Co z tym śluzem? Już myślałam, że powoli "zasycham", jak to pod koniec cyklu, a tu późnym popołudniem rozciągliwy się pojawił, a większość dnia wodnisty, ale niedużo go. Nie mierzę tempki, bo i chora bylam i na lekach, więc bez sensu. Owu prawie cały cykl zaznacza mi jako okres płodny. Wklejam kawałek wykresu. Może macie jakiś komentarz, może obserwujecie się dłużej.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2016, 22:49
Narty udane, jazda po Norprolacu troche chwiejna ale byla. Serduszkowanie codziennie tez, chociaz M bardziej zmeczony niz przed wyjazdem, ja zreszta tez, chyba sie starzeje. Tempka dalej niska wiec sama juz nie wiem o co chodzi.
W hotelu duzo dzieci wiec placz zaliczylam dwa razy, tak troche bez powodu ale coz. Poznalismy tez pare z trojaczkami, facet troche chyba starszy od mojego M, wiec moj mial takie przerazenie w oczach na sama mysl o in vitro ze az mi sie go szkoda zrobilo.
Plan na nastepny cykl juz jasny, a ze mam caly ten tydzien wolny, wiec wezme sie za siebie i troche za diete i cwiczenia bo oboje chodzilismy tyklo za jedzeniem jak prosiaczki:)
Dziewczyny - mam nadzieje ze mialyscie udane Swieta i teraz tak wiosennie bierzemy sie wszystkie do roboty i przenosimy sie na fiolet, dosc tego uzalania sie nad soba.
37+2 (38tc)
Ciąża donoszona
Wizyta w przyszły poniedziałek, o ile doczekamy
Mały jeszcze harcuje, czasem nawet dość boleśnie więc chyba jeszcze trochę miejsca ma. Uwielbiam kiedy się rusza
To jest to, co w tej chwili podtrzymuje mnie na duchu.
Na tym etapie bardzo puchnę, szczególnie dłonie i kostki. Żylaki dokuczają mniej dzięki masażom, spacerom, smarowaniu żelem i opłukiwaniu ich zimną wodą. Wieczorem dokucza mi tylko mrowienie w łydkach. Noce nawet, że przesypiam. Wstaję tylko ok. 2-3 razy na siku i zaraz zasypiam
Może wyśpię się na zapas
Obecnie pojawił się gorszy problem... Wyżyna mi się ósemka
Boli mnie cała lewa szczęka, nie mogę jeść, otwierać buzi... Ból jest straszny...
Spróbuję umówić się dzisiaj do dentysty, może gdzieś mnie wciśnie bo ma straszne terminy, a ja przecież rodzę za 3 tygodnie
Ból jest nie do wytrzymania
Jak nie urok to... wiadomo 
Dzisiaj jest 19dc ale czuję że nic z tego nie będzie:9 Piersi już bolą jak przed okresem, brzucho też daje już o sobie znać.
Od początku tego cyklu brałam olej z wiesiołka na śluz ale nie wiem dlaczego za każdym razem gdy go wzięłam bolał mnie brzuch, więc około 8 dc stwierdziłam że po co mam się męczyć i zrezygnowałam z niego.
Mój mąż jakieś 2 lata temu był u urologa bo miał problemy z nerkami i lekarz stwierdził że istnieje możliwość że mężuś ma żylaki na lewym jąderku i powinien zrobić USG.Na skierowaniu napisane było żylaki i pytajnik. Oczywiście mój luby nie poszedł na USG bo cytuję"czemu ma mu ktoś po jajkach jeździć"i zapomnieliśmy o zdarzeniu. Teraz gdy znów się staramy przypomniałam sobie o tym no ale mój M jest strasznie oporny na badania i nie chce pójść Wrrr....
Badania nasienia też nie robiliśmy ale na razie daję nam czes do 6 miesięcy potem będę wiercić mu dziurę w brzuchu.
Jeżeli @ przyjdzie w tym cyklu zamierzam umówić się do mojego ginka ,zakładając że przez 2 miechy z rzędu mialam owulację 12 dc więc zapiszę się około 10 nowego cyklu powinien być już widoczny pęcherzyk, więc okaże się na pewno czy przyszły cykl będzie owulacyjny:)
Uff, opisałam się a teraz uciekam do pracy:)
A jeszcze jedno poradźcie mi co zrobić by nie myśleć cały czas o dzidzi:(
Tempka poszła od dwóch dni w dół co prawda dalej jest na wyższym poziomie niż na początku cyklu ale.. wydaje mi się że jednak nic z tego:(W tym miesiącu byłam trochę przeziębiona więc temp mogła być podwyższona przez te parę dni. Nie wiem już co o tym sądzić eh załamka.
Tak jak myślałam - z tym moim mierzeniem temperatury będzie bardzo ciężko. Zbyt intensywnie żyję od samego poranka
Puki co udaje mi się zapisać temperaturę co 2 dni. To i tak dla mnie szczyt możliwości. Spróbuję jednak z testami owulacyjnymi. To pewniejszy sposób na wyznaczenie owulacji u mnie 
Wokół same ciężarne. Nie podejrzewałam nigdy, że będzie mnie to zasmucać. Przecież to dopiero 4 cykl starań, po 6 letnim braniu tabletek. Wiem, że niektórym udaje się od razu, ale przecież każdy jest inny. Nie wszystko można mieć na zawołanie. Zmieniłam plany/marzenia - ciąża w 2016 to całkiem osiągalne
2 dc
Trochę kulawo się wczoraj wyraziłam, ale to chyba z tych nerw... Ulga nie bo nie ma ciąży (no by mnie tu chyba nie było, c'nie), ale bo już nie muszę czekać. Bo to nie było radosne oczekiwanie, to było odliczanie każdej minuty do końca dnia. I gdybym tak miała siedzieć na szpilkach i dzisiaj i jutro, czekając na wyniki bety, to chyba bym tu skisła. No nic, pierwsze koty za płoty. Wczoraj zamówiłam sobie testy owu i ciążowe na kolejne cykle. Jak nie będą potrzebne za miesiąc to oddam potrzebującym.
Używacie tych 40 + 4 z allegro? Warto było?
No i z niespodziewanych niespodzianek miałam jeszcze jedną poza @. Przed 23 do ktoś zaczął mi się dobierać do drzwi. Ja sama, w piżamie, telefon cholera wie gdzie, mogłabym na fejsie napisać na policję ewentualnie. Ale ten ktoś ma klucze. Szybko sobie myślę, że M. u rodziców, pisałam z nim 3 godziny temu, no napisałby mi, że jedzie. No to co, właściciel z niezapowiedzianą nocną inspekcją? 
Drzwi się otwierają, a tam mój M. z jedną torbą "Wróciłem". Jak we śnie.
Okazało się, że jego brat, z którym miałby iść do pracy od dzisiaj w Warszawie zachorował na grypę żołądkową po świętach. A że ten wyjazd się już kolejny raz przeciąga mój M. stwierdził, że może poczekać w swoim domu, a nie u rodziców. A czemu nie napisał? A cholera wie. Mówił, że mu się internet skończył w telefonie, ale przecież smsa można bez internetu wysłać. Może myślał, że mnie przyłapie z kochankiem.
Te chłopy, eh.
Wrócił i też chory zresztą. Trochę mi to schlebia, że wolał przyjechać do domu z gorączką niż dać mamusi się zatroszczyć o synusia, ale sama jestem teraz w takim stanie, że chciałabym żeby ktoś się mną zajął. Te bolesne miesiączki. 
Dżuma chyba wielkimi krokami zbliża się do pierwszej rujki. Biega po nocy i drze ryja, rano to samo. W sumie tylko jak śpi to nie wydaje żadnych odgłosów. Cały czas chodzi i jęczy, wzdycha, sapie, piszczy. Gdyby ktoś myślał, że kot tylko "miau" operuje, to nie, niestety.
W każdym razie mam nadzieję, że albo zdążymy przed, albo akurat po leczeniu będzie już po i będzie można kastrować. W piątek na kontrolę dopiero. Ale już widać, że jest o wiele lepiej.
Nie chrapie i nie smarczy.
Budząc się rano po 11h snu ( masakra
) miałam przeczucie, że zaraz przyjdzie @, teraz uczucie minęło i tylko jajcory bolą...ale @ i tak się pewnie pojawi :>
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2016, 12:48
@ 3 dzień...........
Dzis jest lepiej:-) Dziekuje za mile slowa. Trzeba przetrawic co sie uslyszalo i zyc dalej:-) Jedynie nauczke mozna wyciagnac. Nie wszystkimi przemysleniami nalezy sie dzielic.
Dzwonilam dzis do szpitala umowic sie na HSG. W poniedzialek 4go kwietnia o godzinie 9.00. To bedzie 11 dzien cyklu. Myslalam,ze uda sie moze ustawic na piatek (robia to badanie tylko 3 razy w tygodniu: poniedzialek, wtorek i piatek), ale to byl pierwszy dostepny termin. Zalapuje sie, do 12 dnia cyklu mozna je wykonac.
do terminu porodu 12 dni...zaczyna mnie coraz częściej boleć podbrzusze...bóle takie miesiączkowe...jakieś kłucia w pachwinach jak chodzę..palce u dłoni trochę spuchnięte..od początku ciaży miałam przeczucie że urodzę wcześniej...w marcu...chyba to się nie spełni bo do końca marca mamy tylko 3 dni...jutro ide na wizytę do ginekologa..zobaczymy czy coś się juz szykuje czy nie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2016, 12:16
Pierwsza Wielkanoc Zosi. Połączona z 1 imprezą urodzinkową dla dziadków, bo mój ojciec i męża matka wyjeżdżają. Męcząco, masa sprzątania 
Zosia dostała sporo rzeczy. Ja sama zamówiłam jej chyba z 6 sukienek z allegro i nosidło na olx kupiłam. Cieszy się w nim jak mysz do sera
Mój ojciec kupił jej namioty z tunelem, ale chyba jeszcze jest ciut za mała i nie docenia.
W kościele święciliśmy jajka, a Zosia próbowała zaczepiać dzieci. A w Wielkanoc byliśmy na mszy, to się dorwała do świeczek i zapałek i pół mszy się tym bawiła i zwiewała mi w stronę ołtarza, potem zaczęła marudzić i w końcu wyszliśmy przed czasem żeby ludzi nie wkurzać 
Mogę zacząć powolutku tworzyć mini słowniczek Zosi 
Ba - Bam - jak coś spadnie, czymś rzuci.
Be - Be - na coś, co jest "niedobre" np. brudną pieluchę.
Nie - jako "nie" że się nie zgadza i jako "nie nie", że nie wolno robić tego, co właśnie robi 
Pa pa - jak macha rączką na pożegnanie.
Mamam to ja 
Tatat to mąż.
Brum brum to auta, ale też dużo innych rzeczy, więc chyba nie do końca się liczy.
Ponadto robi takie bubububu jak udaje pieska, powtórzy "tak" mówiąc taaaa, kiwa głową jak się zgadza. I wydaje mi się, że mówi mamama jako am am. Próbuje naśladować miny, niektóre dźwięki. Umie przełazić przez pufy. Wspina się na nie, odwraca i zjeżdża z drugiej strony. Uwielbia jak wypadam na nią z "kryjówki" krzycząc praktycznie growlem PICKABOO!!!!! Zaśmiewa się wtedy jak z najlepszego dowcipu. "kuku" nie działa w ten sposób. Postanowiła, że się przestawia zgodnie ze zmianą czasu i już od kilku dni zamiast między 8 a 9 wstaje między 7 a 8 czyli de facto tak jak było
To na tyle jeśli chodzi o moje nadzieje na częstszy sen do 9
No i nadszedł ten dzień, dzień T.
Wszystko się to dla mnie mocno rozciągnęło w czasie. Nawet już nie liczę który to cykl starań, zaczynaliśmy w listopadzie 2014 więc półtora roku drogi za nami. Sama nie wiem czy to dużo czy nie. Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że to tyle czasu potrwa i będzie miało taki finał to chyba nie uwierzyłabym. Z drugiej strony nie wiem co jeszcze przed nami, może za drugie półtora roku powiem dokładnie takie samo zdanie.
Nasza pierwsza wizyta w Artvimedzie to był wrzesień/październik 2015, przez różne komplikacje, bo coś wyskakiwało dosłownie co miesiąc, transfer jest dopiero dziś, 29.03.2016. Ale w końcu jest. Prawie 3 miesiące po punkcji, ale jest. Tak szczerze mówiąc na dzień dzisiejszy czas stracił dla mnie znaczenie.
Jakie emocje mi towarzyszą? Na pewno się trochę ekscytuję, na pewno bardzo martwię. Ale dzisiaj wiem, że mogę już tylko czekać na testowanie. Na pierwsze w życiu testowanie, w którym ma prawo coś wyjść. Ale jednak pomimo to jest we mnie wiele spokoju. Wiem, że przyjmuję niesłychane dla mnie dawki progesteronu więc na wszelkie objawy "których nigdy nie miałam" przymknę oko i uśmiechnę się pobłażliwie. Będę się oszczędzać, czekać cierpliwie, pewnie testować za wcześnie. Od tej chwili nic już zrobić więcej nie mogę. Tylko czekać.
Urodziłam 17 marca 2016 o godz 12:25. Oliwka ważyła 3050g i 53cm.
Poród zaczął się samoistnie od odejścia wód. Wszystko przebiegało ok, rozwarcie szło, skurcze nie nasilały. Jednak na finiszu (po 10 godzinach) zaczęło zanikać tętno, główka nie chciała prawidłowo schodzić i lekarz zdecydował o użyciu kleszczy- matko co za ból! A szycie krocza? Jeszcze gorzej. Okazałam się chyba mało odporna na ból. A po wszystkim doświadczyłam wielkiego bólu psychicznego ponieważ córeczka nie mogła być ze mną. Zaraz ją zabrano i spędziła dwie doby w inkubatorze. Przez te przezycia nie dostałam pokarmu. Pojawił się dopiero w 4 dobie. Teraz jest już ok. Po 5 dniach wyszłyśmy do domku. Oliwka ma się dobrze. Byłam uparta i wciąż dostawiałam ją do piersi więc teraz już nie potrzebujemy butelki. Jeśli chodzi o spanie to jest tak sobie. Narazie uczymy się siebie. Jednak mimo wszystkich trudności jestem najszczęśliwszą mamą na świecie!

Czulam sie baaardzo szczesliwa przez te Swieta, choc z dala od rodziny w Polsce, zajeta wlasnymi przygotowaniami do Swiat, dekorowaniami na zewnatrz i w domu, pieczeniem domowej szynki (karkowka i schab), robieniem zurku i salatki warzywnej ze Swieconka oraz z codziennym sniadankiem z mezem i od piatku codziennym spiewaniem w chorze podczas codziennych mszy swietych. Do tego szczescia brakuje tylko tak oczekiwanego naszego wlasnego cudu malenstwa ale moje serce i tak bylo tak szczesliwe w te rozspiewane, cudne Swieta 
W sobote, po ostatnim swieceniu pokarmow, z grupa osob z choru pierwszy raz w zyciu zamiatalismy kosciol
Moj maz jakos tez dostal miotle i ochoczo przystapil do dziela
Pieknie bylo! ALLELUJA! 
Święta, święta i po świętach. Wracamy właśnie od teściów do domku i zaczyna się szara rzeczywistość. Ja co prawda mam urlop do końca tygodnia, więc będę miała trochę czasu dla siebie, ale tak szczerze to nie za bardzo lubię spędzać czas bez M.
Przeziębienie mija, katar dokucza co raz mniej i czuję się całkiem nieźle. Na szczęście przeziębienie minęło bez gorączki, więc wydaje mi się, że temperatury nie są niczym zaburzone.
Jutro miałam iść na progesteron, ale okazuje się, że pojadę dopiero w czwartek, a ciekawość mnie zżera 
A dzisiaj w końcu będzie
i już nie mogę się doczekać
są najlepsze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2016, 14:37
37+6
Dzisiaj mielismy kolejne ktg, wyszly skurcze 60% wiec cos sie dzieje, kolejne ktg w piatek zobaczymy czy robimy postepy no i czy dotrwamy do wizyty za tydzien
odebralam tez wyniki gbs na szczescie ujemny i tym sposobem mamy wszystkie badania potrzebne do szpitala wiec moge rodzic! Smieje sie ze jeszcze tylko kino, bo zaraz zaczyna sie seans i wtedy synku droga wolna 
A z frontu ciazowego ciagle super
rozmiarami przebijam wszelkie wyobrazenia i dobrze mi z tym wszyscy mowia ze pieknie wygladam
jedyne co dokucza to zgaga.. brrr zmora i koszmar! Poza tym odczuwam skurcze, ale o dziwo tych na ktg prawie w ogole nie czulam, wiec jak mnie cos zaboli to chyba musi byc konkretniejsze
nie puchne, ale pierscionki zdjelam tak na wszelki, szybciej sie mecze i brzuszek mi ciazy, ale tylko czasami. Poza tym kocham tego malego kurczaczka, jego kopniaki, to jak sie przeciaga i wypina, az zaluje ze nie moge przytulic brzucha, dobrze ze maz nadrabia przytulanie za mnie 
Syneczku, mozesz sie urodzic w kazdej chwili, czekamy na Ciebie niecierpliwie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2016, 14:04
Jak dobrze, że już po świętach. Ostatnio nie lubię świąt, przygnębiają mnie. Tak jak co roku modliłam się, uczestniczyłam w nabożeństwach w Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę. Ale czuję ostatnio,że coś się we mnie bezpowrotnie wypaliło.
Były to pierwsze święta bez teścia, a to zawsze on był tą osobą wprowadzającą rodzinną atmosferę. Teraz pusto i smutno. Nic już nie będzie takie samo.
Nie tak miało być, to miały być radosne święta z maleństwem w brzuchu i z nadzieją na pełną rodzinę. Nie da się o tym nie myśleć, nie pamiętać.
Często przychodzą myśli, że teraz byłabym w 13tc i pewnie zaczynałabym mieć ten wymarzony brzuszek. Było mi cholernie smutno, ale trzymałam się dla męża i dla mamy, żeby ich nie martwić. Tak bardzo zazdroszczę dziewczynom, którym dane jest urodzić swoje dzieci, przytulić i patrzeć jak rosną.
U mnie chyba tradycją staje się, że w każde święta przyłazi do mnie @. Tym razem nie było inaczej, w poniedziałek wielkanocny obudziłam się z bólem brzucha. Zawsze miałam krótkie cykle , ale teraz to już szczyt. Mój poprzedni cykl trwał 19 dni, a od 17dc już miałam plamienia. Chyba jednak wszystko mi się całkiem rozregulowało
. Profesor mówił, ze tak może być, dlatego na razie muszę odpocząć.
Pierwszy dzień świąt spędziliśmy z moja mamą, a w drugi mieliśmy gości. Przyjechał męża brat z rodziną. Fajnie było, gadaliśmy, żartowaliśmy, na chwilę zapomniałam o wszystkim, gdy nagle temat zszedł na taką dziewczynę z rodziny. Ona zostawiła męża i zadawała się z różnymi facetami, straciliśmy już rachubę z kim jest aktualnie. Początkowo miała ze sobą ośmioletnią córkę. Niestety alkohol był na porządku dziennym, aż w końcu zostawiła tą córkę na tydzień z jakimiś obcymi ludźmi i przepadła. Na szczęście ojciec dziewczynki ją znalazł i zabrał do siebie. Od tamtej pory matka praktycznie wcale nie kontaktuje się dzieckiem. Ale jej to na rękę, może teraz bez żadnych przeszkód melanżować, pić i nie wiadomo, co jeszcze robić. Matką to ona nigdy dobrą nie była, dzieckiem się nie interesowała, tylko siedziała przed komputerem z piwem i tak dzień w dzień. Oczywiście dziecko było z wpadki i tylko jej przeszkadzało. No i co ja się wczoraj dowiaduję, że ona teraz znów jest w ciąży. Normalnie brak słów, chla, pali papierosy jeden za drugim, nie dba o siebie, nie wiadomo gdzie i z kim się szlaja i co jest w ciąży. Taka to przecież nie ma żadnych problemów z płodnością, jest płodna jak cholera. Normalnie nie ogarniam tego świata. My cierpimy bo nie możemy mieć dzieci, takie laski też cierpią, bo wcale tych dzieci nie chcą, a przede wszystkim cierpią te dzieci, które wychowują się bez miłości i ciepła rodzinnego i nikt o nie nie dba. Tak bardzo mi szkoda tego dzieciątka, jaki los je czeka. No i znów prysł mój humor i chciało mi się wyć.
Wszyscy mówią, że czas leczy rany, generalnie tak jest, ale obawiam się, że mojej rany czas nie wyleczy. Niestety wraz z upływającym czasem nie zmniejsza się pragnienie macierzyństwa, wręcz przeciwnie to wszystko narasta. I nawet jak poukładam sobie wszystko w głowie, nastawię się pozytywnie, to takie historie jak ta dzisiejsza wyprowadzają mnie z równowagi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2016, 23:49
Święta, Święta i po Świętach...
Na naszej kuchennej tablicy namalowałam zajączka i podpisałam, że to zajączek spełniający marzenia.
Oboje z M. mieliśmy takie samo - by w naszym domu pojawiła się mała Dzidzia 
W wielkanocną niedzielę takie mieliśmy marzenie i prośbę do zajączka. Kolejny rok z rzędu ...
Nie wiem czy to jakiś znak, ale wczoraj podczas spaceru w parku widzieliśmy zajączka. Prawdziwego, kicającego, wcinającego pierwszą zieloną trawkę... Czyżby tym razem nas wysłuchał?
Pierwszy intralipid za mną
Tragedii nie ma, choć 4.5 godziny leżenia pod czterema butelkami kroplówki nie jest bardzo rozwijające. Dużo zależy od towarzystwa, a ja miałam bardzo przyjemne.
Następna tura dzień przed transferem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2016, 14:53
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.