Dziś mój pierwszy dzień w nowej pracy, mimo licznych obaw mogę stwierdzić, że było zaskakująco dobrze:) Pani Dyrektor skacze koło mnie jak koło jajka, ciągle mówiąc, że to praca poniżej moich kwalifikacji, zamierza poszukać mi posady w szkole. Ciekawe, czy będzie taka miła, jak zajdę w ciążę. Tak czy siak jestem dzięki niej bardzo szczęśliwa.
Cieszę się zarówno z pracy, jak i z tego, że po czterech miesiącach intensywnego leczenia mogę podejść do pierwszej inseminacji. Nie spodziewałam się tylko, że wszystko zbiegnie się w czasie nie tylko jeżeli chodzi o miesiąc, ale także o tydzień. W środę wizyta u ginekologa, ciekawe jak tam moje jajeczka:)
Jeśli nie uda się za pierwszym razem, spróbujemy w kolejnym cyklu jeszcze raz, a jeśli za drugim razem także się nie uda, to chyba zrobimy sobie miesiąc przerwy. Bo chyba nie trzeba próbować co miesiąc? Czy przerwa może być na naszą niekorzyść?
Jeszcze dziesięć dni muszę czekać na mojego męża, strasznie mi się dłuży... Mam nadzieję, że już mu nie przedłużą kontraktu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2015, 18:25
Transferu nie było -Hiperka. Jak dobrze pójdzie we wrześniu będzie transfer. Mamy 4 śnieżynki. 
Cholerka, który to już dzień cyklu? Nie wiem, nie liczę
ale jakoś 17 chyba już... Dawno mnie tu nie było...
Dzień urodzinowy przeleciał szybko i w bardzo miłej atmosferze. W przeddzień miałam doła, ale jakoś mi przeszło
W niedzielę po mojej pracy ruszyliśmy na wakacje, i równo tydzień później z nich wróciliśmy. Były to pierwsze wakacje, na które jechaliśmy z ekipą znajomych (w dodatku nie jakoś szczególnie bliskich), więc była to dla nas swego rodzaju nowość
i wiemy też, że nie do końca jest to spełnienie naszych oczekiwań co do urlopu
Podsumowując : leżing, plażing i smażing. I mimo że byliśmy w Chorwacji, która słynie z pięknych widoków i ma bardzo duże zaplecze atrakcji turystycznych, nie widziałam nic. Strasznie mnie to zasmuciło, bo ja lubię zwiedzać i zbierać wspomnienia, nasycić nimi umysł, by mieć co wspominać w szare, przygnębiające dni. A tu naprawdę marnie było pod tym kątem. Dlatego z mężem postanowiliśmy, że do Chorwacji jeszcze pojedziemy, ale sami i tak sobie zaplanujemy wycieczkę, żeby jak najwięcej skorzystać 
Co do starań, to mam trochę - brzydko mówiąc: wyj***ane, bo nie wiem czy będzie owulacja czy wcale. Dziś test owulacyjny o wiele bardziej intensywny niż ten wczorajszy, ale nadal jeszcze nie dorównuje kontrolnej kresce intensywnością.

Może to podejście nam pomoże? Sama nie wiem, ale na pewno na nic się nie nakręcam. Z innych newsów, chcę zmienić pracę i już coś mam na myśli, muszę jeszcze tylko porozmawiać ze znajomą czy ma dla mnie miejsce i od października chciałabym już się tam przenieść. Obecnej roboty mam dość, wiem też że stres z nią związany nie sprzyja zajściu w ciążę.
Gdzieś wewnętrznie w zdecydowanej większości czuję, że do końca tego roku zajdę w ciążę i że teraz już ją utrzymam. Jest też we mnie taka malutka cząstka, która mówi mi, że wcale tak nie będzie, podsyca we mnie strach i złość na obecną sytuację bezdzietności. W tym przypadku ta druga część dostaje szybkiego strzała w dziób i nie mąci mi mojego błogiego stanu oczekiwania
Kiedyś na pewno się uda. Prędzej czy też później, a w końcu nic bez przyczyny się nie dzieje. Prawdopodobnie na chwilę obecną nasze małżeństwo nie było gotowe na dziecko i Opatrzność nad nami w taki sposób czuwała, że nie chciała nam dołożyć problemów? Nie wiem, staram się to sobie tłumaczyć na tyle na ile potrafię.
Jakaś chaotyczna dzisiaj jestem i nie mogę zebrać myśli "do kupy", więc skończę wypociny
chcicę na męża mam okrutną od kilku dobrych dni, więc muszę to wykorzystywać 
Przez wakacje zaniedbałam lekturę moich ulubionych pamiętników, ale niedługo nadrobię
Trochę się pozmieniało w międzyczasie, walka i determinacja aż kipi z literek na ekranie w wielu przypadkach
trzymam dalej kciuki, a tym którym się udało życzę nuuudnych ciąż - na razie doczytałam o Promyczku - gratulacje jeszcze raz
i mam nadzieję że lista zafasolkowanych będzie się powiększała w zastraszającym tempie
ciao!
staram się nie myśleć o tym co się stało..naprawdę....tylko czasem pomysle i mi tak starsznie strasznie przykro...ale przecież trzeba życ dalej..moze tak mialo być...
Mam nadzieję, ze nastepnym razem się uda-tego się będę trzymała
Walizka dopięta, dokumenty gotowe, samochód zatankowany, opieka dla piesława zapewniona jesteśmy gotowi. Stres jest i chyba już zawsze będzie, wychodzimy jutro we dwoje a wracamy we troje z małą, pewnie rozkrzyczaną panną. Jestem na skraju zmian i jutro muszę zrobić krok do przodu, nie da się tego zatrzymać, będę tęsknić za brzuszkiem, za tym uczuciem że noszę w sobie życie, stworzone z miłości, cierpliwości ale też łez nas dwojga. W zeszłym roku 11 sierpnia zaczęłam antyki do IVF, 12 września stymulację, 6 października trafiłam do szpitala i dowiedziałam się, że pierwsze podejście się nie udało, 17 listopada zaczęłam om, 9 grudnia mieliśmy criotransfer a 16 grudnia dowiedzieliśmy się że się udało. To był rok pełen łez i żalu i radości. Jutro ją poznamy, poczujemy jak pachnie, jaką ma skórę, dowiemy się czy ma rude włosy i jak marszczy nosek. Nasza Mała córcia
. Już się nie mogę doczekać 
zrobiłam w tym cyklu tyle testów ciążowych, że aż sama sobie się dziwię, jak mogę być tak naiwna ; ) Ale temperatura daje o sobie znać, wczoraj skok w górę a dzisiaj zaliczyłam duży skok w dół, dzisiaj 31 dc, @ nie ma, ale już na 100% wiem że nadchodzi, zero złudzeń... ostatni cykl trwał bardzo krótko, sama @ zaś strasznie długo, coś mi się rozregulowało... jak człowiek bardzo chce, to nie może, więc może czas wyprzeć myśl o wielkim marzeniu, tylko jak?
wyszłam tylko za róg do sklepu kupić dwie maleńkie rzeczy i....okazało się, ze chyba mi urósł brzusio 
foto ze zdziwioną półkaczuszką na ustach hihi

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2015, 20:32
Wizyta :
JEST SERDUSZKO!

Okruszek ma już 1,44 cm 
Ogólnie lekarka wręcz zajebista, odpowiadała na każde z moich prawie 20 pytań, nawet tych najgłupszych. Powiedziała, że lepiej żebym brała czysty kwas foliowy bo to może z witamin wymiotuję i mam zaparcia. Jedynie czego żałowałam to tego, że nie słyszałam serduszka, ale jak mi to pani doktor wytłumaczyła - dopóki nie widzi jakichś nieprawidłowości woli nie używać doplera bo szkoda nagrzewać tkanki. Dostanę skierowanie na bezpłatne badana prenatalne z powodu mojej historii. I w końcu dowiedziałam się co mogło być przyczyną mojej wizyty w szpitalu - po prostu wszystko się tworzy tam w środku
już z 3 śladów tych nacieków/odwarstwień został tylko 1 
A tutaj nasz Okruszek vel Żabka :

Cały stres tak ze mnie zszedł, że zaczęłam być głodna i w ogóle chodzę z uśmiechem od ucha do ucha 
Dziekuje wam bardzo za wsparcie 
Ciesze sie rowniez z faktu ze moj maz bedzie za dwa tygodnie w domu juz na dobre.
18cs
20dc
10dpo
poniedziałek
Byliśmy rano w poradni leczenia niepłodności na Starynkiewicza w Warszawie. Generalnie wrażenie średnie. Szpital stary, akurat w remoncie, zamieszanie, kolejka.
Przyjechaliśmy do rejestracji ok 7:40. Byłam jakaś 8 w kolejce do rejestracji, ale potem się okazało, że byłam druga w kolejce na wizytę.
Najpierw robili monitoringi, a potem wizyty zwykłe. Lekarka zaczęła przyjmować zwykłe wizyty ok 10:00.
Na wizytę weszłam z mężem. Pani bardzo oschła, ale rzeczowa. Stwierdziła, że nie mam insulinooporności, czyli, żeby odstawić Metformax, Acard mam dopiero zacząć brać jak zajdę w ciążę (a biorę codziennie od końca kwietnia). Pani dała skierowanie na badania w kierunku żółtaczki, kiły i HIV. Mąż dostał skierowanie do androloga (bo żeby nam pomóc musimy być oboje pacjentami kliniki) i skierowanie na te same badania. Pani powiedziała, że są to badania niezbędne do inseminacji i że to właśnie od razu proponuje.
Z tym, że jest mały problem. Zapisy do androloga dopiero od 1.09. (aż strach się dowiedzieć na kiedy te zapisy). Czekamy tydzień. Mąż się zapisze do androloga, pójdzie na wizytę, zrobi badania i wtedy mam dzwonić i umawiać się na wizytę nr 2. Boże, pewnie się zejdzie.
I znów czekamy.
Poza tym plamię. A podczas badania Pani powiedziała, że miesiączka tuż tuż, bo już krwawię (w środku)... Znów się nie udało.
A jutro do pracy. I też muszę z moją dyrektorką pogadać, bo zwolnienia za wizytę nie dostanę, więc będę musiała kombinować.
Ostatnie wiesci - mamy SYNKA - czyli jednak nasza lekarka cos ostatnio zamotala, a na USG pierwszego trymestru lekarz mial niezle oko 
Opcja: Nina odpada, musimy szukac meskiego imienia 
Druga wiadomosc - podpisalismy umowe przedwstepna. Domek jest nasz. Jeszcze tylko finalizacja kredytu i notariusz - i mozemy sie wprowadzac. Wlasciciele tez wydaja sie calkiem mili... Juz sie nie moge doczekac przeprowadzki 
Kończymy cztery miesiace Wojcieszkowe
. ale czas ucieka, mój bystrzak już sam się przewraca, chociaż czasami jedna rączka utyka, trzyma zabawki, oczywiście wszystko ląduje wbuźce, próbuje siadać co w gondoli wygląda komicznie
Boże jak ja go kocham jest całym moim życiem! tak pięknie się do mnie śmieje jak do niego mówię albo śpiewam
18.04 pił. pierwszy sok,wczoraj pierwszy obiadek zupke jarzynową o dziwo obyło się bez min itp zupka smakowala i od razu wiedział jak to się je
mój mądry chłopiec... do mleka na noc dodajemy łyżeczke kaszki malinowej.
tu po pierwszym obiadku 



6tyg(5tydzien i 5dzień)
245dni do porodu...
Plamienia ustały w piatek wizyta bardzo chciałabym zobaczyć serduszko, mam nadzieję że wszystko będzie dobrze i za osiem miesięcy mój synek zostanie starszym bratem
termin mam na jeden dzień po urodzinach Wojtusia
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2015, 00:08
24 dc
I kolejny poniedziałek za mną z jednej strony zawsze mi w ten dzień szybko czas w pracy ucieka a z drugiej i tak go nie lubię. Pracuje z dorosłymi babami a ich zachowanie godne przedszkolaka.. jedna baba drugiej babie..
Od soboty meczy mnie zgaga w sumie dzisiaj popołudniu jakby było lepiej ale wieczorem znowu. Staram się nie wmawiać sobie niczego kiepsko wychodzi chyba. Piersi od rana bolą na całego teraz jakby trochę lepiej. Temperatura w granicach 37 planowany termin @ 29.08 no mogła by nie przyjść hi hi
Postanowienie na jutro : myśl o wszystkim ale nie o ciąży tabletkach temperatury porodach badaniach USG i w ogóle 
Xoxo
Hm powiem tylko tyle że te twardnienie to raczej nie od sexu
bo dziś też mnie to dopadło i nospa nie pomaga
jeśli jutro też tak będzie to jadę do lekarza albo na IP
Drogi pamiętniczku
mam jakiś zjazd emocjonalny. Nie wiem czy dobrze zrobiłam zwalniając się z pracy. Chyba mam jakiś wzrost hormonów odpowiedzialnych za nastrój. Bo teraz sama niewiem czy to się ułoży. Dodatkowo nie wiem do jakiego gina zapukać o pomoc. Czuję się taka samotna i bezradna w tym wszystkim. W środę rezonans... Ciekawe co wyjdzie. Czasem mam serdecznie dość wszystkiego i marzę o tym żeby gdzieś uciec z dala od tego wszystkiego
Córcia już urządza sobie takie imprezy w brzuniu że głowa mała
wali mamuśke już gdzie popadnie
brzuch faluje,podskakuje i górki się robią
a i Zosia lubi zabawę w odkopywanie mamusi
tatusia też już nie oszczędza bo kopie go za każdym razem
już teraz nawet jak chodzę lub coś robię to czuję i widzę jak księżniczka daje o sobie znać kooniakiem

Moja Ty córunio a kop ile chcesz mamusia cie kocha ponad życie i zniesie wszystko
No i nowy wpis co tu pisać. Mąż ostatnio ogłosił najgorszą rzecz której mogłam się spodziewać 
Powiedział że nie chce już mieć dziecka że dobrze mu jest jak jest.
Dziewczyny normalnie załamało mnie to. Myśl że zostanę jeszcze mamą trzymała mnie przy życiu. Były rozmowy prośby, płacz, krzyki wszystko było ale on poprostu się boi że nasze dziecko może być chore.
Tak myśle i analizuje wszystkie sytuacje może on poprostu nie chciał dziecka ???
Powoli nasze życie wraca do normy, ostatnio miałam focha i nie rozmawialiśmy, ale kupił mi kwiatka w ramach przeprosiń chociaż co mi z kwiatka ja chce maluszka.
Ten cykl przepadł, kochaliśmy się 13.08 (13dc) w naszą 10 rocznicę ślubu ale ovu było dopiero 18dc także szanse że jego zajebiste plemniki przeżyły we mnie tyle dni są jak wygrana w totolotka 
Nie wiem już jakich argumentów używać bo nie ukrywam ja też się boję, ale poprostu nie czuje się spełniona jako mama, nie donosiłam szczęśliwie mojego dziecka do końca w brzuszku, odeszło, ktoś mi go zabrał, wytargał część mojego ciała i zostałam .... sama 
Bardzo chciałam aby teraz się udało, bo moja kruszynka byłaby urodzona w maju - jak miała być Wikusia, ale wyszło jak wyszło 
Wczoraj moja mama mowi mi, że widziała moją straszą córkę Klaudię jak opiekowała się siostrą koleżanki która ma roczek, taka troskliwa i opiekuńcza była, jak słyszę takie słowa to od razu sobie myśle ale teraz byłoby pięknie Wiki miała by już 3 miesiące i Klaudia ładnie by sie nią zajmowałą, pomagała mi ale niestety nie udało się 
Nie wiem jak dalej normalnie żyć, bo ciągle myśle o dziecku, dzień w dzień ale nie można kogoś zmusić do tego żeby chciał mieć dziecko, tylko czemu w tym wszystkim moje uczucia są nieważne, nie istotne,
W sobotę mam testować ale nie wiem czy ma sens, wykres daremny, żadnej dobrej tempki nie ma, piersi nie boja tylko jajniki szaleją, nie ma szans na cokolwiek, jakoś w tym życiu mam pod górkę ostatnio 
Może kiedyś uda mi się namówić męża na maleństwo ale takie namawianie on sam powinien chcieć bo ja poprostu kocham dzieci :
AAAAAAA idę rodzić, zaraz wracam 
jest tu ktoś ze mną? 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.