Dzisiaj od rana mi mniej niedobrze niż przez ostatnie dwa dni.
Pewnie helicobakter sie uspokoił. 
Martwi mnie ten ból podbrzusza, bo z pokłuwania co jakiś czas przeszedł do prawie ciągłego bólu, taki niby okresowy, niby ciągnięcie, niby szpileczki.
Jacek oczywiście przed wczorajszym wyjściem zrobił mi mega wykład o szkodliwości picia w ciąży, że nawet uważając, że nie jestem w ciąży piłam tylko soczek 
Kurde, trudne dla mnie jest to, że od samego początku cyklu nastawiałam się, że odpuszczam, nie staram się, mam wszystko gdzieś itp., bo i tak wiem, że nie zajdę i nie będzie owulacji itp. I teraz zgłupiałam w sumie... Sama nie wiem czy owulka była czy nie, bo Ovu może się mylić, ale jeszcze nigdy tak długo nie utrzymał mi owulacji na wykresie. Gniję w pracy i patrze się na mój wykres jakbym go chciała zaczarować... Sama już nie wiem co robić i co mysleć. Wykres jest totalnie niejednoznaczny, z reszta u mnie nic nie jest jednoznaczne. W dupę...
Wieczorem wizyta u ginekologa, trochę się denerwuję, ale chciałabym już być po wizycie. Wczoraj wrócili moi rodzice znad morza, jeśli wszystko będzie dobrze u lekarza, to jutro tata się dowie, że będzie dziadkiem, bo mama już wie. Najgorsze, że mój mąż się rozchorował. Wczoraj jakieś wymioty i biegunka go męczyły, dzisiaj idzie do lekarza, mam nadzieję, że to nic poważnego. Jeżeli chodzi o moje samopoczucie, to tak sobie. Obudziłam się o 3.30 i myślała, że już nie usnę, ale jakoś dałam radę. Trochę mnie mdli na żołądku i zawraca mi się w głowie. Martwię się, bo rozbolał mnie ząb i chyba mi się ropa zebrała. Jutro do dentysty!
Rośnij maleństwo!
Miało być dobrze, mieliśmy od tego cyklu na poważnie wrócić do starań, po tamtej przerwie. Nawet, jeśli wiedziałam, że nic z tego, że to nie nasz miesiąc, to w głębi duszy była jakaś nadzieja. Ale już od wczoraj jej nie ma. Zniknęła, wyparowała, odebrano mi ją
no bo w jaki sposób mam zajść w ciążę, skoro się nie kochamy.
Wczoraj miałam prawdopodobnie owulację, na monitoringu tak wychodziło, ale co z tego, skoro mój mąż był w pracy do godzin 23:30? Dobrze wiedział, jak mi na tym zależy, on twqierdzi, że jemu też. Ale ja coraz mniej mu wierzę - może dlatego, że dziwnym trafem praktycznie co miesiąc w okolicach moich dni płodnych on nagle ma tyyyyyle pracy. I zowu historia się powtarza. Odnoszę wrażenie, że on robi to celowo, tylko nie wiem po co.
Przecież tyle razy z nim rozmawiałam, że jeśli nie jest gotowy na dziecko, to żeby mi o tym powiedział. Zawsze twierdził, że marzy o tym, ale jego słowa nie pokrywają się z czynami 
Wczoraj popłakałam się przy nim to stwierdsził, że przesadzam, bo jesteśmy młodzi i całe życie przed nami, jeszcze zdążymy mieć dzieci. Tak, szkoda tylko, że on nie dostrzega tego, że nie wszystko da się zaplanować, że przecież już 9 miesięcy z tego życia nam już uciekło i jakoś nie widzę żadnych efektów, że ciągle wyskakują nam jakieś okolicczności, które utrudniają ( lub uniemożliwiają ) zajście w ciążę, albo starania. 
A dzisiaj chodzi i mówi, że jestem w ciąży i to przez to płaczę - a ja się pytam - JAKIM CUDEM? Wiatropylna nie jestem, a może szkoda, może wtedy byłoby to łatwiejsze...
Nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Nie mam sił po raz kolejny mu tłumaczyć i rozmawiać z nim, bo te rozmowy prowadzą donikąd. Zawsze jest tak samo - on mówi, że rozumie, że się zmieni, postara, a po 2 dniach jest to samo. 
10dc
czas na jakąś dietę
i ćwiczenia! wczoraj spotkaliśmy znajomego i dość wymownie zerkał na mój brzuch... czekałam z morderczymi myślami aż złoży gratulacje albo coś zapyta 
jak na poniedziałek to nastrój mam dobry. brakuje mi tylko wiecznie czasu na wszystko 
Muszę to gdzieś wywalić bo mi to siedzi w głowie i mnie męczy strasznie. Koleżanka wczoraj powiedziała mi że jej bratanek, który urodził się za wcześnie przez cc nie żył by gdyby jej bratowa nie poszła do szpitala 2 dni przed normalną wizytą. W zasadzie nakręcała mnie że też powinnam iść, bo ona nie miała żadnych złych objawów. Ja wiem że ona nie chce źle, że chce dobrze, ale co mam iść do szpitala i powiedzieć 'bo dziecko koleżanki...'? No i od wczoraj siedzi mi to w głowie i mnie schizuje, w zeszły poniedziałek miałam usg z przepływami - wszystko ok, w czwartek miałam ktg - też piękne. Jutro albo pojutrze idę do gin, nie ma sensu jechać do szpitala i schizować bo ktoś mnie zeschizował. Nie ładnie schizować ciężarne! Zwłaszcza na końcówce ciąży... przez to jestem strasznie rozbita, źle spałam. No i przez to że od wczoraj nie biorę już acardu... dobrze że moja gin już wraca...
Mój najsilniejszy zarodek już jest blastocystą
w 4 dobie! Pani kazała się dzisiaj zgłosić na transfer o 16:45
ja pierdziele, to musi się udać!
Moja komóreczko...rośnij dzielnie dla mamy i taty, życzę Ci tyle zdrowia i siły byś za kilkanaście lat mogła przeczytać to co przeszliśmy dla Ciebie. Bądź zdrowa i silna dla nas! O nic więcej nie prosimy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2015, 12:28
Adas zaczal szkole, chyba nie za bardzo mu sie podoba. Widzialam jego mine jak wchodzil do klasy I zal mi go bo to duzy krok..sama sie dzis poplakalam.
Mam nadzieje ze jakos sie przyzwyczai do nowych dzieci i nowego srodowiska.
Dobrze ze przez 2 tygodnie koncza o 12 wiec zaraz po niego jade. Ehhh
Dzis jade w koncu ogladac wozki i lozeczka, tyle zeby sprawdzic ceny itp. Zaczne sobie placic z cala wyprawke a P. odbierze ja jak ja bede w szpitalu hehe..
Moja przyjaciolka dostala nakaz lezenia..szyjka 3 cm w 26 tyg
10t6d
Wtorek
I dzień szkoły. A właściwie I dzień przedszkola. Odstawiłam pierwszego Potomka dzisiaj rano. Z jednej strony płaczące maluszki, z drugiej rozgadane średniaki, przekrzykujące jedno przez drugie
CHAOS! Ja natomiast odetchnęłam z ulgą. Teściowa będzie miała trochę więcej luzu, ja nie muszę się wieczorem zastanawiać - co też jej na jutro do jedzenia zorganizować.
Mama wreszcie zorganizuje trochę czasu dla siebie
Dzisiaj umówiłam się na hybrydę, jutro jedziemy z Majką do naszej fryzjerki. Będziemy piękne na tle Adriatyku już za kilka dni...
Taaaa... Wakacje... Temat pytajnik
Najpierw kategoryczne NIE od ginekologa kilka tygodni temu, które w końcu przeszło w TAK (ale z nieukrywaną niechęcią). Prawda jest taka, że ciąża rozwija się prawidłowo. Małe rośnie. W ostatni czwartek mierzyło 36mm. Wiek ciąży z USG przesunął się w stosunku do tego z ostatniej miesiączki o 2 dni. Tym razem do przodu
Ja się czuje dobrze. Nie widzę zupełnie powodu dla którego nie mogłabym wyjechać na urlop. Ale mój ginekolog generalnie marudzi. Najchętniej wysłałby mnie na L4, mimo, że nie ma ku temu najmniejszych przesłanek. A "tak na wszelki wypadek", to mi się nie chce w domu siedzieć... Jeszcze się nasiedzę!!
Jak już ginekolog łaskawie wyraził zgodę na nasz wyjazd, pojawił się nowy kłopot. USG genetyczne. powinno się je wykonać między 11t0d a 13t6d. Taka jest teoria. W praktyce spora część lekarzy nie bierze się za to USG przed 12t0d. Sądząc po pomiarach z wcześniejszej wizyty, umówiłam się na luzie na 21.09. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że wiek ciąży się przesunął i to sporo.
I tak przed wyjazdem może być jeszcze nieco za wcześnie na badanie, a po powrocie będzie już za późno. Nie ukrywam, że ta sprawa spędza mi sen z powiek
Umówiłam się na najbliższy piątek. Wg miesiączki będzie 11t2d. Wg ostatniego USG 11t4d. Powinno styknąć. Czy aby na pewno??? Jak się nie uda, będziemy musieli skrócić wakacje i wrócić kilka dni wcześniej niż planowaliśmy. No cóż... Wyjścia nie ma. Ja oczywiście optymistycznie wierzę, że w piątek się uda i spokojnie w sobotę zapakujemy się w samochód i odjedziemy w siną dal... NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ!!!!! Tego krystalicznie czystego morza, tych arbuzów, pomidorów, świeżych ryb... Tych zachodów słońca. Tego wina będzie mi baaaardzo brakować 
Jeśli chodzi o ciążę to:
- mdłości ustępują (obecnie dokuczają już tylko wieczorami (jak na poranne mdłości przystało)
- brzuch coraz bardziej odstaje do przodu (wieczorem wyglądam jak w ciąży)
- chodzę spać z kurami, ale budzę się w nocy i nie śpię po 2h
- żrę potworne ilości luteiny, od czego cycki mnie bolą dramatycznie, lekarz się nie określił DO KIEDY mam tyle tego jeść...
NIC poza tym jeszcze nie ogarniam, nie kupuję, nie planuję... Wicie gniazda zostawiam sobie na potem
Na razie planujemy remont salonu. Organizujemy kącik jadalny (nareszcie! Mój mąż do tej pory uważał, że jedzenie na kolanie jest spoko!! Bez komentarza...). Muszę wymyślić nowy kolor ścian... Kolorystyka mebli i dodatków to czarny, fioloet i zieleń. Może szarości???
10t6d
Wtorek
I dzień szkoły. A właściwie I dzień przedszkola. Odstawiłam pierwszego Potomka dzisiaj rano. Z jednej strony płaczące maluszki, z drugiej rozgadane średniaki, przekrzykujące jedno przez drugie
CHAOS! Ja natomiast odetchnęłam z ulgą. Teściowa będzie miała trochę więcej luzu, ja nie muszę się wieczorem zastanawiać - co też jej na jutro do jedzenia zorganizować.
Mama wreszcie zorganizuje trochę czasu dla siebie
Dzisiaj umówiłam się na hybrydę, jutro jedziemy z Majką do naszej fryzjerki. Będziemy piękne na tle Adriatyku już za kilka dni...
Taaaa... Wakacje... Temat pytajnik
Najpierw kategoryczne NIE od ginekologa kilka tygodni temu, które w końcu przeszło w TAK (ale z nieukrywaną niechęcią). Prawda jest taka, że ciąża rozwija się prawidłowo. Małe rośnie. W ostatni czwartek mierzyło 36mm. Wiek ciąży z USG przesunął się w stosunku do tego z ostatniej miesiączki o 2 dni. Tym razem do przodu
Ja się czuje dobrze. Nie widzę zupełnie powodu dla którego nie mogłabym wyjechać na urlop. Ale mój ginekolog generalnie marudzi. Najchętniej wysłałby mnie na L4, mimo, że nie ma ku temu najmniejszych przesłanek. A "tak na wszelki wypadek", to mi się nie chce w domu siedzieć... Jeszcze się nasiedzę!!
Jak już ginekolog łaskawie wyraził zgodę na nasz wyjazd, pojawił się nowy kłopot. USG genetyczne. powinno się je wykonać między 11t0d a 13t6d. Taka jest teoria. W praktyce spora część lekarzy nie bierze się za to USG przed 12t0d. Sądząc po pomiarach z wcześniejszej wizyty, umówiłam się na luzie na 21.09. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że wiek ciąży się przesunął i to sporo.
I tak przed wyjazdem może być jeszcze nieco za wcześnie na badanie, a po powrocie będzie już za późno. Nie ukrywam, że ta sprawa spędza mi sen z powiek
Umówiłam się na najbliższy piątek. Wg miesiączki będzie 11t2d. Wg ostatniego USG 11t4d. Powinno styknąć. Czy aby na pewno??? Jak się nie uda, będziemy musieli skrócić wakacje i wrócić kilka dni wcześniej niż planowaliśmy. No cóż... Wyjścia nie ma. Ja oczywiście optymistycznie wierzę, że w piątek się uda i spokojnie w sobotę zapakujemy się w samochód i odjedziemy w siną dal... NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ!!!!! Tego krystalicznie czystego morza, tych arbuzów, pomidorów, świeżych ryb... Tych zachodów słońca. Tego wina będzie mi baaaardzo brakować 
Jeśli chodzi o ciążę to:
- mdłości ustępują (obecnie dokuczają już tylko wieczorami (jak na poranne mdłości przystało)
- brzuch coraz bardziej odstaje do przodu (wieczorem wyglądam jak w ciąży)
- chodzę spać z kurami, ale budzę się w nocy i nie śpię po 2h
- żrę potworne ilości luteiny, od czego cycki mnie bolą dramatycznie, lekarz się nie określił DO KIEDY mam tyle tego jeść...
NIC poza tym jeszcze nie ogarniam, nie kupuję, nie planuję... Wicie gniazda zostawiam sobie na potem
Na razie planujemy remont salonu. Organizujemy kącik jadalny (nareszcie! Mój mąż do tej pory uważał, że jedzenie na kolanie jest spoko!! Bez komentarza...). Muszę wymyślić nowy kolor ścian... Kolorystyka mebli i dodatków to czarny, fioloet i zieleń. Może szarości???
My juz po wizycie
mamy ponad 9mm i slicznie bije nam serduszko
dostalam skierowanie na milion badan i l4 w czwartek wizyta prywatna zeby tatus mogl byc z nami mam nadzieje ze posluchamy serduszka bo dzisiaj tylko je widzialam. Doktorek zalecil smarowanie piersi kremem na roztepy hihi ^^ maluszek jest 6 dni mlodszy, ale ma jeszcze czas zeby nadrobic, oficjalny termin 13.04.2016 mdlosci przeszly o ile jem systematycznie, troche doskwiera kregoslup, ale doktor mowi ze normalne, brzuszek rosnie a jutro zaczynamy 3 miesiac!! Jestem taka szczesliwa 
16 dc ojj długo mnie tu nie było....
W 3dc byłam u ginekologa, który zajmuję się płodnością, opowiedziałam mu wszystko i od razu do konkretów przeszliśmy 
Przepisał mi lek Aromek miałam go brac od 3 do 7 dc i tak zrobiłam, do tego przepisał mi zastrzyk z którym w 12 dc mialam przyjechać i tak też zrobiłam:D i na wizycie w 12 dc lekarz zrobił mi usg przecherzyków, na początku się zmartwiłam, bo milczał przez całe badanie. kazał się ubrać i usiąść ..
I nagle siada i mówi,
Ma Pani dwa piękne pecherzyki jeden 18 mm a drugi 19 mm, nie wiem czy to sie Pani spodoba, ale jest szansa jeśli pękną dwa to jest szansa na ciąże mnoga...
Mi to normalnie kopara opadła do podłogi byłam przeszczęśliwa, moje serce się radowała, bo lekarz zapewnił, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ogromnie się cieszyłam, bo myślałam, że ni bedzie pecherzykow, myslalam, ze bedzie problem a tu podwojna radosc bo pecherzykow bylo dwa:)
Lekarz zalecił serduszkować co drugi dzień od piatku do wtorku:) Oczywiscie nie widzial przeszkód w częstszym kochaniu się hehe:D AAa no i dostałam na konic wizyty zastrzyk w tyłek co by pęcherzyki pękły 
Dziś 16 dc i zaczełam dopochwowo brać luteine jak lekarz zalecił i jeszcze biore jedna tabletkę na noc leku Acard do odwołania 
No i teraz czekamy na efekty 
<333
Mam dość.. Poddaję się.. dziś się dowiedziałam że miałam kolejną torbiel na jajniku. Dziś na USG lekarz zobaczył płyn więc torbiel już była pęknięta.. O tyle dobrze.. Ale nie wiem co mam dalej robić. Tracę siły i nadzieję. Cały czas myślałam że 12.09 odzyskam mojego aniołka, teraz już w to nie wierzę... Heh przynajmniej wiem czemu jajnik mnie cały czas mędzi...
tak mnie cos dzis naszlo..a moze nie czekac do "normalnej" @ moze sprobowac teraz juz..?
Boze moze ja nienormalna jestem, moze powinnam jednak odczekac...niby gin mowila ze nie ma ptrzeby czekac...ja w sumie chce juz spróbowac.ale jednak siedzi we mnie niepewnosc, choc juz pewnie nigdy sie jej nie pozbędę...
Powiedzcie mi czy mozna tak od razu?
No i takie oto dwie komodo-szafeczki do mnie wczoraj przyjechały.
Niestety tylko ustawiliśmy je na swoje miejsce. Ten upał nie dał nam działać. Przynajmniej mi a chcę sama poprać, poukładać a nie żebym potem szukała wszystkiego. W sumie to jestem pod wrażeniem tego jak Tatusiek przez ostatnie dni mi pomaga i spełnia każdą zachciankę. No i tak sobie myślę, że ma kilka dni wolnego to ma na to czas, bo w sumie to nie było go całymi dniami. Jeszcze że dwa zamówienia na allegro i chyba mamy już wyprawkę z głowy. Oby do jutra podobno ma być chłodniej. Ciężko znoszę tą pogodę!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:14
nie mam siły, naprawde nie mam....chce mi się płakać. Przejęta pracą zapomniałam dzisiaj rano zmierzyć temperatury. Wszystko przez to, ze myślami w pracy byłam no i się spieszyłam żeby zdąrzyć na 7.00. potem w południe wróciłam do domu no i nastepnie ponownie do pracy na szkolenie. I do tego jeszcze ten upał...
Ale tak naprawdę to chyba doskwiera mi ze się jak na razie nie udało...
Haha..pierwszy raz całe lato czekalam na 1.września i się opłacało. Rozpoczęliśmy kurs duńskiego. Wszyscy są tu tak niesamowicie życzliwi, że wyobraźcie sobie , że wstawili do sali rozlozysty fotel z podnozkiem żebym nie musiala narazac maluchów dopoki bede chciała brac udzial w zajeciach.
Niestety papierkowe podejście jest wszedzie i nie udało się wczoraj zajrzeć do szyjki ale wszystko wskazuje na to ze wizyte bede miala w czwartek jak tylko odbierzemy tutejszy odpowiednik pesela.
Troszke pobolewa ale leżę i poleguję ile wlezie..staram sie nic nie robic i pozytywnie myslec. Szef męża w przychodni gdzie po kursie bedzie pracowal juz mi wczoraj założył karte ciazy przeprowadzajac dlugasny wywiad i wklepujac wszystko do systemu na lewym peselu a w czwartek podmieni pesel na wlasciwy i zabukuje przyspieszona wizytę.
Od przyjazdu nie mialam czasu wsluchiwac sie w brzuch ale dzidiaj podczas kursu maluchy szalaly i robily imprezę. Albo im sie tak podoba jezyk albo tak sie nie podobs.
Chiang msi...to nasza..hmm..4ta przeprowadzka.
1.polska-londyn
2.londyn-Ibiza potem do PL
3.Polska-Oviedo
4.Oviedo-Dania
I w koncu czujemy że to jest to. 
8t+1d
Wczoraj wg Belly zaczęłam 3 miesiąc. 20% ciąży za mną. Ale jak to, ja się pytam, kiedy to zleciało?? Nadal nie bardzo w to wszystko wierzę. Bąbelku na prawdę gdzieś tam we mnie jesteś?
19 dc totalny luzzzzz. W pracy sajgon i mega zmęczenie, a to dopiero początek masakry. Serduszkujemy wtedy kiedy chcemy, a nie kiedy musimy i chyba nam z tym dobrze. Nie zastanawiam się czy był to właściwy czas, czy może się spóźniliśmy albo może zbyt pośpieszyliśmy. Praca totalnie mnie pochłonęła, tylko szkoda, że moja głowa pęka w szwach od nadmiaru tych wszystkich dokumentów i wytycznych. A do tego jeszcze trzeba ogarnąć dziecko, dom, zakupy, mąż, koty.....itd. Sama nie wiem skąd mam tyle energii, a dochodzi jeszcze wieczorne ćwiczenie lub rower. I to chyba mnie tak najbardziej relaksuje i dodaje energii na kolejny dzień.
Bo bez tego to bym już dawno zdziadziała a raczej zbabciała.
Tydzień 10 (9+0)
Nie mam objawów - panika.
Boli brzuch - panika.
I jak tu nie zwariować?
Sny mnie męczą, wiecznie krew.
Pogoda do dupy.
Nie wiem co mam robić z jedzeniem : jem - nie dobrze mi, nie jem to wymiotuje żółcią.
Chciałabym żeby był już październik. II trymestr, mam nadzieję, że wtedy moje obawy znikną albo przynajmniej zmaleją.
Dziś mega narzekający wpis.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.