Caroline Czekam na dwie kreski 23 listopada 2015, 16:36

19t2d dziś wielki dzień - drugie badania prenatalne. Wizytę miałam na 9.30 jednak były jakieś opóźnienia przez jedną pacjentkę i czekałam ponad godzine:oo. Do gabinetu weszłam o 10:40 - masakra, wkurzyłam się trochę bo ileż można czekać , ale potem na szczęście było już lepiej:) Lekarz zmierzył szyjkę - 4 cm, i sprawdził przepływy tętnicze ze względu na podwyższone ryzyko zahamowania wzrostu dziecka. Na tym etapie wszystko jest w jak najlepszym porządku:) oby tak dalej. Potem przeszliśmy do oglądania dziecka. Lekarz zmierzył główkę, sprawdził wszystkie wymagane pomiary w środku czaszki (nawet nie pamiętam już jak to nazywał)- wszystko w normie. Następnie było badane serduszko, oj długo się przyglądał - ale też w normie, są 4 komory, tętnice wychodzą odpowiednio. Reszta pomiarów tj, nerki, pęcherz, wątroba, kręgosłup też są prawidłowe. Dodatkowo widziałam mojego malucha na USG 4d i ma piękną twarzyczkę. Kocham to moję dziecię:) tak bym je już mogła przytulić i ucałować... śliczny jest!!! i najważniejsze że zdrowy

NovaM Małe Lwiątko 23 listopada 2015, 17:00

Dawno nic nie pisałam ale to przez ten szalony upływ czasu który nie pozwalał na dłuższą chwilę przed kompem.

U mnie póki co wszystko ok. Odebrałam podstawowe wyniki badań z krwi - wszystkie są super.
Pierwsze USG zrobiłam 13.11. w 6t+1d ciąży i niestety było widać tylko pęcherzyk bez bijącego serduszka jeszcze.

No i to oczywiście napędziło serię czarnych myśli.

A teraz przypałętała się do mnie kolejna dawka stresu i czarnych myśli... :(
Początek zeszłego tygodnia męczył mnie objawami ciąży a teraz jakby wszystko ucichło... Mdłości są bardzo niewielkie, prawie ich nie ma, częstomocz?? hmmm chyba nie koniecznie, fakt mało piję płynów ale też nie ganiam przesadnie do łazienki. Przestał mnie w ogóle bolec brzuch ( macica przestała rosnąć ?? ) Piersi bolą ale wcale nie bardziej niż przed zwykłym okresem wiec tym wszystkim się martwię...
My kobiety to jednak pokręcone jesteśmy jak objawy dokuczają to źle jak ich nie ma jeszcze gorzej... No nic w czwartek kolejne USG w 8t+1d ciąży - wszystko się wyjaśni ale z tego powodu też umieram ze stresu !!! Oby było już słychać serduszko !!! Tak bardzo się tym martwię !!! Do czwartku chyba oszaleję z niepokoju...

Oby nic złego się nie wydarzyło a mój mały dzióbek rósł spokojnie w moim brzuszku.
Dni szybko lecą ale tak bym chciała żeby już był czwartek !!!

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 23 listopada 2015, 17:40

Przeczytałam śnieżynki :) Ogólnie nie lubię czytać polskiej współczesnej literatury po prostu jakoś nie kręcą mnie te wszystkie historie które dzieją się w Poznaniu, Bydgoszczy czy Opolu są jakieś takie szare bure po prostu nijakie ale to chyba wina naszych pisarzy ;) Śnieżynkami na początku się trochę rozczarowałam ale tylko dlatego że spodziewałam się historii w stylu naszych pamiętników tzn cała historia od pierwszej wizyty w klinice przez zastrzyki monitoringi punkcje transfery itp Jednak autorka rezygnuje z całej tej medycznej otoczki, nie nadaje się na "podręcznik" dla par stawiających swoje pierwsze kroki z IVF. Poruszona jest tam tematyka adopcji zarodków, sumienia, dojrzewania do pewnych decyzji, próby pogodzenia religii ze sztucznym zapłodnieniem. Książka jest mocna i szokująca przez swoje zakończenie. Warto przeczytać ale polecam zabrać się do czytania jak ma się trochę więcej czasu bo mocno wciąga i najlepiej przeczytać jednym tchem. Teraz żeby trochę ochłonąć poczytam jakiś dobry kryminał a później zabieram się za "Dziecko z chmur" książkę poleconą przez Myszę :)

adora Kruszynko, czekamy na Ciebie. 23 listopada 2015, 18:29

Troche mi sie z mezem popapralo. Jakis g... okres teraz mamy, do tego mase wydatkow. Za 2 tyg jade do Pl i nie moge sie doczekac. Seminarium jest dla mnie teraz wazniejsze niz ciaza. Juz sama nie wiem czy jej pragne czy wogole sie nadaje i czy moj maz pojdzie wreszcie po rozum do glowy. Narazie daje na luz....

100krotka:) Czekając na druga kruszynkę... 23 listopada 2015, 18:38

witam sie w 33 tyg <3 :)

Usg IIITrymwstru zaliczone prawidlow :)

Biometria :
BPD 87,3 co odpowiada 35,2 tc
HC 303,3 co odpowiada 33,5 tc
AC 282,8 co odpowiada 32,2 tc
Fl 60,8 co odpowiada 31,4 tc
Masa wynosi ok 1985g (+//)

wszystkie narzady widoczne prawidlowo przeplyw tetnicy pepkowej prawidlowy. Prawidlowa ilosc plynu owodniowego pan doktor powiedzial ze wszystko w jak najlepszym porzadku:)

Kamien z serca:) za dwa tygo kolejna wizyta i sprawdzimy jak tam sie ma szyjka i porozmawiamy o porodzie :)

mordka samami sie cieszy :) :P :D :p <3 <3 <3

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 19 lutego 2022, 11:13

10 dzień stymulacji, najprawdopodobniej przed ostatni.
Jeszcze dwa dni zastrzyków, dzisiaj i jutro.
Stan jajeczek:
Jajnik prawy: 12 pęcherzyków: 18mm, 17mm i 10 po 16mm.
Jajnik lewy: 10 pęcherzyków po 16mm.

Według Pani dr wszystko jest super - PUNKCJA najprawdopodobniej w środę - ostatecznie dowiem się w poniedziałek!

sikorka@ Taka tam pisanina.... 23 listopada 2015, 18:52

35T(34t3d)
Wszystkie dziewczyny ktore sledze rozpakowane..hehe
Fajnie popatrzec na wasze bobaski..obie moje przyjaciolki tez urodzily, jedna przez cc, druga sn wiec moja grupa wsparia sie rozpadla I teraz pozostalo mi tylko cierpliwie czekac..co nie jest moja mocna strona..hehe
Ogolnie czuje sie lepiej, nadal mam zgage I bardzo martwie sie czy wszysko jest ok ale coz..pewnych rzeczy nie da sie zmienic bo zwyczajnie nie ma sie na nie wplywu. Chlopaki zrobili mi niespodzianke w sobote I ubrali choinke...udalam ze sie ciesze I ze to super..choc uwazam ze stanowczo za wczesnie..hehe kto to widzial choinka w listopadzie, czuje sie sie jak w supermarkecie.. Choc z drugiej strony pamietam listopad w zeszlym roku I moje lyzeczkowanie 14...reszte to juz jak przez mgle, depresja, swieta z butelka wina w dloni, samotne I smutne, Musze wierzyc ze w tym roku bedzie lepiej I bedziemy miec udane szczesliwe swieta. Moze nawet we 4???
Zaczelam kompetowac moja torbe do szpitala I wyprawdke dla malej. Dzis caly dzien sprzatalam kuchnnie ok 16 stwierdzialam ze mam dosc I reszte zostawiam na jutro, chcialabym wszytsko zrobic przez swietami bo kto wie na co bede miala sily pozniej. boli mnie teraz prawa pachwina wiec poleglam na kanapie na troche, nie na dlugo jednak bo juz dostalam telefon ze brygada jest w drodze I musze szykowac obiad..heh
Adas ogolnie jest bardzo dobrym dzieckiem I nie ma z nim wiekszyc problmow niestety pogoda nie zacheca I nie ma za bardzo co robic a nie chce zeby ogladal tv caly czas.
Nadal jem jak prosie, zapominam sie I co chwile cos skubie. W przyszly pon mam usg I wtedy zobaczymy co I jak. Co do infekcji to polska gp potwierdzila grzybice, dala mi leki I pobrala wymaz, czekam teraz na wyniki. zostaly mi 3 tygodnie pracy...jesli pogoda dopisze.
Kupilam malej w nexcie czapeczke na zime...serce mi sie roztopilo..jaka slodka:))

BabyMama Udało się! Czekamy na groszka:) 23 listopada 2015, 18:58

Kurczę. Kurczę. Kurczę.

Jeszcze 51 dni.
Czekam jak kura na swoje złote jajko.

Organizm zmęczony już tym stanem daje mi we znaki i psychiczne i fizyczne.
Nawet nałożenie skarpetek sprawia mi już problem i wywołuje zadyszkę. Podejście pod górkę- hardcore. Psychicznie też coraz gorzej. Martwię się każdego dnia. Czy z dzieckiem w porządku, czy damy sobie radę, czy sprostam postawionym sobie wymaganiom, czy poród przebiegnie szczęśliwie?! Wszystko dosłownie wszystko sprawia że myślę tylko o dziecku i jego przyszłości.

Chciałabym żeby malutka była już z nami. Chciałabym ją już tulić w ramionach, obserwować każdego dnia.
Już nawet sam poród mnie nie przeraża. Nie boję się bólu, zmęczenia- bo wiem że po nim dostanę najwspanialszą nagrodę na świecie.

Całuję. <3

Parę dni temu byli u nas znajomi z dwójką dzieci. Jeden malutki ok. pól roku, drugi większy prawie 2 lata.
Nie było tak źle, nawet dobrze, ale początkowo nie mogłam nawet spojrzeć na tego maluszka. To była zazdrość - tak myślę.
Bałam się brać małego na ręce, bo bałam się jak zareaguję.Dosłownie czułam jak robi mi się gorąco. Ale emocje szybko jakoś opadły i pokazałam maluszkowi mieszkanie. Obce dzieci są takie hmm obce, tęsknię za własnym.
Jako młoda dziewczyna, w podstawówce, w liceum trochę zajmowałam się dziećmi, ponieważ jestem najstarsza z kuzynostwa, więc noszenie dziecka i zajmowaniem się nim ( przez chwilę ) nie jest mi obce. Słodki ciężar.
Strasznie nie lubię rozmawiać o dzieciach. Odkryłam dlaczego - bo czuję się głupio, że nie mam własnych, a 30stka na karku i długo jestem po ślubie.

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 23 listopada 2015, 19:32

23.11.2015r. Dzień dwudziesty

Korzystając z okazji, że mąż jeszcze na urlopie, postanowiliśmy oboje się odstresować i ... zostawić dziecko pod opieką Cioci Ewci.
Mąż rano poszedł do przychodni po kartę szczepień. Karty nie wydali, bo szpital jeszcze nie przysłał. Potem K. poleciał do pracy, bo szef "coś" od niego chciał. Niby ma urlop, ale lata do roboty ze dwa razy w tygodniu, albo bo ktoś z oddziału coś od niego chce, albo bo on sam "na chwilkę" chciałby coś załatwić dla kogoś, bo KTOŚ bardzo prosił o pomoc (norma u mojego męża, dobrze, że jego praca znajduje się 30 sekund pieszo od domu). Ja w tym czasie sobie dogorywałam w łóżku. Jakaś taka rozleniwiona byłam i wstawać mi się nie chciało. Im więcej człowiek śpi, tym trudniej się wygramolić z wyrka później. A córka moja w nocy się obudziła tylko raz. Standardowo o 3.30. Pół godziny na jej ponowne spacyfikowanie i mogłam spać dalej. Dawno, dawno temu miałam problemy z powtórnym zaśnięciem po wybudzeniu. Jednak te nocne wędrówki w ciąży na siku miały swoje przystosowawcze znaczenie. Czy natura nie jest doskonała?
Zanim Anastazja się zdążyła obudzić mi udało się odkurzyć mieszkanie i balkon oraz zetrzeć kurze. Ubrałam się wyjściowo na randkę z mężem. Zasiadłam przed stołem z przygotowanym wcześniej śniadaniem. A no tak! Już wiem, czego mi brakuje. A raczej kogo! Mojego małego Żulika przy cycu! Idę wybudzić Małą, bo zaraz przyjdzie Ciocia, a dziecko takie niegotowe do zostawienia. Włączyłam sobie odcinek krótkiego niewymagającego intelektualnego wysiłku serialu i rozpoczęłyśmy konsumpcję na dwie gęby. Gdy skończyłyśmy weszła Ciotka do mieszkania i przejęła opiekę nad swoją siostrzenicą. Standardowo Anastazja zwaliła kupsko przy jedzeniu, więc miała Ewka zajęcie. Ja zaszyłam się w łazience i zrobiłam sobie porządny makijaż. Dziwne, że całe lato i jesień przechodziłam bez makijażu, a teraz mam taką dużą potrzebę, by "trzymać się w ryzach". Chyba pierwsza taka jesień, gdy nie zarastam. Teraz depilacja to priorytet, brwi muszą być regulowane na bieżąco. No i ten makijaż. Przecież wychodzę tylko na spacery po osiedlowych parkach, ale muszę być "zrobiona". No to dziś się "zrobiłam" tak w wersji ekstra :) co prawda waga dziś próbowała mi popsuć humor, ale nie będę się teraz tym martwić (ważę już 52 kg, czyli -3kg). Przecież nie będę chudła w nieskończoność, tym bardziej że jeść lubię i jem normalnie. Jak zejdę poniżej 50 kg wtedy zacznę się przejmować, na razie chyba nie ma czym.
Akurat gdy skończyłam makijaż oka, do domu wrócił mąż i porwał mnie do kina. Na seans na godzinę 11 :) śmialiśmy się, że o tej porze to ostatnim razem byliśmy z wycieczką szkolną :P po wejściu na salę kinową akurat zorientowaliśmy się, że naszymi towarzyszami seansu są akurat uczniowie. Muszę przyznać, że przyzwoicie się ta młodzież zachowywała, nawet nauczycielki nie musiały interweniować :)
Usadowiłam się na fotelu, zjadłam kilka ziarnek popcornu, wzięłam symboliczny łyk coli. Ach, Feśka, szaleństwo! To jest impreza! A, sięgnęłam do torebki po telefon by go wyciszyć i odłożyłam sobie na kolanach, by widzieć, czy diodka mnie tu nie informuje o jakiejś wiadomości, czy coś. Zaczął się film, standardowo trzymamy się z mężem za ręce, ja opieram głowę na jego ramieniu. Miło. Diodka się nie świeci, film oglądam, ale i tak odruchowo ciągle podświetlam wyświetlacz, by jednak potwierdzić brak wieści. Mąż się śmieje, żebym się nie martwiła. No przecież się nie martwię! Przecież moja Siostra ma duże doświadczenie w opiece nad dziećmi. Takimi małymi również (szczerze mówiąc to chyba większe ode mnie). Mimo wszystko i tak co jakiś czas zaglądam, co w trawie piszczy. Oczywiście nic.
Po seansie poszłam do toalety (jak miło jest wytrzymać cały seans bez latania do wc!) i czuję wibrację w kieszeni. Szybko, szybko, odbieram, bo to Ewka!
- Halo? - pytam, ale nadstawiam ucha, czy nie słychać płaczu mego dziecka.

- Słuchaj, pewnie seans już się skończył, a ja oglądałam telewizję, a tam była fasolka po bretońsku. Taaak mi się zachciało, kupicie mi słoik takiej chamskiej przetworzonej gównianej fasolki po bretońsku? Tylko bez boczku poproszę.

Zatkało mnie. Nie odpowiadam siostrze, tylko sama zadaję pytanie jak tam Anastazja.

- Śpi. Kupisz mi ten słoik, czy nie?

No wiadomo, że kupię. Tym bardziej, że mieliśmy jeszcze zajść na pocztę, bo listonosz zamiast pofatygować się z paczką do nas, to zostawił awizo. Do tego skończyły mi się podpaski Teny, a moje krwawienie i wydzielające się "odchody" zmalały na tyle, że na siłę skończyłam te podpaski i teraz chciałam przestawić się na wkładki również Teny. W połogu korzystałam z podkładów Bella, BabyOno, Canpol ale zdecydowanie najlepsze były te z Teny. Mają niesamowity wybór kształtów, opcji mocowania do gaci, aż w głowie się kręci. Gdy już znowu zacznę miesiączkować to na bank będę z nich korzystać.
Dzwonię do Siostry i informuję, że za chwilę będziemy i żeby jak może to nie podawała już butelki dla Młodej, bo moje cyce po ponad 4 godzinach aż ryczą, krzyczą i wrzeszczą, tak bardzo domagają się wydojenia. A że jeszcze nadal nie mogę doczekać się worków do mrożenia pokarmu to nie chcę dalej ładować w lodówkę swojego mleka, bo Mała nie nadąży wyżerać zapasów (zresztą co wtedy z moim bieżącym pokarmem?).
Wchodzimy do domu i słyszymy nasze dziecko! Domaga się jedzenia! Jednak potrafi! Płacze! Ciotka twardo nie podała butelki i Mała tak od 5 minut czekając na nas sobie popłakiwała. Czyli jednak moje dziecko nie jest takie nieprzystosowane! Potrafi się domagać! Dumna matka (trochę wariatka, bo cieszy się, że jej dziecko wyje) leci myć ręce, w locie tym ściąga kurtkę, szalik i rozpina koszulę. Rozsiada się na kanapie i woła:
- Ewka, podaj no mi tu tego Małego wrzaskuna!
Wrzaskun wędruje w me ramiona i natychmiast się uspokaja. Wie, że cyc jest blisko.
Karmię Małą, Siostra opowiada jak to Mała po przebudzeniu miała czas aktywności i leżakowała w swoim bujaczku, słuchając ciotkowych opowieści o literaturze rosyjskiej (przygotowanie do kolokwium :) ). Anastazja nawet zesrała się trzykrotnie z wrażenia po jej wykładach, nażarła i zasnęła. Gdy się obudziła to akurat było kolejne przebieranie i telefon ode mnie, by już jej nie karmić lodówkowym mlekiem, bo mleczarka nadciąga. No to miło sobie spędziły czas dziewczyny. My z mężem też. Wpadł on nawet na pomysł, że rzuci robotę, by wieść takie miłe życie z nami :)
Gdy Ciotka skończyła relację spakowała swe manatki i K. odwiózł ją na uniwersytet na zaliczenie. Nastka powędrowała do kołyski na kolejne spanie, a ja zabrałam się do smażenia naleśników. Mąż niezadowolony bo obiad bez mięsa to nie obiad i zaczął rozglądać się po lodówce. Wyczaił, że mamy kilka butelek pokarmu dla Małej, więc zarządził, że moje piersi odpoczywają od ciągania ich przez Małą i przejdą we władanie laktatora, a Mała przechodzi pod jego pełną jurysdykcję i on będzie się Małą zajmował do jutra. Tylko przy kąpieli mam pomóc.. On niedługo wraca do pracy, więc będę jeszcze nieraz miała dość obowiązków. Międzyczasie przyszła paczka z workami do mrożenia pokarmu, dlatego stwierdziłam, że dlaczego nie? :) Więc dziś mam cudny dzień. Byłam w kinie, na niewielkim spacerze, odpoczywam popijając herbatki, wcinając rodzynki i morele z książką w ręku i kotem wylegującym się na moim brzuchu. Od czasu do czasu spoglądam jak mąż zajmuje się Małą, śpiewa jej, przytula, karmi. Boże, co za cudny widok!
Pięknie jest!

Na lodówce zawisła kartka z listą zdrowego żarełka. Nie jemy tragicznie, ale na pewno można się poprawić. Od dziś więc wystartowaliśmy z orzechami i słonecznikiem. Owsianka na śniadanie mnie nie zachwyciła, ale pewnie dlatego że zawsze robiłam sobie musli z jogurtem a dziś było z mlekiem, na ciepło.

Kamilam8 Moja nudna historia... ;) 23 listopada 2015, 20:00

Cierpliwie czekam na wyniki badań (genetycznych), nowy cykl i wizytę. Od początku kolejnego cyklu mam zacząć stymulację do iv. Już nie mogę się doczekać. Chcę już zacząć działać bo nie lubię bezczynności :)
Mój obecny cykl raczej będzie bezowulacyjny. Nic nie zapowiada owulacji. W sumie to nie liczyłam za bardzo na nią. Nigdy nie czułam owulacji bez leków i nigdy nie została ona wykryta na usg. Więc pewnie nie mam jej wcale albo bardzo rzadko.

pabelka88 jak długo jeszcze? 23 listopada 2015, 20:13

P odebrał badania nasienia.Są jeszcze lepsze jak ostatnio.Morfologia 7% a było 5%.Ja natomiast przy złośliwości losu nie dostałam @...więc na kwalifikacje nie będę miała świeżych wyników fsh...rozmawiałam dziś z Panią z Genesis,i powiedziała że prawdopodobnie na miejscu lekarz zleci Amh,bo też mamy z marca a ważne jest pół roku...myślałam że uda nam się wyrobić z wynikami...ehhh.no trudno,niektórych rzeczy się nie przeskoczy.Czekamy...

Dawno mnie tu nie było, jakoś brak chęci do pisania, choć przecież po to prowadzę ten pamiętnik, żeby zatrzymać te chwile... Zatem nadrabiam szybciutko zaległości. U nas zmiany mieszkaniowe, musieliśmy opuścić mieszkanie, chociaż mieliśmy nadzieję, że sprawa ogrzewania jakoś się wyjaśni, albo że dogadamy się z właścicielką, niestety nasze nadzieję na polubowne (albo jakiekolwiek) załatwienie sprawy odpłynęły bezpowrotnie, bo na domiar złego właścicielka...zmarła :( więc nie ma się już z kim dogadywać, mieszkanie idzie na sprzedaż, a my wylądowaliśmy znowu u moich rodziców. Jest to dla nas krok w tył i tak się z tym czujemy, ale nie mamy żadnego innego wyjścia. Na wiosnę chcemy sfinalizować zakup działki i ruszyć z budową domu. W 2 lata chcielibyśmy się uwinąć, tyle z resztą nam potrzeba na "dozbieranie" reszty pieniędzy. A przez ten czas przetrwanie u rodziców. Sprzedaliśmy też dzisiaj mój ukochany samochód, wiem, że to rzecz, a do rzeczy nie można się przywiązywać, ale gdzieś tam w środku żal mi... Był super, wymarzony, taki jak chciałam i NIGDY mnie nie zawiódł... Jego jedyny mankament to 3 drzwi i ciężko byłoby się gimnastykować z dzieckiem, szukam teraz czegoś większego i 5 drzwiowego. Jak widać -coś się musi skończyć, żeby coś innego, nowego mogło się zacząć.
A co chodzi o naszą córcię, rośnie, ma już prawie 40 cm i waży ok. 1,5 kg więc już trochę kobietki jest :) no i po burzliwych (naprawdę burzliwych) naradach wybraliśmy imię. Tzn. mój Mąż wybrał, a ja zaakceptowałam, jako chyba najbardziej możliwe do zaakceptowania, a uwierzcie mi, propozycje były delikatnie mówiąc...egzotyczne i nie z tej ziemi :/ zatem padło na Emilię. I niech tak już zostanie, bo aż się boję co On może jeszcze wymyślić :) już się trochę przyzwyczaiłam, Mąż też, mówi już do niej "Emilko" i rozczula mnie tym strasznie :) a Mała wierzga, kopie, skacze po pęcherzu i innych narządach, o których istnieniu nie miałam dotąd pojęcia :p ale cieszą mnie te jej fikołki.
Wyprawka już prawie gotowa, jest wózek, ubranka, gadżety, łóżeczko i pościel z ochraniaczem na szczebelki, którą uszyłam sama i pękam z dumy :) może niebawem zamieszczę tu jej zdjęcie, na pamiątkę. Zostały nam jeszcze 2 miesiące do spotkania z Emilką, ale coś mi wewnętrznie podpowiada, że ona się trochę pospieszy i nie chcę żeby nas cokolwiek zaskoczyło.
Brzuszek już bardzo urósł, mam tylko jakieś obsesje na punkcie rozstępów, co chwila sprawdzam, czy coś nie wyskoczyło i smaruję się kremami, nawet dwa razy w nocy mi się przyśniło, że się pojawiły i musiałam wstać, iść do łazienki i się wyoglądać, żeby się uspokoić i móc dalej spać spokojnie. Wiem, zbzikowałam, to nie jest normalne ;) nieważne, najważniejsze, żeby z naszą małą córeczką wszystko było dobrze :* czasem mam tak silną ochotę już ją tulić... ale jeszcze nie czas, niech sobie rośnie!

24dc ( niby 7dpo)

Znowu OF wyznaczyło mi @ na 35dc a jeszcze kilka dni temu miałam wyznaczone na 34dc. Dobrze - mnie to cieszy bo zwrasta mi prawdopodobieństwo owu gdy mój już będzie w PL :D

Oczekuje tego cudu grudniowego jak małe dziecko chociaż i tak pewnie nic z tego nie będzie...
Ale jak to mój D. powiedział: "Jest iskierka nadziei, więc będziemy próbować a Ty masz się nie poddawać i nie załamywać!"

No a więc Andzia, głowa do góry, cycki do przodu i walcz! ;) <3

malika89 Malikowe pamiętnikowanie 23 listopada 2015, 20:34

Rano po pobraniu zdążyłam jeszcze wrócić do domu na herbatkę. Wróciłam. Wypiłam. Tak mnie zmuliło, że ledwo doszłam do auta... Po drodze miałam się już ochotę zatrzymać... Ledwo dojechałam...
Z cyklu... Witajcie poranne mdłości...
Od jutra wożę ze sobą torebkę foliową w aucie...

A więc udało się i nam !!!
Nadal w to nie wierze ! Co za radość! :) :) :)

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 23 listopada 2015, 20:53

Dzisiaj powtórka monitoringu, ovu potwierdzona, zaczynam brać lutkę. Dziwny ten lekarz, zrobił 2 skany w odległości 4 dni i uznał to za monitoring, za miesiąc nie muszę przychodzić. Za 2 miesiące przyjść do niego i... w sumie nie wiem co "I". Coś mi się wydaje że jeśli za 2 miesiące się nei uda to zmienię lekarza. Na super hiper specjalistę, do którego namawiała mnie koleżanka już zaraz po zabiegu. Nie jestem pewna czy on cokolwiek nam pomoże, żołnierzyki słabe...

Yousee szukam światełka w tunelu... 23 listopada 2015, 21:23

moje motto powinno brzmieć "jak nie urok to sraczka"
kurczę, zawsze jak mam gorsze dni to tutaj piszę. Można by pomyśleć, że w moim życiu nie ma nic pozytywnego. A to nieprawda. Mam super męża, zmieniam pracę na lepszą, znajomi też spoko. Ale w sumie to nie mam za bardzo z kim dzielić moich rozterek. Mało jest ludzi, którzy chcą słuchać o czyichś problemach. Wolę napisać takie rzeczy tutaj. Będzie to się walało w internetach, ale cóż ;)
Jedziemy w piątek w góry, trochę pooddycham świeżym powietrzem, najem się do syta u naszej gaździny, będzie fajnie :)
Najgorsze jest to, że tak mało ludzi mnie rozumie. Lekarze olewają, bo jak słyszą "Crohn" to stawiają sprawę jako przegraną.
Ja również nie mogę spiąć pośladów i trzymać diety, rzucić fajek. Ktoś może powiedzieć, że mam w dupie. Ale nie mam i tęsknota za dzieckiem co wieczór wyciska mi łzy z oczu. I pytanie "dlaczego ja?" ktoś mi kiedyś rzucił ripostę ale "dlaczego NIE ja?"
Jest w tym sporo racji. Bóg ponoć nie daje nam więcej niż możemy znieść. A człowiek tak naprawdę nie wie ile może znieść dopóki nie dopadną go złe przeżycia.
Nigdy nie pomyślałam nawet, że moja rodzina to będzie mąż, pies i kot. Dzieci w małżeństwie to takie "naturalne". Jest to dla mnie największa kara. Nie wiem tylko za co. Dowiem się pewnie na sądzie ostatecznym.
Mam jeszcze nadzieję, muszę mieć. Mąż cały czas powtarza, że będziemy mieli dziecko (zazdroszczę tego optymizmu). Cieszę się, że on jest przy mnie.

ma_pi Demotywator 23 listopada 2015, 21:39

I znów zastrzyki w brzuch. Za mną 2 sztuki. Przede mną jeszcze jakieś 35 - 40 :-/ Jeśli uda się przeforsować prolutex, to jeszcze dodatkowo 14. Potrzebuję kalkulator.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)