Jutro 20 marca.. Równo pół roku minie 
19 dc
Jutro mieliśmy jechać na mały spa wypadzik ale nic z tego.Przyjaciółka się pochorowała na maksa.Moglibyśmy sami się wybrać ale po pierwsze Młoda nie będzie miała towarzystwa a po drugie moja nieobecność w pracy w okresie przedświątecznym jest bardzo niewskazana.Tak więc określam sprawę mianem "tak miało być/co się odwlecze to nie uciecze" i czekam do kolejnej okazji.Dzisiaj byłam na małym upiększaniu u pani dermatolog i teraz właśnie mam cierp ciało jak żeś chciało.Ale wzięłam nurofen i jest lepiej.Zapisałam się na kolejne tortury trochę mniejsze(mezoterapię pod oczy ) na 29 marca.
Ze spraw ciążowych to tylko tyle,że dzisiaj dowiedziałam się że kuzynka T jest w ciąży.Nie zareagowałam na to jakoś specjalnie ale T ubrał to w takie słowa:"Tomek(syn kuzynki) będzie miał brata lub siostrę".Po tym zdaniu chciałam powiedzieć:a nasza córka nie będzie miała żadnego rodzeństwa ale się powstrzymałam,bo Młoda była akurat z nami.Ogarnęła mnie złość na T,bo od razu przeanalizowałam jego dbałość o super nasienie:kilka wieczorów popijaliśmy wino aby uczcić jego powrót,kolejnego dnia T przegiął z moim tatą(urodziny mamy) a wczoraj wyjście z kolegami w widomym celu.Tak więc po jego nowinie chwyciło mnie mocne wkurzenie na zaistniałą sytuację i po prostu na niego.W ogóle dzisiaj mnie wkurza,nawet do końca nie wiem czym.
Objawów ciążowych nie mam,ostro zaprzeczałam ewentualnej ciąży u pani dermatolog.@ powinna zawitać w okolicy świąt.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 marca 2016, 22:13
Dziewczyny... Pomocy.
Jako że na różnych forach można znaleźć sponsorowane opinie na temat różnych klinik prosze Was o pomoc. Może któraś z Was miała do czynienia z klinikami w Krakowie?
Konkretnie mam na myśli klinikę MACIERZYŃSTWO i PARENS. Interesują mnie Wasze opinie lub może znacie kogoś kto miał z nimi do czynienia.
Dziś nastała wiekopomna chwila.
Otóż właśnie dziś dostałam kolejnego kopa w d*pę od życia- dostałam @, w 23 dc.
Czyli już nie mogę oszukiwać się że w tym roku będę mamą.
Kolejny stracony rok 
30.03 idę do lekarza, pierwszy raz od dawna bo też się resetowałam ale chyba nie wyszło mi to na dobre...
Jestem wściekła, smutna, załamana.
Potrzebuję dużo siły...
34 dc
Ból zęba mam wrażenie gorszy niż wczoraj 
Na pewno opuchlizna większa
((
Co za du..y weekend!
Coś czuję że wrócę dziś do tej dentystki żeby to oczyściła...
Głupia ja!
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2016, 07:44
No i przyszła @. CYKL mial28 dni czyli jak w ksiązkach napisano. I co z tego.Zowu sie nie udalo. Bylam dzis w kościelei zastanawiałam sie dlaczego znowu sie nie udało, dlaczego to tak "długo" trwa. Niby 6 czy 7 miesiecy starań. Dla niektórych to malutko a dla mnie to juz tak długo.I zonu nastepny i pewnie tez sie nie uda. Mam nadzieje caly czas ze sie uda ale niechce sie nakrecac jak zwykle.
W tym cyklu niemierze tepmeratury to jest jednak stresujące i non stop sie mysli czy wzrośnie czy nie i wogule.
Testy owulacyjne też chyba idą narazie w kąt chociaż to jeszcze kwestia do przemyslenia i zobaczymy czy je bede robic czy nie.
Jedynym wyznacznikiem dni płodnych bedzie dla mnie śluz i ból owulacyjny, który jak robiłam testy to wychodziło ze boli mnie brzuch a testy były negatywne. dopiero po 2 dniach po bólach testy były pozytywne. Co mam 2 czy 3 dni przed owulacja bóle owulacyjne? Chyba nie za bardzo skoro 3 cykle sugerowalam sie wlasnie testami i nic z tego nie wyszło.
Jest jeszcze jedna myśl która ostatnio coraz czesciej mi przychodzi do głowy.Moze to moj maz ma problem z nasieniem ze nie mozemy zaciazyc.Kupiłam mu jakies witaminki niby tez poprawiajace płodnośc. Ale pije je tak jak sobie przypomni nie codziennie. Nie wiem. Prubujemy do konca wakacji jak sie nie uda to w jesieni albo w zimie idziemy do lekarza. Ja i tak we wakacje pojde do gina chyba.
Narazie probujemy.
65 kg,testy negatywne, mikroskop pokazuje płodne dni, lecę na rower
Dzisiaj 6 dzień estrofemu. Przeszłam wczoraj z dawki 2 x 1 na 3 x 1 i również wczoraj pojawiło się dość dużo śluzu, ale nie był to śluz płodny, tylko taki bardzo lepki i ciągnący, jakby gumowy. Ale nie martwię się, może to normalne.
Zaczynam się ekscytować przed usg
Chciałabym, żeby już było po i żeby transfer wypadł w sobotę. Jeśli nie, to pewnie będzie dopiero we wtorek.
Norprolac zaliczony jak ma razie zero efektow ubocznych no ale zobaczymy przez nastepne kilka dni...
Nawet sie wyglupilam i polecialam do endokrynologa w sobote rano, no i mnie niezle skasowal. No ale kazal bezwzglednie zaczac clo w nastepnym cyklu.
Moj M znowu nakis smetny chodzi, nic mu nie zalezy, a do serduszkowania tez weny nie ma, ale ja nie popuszcze:) nie szprycuje sie lekami zeby tu sie nic nie dzialo! Wyjezdzamy na swieta wiec dobry okres zeby meza napastowac codziennie:)
Mam takie uczucie w sobie - nie mam ochoty robić jutro testu. Ale dziś biorę ostatnią dawkę luteiny, więc jednak jutro wypadałoby zatestować dla świętego spokoju.
Naprawdę nie mam żadnych objawów ciąży ... cycki mi spuchły jak zawsze od progesteronu i czasem odezwie się brzuch, ale to nic nowego.
Moje temperatury to xero z zeszłego cyklu, nie wiem jak to możliwe ... czy to luteina tak miesza w moim organizmie ... utrzymuje temperaturę na w miarę stałym poziomie i ani rusz.
Jutro pewnie się rozczaruje, ale mam intensywny tydzień i muszę wziąć dupę w troki i zasuwać.
Chyba już do końca życia każdy Sylwester będzie kojarzył się z oczekiwaniem i nadzieją.
To dwa lata temu czekałam jak na szpilkach na wyniki bety.
Potem szok, niedowierzanie. Ryk szczęścia, nadziei i jednocześnie strachu.
Moja dziewczynka ma 15 miesięcy. Jest mądra, ciekawska i straszna przekora, lubi robić na przekór. Liczę na to, że trochę ten charakter buntowniczki trochę zmaleje 😅.
Ostatnio mój mąż zadał mi pytanie: Pamiętasz nasze życie przed pojawieniem się Ali? Odpowiedziałam, że tak. Natomiast mój mąż popatrzył na małą i odpowiedział: Ja na szczęście już nie pamiętam.
Z jednej strony chciałabym tak jak mój mąż nie pamiętać , ale z drugiej...chyba chcę pamiętać, bo tym bardziej doceniam ten mój dar życia. Kiedy jest źle, nerwowo i chcę się poddać...to wtedy przypominam sobie jak długo o nią walczyliśmy. Jak ta walka o ciążę zrujnowała mnie emocjonalnie, fizycznie i psychicznie, a jednocześnie dodała sił.
Ten rok był pełen zawirowań, pełen nowości, pełen niespodzianek.
Mogliśmy spełnić nasze marzenie i przed świętami wprowadziliśmy się do naszego nowego mieszkania. Mogliśmy dać Ali więcej przestrzeni na swoje łobuzerskie czyny 
Chyba jedynego czego żałuję, to szybkiego powrotu do pracy i to jeszcze na 1,5 etatu. Chciałam lepiej dla naszej sytuacji finansowej, a jedynie tylko cierpię z tego powodu. No cóż, trzeba uczyć się na swoich błędach...
Na co mam nadzieję w przyszłym roku?
Chciałabym, aby Ala była zdrowa, pełna radości i mniejszym łobuzem 
I chciałabym zmienić pracę i zmniejszyć etat. To na pewno.
Co z rodzeństwem dla Ali? Jeszcze nie wiem. Ale chyba jestem na etapie: nie jestem ani na tak, ani na nie. Zobaczymy co przyniesie nowy rok.
Mam nadzieję, że dla nas wszystkich ten NOWY ROK będzie przełomowy, pełen nadziei, spokoju i zdrowia ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2023, 15:34
Ciąża rozpoczęta 20 lutego 2016
Muszę się wyżalić, wypłakać tutaj, bo gdzie indziej... po 5 tygodniach nadchodzi czas wtorkowej wizyty... boję się nazwać po imieniu swoich odczuć, swojego wiecznego strachu, który towarzyszy mi od początku mojej ciąży... boję się słów lekarza... eh
Od rana towarzyszy mi ogólny dół, idą świeta, ogólnie mam to gdzieś, nie chce mi się jechać na zakupy, myśleć co zrobić do jedzenie, nie chce mi się ogarnąć mieszkania, nie chce mi się nic... myślami jestem przy wtorkowej wizycie...
Dziś zaczęłam oglądać modele łóżeczek, ale zaraz zgasiłam, bo naszła mnie myśl a co będzie gdy...? wystarczy, że mąż wczoraj mnie zaciągnął do sklepu obejrzeć modele wózków.
Nie umiem sobie z tym poradzić, nie umiem...
Muszę się wyżalić, wypłakać tutaj, bo gdzie indziej... po 5 tygodniach nadchodzi czas wtorkowej wizyty... boję się nazwać po imieniu swoich odczuć, swojego wiecznego strachu, który towarzyszy mi od początku mojej ciąży... boję się słów lekarza... eh
Od rana towarzyszy mi ogólny dół, idą świeta, ogólnie mam to gdzieś, nie chce mi się jechać na zakupy, myśleć co zrobić do jedzenie, nie chce mi się ogarnąć mieszkania, nie chce mi się nic... myślami jestem przy wtorkowej wizycie...
Dziś zaczęłam oglądać modele łóżeczek, ale zaraz zgasiłam, bo naszła mnie myśl a co będzie gdy...? wystarczy, że mąż wczoraj mnie zaciągnął do sklepu obejrzeć modele wózków.
Nie umiem sobie z tym poradzić, nie umiem...
Małżon chory... to mam dwoje dzieci w domu...
mnie się też samej nic nie chce...
Dodatkowo dziwny ten moj wykres, piersi bolą od piatku, wiec niby tak owulacja powinna wypasc... dziwne ?
Bojkot. Nie je sama. Nie i już. Jak dostanie w rękę chrupka czy kromkę chleba (dzisiaj pierwszy raz) to pociamka. Ale ani warzyw ani chlebka z masełkiem pokrojonego w wygodne do wsadzania do paszczy kosteczki nie tyka. Czeka aż ja jej dam. Mam za karę. Tak ją karmiłam, żeby zjadła, żeby szybciej było i teraz się nie chce gadzinie samej.
Faza na kiwanie głową. Kiwa na wszystko. Na wzmocnienie przekazu, na zachętę, dla zabawy, przezabawnie to wygląda
Już parę razy byłyśmy na placu zabaw. Kupiłam jej zabawki do piaskownicy nawet i coś tam się bawimy w tym piasku. Trochę szkoda, że nie mam sensownych butów, ale teraz już mi się nie opłaca w zimowe inwestować. Zaczepia dzieci 
A ja knuję wieczór panieński przyjaciółki. Mam nadzieję, że wszystko mi się uda i będzie epicko 
Jest nas dwóch, ja i mój brzuch
Równo 22 tygodnie, kręgosłup już solidnie daje się we znaki. Ale grunt, że już półmetek za nami 

I nadeszła...
Tyle z tych dobrych chwil przed, już cieszeniem się, radosną wizją nadchodzącej przyszłości..Staram się żeby mnie to nie zdołowało ale mam już tego dość, oczekiwania choć i tak przyjdzie @, planowania choć i tak przyjdzie @...
Odpadam, to się chyba ma nie udać.
Oj długo mnie tu nie było. Toczyłam okropną walkę, nie mając prawie w ogóle czasu na cokolwiek innego. Z kim walczyłam? Z przeklętymi molami spożywczymi! Cholerstwo rozlazło mi się po całej kuchni:( Od kilku miesięcy widziałam co prawda, że co jakiś czas coś mi fruwa po mieszkaniu, ale łudziłam się, że to może z dworu (głupia! głupia! głupia! przecież mamy zimę!), a jeśli już mole to pewnie ubraniowe... Wywaliłam więc na śmietnik podejrzaną skórę z renifera, która leżała zapakowana na szafie i zadowolona pomyślałam, że sprawa załatwiona. Pewnego dnia, coś mnie jednak tknęło, żeby sprawdzić otwartą torebkę z mąką żytnią... O mało zawału nie dostałam zobaczywszy białego, wijącego się robaczka, który nic sobie nie robił z tego, że go nakryli! Przez ostatni tydzień od razu po powrocie z pracy zabierałam się za mycie kolejnych szafek, naczyń, paczuszek, ścian, sprzętów i wszystkiego co mogło mieć kontakt z tym paskudztwem. Najpierw wodą z mydłem, potem wodą z octem. Pierwszego dnia wywaliłam wszystko co było otwarte, a także kilka zamkniętych torebek z ryżem, makaronem, kaszą, mąką. Poleciały również wszystkie świąteczne posypki do pierniczków - strasznie mi ich było żal:( Resztę popakowałam w przeróżne słoiki i pudełka. Niestety mole mogą jeszcze siedzieć za szafką, której się nie da odsunąć od ściany, bo wywaliwszy wszystkie podejrzane produkty i doprowadzając kuchnię niemal do całkowitej sterylności, zobaczyłam jeszcze na ścianach kilka robaczków i 1 fruwającego osobnika. Dopiero wczorajszy dzień był pierwszym, który nie ujawnił żadnego. Oby zdechły z głodu!
Cała ta akcja doprowadziła do tego, że cykl nie miał szans zakończyć się powodzeniem. Chodziłam ledwo żywa, potwornie zestresowana i załamana (strasznie się boję robactwa, a tu co chwilę mnie osaczało). Nie wiem w ogóle czy owulacja miała miejsce. Nawet moja gin. nie była tego pewna. Niby był nieznaczny skok temperatury, ale i tak utrzymywała się na bardzo niskim poziomie jak na moją normalną fazę lutealną. Trzeba się pocieszać, że w obecnym cyklu będzie lepiej. Jutro idę zrobić zlecone badanie FSH i estradiolu. Mam nadzieję, że nie ujawnią żadnych problemów hormonalnych. M. zrobił w zeszłym tygodniu powtórne badanie nasienia. Tym razem rozszerzone. Dostaliśmy już podstawowy wynik i niestety nie napawa optymizmem:( Nadal utrzymuje się aglutynacja, choć obniżył się jej stopień z 2 na 1. Morfologia nadal na poziomie 5%, czyli też nie najlepiej. Myślałam, że zwiększona suplementacja cynkiem + regularne uprawianie sportu poprawi wyniki u m. choć o 1%, a tu kicha:( Ruchliwość postępowa wzrosła z 9 na 12%, ale to nadal poniżej normy i gorzej od pierwszego badania sprzed roku (20%). Nie wiem czy jednak nie kupię tego drogiego Fertilmena, którego zaleciła dr z kliniki. Jest tam jednak kilka składników, których m. nie bierze. Może zdziała cuda?
Moje badania wyszły dobrze a tak się bałam 
ostatnio gdy robiłam TSH i Prolaktyne (22.12.2015)
TSH 4,64
Prolaktyna 25,98
No i mój ginekolog przepisał mi wtedy tabletki Euthyrox N25 i przy jego braniu wyniki mi sie obniżyły 
Wyniki z dnia 15.03.2016
TSH 2,87
FT3 3,00
FT4 0,81
anty-TPO 14,00
anty-TG 25,97
I z tymi wynikami właśnie byłam u endo i stwierdził, że wyniki są dobre ale jeśli staramy się o dziecko to TSH powinno być miedzy 1-2,00 nie powinno przekraczać 2,00 i dlatego zwiększyła mi dawkę na Euthyrox N50 i kazała przyjść z wynikami (TSH,FT3) za 3 miesiące chyba że zajdę w ciąże to od razu kontrola i wyniki (TSH, FT3, FT4) zobaczymy jak to będzie
Teraz z tymi wynikami do mojego gin i zobaczymy co powie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2016, 16:55
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.