Ufff nareszcie w domu!
Już po badaniu, Jacek poradził sobie bardzo dzielnie, ale przy wypełnianiu ankiety zebrał ochrzan ode mnie
Bo ostatnie serduchowanie było w poniedziałek (tj.7 dni temu), a w ankiecie było pytanie o to jak dawno miał miejsce ostatni stosunek lub ejakulacja i mąż mój wpisał : 4 dni temu
A to brandzlownik jeden!
Ogólnie wrażenia bardzo pozytywne, pielęgniarka bardzo miła i dyskretna. Jacek niestety musiał iść do pokoju sam, bo próbka nie mogła być "skażona".
Mam już wyniki, ale ni cholery nie wiem jak je interpretować, może wy wiecie coś więcej i pomożecie czy jest bardzo tragicznie? Wydaje mi się, że nie jest niestety najlepiej. Będzie trzeba jakoś to reperować... Wkleję je niżej.
WYNIKI PO 1 GODZINIE:
Sposób upłynnienia - mechaniczne!
Liczba plemników w ml - 14 mln
Objętość ejakulatu - 3,8 ml
Liczba plemników w ejakulacie - 53.20 mln
Liczba komórek okrągłych - 1.00 mln/ml
Plemniki żywe - 43%
Plemniki martwe - 53%
Plemniki o szybkim ruchu postępowym (VSL>11um/s, VAP>25um/s) - 9%
Plemniki o wolnym ruchu postępowym (VSL>11um/s, 25>VAP>5um/s) - 2%
Plemniki o ruchu niepostępowym (VSL<11um/s lub VAP<5um/s) - 4%
Plemniki nieruchome (VSL=0um/s, VAP=0 um/s) - 87%
Średnia prędkość przeciętnego toru (VAP) - 38.8 um/s
Średnia prędkość ruchu postępowego (VSL) - 30.1 um/s
Średnia prędkość względem zarejestrowanego toru (VCL) - 64.7 um/s
Średnia amplituda bocznych odchyleń główki plemnika (ALH) - 3.4 um
Średnia częstotliwość bocznych odchyleń główki plemnika (BCF) - 24.8 Hz
Prostoliniowość (STR) - 76.0 %
Liniowość ruchu (LIN) - 47.0 %
Średni współczynnik kształtu główki (Elongation) - 67 %
Test hypoosmotyczny (HOS) - 46 %
WYNIKI PO 4 GODZINACH:
Plemniki o szybkim ruchu postępowym (po 4 godz.) - 2 %
Plemniki o wolnym ruchu postępowym (po 4 godz.) - 2 %
Plemniki o ruchu niepostępowym (po 4 godz.) - 2 %
Plemniki nieruchome (po 4 godz.) - 94%
Komentarz do preparatu: W preparacie bezpośrednim obecne plemniki o nieprawidłowej budowie morfologicznej.
Zakupy udane w 25% bo z zaplanowanych 2 kurtek, torebki i butów, tylko ja kupiłam sobie sandałki Lasockiego
Jak będę miała więcej czasu to wkleję fotkę 
EDIT#1: Czas od ostatniej ejakulacji to faktycznie 4 dni, bo się przyznał, że się zabawiał "na własną rękę" paskuda jedna.
PH to 8,2
Już szukam jakiś suplementów diety dla niego
I od dzisiaj koniec z karkóweczką
nastał czas chudego mięska i ananasa
Najważniejsze, że w ogóle jakieś żyją.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2015, 08:59
9 dc
Kolejny zwrot w naszej historii.
Moje miesiączki od kilku miesięcy są dość dziwne - skąpe, krótkie, zatrzymują się nagle na 24 godziny, po czym wracają. Po ostatnim okresie, trwającym dwa dni, dziękowałam sobie w duchu, że umówiłam kilka miesięcy temu termin na histeroskopię diagnostyczną. Od środy czułam stres - wiedziałam, że od wyniku piątkowego badania mogą zależeć nasze dalsze decyzje.
Stawiłam się do szpitala późnym wieczorem i na sali operacyjnej byłam tylko z doktor przeprowadzającą zabieg. Zostałam uprzedzona, że gdybym nie mogła wytrzymać bólu, umówimy nowy termin ze znieczuleniem ogólnym.
Mogłam oglądać na monitorze cały zabieg. Po paru sekundach od włożenia kamerki okazało się, że nie możemy przedostać się przez szyjkę macicy, ponieważ.. prawie całkowicie zaklejały ją zrosty. Doktor zakomunikowała, że spróbujemy udrożnić wejście wodą. Gdy podniosła ciśnienie, ból stał się nie do wytrzymania. Zrosty nie chciały puścić, ale zacisnęłam zęby i starałam się wytrzymać jeszcze te kilka sekund. Krótko przed moim poddaniem się udało się jednak udrożnić wejście, a gdy doktor wsunęła kamerkę głębiej, na własne oczy zobaczyłam swoją macicę od środka. Obraz był mega realistyczny, w kolorach. Endometrium wyglądało na gładkie, pozbawione polipów czy innych zmian, a ujścia obu jajowodów były drożne. Doktor pobrała jeszcze szybko próbkę do biopsji i zabieg się zakończył. Stwierdziła, że takie zrosty mogły mieć wpływ na nieudane starania. Zostałam wypuszczona z zaleceniem wzięcia ibupromu i odpoczynku. Ból złagodził jednak dobry kebab i leki nie były potrzebne 😉 Po powrocie do domu zszedł ze mnie cały stres ostatnich dni i zasnęłam jak dziecko. Przez kilka godzin krwawiłam, ale teraz utrzymują mi się jedynie lekkie plamienia.
Nie wiem co o tym myśleć. Cieszę się, że zabieg zakończył się usunięciem potencjalnej przeszkody i nie muszę umawiać kolejnego terminu na operacyjne usunięcie zrostów, a później wstrzymywać się ze staraniami. Ale jeszcze bardziej cieszy mnie fakt, że nie zostałam odesłana do domu ze stwierdzeniem "wszystko jest dobrze".
Czy zrosty są główną przyczyną naszej niepłodności? Wszystkie badania wychodzą w końcu całkiem nieźle.. Może wcale sobie jej nie wymyśliłam... Może nie "chcę za bardzo". Może za szybko podjęliśmy starania po ostatniej histeroskopii, dlatego Dzidziś nie zagnieździł się dobrze w dopiero co wyłyżeczkowanym endometrium?
Co z in vitro? Jest w końcu tyle innych rzeczy, które mogą przeszkadzać nam zajść w ciążę - na przykład mój kir AA. Zrosty mogą też powrócić. Jesteśmy przecież gotowi podejść do procedury.
Nie wiem, czy czuję się na siłach, by teraz decydować.. Przed nami wyniki biopsji, a w przyszłym tygodniu wizyta w invimedzie i u naszej pani doktor. Może warto poczekać na ich opinię?
19 dc.
Wczoraj złapałam się na tym że dużo siódeme w tym cyklu. Zaczął sie 7 maja. Pęcherzyk miał 17 mm, endometrium 7 mm. Najprawdopodobniej w 17dc była owulacja. A no i jest to siódmy cykl starań.
Czy będzie szczęśliwy? Wątpię ...
Dziś dół jak stąd do wieczności... Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka i ryczała. Ta pogoda jeszcze bardziej dobija. Jak wkrótce nie wyjdzie słońce to będę musiała zażyć kąpieli w sztucznym słońcu. Chyba uczynie to jutro - tak na dzień matki, abym ja też miała dla siebie jakiś prezent.
Niestety nie mogłam sie dziś zaszyć w łóżku pomimo wolnego dnia. Pilnowałam swojej chrześnicy. Jak już wiadomo do aniołków nie należy dlatego byłam w ciągłym ruchu. Jej pomysły mnie zabijały
Nie zliczę ile razy mnie ściskała i całowała
No i zapomniałam o duphastonie. Dopiero koło 11 wzięłam.
Na koniec dzisiejszego dnia - dawno nikogo nie denerwowałam bo apetyt ostatnio nie dopisuje przez tą depresje
No ale napić sie można
Zdrówko dziewczynki!

Haha to jest 70ty wpis w pamiętniku 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2015, 21:47
Dzisiaj byłam zrobić AMH a teraz nie wiem jak wytrzymam te kilka dni na wynik. Zeby chociaż to wyszło dobrze. Dziś dzwoniła do mnie lekarka - zabieg planuje na 23 lub 27 lipca w zależności kiedy dostane @ po odstawieniu visanne. Mam wybrać jeszcze jedno całe opakowanie i kolejnego 15 tabletek....
Oj, co to będzie, znów dopada mnie to uczucie, zawsze w życiu kiedy dzieje się coś źle to mam to uczucie w sobie.
I jest masakryczne, nie cierpię go... Dziecko i w ogóle pragnienie ciąży wydaje mi się takie nierealne, takie nie do wyobrażenia, tak strasznie chciałabym zajść w ciążę, być w ciąży, mieć brzuszek, potem urodzić, spacerować z wózeczkiem żeby każdy mi do niego zaglądał i pytał: chłopczyk czy dziewczynka i żeby zachwycali się moją dzidzią. Tyle dziewczyn w około, znajomych, kuzynek, jest teraz w ciąży i będą rodzić swoje 2 a nawet jedna 3 dziecko... tyle szczęścia... jedni mają go tyle a inni nie mają wcale... Jest mi tak przez to smutno... Czuję taką pustkę, niepewność, strach przed tym co będzie... czuje się w tym taka osamotniona, bo nie znam drugiej dziewczyny, nie mam takiej koleżanki która nie moga by zajść w ciążę czy ma endometriozę tak jak ja... Co najwyżej PSOC i to po zastrzykach albo tabsach od razu pozachodziły w ciążę. A ja dalej nie... To jest takie podłe uczucie, ja sobie myślę że jeśli nie będę mogła.... to nie wiem czy będę chciała jeszcze żyć naprawdę, nie wyobrażam sobie tego...
O matko alez zaniedbalam pamietnik. No tak to jest jak sie wyjedzie i rozleniwi pobytem w polsce
Oczywiscie bylo super. Podroz calkiem dobrze dzieci zniesli i pomimo ze prawie cala podrow padalo jechalo sie dobrze. Tylko przerwe krotka zrobilismy bo w deszczu to nie bylo sensu gdzies sie zatrzymywac. Skoro Maximilianek i tak nie malby gdzie pobiegac... W warszawie stalismy w korku 40 minut bo tam tragivczne jest dlatego spowrotem wracalismy przez Radom. Szybko i bez problemowo. A w Chelmie dziadki zabawiali wnuki wiec z mezulkiem poszalelismy wyskokami na miasto. Pokupywalam spopro ciuchow a w empiku to z dobry tysiaczek zostawilismy ale musielismy obkupic sie w filmy, ksiazki i ksiazeczki dla dzieci. W de tego najbardziej nam brakuje....
Niestety musialam przerwac rozszerzanie diety u Julianka. Swietnie nam szlo maly jadal juz wszystkie obiadki z Hippa po 4 miesiacu, kaszke, gluten tez juz wprowadzilam i nby bylo dobrze ale z czasem strasznie go wysypalo i z dnia na dzien bylo coraz gorzej. Nie wiem co dokladnie mu zaszkodzilo ale wiem ze to na bank alergia pokarmowa bo jak przestalam dawac obiadki to wszystikie plamki zanikly wiec od nowa zaczynam wprowadzanie obiadkow tym razem dluzej testujac kazdy skladnk.
Jestem, żyję
Moje przeczucia na szczęście się nie sprawdziły. Ale jak ja nie znoszę latać! Za kazdym razem obiecuje sobie, że to ostatni raz 
A Paryż... jest boski, cudowny, piękny. Bardzo mi się podobało, niesamowity klimat. Szczerze polecam.
Tymczasem za kilka dni robię test ciążowy ale generalnie nic nie czuje- żadnej zmiany więc pewnie znowu nic z tego.

Coś mi się wydaje, że słoneczko zaczyna się przebijać przez te nasze ciemne chmury.
Kwestie zawodowe zaliczają malutki plus i mam wielką nadzieje, że sprawa nabierze rozpędu:)
Rozmawiałam z M i jest lepiej. To niesamowite, ale wygląda na to, że wreszcie coś do niego dotarło. Widział jak sie rozpadłam i wziął sie w garść. Wreszcie problemy mamy MY, a nie on i MY sobie z nimi poradzimy. Wspaniale
teraz musi być lepiej.
Tymczasem jutro sądny dzień. Mam powtórne USG nerki. Bardzo sie boje. Przeraża mnie myśl, że guz urósł, że będe musiała się leczyć albo go wyciąć. Oby nie. Może on po prostu tam jest i tyle? Przez telefon lekarz powiedział mi, że tak właśnie jest.
Trzymajcie kciuki.
9 dzień cyklu
52,6 kg
ciśnienie: 93/52
tętno: 74
test owulacyjny: negatywny
Znowu poniedziałek...Jak to jest możliwe, że weekendy mijają tak potwornie szybko?!
Korci mnie, żeby mierzyć temperaturę...ale M. mówi, że mam być dzielna więc staram się bardzo. Termometr schowany i mam nadzieję, że się nie złamię! Olej z wiesiołka chyba działa! Już pojawiają się nitki rozciągliwego śluzu! Dla mnie to nowość 
Mój tata namówił M. na niedzielną pielgrzymkę mężczyzn do Piekar! Jestem w pozytywnym szoku!
____________
1 śniadanie: Kanapka z chleba razowego z żółtym serem, chorizo, rukolą, rzodkiewką, pomidorem i papryką
2 śniadanie: Serek wiejski, czerwona papryka
3 śniadanie: Kanapka z chleba razowego z fetą, chorizo, rukolą, rzodkiewką, pomidorem i papryką
Obiad: Kasza gryczana z mieszanką meksykańską i sosem pomidorowym
Kolacja: Banan i migdały
Miałam dziś przygodę z minimalna ilością krwi na papierze, czyżby okres? Tylko dlaczego nie boli brzuch?
Ojoj jakos dzis ten dzien sie ciagnie i ciadnie...maz wroci pozno wiec pwenie juz bedziemy spac;/
Dzis czujemy sie dobrze
mdlosci narazie nie ma :)ale i tak apetyt slaby...zobaczymy jak bedzie dalej narazie jemy na sile.
Od kilku dni mam takie przeczucie ze w moim brzuszku rosnie dziewczynka
bardzo jestem ciekawa czy sie sprawdzi czy nie, juz nie moge sie doczekac tej informacji:) Wielurzeczy nie moge sie doczekac...juz bym szalala po sklepach wybierala ubranka, posciel, lozeczko, wozeczek no wszystko wszystko...taka jestem niecierpliwa hehe:) juz sobie winternecie przegladam co moge 
Antybiotyk, tydzień wolnego od żłobka minimum, Kontrola w poniedziałek przyszły... A to sobie wykrakałam, nie ma co
Do środy mam wolne, ale w czwartek trzeba iść do pracy. I muszę załatwić opiekę dla młodego, bo mi się teściowa pochorowała a teściu akurat ma nocki i jakoś nie widzę aby nadążyli za młodym w takim stanie. Muszę wziąć chyba kolejny etat aby zarobić na nianię 
Czasami, szczególnie gdy przychodzą takie dni jak dzisiejszy, zastanawiam się, jak sobie dam radę z dwójką dzieci. Dla jednego czasami mam wrażenie że nie mam czasu, że więcej przebywa z dziadkami i innymi zastępcami (o żłobkowych ciociach nie wspomnę) niż ze mną, a co dopiero jak nam się rodzina powiększy o kolejną osobę. Czy rozsądne z mojej strony jest powiększanie rodziny, skoro potem wyrzuty sumienie że się ją zaniedbuje są tak ogromne...
Ehh ... no i stało się.
Na ulotce Gonapeptylu wyczytałam, że można mieć po nim obniżony nastrój (a nawet depresję) no to sobie wykrakałam i mam.
A może to emocje mnie przerastają. A może to natłok i natężenie ostatnich zdarzeń.
Wczoraj mieliśmy pobudkę z samego rana bo moja ciężarna szwagierka zaczęła plamić. Jej mąż jest na wielomiesięcznym szkoleniu więc cała odpowiedzialność za ciężarną szwagierkę i jej córeczkę spadła na mojego M. Taki tatuś zastępczy
więc cały dzień zszedł na szukaniu rozrywki dla małej.
Dodatkowo tydzień temu wieźliśmy teścia na operację do Wrocka, więc mój M jest dodatkowo "opiekunem" teściowej.
W sobotę też pojechaliśmy do teścia w odwiedziny, zabraliśmy ze sobą małą do dziadka.
W piątek byliśmy u szwagierki i małej pograć w grę bo nas zapraszały.
I powiem wam, że jak na dzień dzisiejszy mam już dość natężenia spotkań z rodziną mojego M. Mam też dość małej. Ona niczemu nie winna, ot małe dziecko, które ciągle chce się bawić i potrzebuje żeby się nią zajmować. Ale ja już mam jej dość.
A mój M co?
Chodzi wniebowzięty. Być może cieszy się bo wkrótce wizyta w klinice, i wkrótce (być może) zostanie prawdziwym tatą :)a nie zastępczym. Mała jest w nim zakochana, ojca teraz nie ma to do wuja się przykleiła. Mój uwielbia się z nią bawić, ciągle wymyśla jej jakieś rozrywki. A ja mam dość.
Zaczęłam powątwpiewać w mój instynkt macierzyński, zaczęłam się zastanawiać czy nadaję się na matkę skoro jestem chronicznie zmęczona, skoro wydaje mi się że przy dziecku jest za dużo roboty.
Ale ale!
Moje rozterki trwały krótko bo szybko sobie uświadomiłam, że to przecież nie moje dziecko. Nie muszę go kochać, nie muszę go uwielbiać. To nie moje dziecko! Właśnie to dziś powiedziałam mojemu M gdy kolejny 4 dzień z rzędu jechał się z nią zobaczyć. Ja odpuściłam, zostałam w domu.
Nie chcę. Jestem zmęczona i nie mam nastroju.
W pracy kazano mi napisać sobie wypowiedzenie które sama sobie wręczę chyba jutro. To moje ostatnie dni pracy bo na początek czerwca zmywam się do Białegostoku zrobić ivf. Nikt w pracy o tym nie wie. Prezio - ..... - (nie będę go juz dziś wyzywać) patrzy na mnie krzywo bo mu nie pasuje mój "urlop".
A kiedy mu pasuje? Nigdy! Myśli że po tygodniu wrócę do pracy. taa. No to się zdziwi.
Poniekąd cholernie się cieszę, że kończę pracę w tym burdelu. Totalnie nieodpowiadał mi charakter pracy jaką ostatnio wykonywałam.
Dziś miałam nawet takie dziwno/głupie zdarzenie. Prezio siedział przy moim biurku bo niby "razem" robiliśmy sprawozdanie. Wstaję żeby wziąć z drukarki dokument który właśnie wydrukowałam, a on wstaje gwałtownie, jak to on, łapie mnie za rękę mówiąc "siedź, podam Ci, nie wstawaj, nie przeszkadzaj sobie". I kurwa tak mi ścisnął rękę że aż mnie skóra zapiekła. On podchodzi do drukarki a ja aż popatrzałam na tą moją biedną rękę jak wygląda bo paliło jak żywy ogień. Szukałam znaku agresji na skórze, ale niczego nie zauważyłam, tylko lekkie zaczerwienienie.
Co jak co ale żeby szef mi sprawiał ból fizyczny, tego jeszcze nie było. Do dziś. Oczywiście on nieświadomy niczego. To rzucanie długopisami, niszczenie sprzętów, które kiedyś tu opisywałam, rozrzucanie wszystkiego wokół siebie to nie moje imagination tylko fakt.
A ja ostatnio czuję się bardzo słaba fizycznie i psychicznie. Jestem nazbyt "subtelna i krucha" na takie nieskoordynowane i kanciaste "pieszczoty".
Bynajmniej ostatnie dni w pracy to były siódme poty aby pozakańczać wszystkie tematy które prowadziłam, posprzątać, powywalać śmieci. Nie chcę aby ktoś mi zarzucił bałaganiarstwo albo olanie pracy. Oni i tak pewnie będą mieć do mnie pretens bo ja najchętniej to już bym nie wróciła w czerwcu do pracy wogóle. Jeśli zajdę w ciążę to rzucę L4 i będę odpoczywać. Mój zakład pracy nie sprzyja odpoczynkowi i relaksowi. Oni zrobili sobie ze mnie białego murzyna. Prezes się przyzwyczaił że jestem na każde machnięcie ręką. Dziś mówi żę nie pasuje mi to moje środowe wolne bo Walne w czwartek. Pyta się mnie czy mogłabym jednak przyjść w środę (jakby trzeba było jeszcze jakieś dokumenty przygotować). Mówię: "absolutnie nie ma takiej opcji".
Na ten moment czuję się zmęczona. Jutro jedziemy do Białegostoku, w środę wizyta kontrolna. Ciekawe co dalej
Idę się myć i spać bo padam na pysk
Miało być tak pięknie - ślub, ciąża, dziecko, szczęśliwa rodzina. A co jest? Hmmm.. Małżeństwo mi się rozpada. Już się rozpadło. Znalazł sobie taką, która pewnie nie ma problemów z zajściem, jest przeciwieństwem mnie... Banał, nie? Świat mi się zawalił.. Co mam teraz robic?!!

No i przyszła franca. Wczoraj wieczorem na lajcie, dziś już powódź i maksymalna wścieklizna macicy.
Nie wiem tylko dlaczego wybiera sobie tak wspaniałe daty .. urodziny śp. Dziadka w zeszłym cyklu, dzień matki w tym.
W każdym razie, w zależności od szybkości owulacji możliwe zapłodnienie wypadnie w moje 31 urodziny. Nigdy nie spodziewałam się że w tym wieku nie będę miała jeszcze dzieci. No cóż ..
***
Poza tym bolą mnie piersi. Zamiast kurwa w II fazie to sie teraz obudziły księżniczki.
A na domiar wszystkiego wali mi dziś w biurze z okolicznych pól. No tak wali że sama zaczynam czuć się jak g.wno ..
Spędzam ostatnie chwile urlopu z rodzicami czas niestety pędzi nieubłaganie.
Włączylam messengera przychodzi wiadomość od mojej dawnej przyjaciółki z którą fakt faktem kiedyś byłam bardzo blisko. Mieszkaliśmy razem na studiach spędzaliśmy wiele czasu ze sobą. Później historia jak każda nasze drogi się rozeszły, czasami piszemy co u nas. Wracając do wiadomości ładuje się zdjęcie zgadnijcie co na nim było oczywiście zdjęcie USG. Ona znana ze swojego ciętego języka napisała pod nim tylko jedno zdanie "ja pierdolę jak to możliwe...." Zatkało mnie nie wiedziałam co mam zrobić ,co napisać. Wydusiłam z siebie tylko suche gratuluję...nie wspomnę że niedawno widziałam ją na imprezie syto zakrapianej alkoholem, że często zmienia partnerów, że imprezuję i pali zioło i wcale nie czekała na tą ciążę... Co więcej myślę że skomplikuje jej ona obecne życie.
I nie oceniam jej, każdy żyje to jak chcę.
Tylko myślisz dlaczego? Dlaczego na tym świecie wszystko jest odwrotnie? Dlaczego na próbę wystawiani są ci ludzie ,którzy na nie jedna próbę już zostali wystawieni? Tak to
pytania retoryczne mogę zadać takich miliony... Ale nigdy nie uzyskam na nie odpowiedzi. Jest tyle goryczy we mnie, że czuję to aż na zewnątrz..
Teraz siedzę i wpatruje się w to zdjęcie i wyobrażam sobie gdybym miała takie swoje przed sobą...to był by tytułowy cud... ale czy cuda się zdarzają?a może wszystko jest od dawna zapisane...i na nic już nie mamy wpływu?
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2019, 13:41
Nie wiem czy już wam kiedyś pisałam ale wyszłam za mąż po czterech miesiącach znajomości
Mąż chciała dzieciaka od samego początku. Ja miałam trochę więcej oleju w głowie i myślałam przecież są rozwody no ale dziecko to nie zabawa przecież go nie oddamy jak nie wyjdzie nam nasze szalone małżeństwo. Na początku broniłam się strasznie, panicznie bałam się ciąży. Później nadszedł okres co ma być to będzie no i wiadomo nic nie było
Następnym okresem było chcę mieć dziecko i trzeba zacząć coś robić w tym zakresie a nie tylko czekać co los przyniesie. Zaczęłam łykać kwas foliowy i wiecie co wtedy byłam taka naiwna że myślałam że mi to pomoże. Sama się z siebie teraz śmieję
No i wiadomo zaczęła się przygoda z lekarzami... badanie nasienia, drożność jajowodów, CLO i masa innych medykamentów, laparoskopia i histeroskopia a teraz stymulacja do ivf zaliczyłam chyba wszystkie etapy jedyny jaki udało mi się przeskoczyć to inseminacja... I kto by pomyślał że kiedy łykałam pierwszą tabletkę cudownego kwasu foliowego że to się tak skończy...
21t3d
Już nie jest tak lekko, brzuszek coraz cięższy
Wolniej chodzę, szybciej się męczę na spacerze, wstaję z łóżka powoli i na raty, podczas leżenia na plecach czuję ucisk na kręgosłup, nawet długie siedzenie mnie męczy - słowem, tak jak w pierwszym trymestrze znów mam okazję poczuć się ciężarną 
Doszlam do wniosku, ze czas zaprzestac staran na jakies pol roku. Ginka niech mi tylko tbl anty przepisze na uregulowanie cyklu i tyle.
Trzymam za Was wszystkie kciuki aby Wasze marzenia sie spelnily
Kobietki!!!
Życzę Wam, aby to dzisiejsze święto jak najprędzej było świętem każdej z nas
Żeby każdej z nas było dane usłyszeć to piękne słowo "Mamo"!!! Nie smućmy się dzisiaj i nie załamujmy. Ja głęboko wierzę, że kiedyś każda z nas będzie miała przy sobie małego kochanego człowieczka 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.