20dpo
Jest mi zimno.
Przez kolejnych kilka dni tylko popołudniami i wieczorami.
Dziś już od rana.
To takie nieprzyjemne wspomnienie z II ciąży (w której było puste jajo) - tak jakby mój organizm walczył z czymś, co mu niepotrzebne. Tak bardzo się boję, żeby to nie była powtórka.
Tak bardzo nie wiem jak doczekam wyników bety z dzisiaj (odbieram w poniedziałek po pracy). Tak bardzo nie wiem jak wytrwam do USG w piątek (na którym przecież nadal pewnie niewiele będzie widać).
POMOCY! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2015, 17:39

zgaduj zgadula?? urojone czy nie??
Od jutra do końca tygodnia mam urlop! A co 12 dni zaległego jeszcze, wreszcie trochę poodpoczywam a mąż na 2 zm 
30cs 1dc
Przyszła.. Nie miałam nadziei, że nie przyjdzie zatem jakoś łatwiej mi to przyszło niż zawsze.. Łatwiej bo zaczynam badania.. Boję się, że to tarczyca.. Nie mam wszystkich objawów, ale jestem ciągle zmęczona i senna, łóżko to mój najlepszy przyjaciel (chociaż codziennie staram się powstrzymywać).. Dotąd zganiali to na żelazo i anemię, z którą mam problemy praktycznie od liceum.. Ale ostatnio wyniki mam w normie, niskiej, ale normie i męczą mnie od czasu do czasu czarne mysli o tarczycy i że będzie bardzo źle.. Oczywiście je odganiam, ale kilka osób mnie namawia, żebym rozszerzyła badania, które zalecił mi lekarz. oto lista od niego:
TSH
LH
estradiol
PRL
testosteron
a to moja:
FSH
FT3,4
Anty TPO
Anty TG
i w ramach kontroli:
morfologia
żelazo
i cukier (może dlatego ciągle śpie)
Jak macie jakieś pomysły co dodać to piszcie.. Nie lubię igieł, wiec lepiej więcej za jednym razem:)
29dc..podbrzusze dalej czasem pobolewa.. głowa mocno boli..
poza tym nic nowego..
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2015, 20:09

jejku ale ten czas leci, od dzisiaj liczymy sto dni wg ovu. Nie spodziewałam się, że doczekam tego momentu, ale jestem przeszczęśliwa 
USG pokazało torbiel dwukomorową 18mm na prawym jajniku a pęcherzyki były na lewym... nie wiem skąd się takie cuda biorą
Po naszych ostatnich łóżkowych perypetiach i zarzuceniu mi przez Jacka, że "normalnym ludziom raz tygodniu wystarcza" i "to nie jego wina, że on ma inne potrzeby niż ja" postanowiłam w łaskę nie przychodzić, nawet jeśli przegapimy płodne. tego jeszcze nie grali, żeby baba musiała chłopa do łóżka zaciągać! Pomyślałam, że sobie grzecznie poczekam, kiedy mojego szanownego męża przypili potrzeba. Spodziewałam się, że przez nawał w pracy nie głowie mu będą jakiekolwiek amory, a tu wczoraj o dziwo, mój Jacuś po powrocie do domu, po czternastu godzinach w pracy sam zainicjował małe "co nie co"
Taka byłam wyposzczona, że niesamowicie szybko mi poszło

Ovu wyznaczyło mi płodne na 8-11 maja, bazując na poprzednim cyklu. Zaznaczyło już owulkę w tym cyklu, ale znając nasze kochane Ovu wszystko może się zmienić.
Dzisiaj temperatura znacznie spadła, mierzyłam dwa razy, więc albo Ovu miało rację, i owulacja dopiero będzie, lub nareszcie przyjdzie @!
Z jednej strony fajnie byłoby mieć owulkę jeszcze przed sobą, a z drugiej wolałabym, żeby ten cykl już się skończył, pójść na monitoring, wiedzieć co i jak itp.
Co będzie to będzie
Dzielnie i cierpliwie CZEKAM!
No i bylam na tym badaniu penetralnym i wszystko jest niby w porzadku. Dzidzius zdrowy chociaz na dokladne wyniki musze czekac i wkurzona jestem strasznie bo trzeci raz robie takie badania a pierwszy raz nie dosyc ze zaplacilam to jeszcze kaza czekac na wyniki. W dodatku badanie jakies takie malo profesjonalne zadnego nagrania ani fajnych fotek nie dali. Wogole dla mnie to nie bylo usg 3d tylko zwykle z tym ze z pomiarami. No ale coz teraz zrobie gdybym wiedziala ze to tak bedzie wygladac tobym poszla do kliniki specjalizujacej sie w tych badania a nie u ginki robila. No ale najwazniejsze zeby dzidzius byl zdrowy 
No i gdzie ta owu?
lekki skok dzis wiec nadzieja, ze jutro bedzie skok jaki ma byc jest. Zobaczymy jak to sie potoczy.
dzisiaj nastrój już dużo lepszy. Musiałam zostać po godzinach w pracy ale nawet było przyjemnie. Okres już dobiegł końca a moje libido poszybowało do góry
w tym miesiącu muszę poświęcić więcej czasu pracy zawodowej i pracy magisterskiej to może będzie mniej czasu na myślenie.
Muszę zmienić swoje nastawienie. W zeszłym miesiącu mi się to nie udało, może tym razem będę trochę bliżej celu.
Ciąża nie jest już moim celem, bo wiem, że nie zależy ode mnie. Moim celem jest być spokojną i szczęśliwą. Dziecię przyjdzie kiedy uzna za słuszne a ja muszę odnaleźć radość tego czekania.
Jutro w kraju gdzie mieszkam Dzien Matki. Z tej okazji mialysmy oczywiscie babskie spotkanie. Ja jako jedyna dopiero przyszla. Lubie te nasze babskie pogaduchy, ale zauwazylam ze siedzenie w jednym miejscu na czterech literach ( ponad 3 godziny !!) jest dla mnie meczace. Ostatnia godzine juz bylo mi bardzo niewygodnie, duszno ... chcialam do domu !! Ja.. 11 w nocy i jeszcze w knajpie??!! co ja tu robie??!! ja o tej porze przytulam sie juz do poduszki 
Oczywiscie wszystkie "doswiaczone mamusie " udzielaly mi rad i porad, laktatory , nowy godzet w formie mieszarki i podgrzewarki do mleka, inteligentne bujawki z kamera i aplikacja na Iphone,Baby Shower, gdzie u kogo i jak.. O MATKO, jakos tego nie ogarniam !! nie moge siebie wyobrazic podlaczona do dojarki ??!! Nigdy nie lubilam imprez gdzie wypada zaprosic "niektore osoby " bo samemu sie bylo na podobnych imprezach i te falszywe achy i echy ( oczywiscie to sie tyczy tylko co niektorych ) Ja niestety nie lubie sztucznosci i napinania, zawsze mowie to co mysle iwiadomo... kiepsko czasem na tym wychodze. Na szczescie " nasze kolko rozancowe " zna mnie na tyle, ze im to nie przeszkadza 
Plan jest chyba taki, ze impreza odbedzie sie dla wszystkich , nie tylko dla kolezanek i bedzie laczona z Magdy - mojej siostry. Nasze brzuchy roznia sie tylko 4 tygodnie , wiec tak bedzie fajnie.
26+1
97 dni do terminu porodu.
Cudowna sobota.
Rano szybki spacer po chlebek na śniadanko. W drodze do domu M. zapytał czy może przyjść ściąć włosy u fryza i od razu z bomby go wzięła na fotel heheheheeh
A ja szybko na śniadanko, bo słabo mi już było.
Po 12 pojechaliśmy pociągiem po auto do mechanika. Nasza niunia po raz pierwszy jechała pociągiem. Na razie tylko 4 stacje, bo do samego Gdańska na początek z daleko, ale była bardzo grzeczna. Bilet kosztuje 1 zł!!!
Założyliśmy jej szelki i kaganiec. Trochę się trzęsła, bo tak "ubrana" jeździ do weta, ale po paru minutach u tatusia na kolankach się uspokoiła i położyła obserwując wszystko i wszystkich.
Źle obliczyliśmy odległość i kawał drogi szliśmy przy głównej ulicy. Ale spacerek był fajny i nie można powiedzieć, że zbędny. Odebraliśmy autko i wróciliśmy do domku.
Po 14 zrobiliśmy sobie spacer po knajpkach w mieście. Wybraliśmy PeeRel hehehehe swojskie dania obiadowe. Klimat z ceratami w kratkę na stołach, na ścianach Trybuna Ludu, lampy jak za czasów PRLu hahahahaahah no zachwyciła nas.
Na obiadzik wzięliśmy krem z brokułów, ziemniaczki posypane pietruszką, kotlet mielony i buraczki na ciepło, plus sok w PRLowskiej szklance hehehe - taki zestaw w dniu dzisiejszym kosztował nas 13 zł/os. No coś niesamowitego. W domu bym pewnie nie zrobiła nic taniej, a i zmywać nie trzeba, ani tego przygotowywać. M. wziął sobie piwko EB, bo nie wiedział i nie smakował go z 10 lat hehehehehe
Po obiadku poszliśmy po małą i spacerek do parku był konieczny. Pomimo, że porcje nie było ogromne, dobrze nam zrobił spacerek na świeżym powietrzu.
Nie mogłam odpuścić sobie lodów. Nie wiem jak do 28 maja utrzymam wagę, bo ostatnio był mały OPR i 1,5 kg max jakie mogę mieć. Codziennie lody... no ale nie potrafię, wiem że to nie jest nic dobrego, ale nie potrafię inaczej 
Wieczór przed TV, bo gra właśnie Barcelona, a potem ktoś tam jeszcze. Do 22 TV wykorzystane do maxa i dobrze, bo i tak żadnego sensownego filmu nie ma.
Ostatnie dni to jakiś koszmar...nie dość, ze chodzę śpiąca, śpię ile mogę to jestem niewyspana, okres daje się w znaki to jeszcze wczoraj siostrzenica doprowadziła mnie do takiego stanu, że wyszłam z mieszkania drugiej siostry (czyli jej drugiej cioci) trzaskając drzwiami. Za pewne zachowania jest mi głupio ale z kolejnych jestem zadowolona, a mianowicie, że w końcu ktoś mnie posłuchał, ale co z tego wyjdzie - nie wiem. Lepiej będzie jak opiszę po kolei i od całkowitego początku.
W. jest córką mojej najstarszej siostry. Młoda obecnie ma 9 lat. Długo bo ponad 8 lat była jedyną wnuczką moich rodziców, co też się przyczyniło do relacji między mną a nią. Kiedy ona się urodziła ja miałam 13 lat i kończyłam szkołę podstawową, potem przyszło gimnazjum więc jak to chyba każdy człowiek przechodziłam bunt na swój sposób, nie obchodziło mnie co się dzieje w rodzinie. W. rosła i zaczęły się schody. Nigdy nie mogłam jej mówić co mi nie pasuje bo zawsze ja byłam upominana przez kogoś. Prosiłam, żeby nie zwracali mi uwagi przy niej bo kiedyś może to się źle skończyć. No i teraz jak jej coś mówię, a najczęściej muszę podnieść głos bo smarkula mnie nie słucha to od niej słyszę, że mam dać jej spokój bo ja nie byłam lepsza. Właśnie teraz wychodzi to, że mimo moich próśb upominali mnie przy niej. W. chciała króliczka? Dostała od dziadków, z osprzętem przynajmniej za kilka stów. Ja chciałam (jeszcze mieszkając z nimi i nie znając mojego męża) to usłyszałam że nie bo 1- nie ma kasy, 2 - pewnie skończy się tak, że oni będą musieli go karmić itp itd Spoko, przebolałam. Przebolałam nawet to, że w końcu przyszedł taki czas, że oni zajmowali się tym sierściuchem od młodej
wiecznie tylko słyszałam, że mam jej odpuścić bo już dużo przeszła. Jej jciec alkoholik, awanturnik, siedział w kiciu. Mówiłam - zakazać kontaktu z ojcem całkowitego bo będzie co raz gorzej. I co słyszałam? Że dziecko musi mieć ojca. Spoko, kto by mnie słuchał. Dziecko ma ojca, a my wszyscy koszmar jak młoda wraca od niego
A ja się pytam, czy ktoś się mną przejmował jak codziennie się bałam czy taty nie zasypie na dole? Albo jak wróci pijany to czy mama w końcu nie straci cierpliwości i nie pójdzie z domu?
A teraz do sedna :
W. ma frajdę bo ma żywą lalkę - mojego chrześniaka, syna mojej 'średniej' siostry. Generalnie jak jesteśmy obie w pobliżu Księcia (bo tak Go nazywam
) to zawsze się to kończy awanturą.
No i wczoraj nie mogłam spać po nocce to zadzwoniłam do siostry czy mogę przyjechać do Nich, już miałam to gdzieś, że młoda tam jest. Przyjechaliśmy i dołączyliśmy do nich na spacerze. Już pominę fakt, że młoda walnęła fochem jak jej chciałam pomóc wjechać wózkiem na duży krawężnik, długo, jak na mnie bardzo długo starałam się nie odzywać. Chodzimy, chodzimy, nastał czas, że chciałam jechać do domu bo jeszcze mieliśmy w planach zakupy a mąż na 20 do pracy, moja siostra zaprosiła nas do domu na kawę, no spoko, przekalkulowałam czas i poszliśmy. Wchodzimy do domu, weszłam umyć ręce żeby wyciągnąć Księcia z wózka i go przebrać (ciocia kupiła czekoladowego batonika;) ) młoda jak wparowała za mną do łazienki, zrobiła bydło bo ona musi być pierwsza (myślała, że jej pozwolę wyciągnąć Księcia z wózka...) to już ryknęłam po niej, bo ileż można?! Wyszłam, biorę Księcia i idę go przebrać, słyszę jak siostra jej coś tłumaczy. Młoda walnęła fochem i nie wychodziła z łazienki. Spoko, jak tak chce to niech se tak robi. Po chwili dzwoni jej matka do siostry i słyszę jak ryczy do tego telefonu co ja tam robię skoro doskonale wiem jak kończą się moja i młodej wizyty u Księcia. Ja taki wielkie WTF? A siostra jej tłumaczy, że ja nie mogę sobie wziąć wolne w pracy jak młoda w szkole i przyjeżdżać kiedy chcę. Potem słyszę, jak gada, że młoda jej powiedziała, że powiedziałam jej że zostaje do wieczora i nie będzie mogła zająć się nim. We mnie szlag trafił!!! bo nic takiego nie było, raz, że młoda tam miała zostać do dzisiaj a ja miałam chwilę później jechać. Tak się wkurwiłam, że wbiłam do tej łazienki i powiedziałam smarkuli, że dziękuję, że zjebała mi dzień. Dosłownie tak jej powiedziałam. Siostra (mama od Księcia)powiedziała, że mam się uspokoić i jej ustąpić. We mnie jeszcze większy wkurw i tylko zdążyłam powiedzieć, że miło, że mnie rozumieją i wyszłam bo myślałam, że młodą rozszarpie! Kłamczucha... Wyszłam się przejść po osiedlu i dziwnym trafem zadzwoniła moja mama i jej wszystko powiedziałam, wszystko co leżało mi na sercu. Dlaczego ja mam wiecznie jej ustępować, że to w końcu choć ja raz potrzebuje być na pierwszym miejscu bo zawsze to się ona tylko liczyła. To ja straciłam dziecko i potrzebuje kontaktu z Frankiem bo to jedyne dziecko, które nie kojarzy mi się z moją ciążą (siostra zaszła jeszcze za nim my planowaliśmy a urodziła co prawda 5 dni przed naszym ślubem czyli już po moim poronieniu, ale termin porodu nie był tak zbliżony jak mój z terminem siostry męża), że ja nie będę jej wiecznie ustępować bo miała trudne przeżycia! Koniec z tym!
Potem jak gadałam z siostrą to była trochę zła, że jej tylko rzuciłam, że mnie nie rozumieją, a jak mają mnie rozumieć jak nie wiedzą o co chodzi. We mnie krew się zalała, ale już się nie dałam wyprowadzić z równowagi. Mam wiecznie wszystkim przypominać, że straciłam dziecko?! Najgorsze jest to, że nawet mąż stoi trochę po stronie młodej, nawet przez nią się z nim pokłóciłam w domu. Potem jak się uspokoiłam to sobie wytłumaczyliśmy co i jak, ale dalej mam wrażenie, że wszyscy mnie obwiniają za wszystko. Uf, trochę długo i chaotycznie pewnie, ale mam taki wnerw, że nie umiem jakoś tego logiczniej sklecić.
No i jeszcze się wkurzyłam o to, że matka młodej zadzwoniła z rykiem do siostry, zamiast a spokojnie spytać o co chodzi.
A z plusów :
Dziś odkupiłam zajebistą kieckę od przyjaciółki.
http://www.orsay.com/pl-pl/moda/sukienki/sukienka-princeska-czarny-47300360.html
Tylko, że w kolorze żółtym
nie wiem dlaczego nie ma zdjęcia na stronie, ale już kij z tym 
Ps. Właśnie otworzyłam sobie puszkę nowej Warki Radler o smaku czarnej porzeczki i limonki - pyyyyyyychaaa!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2015, 20:02
Mam nadzieję, że jutro @ przyjdzie, nie lubię jak pojawia się później wiedząc że i tak przyjdzie. Najgorsze jest takie czekanie,bo chciałoby się aby jak najszybciej przyszła aby móc zacząć od nowa 
Dzisiaj mąż zauważył przelatującego bociana nad naszym domem heh nawet zrobił kółeczko nad nami
kochany mężulek powiedział że to jest znak dla nas i że w końcu bocianek przyleci do nas z paczuszką
wiec trzeba byc dobrej mysli i korzystać z wspólnych chwil we dwójkę póki jest nam to dane;)
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2015, 23:22
Od kilku godzin daje mi się we znaki lewa strona podbrzusza i pleców. Witam Cię owulacjo. Oby poranne i wieczorne
przyniosło pożądany efekt. Dla pewności jutro powtórka i kolejne dwa tygodnie czekania
Oby szybko zleciało i zakończyło się pięknym, zielonym wykresem. Sobie i Wam tego życzę
:*
Wyczekiwania trwa już baaardzo długo. Ostatnie 2 cykle odpuscilam. Brałam tabletki antykoncepcyjne. Teraz wróciliśmy do starań. W czwartek miałam badanie HSG bolesne ale wyniki dobre
teraz bierzemy się za podreparowani żołnierzykow męża!
Na samym wstępie przepraszam Ralpinę za brak odpowiedzi. Natłok obowiązków zgiął mi kark i wyprostować go nie mogę. Trochę na siłę tu wchodzę, zapisuję tylko z grubsza obserwacje. Chyba NAPRAWDĘ mam doła. Nie posądzałam się o takie zdolności. Jak wrócę z krainy cieni, nadrobię wszystkie zaległości. Interesujecie się ma, Dziewczynki, a ja taki paskud jestem... Pozdrawiam Was!
Termin małpy jest na dzień jutrzejszy, mam nadzieję że się nie spóźni bo 22 maja mamy rocznicę także wiadomo, mężuś mnie zadziwia rozwieszam pranie, kotek pomaga i nagle oparł się i mówi kochanie jest wiosna, ciepło może zaczniemy na nowo starania ? Matko aż mi serduszko podskoczylo, ale bez takich ceregieli jak kiedyś, zobaczymy co będzie
Dostajemy znaki, nie wiem czy coś znaczące, ale.. Od nowego cyklu - mierzenie temp + testy owu
38 dzień Słoneczka

Ogólnie się wiele nie zmienia.
Największa zmiana to taka iż Dominik od wczoraj jest cały czas bez wspomagania - oddycha sam
Zdolny Bąbel - chociaż wiadomo jak jest może jeszcze wrócić na CEPAP ale mam nadzieję, że tak nie będzie.
Dziś położna mówiła, że Mały sobie radzi super sam
i taki spokojny - no i Go przechwaliła
bo później zaczął się denerwować i płakać i nikt nie wiedział co Mu dolega...w końcu po spróbowaniu wszystkiego uspokoił się Bąbelek 
A tak po za tym to jeszcze co jest fajne u Dominisia i każda położna jest pod wrażeniem to odruch ssania
- oby Mu się utrzymał bo to też jeden z warunków wyjścia do domu.
A tak sobie leżakuje Nasz Szkrab i wygląda jakby przesyłał całuski 

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.