Święta, święta, po świętach... czas wrócić do szarej rzeczywistości, szkoła się kłania od jutra... A niech mnie wita, oby miło
Przetrwać do końca kwietnia, odbębnić dwa przedstawienia i żyć na luzie... stresuje mnie to zawsze. Sama muszę to ogarnąć. Do tego dwa ważne konkursy... presja! Drugi, krótko mówiąc świadczy o mnie samej i moim nauczaniu. Jeśli dzieciaki nie zajmą w miarę dobrego miejsca... porażka. Dyr nie będzie zachwycona
Pożyjemy zobaczymy...
Na chwilę obecną bardziej niepokoi mnie brak odzewu ze strony mojej pani doktor. W szybkim tempie odpisuje na smsy, napisałam przed południem, a tu cisza do tej pory. I zapewne już dziś od niej nie uzyskam odpowiedzi bo i godzina nieodpowiednia na odpisywanie. Hm... ?
Dziś byłam u endokrynologa z racji ze TSH ciagle spada i juz wynosi 0.110 to mam zmniejszoną dawkę, łykam sobie teraz Euthyrox 25 jedną dziennie. W sobote skończylam brać duphaston na wywołanie okresu, więc mam nadzieje że @ lada dzień przyjdzie bo mam do zrobienia rezerwę jajników, a chciałabym odebrać wynik przeed wizytą w Provicie (21.04).
Po 15 kilometrowym korku (http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/3813387,bochnia-wypadek-na-a4-ciezarowka-z-piwem-przebila-ekrany-kierowca-pijany-zdjeciawideo,id,t.html), zamkniętej drodze, kolejnym wypadku i jeździe pod prąd, udało nam się dojechać 20 minut przed zamknięciem ośrodka. Brak słów poprostu...
Nasza droga wyglądała tak że kierujemy się na A4 i nagle słyszymy w CB radiu że jest olbrzymi korek ponieważ przewrócił się tir i dopiero próbują go postawić. No to zdecydowaliśmy się jechać zadupiami. Po 20 km okazuje się że droga zamknięta, no to zjazd na starą 4 i kolejny wypadek!! Potem odpalamy GPSa, szukamy innej drogi. Gdy ją znaleźliśmy i zostało 3 km do ośrodka (tej trasy nie znaliśmy) okazało się że musimy ją pokonać pod prąd bo droga jest jednokierunkowa a GPS nie miał zaktualizowanej trasy! Mąż się zdenerwował i gaz do dechy (byliśmy już 40 minut spóźnieni), dobrze że żadne auto nie jechało z naprzeciwka.
Aż przeszło mi przez myśl że coś daje nam do zrozumienia byśmy dali sobie spokój z tym wszystkim...
Co do wizyty to mam dobre i złe wiadomości. Jeśli chodzi o te dobre to mam 6 jajeczek. A z tych złych to wszystkie są na prawym jajniku, lewy praktycznie w ogóle nie pracuje (1 maleńkie jajeczko którego pewnie nawet nie pobiorą) nie zareagował nawet na taką dużą dawkę menopuru (pieprzona endometrioza!). No z jednej strony się cieszę z tych 6 jajeczek, lepsze to niż nic. Z drugiej strony liczyłam na 8-9 no i nie spodziewałam się takiej wiadomości że pozostaje mi jeden sprawny jajnik. Mam nadzieje ze te złe myśli szybko odejdą i że za te 3 tygodnie będę się cieszyć II kreseczkami a za 9 miesięcy zdrowym, pięknym dzieckiem.
Punkcja w poniedziałek 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2015, 22:08
Dziś mam bardzo słaby dzień !!! Siedzę i płaczę, szwagierka pisała że jutro jedzie już do szpitala bo ma mało wód płodowych i będą wywoływać poród a jak nie pójdzie to cesarka, pewnie do końca tygodnia będzie już po wszystkim i ona jeszcze biadoli i narzeka jaka ona to biedna - niech się cieszy że będzie miała dziecko bo inne chcą i nie mogą i dały by się pociąc wzdłuż i w szerz byle tylko zajść i urodzić nie ważne w jaki sposób!!! Za 20 dni będę już leżała na oddziale ginekologicznym w szpitalu wojskowym w opolu i pewnie będę juz po laparo. Nie boje się samej operacji tylko tego co będzie po niej, co usłyszę, czy coś ona pomoże. Boje się że to nic nie da. A jeśli tak ma być to wole się z tej narkozy nie obudzić!!! Łudzę się jeszcze że może w tym ostatnim cyklu przed się uda, że laparo nie będzie potrzebna. W sobote idę po skierowanie na zabieg do gina i powie mi od razu czy była owu, jak tak to pójdę na beta hcg zrobić w środę.
Nie mogę tego przeboleć że tak mi się trafiło, kolejna kuzynka męża jest w ciąży, kuzynowi urodziła się córka tylko kur....a ja nie mogę zajść i wszystkie ciotki i wujki patrzą na mnie jak na trędowatą. Wcale się nie cieszę że zostanę ciotką, wcale!!! I nawet nie potrafię się fałszywie cieszyć tym żeby pokazać innym że się cieszę .
Osobiście nie znam drugiej dziewczyny któa ma tak jak ja!!! Wszystkie zachodzą!! Czemu ja nie mogę ? Czemu mnie to spotkało, Jestem wściekła!!! Na cały świat!!!
No i po Świętach.
Udało się nie przytyć, ale i schudnąć też nie
Mam już dość tej mojej niezmiennie wysokiej wagi, a do lustra do już w ogóle nie zaglądam, bo tylko mi się chce płakać ...
Ta tarczyca chyba nieźle daje mi w kość, bo ważę obecnie tyle, co w połowie ciąży z Córą 9 lat temu, a to było już naprawdę sporo ...
Od miesiąca jestem na diecie, a efekt w postaci 2,5kg, który pojawił się po 2 tygodniach nie chce zmienić się w bardziej spektakularny sukces.
Mam ochotę rzucić tę dietę w cholerę, nażreć się czekolady i pieprzyć system. Ale wiem, że już wtedy popłynę całkiem i przestanę mieścić się w drzwiach 
Smutno mi. Taka sytuacja.
6cs, 13dc
Rozżalona, zła, smutna, zniechęcona 
A głowa płata figle - jak w lewym było "cos", kłuł lewy, jak w prawym jest "cos", kłuje prawy... Do niepoczytalności juz tylko krok, grrrr 
No i jestem, znów długa przerwa ale dziś byłam na wizycie. A właściwie byliśmy...
Maleństwo zdrowe, wg usg ma 16t5d, macha rączką i jest... chłopcem.
Dziewczyny nie chcę być zlinczowana przez Was bo wiem ile z Was starało i stara się o dzieciątko ale... po wyjściu z kliniki ryknęłam płaczem.
Bo miała być córeczka, bo wszyscy dookoła byli tego pewni, bo nawet planując dziecko robiliśmy wszystko, żeby była dziewczynka. Poczułam, że znów nie spełniłam oczekiwań.
No i mimo wszystko od początku mówiliśmy do brzuszka Lilia, Lili, Lilunia...
Ryczałam jak bóbr, P nie mógł mnie uspokoić chociaż zapewniał, że kocha nas oboje tak samo jak gdyby to była dziewczynka. A ja ryczałam, poczułam jakbym zderzyła się ze ścianą...
I to nie tak, że nie kocham tego małego łobuza w moim brzuszku, bo to moje maleństwo i nawet jeśli nie czuję się jeszcze pełnoprawną mamą to przyłapuję się na gładzeniu brzuszka, na trzymaniu rąk na brzuchu jakbym chciała go chronić...
Poprostu tak bardzo pragnęliśmy córki, że nie wyobrażałam sobie innej możliwości.
A sekundę przed tym jak Pani doktor powiedziała że chłopiec pomyślałam: "a jeśli...?"
I czuję się winna tej reakcji... ale tlumacze sobie, że to nie ja, że to hormony. Bo przecież KOCHAM! to dziecko...
Zagubiona trochę jestem wiecie?
przepraszam, że do Was nie zaglądam. Nadrobię jak tylko się ogarnę bo masakra jakaś z tą moją głową. Tysiąc myśli i uczuc na sekundę.
Nie ogarniam.
jeszcze chodze
tak bardzo chcialam juz urodzic i jak zwykle plany sie kurwa pokrzyzowaly...wyobrazcie sobie ze o 16.30 dostalam wiadomosc ze jutro pldpisanie umowy o dom i przekazanie kluczy..obecnosc obojga obowiazkowa
mam nadzieje ze dotrzymam do rana i uda mi sie to zalatwic
bo jesli nas nie bedzie to moga przekazac dom komus innemu
chcialam zadzwonic i wytlumaczyc sytuacje, zreszta juz im mowilam i dupa jebana nie odbiera
spribuje zasnac i wytrwac do jutra poludnia...
100 dni❤️❤️❤️❤️❤️!!!!!
Tylko tyle zostało do zobaczenia mojej kruszynki 
Mój okres to jakieś nieporozumienie. Przesiąkam co chwilę. Co za cholerstwo? Oby od jutra już się zmniejszał.
Mąż robił zastrzyk. Nic nie czułam. Czyżbym przywykła? Raczej niemożliwe.
Rano byłam w labolatorium zrobić badania potrzebne do procedury. Też nic nie czułam.
A próbowałam dziś umówić się na wizytę stymulacyjną do lekarza. I pani stwierdziła, że mnie zapisać nie może, bo jeśli jestem z programu rządowego to może umówić mnie tylko jedna pani, która teraz jest na urlopie. Dla mnie to coś dziwnego, ale zobaczymy jutro.
Czaruś pięknie mówi mama i dziś pierwszy raz swoimi czterema ząbkami sam jadł chlebek.
Przyszły wyniki męża. ... chyba oleje tęo całe badanie HSG i od razu pójdziemy na całość - in vitro, póki jeszcze mam jakąś kasę na twn cel przeznaczoną. Spadek luczby plemnikow w ml o ponad 50%. Obecnie to już tylko 23 mln. W całej próbce 80mln. Do tego tylko 12% ruch a i 11% ruch b. Całe 3% prawidłowej morfologii......

standardowo: 39dc a @ brak
ide dzis do gin na 9:00... Boje sie i to straszne ale najbardziej tego, ze cos jest nie tak
wydaje mi sie ze to ciaza ale czy wszystko jest dobrze? a moze to nie ciaza tylko moj organizm wola o pomoc?
heh mam dosc tego bicia z myslami. Wczoraj po pracy zrobilam ostatni test i oczywiscie I kreska... co to wogole ma byc? czuje ze jestem w ciazy a negatywu skad? Jeszcze tylko 2 godz i bede wiedziec o co chodzi...
10+6
Jejku jak ten czas mija! Tak długo czekałam na ten dzień. To właśnie dziś mam zaznaczone w kalendarzu "granica bezpieczeństwa". Bardzo się cieszę!
Krótkie streszczenie:
Jem słodkie, słodkie dobre na wszystko
Jak jest mi nie dobrze a bywa, choć podobno powinno przechodzić to Ptasie Mleczko pomaga. On mówi, żebym skończyła już z tym słodkim, bo będę wieeelka, jednak nie utyłam nawet kilograma.
Dziś dzień zaczęłam od Big Milka w czekoladzie a ponad to mam jeszcze pączka, oponkę dwa serki waniliowe i taki słodki pudding z bitą śmietaną. A i zapomniałabym! Jeszcze dwie princessy i kinder bueno. Choć uwielbiam kinder bueno to noszę je w torebce już od dwóch tygodni.
Według mnie geny dają o sobie znać. Jego babcia tak lubi lody, prababcia też nigdy nie pogardziła. No i mój ulubiony świąteczny biały barszcz z kiełbaską lub jajeczkiem. Nie mogę jeść! Choć uwielbiam, zwracam. Więc w święta w samochodzie, usłyszałam, od Niego, że jeszcze się nie urodziło a już takie grzeczne i wie co dobre. Co konkretnie znaczy Tatuś nie lubi barszczu białego i jego dziecko też nie! No ja coś czuję, że tych dwoje da mi w życiu popalić!
usłyszałam jeszcze coś pięknego w święta. Gdy wieczorem powiedziałam, że idziemy z młodym spać usłyszałam od Niego "idźcie, kocham".
Z rzeczy istotnych, umówiłam się wczoraj na Usg na 20.04 i chyba Pani po złości zapisała mnie na 17:45, więc cały dzień przekoczuję w pracy. Potem 23.04 wizyta u gina i majówka!
Troche sie boje bo jutro moj mąż ma badanie spermy mam nadzieje ze wszystko wyjdzie pozytywnie. Czasem mysle o tym co będzie jak nie bedziemy mieć dziecka czy wszystko sie zepsuje czy damy rade jakos przetrwac i ta magia i uczucie nie zniknie ale bedziemy prubować wszystkiego żeby wkoncu sie udalo trzymam kciuki 
Tak jak pisałam wcześniej postaram się coś więcej napisać - choć nie wiem czy mi dokładnie wyjdzie bo wczoraj zdałam sobie sprawę, że z tej całej sytuacji niewiele pamiętam
Mój mąż stwierdził, że może to i dobrze bo On pamięta wszystko dokładnie i nie wyobrażał sobie, że w ciągu godz. można przeżyć tyle emocji na raz...
Wszystko zaczęło się na ten konferencji o której Wam kiedyś pisałam co poszłam bo robili darmowe USG 3d - żeby mieć fajne foto na pamiątkę, na początku było Ok aż do chwili kiedy studentki uparły się by zobaczyć przepływy i się zaczęło - los tak chciał, że był tam też mój lek. prowadzący i też ten obraz go zaniepokoił (dodam, że na ostatniej wizycie w 25tc - wszystko było książkowo) i skierował nas na IP by sprawdzić to na lepszym - szpitalnym sprzęcie bo niemożliwym wydawało się by maluszek prawie nic nie przybrał na wadze. Na IP miałam USG i okazało się, że maluch po prawie 4tyg. przybrał tylko 130g i coś jest z przepływami nie tak..więc decyzja zostajemy w szpitalu, 2 dawki co 24h sterydów na płucka dla malucha i monitorowanie. Od sb do śr. rana zapisy NST wychodziły dobrze a kontrola USG pokazywała stan jakby niezmienny do momentu do 13stej w śr - zapis NST wyszedł jakiś nijaki i zabrali mnie na salę porodową w celu powtórzenia zapisu bo tam lepszy sprzęt - zapis wychodził OK ale szybko przyszedł lekarz (inny niż do tej pory robił mi kontrolę przepływów) USG i diagnoza - małowodzie, brak fali rozkurczowej, coś nie tak z przepływami - i decyzja należy do mnie czy rozwiązujemy ciążę czy czekamy - oczywiście dalsze czekanie wiązało by się nawet ze śmiercią maluszka w brzuszku więc nie było dyskusji. Szybkie pobranie krwi itp. badań, cewnik, podpisanie zgody na CC (operacja) - sala operacyjna, przedstawienie się lekarzy, przedstawienie się lekarza, który po porodzie miał zająć się synkiem. Znieczulenie, stres, strach o dziecko - może dziwnie to zabrzmi ale w życiu nie myślałam, że poród może być taki szybki, nagły (z godz. na godz - decyzja) i takim przeżyciem traumatycznym..
może dlatego zbyt wiele nie pamiętam bo wszystko wyparłam - sama nie wiem jak to jest do końca
później pytanie czy chcę coś na sen - mówię, że nie...słowa, że za raz dzidziuś będzie wyciągany i ... CZARNA DZIURA
- obudziłam się na sali poporodowej z paniką, że nie czuję nóg
- aż wstyd bo zamiast od razu męża pytać o maluszka to ja się martwiłam o czucie w nogach..nawet nie wiedziałam ile godz. minęło od tego badania aż do zakończenia CC i trafienia na salę poporodową
Po ok 2h przyszedł lekarz, który zajmował się w dniu porodu Dominisiem - ja byłam mało kontaktowa więc rozmawiała z mężem do mnie docierało coś po raz - pamiętam, że lekarz mówił, że jak na taką sytuację to stan dzidziusia jest typowy. Mąż poszedł zobaczyć małego i zrobił mu zdjęcie bym mogła zobaczyć. CC miałam jakoś koło 15stej więc pionizowanie powinnam mieć koło 23:00 ale lekarze mi odpuścili i pozwolili mi spać. Rano przyszedł do mnie lekarz, który przyjmował Synka na Intensywną Terapię i opowiedział mi to samo co wieczorem mężowi plus to, że Synek stara się oddychać sam i nie jest pod respiratorem tylko na CEPAP-ie (maszyna wspomagająca), że dostał antybiotyki (zapobiegawczo jak każdy wcześniak bo z góry zakłada się, że jest jakaś infekcja). Więc stan stabilny. Jak wrócił mąż zabrał mnie do niego.
Mój stan fizyczny po CC - masakra. Chociaż nie zniechęcam do świadomych CC ale podziwiam takie kobiety. Pierwsze próby siadania po CC ból, ból, ból...
Dziś już jest lepiej. Wiadomo od czasu do czasu boli bo to jednak nie zabieg ale operacja.
Psychicznie też już z lekka lepiej. Chociaż każdy dzień jest pełen lęku i niepokoju o stan Synka ale też każdy dzień przepełnia wiara, nadzieja w to, że Dominik jest silnym chłopcem.
W sb. Maluszek trafił pod respirator bo męczył się na CEPAP-pie i lekarze chcieli by odpoczął. W ndz jak byliśmy lekarka mówiła, że chciała go odłączyć już od respiratora ale mały tak spiął mięśnie, że nie chciała mu przeszkadzać bo w gruncie rzeczy ten respirator mu nie przeszkadzał. Od pn Maluszek znowu jest na CEPAP-ie i wykryto u niego małe zmiany na płuckach - infekcja i w końcu (mam nadzieję) dobrali odpowiedni antybiotyk, który mu pomorze. Wierzę w to !!
Wczoraj pierwszy raz mogłam go dotknąć i złapał mój paluszek
cudowne uczucie i serce przepełnione chęcią zabrania Go do domu - ale wiem, że tam jest mu dobrze i jest bezpieczny.
Jeśli chodzi o karmienie lekarz w czw. (pierwsza doba po cc) pytał się czy chcę naturalnie. Chcę !! w czw. walczyłam z laktatorem - susza, cały pt - susza..
byłam załamana ale mąż mnie podtrzymywał na duchu i cieszę się, że się nie poddałam bo od sb się ruszyło i ściągam pokarm co 2,5/3h (zależy jak się plany ułożą) i za każdym razem z obu piersi jest między 35/50 ml mleczka dla Synka
póki co większość mrozimy w domku. A dla Dominika ściągam na świeżo w szpitalu jak u Niego jesteśmy. Bo na razie dostaje między 1/2 ml mleczka - raz toleruje pokarm raz mu go odciągają z żołądka ale lekarka mówi żeby się nie martwić bo On jest malutki i tak na razie może być zanim zacznie całkiem tolerować pokarm. Jestem pełna wiary w to, że zacznie i niedługo to 30ml będzie miał na raz
MUSI BYĆ DOBRZE - innej opcji nie ma !!!
A to Nasz SYNUŚ (zdjęcie kiedy był pod respiratorkiem bo najlepiej Go widać w całej okazałości ale wczoraj był na CEPAP-ie - jednak jak jest na CEPAP-ie ma czapeczkę na główce i tak ładnie Go nie widać)

Wczoraj też zameldowaliśmy Dominisia i dostał PESEL oraz AKT URODZENIA 
Dziś mąż pojechał do pracy pogadać z szefami i zgłosić Małego do ubezpieczenia. Jak wróci od razu jedziemy do Synka

On jest taki delikatny, malutki, kochany - zapełnił moje całe serce 
Jutro do mnie przyjdzie położna. Zobaczymy o czym będzie mówiła. I musi odciąć mi supełki od szwu bo reszta jest rozpuszczalna a supełki do odcięcia.
A dziś Nasze Słoneczko kończy już tydzień od kiedy jest na świecie
piękniejszego prezentu na Cud Zmartwychwstania Pańskiego nie mogliśmy dostać

Jak będę miała nowe wieści i czas postaram się pisać.
W dalszym ciągu Kochane proszę o modlitwę za Nasz CUD
i dziękuję za każde słowo wsparcia to dla mnie bardzo ważne, kiedy wiem, że mimo wszystko nie jestem sama
DZIĘKUJĘ !!
No i pojechał...
Znów zostałam sama na kilka dni. Nie chce mi się wracać do pustego domu. Zawsze staram się jakoś zagospodarować czas jak nie ma mojego M. Niestety po powrocie do pustego mieszkania odechciewa mi się wszystkiego...
Mam nadzieję, że może dziś uda mi się wziąć trochę za siebie... Może trochę poćwiczę, bo sprzątania po świętach raczej sobie nie wynajdę... 
Na razie jakoś się trzymam i mam nadzieję, że nie nic się nie zmieni do powrotu mojego męża.
9 dc
waga - nie wiem
Wyniki męża:
Tak było (wrzesień 2014 vs koniec listopada po 2 m-cach Profertil 2014) --> sytuacja obecnie, po 5 m-cach na Profertilu (czyli kolejnych trzech), ale należy podkreślić, że mąż od mniej więcej początku roku zaczął palić fajki. Dieta nadal beznadziejna, źle się oboje odżywiamy, oboje jesteśmy otyli.
koncentracja w 1ml: z 33,6 mln na 59,6 mln ---> 24 mln
żywotność : z 41 na 78% ---> 74%
ruch postępowy a+b: z 19 na 36% (a+b>32%) ---> 12%
ruch niepostepowy c: z 4 na 7% (a+b+c >40%) ---> 11%
nieruchome d: z 77 na 57% ---> 77%
Morfologia:
prawidłowe z 0 na 7 % ---> 3%
nieprawidłowe ze 100 na 93 % ---> 97%
wady główki z 94 na 88 % ---> 92%
wady wstawki z 53 na 46 % ---> 31%
wady witki z 16 na 23% ---> 5%
Nadal jest w tym nasieniu potencjał.... nie jesteśmy bezpłodni.... ALE
jesli w 1 ml jest tylko 24 mln plemniczków, z czego tylko 18 mln żywych, TYLKO 2 mln odpowiednio ruchliwych, i przy założeniu że 100% prawidlowych form to właśnie te żywe i ruchliwe - to TYLKO 60 000 prawidłowych zdolnych do zapłodnienia Panów.... Ponieważ mężowi wychodzi ok 4 ml w próbce (ale podczas stosunku, przy podnieceniu odpowiednim - jest więcej..) to licząc że jest to 5 ml - to zawsze jest "prawie" pół miliona ideałów (w porywach wychodzi tak ok 300tys). Ale cóż to jest pół miliona, skoro czasami 500 milionów (100 mln w 1 ml x 5 ml) nie przynosi żadnego efektu??
Sama już nie wiem czy to się nada na inseminację.... Mąż ma dziś dzwonić do kliniki, będziemy się konsultowali w tej sprawie.... Ale ja juz na lajtowo podchodzę, jestem 98% przekonana, że naturalnie mamy tak małe szanse, że odpuszczam i myslę nawet o In Vitro.
Wyczytałam właśnie, że do inseminacji nadaje się nasienie, z którego można wyodrębnić MILION plemniczków z każdego ml! Ciekawe, jakimi kryteriami się kierują, bo jeśli takim tokiem jak moje zapisy powyżej - to IUI ma niewielki sens. Ale trzeba pamiętać: WYSTARCZY TYLKO JEDEN.....
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 kwietnia 2015, 10:13
Mam takiego jednego gagatka w pracy na podobnym stanowisku do mnie, co mu sie wyjatkowo nie chce nic robic i jest z tego znany, a prace dostal tylko po znajomosci
- ale to, czym mnie dzis zaskoczyl przeszlo jego ostatnie wyczyny. Przychodze, z prosba, zeby przeslal plik, ktory on zawsze generuje troche wczesniej, bo klient sie awanturuje - na co uslyszalam "a co mnie to obchodzi, to Ty masz z tym problem". Najpierw mnie zatkalo, ale po chwili odwrocilam sie i powiedzialam mu, ze nie prosze go, zeby mi sciany w domu pomalowal, albo popilnowal kota, w zwiazku z czym nie JA mam problem - tylko my i nasza firma. I ze jesli chodzi o mnie i moje problemy, to moze sobie schowac ten raport do szuflady... Wrrr. Co za nieuzyczliwy typ. 
Wczoraj bylismy z moim S, jeszcze jedna para znajomych i kolezanka z pracy w meksykanskiej knajpie, wrocilismy pozno, popilismy troche winka - i dzis jakas taka malo przytomna jestem na dodatek
...ovu wyznaczył mi owulację na 4 kwietnia....4 dni temu...??jak ja za 3 dni mam dostać @...????co jest...śluz płodny miałam od 9 dnia do 13 dnia cyklu...a później tydzień suchy...a tu owulacja 21 dnia cyklu?
chyba dlatego że od początku nie mierzyłam temp. ovu tak oszalało i wyznaczyło owulację w dzień w którym jakoś nie pasuje ani do śluzu ani do długości mojego cyklu.--27 dni.
o co chodzi//?
Jestem już po wizycie. Podaję Wam wyniki moich badań:
FSH 5,80
LH 7,59
ESTRADIOL 59,50
PROGESTERON 0,40
PROLAKTYNA 8,50
beta HCG <1,20
Stwierdził, że po wynikach nie wyglada na to abym była w ciąży ale ani tego nie potwierdził ani nie zaprzeczył. Wygląda mu na to, że mam fazę lutealną i przepisał mi Luteinę 50mg. Mam ją brać przez 7 dni po 2 tabletki pod język. Po 7 dniach powinna @ przyjść no i potem zgłosić się do Niego. Jeżeli nie dostanę okresu do 7 dni od odstawienia to też mam się zgłosić do Niego. Zapewnił mnie, że jeżeli będę w ciąży to te tabletki nie zaszkodzą dziecku bo one podtrzymują ciąże zagrożoną...
Tak więc nie mam na co liczyć że w ciąży jestem bo beta jest za niska
ech... przynajmniej wiem na czym stoję
ale nie chce mi się nigdzie wychodzić dzisiaj, mam ochotę zastać w domu i ryczeć ;(
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.