerwca. Czas najwyższy, żeby któraś poszła na fioletową. Statystyki są nieubłagalne. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2015, 22:08
W ogóle nie czuje efektów tych zastrzyków. Samopoczucie bardzo dobre, jajniki ani trochę nie bolą. Boje się że nie reaguje na leki
Każda znajoma która miała stymulację do ivf chociaż czuła pracę jajników, a u mnie? Jakbym w ogóle ich nie miała...
Do tego okres bez żadnego bólu - To już na plus 
Pierwszy raz od kilkunastu lat miesiączka bez bólu. Normalnie co miesiąc jechałam na ketonalach 100 po kilka razy na dobę, inaczej wymioty, omdlenia, biegunki i wszystko co najgorsze. A teraz coś czuję ale bólem tego nazwać nie można. To pewne efekt laparoskopii albo tabletek antykoncepcyjnych które czasem mają działanie uspokajające na endometriozę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2015, 21:11
Pół dnia sprzątałam.. Później poleciałam na jogę... Było super!! Kocham tą instruktorkę, szkoda, że tak rzadko mogę do Niej docierać.. Na końcu była chwila medytacji.. Miałam pomyśleć co chciałabym osiągnąć w te święta, duchowo lub fizycznie i spróbować poczuć to przez chwilę.. Chciałabym być spokojna.. Żeby żaden głupi tekst rodzinki nie wyprowadził mnie z równowagi, boję się że wybuchnę i cała rodzina dowie się o naszych staraniach.. Ale z krzykiem, złością i łzami, a nie tak powinno być.. Najbardziej boję się babci.. Jest wysoce specyficzna i na tym pozostawmy jej temat.. Ona jest jedną z osób, która może drążyć i przy niej najłatwiej wyprowadzić mnie z równowagi.. Sama ją zaprosiłam w poniedziałek na urodzinową kawkę.. Będę z sobą walczyć o ten spokój..
Z tematów staraniowych.. Ten cykl pewnie pójdzie na straty bo czuję, że owulacja będzie jak my będziemy u teściów.. A tam z starań nici bo moja kochana teściowa zagląda do nas średnio co 5 minut z zapytaniem czy na pewno nic nie potrzebujemy:(
Dziewczyny spokojnych świąt!!! 
Ten koszmarny nastrój... Towarzyszy mi od wczoraj, ale dzisiaj szczególnie, od jakiś 30 minut.
Od wczoraj zmuszona jestem jeździc do rodziców, choć chciałabym tego uniknąć, bo tam, czyli u swoich dziadków, jest moja siostrzenica a ja udzielam jej korepetycji z matematyki, bo niestety ma 1 na półrocze i grozi jej powtarzanie klasy. Jeździmy z mężem, ja podrzucam go do pracy i sama wio do rodziców.
No więc sytuacja z wczoraj: siedząc przy obiedzie, próbowałam zachować pozory normalności i pytam matki:
- czy w piątek urzędy i poczta jeszcze pracują (bo czekałam na termometr i testy owulacyjne, ale tego jej nie powiedziałam)
Matka: no tak, a po co ci poczta
Ja: bo czekam na paczkę
Matka: jaką paczkę? co sobie zamówiłaś? dziecko przez internet? Tobie to lepiej sobie lalkę dać a nie prawdziwe dziecko..
Strasznie mnie to zabolało. A później było jeszcze gorzej, gdyż od bratowej, która tam mieszka dowiedziałam się, że ostatnio, jak był tam mój mąż, to ukochany mój tatuś mówił na mnie bardzo niemiłe rzeczy, oczerniał mnie przy moim ślubnym a on w ogóle nie zareagował. Moja bratowa opowiedziała mi to, bo była przy tym i aż sama była zdumiona, że on w ogóle nic nie powiedział.
Poczułam się, jakby ktoś dał mi w twarz z otwartej dłoni. 
Dziś pojechaliśmy razem do mich rodziców, i zbieraliśmy się do wyjścia, kiedy moja matka zapytała czy nie zostaniemy na kolacji. Było już po 9 a do domu ponad 20 km, więc mówię że nie bo trochę drogi jest a śnieg sypie i troche nam zajmie droga do domu. A ona do mnie z tekstem : no zosstańcie, przecież dzieci wam nie płaczą w domu. Wtedy mnie zdenerwowała i wypaliłam ostro żeby już przestała z tymi dziećmi. Ona się oczywiście obraziła i wyszła z kuchni.
Wsiedliśmy do auta z mężem, i co ja od niego słyszę? Że przesadziłam i za ostro zareagowałam, bo przecież to był niewinny żart. Powiedziałam , że owszem, jakby zdarzył się raz to nic bym nie powiedziałą, ale ja słyszę takie uwagi za każdym razem, jak ją widzę. Pokłóciliśmy się i od tamtej pory się do siebie nie odzywamy. Jak przyjechaliśmy to próbował przepraszać, ale mu powiedziałam że nigdy nic mnie tak nie zabolało, jak jego brak lojalności w stosunku do mnie. Chce mi się płakać, ale nie mam już łez. Dlaczego on się tak zachowuje, nawet nie próbuje mnie zrozumieć.
W ogóle ostatnio się między nami popsuło. Nie całuje mnie na powitanie i pożegnanie, nie przytula, żyjemy jak brat z siostrą, obok siebie. Próbowała porozmawiać, wyjaśnić tą sytuację, ale w odpowiedzi słyszałam tylko że przesadzam... Tak bardzo mi go brakuje. Takeigo jak był wcześniej... Pisząc to nerwy mi puściły i zapłakałam pół klawiatury. Ehhh to moje życie... Do dupy z tym wszystkim. 
I po idealnych betach... Dzisiejsza beta wyszła 5843 a 10 września była 2301 wg. kalkulatora hcg jest to poniżej normy ... ???
Powoli dociera do mnie, że faktycznie jestem w ciąży, że się udało
Nie potrafię się jeszcze cieszyć tak na maxa, betę będę robiła we wtorek, w czwartek wizyta u ginekologa.
Udało się w 9 cyklu starań. W cyklu, w którym postanowiłam przebadać się jak się da. Monitorowałam cykl z panią doktor, zlecała w międzyczasie badania hormonalne. Nie nastawiałam się kompletnie, że się uda, raczej chodziło mi o zdiagnozowanie się i nabycie pewności, że wszystko jest dobrze. Jednym z głównych zamierzeń było namówienie męża na badania nasienia, żeby mieć pewność, że z tej strony również jest bez zarzutu. Naczytałam się, że sex co 2 lub 3 dni jest najlepszy w produkcji nasienia, ma wówczas najlepsze parametry, nie liczyłam dni, kochaliśmy się bardzo spokojnie, nie myśląc o dziecku, na wesoło 
Pani doktor wprowadziła duphaston.... Nie wiem co nam pomogło...
Wiem na pewno, że w tym cyklu nie nastawiałam się na sukces, inne były założenia. Już wcześniej przestałam się nakręcać, wkręcać, bo nawet mąż zauważył, że zaczynam świrować, tak było...płakałam przy każdym pojawiającym się krwawieniu. Wierzyłam, że dzieciątko pojawi się w najlepszym momencie dla nas, czy to jest najlepszy moment? Chyba tak, doczekałam się swojego szczęścia, które jest jeszcze dla mnie wielką abstrakcją, ogromną niewiadomą....wkrada mi się lęk, uczucia strasznie mieszane...
Boże dałeś nam dzieciątko, błagam chroń je, niech rozwija się i rośnie, niech przetrwa... Trzymaj również w opiece i obdarz łaskami pozostałe starające się kobiety o swój cud!
Ponadto życzę Wszystkim wesołych Świąt spędzonych w rodzinnej atmosferze, z uśmiechem na twarzy, żeby te świąteczne dni napełniły Was spokojem i nadzieją 
dzisiaj mam 35dc a @ dalej brak... Brzuch mnie pobolewa jakbym miala zakwasy a wczoraj jajniki dawaly o sobie znac... Nie wiem co mam myslec: z jednej strony mysle ze sie udalo ale z drugiej: przeciez to niemozliwe...
chce juz srode, chce juz wiedziec na czym stoje. A @ jak ma przyjsc to niech przyjdzie bo chce dalej probowac... 
Zycze Wam wszystkim zdrowych, radosnych i spokojnych Swiat!
Caly dzien mecza mnie mdlosci, zawroty glowy a teraz mam uczucie ze zaraz @ przyjdzie
chyba to nie bedzie moj szczesliwy cykl :'(
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2015, 14:11
20dc (8dpo według mnie 7)
Moje spostrzeżenie: nigdy w drugiej fazie cyklu temperatura nie trzymała się tak równo, na tak wysokim poziomie (ok 37,75), mam nadzieję, że kaszel nie ma na to wpływu..
pewno z zapartym tchem wchodzicie na kazdy moj wpis co? hehhe
dupa
czekajcie jak i ja czekam 
dzisiaj 39+3...4 dni do terminu...
wczoraj pojawily sie tylko lekkie skurczybyki..nic nadzwyczajnego..natomiast mala tak strasznie sie ruszala ze na bank jest duuzo nizej, moge cala dlon wlocy pod piers a wchodzily 2 palce...nie bola juz zebra!!! moglam normalnie znalezc sobie pozycje do lezenia 
spalam niespokojnie, 6 razy pobudka na siku...chodzac czuje mala pomiedzy nogami, jakby miala mi zaraz wypasc...wrocil apetyt...wczoraj zaliczylam tylko jedno zyganko...
maz dal sarze zielone swiatlo na wyjscie komentujac moj brzuch...BOZE JAKI TY MASZ WIELKI BRZUCH...fakt do malych nie nalezy 
skora piecze jak oszalala, naciagnieta do granic..pepek dopiero teraz wyszedl, wiec na pewno mala jest mega nisko...
w nocy maz podniecal sie nowym projektorem...jak dziecko..te iskierki w oczach jak gral na ps4
no dziecko...
dobra sarcia rodzimy!!!!!!!!!! dziecko nie mecz matki bo po dupie dam a wiem dokladnie gdzie te swoja pupine wypinasz! 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/d69043a16ed0.jpg
To było rok temu...dziękowałam Bogu, że ten koszmar się skończył. Pamiętam ten ból, pamiętam łzy mojego ukochanego męża...to było najgorsze, nie tabletki, nie zabieg i nie świadomość, że nie żyje nasze dziecko...ale widok ukochanej osoby, która cierpi a Ty nic nie możesz zrobić. Udawałam twardą, nie okazywałam za dużo uczuć...ale przetrwaliśmy i jesteśmy teraz w cudownym momencie naszego życia.
Czekamy na naszą wyczekaną,mała i kochaną istotkę, która straaaaaasznie mnie ciśnie w kroku i boksuje szyjkę, aż czuję jak w swoim odpływie nr 1 i nr 2
cudownie jest czuć, że ma się dobrze, mimo iż jest już niziutko. Mąż nie pewnie pojechał na swój mecz w pobliskiej miejscowości, bo jak to ujmuje od paru dni " a jak szybko możesz urodzić? zdążymy do szpitala? A co się dzieje kiedy wody odejdą? A co jak nie? Kiedy się zacznie?" ....zasypuje mnie pytaniami jak Lilka kopniaczkami
tłumaczę, że na pewno nie przegapimy odpowiedniego momentu
bardzo się boi, że nie zdążymy, a przecież nie urodzi się w 20 min
musiałabym nie czuć skurczów, czego nie ukrywam
boli, kłuje i mdli
ale co poradzę? taki etap mamy. Ostatnią prostą - 9-ty miesiąc
za około 4 tygodnie Malutka będzie z nami. Staram się nie nakręcać, ale dziś śniło mi się, że już była z nami
siostrze mojego męża też to się śniło
haha czarownice
kiedy będzie gotowa to wyjdzie
my jesteśmy zwarci i gotowi 
Pozostało 7 dni do naszego kolejnego spotkania
zobaczymy co tam się dzieje z podwoziem mamusi
:*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.