Dobra, pisze co nowego...
18 lutego ko czy nam sie umowa o wynajem studia i nie przedluzamy, znalezlismy 2min na piechote od tego studia inne, duzo lepsze, 120f tansze, wieksze, ladniejsze..jest swietna poczekalnia, dodatkowo ogromny pokoj dla tatuatorow a za nim spora kuchnia z miejscem takim dziwnym jak na poddaszach..idealnie na wlozenie lozeczka :-) spokojnie moge odetchnac, bede mogla nadal towarzyszyc mezowi i miec swoj osobny kuchniopokoj w studiu z kibelkiem :-) ma potecjal ten sklep :-) jest czysty, zarbany, nie bedzie trzeba wkladac mnostwa pieniedzy,zeby zaczac :-)
Na szczescie prawie nic nie bede musiala kupowac, chyba ze ciuszki nowe jesli bedzie chlopiec, reszte pokupowane bylo w neutralnych kolorach, szarosciach itd :-) najdrozsze rzeczy odoadaja :-)
Na pewno musze dokupic duza zamrazarke bo przy takiej rodzince bede zaopatrzac sie hurtowo hehehe
dorobic Stasia pokoj aby nie czul sie zaniedbywany, bo nie za bardzo cieszyl sie z nastepnego brzdaca, ale juz wiem co mu lezalo na serduszku i doszlismy do porozumienia :-) Z niego trzeba wyciagac jesli widzi sie,ze cos jest nie tak, nie powie sam, bo nie chce marudzic a mi ciezko sie domyslic.
musze tak zrobic aby poswiecic mu wiecej czasu, utne sobie ze snu, wstane o 6, porobie wszystko co trzeba i popoludnia soedze z dziecmi tylko. Trzrba to jakos rozwiazac, bo czasu mi nie przybedzie niestety. musze sie bardziej zorganizowac.
W nastepnym tygodniu zadzwonie do poloznej juz sie umowic. Jest dopiero 4ty tydzien a mi sie dzie wieczorem zaczely mdlosci..nie jakies mega, ale jednak odczuwalne..mam tylko nadzieje,ze nie bedzie tak jak przy Stasiu, non stop zyganko..jesli tak to bede wiedziec,ze bedzie chlopak :-) trzeba sie zorganizowac rowniez z dalsza czescia remontu w miedzyczasie..niby 9 miesiecy ale wiem ze to zleci. Do polowy lutego kasa na studio, marzec, kwiecien stasia pokoj,..maj,czerwiec remont pokoju dla dzieci...dobrze,ze nie ma upalow w uk w lecie :-)

no i kolejna zajebista kłótnia z mężem... mój mąż jak się wkurzy to gada takie głupoty... że już się tyle czasu staramy i nic, że jego koledzy mają już dzieci a my wciąż nie, że jego dobija ta moja dolegliwość, że on sobie z tym nie radzi, że pewnie nie będziemy mieli tych dzieci w ogóle i z czasem coraz ciężej mu będzie ze mną wytrzymać, że będę nieznośna. i tylko "czemu to mnie musiało spotkać?" "inni mają wszystko, a ja nic"
no i pretensje, że płaczę itp itd. Ze on nigdy w życiu nie adoptuje żadnego dziecka wiedząc, że może mieć swoje i że to jest zajebisty problem.
jak jest dobrze to jest do ręki przyłóż a jak go coś weźmie to naprawdę pieprzy takie głupoty, że szok. Ze się coraz gorzej dogadujemy, że chyba do siebie nie pasujemy, że go nie doceniam. nie rozumiem... owszem ja płaczę jak mi źle, ale to nie oznacza, że ja się poddaję, wierzę, że się uda, że w końcu musi coś z tego wyjść.
a no i tak w ogóle to nie stać nas na dziecko... zajebiście...

Effa Zwariowane próby 28 grudnia 2015, 11:18

15 tydz :)
Dawno mnie nie bylo,a dzialo sie wiele. Najwazniejsze,ze z dzidzia wszystko wspaniale:) jeszcze nie wiemy czy Basia czy Janek ale przeziernosc prawidlowa,raczki,nozki,paluszkow po 5:) zobaczyc wiercipietke na ekranie to cos niesamowitego:) rosnij dzidziu zdrowa!
Jestem juz na zwolnieniu lekarskim. Niestety moje wyobrazenie o ulgach dla ciezarnych czy chocby gratulacji w pracy okazaly sie zupelnie inne od rzeczywistosci. Takze pracujac po 11 godz przy kompie moj kregoslup i brzuszek powiedzialy dosc i bez wyrzutow sumienia odpoczywam w domu:) a to ze zostalam potraktowana jako juz zupelnie niepotrzebny trybik machiny korporacji to przykra sprawa...
Teraz byly Swieta,wiec bylo co robic,ale teraz by nie zgnusniec w domku,szukam zajec dla ciezarnych, moze ktos cos poleca?joga czy cus:)

Przyznam,ze nie zagladalam za czesto w pamietniki,bo bardziej nakrecaly mnie negatywnie...tyle trosk i niepokojow z nich plynie,czasem niestety bardzo tez zlych newsow...i ja rozumiem ze ta przestrzen jest dla nas i kazda opisuje co jej w duszy gra,ale musialam nabrac dystnasu i nie doszukiwac sie u siebie zlych symptomow wyczytanych w innych pamietnikach.
Ale wracam do gry i bede opsiywac same pozytywy :))) aa co! buuuziaki ciezaroweczki!

czy zawsze cykl bezowulacyjny jest dłuższy??? dzisiaj mój 34 dc a okresu brak...

ma_pi Demotywator 28 grudnia 2015, 11:46

Czuję się lepiej. Święta, wizyty u Rodziny zmusiły mnie, żeby się szybko pozbierać.
Chyba dobrze się stało... Od dnia odroczenia transferu czułam się coraz gorzej. Brzuch miałam jak balon, w zasadzie nadal mam. Czułam pieczenie w odszewnej - to pewnie te płyny się gromadziły. Na szczęście od wczoraj jest coraz lepiej. Już nie czuję jajników, pieczenia nie ma, tylko ten brzuch powiększony jeszcze został.
Teraz odliczam do krio.

2+... Nadzieja nie umiera! 28 grudnia 2015, 11:56

31 dc

Ten cykl trwa w nieskończoność. A to wszystko za sprawą 10 dni brania luteiny. Zdążyłam w tym czasie mieć różne urojone objawy ciążowe, zrobić test i mimo negatywnego wyniku wmawiać sobie, że na pewno jest za wcześnie..Niestety. Temperatura dziś spadła a ja wraz z nią. Z tą różnicą, że ja się potłukłam ona nie. W zasadzie już wczoraj wieczorem miałam przeczucie, że tak właśnie będzie. Mimo wszystko boli, bardzo boli. @ jeszcze nie ma, ale już bliżej niż dalej. Dziwna trochę sprawa z tą temperaturą, bo zazwyczaj po jakimś czasie była taka sama, a dziś po zmierzeniu poszłam spać dalej i po trzech godzinach, gdy zmierzyłam była 36,8. No, ale wiem..póki @ nie nadeszła łapię się czego tylko można, nawet tak absurdalnych rzeczy. To głupie i naiwne, ale co zrobić...
Jest mi ciężko, tyle dni czekania, tyle dni wmawiania sobie, że się udało, tyle marzeń, wyobrażeń rozsypało się w jedną minutę. Znowu odszedł optymizm, motywacja, radość a zapanował smutek, żal i bezradność.
Sen się nie spełnił, a prezentu urodzinowego dla A. też nie będzie. Szkoda, że ten rok kończy się w ten sposób, gdzie mogło być zupełnie inaczej...
Mam nadzieję, że chociaż dla niektórych z Was zakończy się on dobrą nowiną.

mmarzenak Tak bardzo chce.. 28 grudnia 2015, 13:15

17 tydzień 5 dzień

Już po świętach.. minęły bardzo szybko i były jakieś dziwne, może to ten brak śniegu nie oddawał tej świątecznej atmosfery.

Tak poza tym to ciągle jestem na L4 i wracam do pracy 4 stycznia, 7 stycznia idę do lekarza i chyba znów wezmę zwolnienie, chyba pozostanę na nim do końca ciąży. Siedzenie przez 8 godzin przed komputerem i ciągłe nowe zadania w pracy, hmm wolę spokojnie przesiedzieć w domu bez stresu i jakiś zawodowych emocji. Albo będę pracować mobilnie, jak dadzą mi laptopa do domu. Zobaczymy.

Ciągle jestem kg na minusie i brzucha brak.

kredeczka91 groszki, fasolki i inne 28 grudnia 2015, 13:27

Swieta byly piekne mimo braku sniegu, cala rodzina w komplecie, duzo smiechu, dobrego jedzenia, spokoju i radosci :) teraz szykujemy sie do przebieranego sylwestra i kompletujemy stroje blues brothers'ow (ja bede tym malym i grubym :D) dzisiaj zauwazylam zolty plyn z piersi, pewnie to siara podobno to dobry objaw i nie bede miala problemow z laktacja, zobaczymy ;) jutro wizyta moze dowiemy sie ile Maksiu wazy i czy dobrze rosnie :)

Maaaniczka Bóg Nam da. Albo i nie. 28 grudnia 2015, 13:30

O Jezu, Jezu ... jakie te czekanie jest denne ... Zresztą nawet nie wiem na co czekam ... Chyba na Zbawienie ...

Po wizycie :)
Tsh 4,7 ( 0,3500 - 4,940)
Ft3 5,3 (3,1- 6,8 ) 59,46%
Ft4 15,5 (12-22) 35%
Glukoza 93 ( 70- 99 mg/dL)


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca 2016, 16:32

roletka Łódką do Groszka... 28 grudnia 2015, 13:38

Wczoraj oficjalnie rozpoczęliśmy 30tc Emotikon smile
Chyba nie pisałam ale tydzień temu na usg wagę Zuźki obliczyli na 1600g a Tomcia 1300g Emotikon smile ale coś mi się zdaje że Zuz trochę zawyzona ma ta wagę ale kto wie może jednak Emotikon smile dziś miałam kolejna wizytę sprawdzającą szyjkę i na szczęście dalej twarda i bez rozwarcia, za tydzień kolejne sprawdzanie w pn a we wtorek idę prywatnie na usg to zobaczymy czy coś się znów skróciła
Maluchy czuje coraz niżej i ostatnie dni bardzo lubią mi coś w pachwine wcisnąć i wiercic tym co nie jest ani bolesne ani nieprzyjemne ale strasznie dziwne, dodatkowo zaczynają mnie już kości na dole bolec a Dziubki to wykorzystują i wciskają się za nią i naciskają jeszcze bardziej, Damian się śmieje jak dłużej poleze i później wstanę i gdzieś idę że chodzę jak kaczka Emotikon grin no ale to nie moja wina ze tak mi najłatwiej Emotikon wink
Po nowym roku wpadnie do mnie moja Aga i będzie mi pracować ubranka i układać, chce chociaż trochę Damiana odciążyć bo wszystko na jego głowie Emotikon smile myślimy też czy by już łóżeczek nie zamówić, bo w końcu po 57 zmianach zdania zdecydowaliśmy ostatecznie jakie chcemy Emotikon grin wózek pod koniec stycznia zamówimy, zostało jeszcze kupić butelki, laktator, kosmetyki dla maluchów, wanienka i w sumie prawie wszystko już będzie, pewnie wyjdzie jeszcze coś o czym zapomnieliśmy Emotikon smile
Ja mam +4,5 kg od wagi z początku ciąży Emotikon smile chociaż jakby doliczyć to co po szpitalu poszło w dół to wychodzi +7,5kg wydaje mi się ze i tak dobrze a teściowa co dzwoni to tylko mi mówi a no to pewnie już dużo przytyłaś, a tu niespodzianka Emotikon wink no i stwierdziła ostatnio ze teraz są takie ładne nowoczesne imiona a my wybraliśmy takie zwykłe, nic dziwnego że dla niej klasyczne imiona są zwykle jak Damianowi chciała dać na imię Korneliusz Emotikon grin albo że może po dziadkach imiona byśmy dali, oczywiście myślała o sobie i teściu a Damian ja zagioł i podał imię mojego taty to powiedziała że jednak nie Emotikon smile kobieta jest na prawdę dobra ale czasem mam ochotę ja udusić Emotikon smile

_analiza Przed laparoskopią dygam ciut. 28 grudnia 2015, 14:04

Następna planowana wizyta dopiero 05.01

Co ja z sobą zrobię do tego czasu?

Mimi86 No więc ivf 28 grudnia 2015, 14:11

Dziś runął mój świat :( nie udało się :( beta negatywna.
13 dni po transferze wynik 0,4 :(
1069837ijv2ob5nrg.png

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 28 grudnia 2015, 14:26

Julita kiedyś coś wspominała o streszczeniach :D no może i to dobry pomysł, bo nazbierało mi się trochę :D otóż jest dobrze, święta miały być inne, trochę były inne, ale nie za bardzo. Tęskno nam było do rodziny :D chociaż mój Tato stwierdził, że w drugi dzień świąt miał plan zrywać asfalt w naszym kierunku :D o i tyle ze streszczeń :)

23.12.2015r. Dzień 50, środa, 22.05
7 tygodni naszego Promyczka


IMAG1340_jpg.jpg
gifs upload

I co z tego że dzień luźniejszy jak matka i tak pada na łeb-na szyję ? :) widocznie taka moja natura :) jutro spotykamy się z Szefami i wprost się nie moge doczekać kiedy zobaczę ich najmłodszego synka. Nie widziałam go kilka miesięcy, a kiedyś czasem do nas wpadał. Może oszalałam, ale kupiliśmy mu kolejny prezent pod choinkę :P
Nałaziłyśmy się dziś na spacerach, mama kupiła Nastce pajaca do spania (chociaż śpi w nich coraz rzadziej) i sobie sukienkę na święta. W kolorze czerwonym. Dopiero gdy pokazywałam ją mężowi, zdałam sobie sprawę, że niestety niezbyt prędko ją nałożę gdzieś na dłużej - nie da się w niej karmić! Cóż w takim razie na wigilię pójdę w koszuli. Trochę ich w ostatnim czasie nabyłam, ale nie oszukujmy się - żadna z nich nie jest czerwoną, dopasowaną sukienką. Dopasowaną, podkreślającą talię i pośladki. Achh rozmarzyłam się... Trudno.

Nastia, może matka Twoja czasem zapomina co z czym i dlaczego, ale Twój Tata... Niezawodny jest! Dziś myślałam, że ktoś wezwie do niego pogotowie psychiatryczne :D tak tańczył z Tobą na parkingu w galerii i śpiewał, że ja prawie sikałam ze śmiechu, a ludzie patrzyli na nas jak na wariatów. No czasem ktoś rzucił jakieś życzenia wesołych świąt :) oj nasze na pewno będą wesołe :)
A i chyba kolejny skok. Nastka ciągle domaga się naszej obecności. Gdy nie ma nas blisko stęka, kwęka. No to jesteśmy :)

Jaka jest siedmiotygodniowa Anastazja ?

- Często się uśmiecha, czym rozbraja nas notorycznie.
- Dużo się rozgląda, wodzi wzrokiem. Tak jak przez pierwsze 2 tygodnie Mała bardzo dużo spała i w ogóe rzadko otwierała oczka, tak teraaz nie mogę się nadziwić jak ma czujne spojrzenie małego rozbójnika. Nawet Marysia mówiła, że jej wzrok wydaje się być "świadomy". Chociaż tuż przed zaśnięciem rozwala mnie jej wzrok pełen "niczego", taki pusty, nieobecny, japka rozdziawiona i powolnie zamykające się powieki :)
- Spędza sporo czasu w pozycji na brzuszku oparta na rączkach z podniesioną główką obserwując swego kumpla Uziego. Głowę trzyma już tak kilka minut. Jest bardzo silna!
- Karuzela wisząca nad łóżeczkiem coraz bardziej interesuje, Nasti więcej czasu poświęca na oglądanie kręcących się misiów. Oczywiście niesłabnącym zachwytem obdarza wyświetlane przez projektor gwiazdeczki.
- W dzień dwie drzemki po około 3 godzinki strzela (jedna na spacerze). Czas aktywności wydłużony nawet do 3-4 godzin. Wtedy oglądamy kontrastowe obrazki, śpiewamy, leżymy na macie edukacyjnej, obserwujemy Uziego, słuchamy różnych dźwięków. Ostatnie karmienie jest przed 23, potem spanie do 6-7, przebudzenie na małe co-nie-co i spanie do 10.

24.12.2015r. dzień 51, czwartek, 23.44

Wigilia. Nasza pierwsza wspólna. Mąż od rana uśmiechnięty, ale wiem, że myślami jest daleko. W domu rodzinnym.. i tęskni do świąt spędzanych ze swoimi Rodzicami, siostrami, bratem i ich rodzinami. Tym bardziej, że siostrę i brata widział ostatnim razem na pogrzebie Babci w październiku. Rodzice i najmłodsza Siostra odwiedzili nas w połowie listopada, no ale są święta. A my na Wigilię szykujemy się do moich Szefów - obcych ludzi. K. pomimo całej sympatii dla nich jest nieprzekonany. Na dwie godziny musi wyskoczyć do pracy odwalić pańszczyznę.
Zjedliśmy razem śniadanie, mąż pojechał do pracy (w inne miejsce niż tu przy domu), a ja wzięłam się za odkurzanie i wycieranie kurzy. Gdy Anastazja się zbudziła zabrałam ją na spacer. Lubię nasze osiedle, ludzie się do siebie uśmiechają, a dzisiaj jeszcze dosżły życzenia wesołych świąt. Takie gesty ze strony obcych, nieznanych osób utwierdzają mnie tylko, że świat jest piękny i pełno w nim życzliwości i potymizmu. Trzeba tylko dać szansę mu się rozwinąć, a nie tłamsić zmartwieniami i ponurą miną.
Gdy mąż wrócił do domu po pracy poszliśmy się kąpać. Miło że udało nam się wrócić do tego zwyczaju wspólnych kąpieli. W zasadzie całe nasze wspólne życie razem się kąpiemy. I Uzi razem z nami moczy swoje giry oraz zajmuje się łapaniem piany. Mamy wtedy czas, żeby spokojnie porozmawiać, pośmiać się :) cieszę się, że Anastazja "rozumie" tę potrzebę i nam wtedy nie przeszkadza :D albo śpi, albo tak jak dzisiaj leżała sobie w leżaczku spoglądając przez balkonowe drzwi. Po kąpieli i nałożeniu starannego makijażu zabrałam się za karmienie córci, a mąż prasował sobie koszule na święta. Wystrojeni ruszyliśmy do Sopotu na kolację wigilijną.
Fajnie było zobaczyć, jak inne rodziny świętują, jakie mają zwyczaje. Dostaliśmy masę prezentów, które rozdawały dzieci. Anastazja również. U Szefowej na rękach. Jako najmłodsza wśród wszystkich dzieci (było ich razem 6) "losowała" jakąś paczuszkę spod choinki i "czytała" do kogo wędruje prezent. Potem następuje wspólne rozpakowanie paczki, prezentacja podarunku i głośne podziękowanie świętemu Mikołajowi. Było bardzo wesoło, radośnie i rodzinnie. Czuliśmy się niemlże jak w domu :)
Początkowo sceptycznie nastawiony mąż wyszedł z Wigilii (było chwilkę po 23) zadowolony. Gdy wracaliśmy do domu przyznał mi rację, że jednak nie byliśmy tam "obcy". Śpiewliśmy sobie kolędy i aż żałowaliśmy, że droga do domu taka krótka.

Nastuśka, nawet nie wiesz, co teraz Twój ojciec z Tobą robi :D śpiewa i tańczy przy choince, a Uzi biega jak szalony :) idę dołączyć, bo przecież nie mogę takich chwil przegapić!

O a tu dowód na to, że raczej nie sprawdzą się strachy na lachy wszystkich Ciotek-klotek z mojej rodziny. Na Wielkanoc straszyły mnie, jak to koty rzucają się dzieciom do gardeł i je zaduszają, przegryzają tętnice i takie tam... Kota miałam wyrzucić wg nich, ale jednak zostawiłam, a Nasia sobie dobrze poradziła - wyhodowała drugi podbródek stanowiący ochronę jej grzdyla przed śmiercionośnym Uzim.

IMAG1161_jpg.jpg
upload image free

25.12.2015r. dzień 52, piątek, 12.10

Jajecznica z bekonem na świąteczne śniadanie. Pomysł i wykonanie męża. Ja w tym czasie się maluję. A chwilę wcześniej jeszcze leżakowanie w naszym sypialnianym łóżku. Ostatnio mało czasu mieliśmy na takie przyjemności, więc tym bardziej doceniliśmy. Obudziliśmy się wszyscy przed 10. Nastuśka przespała cudownie całą noc. Ponad 8 godzin nieprzerwanego snu :) bosko :) wszyscy musieliśmy odespać wigilijne wrażenia.
No ale jemy tą jajecznicę na śniadanie i dzwoni dzwonek do drzwi! Sąsiedzi przyszli z jedzeniem! Rybka po grecku, schab w galarecie i pieczony kurczak :) czy my nie mamy szczęścia do ludzi? Zaraz wezmę się za gotowanie gulaszu z mięsa cielęcego i święta będą u nas pełną gębą :) Chociaż mąż nad tą jajecznicą wspominał, że jak będzie coś otwarte podczas spaceru, na który się zaraz wybierzemy, to zajdziemy do restauracji na obiado-kolację :) niestandardowo się nam te święta zapowiadają...

26.12.2015r. 53 dzień, sobota, 20.42

Święta mają swoją magię, której bardzo trudno się oprzeć. Niby mamy siebie, jesteśmy szczęśliwi we trójkę (opcjonalnie czwórkę, bo Uzi!). Miały być święta w naszym gronie.
Gdy tylko skończyłam pisać w pamiętniku zadzwonił do K. mój Tato. Ja w tym czasie zajęłam się Młodą, pielucha, karmienie i takie tam...
- My też tęsknimy. - słyszę z drugiego pokoju, jak K. kończy rozmowę.

K. staną w progu sypialni i spojrzał na mnie tak, że wiedziałam już o co mu chodzi. I chyba ja też tego chciałam... Niby rozum powstrzymywał, bo małe dziecko, bo droga do pokonania... Ale serce... no chciało być ze wszystkimi.. Była 12.30, chwyciłam torbę do wychodzenia (zawsze zapakowaną w pieluchy, kosmetyki do zmiany pieluchy, kocyk, maskotko-piskawko-grzechotkę, zapasowe ubranie na przebranie, zapasowa bluzka dla mnie), mąż w tym czasie zjechał windą do piwnicy po wózek i zapakował go do mondka. Gdy wrócił do domu ja i Młoda byłyśmy już gotowe do wyjścia. I tak w zasadzie bez słów pojechaliśmy do moich Dziadków do Olsztyna na święta. W konspiracji. Teściowej by chyba serce pękło, a ja nie wybaczyłabym sobie tego, że taką przykrość jej wyrządzimy. Niestety aż tak daleko nie dalibyśmy rady zajechać na spontanie.
Mimo że pierwszy raz od końca września wyjechałam poza miasto to jednak nie zapomniałam jak się prowadzi auto poza miastem. Nastka podróż zniosła śpiewająco. To znaczy milcząco. Aż czasami zapominałam się, że mamy dziecko na pokładzie i przyciskałam za bardzo gaz do dechy. Na szczęście czujny Tatuś pilnował, bym nie szalała za bardzo, bo wiozę JEGO CÓRECZKĘ! Anastazja przespała całą podróż. Raz tylko się zatrzymaliśmy by zalać paliwa, ale Młoda nawet nie zauważyła tej przerwy. Nastia siedziała sobie z tyłu sama, my z K. z przodu. Jeśli Mała zaczynałaby się tam nudzić, czy kwękać to mąż miał się przesiąść do niej do tyłu. Na szczęście nie było takiej potrzeby. Dzielna dziewucha :D za to my tradycyjnie podróż umililiśmy sobie śpiewami :) pamiętam jak jeszcze w ciąży zastanawialiśmy się jak będą wyglądały nasze wyjazdy... Otóż tak... no tak samo, tylko dziecko mamy z tyłu :D

Gdy zajechaliśmy na miejsce, Dziadkowie ocierali łzy wzruszenia, Rodzice wyrywali sobie Nastę z rąk, a moje Siostry piszczały ze szczęścia :D Dziadek jest sparaliżowany po wylewie i nie mógł przyjechać z Babcią odwiedzić Anastazję. Oglądał tylko wydrukowane zdjęcia i czekał na moment aż lepiej się poczuje, by przyjechać do nas, lub kiedy Nastia podrośnie i odwiedzi jego.
Niesamowity dzień świąteczny. Cała czteropokoleniowa rodzina razem: Pradziadkowie, ich trzech synów z żonami, cztery wnuczki (jedna z mężem, druga z narzeczonym), jeden wnuk i pierworodna prawnuczka :) Nastia jak zawsze na światło dzienne wyciągnęła swoje popisowe wcielenie: żadnego stękania, kwękania, same uśmiechy, dużo spania (aż za dużo!!!!), piękne głużenie. Ileż radości i słodyczy potrafi wnieść w życie rodzinne takie małe niczego nieświadome stworzonko.

Tu Nastia z Dziadkami i Pradziadkami
IMAG1246_jpg.jpg
imageupload

a tu rozpieszczony Żulik na Babcinych rękach śpi przy świątecznym stole :)

IMAG1190_1_jpg.jpg
image url upload


O powrocie na noc do Trójmiasta nie było mowy! Musieliśmy koniecznie zostać i koniec. Ciotka-położna przygotowała nam na górze pokój. Zamiast tradycyjnej kąpieli Ciotka zgotowała Młodej tradycyjne szpitalne mycie pod kranem :D Nastka niby zażywa "kąpieli" w naszym zlewie w bliskim kontakcie z Uzim (co drugi dzień na zmianę z kąpielą w wanience), ale w szpitalny sposób była myta tylko raz przez pielęgniarkę na drugi dzień po porodzie. Młodej zdecydowanie to nie odpowiadało. Dała temu wyraz głośnym krzykiem, czym zdziwiła dosłownie wszystkich. Każdemu wydawało się, że nasze dziecko nie wrzeszczy, a tu jednak wcale nie jest z niej taka pipa na jaką wygląda :)
Dzisiaj ja obudziłam się razem z Nastką, nakarmiłam ją, Młoda wróciła do wózka w którym spała, a ja zeszłam na dół posiedzieć w babskim towarzystwie. Gdy wstała męska część rodu i Anastazja zjedliśmy śniadanie. A potem ? Wszystko co dobre szybko się kończy, ruszyliśmy więc w drogę powrotną. Byliśmy dziś zaproszeni do byłych sąsiadów na święta, nie mogliśmy ich zawieść, bo wiemy że szykowali się na święta od kilku dni! Tym razem warunki na drodze pozostawiały wiele do życzenia. Bardzo padało, wycieraczki nie nadążały odprowadzać wodę z szyb. Na szczęście córcia spała całą drogę, więc chociaż tym się nie martwiłam. Podczas powrotu do domu z mężem rozmawialiśmy, że skoro Nastka jest dzieckiem sprawiającym bardzo mało problemów to chyba czas poplanować jakieś wyjazdy. Mamy w głowie weekendowy wyjazd na Kaszuby (idealnie byłoby jakby spadł śnieg :D ), weekendowy wyjazd do Torunia do Copernicusa, weekend na Mazury i wakacje. Rozważamy jeszcze czy samolotem w jakieś ciepłe miejsce, czy autem w Bieszczady. Zobaczymy czy te plany będziemy w stanie zrealizować. W styczniu mamy święta, potem Małankę, może właśnie potem uda się pojechać? Może Mazury na Dzień Babci i Dziadka? I Olsztyn w drodze powrotnej ? Byłoby miło Dziadkom i Pradziadkom. W lutym Kaszuby z Siostrą i Szwagrem oraz znajomymi (niech no spadnie ten śnieg!), a potem Toruń?
W końcu wracamy do takiego planowania. Lubię być w ruchu, nie siedzieć w domu, jeździć, zwiedzać, odpoczywać, jeść :D
Jak już jesteśmy przy jedzeniu. Byliśmy u byłych Sąsiadów. Gdy wzięłam Młodą na kolana i rozmawiałam z towarzystwem usłyszałam po raz pierwszy, że Anastazja jest do mnie podobna! :D oczywiście wiem, że nie jest, ale miło było chociaż raz nie słuchać, że "ojej ojej wykapany Krystian!" :D

27.12.2015r. 54 dzień, niedziela, 19.09

Po dwóch dniach pięknej słonecznej pogody nastały dwa dni szarówki i pluchy. Deszcz pada i przestać nie może. Wczoraj w drodze do byłych sąsiadów aż zazdrościłam córce, że jedzie w wózku i nie kapie jej na łeb. Wbiłam się dziś w swoją kombinezową piżamę i stwierdziłam, że nigdzie nie wychodzę. Mąż i Młoda niech robią, co chcą. Mój plan na dziś - kanaping z kotem. Trochę czytania książki, trochę TV ("Służące" - płakałam jak bóbr na tym filmie i ze śmiechu i ze wzruszenia), muzyki i ogólnie rzecz biorąc żarcie, żarcie, pożeranie. Ugotowałam w końcu ten gulasz z cielaka. Wyszedł wyborny. Muszę przyznać, że gotować nie lubię, rzadko się tym trudnię, ale jak już coś zrobię to dupę wyrywa :P
Mążowi również spacery z głowy wybiła ta pogoda. Chciał z Nastią wybrać się do Parku Oliwskiego zobaczyć świątecznie przybrany Pałac Opatów. Cóż, może jutro po jego pracy wybierzemy się tam, będzie akurat ciemno, więc tym lepiej.
Zażerałam się dziś to cukierkami, ciastkami i owocami z topioną czekoladą :D
Niedawno też dom nasz opuściła Ciotka Ewka i jej chłopak. K. powiedział mi, że Szwagier ma zamiar sformalizować ich związek i przekazał do przechowania pieniądze przeznaczone na pierścionek zaręczonowy. Ponoć za niedługo ma się zgłosić do mnie po radę w sprawie rozmiaru, bo Siostra nie nosi pierścionków. Śmiesznie, bo mój pierścionek zaręczynowy wybierała akurat z K. moja Siostra i robiła za modelkę, bo też taką drobną rękę ma jak ja. Ale pierścionek był na mnie za duży, więc pmniejszanie było niezbędne. Teraz będzie trzeba kombinować na odwrót by trafić z rozmiarem :)
Ach, aż czuję ten dreszczyk emocji i zazdroszczę Siostrze... To tak egoistycznie :) a tak jako siostra cieszę się, że jej związek będzie się rozwijał i dążył do przodu, bo wiem jakie to ważne dla niej jako kobiety :)

Nastuśka, Matka tu pisze o pogodzie, a Ty nie wiesz, co tam u Ciebie dzisiaj. Otóż nic! Spałaś baaardzo dużo. Skok, skok, skok rozwojowy obwiniam za ten stan, ale już kiedyś pisałam, obyś tylko w taki sposób przechodziła skoki. Tym bardziej, że trochę ich Cię czeka :) no ale też dzisiaj udało mi się Ciebie między jednym spaniem a drugim przewracać na brzuszek. To bardzo ważne byś się zdrowo rozwijała. Twoje mięśnie muszą być silne, a ja ciągle mam w głowie słowa powtarzane jak mantrę na studiach, że u małych dzieci rozwój fizyczny zawsze idzie w parze z rozwojem psychicznym. Dlatego jeżeli tak pięknie trzymasz głowę, podpierasz się na rączkach, rozglądasz dookoła ja jestem szczęśliwa, bo wiem, że Twój rozwój poznawczy, emocjonalny i społeczny jest na dobrej drodze! A dzień po wigilii zostawiłam Cię na łóżku obok Taty, sama odwróciłam się po pieluszkę dla Ciebie, a Ty sama fiknęłaś z plecków na lewy boczek! Zwinęłaś się jak krewetka i hyc na boczek! Oj coraz bardziej będzie trzeba na Ciebie uważać :D chociaż w domu ze zwierzakiem i tak oczy mam dookoła głowy :) moja zdolniacha! No, dlatego to leżenie na brzuchu jest takie ważne, wspomaga rozwój fizyczny i jednocześnie utwierdza mnie, że pod Twoją kopułą wszystko gra! Matka dumna jak cholera! Ciotka-Położna chwaliła mnie za to że tak świadomie podchodzę do Twojego rozwoju i pielęgnacji, a Ciebie, żeś taka silna.

IMAG1295_jpg.jpg
free image host


28.12.2015r. dzień 55, poniedziałek, 13.33

Matka niezadowolona. Święta, święta. Dziecko ciągle na rękach, albo w wózku albo w samochodzie. Spało na rękach, spało w aucie i spało w wózku. A teraz mam. Znowu Matka Sadystka musi wrócić. Anastazja tylko odłożona do kołyski (po karmieniu) z automatu się budzi, strzela rozbrajający zawadiacki (wg mnie trochę złośliwy) uśmiech i obwieszcza koniec spania. Od dzisiaj zapowiedziałam kolejną rundę walki z kłopotliwymi przyzwyczajeniami. Tylko że na początku stycznia znów święta, znów Babcia i Dziadek i Ciocia jedna, druga, kurna mać trzecia i jeszcze Tatuś! A wszyscy oni mają ręce, które tęsknią, które tylko proszą, by wziąć Nastuśkę na nie. Chyba wydam dekret zakazujący noszenia, tulenia dziecka. Tym bardziej kiedy Młoda ma zamiar iść spać.

Bananowa matka znów niezadowolona. Od początku grudnia dziecko w nocy się nie budziło ani razu. I dobrze i niedobrze, bo pobudki były zawsze krótkie, szybka zmiana pieluchy i jeden cyc i koniec, więc to nie kłopot wstać na 15-20minut. Ale jak Młoda ciągiem spała po ponad 8 godzin to poranne darcie japy okrutne. Sama nie wie co gorsze, czy ta przepełniona pielucha parząca w tyłek, czy niecierpiąca zwłoki potrzeba zapchania kiszki i szybko cyc-cyc-cyc. Jako matka pedantka zawsze najpierw zmieniam pieluchę, bo w trakcie żarcia Mała jeszcze dorzuca świeży towar do pieluchy, a to grozi przepełnieniem pampersa i wylaniem zawartości na zewnątrz. Także japa rozdarta o poranku to standard był, którego nie lubiłam i nawet wspominałam mężowi, że dobrze byłoby gdyby chociaż raz dziecko nam w nocy się łaskawie zbudziło podjadło a rano budziło się lekko szczęśliwsze i mniej mnie ponaglające (chociaż na mnie te wrzaski wrażenia nie robią). No to dziś w nocy o 2 się zbudziło. Jak spojrzałam na telefon, by sprawdzić godzinę to wielce niezadowolona zabrałam się za obrabianie Młodej. Mimo że ogólnie gęba mi się nie zamyka (tak w kontakcie z Nastią jak i z kotem, czyli gadam caaaaaały czas) to w nocy powiedziałam może jedno zdanie (i to nie pamiętam jakie, pewnie jakieś burczenie) i z zaciętą miną zmieniałam tego pampersa. Pielucha, cyc na leżąco i Mała do kołyski (dobrze że chociaż w nocy nie ma problemu ze spaniem w kołysce!). No widzę, że nie dogodzisz. Przesypia całą noc bez przerwy źle, budzi się raz (tak jak chciałam) też źle. I Młoda rano mi się odpłaciła. Darciem japy :D jej chyba też nie dogodzisz. Jaka matka taka córka.
Posprzątałam trochę w domu, wstawiłam pralkę, która przez okres świąteczny miała wolne. Odkąd jest z nami nasz mały Rumcajs jeszcze tego nie było. Całe cztery dni bez dźwięków pracy pralki w tle! Po śniadaniu wybrałyśmy się na spacer z Ciotką Ewcią i jej podopiecznym, synkiem Marysi. Wzmagający się wiatr i deszcz przepędził nas jednak do domu.
Przygotowałam steki na obiad, Młoda nadal śpi. W kołysce! Obyło się bez większych protestów. Ja chyba też się zdrzemnę, bo dziś od rana chodzę jakaś zdechła. Zimno mi, oczy mnie pieką i w ogóle jakoś tak słabo. Oby to jakieś chimery, a nie choróbsko.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2015, 15:05

zamotana oczekiwanie na II 28 grudnia 2015, 14:33

20 dc.
nie wiem ile dni po owulacji, bo ani śluzu, ani żadnych bóli - zupełnie nic.
Ale powiem Wam, że odpuściłam. Nie stresuje się tym, nie myślę o tym, zupełnie odpuściłam.
Miała być niespodzianka na święta - i była. Brat mojego męża ogłosił na wigilii, że będą mieli drugie dziecko :) Musiało minąć 5 minut, zanim wstałam i ich wyściskałam. Mój TŻ tylko pogratulował im zza stołu. Jak potem zapytałam czemu, powiedział, że się zdenerwował...widać pika go to gdzieś w środku. Bardziej niż mnie..
Będzie co ma być. Jak w styczniowym cyklu nic nie będzie to wtedy mój TŻ się pójdzie przebadać. Bo ze mną jest wszystko ok.
A biorąc pod uwagę długość poprzedniego cyklu (39 dni), pierwszy test jak cos, zrobię dopiero pod koniec stycznia :)
Także ku mojemu zdziwieniu na razie całkiem dobrze mi idzie.

Samara Oprócz błękitnego nieba... 28 grudnia 2015, 14:35

Pęcherzyk urósł (a jakże!) do wymaganych 18 mm. Zastrzyk w tyłek dostałam, dziś o 20:00 mam wizytę u gin co by sprawdzić, że mi na bank ten pęcherzyk pękł. Och mam nadzieje, że tak jest bo ja to już od wczoraj imiona wybieram (taka pewna jestem powodzenia).
Tak, wiem co powiecie... Lepiej się nie nastawiać, by w razie co mieć mniejsze rozczarowanie. Tak właśnie żyłam przez dwa lata. Ani razu nie miałam dobrych przeczuć. Teraz je mam i nawet strach przed rozczarowaniem nie jest w stanie mnie zachwiać. Nie wiem czy to dobrze czy nie.
A tak btw. Moja temperatura robi sobie chyba ze mnie żarty i jestem coraz bardziej za tym, żeby nie mierzyć. No same sobie spójrzcie...

guajawa Staranie o drugie Maleństwo 3 stycznia 2016, 16:28

9 dc. dalej postępujemy jak w zeszłym miesiącu i w na luty tez jest taki plan, takie nie spinanie dobrze nam robi, a od marca dalej będziemy mierzyć, liczyć, badać i się pilnować. Dawno nic nie pisałam, zatem chciałam zacząć od życzeń Noworocznych, aby każda z nas jak najszybciej została obdarzona wyczekiwaną, najukochańszą fasolką.Dziewczyny wszystkiego dobrego, zdrówka, cierpliwości, wiary i hartu ducha. :)) :*

Wypadałoby jakoś skomentować wynik bety... jak jechałam po wynik marzyłam żeby było chociaż 80 to był szczyt moich marzeń większe liczby w ogóle nie wchodziły w rachubę no bo jak?! A tutaj trzy cyfrowy wynik i to z trójką na początku 328!!! Jeszcze do siebie nie doszłam muszę to ogarnąć w swojej głowie ;)

A tak poza tym czuję się dużo lepiej niż w sierpniu przy ciąży biochemicznej gdzie najwyższa wartość hcg to 130 tam miałam mdłości cały czas czułam niepokój jakoś tak dziwnie... Teraz mdłości też są ale tylko rano później czuję się normalnie czasami tylko w krzyżu mnie łupie i w brzuchu ciągnie i bulgota :)

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 28 grudnia 2015, 17:14

Swieta swieta i po swietach. Minęły szybko intensywnie i jak dla mnie zupelnie nie swiatecznie. Moze jak pojawia sie dzieci to inaczej beda wygladac ale poki co to stracily swoj urok.

TEraz czekam na poczatek roku. Wierze ze bedzie to lepszy rok. Musi byc. W styczniu ruszam na kolejne badania i do kolejnych lekarzy. Jak sie uda to tez meza wysle chociaż na wizyte kontrolna do androloga zeby wypowiedzial sie nt wyników meza.

Poki co koncze 5dc. Poza suplenentacja nic nie zamierzam stosowac. W ubieglym cyklu obyli sie bez wspomagaczy i byla piekna owulacja teraz licze na powtorke :-)

To moj 9cs. Duzo i nie duzo. Nie obstawiam juz kiedy sie moze udac albo kiedy chcialabym urodzic. Najwazniejsze zeby sie udalo i wierze ze tak bedzie. Wraca moj optymizm powoli, wiec musi byc dobrze!

Maaaniczka Bóg Nam da. Albo i nie. 28 grudnia 2015, 18:28

Tarczycę też mam do dupy. Super.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)