Jutro wizyta. Nawet jakos zlecialo to czekanie. Jak ja sie stresuje jezu! Jak co najmniej przed pierwsza wizyta. Tak sie denerwuje, ze nie bedzie jeszcze serduszka slychac i znowu czekanie pewnie z 2 tyg na wizyte! To dopiero jobla mozna dostac. Ale jutro juz ostatni dzien 6 tyg przynajmniej wedlug om. A usg moze byc inaczej. Chociaz nie powinno. Trzymajcie jutro kciuki
wizyta dopiero wieczorem, caly dzien strrrrresu.
Brzuch boli już któryś dzień z rzędu a @ nadal brak ;( Zawsze jak jest potrzebna to jej nie ma.. A ja już bym chciała zacząć brać zastrzyki 
Dzisiejszej nocy tez byly bole;/ dzieku Bogu jest poniedzialek9 mamy sizyte wiec sie dowiem co i jak...a tym czasem samajuz widze po wynikach badan moczu ze za dobrze nie jest;/
Ciezar wlasciwy 1,025 1,015-1,030
pH 6,0 5,0-7,0
Osad moczu
Nabkonki plaskie dosc liczne w prep.
Leukocyty kryja pole widzenia wpw 0-5
Erytrocyty swieze 3-5 wpw 0-5
Eryr.czesciowo wylug 5-10 wpw 0-5
Pasma sluzu bardzo liczne w prep.
Bakterie bardzo liczne w prep.
Krysztalki szczawianu wapnia bardzo liczne w prep.
Az sie boje co powie lekarz;/ no nic czekamy do 15;40 wyjcia nie mam;/ az zlapalam dolka';/
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2015, 11:04
Jak ja nie lubię poniedziałku !!! Weekend miałam wolny w pracy, więc jak zwykle zleciał migusiem. Nic szczególnego w domu nie zrobiłam, chociaż jest mega dużo roboty ze względu na ten remont łazienki. Zanim ten remont się skończy ja się wcześniej wykończę.
Wybraliśmy się wczoraj po południu na spacer z naszą Divą i oczywiście w trakcie 45 minut zdążyliśmy się dwa razy pokłócić hahaha
EWENEMENT NORMALNIE. Dobrze, że jeżeli mamy dobre humory nasze kłótnie kończą się po 10 sekundach.
Nie wiem sama czy mamy się wstrzymać ze staraniami czy jednak nie odpuszczać tego cyklu. Ja jestem strasznie w gorącej wodzie kompana. Małż zaczął marudzić, żeby wyjechać za granicę do pracy. JA NIE CHCĘ! Nie wyobrażam sobie tego. Po pierwsze nie znam języka i szczerze nie chce mi się go uczyć. Tak wiem, że język zawsze mi się przyda, ale nie mam na razie ochoty się go uczyć. Cały czas jestem zmęczona, niewyspana - Wszystko jest na mojej głowie. Kiedy mam dzień wolny i powinnam odpocząć w domu, to zawsze ktoś coś ode mnie chce. Tak ja uwielbiam wychodzić z domu, spotykać się ze znajomymi, ale to nie o to chodzi. Babcia, Teściowa, Mama, a w szczególności Siostra Małża. Oj boże dajcie mi żyć! Potrzebuję gdzieś wyjechać, nie na dzień dwa. Na tydzień przynajmniej. Odciąć się do pracy, rodziny, telefonu! Ale weekend w Wiśle z doborowym towarzystwem na razie mi wystarczy 
Już nie mogę się doczekać 11 grudnia. Wiem, że będzie super! A jak wrócimy trzeba będzie myśleć już o Świętach. Uwielbiam ten klimat. Choinka, prezenty. Gorzej tylko, żeby wszystkich objeździć
mam nadzieję, że jakoś Nam się uda. Tak bardzo chciała bym usiąść do Wigilijnego stołu z myślą, że noszę w sobie "Nasz Mały Skarb" . Oj taki prezent pod choinkę był by super. Zobaczymy co powie Pani doktor na wizycie 3 grudnia.
Dziewczyny czy mam robić jeszcze jakieś badania przed wizytą u gin? Pakiet TSH mam zrobiony. Chciała bym już iść z czymś, żeby mnie znowu nie odesłała na jakieś badania i niczego konkretnego nie powiedziała. Zmieniłam teraz lekarza i pierwszy raz będę do niej szła. Docelowo chcę rodzić w SIMIN w Chorzowie, ale chciała bym, żeby ktoś w końcu pomógł mi zajść w ciążę. Hahahaha sama się już z siebie śmieję, że mam wszystko zaplanowane. Od wózka, aż po szpital w którym chcę rodzić. Oj boże. ZWARIOWAŁAM!!!
Jutro wyruszam do apteki po zapas dostinexu, euthyroxu, jodidu i kwasu. Ten cykl przepadł. Dzisiaj plamienie, jutro @. Trzeba się przygotować porządnie, może wrócę do wiesiołka? Następne dni płodne wypadają po świętach, więc na relaksie będziemy działać.
dziś wieczorem o 21.00 wizyta u ginekologa... mam nadzieję, że ten estrofem pomógł trochę na moje endo i że jajeczka trochę podrosły.... się okaże.
mówią, że kobiety są zmienne, a co z facetami?
ten mój mąż raz jest taki kochany, do rany przyłóż a jak się pokłócimy to zachowuje się jakby mnie nie cierpiał, jakby żałował, że w ogóle się ze mną ożenił...
i teraz znów od kliku dni z dziubków sobie jemy... pokręcone.
ma takie humory czasami, że nie wierzę...
raz gada, że mnie wspiera, we wszystkim pomoże a potem gada "ja wiem, że nic z tego nie będzie, przecież jesteś chora, same problemy, czuje, że nie będziemy mieli dziecka"
podejrzewam, że gdyby jego badania nasienia źle wyszły to już by miał totalną deprechę i już by był na prochach...
mam bardzo dobrą koleżankę, jest w moim wieku czyli 29 lat i co prawda jedno dziecko już ma ale drugiego pewnie mieć nie będzie, badania wskazują na to, że wkracza już w menopauzę a że nie stać ją teraz na drugie dziecko to jak już się kiedyś zdecydują, to może być już za późno...
na dodatek z tym swoim małym ma same problemy, jest alergikiem, mało co może jeść, często choruje...
tak sobie ostatnio pomyślałam, że w ostatnią wigilię kazałam sobie życzyć dzieciaczka, no i co? zaraz kolejna wigilia a ciąży nie ma. chyba coś te życzenia rodziny nieszczere były... ech...
9 dc
do ovu 8d
Tak więc miesiączka 6 cyklu starań poszła w zapomnienie
Teraz pozostaje czekać do piątku na przyjazd męża
Jeżeli owulacja się nie przesunie do przodu, powinniśmy trafić 
Małpencja się rozszalała na całego. Chyba próbuje nadgonić za to spóźnienie.
W obecnej sytuacji wizyta u gina wypada w 17dc, lepiej by było po 20 ale już nie będę przesuwać. W tym samym dniu mam usg piersi i wątpię, że udałoby mi się przenieść obu lekarzy na tydzień później. Myślę że tam może temu ginekologowi nie zrobi dużej różnicy. Nie wiem, może w tym cyklu też ruszę z dupkiem od 16dc.
Chciałam się też dzisiaj umówić do laryngologa, przyjmuje w soboty, ma dobre opinie, wszystko elegancko tyle że w tej przychodni cały dzień jest zajęte. Ktoś po prostu podniósł słuchawkę. Jeszcze będę próbować. Mam cały czas czerwone gardło i czuję jakąś wydzielinę, ale ani nie mam bólu ani temperatury więc przypuszczam, że to przeciążenie głosu. Mam zamiar więcej pić, stosować więcej preparatów nawilżających z a+e i popijać siemie lniane. Może mi to coś pomoże. Leki alergiczne też nie pomogły więc to chyba nie jest reakcja alergiczna. W suchych i mocno nagrzanych pomieszczeniach czuję dodatkowy dyskomfort, więc pewnie mam po prostu mocno przesuszone gardło. A że głosem pracuję cały czas to trudno jest je zregenerować 
Czy którą pani nauczycielka stąd też tak miała i sobie poradziła jakoś z tym?
JUZ SIE NORMALNIE WKURZYLAM..... I POSTANOWILAM ZE JESZCZE W GRUDNIU BEDE W CIAZYYYYYYY!!!!! POSTANOWIONE!!! TAK JUZ MAM TO ZAPLANOWANE I KONIEC KROPKAAAA.....!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pol nocy nie spalam, tak mnie bolal brzuch. Zjadlam za duzo tluszczu i znow problem z zolcia sie pojawil.
13 tydzień rozpoczęty 
Ostatni tydzień pierwszego trymestru 
Brzuszek zaczął się pojawiać ale tylko po jedzeniu. Chociaż przyznam że zawsze rano przed śniadaniem miałam wklęsły a teraz już coś odstaje. A jak sobie pojem to bluzeczka która była na mnie kiedyś luźna już ładnie go opina
Mdłości nadal czasem się pojawiają, raz mniejsze, raz większe. Czasem uda mi się powstrzymać spokojnym oddechem wymioty, czasem nie.
Zdaję sobie sprawę że jestem skrajnie chuda i wszystko co teraz zjem jest dla dzidziusia na wagę złota. Walczę więc o każdy zjedzony kęs i każdy dodatkowy kg. A już prawie 3 kg na plusie 
Zaczęłam dużo czytać...teraz widzę jak wiele rzeczy od początku ciąży robiłam źle...
-Nie można naciskać brzuszka bo można uszkodzić dziecko, a do niedawna z mężem jak na brzuszku pojawiała się kuleczka masowaliśmy ją dość mocno i ona albo bardziej wychodziła albo się chowała i pojawiała się w innym miejscu...
-Podobno nie można zajadać się cytrusami bo są szkodliwe dla maluszka, a ja przez kilka tygodni tak wcinałam pomarańcze i mandarynki że wysypki na biuście i brzuchu się nabawiłam.
-Nie można siedzieć ze skrzyżowanymi nogami, lub podkurczonymi pod brzuch a to do 12 tygodnia były moje ulubione pozycje...
-Nie można pić soków bo coś tam - już nie pamiętam dlaczego
-Jeszcze teraz złapałam się na tym że siedzę z założonymi nogami a nie powinnam......
Boshe...jak na wszystko trzeba uważać. I teraz pytanie do Was...wiedziałyście o tych wszystkich zakazach w ciąży, czego nie można robić? Bo jak ja teraz czytam co zrobiłam źle i mogłam coś zrobić inaczej to mam wyrzuty że jestem wyrodną matką mimo że dziecka jeszcze nie ma na świecie ;(
Zapomniałam dodać że wczoraj oczywiscie sexu co niemiara :p jechaliśmy sobie spokojnie z Wielunia i nagle po prawej stronie poczułam taki bol ze az mi sie slabo zrobilo i pulsowalo i przez chwilke tak, ustalo i z drugiej strony.. A w tamtym tygodniu czułam się jakbym miala okres dostac i az myślałam ze coś jest nie halo, ale juz jest ok
Beta 0,5 
No to co? Zaczynamy od nowa i w sierpniu rodzimy 
Dziękuję za wszystkie kciuki i ogromne wsparcie :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2015, 14:23
Krótka relacja z Nastusiowego frontu
4.11.2015r. Dzień 1
Po dokonaniu cudu narodzin spędziłyśmy razem z Tatusiem 2 godziny na sali obserwacyjnej. Tam na początku pokręciła się położna i poinstruowała mnie jak przystawić Nastuśkę do piersi. Mąż zachwycał się Małą, ciągle do niej mówił jak nas kocha, jakie jesteśmy najważniejsze... Oglądał wystającą z zawiniętego kokonika główkę i stwierdzał, że jest idealna, piękniejsza niż marzył i sobie wyobrażał. Córka totalnie nieświadoma tego, jakie zamieszanie wywołała w naszym życiu ssała sobie pierś z zamkniętymi szczelnie oczkami. W międzyczasie odwiedził nas pediatra. Szybko zbadał córcię. Jednak się pomyliłam. Nastia urodziła się ciutkę większa - 3720g i 57 cm (to chociaż zapamiętałam) a i godzina ciut późniejsza 7.47
10 pkt APGAR. Po dwóch godzinach Tatuś ucałował nas na pożegnanie i zabrano nas na oddział położniczy. Tam kontynuowaliśmy karmienie i zapoznaliśmy się z koleżankami z sali. Nawet znalazł się w naszym towarzystwie jeden rodzynek. Koleżanki bardzo miłe. Jedna właśnie dzień wcześniej urodziła synka, druga córeczkę. Ja jak to ja. Gdy Mała zasnęła na dobre i nie było jej w głowie ssanie, postanowiłam wstać do toalety. Położna mówiła, żeby się jeszcze wstrzymać, ale też szczególnych przeciwskazań nie widzi, więc proszę bardzo. Po 3 godzinach od porodu pomknęłam do toalety, poszwędałam się powolnym krokiem po oddziałowym korytarzu. Nie było tak ze mną źle, faktycznie nie był to najlepszy spacer w moim życiu, ale ja jak to ja w jednym miejscu nie usiedzę. Poza tym jeszcze ogromne emocje... No jak tu spokojnie leżeć?
W szpitalu, którym rodziłam na oddziale jest zakaz odwiedzin. Żeby K. mógł nas zobaczyć musiałyśmy udać się w łóżeczku do specjalnego pokoju odwiedzin, które mogą odbywać się godzinach 12-20. Zadzwoniłam więc do K., że czuję się ok i może nas odwiedzić. Kazałam sobie jeszcze kupić krąg poporodowy, bo jednak siedzenie po nacięciu krocza nie należy do przyjemności. K. przyleciał na skrzydłach z zakupami i aparatem. Ciągle fotografował córkę zachwycając się nią nieziemsko. Ja rozpływałam się komfortem jaki dawało mi siedzenie na kręgu poporodowym 
Wieczór i noc minęły nam spokojnie. Leżałyśmy razem w łóżku, Anastazja sobie radośnie maltretowała moje sutki,. Chociaż jeszcze wtedy o tym nie wiedziałam, bo wszystko wydawało mi się ok. Przespałyśmy praktycznie całą noc. Mała w ogóle nie płakała, mogłam sobie swobodnie chodzić do toalety i pod prysznic, wiedząc, że nie rozedrze swej szanownej mordki.
5.11.2015r. Dzień drugi
Wstawanie, prysznic, moje śniadanie. Mierzenie dzieciaczków. Anastazja spadła do 3570g czyli norma, reszta też wszystko w normie. Kolejny dzień pod znakiem karmienia i przewijania. Mała praktycznie nie płacze, więc karmiłam ją bez spiny, bez obserwowania zegarka. Gdy widziałam, że kręci noskiem, otwiera swój pyszczek w poszukiwaniu sutka, podawałam jej pierś i karmiłam. zaliczyłyśmy też odwiedziny Tatusia, który nadal był bardzo podekscytowany i szczęśliwy. Ciągle opowiadał, jak wszyscy dzwonią z gratulacjami i życzeniami szczęścia dla nas. Ogólnie K. dumny jak paw. Opowiadał Nastii jak szykuje z Ciocią E. (moją Siostrą) imprezę z okazji jej narodzenia.
Potem cały wieczór do późnej nocy dostawałam smsy i zdjęcia od rozentuzjazmowanych przyjaciół, którzy razem z moimi Szefami składali kołyskę dla Nastusi.
Jakoś wieczorem... pierwszy pocałunek mój i córki. Pierwsze łzy. Pierwszy raz bolące sutki. Moja córka ma ewidentną manię ssania. Zapierając się nogami o ścianę i zaciskając zęby z bólu karmię dalej.
6.11.2015r. Dzień 3
Kolejny dzień zaczęty pod dyktando szpitalnych rytuałów. Nastia została zaszczepiona, po ważeniu okazało się, że Mała przybrała na wadze. Teraz waży 3620g, pępek się ładnie goił. Pozostałe dzieci na sali znowu spadły na wadze i słabiej wysuszał im się pępek. Pomimo że były starsze o jedną dobę od Nastii, padło na nas, że wychodzimy dziś do domu. Koleżanka, matka dziewczynki wpada w płacz, że tyle razy pomagały jej położne z poradni laktacyjnej, tyle razy obserwowała mnie jak karmię (to było mega irytujące, ale pozwalałam jej na to, bo widziałam, że bardzo się tym stresuje) a jej córka nadal spada na wadze i wychodzimy my, a nie one. Dzwonię do męża i mówię, że jednak nie w sobotę, ale dziś już wychodzimy. Mąż spinał poślady, żeby przygotować wszystko na nasz powrót, a ja udzielałam rad zrozpaczonej koleżance. Siedziała na łóżku i wyła, co ona beze mnie zrobi, bo przecież nie potrafi sama przystawić dziecka do piersi, a położne ją irytują, bo mówią, że jej problem z karmieniem leży w głowie. Była tak rozżalona, że powiedziała mi z wyrzutem, że czuje się gorsza ode mnie jako matka, bo ja cyt. " robię wszystko tak instynktownie" i dla dziecka to wychodzi lepiej niż to jak jej położne radzą "z zegarkiem w ręku" i wg instrukcji. Powiedziałam jej, że żeby robić coś instynktownie najpierw trzeba wyłączyć myślenie i wtedy to zadziała. A w duchu pomyślałam sobie, że ja też jej zazdroszczę czegoś. Że po niej tak widać miłość do dziecka, że tak się o nią martwi, tak nad nią płacze, że ją zepsuje, a tak perfekcyjna się urodziła...
K. przyjechał po nas, pożegnałam się z koleżankami i ruszyłyśmy w nieznane... To znaczy do domu... Ale to już nie ten sam dom, co był. Sąsiedzi widząc, że już jesteśmy zalecieli przywitać nas w domu. Przynieśli nam marchewkowego torta. Gdy poszli, my całą familią położyliśmy się na łóżku. Rodzice po obu bokach, między nami córka, a trochę niżej w naszych nogach Uzi. Błogo. Cisza. My. Patrzyliśmy na siebie i się tylko uśmiechaliśmy, nawet Nastii się to zdarzało nieświadomie uczynić.
Wieczorem na chwilkę zaleciała Ciocia E. ze Szwagrem. Musiała spojrzeć na Małą. Spojrzała i poleciała dalej na próbę.
7.11.2015 Dzień czwarty
Noc minęła nam znowu spokojnie. Wiedziałam, że Mała się nie obudzi ani na jedzenie, ani na przebieranie dlatego nastawiliśmy dwa budziki (na 1 w nocy i na 4). Sutki mnie już tak bolały wieczorem, że pokarm odciągnęłam laktatorem i mąż w nocy miał czym karmić córkę. Ja sobie spałam. Raz się tylko zbudziłam na siku i odciągnęłam kolejną porcję pokarmu, bo piersi zdążyły się nim wypełnić.
Popołudniu przyjechali moi Rodzice. Obładowani prezentami dla swojej pierwszej wnuczki. Oszaleli kompletnie i bezwarunkowo na jej punkcie. Mama zajęła się gotowaniem rosołu dla mnie i rozpakowywaniem zakupów, Tato wgapiał się w Małą jak zaczarowany. Ja sobie odpoczywałam, odciągałam pokarm, Mąż trochę odsypiał noc i zajmował się przewijaniem oraz karmieniem Anastazji. Późnym popołudniem odwiedziła nas Ciocia Rybia Fotografka ze swoim narzeczonym. Kolejne prezenty i zachwyty.
Wieczorem odbyło się wielkie rodzinne święto - kąpanie Anastazji. Dziadkowie uczynili tego zaszczytu po raz pierwszy, my raczej obserwowaliśmy i uczyliśmy się. Uzi oczywiście też obserwował wszystko z deski klozetowej 
Postanowiłam dać odpocząć laktatorowi i znowu się dać pokąsać Małej. O swojej decyzji poinformowałam męża. Teraz on wstaje o 1 i 4, przebiera Nastkę i podaje mi ją do karmienia.
8.11.2015r Dzień piąty
Nastia po poprzedniej nocy znowu odnowiła mi masakrę na sutkach. Mimo to dalej zapieram się rękoma i nogami, że będę dawać jej pokarm z piersi, bo ona średnio toleruje butekowego smoczka. Dzień upływa nam mimo łez podczas karmienia miło. Przed południem odwiedzają nas przyjaciele. Mama pilnuje, by wszyscy mieli co jeść i pić, między czasie gotuje obiad. Ja relacjonuję poród, opowiadam o córce, ona jak zawsze śpi. Po południu wpada Ciocia E. ze Szwagrem. Mama podaje obiad i mówi jaka dumna z nas jest, że tak dobrze się z siostrą dogadujemy, że razem rodziłyśmy i jesteśmy dla siebie wsparciem. My siedzimy z E. przytulone na kanapie i pochlipujemy ze wzruszenia. Niedziela rodzinna, trochę przed TV, trochę wspomnień. Ogólnie ciepło, miło i wspaniale.
9.11.2015r. Dzień szósty
Po nocy spędzonej na karmieniu piersią dwa razy, zauważyłam, że moja postawa wobec butelki musi się zmienić. I po prostu Nastia musi ją stolerować, bo ja nie dam rady jej karmić jednocześnie i mlekiem i swoją krwią. Mama akurat dzisiaj miała mieć szkolenie w Sopocie, więc mąż pojechał ją na nie zawieść i załatwiać urzędowe sprawy, a my z Tatą zostaliśmy sami na linii frontu. Odciągnęłam Młodej pokarm i o 7.30 Nastka dostała 80ml mojego mleka, oczywiście potem spanie, a ja poszłam pod prysznic. Wszak i sobą trzeba się porządnie zajmować. Teraz wszystko się kręci (jeżeli chodzi o mnie osobiście) wokół krocza. Tato w tym czasie wziął się za sprzątanie i prasowanie. Mieszkanie błyszczy każdy kąt jest wprost sterylny i można jeść z podłogi. Akurat ja skończyłam swą toaletę oraz odciąganie pokarmu (kolejne 90 ml) i Tato mógł zająć się sprzątaniem łazienki, a zadzwonił dzwonek do drzwi i przywitaliśmy panią Anię, położną. Pogadałyśmy trochę o porodzie, o mojej super rozkręconej laktacji, o Małej, czekałyśmy po dobroci aż Nastka sama się obudzi, ale oczywiście nic z tego nie wyszło. Wyszarpałyśmy ją z kołyski na przewijak. Została obejrzana i zważona. Jestem dumna z mojej córki, bo dziecko me już dzisiaj przebiło swoją masę urodzeniową i waży 3740g
położna stwierdziła, że Nastka to prymuska. Wszystko idzie pięknie i gładko. Jestem taka szczęśliwa, że Mała jest zdrowa i mam na to namacalne dowody...
Za chwilę Mama wraca ze szkolenia, zrobi obiad, a ja zjem, obudzę Nastię, mąż ją przebierze i nakarmi, a ja pryszykuję z Tatą ubranie na wyjście na balkon. Położna stwierdziła, że przeciwskazań nie ma, słońce świeci, balkon osłonięty od wiatru... No zobaczymy co z tego wyjdzie. Myślę, że większym przeżyciem dla mnie będzie to werandowanie niż dla Nastii. Ona i tak z całą pewnością prześpi tą przygodę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2015, 14:26
13 tydzien
(12+4)
Ale dziś pogoda do bani. Ciagle pada...
jutro jade zrobic badanie moczu. W czwartek zaczynamy II trymestr freeeszcie a w piatek wizyta i spotkanie z moim maluszkiem. Strasznie bym chciala wiedziec czy bedzie synio czy córeńka. Jak ten czas leci. Maluszku obiecuje ze jak bedziesz grzeczny i dasz sie zbadac panu doktorowi to mamusia cos kupi dla swojego skarba.
Dzisiaj mamy gorszy dzien, brzuch pobolewal mnie z rana a jak chcialam zjesc rano kostke czekolady to musialam biegiem do lazienki leciec bo chyba dzidziolkowi nie smakowalahahaha.
Z OSTATNIEJ CHWILI (link ponizej):
Artykul opisujacy cud uzdrowienia coreczki mojego znajomego (Andrzeja). Jego coreczka (Ania) zostala uzdrowiona w momencie narodzin, poczytajcie prosze i poslijcie dalej! To jest prawdziwe Swiadectwo Cudu! I to swiadectwo dodaje mi sil, wiary, ze Pan jest Dobry, Pan nas kocha bezgranicznie, Pan wszystko moze!
Pragne dodac sily Tym oslabionym kobietom, watpiacym malzenstwom: Pan Jezus, jesli mu wszystko bezwarunkowo oddacie i bezgranicznie zawierzycie, odda Wam tysiackrotnie!
https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2015/Przewodnik-Katolicki-35-2015/Temat-numeru/Dwa-razy-odzyskali-dziecko
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2015, 15:01
Czekam nie cierpliwie na godz 19,45 mam umowiona wizyte z nowym doktorkiem... cholernie sie boje .... ze znow nie bedzie pecherzykow nie bedzie owulacji.... i nie bedzie inseminacji.....
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2015, 17:04
Myślę idę zrobię dziś wyniki,jutro odbiorę to może jeszcze endokrynolog zdąży ewentualnie zmienić dawkę przed środą...
Krew pobrana.
-to kiedy mogę odebrać wyniki?
-yyy w piątek...
-a czemu tak długo?
-bo w środę jest święto
-ale myślałam,że odbiorę jutro
-jutro to tsh i ft4 będą dopiero w systemie,a prolaktyna to nie wiadomo kiedy
No masakra! To ta sama przychodnia w której nie wiedzieli co to beta hcg.
Ona nie wie do którego pojemniczka prolaktyne pobrać, sprawia wrażenie,że w ogóle nie wie co to prolaktyna! No horror po prostu,skąd one się wzięły?! I weź człowieku czekaj do piątku, W dupie! pójdę w czwartek i niech mi podaje z systemu.
A w ogóle przede mną weszła babka z moczem,wychodzi i mówi do wszystkich na poczekalni,że to miała być kupa,a nie mocz
Poszła siuśki wylać do kibla:) Szkoda,że nie zapytała pielęgniarek czy może oddać siku bo kupy jej się ostatnio nie chciało,znając je pewnie by się zgodziły 
A z mniej "fajnych" rzeczy dzisiaj się dowiedziałam,że sąsiadka poroniła... Nie wiem,który to był miesiąc,ale brzuch było wyraźnie widać,więc pewnie 5-6
Aż mnie zmroziło,nie wyobrażam sobie co musi czuć 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2015, 15:18
Dzis mija rowno 6tygodni od urodzenia mojego kochanego aniołka.
Czas szybko leci, juz za 4dni jedziemy na badania genetyczne do Warszawy.
wczoraj przyszla juz @ i biore od wczoraj tabletki anty bo nie jestem gotowa fizycznie a tym bardziej psychicznie na dziecko
nadal mi sie dziwnie zyje, w poczuciu bezsilnosci i bezradnosci,
nie mam juz przyjaciół, bo przyjaciółki w najblizszych miesiacach rodzą, a ja juz urodziłam z tym, ze aniołka a nie zdrowe dziecko...
ech te zycie jest straszne, tylko co będzie dalej? tego nikt mi nie powie
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.