Nie wiem czy zauważyłyście te paskudne wpisy pod moim wykresem - Zelma dziękuję za interwencje :*

Niestety już zauważyłam ile jest tutaj dziewczyn tak strasznie zmęczonych/złych/rozczarowanych/zawiedzionych/zazdrosnych tym że kolejny miesiąc czekają, że wyniki kiepskie lub po prostu że innym może się udać albo że się udało a One nadal czekają na "swoją kolej".

Nigdy nie życzyłam tutaj nikomu źle wręcz przeciwnie, zawsze cieszyłam się z każdego wykresu z zieloną kropeczką bo przecież kiedyś zostanę tylko ja i na mnie przyjdzie czas ;) tym czasem dostaję twardego kopa - obelgi i chamskie wpisy bez czytania ze zrozumieniem moich wpisów w pamiętniku czy gdziekolwiek indziej...
Co tak strasznie zabolało? to że wierzyłam że się udało od IUI? to że otwarcie to pisałam?

Nie jestem naiwną 15latką, liczyłam i liczę się z tym że to iż za pierwszym razem się udało nie znaczy że kolejne IUI skończą się tak samo! ale czy na prawdę trzeba to tak dosadnie pisać? czy tak bardzo męczy czyjeś dobre nastawienie? czy choremu na raka także trzeba pisać/mówić że nie ma leku i umrze? zazwyczaj mówi się "walcz", "będę się modlić za Ciebie", "będę trzymać kciuki" itp

Administracja na szczęście stanęła na wysokości zadania za co bardzo dziękuję!

Cała ta sytuacja nie wpłynęła jakoś traumatycznie na mnie ale jest mi cholernie smutno że pomimo wspólnych problemów dziewczyny potrafią tak duża jadu wypuścić z siebie tutaj na inne staraczki :(

Spotkałam tutaj tyle wspaniałych dziewczyn które wspierały mnie i podnosiły na duchu, pomagały przejść przez ciężkie chwile, trzymały kciuki (chociaż psychicznie ;)) i dlatego nie wyobrażam sobie nie wiedzieć co u Was :*

Em, truskavvkowa, fo09czka, Zelma, sosenka80, shimmer_lip, latte, vincaminor, aja, rah, ołowiana wrona, gosia86, Tasiemka

I oczywiście Edytka - kochana km nie są i nie będą przeszkodą :*

Pisze dopiero dziś bo nie jest lekko. Jeszcze dochodzę do siebie po CC. Napisze tak szybko tylko że Nasz Synus Dominis ur.się 01.04.2015 o godz.15:10 w wyniku CC z waga 870g i dł.37cm z 4pkt Agp. Jest na intensywnej terapi w inkubatorku. Dzielnie walczy. Mnie w sb wypisali do domu ale jezdze do Maluszka tyle razy dziennie na ile mogę fizycznie po CC. Jak dojde do siebie fizycznie i psychicznie napisze więcej i dokładniej. Dziękuję za wsparcie i proszę o modlitwe za Dominisia by był dzielny i wyrwał w woli walki. By Bóg Nad Nim czuwał.

Święta, święta...i co z tego?

Wczoraj myslalam, ze mnie poskreca, zesłabi, głową peknie i nie wiem co jeszcze... Rano szybkie sniadanie, bo wybralismy się do kościoła. Trochę polskości i świątecznej atmosfery. Ale po kościele nie miałam siły juz na nic więcej...maz przyniósł tajskie jedzenie, zjadlam trochę i juz kompletnie miałam dość, poszlam się położyć i w sumie tak spedzilam praktycznie resztę dnia.

Późnym wieczorem napisała do mnie kumpela i aż mi krew w żyłach zawrzala. Jej siostra tez jest w ciąży i termin ma 3 tyg przede mną. Kolejny raz jej pieprzony facet ja uderzył. Była u lekarza i ogólnie wszystko ok, ale Wieczorem zaczęła plamic. Do tego gnojek powykrecal palce jej mamie. Nie jestem zwolenniczka siłowych rozwiązań, ale temu palantowi mógłby ktos porządnie wpieprzyc. Tak, żeby się zastanowił nad sobą. Wiem, ze łatwo powiedzieć, żeby go kopnela w tyłek, zabrała syna i odeszła od psychola, ale jak dla mnie to najlepsze rozwiazanie. To nie jest pierwsza taka sytuacja, wiec w zmianę nie wierze. Tak strasznie mi ich szkoda. Kumpela jest zła na siostrę, ze nie zostawila tego dupka i obciąża swoimi problemami mamę, która swoja droga w życiu juz trochę przeszła... Mam nadzieje, ze wszystko będzie dobrze z dzieciaczkiem i siostra kumpeli podejmie odpowiednią decyzję.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2015, 09:00

kasia03 Czy kiedyś się uda??? 6 kwietnia 2015, 09:30

Zaczynam 3 cykl na ovu.To będzie niestety cykl bez starań(brak partnera przez najbliższe 2 cykle).Dwa pierwsze na ovu bezowocne.Pod koniec maja wyjeżdzam z córką,przyjaciółką i jej synkiem do Grecji na 10 dni.Gdy wrócimy T będzie juz w domu:)Dzięki ovu sprawdziłam,że wracam w 8dc i za parę dni……Zrobie po świętach,jutro lub pojutrze kilka badań hormonalnych.Moja ginekolog widzi ładne owulacje,ładne endometrium a skutki takie że @ mnie nawiedza.Dla własnego spokoju muszę sprawdzić kilka parametrów.

jeszcze w dwupaku :-) napisze szybko bo jestem na tablecie!
seksior zadzialal ladnie ale sie uspokoilo :-)hehehe skurcze przepiekne do 4 rano, mocne i przepiekne.mega podniecona bylam :-) sikanie co 40min w nocy mnie donijalo!!!
niestety ustaly ale od dzisiaj seksimy i wiem ze pomoze:-)
trzymajta kciuki!
dzisiaj do tesciow na 10 jedziemy na wyzerke :-) wiec ja nic nie szykuje..po tesciach zrobie tylko wieksze zakupy, ze 4 zgrzewki wody na zapasyndo karmienia hehehe i odpoczywam i sie seksze :-)hehehe
dzisiaj 39 + 5..2 dni do terminu!!!!

annielica My chcemy mieć dziubulka ! 6 kwietnia 2015, 19:07

Niepotrzebnie się martwiłam. Obie mamy bardzo, bardzo się ucieszyły :) Nawet nie wiem czy moja mama nie bardziej niż teściowa. Była zszokowana, tym, że bałam się jej o tym powiedzieć. Święta minęły bardzo fajnie, w przyjaznej, zabawnej atmosferze. Wiadomość o mojej ciąży spowodowała, że naszym mamom zebrało się na wspominki jak to było kiedy one chodziły z nami w ciąży. Niestety nie miałam apetytu, tyle pyszności a ja na nic nie miałam ochoty. Jadłam tylko wędlinę i śledzia w suszonych pomidorach, od czasu do czasu kawałek ciasta, cukierek czy mandarynkę. Wkurzające to jest bo ja tak kocham jeść:( a teraz nic mi się nie chce, jestem głodna ale na nic konkretnego nie mam ochoty... No i te mulenie:( ciągle bym spała i nic nie robiła:/nie wiem jak to będzie w pracy...

Pojutrze pierwsza wizyta u ginekologa, mam nadzieję, że zobaczę serduszko. <3

35 dc

Temperatura od wczoraj spada więc liczę że jutro @ przyjdzie i będzie można zacząć nowy cykl, pełen nowych nadziei :)

Humor taki sobie przez tą pogodę :/ Nic mi się nie chce :( Siedze tylko i jem. Wczoraj to tak namieszałam że do dziś to czuję.

A dwa lata temu odbył się nasz ślub cywilny :) <3

261p0dk.jpg

Mam najcudowniejszego męża na świecie ! <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2015, 19:11

Ja już chyba głupieję na starość, albo z tych stresów ostatnich. Trzy osoby powiedziały do mnie( w róznych odstępach czasu), że zachowuję się jak baba w ciąży. To mówię, że przecież dopiero co @ była, poza tym nie widzę u siebie żadnych objawów. Moja kuzynka, która zna moją sytuację stwierdziła, że może jednak jestem, tylko przez to wywoływanie duphastonem wymusiło mi krwawienie, i dlatego było takie dziwne, a jak robiłam test to było za wcześnie i nie wykryło. No ale w szpitalu by zauważyli chyba coś nie? Nie robili bety, ale po prolaktynie może czy morfologii czy coś? Totalnie szalona teoria! Ja uważam, że to niemożliwe, a Wy? Co o tym myślicie?

Święta, święta i po świętach ;) Tylko pytanie po których bo śnieg pada i pada ... Zdjęcie z dzisiejszego powrotu od rodziców
759cbabf2a16992bmed.jpg

Jutro idę sobie zrobić badania w kierunku chlamydii i tych innych różnych rzeczy no i zbadam kontrolnie prolaktynę zobaczymy czy leki coś pomagają czy trzeba zwiększyć dawkę, czego byśmy nie chcieli.

A dzisiaj trzecia tabletka anty a 7 dc, strasznie boli mnie brzuch i jajniki czy to normalne?!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2015, 21:33

15dc
Zabiegana, zapracowana, zmęczona i przeziębiona.. Czekam na weekend, w końcu się wyśpię.. Albo pojadę do rodziców bo G. wyjeżdża na delegację..

Z rzeczy dobrych chyba ogarnęliśmy finanse.. mamy na kolejną próbę ivf.. Musi tylko być teraz wszystko zgodnie z planem.. Bo na komplikacje już nie mamy..

G. ma ostatnio kiepskie dni.. Wczoraj nawet zaproponowałam mu wizytę u psychologa.. Odmówił, że niby on ma problem sam ze sobą, a nie z naszą płodnością.. Martwię się o Niego.. Najgorsze jest to, że nie wiem jak pomóc:(

Puknięcia stają się powoli coraz bardziej kopniaczkami, a dziś mąż poczuł nawet na ręce 'coś' :D

Co do świąt i rodzinki, muszę przyznać że ciężko mi dzielić się wszystkim co związane z ciążą z rodziną. Myślę że to przez te moje dwie straty, to wszystko sprawiło że temat ciąży stał się taki mój i nie potrafię mówić wszystkim 'dzidzia się rusza', 'dzidzia to', 'dzidzia tamto' ... może powoli to mi się odmieni ... mąż za to na odwrót :P cały czas przy wszystkich pyta: 'i co śpi?', 'kopie?', 'dziecko już zjadło?'... muszę się tego też nauczyć :) od niego :) bo teraz nagle to on jest bardziej otwarty z tematem ciąży i dziecka niż ja...

Aaaaa przed świętami kupiłam 2 torby ciuszków dziecięcych na olx :D obiecałam mężowi że już przestane tyle kupować :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2015, 20:25

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 6 kwietnia 2015, 20:38

Swieta sie koncza, mimo ze tak bym jeszcze chciala pare dni wolnego... To byly najluzniejsze swieta w moim zyciu - bez swiecenia koszyczka, bez spotkan z rodzina... Wreszcie troche odpoczelam :)
Mam nadzieje, ze i Wam swiateczny czas uplynal przyjemnie, spokojnie i radosnie - ale przede wszystkim rodzinnie i z duza dawka milosci :)

A u nas dlugi weekend, dzieki mojemu S, zaczal sie zoltymi rozami, zoltymi Wielkanocnymi kurczaczkami i owocowa salatka (trening w kuchni jednak zaczal przynosic spodziewane efekty ;) )

Szkoda tylko, ze temperaturka nie rosnie jak powinna :( I sluz znow mi sie zmienia - raz jest rozciagliwy, raz kremowy.
Ale dosc tego zamartwiania sie :)
Ciazy nie bedzie, trudno. Jeszcze nie teraz, koza okazuje sie uparciuchem - na sile jej przeciez w brzuchu nie umieszcze ;) Przynajmniej dzieki temu zdecydowalam sie spedzic pare dni u kolezanki na Balkanach. Taki babski wypad z kilkoma kobietami dobrze mi zrobi :) Wlasnie kupilam bilety na samolot na koncowke maja... :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2016, 22:11

CassieMK Spełnić ostatnie marzenie 6 kwietnia 2015, 20:49

Zawsze byłam szczupła, zgrabna, lubiłam swoje ciało i uważałam, że jestem dość atrakcyjna. No...może nie zawsze, ale od czasu, gdy jako nastolatka zrobiłam sobie dietę, po której zeszłam z rozmiaru 42 do 36 i zostało mi tak prawie na 10 lat...

Kiedy zaczęłam brać Visanne, przytyłam 4 kg, po ślubie 2kg, więc razem to już 6 kg więcej. Czułam to, no i widziałam w lustrze i po ubraniach, które nagle zaczęły się robić za ciasne. Po operacji nie mogłam nosić jeansów, bo mnie uwierały w bliznę i przerzuciłam się na legginsy. Teraz też chodzę prawie tylko w legginsach, ale to dlatego, że jeasny zrobiły się przyciasnawe i mi w nich niewygodnie...

Przy 4 opakowaniu Visanne, organizm chyba przywyknął do nowej równowagi hormonalnej i waga spadła o te 4 kg w dół, sama od siebie, bo ja cały czas jadłam oraz byłam aktywna w takim samym stopniu. Znów byłam zadowolona ze swojej figury, ale gdy po kolejnych 2 miesiącach odstawiłam lek i znowu w moim organizmie zaczęły wariować hormony, nadprogramowe kilogramy powróciły. Teraz z miesiąca na miesiąc przybywa mi ok. 1 kg... Chciałabym to zatrzymać, ale nie wiem, w jaki sposób. Od początku roku prowadzę własną firmę i nie mam czasu na jeżdżenie na siłownię, czy jakąś większą aktywność fizyczną, raz dziennie chodzę z moim psem na długi około 6-kilometrowy spacer i to musi wystarczyć póki co. Chciałam zastosować jakąś dietę, ograniczyć jakościowo i ilościowo posiłki, ale mąż mi nie pozwala, bo mówi, że jak się staramy o dziecko, to odchudzanie nie wchodzi w grę. A ja się boję, że kolejny rok będziemy się starać i zrobi się ze mnie gruba beka... Patrzę na fotki ze ślubu z sentymentem, och jaką ja wtedy miałam figurę! Jak modelka... A teraz...szkoda gadać :P

Nie przeszkadzałaby mi ta fałdka na brzuchu, ani rozstępy, ani cellulit, ani nic, gdyby to wszystko było dla dobra dziecka. Nie przeraża mnie przytycie z powodu ciąży, ani obwisłe piersi, ale niech dziecko będzie jedyną przyczyną zmiany figury.

Znów zbliżam się do końca cyklu i znów mam w głowie czarne myśli. Znowu się pewnie nie udało... Za niedługo miną 2 lata starań :(

baba_Jagna nie tracąc głowy 6 kwietnia 2015, 20:49

stuknął 7 miesiąc starań - dajemy sobie spokój. Póki co bez większych sukcesów, z lepszym czy gorszym nastawieniem. Po wielu kłótniach, problemach ale nadal razem.

Monitoring cykli nie wskazuje nic dobrego - żadnego jajeczka na froncie. Czas znaleźć porządnego lekarza, zrobić badania i się chociaż ogarnąć hormonalnie - poczuć co to znaczy mieć owulację... bo w sumie - co to znaczy mieć owulację? Jak się ją odczuwa? Nie znane mi odczucie.

W najbliższym czasie zmieni się wiele w moim życiu - jak los da rozpocznę nową pracę. Nie będzie to najlepszy moment na to, aby posiadać potomstwo jednakże chciałabym mieć regularne krwawienia, owulację, czuć się w pełni kobieco. Cykle 53 dniowe mnie nie satysfakcjonują ... Chyba najwyższa pora wziąć się w garść i przestać narzekać. Zacząć zauważać problemy Małża i wesprzeć Go. wiem, że też przeżywał negatywne testy ciążowe. Dlatego sobie odpuszczę.

Nie mniej jednak będę się nadal obserwować - ważne jest mieć pod kontrolą, czy owulacja występuję. Teoria mówi, że 1-2 cykle bezowulacyjne w roku u kobiety to norma... u mnie to chyba 1-2 cykle owulacyjne w roku to już duży sukces!

llallka Kolejna runda- przegrana... 7 kwietnia 2015, 11:39

1dc
Nie powinnam być specjalnie zaskoczona. Ten miesiąc i tak był spisany na straty. Generalnie się nie łudziłam (i dobrze mi z tym było) z wyjątkiem jednego dnia- bo @ spóźniła mi się o 1 dzień.

Przede mną kolejny miesiąc, w którym raczej "nie utrafimy" bo m jest w domu tylko na weekendy. O Inseminacji czy wizycie w sprawie in vitro nie ma w ogóle co wspominać.

Biegam, jeżdżę na rowerze, zapisałam się na prawko(!!!), planuje wakacje... Musze jeszcze coś wymyślić, żeby doba zrobiła się za krótka na myślenie o wiadomo czym....

goska9789 A SKY FULL OF STARS :) 6 kwietnia 2015, 21:41

Wróciliśmy cali i zdrowi. Jutro wolne ,ale obowiązków kupa więc za bardzo nie odpocznę.

Temperatura drastycznie w dół. Jajo chyba jednak idzie dzisiaj bo od 2h boli mnie strasznie podbrzusze i plecy. Dodatkowo mam takie nudności,że ledwo żyję :(... Nigdy nie przeżywałam owulacji aż tak! Oby jutro już było ok bo niczego nie zrobię ani nie załatwię.

Niech moje cierpienia zostaną za dwa tygodnie wynagrodzone pięknymi dwoma kreskami! :)

Edit- jutro monit. Zdam relację:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2015, 00:01

Bergo Bergo - nowa ja 6 kwietnia 2015, 21:50

Za chwilę młody skończy pół roku. 6 długich miesięcy, które wiele mnie nauczyły. Przede wszystkim uporaliśmy się z większością dolegliwości malucha i zakochaliśmy się w nim na zabój. Poukładałam swój świat na nowo, przewartościowałam i znów nabieram wiatru w żagle. Dziecko jest cudne, każdego dnia bardziej mnie zachwyca. Jakieś kolejne trudne okresy już łatwiej przechodzimy, nie robią aż takiego wrażenia, nie przytłaczają tak jak ten cały trudny początek. Jestem mamą taką zwyczajną. Nie szukam żadnych specjalnych teorii wychowawczych,a jak o jakiś przeczytam to zwykle reaguję "taa jasne, bla bla bla, a za 10 lat wymyślą coś jeszcze innego." Generalnie mam to w nosie, kieruję się sercem, instynktem, intuicją i zdrowym rozsądkiem. Konsultuję z lekarzem wątpliwości,podpytuję mamę i teściową, żeby porównać jak ja i mąż rozwijaliśmy się w analogicznym okresie. I to tyle. Nie walczę o tytuł Mamy Roku, a zostawienie dziecka u dziadków traktuję jak chwilę oddechu i już zupełnie się nie stresuję. Jesteśmy w trójkę szczęśliwi. Ale nie świrujemy na punkcie dziecka. Ja pozostałam sobą- maluję się, chodzę na obcasach, znikam z domu przynajmniej 3 razy w tygodniu na 2 godziny, wróciłam na moto, skoki już umówione. Da się! Bez tego nie byłabym sobą. Ten czas dla siebie ładuje mi akumulatory i sprawia że czas z dzieckiem ma dla niego zupełnie inną jakość- po prostu mamę ma wtedy w 100% zadowoloną i oddaną mu w pełni. Ale... nie byłoby to wszystko możliwe bez wsparcia moich kochanych rodziców. To oni gwarantują mi opiekę nad dzieckiem kiedy ja jadę realizować swoje "poprzednie życie". Jestem im ogromnie wdzięczna! Odpowiadając na pytanie z tytułu pamiętnika- tak, da się! Ale tylko wtedy jeśli ma się pomoc i siłę na to wszystko. Bo z tą siłą czasem bywa gorzej :) Nauczyłam się, że macierzyństwo nie jedno ma imię. Każda mama realizuje tą misję inaczej, po swojemu. I każdej należy się szacunek i podziw-bo to piękna, ale cholernie trudna praca :) A bycie mamą jest naprawdę wspaniałe, fascynujące i nadaje życiu nowy, głębszy sens :) I tak chyba oto powoli żegnam się z belly...
33e5qmq.jpg

cholera, a jednak ;) :P
m8efs2.jpg


24 tydz i 4 dni

dziś lany poniedziałek chyba pierwszy raz w życiu nikt mnie wodą ani żadnym perfum (dziadek) nie oblał :P mąż w pracy, jutro jak przyjedzie rano o 8 to pewnie koło 23 będzie jechał do Krakowa na kurs :( smutno mi, że wyjeżdża, trochę się boje tego czasu...
całe święta spędziliśmy w domu, tutaj święta wyglądaja trochę inaczej niż u mnie w rodzinnym domu. jakos tak "słabiej". Ale w każdej rodzinie inne tradycje itp. itd.

Mikołaj daje o sobie znać każdego dnia :) czuję już nie tylko kopniaki ale także jego ocieranie się o mnie i te lżejsze uderzenia gdzieś w okolice kręgosłupa:)
niestety martwi mnie moja waga, źle się z nią czuje :( przytyłam juz 10 kg :( całe życie byłam szczupła a teraz nie jest mi po prostu z tym dobrze. Ale trzeba to przeżyć :)
Niestety od kilku dni zauważyłam, że puchną mi stopy, nie wiem czy czasem całe nogi nie są spuchnięte. na wizycie u gin będę musiała o tym powiedzieć. w nocy też ciężko mi się ułożyć, przekręcić. bolą mnie biodra jak za długo leże na jednym boku, to taki uciążliwy ból :(
poza tym jest wszystko dobrze :)

boję się tego, że męża nie będzie przez 3 miesiące. znaczy będzie mógł przyjeżdzac ale z Krakowa do mazowieckiego jest dość daleko i trzeba jechać jakieś 7 godzin ;/ nie opłaca się wiec przyjezdzać na weekend bo w piątek wieczorem przyjedzie a w niedzielę rano będzie musial jechać. Więcej się wymęczy niż odpocznie w domu. Na pewno przyjedzie kilka razy do domu ale pewnie nie co tydzień.
chciałabym żeby już minęły te trzy misiące i żeby Mikołaj oczywiście poczekał na tatę :)

22+4
Od rana na pełnych obrotach. Posprzątałam, czekam na położną środowiskową.
Jasiek przygotowany na obiad. Będzie fasolka po bretońsku. Zrobię duży gar i zamrożę na później. Mam nadzieję, że moja myszka będzie dzisiaj grzeczna i nie przestraszy koleżanki...

Dzięki Bogu, że dziś wtorek i siedzę w pracy...

Pomimo spokojnie spędzonych świąt u jednej z rodzin, tej której spodziewaliśmy się z mężem zupełnie innego obrotu sytuacji, druga strona nie powaliła nas na kolana. A miało być tak pięknie...
U mnie spokój, jak nigdy...
U niego, masakra... Ciągłe docinki, jak nie ze strony teścia, to teściowej... Kolejne rewelacyjne wieści o 100% wspomaganiu finansowym dla drugiego dziecka... A my potraktowani jak ostatni śmiecie... Nikt nas nawet nie zapytał co słychać... Ale co prawda tekstów odnośnie posiadania dziecka nikt sobie nie żałował... Siedzenie jak na bombie i powrót do domu, który mógł się skończyć tragicznie... Ale co tam, przecież ludzie mający dwoje dzieci, interesują się i inwestują tylko w jedno, a od drugiego wymagają nie wiadomo czego... tylko tak się czasem zastanawiam po co, skoro potrafią komuś tylko dupę obrabiać...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)