16cs
15dc
4dpo
poniedziałek
Mazury

No. Jesteśmy na Mazurach. Poranek deszczowy, ale popołudnie piękne. Spędziliśmy je nad jeziorem, na basenie, na bilardzie, w restauracji hotelowej. Od kwietnia pierwszy raz odstawiałam leki (oprócz leku na TSH) i pierwszy raz od kwietnia również piję alkohol. Pełen luz. Siedziałam sobie z kieliszeczkiem wina na pomoście, nad jeziorem. Cisza i spokój. Gdzieś tam z daleka muzyczka gra, a my tu na pomoście... samotnie, razem.

1b7dcf412b770c45med.jpg

e5110a4ed856a0d1med.jpg

Tak to My. Mąż. I ja.
Cisza, spokój, odpoczynek, zapomnienie, pokój.

Dostałam od jednego z moich uczniów książkę "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu." Od piątku nie mogę się oderwać, czytam różne lekcje na wyrywki, powtarzam, wracam.
Jeden z rozdziałów (26) ma tytuł: Każdą tak zwaną katastrofę kwituj słowami: "Czy za pięć lat to będzie miało jakieś znaczenie?" i dalej czytam:
"Przyjrzyj się temu, co dziś nazywasz problemem, katastrofą, albo kryzysem, i zadaj sobie następujące pytanie: Czy za pięć lat to będzie miało jakieś znaczenie? Odpowiedź najczęściej brzmi: Nie."
Dziś i wczoraj wiele było takich sytuacji. Brak ciąży, poranna niepogoda, skrzypiące drzwi sąsiedniego pokoju w hotelu, niewygodny materac, zamknięta droga w Olsztynie i pogubienie drogi (bo oczywiście nie wzięliśmy żadnej mapy).
Nasze problemy. Czy za pięć lat to będzie miało jakieś znaczenie? NIE. Absolutnie NIE.
Za każdym razem, gdy spotykaliśmy "przeszkody" mówiłam do męża, żeby wyluzował, że to za 5 lat nie będzie miało znaczenia... Na początku dziwił się mocno. Pytał, co ja tak teraz mam takie podejście "Czy za 5 godzin, 5 dni, 5 miesięcy, 5 lat.... itd.?" Potem przywykł i sam zmienił nastawienie...

:) Ta książka to prezent od Ojca, który jest w niebie. Podnosi mnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2015, 22:03

MATERIAŁ DIAGNOSTYCZNY : Fragment prawego jajnika

OPIS MAKROSKOPOWY:
Dwa fragmenty jajnika o łącznych wymiarach 1,5x 1,5 x 0,2 cm .Oba fragmenty torbielowate o ścianie cienkościennej z zewnątrz gładkiej z drobnymi wylewami krwi.

ROZPOZNANIE HISTOPATOLOGICZNE :
Corpus Luteum haemorrhagicum cysticum ovarii dextri.


badania szpitalne :
MORFOLOGIA
WBC 4.49 (4.00-10.00)
RBC 3.68 (3.90-5,70)
HGB 11 (12.00-17.00)
HCT 32.5 (36,10-50.00)
MCV 8.3 (82.00-96.00)
MCH 29.9 (27.50-33.00)
MCHC 33.8 (32.50-37.00)
PLT 168 (130.00-400.00)
UKŁAD KRZEPNIĘCIA
PT-12,6 (13-17 sec.)
INR-1,150 (2,6-4,4)
APTT-37,3( 26-36sec.)
FIBRYNOGEN-277 (200-500)

bartusiowa-mama Projekt Małe Mi 30 czerwca 2015, 07:26

Każą mi przechodzić do pamietnika ciążowego a przecież właśnie poronilam drugą ciążę biochemiczna....


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2015, 19:39

Moja owulka chyba dopiero nadchodzi. Ale czy to mozliwe ze tak pozno... chcialabym dzis wyskoczyc na usg ale kur.. nawet nie mam gdzie... masakra jakas... dzis mnostwo śluzu plodnego ranooo meeega duzo.
A więc jestem po monitoringu...
Pęcherzyk 17mm, endometrium 7mm dr powiedział że bardzo ładnie i że mogę wziąć dziś zastrzyk z pregnylu...
Najśmieszniejsze jest to że byłam u tego samego dr. który tak mnie zjechał za 1 razem (nie wiem za co- chyba miał zły dzień)a teraz nie pamiętał... Nie zamierzałam już mu nic tłumaczyć, poprosiłam o zrobienie usg i tyle... Kurcze dziś był taki miluśki, że dał mi swój nr i kazał dzwonić a jakby nie odbierał to pisać smsa to oddzwoni... Po prostu nie mogłam uwierzyć że jedna i ta sama osoba ma 2 tak różne twarze. Nawet jak miał zły dzień to chyba nie powinien wyżywać się na swoich pacjentach.

Nabrałam nadziei że jednak ten cykl nie jest do końca stracony...
Boże miej nas w swej opiece...


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2015, 18:36

Marta-K Marzymy o Tobie Cukiereczku 30 czerwca 2015, 09:23

Wczoraj miałam wizytę u swojego lekarza-czy on zawsze musi mieć rację?!
Okazało się że pęcherzyk 21mm ma już 23mm i nie pękł czyli torbiel. No ale jest jedno ciałko żółte (po lewej) więc i tak się cieszę. Jutro zbadam progesteron.

Jestesmy od soboty na wakacjach;)
Pogoda na razie dopisuje. Dwa dni temu bylo chlodno. Ale juz sloneczko daje czadu;)

Panna_anna Projekt "Magdalena" 30 czerwca 2015, 09:36

Dziś zaczęłam pisać pamiętnik, chyba dlatego, że siedzę sama w domu i nie mam się komu wyżalić. Przyjaciółka- szczęśliwa matka- nie bardzo może mnie zrozumieć, zwłaszcza, że dla niej zajście w ciążę nie było niczym trudnym, a mnie się wydaje, że próbuję wejść na Mont Everest w kapciach...Rodzina nie wie, byliby bardzo rozczarowani, że zdecydowałam się na dziecko "tak szybko", a mam 24 lata i poważne problemy, wolę nie mysleć, co by było później.

24dc czuje ja jak nadchodzi, snilo mi się ze urodziłam córeczkę czujecie tak ją przytulałam - niestety to żaden dobry znak bo u mnie jak sni się dziecko to tylko czekam co mi się wydarzy złego :(

Almanah Wznawiamy starania 3 marca 2016, 16:02

Zrobiłam test owu i krecha jeszcze bledsza od wczorajszej. :/ Nie wiem co mam o tym myśleć.

7v6zzqihu986.jpg

No cóż, będę robić dalej, zobaczymy co z tego wyjdzie, najwyżej dokupię opakowanie. Albo dwa. :)

Pokahontaz Starania iskierki 30 czerwca 2015, 12:15

Miałam zamiar pożalić się dzisiaj w moim pamiętniku, ze praktycznie nic nie czuje a tu niespodzianka :D:D:D Odpoczywam sobie leząc a tu małe koniaczki!!! Czułam takie podobne "coś" od kilku dni ale nie byłam pewna czy to "to". Takie napięcie z jednej strony brzucha i nagle "pukniecie", które było widać przez brzuch :D:D:D Cos jakby skaczący nerw heheh Ale cudowne to było... Kocham Cie maluszku :*:*:*

Bardzo lubię wspominać poród i wzruszam się pisząc ten post.
39tc+6d. O 2 w nocy zaczęły się lekkie skurcze. Do rana już nie zasnęłam. Przy porannej toalecie zauważyłam, że odszedł czop sluzowy, zadzwoniłam do męża i powiedziałam, że pewnie poród wydarzy się dzis, bo skurcze nie ustąpiły mimo prysznica, są co 5-15min. Do szpitala pojechaliśmy ok 14 bo już nie chciałam dłużej czekać w domu. Zapis ktg nie wykazał wyraźnych skurczy i faktycznie okazało się, że mam 0cm rozwarcia a bóle są spowodowane zglaceniem się szyjki macicy. Poleciało mi kilka łez z rozpaczy, że już mnie tyle czasu boli a poród się jeszcze nie zaczął!? Odesłanoby mnie do domu ale okazało się że wód plodowych jest już mało - trafiłam na patologii, gdzie podano mi kroplowke by nawodnic malutką. W dwuosobowej sali szpitalnej zaczęły się bardzo silne skurcze, pracowałam na piłce, która wzięłam ze sobą z domu, wiedziałam że muszę pomoc w rozwarciu, ponad 1h wzdychalam pod prysznicem, z minuty na minutę czułam się gorzej a skurcze były już ledwo znosne, tens zaczął drażnić, wymiotowalam co skurcz, chyba z 8 razy, odeszły mi wody. Ok. 18-19 zbadał mnie lekarz i miałam już 5cm rozwarcia. Nikt w tym czasie nie przyszedł jakkolwiek mnie wesprzeć, udzielić wskazówek. Wymiotujaca, kucajaca przy łóżku usłyszałam od pielęgniarki "co Pani robi? łóżko jest do leżenia"... Wiedzieliśmy jednak z mężem że porodowka jest przepełniona i czekamy na wolna sale. Z bólem walczyliśmy, był moment kiedy chciałam by dziecko zostało we mnie w środku, w myślach chciałam zapłacić każde pieniądze za cesarke, a już na pewno myślałam, że to ostatnie dziecko które w tej formie przychodzi na świat 😊 W końcu, z ok 6-7cm rozwarcia, o 20 trafiliśmy na porodowke i tam zajęła się nami położna Kasia, cudowna młoda kobieta i tak poprowadziła poród, że za niecałe 4h byliśmy razem. Ale po kolei: jej instrukcje były jasne, rzeczowe, wiedziałam co i jak mam robić albo dlaczego czegoś nie powinnam. Nie oszukiwala, gdy zapytałam ile to będzie jeszcze trwało (cenna szczerość). Bujalam się na piłce korzystajac jednocześnie z gazu (pamiętam, jak miałam przymkniete oczy, można ten stan określić jako lekki haj), potem położna zaleciła prysznic na stojąco min 30 min, skurcze były już bezlitosne a woda nie przynosiła oczekiwanejl ulgi, wiec licytowalam czy mogę skończyć prysznic po 20min, tak bardzo chciałam wrócić na piłkę i do gazu! Kasia przekonała mnie jednak, że pomogę sobie i szybciej się otworzę,jeśli dotrwam do 30min. Dotrwalam.
Pamiętam, jaka nadzieję poczułam gdy Kasia krzyknęła, mamy 10 cm, zaraz rodzimy!
Skurcze parte zaskoczyły mnie swoją intensywnością. Na tym etapie już nie mogłam używac gazu. Parlam na boku, głośno krzycząc, choć na ostatnie parte położna zaleciła położyć się na plecy. Mąż zapytał położnej, czy mogę rodzić wertykalnie, odpowiedziała że owszem, jak tylko mam ochotę. Ufalam jej wtedy jak nikomu innemu i nie żałuję, ale nie sprzeciwilam się leżeniu, na inna pozycje nie miałam żadnych sił. Skurcze parte były dla mnie kolejną jedna wielką falą, sztormem, który przetrwałam dzięki silnemu wsparciu męża i jego silnej dłoni, za która się trzymała. Mąż głośno oddycham razem ze mną. Nacieto mi krocze bo miałam nieelastyczna tkankę (2 miesiące masażu olejkami nie pomogły). Gdy zobaczyłam malutkie ciałko córeczki nie wierzyłam, że to już koniec. Mąż zaczął płakać, ja po chwili też. Byliśmy zachwyceni tym, że jest i jak wygląda. Położono mi ją na brzuchu, po dłuższej chwili mąż przecial pepowine. Mieliśmy 2h tylko dla siebie. To był cudowny czas, już mnie nie bolało, malutka leżała obok, próbowała ssać pierś, patrzylismy na nią nie wierząc w to jak jest cudowna.

Poród to heroiczna walka, podziwiam każdą matkę. Jestem z siebie dumna, nie sądziłam, że mam w sobie tyle siły, by znieść taki ból. Mąż nazywa mnie bohaterką i wiecie co? tak się czuję i tak myślę o każdej kobiecie, która urodziła dziecko. Na wspomnienie całego dnia płaczę, ale to są łzy szczęścia. Wiemy, że to było najważniejsze wydarzenie w naszym życiu. Początek czegoś nowego. Oszalelismy z miłości do córeczki, ten stan pogłębia się każdego kolejnego dnia razem❤️🧡💛

33+4
Trochę długo nie pisałam ...

TWOJA
CIĄŻA


Jesteś w 34 tygodniu ciąży
(33 tyg. i 4 dni)

Miesiąc: 8

Trymestr: 3

Wiek płodu: 31 tydzień


Data porodu:
14 sierpnia 2015
(pozostało 45 dni)

Zostało 45 dni!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Kiedy to zleciało??? no kiedy???

Za 9 dni pierwsze KTG! Trochę się boję, bo mały mniej się rusza, bóle brzucha się nasilają, skurcze cały czas regularnie odczuwam, parcie na pęcherz (mimo siusiania) w czasie spaceru, to chyba najgorsze co może być... Dzisiaj ponad 2 godz. byłyśmy z małą w parczku! Pochodziłyśmy, posiedziałyśmy, teraz odpoczywamy.

Na obiadek mam w planie pierogi z dżemem truskawkowym, ale zanim wezmę się za wyrabianie ciasta, to poprasuje, bo żelazko już się grzeje...


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2015, 11:33

Haluszka Kiedy nadejdzie moja kolej? 30 czerwca 2015, 12:14

Już po badaniu So-HSG. Samo badanie nie było takie złe, dla mnie ból porównywalny do tego jak zaczyna mi się okres. Przed zabiegiem dostałam dwa zastrzyki i one chyba były gorsze :p Niestety jeden jajowód jest prawdopodobnie niedrożny, muszę mieć zrobioną laparoskopię :/ za to drugi ok i co ciekawe mam mieć owulację z jajnika przy drożnym jajowodzie. Przynajmniej tyle się udało w tym cyklu.
Teraz mam mieszane uczucia. Z jednej strony się cieszę, że w końcu wiadomo co może być przyczyną naszych niepowodzeń a z drugiej strony czuję się trochę zawiedziona, bo jednak coś jest ze mną nie tak. Jestem 'felerna'.
Na początku naszej znajomości baliśmy się, żeby nie wpaść. A teraz. Dużo byśmy dali,żeby się udało. Myślałam, że to będzie prosta sprawa, rachu ciachu i gotowe! Niestety to tak nie wygląda. Kiedyś jeden ginekolog powiedział mi, że większość kobiet zachodzi w ciążę już od patrzenia na męża. I tak ma być. Są też takie kobiety jak JA. Ale mnie facet podniósł na duchu, co?
Póki co mam mętlik w głowie. Muszę to wszystko jakoś poukładać w głowie.

Ralpina Matylda? 30 czerwca 2015, 13:53

Wtorek
14dc

Na testach owu wciąż biało... :(:( No nic... Trzeba się z faktem pogodzić. Owulacji w tym cyklu nie będzie. A co za tym idzie ciąży też nie. Zobaczymy, co Dziadziuś (mój stu czterdziestodwu letni ginekolog) powie w czwartek, a przed nim w poniedziałek do endokrynolog uderzę (to TSH jakieś takie niskie (0,68), a poza tym Euthurox mi się kończy).

Ech... Zła jestem. Wprawdzie mnie ten miesiąc w plecy nie zbawi... Ale waidomo, jak z moją cierpliwością :)

Dziewuszki, ja Wam strasznie dziękuję za dobre słowo. Głupio mi czasem, że się tu żalę, a tak naprawdę to moje problemy póki co są śmieszne... Ja Wam tutaj z całych sił kibicuję!! I jestem pewna, że wszystkim nam prędzej czy później się ten mały sen wyśni i się małego człowieka doczekamy. Potrzeba tylko czasu...

Widziałam się w weekend z moją przyjaciółką, która się 2,5 roku starała. W tej chwili jest w 22tc. Nie było przyczyny niepłodności. Wyniki dobre. A ciąży brak. Ona daje nadzieję nam wszystkim ;) Że się uda...


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2015, 13:53

Kocia kociowy pamiętnik 30 czerwca 2015, 14:38

Mam nadzieję

Dzis urodzinki tatusia :) a my nie mamy prezentu:( teraz zaluje ze nie kupilam zadnego drobiazgu ale maz sam sobie wybral, za tydzien po niego jedziemy :) Zrobimy pyszna kolacje zapalimy swiece i napewno bedzie milo :) Tatusiu wracaj juz:)

A my czujemy sie dobrze :) czasem tylko glowa boli ale to chyba przez cisnienie, no i te nogi juz nie wiem co mam z nimi robic. Codziennie spie z nogami w gorze a one i tak bola i tak jak by mi mialy zaraz odpasc...:( i to tylko w nocy nam nadzieje ze przejdzie.

Czekam na przelew i wybieram sie na male zakupki dla dzidzi :) juz nie moge sie doczekac :) jeszcze nie wiem co bede kupowac ale z najmiejszego drobiazgu bedziemy sie cieszyc:)

Rotenkopf Walka. 30 czerwca 2015, 16:26

Koniec nadzieji.
@.

Ando No i sie udalo :-)/ długo jeszcze? 30 czerwca 2015, 16:58

Po lekturze paru pamiętników, jestem jednocześnie napełniona nadzieją ale również starchem.
Niektórym bo długich bojach sie udaje, inni nadal walczą.
Ja nie poddam się tak łatwo- przynajmniej mam takie założenie.
Wymyśliłam sobie, że chciałabym urodzić na początku roku, ale jak to w życiu bywa można sobie marzyć a życie te nasze marzenia zweryfikuje.
Odstawiłam wszelkie leki, alkohol bo może już zaszłam...., ale nie zaszłam. Jeden miesiąc nic, a że jak to mój mąż mówi jestem strasznie niecierpliwa, to zakupiłam test owulacyjny i w drugim miesiącu starań się bardzo zdziwiłam, że owulacji brak. Były nerwy niesamowite i wnerw jeszcze większy. Mąż każe się uzbroić w cierpliwość, ale ja do cierpliwych nie należę. Wiem, że może sie trafić cykl bezowulacyjny, ale nie chciałam czekać na kolejne bezowulacyjne i udałam się do lekarza.
Mam bardzo fajną lekarkę rodzinną, powiedziałam co i jak i dała mi skierowanie na badania. Morfologia super, ale tarczyca brzydka ( tsh 5,52), więc dała skierowanie na usg tarczycy, do endokrynologa ( w końcu udało mi się znaleść lekarza, który przyjmie mnie jeszcze w lipcu a nie w maju 2016r) oraz przepisała lek. Po 5 tygodniach badanie tsh i spadło do 3,95. W takim razie zbijamy dalej i czekamy aż wróci owulacja. Za niecały tydzień usg tarczycy, a dzień później wizyta u gina. Zastanawiam się czy przed wizytą u gina nie zrobić badania nasienia, aby mieć pełny obraz sytuacji.

Najbardziej denerwuje mnie to, że chodziłam regularnie do gina i jeżeli teraz się okaże, że w budowie jest coś nie tak, albo że są mięśniaki czy torbiele czy coś jeszcze innego to chyba oszaleję.

Bardzo chcemy mieć dziecko i bedziemy je mieli. Jeżeli nie naturalnie to adoptujemy jakieś, albo zostaniemy rodziną zastępczą. Wiem, że to nie jest łatwe, ale jedno jest pewne bez dzieci niewyobrażam sobie życia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2015, 16:59

Rotenkopf Walka. 1 lipca 2015, 21:33

Przez to wszystko zapomniałam Wam napisać co się Nam przydarzyło.
29 czerwca, godzina 22.30. Ruda zasypia a Najwspanialszy siedzi koło swej żony z laptopem - ogarnia jeszcze, co trzeba kupić potrzebnego do wymiany amortyzatorów w aucie.
Nagle słychać huk!
W trymigi zajarzyłam, że ten huk jest bardzo charakterystyczny i jeszcze szybciej niż przemyślałam powiedziałam do R. : AUTO!
On wyskakuje z wyrka. Podchodzi do okna i tylko słyszę :
- Kurwa, nasza be em ka!
Czym szybciej udał się na dół a ja pędem do okna.
Patrze, no okej, trudno, inne autko przytuliło się do naszego. Ale zaraz, zaraz. Coś mi nie pasuje. Auto jest 'na chodzie' na dodatek wycieraczki działają, czyżby ktoś zasłabł? Ale znowu mi coś nie pasuje - światła były wyłączone.
R. robi zdjęcie w jaki sposób auto są 'przytulone' i nagle od głównej ulicy podbiega gościu i tylko słyszymy :
- oooooo? odjechało?!
A ja nie wiele myśląc drę się z tego okna :
- Nie, kurwa, na spacer poszło!
R. mówi, że ma przestawić auto i się popiszemy a ten co zrobił ?
Wsiadł w auto i w długą.
Teraz gwoli jasności : nasza ulica jest trochę z górki, ów pan zaparkował auto na skrzyżowaniu ulic naszej i głównej maską do zjazdu, że tak powiem i najprawdopodobniej nie zaciągnął ręcznego. Pierwsza moja myśl - kto zostawia (dosyć dużo warte auto VW passat b6) z włączonym silnikiem i bez opieki.
Szybko R. podyktował mi numery (jak się okazało jedną liczbę zjebaliśmy ale trudno) i zadzwonił na policję. Przyjechali po 20 minutach. Spisali co trzeba było, porobili zdjęcia a potem jako tako luźna gadka, z której wyszło gdzie mój R. pracuje. Pojechali. My postanowiliśmy, że pojedziemy poszukać go bo byliśmy niemal pewni, że gość jest z naszej okolicy (kto robi zakupy w żabce przed 23 ubrany w 'domowe' ciuchy?) i wiecie co? Jak się potem okazało mieliśmy rację ;) No ale po kolei. Tu zostaliśmy mile zaskoczeni bo panowie policjanci również kręcili się już po okolicy ;) Niestety gościa nie trafiliśmy i wróciliśmy po dobrych trzech kwadransach do domu. Leżąc w łóżku zajarzyłam, że jeden ze sklepów ma kamerę akurat na naszą ulicę. Następnego poranka mąż tam poszedł i bingo! Mamy dowód jak pan wysiada z auta a auto się stacza ;) Potem wieczorem ja poszłam do Żabki, w której pan był na zakupach (wiemy to po reklamówce ;) ) z pytaniem czy taki a taki pan był i czy był pod wpływem czegoś (no tak, nic by mi to nie dało po za odpowiedzią dlaczego spierdolił) miła pani niestety za bardzo nie mogła mi pomóc bo jak na złość akurat o tej porze był sajgon w sklepie a na dodatek mieli kradzież. Mój R. słysząc to ode mnie, dziś poszedł do szefowej a ta pokazała mu nagranie, kim okazał się złodziejaszek ? Tak, panem od autka ;) i tu wyjaśnia się moje pytanie - dlaczego pan uciekł skoro nie zrobił nam dużej szkody (no teoretycznie, bo jednak trochę roboty z tym będzie, ale cóż).
Mało tego, dzięki fb (ach, ta moc ;) ) i 'własnemu śledztwu' wiemy gdzie pan mieszka (taak, blisko nas ;)) ) Sprawa i wszystkie dowody są już na policji ;) teraz tylko czekamy na ich postępowanie a jutro idziemy z numerem polisy do PZU, gdzie pan jest ubezpieczony ;]

Ita15 pogoń za gwiazdką 30 czerwca 2015, 17:17

Wszystko jest takie bezsensu. Dlaczego musiałam trafić na wadliwy test który wskazał druga kreskę. Dzisiaj odnotowałam plamienie, @ zbliża się wielkiem krokiem, czuję jak żaby mi latają w brzuchu tak na dole, to jest wyraźny objaw @. Nienawidzę dziś wszystkiego, mam dość, miałam się nie nakręcać, a co zrobiłam, namalowałam sobie gwiazdkę, którą już pokochałam, jaka ja jestem naiwna i głupia.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)