To chcę czynie chcę? Jakoś ciągele nie zwariowałam na punkcie starań. Łykam kwas foliowy, zrobiłam część badań, umówiłam wizytę u gina. Roztaczam jakieś ciepłe wizje jak to 2 maluchów będzie razem, ale ciągle nie nakręcona jestem…. może jednak teraz już wchodzę w to bez złudzeń? Będzie to duża praca, wysiłek, niewyspanie. I tak zastanawiam się jak tu się wprowadzić na właściwe tory entuzjazmu. W końcu po pierwszej ciąży, okazało się ze przez blisko rok zadziałał niesamowity mechanizm, który poniósł mnie na fali miłości i wszystko to było nieważne. Miałam jakieś nadludzkie siły i ogromny optymizm i tyyyle miłośći, pewności. Szkoda ze nie da się takiego stanu wywołać"zaoczine"
przydałoby się
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2015, 07:08
5 tydzień 3 dzień ciąży 
13% ciąży 
I dzisiaj zaspałam do pracy normalne 
Pogoda za oknem nie rozpieszcza, rano 6'C czyli nawet nogi nie chciało mi się wyciągać spod kołderki ale niestety live is brutal 
Dziś od rana jakieś mdłości mnie zaczynają męczyć ale takie delikatne.
Rozmawiałam wczoraj z rodzicami i mama powiedziała mi, że mojej córce bardzo brakuje siostry, pyta o nią, i że bardzo jej przykro że nie ma rodzeństwa. Mamie nie powiedziałam jeszcze o ciąży na razie wie tylko mój mąż i przyjaciółka. Nie chce rozpowiadać choć wiem że tym razem będzie dobrze, musi być, bo wiele osób o to się modli 
Udało się, wizyta umówiona na 17.09 g.15:40 także proszę wszystkich o trzymanie kciuków za mojego robaczka malutkiego 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2015, 06:56
10 tydz. 4 dni wg OM
wg USG 8 tydz. 5 dni
Poniżej zdjątko zaczętej robótki - dodam tylko, że druty mam drugi raz w rękach i nie umiem robić fantazyjnych ściegów ale przecież to nie ważne. Liczy się to, że sama zrobię coś dla swojego dzieciątka. Będzie miało na pamiątkę
Będę później podsyłała zdjęcia z postępami prac 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2015, 09:55
23 dc, coś chyba zaczyna się dziać... tylko nie wiem co....? 
Miałam dzisiaj przedziwne sny....o dzieciach ^^ hehe
I nad raem obudziło mnie siku, co rzadko się zdarza, w dodatku ból jajników.. i ćmienie w pachwiach .. tak jakby pieczenie??? rozciąganie???
Generalnie czuje się jak bym miała dostać @.. a jeszcze do niej co najmniej 5 dni....
Trzymajcie kciuki, oby to były moje fasolki, lub fasolka
))
Nuda...nic się nie dzieje..tak mogłabym podsumować mój obecny cykl...
Deprecha może już jesienna..@ przychodź jak najszybciej, niech mam Cię już z głowy. Daj wypocząć na urlopie i zrelaksować przez kolejnym miesiącem walki franco!!!!
Melduje sie dalej ze szpitala,szyjka jakoś się trzyma szew dalej na swoim miejscu.Nie jest dobrze
a najgorsze ze zrobil się lejek od wewnątrz!M
Mam nadzieję ze szew da radę i jeszcze
wytrzyma.Okropnie się boję.
Udało mi się zmienić termin wizyty w Klinice
Nowy termin: 22.09
Niestety mam potwierdzone info, że kasa w tym roku na IVF juz się skończyła. Kuźwa biednemu to zawsze wiatr w oczy.
No nic, ale ważne, że coś się dzieje i wiem na czym stoję!
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2015, 17:29
36t3d
"bez względu na to jak będzie i jaki ból będziesz odczuwać musisz wiedzieć jedno jak tylko synek się urodzi to wszystko minie" - tak mi napisała dziś koleżanka w konwersacji o porodzie;
tego się będę trzymać, to będzie moje motto na porodówce;
tę myśl będę do siebie przywoływać w trudnych chwilach czy mówić ją P., jesli będzie sie martwił;
dlatego musiałam ją zapisać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2015, 10:45
Beta 56988 czy to dobrze nie wiem.... Martwię się tak bardzo
to cały mój wpis na dziś nie mam ochoty na nic tylko bym płakała..
Jest kilka spraw do wyjaśnienia.. Naszło mnie przez marysiaanna2609, która ma lat 19 .. Tak jak i ja.. I także stara się o dziecko, mimo iż dla każdego to jest ZA MŁODO, nie uznaję czegoś takiego.. Nie chcę aby każda czytająca myślała, że jestem małolatą, która życia nie zna, że jestem gówniarą z zachciankami.. Wiem czego w życiu chcę, zawsze czułam się bardziej dojrzała od rówieśników i tak jest i też teraz.. Chcemy dziecka i to strasznie.. Mimo młodego wieku, to wiem do czego dążę, dziecko ma właściwie już zapewnioną stabilizację finansową i nie zabraknie mu/jej niczego i nie mam żadnych przeciwwskazań.. Proszę tylko o zrozumienie.. Bałam się odrzucenia z waszej strony, że każda pomyśli tak jak pisałam wyżej.. W tym roku kończę szkołę i piszę maturę.. Mimo wszystko dałabym radę bo jestem uparta w dążeniu do celów i czy w ciąży czy nie i tak tą szkołę skończę.. Jestem w technikum 4 letnim. Zawód już mam, jestem po egzaminach zawodowych, został mi tylko jeden ostatni w styczniu i wsio.. Jeśli by się udało w tym czy następnym miesiącu to i tak mi nie koliduje, ani nie wadzi..
I plan który jest w trakcie realizacji to : ZAKŁADAM FIRMĘ, z małżonkiem w nast. piątek jedziemy pytac się już o kredyt.. Jesteśmy na liście o dofinansowanie, chcemy założyć jubilera + mężuś chce sprzedawać części do samochodów, jubiler na razie w internecie, później musimy znaleźć lokalizację na lokal, gdyż nasza jedyna szansa została nam odebrana - ktoś nam podpierniczył lokal w galerii, gdzie mielibyśmy niesamowite zyski, ale co nas nie zabije TO NAS WZMOCNI.
I tak ogólnie, to opisuję w pamiętniku to prawda, cała prawda, moje życie, moje przemyślenia, odczucia, mrzenia, pragnienia ecetera cetera 
W tym cyklu nie czuje nic, ZERO, może coś tam jeszcze zaboli.. Zobaczymy.. Dowiedziałam się, że moja koleżanka ze szkoły jest w 2 msc ciąży - SUPER, z chłopakiem zna się 3, 4 msc ? I bach.. Ehh.. Szkoda gadać, lubię ją i niech fasolek rośnie zdrowiutko 
@ się zbliża...
mogłaby się spóźnić ze 3 dni!! proszę!! czeka mnie delegacja i nie chciałabym się męczyć... ale znając wredotę to będzie akurat na wyjeździe. idzie się załamać.
nasze nie-starania stoją w miejscu. przytulanka zupełnie nie w porę cały cykl. cóż nie zamierzam robić nic na siłę. ogólnie to mam ochotę uciec gdzieś daleko i odpocząć, a tu urlop dopiero się skończył a mocy brak. jestem zmęczona moją pracą... idealnie byłoby teraz iść spokojnie na L4 na kilka miesięcy a potem macierzynski pełen rok. moja psychika tego potrzebuje... takiego spokoju, wiary i relaksu. ciąża byłaby idealnym stanem, żeby to osiągnąć.
cały czas wyobrażam sobie siebie z maleństwem u boku... gdyby mąż tylko skinął palcem, że idziemy na IVF to pobiegłabym jutro. chcę, żeby to była wspólna decyzja, a ja widzę, że on myśli, że się uda i chyba nie spieszy mu się za bardzo.
jestem ostatnia z naszej paczki bez brzucha,dziecka...
nie jestem w stanie już dłużej znosić komentarzy wszystkich w koło... Kiedy wy?? już pora! pasuje Ci takie małe!! Nawet w domu potrafią zapytać, czy już zasiane!!!
Wczoraj maz zrobil mi relaksujaca kapiel
nie wspominajac o tym ze caly dzien byl cudowny bo mial wolne i spedzilismy go tylko we dwojke, no we trojke
ale dlaczego ja tak o tej kapieli? Bo podczas relaksu poczulam jakby ktos tak niesmialo pukal od srodka po prawej stronie
jakby w srodku byl malutki motylek i obijal sie skrzydelkami... juz sama nie wiem czy tak bardzo chcialam poczuc nasze malenstwo ze to sobie wmowilam, ale dalabym glowe ze nie! Trwalo to dluzsza chwile, a teraz juz nic, moze uda mi sie poczuc to jeszcze raz wtedy bede pewna
tatusiowi nic nie mowilam, powiem dopiero jak to bedzie na 100% to
mam nadzieje ze juz wkrotce. Kochanie mamusia bardzo czeka na chwile kiedy Cie poczuje, nie krepuj sie i kop mocno! :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2015, 09:16
wg wykresu jestem 5dpo
możliwe też że 7dpo
wczoraj bolał mnie głównie lewy jajnik (jajowód), przez moment bolał prawy
a późnym wieczorem coś jakby szyjka się przemieszczała, dość charakterystyczne odczucie (na wykresie zaznaczyłam ból miesiączkowy, bo nie było nic bardziej podobnego)
w nocy, gdy kładłam się spać pobolewała lewa pierś.
Od wczoraj biorę 100 lutki
________________________
po takim okresie starań tylko głupi by się łudził co miesiąc
Gdy czytam historie dziewczyn, widzę jak kolejne zachodzą, zastanawiam się jaki procent obecnych tu kobiet nie urodzi nigdy dziecka. Podejrzewam, że to jest bardzo mały odsetek.
Czytam beznadziejne kilkuletnie historie o kolejno odkrywanych chorobach, kolejnych nieudanych in vitrach i nagle pach! na końcu tej drogi jest szczęście. Mam nadzieję, że i ja kiedyś sobie powiem: "No i po co było się tyle martwić?"
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2015, 20:29
3 dzień 10go cyklu, 13 miesięcy ..
Chuj mnie strzela, tyle Wam powiem !!
Witajcie dziewczęta!
Wczoraj podjęłam decyzję i umówiłam się do gina. 16 w środę na 20.30. Wiecie czuję potrzebę opowiedzenia o sobie więcej...
A więc: Zawsze byłam grubaskiem i to takim sporym (najwięcej ważyłam 103 kg) wiem wiem mały potwór. No cóż jedzenie to była moja miłość a szczyt wagowy osiągnęłam jak dowiedziałam się że mój facet z którym razem mieszkałam już 5 lat ma na boku inną pannę od ponad roku. Strasznie to przeżyłam i na 5 lat zamknęłam się w sobie w swoim pokoju i z lodówką na wyciągnięcie ręki. Gdyby nie moja mama pewnie bym się nie otrząsnęła do tej pory. Absolutnie nie namawiała mnie do schudnięcia broń Boże ale wspierała tylko że nie słowami a modlitwą. I od tamtej pory przekonałam się po pierwsze że facet nie jest wart takich łez i mojego cierpienia a po drugie że modlitwa działa cuda tylko trzeba w nią mocno wierzyć. Ale to nie koniec historii moje drogie, jeżeli liczyłyście że napiszę że w pół roku schudłam 30 kg spotkałam księcia z bajki i żyliśmy długo i szczęśliwie to... niestety was rozczaruję. Otóż ten mój szczyt wagowy osiągnęłam w wieku 25 lat. Owszem otrząsnęłam się poszłam do pracy poznałam zajebiste koleżanki (z którymi do dziś mam świetny kontakt mimo że już razem nie pracujemy i dzieli nas wiele kilometrów) zaczęły się imprezy wspólne wyjścia i dopiero po jakimś roku zauważyłam że wszystkie są naprawdę szczupłe zadbane a mimo to nigdy nie powiedziały mi żebym się wzięła za siebie, ogarnęła i znalazła chłopa bo lata mi lecą. One akceptowały mnie taką jaka jestem. I to dodało mi skrzydeł. Zaczęłam trochę się odchudzać. A to najpierw tydzień, bo więcej nie wytrzymałam a to dwa tygodnie, miesiąc aż w końcu zobaczyłam że ważę 93 kg. Byłam taka szczęśliwa!!!! Nabrałam odwagi i za namową koleżanki zalogowałam się na sympatii gdzie poznałam mojego męża:-) Po półtorej roku oświadczył mi się i w czerwcu tego roku wzięliśmy ślub. od momentu oświadczyn miałam rok żeby się trochę jeszcze ogarnąć do ślubu i trochę schudnąć ale wydało mi się coś ważniejszego... otóż ja potrafiłam nawet nie mieć okresu przez pół roku więc żeby być szczerą wobec męża poszłam do gina i powiedziałam że za rok wychodzę za mąż i będziemy się od razu starać o dziecko i niech sprawdzi co ze mną nie tak. Okazało się że mam pęcherzyki na jajnikach i zaleca mi roczną kurację tabletkami antykoncepcyjnymi (Sidretella 30) żeby oczyścić jajniki potem przez trzy miesiące mamy się starać a jeśli nic z tego to znowu do niego i podejmiemy kompleksowe leczenie. mija trzeci cykl starań no i nic więc dlatego się umówiłam za tydzień. Ale oprócz tego powiedział że w moim przypadku każdy kg nadwagi zmniejsza szanse na zajście w ciąże wiec prosił żebym to sobie przemyślała i jak wrócę za rok to żebym chociaż 10 kg schudła. Wzięłam to sobie do serca i do ślubu ważyłam już 78 kg. Byłam taka szczęśliwa a jednocześnie pewna ze od razu zajdę w ciąże i dlatego byłam wściekła rozgoryczona jak dostawałam kolejnej miesiączki. Dopiero jak zalogowałam się tu i czytałam wasze pamiętniki (niekiedy ze łzami w oczach) spokorniałam... Zobaczyłam jakie macie problemy jak długo się staracie i co najważniejsze jak się wspieracie. Teraz nie mogłabym pójść spokojnie spać nie sprawdziwszy wcześniej co u Was słychać czy dostałyście miesiączki a może się zazieleniło u którejś z was. Po prostu stałyście się taką moją wirtualną rodziną i przyjaciółkami na które mogę liczyć w te ciężkie dla nas wszystkich dni. Dziękuję i życzę nam wszystkim dużo zieloności
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2015, 11:54
8t2d
Olza, u nas wszystko w porządku
Byliśmy wczoraj wraz z moją kruszyną u lekarza po przedłużenie zwolnienia i założenie karty ciąży. Zwolnienie mam do 4-go października, a 5-go kolejna wizyta. Zadzwoniłam też wczoraj do szpitala polecanego przez moją ginkę i ustalono mi termin badań prenatalnych w ten sam dzień, w którym mam wizytę, czyli 5-go, z tym, że rano o 8:30, a wizytę u ginki mam po 14:00... Nie wiem czy ma to sens...
Nachodzą mnie czasem złe myśli... Staram się je od razu odganiać, ale jednak czasem się zdarza, że mnie szturmują... Zastanawiam się czy nie iść za jakieś 2 tyg. do innego lekarza bo moja ginka jest teraz na urlopie, dlatego wizyta za miesiąc i zobaczyć czy z dzieckiem wszystko OK. Boję się, że przyjadę na prenatalne, a dziecko.... brrrrr... nie myślę za dużo
Musi być dobrze... 
Nadal mam mdłości po otwarciu lodówki. Rano i przed pójściem spać. Mdłości są dużo intensywniejsze, ale nadal nie wymiotuję. Zemdli mnie, odbiję mi się wszystkim, co mam w żołądku, a potem czuję to wszystko, co w nim jest... Aż żołądek boli, ale to po jakiejś minucie przechodzi. Piersi nadal bolą, ale już delikatniej. Ogólnie jestem zadowolona, że u mnie to tak łagodnie przebiega 
A i zapomniałam dodać, że w niedzielę kupiłam trochę ubranek w Smyku dla bratanka mojego męża, który urodzi się lada chwila
Śliczności
Wstawię zdjęcia w najbliższym czasie 
Buziaki :-*
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2015, 11:58
Byliśmy u pediatry bo Mała zaczęła robić bardzo śluzowate kupki i parę dni pod rząd popołudniem bolał ją brzuszek przez czas około godziny. Podkurczała nóżki, popłakiwała, wiła się, prężyła. Potem nagle przechodziło. Normalnie objawy typowe jak na tę słynną kolkę niemowlęcą, ale w takim wieku by się zaczęło? po skończonym 3 miesiącu?
Lekarz wysłuchał dokładnie nas, osłuchał i wybadał Małą dokładnie (jest pediatrą neonatologiem, więc choć mi osobiście średnio podpasował staram się Mu ufać)i stwierdził że to może być jak najbardziej kolka, bo to wcale nie powiedziane że musi się objawić w pierwszym miesiącu, może i do 6 m-ca życia (!!!). Ale on obstawia że to raczej powrót z wakacji, zmiana wody, klimatu (byliśmy na wakacjach nad morzem a wróciliśmy na Śląsk) i pogorszenie się flory bakteryjnej w jelitkach. Zalecił probiotyk, lżejszą dietę (do tej pory jadłam beztrosko wszystko, łącznie z grillem na wakacjach... wyrodna ze mnie matka?) i parę dni obserwacji. Jak nie minie to wracamy.
Jeśli to owa słynna kolka bez powodu, to możemy jakieś kropelki etc, ale i on i my wiemy, że to średnio pomaga, chyba głównie rodzicom bezradnym i patrzącym na męki dzidziusia, pragnącym zrobić coś, cokolwiek by pomóc.
wysłuchał też naszych obaw co do cichutkiego sposobu bycia Zosi i spojrzał na nas z politowaniem i specyficznym uśmieszkiem. Mała miała badanie przesiewowe słuchu, reaguje na dźwięki, jest ruchliwa i pogodna a gadanie to kwestia indywidualna, niektórzy szybciej niektórzy później, i może to nie typ gaduły.
Zosia trochę za dużo zaciska piąstki i skręca się w jedną stronę więc mamy skierowanie do neurologa.
hm. to tyle. śpi tu sobie obok mnie mój Cud Pompejański, moja Kruszynka, mój Zegareczek (te krótsze drzemki idealnie po 30 min z zegarkiem w ręce!
)
Waży już 5.600 kg, wiem wiem, dla was to pewnie nie jest imponujące, w Jej wieku dzieciaki ważą i po 7 kg, ale dla nas to postęp:) przybiera regularnie, to najważniejsze!
a nawet rzadziej ciut je, po ok 11 razy na dobę, dla mnie to już ulga, choć pediatra twierdzi że optymalnie było by 8 razy. e tam.
Ewela dziękuję za radę z książeczkami:* Będę jej więcej czytać.
ściskam!
Dzisiaj 30dc a 10dpo, jeśli do pon. nie przyjedzie @ wtedy testuje. Chociaz nie chce sobie nic obiecywać. Dzisiaj czuje się lekko podziębiona. Kichałam od rana już z 7 razy. Dość dużo kremowego śluzu. Ale słoneczko świeci, wiosna idzie więc trzeba się cieszyć.
6t+2d
Mdli mnie!!! Delikatnie, ale jednak jest mi niedobrze. Odruch wymiotny bez finału;) Jupiiii:P
Dzisiaj w pracy zdradzilam kolezance swoj sekret o poronieniu. Nie rozpowiadam nikomu, bo nie dziele sie takimi szczegolami z zycia prywatnego. Jestem batdzo skryta osoba i strzege swojej prywatnosci jak tylko sie da.
Swego czasu bylysmy bardzo bliskimi kolezankami. Troche relacja sie rozluznila, ale nadal jestesmy w dobrej komitywie. Ona kilka lat temu poronila dwukrotnie. Dwukrotnie w trzecim miesiacu. Wiec wie, ze to przykre przezycie. Ona jest jeszcze wrazliwsza niz ja i o malo sie nie poplakala po tej informacji. A mnie wrocily wspomnienia i chodzilam znow zamyslona. Stwierdzila, ze zycie nie jest sprawiedliwe. Wiele osob zalicza wpadke, robi z tego tragedie. Wiele usuwa, wiele wyrzuca na smietnik, do szamba, wiele sprzedaje itp. A te bardzo pragnace niestety musza walczyc.
Ja jestem i tak w dobrej sytuacji, poniewaz moj maz bardzo chce miec dziecko. Niestety maz kolezanki nie chce slyszec o dziecku. I wiem, ze jest jej z tym ciezko.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.