Kurde nie chce sobie wmawiać objawów, ale właśnie zaczęły mnie cycki boleć ;-)
Ostatnio mnie lewa pierś bolała ale tłumaczyłam sobie tym ze od czasu do czasu pobolewa mnie serduszko, ale właśnie zaczęła mnie boleć prawa pierś, przy dotykaniu mnie bolą i wsumie czuje jakby były takie nabrzmiale.
Niewiem co o tym myśleć, nie chce sobie wmawiać bo za chwilę będzie ze to ciąża urojona ale tego nie chce.

mewka87 E&R czekając na drugi skarb 19 listopada 2015, 20:54

Niech się ten dzień skończy...
W pracy pokłóciłam się z opiekunem stażu, w domu dziecko na nie, krzycząco-płaczące i niejedzące.
Na koniec robiłam placek urodzinowy i jednym słowem nie wyszedł... cała galaretka wpłyneła pod placek. Oczywiście była to podwójna porcja więc 40 zł w dup... Polały się łzy, mąż pojechał po składniki na drugi i ostatecznie jest mały nowy.
Aaaaa i jeszcze Michał obciął naszemu miane coonowi włosy na ogonie, oczywiście na dywan shaggy :(
Teraz drink i spać. Niech już będzie jutro.
Moje 28 urodziny :)

Caroline Czekam na dwie kreski 19 listopada 2015, 21:18

Ciąża rozpoczęta 11 lipca 2015

Caroline Czekam na dwie kreski 19 listopada 2015, 21:35

Dziś 18t5d a ja dopiero zaczynam pisać pamiętnik:) Stwierdziłam, że fajnie będzie to kiedyś przeczytać. Przedwczoraj byłam na wizycie kontrolnej i wszystko w porządku (wcześniej miałm problemy z twardniejącą macicą i zalecano dużo leżenia). Teraz już mam pozwolenie na więcej ruchu więc większość dnia spędziłam w galerii handlowej i oglądałam ciuszki dla dzieci. Szkoda że dla chłopców jest taki mały wybór, większość sklepu jest przeznaczona dla dziewczynek grrr.

W poniedziałek mam badanie prenatalne II trymestru, niestety mój mąż najprawdopodobniej nie będzie mógł mi towarzyszyć:( będę musiała iść sama a szkoda bo wsparcie by się przydało

230515 Powrót do punktu wyjścia. 19 listopada 2015, 21:45

19 dc.
Trzeci dzień biorę Duphaston, bo ginekolog w 17 dc stwierdził, że niestety moje jajniki nie wzięły się do roboty, a każda owulacja po 20 dc jest mniej wartościowa... Normalnie powinnam mieć owulację około 20-23 dc, teraz się zastanawiam, czy Duphaston nie zblokuje mi naturalnej owulacji i czy ten cykl nie został spisany na straty... Z drugiej strony - wg mojej wiedzy takie dawki Duphastonu nie powinny tak drastycznie zadziałać i być może jest jeszcze szansa? Zwłaszcza, że dzisiaj czuję kłucie prawego jajnika, a kreska na teście owulacyjnym jest dziś nieco tylko bledsza od kontrolnej. Jutro kolejny test owulacyjny. Cóż, spróbować można, zobaczymy :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2015, 00:52

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 19 listopada 2015, 21:50

19.11.2015r. Dzień zesnasty

Za dobrze też być nie może.

A tak pięknie nam się dzień zaczął. Noc też idealna. Mąż chciał bym odpoczęła i postanowił wziąć nocny dyżur. Mała zasnęła o 23, spała do 3.30 i kolejna pobudka (tym razem moja a nie Nastki)... o 9! Także mąż się nie narobił, ale jednak bardzo doceniam, że ja mogłam się porządnie wyspać. Takiego ataku stresu dostałam, gdy spojrzałam na zegarek! Przecież na 11 wizyta patronażowa naszegej pani pediatry! Mała jeszcze sobie dosypiała, ja w tym czasie toaleta, makijaż, przejechanie szmatą po meblach, mąż w obroty wziął odkurzacz i zmienił pościel. No dobra, czas wybudzać naszego berecia. Tym razem wyrodna matka zajęła się dzieckiem, umyła tyłek i dała jeść. A Tata dał jeść Mamie. Takie to wzajemne karmienie u nas w domu.
Wybiła 11, a lekarki ni widu ni słychu. Przecież ma przejść dosłownie 300m do nas od tej swojej przychodni. Zaczynam się denerwować, bo ładne słońce, wózek z piwnicy już przywiozłam do nas na piętro i chciałam wykorzystać pogodę na spacer w ładnej pogodzie, a nie po ciemku w chmurach jak zawsze. Telefon dzwoni. Że co jest grane, że na wizytę nie przyszliśmy. Mówię pani recepcjonistce, że przecież czekamy. Ojej to się nie dogadałyśmy. Mówię, ok, możemy być za 10 minut, tylko dziecko ubiorę i jesteśmy. Pani stwierdza, że skonsultuje się z lekarką i da znać, co i jak. Oddzwania. Proszę przyjść jutro, bo dziś taka pierwsza wizyta na szybko nie ma sensu. Pani doktor zaprasza na 8.30. No, no. Pani pediatra już ma u mnie plusa! Ale waśnie takie opinie słyszałam, że bardzo skrupulatna z niej kobieta i nic nie robi na pół gwizdka.
Wizyta więc nie wypaliła. Anastazja spała nadal, my uraczyliśmy się drugim śniadaniem i przygotowaniem planu na nasz spacer. Chciałam zahaczyć o bankomat, szewca, sklep mięsny i Biedronkę. Porobiliśmy listy i przygotowaliśmy wóz na spacer. Wszystko gotowe, tylko... dziecko śpi. No nic. Wybudzamy, przebieramy, karmimy, przebieramy znów pieluchę, ubieramy się i ładujemy dziecko do kombinezonu i w wózek. To nic, że międzyczasie rozhulał się wiatr i zaczął kropić deszcz. Słońce wychodziło jednak co chwilę zza chmur i dawały nadzieję, że jednak deszcz rozejdzie się po kościach. Poza tym wczoraj ze względu na te okropne wiatry (hmm... super mieszkać nad morzem o tej porze roku :P ) spacer odpuściliśmy sobie, a nawet drzemkę na balkonie, bo kwiaty mi spadały z parapetów, więc totalnie bez sensu na siłę wychoddzić. A dziś już wiatr trochę słabszy, dlatego trzeba korzystać. Pogoda przecież lepsza nie będzie.. Ale oby do wiosny.
Spacer zaliczony, bardzo przyjemny, czasem tylko tak podwiewał, że myślałam, że z tym wózkiem to odfrunę gdzieś daleko! dobrze, że był K. i trzymał nas mocno...

No i wszystko się popsuło, gdy mąż otworzył naszą skrzynkę pocztową. Instytut Matki i Dziecka. Zakład Badań Przesiewowych. Serce mi podeszło do gardła, bo w szpitalu mówili, że jak wyniki nie przychodzą do domu to dobrze i mamy się nimi nie martwić. To niedobrze, fatalnie, mówię do męża. Ten mnie przytula i zamyślonym krokiem rusza na schody z tą przeklętą kopertą. Ja z Nastią wchodzę do windy i mimo, że jedziemy tylko na pierwsze piętro, mam wrażenie, że spadamy poniżej poziomu piwnicy. Drzwi windy się uchylają, widzę męża, który stoi pod drzwiami naszego mieszkania i czyta pismo. Wyniki z pogranicza. Trzeba powtórzyć.
Nie rozbieramy dziecka, mam ochotę lecieć z nim jak najszybciej na pobieranie krwi do mojej położnej i pielęgniarki, do bloku obok. Mąż prosi bym się opamiętała i zadzwoniła do p. Ani. Otwieram okno w sypialni na oścież, na wszelki wielki nie rozbieram Anastazji, bo może będzie trzeba lecieć. Czytam położnej pismo, ona mnie uspokaja i mówi, że przyjdzie jutro po 11 i pobierze krew oraz wyśle ją do Instytutu. Na wynik czeka się około 21 dni!
Boję się o moją córkę. Mam milion myśli na minutę. W piśmie napisali, że w pierwszych tygodniach życia wrodzone choroby metaboliczne są całkowicie bezobjawowe... Boże, a co jeżeli Mała ma coś z tarczycą? Przez moją tarczycę?? :( mam nadzieję, że to wszystko to jakaś pomyłka, że tak szybko chcieli nas wypisać ze szpitala, że coś pomylili... W końcu Anastazja urodziła się 4 listopada, a badanie planowane było na 7, tylko że Mała tak ładnie przybrała na wadze, kikut pępowinowy jej się pięknie goił i ja również czułam dobrze, że nas wypisali rano 6 listopada i wtedy na łapu-capu zabrali mi dziecko na to nieszczęsne badanie. Oby to była jakaś pomyłka...

I dwieście pomysłów mam na minutę, że może to bardzo źle, że Nastia jest taka za spokojna, że tyle śpi, że mało płacze... Że rzadko kiedy protestuje... Sama nie wiem...

Dobrze jednak, że ta wizyta patronażowa nie wypaliła dzisiaj, jutro pomęczę panią pediatrę w tym temacie...

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 19 listopada 2015, 21:51

Będzie transfer będzie transfer będzie transfer tralalala :D Zagadka bólu jajnika rozwiązana no ale tutaj kończą się dobre wiadomości. Moja endo się trochę rozpanoszyła jest znaczenie gorzej niż myślałam. Na wypisie ze szpitala mam torbiel endo na lewym jajniku i tego się trzymałam prawie rok czasu ... tylko cały czas coś mi nie pasowało bo brzuch bolał zawsze z prawej stron z lewej cisza... tłumaczyłam sobie prawy jajcor pracuje to pobolewa lewy chory zdechnięty po poprostu nie żyje to nic nie czuć. Płaczę lekarzowi jak mnie tu boli jak mi źle i nie dobrze z tego powodu pewnie za chwilę umrę ;) a doktorek mówi że dziwne jakby mnie nie bolało że taka torbiel na tym PRAWYM jajniku że tyle zrostów itp będzie bolało. No i wyszło szydło z worka że ktoś w szpitalu pomylił strony i torbiel od zawsze była na prawym jajniku... dobrze że nikt mi nożyczek w brzuchu nie zostawił lub nie wyciął nerki ;) Ale żeby nie było za miło z powodu zbliżającego się wielkimi krokami transferu <3 na lewym jajniku też torbiel endo tylko jeszcze maluteńka ech co za los.

Dzisiaj zrobiłam coś bardzo głupiego i pomieszałam na kolację rzeczy które w ogóle do siebie nie napsują :/ jak wiele dni w ciąży ma tak wyglądać to będzie ciekawie!
Zostałam dzisiaj słomianą wdową do soboty, mąż wyjechał na taką delegację aż do Szczecina! Przypominają mi się licealne czasy kiedy w takich sytuacjach że któraś miała wolne mieszkanie to schodziła się moja paczka przyjaciółek, siedziałyśmy i robiłyśmy głupoty. Ach, to były czasy beztroski, czy może raczej trosk które z obecnego punktu widzenia były niczym. Ale kto to wtedy mógł wiedzieć? Piękne czasy kiedy człowiek nie miał innych tragedii niż jakieś pierdoły.
Dzisiaj drogi się porozjeżdżały, każda mieszka trochę w innym miejscu a wygospodarować czas w tygodniu to już jakiś kosmos. A jak nasze życia się pozmieniały. Dziewczyna która w liceum była zagorzałą przeciwniczką macierzyństwa wpadła i teraz jest szczęśliwą mamą, druga zjechała pół Europy i schodziła chyba wszystkie góry w Polsce a ja się leczę w klinice leczenia niepłodności. Ale kto to wtedy mógł wiedzieć. W zasadzie zdecydowanie lepiej że nikt nie wiedział.
Wow, ale się zrobiłam sentymentalna.

18t5d

Hejka :-) Zdjęcia w swoim czasie ;-) Nie mogę się zgrać z mężem bo część zdjęć robiłam jego tel, bo lepsza jakość, a część swoim... Poza tym nie mam jeszcze aktualnego zdjęcia :-o Proszę więc o cierpliwość :-P

Od soboty czujemy już ruchy malucha. Bardzo mnie to uspokaja i wizyty na pewno już teraz będą dużo spokojniejsze :-)Synuś kopie i boksuje mamusię od czasu do czasu od środka :-) Nawet mój mężuś załapał się na kopniaka i to takiego solidnego :-D Jak odpoczywam to czuje nawet jak się wierci :-D Moje kochane maleństwo :-**

Dziewczyny, czy macie jakieś doświadczenia z krwawieniem z nosa bo strasznie pękają mi naczynka i to co dzisiaj wyleciało mi z nosa to już jakieś przegięcie. Znowu mam nawrót kataru, a krwi przy oczyszczaniu nosa jeszcze więcej niż poprzednim razem... Koszmar... :-/ Miałyście coś takiego? Lekarz zalecił Wam jakiś lek?

Pozdrawiam :-*

helutka droga do zielonej kropki 20 listopada 2015, 06:17

Wczoraj miałam wizytę, następna za 3 tygodnie.. wcześniej do zrobienia kontrolnie morfologia i bad. moczu. Połówkowe w styczniu.

Dziecię urosło do 8 cm :)
Nie wiem co to wyrośnie, ale dla odmiany nie ćwiczyło jogi, tylko wczuwało się w Małysza i udawało, że skacze ;)
Wyciągało rączki do tyłu na plecki, wykop nóżek... :D Wierzgało aż miło było patrzeć :)

Jak spytałam o płeć, to doktorek wprawdzie coś tam zobaczył między nogami, ale od razu się asekurował, że to za wcześnie na mówienie kto siedzi w środku. Że to mogą być przerośnięte narządy dziewczynki też. Czyli dalej czekamy... ale jednak gdzieś we mnie jest już pewność, że to będzie chłopak :)
(Jeśli jednak dziewczynka, to chyba się zdziwię - ale też szczęście wielkie nastanie).


Jak zaszłam w ciążę, to spadłam z wagi ponad 2 kg. Nie mdłości, tylko jedzeniowstręt. Apetyt wrócił, ale jem raczej tylko to, na co mam ochotę. M.in. ogromne ilości pomarańczy ;) Nie napycham się 5-oma posiłkami dziennie, bo trzeba. Staram się jeść mało, ale często - chociaż z tym też różnie bywa.
I... jeszcze nie wróciłam do wagi startowej. Może dlatego, że zaczynałam z nadprogramowymi kilogramami.. No nic, tylko się cieszyć, że nie rosnę w zastraszającym tempie ;)

Kończę 14tc, to już 2 trymestr, leci 4 miesiąc.
Mgnienie oka.
Dopiero w tym tygodniu wyskoczyła mi piłeczka na brzuchu :)

Po raz pierwszy poczułam się już jak mamuśka
<3

20dc

OF robi sobie jaja bo wyznaczyło mi owulację, której nie było :D No cóż, przynajmniej coraz bliżej @ :) Teoretycznie pasowało by mi jakby przyszła tak max. do 4 grudnia ( ze względu na owulację w dniach kiedy mój będzie dostępny) ale zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce ;)

A wczoraj mój D. pozytywnie mnie zaskoczył. Pisał o iskierce nadziei, o "tych" dniach, że chciałby i że będzie starał się wrócić. I o tym, że mam się nie poddawać, nie załamywać. Myślałam, że nie rozmyśla nad dzieckiem a tu jednak się pomyliłam :) też bardzo chce bobaska :) i jak tu Go nie kochać? Strasznie mnie wspiera, teraz kiedy najbardziej tego potrzebuje ;* <3 <3 <3


Dzisiaj 3 dzień z Inofoliciem ;)

24 tc (23+0)

Minął kolejny tydzień, a u nas nic się nie zmieniło. Nawet waga stoi w miejscu.
Znowu czekam na powrót męża, ostatnio był 4 dni w domku, ale z tego ja 2 dni w szkole i w sumie nawet nie poczułam tego długiego weekendu z mężem.
Byliśmy w smyku oglądać wózki. Nie było mojego upatrzonego RIKO BRANO ECO, więc nadal nie wiem jak prezentuje się na żywo. Był podobny ADAMEX PAJERO ALU i nawet fajny, ale jeszcze na kupno jest czas więc zobaczymy na który padnie.
Jeśli chodzi o wyprawkę to nadal nic więcej nie kupiłam, oglądam i oglądam i nic mi się nie podoba w takim tempie to do marca mogę się nie wyrobić :)
Kupiłam za to firanki do wszystkich pomieszczeń i w sobotę ma przyjechać mama myć mi okna. Co ja bym bez niej zrobiła.
Dzisiaj planuję pofarbować włosy, ale że planuję już od ponad 2 tyg to nie wiem czy mi się uda :D

No i ovufriend wyznaczył mi owulacje bo temperatura znowu poszła do góry, tak więc, myślę że nowego cyklu mogę się spodziewać 1/2 grudzień, oczywiście o ile jest wyznaczona tak jak powinna. Rozpoczynam czekanie na testowanie, nie mam ani jednego testu w domu, nie zamawiam już z neta bo to jest później szaleństwo, chce kupić 2 normalne w aptece, albo jeżeli już to zamówie z neta ale te, które są dostępne w aptekach.

s1985 walcząc 26 sierpnia 2016, 09:09

wczorajsza beta 8,77 mIU/ml progesteron 64,77 nmol/l, byłam u lekarza dała mi globulki na ten stan zapalny i bakterie, clexane 0,6 ale jeszcze ich nie biore czekam do jutra do powtórki bety ale chyba nie bedzie optymistycznie

Hah weszłam dziś na ovu a tu wyskakuje " gratulujemy odnotowałaś pozytywny test ciążowy" ehh coś się wcisnęło chyba przez przypadek ... już usunęłam
Humor mam do bani nic mi się nie chce, wracam do domu i bym mogła leżeć i nic nie robić i jeść!!!
Ogólnie powoli się nastawiam że znów nic z tego nie będzie, brzuch mnie boli juz od owulacji i ogolnie czuje sie kiepsko...

JUtro urodzinki ale nawet nie chce mi się świętować;/

Robie sobie odwyk od owu do @ bo zwariuje,,.. Odezwe sie jak już @ przyjdzie

Pozdrowionka i buziaki dziewuszki;)

ma_pi Demotywator 20 listopada 2015, 09:02

Wczoraj był ważny dzień. Byliśmy w novum, a wcześniej na kontroli u ginekologa, który wyciął mi przegrodę.

Na konsultację po wycięciu przegrody byłam umówiona w południe w szpitalu. Wiedziałam, że będę miała USG 3D, aby oglądnąć, czy nie ma zrostów. Było mało czasu, bo na 13.40 byłam umówiona na wizytę w novum, a szpital był na drugim końcu Warszawy. W dodatku w Warszawie panowała fatalna pogoda, burze, grad, silny wiatr, ogólna masakra. Jak to w szpitalu, wszystko działa z opóźnieniem. Cały czas patrzyłam na zegarek. Stwierdziłam, że najpóźniej o 13.00 muszę stamtąd wyjść i tak wyjdę, czy będzie po usg, czy nie.
Na usg zawołano mnie o 12.45 dopiero. Wszystko okazało się być w porządku, macica ładnie się zagoiła. Pozostała kwestia dojechania do novum, a więc szybko do samochodu i jazda. Byliśmy z Mężem cali mokrzy, ponieważ właśnie rozszalała się kolejna nawałnica i zanim dobiegłam do samochodu te 50 metrów, to jeansy można było wyciskać. Jak się można było spodziewać, w połowie drogi do kliniki na naszej drodze stanął dość poważny wypadek. Stanęliśmy w korku na estakadzie, więc nie było jak uciekać. Dno totalne. Zadzwoniłam do kliniki z pytaniem, do której Pani doktor dziś przyjmuje. Oczywiście okazało się, ze jestem ostatnią pacjentką tego dnia i Pani doktor długo nie poczeka. Nie wiem jakim cudem, ale udało nam się wydostać z tego miejsca i pod kliniką byliśmy równo 13.40, a na ziemi dookoła kliniki leżały kulki gradu około 1 cm.

Ponieważ nieszczęścia chodzą parami, to to nie mógł być koniec. Pani doktor, gdy się dowiedziała w jakiej sprawie jest ta wizyta, to oświadczyła, że podczas rejestracji powinnam była uprzedzić panią recepcjonistkę, że jest to "wizyta startowa" do in vitro i wtedy na taką wizytę rezerwuje się dwa razy więcej czasu. Teraz ona ma tylko 20 min, a potrzebuje 40, że ona nie zdąży, że jedzie zaraz na weekend i pociąg na nią nie będzie czekał. Zatkało mnie całkowicie. Myślę sobie "co ta baba gada". Przejechałam właśnie pół Polski żeby się z nią spotkać, gimnastykowaliśmy się żeby zdążyć, chcemy tu wydać kupę kasy na ivf komercyjne i nagle słyszę, że komplikuję Pani doktor plany weekendowe swoim przybyciem. Jak można umawiać się na wyjazd na styk, gdy przecież wiadomo, że praca lekarza jest specyficzna i lepiej zostawić sobie margines czasowy???
Mąż cały się napiął, wściekł się strasznie, ale nie odezwał się. Na szczęście Pani doktor wyciągnęła telefon i zadzwoniła chyba do męża, że przyjedzie prosto na dworzec, wyciągnęła papiery, poprosiła o nasze badania, które mieliśmy przywieźć i zaczęła to wszystko ogarniać. Generalni skończyło się wypisaniem recepty na zastrzyki wyciszające i steryd, więc zgodnie z planem. Papiery nie zostały do końca wypełnione, ale przecież można to zrobić na kolejnej wizycie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2015, 09:07

maua7maua Chciałabym, ale boję się ... 20 listopada 2015, 09:02

32t5d

WOW, właśnie mi opadła kopara w dół !!!
Zadzwoniłam do poradni diabetologicznej przyszpitalnej (wczoraj dostałam skierowanie). Babka przez telefon wypytała mnie szczegółowo o wyniki badań, które robiłam (czyt. krzywa cukrowa), który tydzień ciąży itp. itd., o to jaką dietę stosuję (od razu przez telefon uświadomiła mnie, że "na oko" to nie dieta, trzeba ważyć i stosować się stricte wytycznych - prawdopodobnie po takiej diecie moje cukry będą kompletnie w normie, bo wynik krzywej cukrowej miałam ładny - nawet poniżej norm, które obecnie obowiązują w diagnostyce ciążowej cukrzycy ;) aha, w sumie to dobrze wiedzieć ;) )
I znalazła mi termin (uwaga, fanfary!) na 26.11 !!!!!!!!!! czyli za 6 dni !!!!!!!!!!
Najprawdopodobniej spędzę tam pół dnia - od 10 do 14 - będą mnie ważyć, mierzyć, badać, edukować itd. Emocjonująco :D I kosmicznie jakoś :D


Jeśli jeszcze uda mi się dodzwonić do poradni nadciśnienia i uzyskać równie nieodległy termin, to uznam, że dziś jest dzień cudów :D


PS. Spałam dziś 3h, więc jestem nakręcona jak ruski zajączek ;)

mk oczekiwanie 20 listopada 2015, 09:43

dzisiejsza porada z owu: "Joga zmniejsza poziom stresu i tym samym wspomaga płodność. Ćwiczenia jogi skupiają się na wolnych, głębokich oddechach, uczą pozycji, które uwalniają nagromadzone w ciele napięcia oraz poprawiają krążenie krwi. W rezultacie tego tętno tymczasowo zwalnia a ciało produkuje mniej hormonu stresu. Lekarze są zgodni, że wystarczą zaledwie dwie 45 minutowe sesje jogi w tygodniu, aby zmniejszyć poziom stresu i wspomóc płodność"
no ja mam nadzieje!:) chodze na zajecia juz od ponad miesiaca :)

Lila2703 Czekamy... 20 listopada 2015, 10:17

Uffff...test 75 g glukozy zrobiony..przeżyłam, chociaż pierwsza godzina po była ciężka :D Na szczęście razem ze mną męki przechodziła inna ciężarówka, ale ona już chyba 26 tydzień, więc nawet się z tego razem pośmiałyśmy.
Wyniki dziś rano mąż odebrał i są w normie !!!! Super bo już się zaczynałam bać. W przyszłym tygodniu zaczynam cykl badań prenatalnych, już się zaczynam poważnie denerwować.

Właśnie wylałam kawę na ścianę i biurko od monitora. W mieszkaniu mam strasznie brudno, a jutro mam gości. Nie potrafię już sprzątać tak jak wtedy, kiedy byłam pedantką.
Potrafiłam dłonią sprawdzać czy nie ma jakiekolwiek brudu na podłodze.
Przeszło mi całe szczęście, ale na nieszczęście zupełnie mi się odwróciło. Teraz potrafię mieć tygodniami syf na podłodze, źle mi z tym, ale nie chce mi się sprzątać.
Kurcze przeraża mnie to, bo mam piąty dzień z rzędu brunatne plamienie. I to kolejny cykl wygląda tak samo. Po pierwszej w nocy muszę jeszcze jechać do pracy i nie wiem, o której się położę. Pewnie nad ranem. A jutro od 11h goście. Chce mi się ryczeć na samą myśl.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)