5dc..@ się kończy..zobaczymy co z tego cyklu wyniknie..
temperatury rzeczywiście bardzo nisko w tej fazie.
Jaki piękny dzień. Krótki rękawek od rana
Uwielbiam! Szkoda ,że weekend ma być zimny i deszczowy,a od poniedziałku znowu ładnie 
Dzisiaj 10dpo, do planowej @ 5,6 dni. Powstrzymuję się od zrobienia testu. Chociaż temperatura taka ,że z każdym dniem jest mi trudniej
Nakręcam się,ale wytrzymam! 
Byłam wczoraj na monitoringu cyklu. Wieści bardzo dobre - pęcherzyk 22,5mm, endometrium 10cm. Dla porównania ostatni pęcherzyk miał 18 mm. Jedyne co mnie niepokoi, to że jestem juz w 21 dc i on nadal nie pęka...coś jest chyba nie tak:/ jutro idę znów..ciekawa jestem czy i co doktor z tym zrobi. Poza tym mam ciągle wrażenie że mój śluz nie jest taki jak powinien być - nie jest rozciągliwy. Łykam jak szalona te wszystkie suplementy - w tym wiesiołek, ale póki co chyba niezbyt mi pomagają.
Ponadto toczę boję o rozpisanie mi recepty na Glucophage i Euthyrox. Kończą mi się te preparaty a niebawem wyjeżdżam na tydzień zagranicę i muszę uzupełnić zapasy. I tak ostatnio wyjechałam z domu szybciej żeby iść do lekarza pierwszego kontaktu, żeby mi wypisał receptę. To tak długo czekałam aż JAŚNIEPANI z rejestracji przyjdzie i da mi moją kartę, że musiałam wyjść bo bym się do pracy spóźniła. Ale zanim wyszłam dojrzałam wiszącą karteczkę że w razie gdyby nie udało się skorzystać z wizyty w tej przychodni to można iść do APL gdzie lekarz przyjmuje do 18. Super! - pomyślałam, nie muszę się urywać z pracy, nie muszę się też wyrywać z łóżka. Mogę podejść po pracy! Jakież było moje zdziwienie gdy jakaś stara prukwa w rejestracji w APL nawet na mnie nie patrząc powiedziała: "Mamy komplet". Ni to się broniąc ni prosząc powiedziałam że ja tylko po receptę. Na to DRUGA JAŚNIEPANI powiedziała, że "pfff po receptę to tym bardziej, jakby miała Pani gorączkę to może byśmy pomyśleli, a tak - bez szans". W głowie już tłukłam ją moją niewyciągniętą kartą, ale w rzeczywistości po prostu wyszłam i kurwiłam pod nosem na czym świat stoi. Jak można się domyślać - idę znów jutro. Fuck, fuck, fuck.
Czuję się dziś taka zmęczona że ledwo żyję. Nie wiem czy to przez tę pogodę, czy o co chodzi. Zakupiłam czekoladę - może cukru mi brak, a i endorfin nigdy dość
11+6
Cholera jasna! Jakoś czułam się duża, ale dopiero na zdjęciu się zobaczyłam. Ze specjalną dedykacją dla Lentilki oto ja:
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:01

Dziś u Dominika w sumie bez większych zmian - stan ciągle stabilny, ciągle wspomagany oddechowo przez CEPAP. Walczy dzielnie Okruszek 
Zmiana taka, że wczoraj Mały tolerował 8ml mleczka a dziś już dostaje i z tego co zrozumiałam toleruje 12ml
- jestem z Niego bardzo dumna 
Chociaż nie ukrywam, że boję się tej chwili kiedy Maluch wyjdzie ze szpitala czy aby na pewno sobie poradzę w opiece nad Nim..Taka Kruszynka z Niego - ale mocno Go Kocham a miłość działa cuda
i damy sobie radę !!
Jeśli chodzi o wagę Małego (bo takie dostawałam pytania w komentarzach) to lekarka mówiła, że pierwszy raz ważą tydzień po porodzie i wtedy Mały miał około 40/50g mniej niż w dniu urodzenia ale lekarka mówiła, że tym się nie ma co martwić bo to jest mała różnica. A jeśli chodzi o dalsze ważenie to ważą jak widzą, że dziecko bardzo chudnie lub bardzo "puchnie" a tak to waga jest póki co mało ważna, ważniejsze są inne "rzeczy".
A tak prezentuje się 14sto dniowy Dominik 

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2015, 20:14
Byłam dzisiaj w szpitalu po tabletki. Poprosiłam jeszcze raz o usg i lekarz stwierdził, że po tych tabletkach jest bardzo duża szansa na oczyszczenie, bo kawałek jest mały i nie przytwierdzony nigdzie do ścianki. Że ogólnie on by nawet ich nie dawał, ale kazał wziąć żeby wszystko przyspieszyć, żebym się nie męczyła.Powiedział, żebym była spokojna i dobrej myśli. Uf.
Ale w razie czego podjęłam decyzję, że jeśli mi to draństwo nie wyleci to małej nie zabiorę na oddział.
Trudno będę ściągać pokarm...
Ale chyba się bez niej zapłaczę 
Za bardzo się przejmuję, nawet wczoraj mój M. powiedział mi, żę jemu też bardzo zależy ale nie można cały czas o tym i na głowę dostawać....fajnie powiedzieć - faceci. Ja tak nie potrafię. Dziś 7dpo czekam i myślę...
8 dc
Hellloooo 
Jestem jestem :)Musze jeszcze coś napisać bo mam ważne konto do 28 kwietnia, później chyba znikam. Losy niektórych będę śledzić i dopingować
A u nas coś podobnego jak u _sky_. Tylko chodzi o pracę męża. Możliwe że wyjedzie do Norwegii. Chcemy wpierw wyremontować dom, kupić samochód, jakieś fajne wakacje a później mieć miejsce aby nasza miłośc miała gdzie rozkwitać :)Ale to wszystko w toku myślenia...
Kilka ostatnich dni to istny sajgon. W pracy nawał, bo zastępca kierownika poszedł na urlop. Nie wiem jak wytrzymam do 4 maja! Pani kierownik oczywiście będzie chciała nam mnie zrzucić większość. Trudno, musze jakoś dać radę.
Wyniki wyszły dobre tzn w normie. Ale stosunek LH do FSH nie jest równy ok. 1, a u mnie 0,5. Dowiem się we wtorek co i jak.
Dziś dzień wrzucania zdjęć
Wpierw zaległe: mój wypiek świąteczny - sernik zebra
Był pyszny, ale zapomniałam wyciągnąć go i siedział 10 min dłużej 

W sobotę po szkoleniu był dzień zakupów, nie będę się rozpisywać bo wkurzyłam się na babki, bo ciskały mi kit że nie ma spodni w rozmiarze 25, które mierzylam 15 minut wcześniej. Kupiłam u nich żakiet po czym po wyjściu wróciłam i go oddałam bo był krzywo uszyty. Spodnie w roz. 25 znalazłam w innym miejscu i zakupiłam. A do tego kurtkę i szpileczki
Czarne lakierki do sukienki na wesele szwagierki 

A na koniec przedstawiam Wam Michalinę
Moja nowa Misia do kolekcji
Imieninowa od najsłodszego męża na świecie! 

Buziaki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2015, 21:08
Uf dzieci juz spia
To byl ciezki wieczor dla Maxmilianka. Niestety jak synek jest przenoszony to jest bardzo marudny. O byle co sie zlosci, denerwuje i placze...A ze pogoda dzisiaj byla piekna to prawie caly dzien spedzilismy na dworze a to meczy. Potem jeszcze karate, kolacja i zanim sie z wszystkim ogarnelismy bylo juz po 8- mej. A o tej poze Maxik powinien byc juz w lozku bo inaczej jest tragedia.
Od poniedzialku zaczelam rozszerzac Juliankowi diete. Niby pierwsza dwodniowa proba byla w Lubczy ale jakos nam to tam nie szlo. Julianek nie chcial jesc marchewki i ciezko bylo mu ja zaaplikowac bo wogole nie otwieral buzi... Dalam wiec spokoj zwlaszcza ze tam non stop ktos przyjezdzal w goscine albo my gdzies jechalismy. A na jedzenie z lyzeczki potrzeba troche wiecej czasu i cierpliwosci od picia z butelki
Tak czy siak od poniedzialku Julian na nowo odkryl smak marchewki i tym razem okazal sie jej smakoszem. Ladnie juz otwiera buzie i ja je. Dzisiaj zjadl pol sloiczka z Hipp 
Wczoraj kupilismy online lozko dla Maximilianka. Synek mial do wyboru trzy lozka. Oczywiscie wybral lozko cars i wcale sie nie dziwie, ba spodziewalismy sie tego jako ze mlody je uwielbia. Tak ze teraz czekamy na przesylke 
http://www.bedspirit.de/kinderbett-disney-flash-mc-queen-70x140.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2015, 21:18
O Mateńko Przenajświętsza... jaka ja jestem głupia, jak but z lewej nogi. I po co było się tak stresować, zaczęło się od wyjścia z pracy, czyli całe 2 godziny. W pracy nie miałam czasu o tym myśleć, mam tyle roboty i praktykantkę na głowie. Do konkretów...
Czekam na męża na parkingu, oczywiście to ja muszę być pierwsza, to ja zazwyczaj na wszystkich czekam, taki ze mnie typ. Mimo, że o godz 16.50 podjechał, ja już się niepokoiłam. I tak nie weszłam o 17, była lekka 20 minutowa obsuwka. Na początek moja pani doktor każe nam wejść razem i z nami rozmawia, większość chyba czasu poświęciła mojemu mężowi, a nie mi. A to o inseminacji, jak to wygląda (oczywiście wszystko wiedziałam, od czego jet wujek google), a mój mąż, jak to mój mąż, jak kogoś widzi pierwszy raz wylewny nie jest, zamyka się w sobie. Coś powiedział, coś zapytał, na pytania p. doktor odpowiedział. Lekarka przejrzała jego ostanie wyniki nasienia. Powiedziała, że jest wszystko ok. Teraz moja kolej... wyciągam te moje badania... i mówię... yyy pani doktor, chyba pani będzie na mnie zła i na mnie nakrzyczy bo wyszłam trochę przed szereg... ja??? a czemuż to miałabym być zła? Zrobiłam różne badania, których pani mi nie zleciła, tak sama z siebie je zrobiłam... zaczynam wyjmować te 'zwyklejsze' tsh i prl. No widzisz jaki ładny wynik, wcale się nie stresujesz. Wyciągam dalej... pokazuje AMH komentuje, że jest bardzo dobrze. Wszystko zapisuje u siebie w komputerku. Wyciągam dalej... już się boję, brniemy dalej w las, przeciwciała czyta... zapisuje, sprawdza coś w komputerku. Na 20 dni przepisała mojemu mężowi encorton. Ja swoje przeciwciała mam wysłać mailem albo smsem. Nic więcej nie wyciągam, a ta się śmieje czy już wszystko. Mówię, że tak. Mówi... w najbliższym czasie bym Ci i tak kazała to zrobić, tylko widzisz, jak ja dam taki zestaw badań to nie raz już tak było, że kobieta wraca i mówi, że nie zrobiła bo drogo. Stopniowo chciałam Cię kierować na te badania. Hmmm... sobie myślę, może i tak. Ogólnie była zadowolona z tego, że zrobiłam. I tak to rozmowa się jeszcze toczyła, po czym mój mąż został wyproszony, a ja co... na fotel... ufff... no co kładę się, wyjścia nie ma... nogi rozkładam i niech się dzieje wola nieba. Rozkręcam jakiś temat, właściwie temat mojego swędzenia ciała od kilku dni coby nie było ciszy, coś mi się zapytała... ble ble ble... wyjmuje sprzęcior zwany pipellą, lekarka to co robi w danej chwili, zazwyczaj mówi... jak zwykle magiczne słowo luźniutko, to coś weszło łatwo... każe mi odkaszlnąć, robię to, jak zwykle komentuje... świetnie, po chwili zdejmuje rękawiczki i po wszystkim, coś cienkiego długiego włożyła i wyjęła. Już? No już... chcesz to dotknij, pokazuje mi to coś cienkie, jednak nie dotknęłam
Siadamy na chwilkę... pokaż oczy, pokazuje... zrób badanie... na wątrobę (zapisała nazwę nie pamiętam teraz jakie) może to być też przyczyna tego swędzenia. I jak ja mam tej mojej p. doktor 'nie kochać'. Wylicza mi kiedy mniej więcej się spotkamy, w 7 dc zrobić estradiol i działamy w przyszłym cyklu z inseminacją. Mam się nie stresować i nie denerwować będzie to tak wyglądało jak dzisiejsze badanie. Jak to rzekła pani doktor, w tym przypadku gorzej ma chłop, wiesz jak oni tego nie lubią. W dzieciństwie na potęgę to robili, a teraz jakoś im się to już nie podoba. No to się nie stresuję. Ufff... jak dobrze, że już po... krótko mówiąc, to coś zwane biopsją endometrium to pikuś
Prawie, że przyjemność, nic nie boli albo po prostu tak delikatna jest doktor.
ps. Anusia to ja już tą farbę podeślę paczką. Ty się tak mną stresujesz, osiwiejesz mi cała, nie chcę mieć wyrzutów sumienia 
Dziewczęta drogie... to ja mówię skromnie DZIĘKUJĘ

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2015, 21:15
Nie mam już sił... rok starań, dziesiątki testów owulacyjnych, wykresy, temperatury, śluzy, wizyty u lekarzy, i tak na koniec co miesiąc rozczarowanie i płacz... w tym miesiącu kumulacja, co wejdę na fb to jakaś znajoma urodziła, kumulacja, a ja siedzę i tylko czuje jak mi szczęka do góry podskakuje i zaraz ryk, a jeszcze musze przebrnąć przez szpital, zabieg, diagnozę lekarzy, minę i nerwy szefa jak mu powiem że mnie nie będzie przez 2-3 tygodnie... potem nerwy i stres czy tym razem się uda... i pewnie znowu będzie nic... i będę tkwiła w tej beznadzieji...
Mój zabieg będzie miał dwie fazy - 1 - sprawdzanie drożności jajowodów za pomocą kontrastu podanego przez pochwę, potem laparo... boje się strasznie co powie mi lekarz po... tak się tego okropnie boje... chciałabym zasnać i obudzić się za dwa tygodnie, jak już będzie po, lub nie budzić się jeśli zabieg mi nic nie pomoże...
Dzień dobry w piękny, słoneczny piateczek
tym piekniejszy, bo jest pierwszym dniem mojego II trymestru
no drugi trymestr to juz brzmi dumnie 
Wczoraj byłam na USG, wszystko w normie, maleństwo mialo 6,28 cm (przez noc juz pewnie podroslo
) co zostało przeliczone na 12 tydz 5 dzień i termin wg tego to 24 pazdziernik. Poza tym ryzyko chorób praktycznie znikome, wiec bardzo się cieszę
czekam na kolejne USG (29 maj), które ma być według planu ostatnim i mam nadzieje, ze dowiemy się kto tam sobie pomieszkuje 
Poza tym wczoraj myslalam, ze mi glowa eksploduje, bo trochę mi wiatr dal podpalić. Tesciowa dzwoniła po 2 zmianie (przed 23) i jak zobaczylam, to myslalam, ze telefon przez okno wywale. Ledwo udało mi się zasnąć, a jak mnie obudziła to głową malo nie pękła. Jak chce sobie z synem pogadac, to niech zadzwoni o 7, a nie w środku nocy. Przed wczoraj nie odebralam, bo maz był na siłowni. Kurde, jak ma pierwsze zmiany to praktycznie nie dzwoni, a przy drugich to prawie codziennie...
Ahhhh, przed wczoraj zaszalalam, bo mama mi walizkę spakowala i znajomy jak leciał, to nam zabrał
także mamie wytlumaczylam jak to bardzo mi się marzy kebab i mi zamówiła i spakowala do pudeleczek
mniam! Do tego jak ona to stwierdziła "dla kropeczki" truskawki i winogrono...i uwaga! Która z Waszych mam jest na tyle zdolna, żeby do bagażu, który poleci samolotem i którym rzucają jak im się podoba, zapakować JAJKA?! No oczywiście moja! Mało na zawał nie zeszlam jak rozpakowywalam torbę i to zobaczylam. Ale ani jedno się nie rozbiło...cud!
Ahhh no i moja mama to potrafi mnie dobić. Nie dość, ze jest wyższa ode mnie, to jak brała ślub, to ważyła 48 kg! A ostatnio mi mówi, ze po niej ciąży mocno nie bylo widać i w sumie o ile dobrze pamięta, to w którejś przytula tylko 7 czy 8 kg. To jej zaraz wytlumaczylam, ze hak mnie podczas ciąży glodzila, to ja się wcale nie dziwie, ze teraz muszę cały czas jeść.
Oki, nie pisze juz głupot. Trzeba wyjść z łóżka i brać się do życia
Po transferze.
Dwa bąble są ze mną. Nie wiem czy będzie co mrozić...
Teraz tylko czekać....
Złość - kipię złością i to nie z powodu bycia/niebycia w ciąży, w tym temacie akurat ostatnio jestem wyjątkowo spokojna - jak będę to będę, a jak nie będę to nie będę. Jak mnie mój mąż potrafi czasem wkurzyć. To się dowiedziałam, że mniej zarabiam i przecież moja praca nie jest męcząca - ciekawa jestem jak długo on by wytrzymał na moim stanowisku, no i jeszcze że niewiele robię. No tak bo pranie, sprzątanie, gotowanie to same się robią. Jakby mi tego było mało to jeszcze nie okazuję mu wdzięczności za to co on robi. Dobrze, że on mi wdzięczność okazuje. Może powinnam przestać to wszystko robić, zapuścić dom, to może ktoś by zauważył, że to się jednak samo nie robi. Ehhh już dawno nie byłam tak wściekła. W dodatku ostatnio czuję się mało atrakcyjna i mało kobieca, a M. swoim zachowaniem wcale mi w tym nie pomaga. Czasem mam wrażenie, że żyjemy w dwóch różnych światach i bardzo rozmijamy się w swoich potrzebach...
Głowa do góry, kolejny cykl przed nami 
11 już.
Tym razem okres nie dokucza, bólu nie ma, samopoczucie dobre, pms nie zaobserwowałam. Jeśli już wredna malpa musi przychodzić to poproszę właśnie taką wersję light 
Zarobiona jestem strasznie, nie mam nawet chwili żeby usiąść i spokojnie zjeść coś. Od tygodnia marzę o ciepłym obiadku, i może jutro moje pragnienia się spełnią
Dzień wolnego będzie to trzeba się ruszyć i mieszkanie odsprzątać, kolejny wolny dzień dopiero w przyszłym tygodniu. A tu pogoda taka piękna, aż kusi aby wyjść z młodym na spacer, na plac zabaw.
Wczoraj skończyłam Nowennę...teraz wystarczy czekać na wymodlony cud 
Moja koleżanka Islandia, bo do przyjaźni jeszcze trochę nam brakuje, dziś rozpieszczała nas pogodą
Aż miło było pójść "walczyć z insulinoopornością" w terenie. Zaliczyłam dwa długaśne spacery, co pozytywnie wpłynęło na moje samopoczucie i motywację do walki... Tak moje drogie hormony koniec zabawy... Samokontrola i tyle... Myślę że moja wyrywna insulina powinna zapisać się na zajęcia jogi. To ponoć pozwala wyciszyć się i zastanowić nad otaczającą rzeczywistością... I insulinie ewidentnie taki trening się przyda
Nie dość że odzywa się nie proszona to jeszcze judzi i miesza u innych... a co jej taki progesteron w drugiej fazie cyklu zrobił. Stara się poróżnić go z prolaktyną a jak wiemy koleżanka bywa również wybuchowa... A w pierwszej... no proszę bardzo nasza insulinka potrafi tu równie mocno namieszać ... taka impreza z owulacją ... zapiją i koniec owulka się spóźnia, albo co gorsza zgubi na Amen... Także koniec cierpliwość się skończyła i nie ma że boli... Trzeba dojrzeć w końcu mój drogi organizmie ćwierć wieku za nami... Wystarczy
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2015, 01:26
Jestem po kolejnym podglądaniu. Jajek wyhodowałam bardzo dużo, ale ile dokładnie nie wiem. Jajniki bardzo czuje. Lekarz obawia się hiperstymulacji w związku z czym przepisał mi lek na nią.
Dochodzę do wniosku, że testy owu (zwłaszcza te negatywne
) tylko mnie niepotrzebnie denerwują. Chyba w kolejnym cyklu je sobie daruję. Zamiast pomagać to tylko nerwową atmosferę wprowadzają. Jakoś tak zupełnie bez ładu i składu 
38 tydzień(37+1)
dwie godzinki temu ok 23.00 wypadł mi czop-zabarwiony...jutro rano dzwonię do gin...teraz spać nie mogę,dzwoniłam na izbę powiedzieli że jakby coś jeszcze się działo to przyjechać...
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2015, 00:56
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.