misia6684 Nadzieja umiera ostatnia 19 maja 2016, 17:59

Prawda jest taka, że się boję. Chce iść jak najszybciej na bete, bo boje się, że jak zmierze dwa dni później to się magicznie ulotni i wyjdzie negatywna. Boję się, że spadnie mi temperatura, a obsesyjne robienie testów pozwoli mi tego uniknąć. Boję się, że koljny cykl będzie nieudany. Wiem, że to nie tak działa, ale się boję. Miałam się nie nakręcać. Siedzenie w domu mi nie służy. Muszę iść do pracy. Muszę wyjść z domu i coś zrobić. Wysprzątałam cały dom, bo zaczynam wariować. Boję się myśleć, że się udało, bo nie chce czuć zawodu. Boję się myśleć, że się nie udało, bo wtedy może na prawdę się nie udać. Dobrze, że już weekend i będzie N przy mnie. Przy nim nie sprawdzam obsesyjnie internetu w poszukiwaniu nowych informacji. Jeżeli w sobotę rano beta wyjdzie ujemna to dam sobie spokój. Już na pewno.

Malinka123 Moje nowe życie 19 maja 2016, 18:32

Bajka o dziecku, którego być nie miało

"W świecie, z którego pochodzę miłość do dziecka również jest bardzo ważna. Czasem najważniejsza – zaczęła swoją opowieść Ingrid. - Kobiety rodzą więc dzieci, by miłości było więcej i nie są pytane o to, czy chcą je rodzić, czy nie. W świecie, z którego pochodzę, to ojciec wybiera córce męża i organizuje zaślubiny. Obowiązkiem córki jest być posłuszną ojcu, zachować cnotę do ślubu, a w wersji idealnej w dziewięć miesięcy po nim urodzić nowemu mężowi pięknego syna.
Tylko, że świat nie jest idealny. Pochodzę z wysokiego rodu, więc całe życie wiedziałam, że nadejdzie dzień, w którym ojciec każe mi się przygotować do ślubu. Nie myślałam o tym, ciesząc się młodzieńczą nieskrępowaną wolnością i pannami dworu. Wiodłam przyjemne życie, pełne zabaw i gier, książek i muzyki. Nigdy nie musiałam robić nic pożytecznego, choć kiedyś z nudów poprosiłam o lekcję tkania i geografii. Na tkanie ojciec się zgodził, ciekawość świata uznał zaś za niebezpieczną.

Obserwując moje dworki i rozmawiając z nimi, wiedziałam, że są zapraszane na potajemne schadzki. Młodzi paziowie, ale i zwykli farmerzy czy kupcy próbowali swojego szczęścia, starając się je poderwać lub zabawić. Kontaktów damsko-męskich uczyła mnie guwernantka, która ciągle podkreślała, jak ważne jest odpowiednie „dygnięcie" przed mężczyzną.
Moja matka zmarła, gdy byłam jeszcze mała, więc całą moją edukacją i wychowaniem zajmował się ojciec. Nie szczędził na to pieniędzy. Opływałam w kosztowności, otaczali mnie nauczyciele i książki. Nigdy jednak nie miałam jak mu się tym pochwalić. W TYM DUŻYM DOMU ZAWSZE BYŁAM SAMA. Tylko mój starszy brat i ja.
I w końcu nastał ten dzień, w którym przyjechał ojciec powiedzieć mi, że wybrał dla mnie męża. Widziałam go już wcześniej kilka razy. Pochodził z zamożnej rodziny. Ustalono datę ślubu. Wybrano materiał na suknię. Wszystko miało być idealnie...
CZUŁAM PRESJĘ. Chciałam podobać się przyszłemu mężowi, nie chciałam go zawieść. A przede wszystkim: chciałam spróbować. Któregoś wieczoru wymknęłam się z komnaty do stajni. Pracował tam chłopak, który od dawna mi się podobał. Onieśmielona tym, co robię po prostu podeszłam i położyłam ręce na jego szyi, ale on był bardziej doświadczony. Zrozumiał czego chcę.
Siano wcale nie było tak wygodne, jak opisywały to moje dworki. Łaskotało i gryzło na zmianę, ale to, co robił ten chłopak sprawiało, że miałam gęsią skórkę. Gdy skończył, powiedziałam mu, że nikt nie może się o tym dowiedzieć... oraz że to był jedyny raz, kiedy do niego przyszłam.
Nie dotrzymałam słowa. Jego zapach i tęsknota za dotykiem sprawiły, że zaczęłam regularnie wymykać się do stajni. PO MIESIĄCU TYCH ZABAW ON ZAPYTAŁ, KIEDY BĘDĄ MOJE KOBIECE DNI i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że już dawno powinny nadejść. Sparaliżowało mnie. Moja twarz musiała chyba mówić więcej niż tysiąc słów, bo zrozumiał w lot. Jęknął i mnie przytulił.
Kazałam mu zabrać mojego najlepszego konia, wcisnęłam sakiewkę w rękę i wyprawiłam w drogę. Mój ojciec by go zabił...
Przez kolejny miesiąc chowałam się przed ojcem i guwernantką, stroniłam od ludzi, udawałam chorą... co nie było trudne przy męczących mnie nudnościach. Po kolejnym miesiącu wiedziałam, że czas się powoli kończy i dłużej nie da się tego ukryć. Suknie zrobiły się przyciasne, brzuch zaczął się odznaczać, a ja czułam, jak moje BRZEMIĘ ROBI SIĘ WIĘKSZE I CIĘŻSZE Z KAŻDYM DNIEM.
Poszłam do ojca kilka dni temu, wieczorem. A musicie wiedzieć, że utrata cnoty w mojej ojczyźnie jest najgorszą rzeczą, jaką córka może zrobić ojcu. Liczyłam się z tym, że mnie wydziedziczy... każe natychmiast opuścić dom... przeklnie... Nawet ułożyłam sobie plan, gdzie pójdę, jeśli każe mi natychmiast odejść. Ale on zrobił coś gorszego. -Jej głos na chwilę się załamał, a w oczach pojawiły się łzy. Wzięła głęboki wdech i mówiła dalej. - NAJPIERW MNIE SPOLICZKOWAŁ. PÓŹNIEJ WEZWAŁ MĘDRCA Z ZIOŁAMI, KTÓRE MIAŁY PRZEGNAĆ DZIECKO Z MOJEGO CIAŁA. Wypiłam paskudną miksturę, po której przez pół dnia wymiotowałam i krwawiłam. ALE DZIECKO ŻYŁO. Nie miałam wątpliwości.
Wtedy ojciec spróbował najgorszej znanej mu metody. PRZYPROWADZIŁ TRZECH ZBIRÓW, KTÓRYM KAZAŁ MNIE BIĆ I KOPAĆ, ALE I TAK, BY MNIE NIE ZABIĆ. MIELI TYLKO OSŁABIĆ MOJE CIAŁO. Wspaniałomyślnie, zielarz wcześniej podał mi coś na ból. Leżałam we własnym domu poniewierana przez obcych ludzi, z trudem łapiąc oddech między kolejnymi razami. CHCIAŁAM UMRZEĆ. NIE DLATEGO, ŻE BOLAŁO, A DLATEGO, ŻE BYŁAM BEZBRONNA, NIE DAŁAM RADY WALCZYĆ... ANI O SIEBIE, ANI O NIE - WSKAZAŁA NA BRZUCH. - WTEDY SIĘ PODDAŁAM. Pomyślałam, że to, czy żyję, czy nie jest bez znaczenia. Po kolejnym kopnięciu straciłam świadomość.
Kiedy się ocknęłam, byłam już na statku. Obok mnie siedzieli ojciec i zielarz. OJCIEC PRZEPROSIŁ MNIE ZA SWOJE METODY I STWIERDZIŁ, ŻE NAJWYRAŹNIEJ BOGOWIE MAJĄ SWÓJ PLAN DLA TEGO DZIECKA, SKORO TAK BARDZO TRZYMA SIĘ ŻYCIA. Ale wyjawił mi też tajemnicę...
- Wieść o tym, że jesteś brzemienna, poszła już w świat. Niebawem dojdzie do uszu twojego niedoszłego męża, a on, w myśl prawa, będzie mógł przyjechać i zabić ciebie, i mnie. Rozumiesz?
Wiedziałam, że tak jest. Znałam opowieści o nim i myślę, że tak właśnie by zrobił.
- GDZIE PŁYNIEMY?
- DALEKO, NA TYLE DALEKO, ABY NIE STAŁA CI SIĘ KRZYWDA - powiedział, a ja pamiętam, że wtedy zaśmiałam się w duchu. JAKA GORSZA KRZYWDA MOGŁABY MI SIĘ STAĆ? Spotkało mnie już przecież wszystko, co najgorsze. Dopiero gdy dopłynęliśmy na brzeg, dowiedziałam się, że zamierza mnie przekląć i opuścić.
DLATEGO TAK NIE CHCĘ TEGO DZIECKA. ZRUJNOWAŁO MOJE ŻYCIE. MOJE DOBRE, POUKŁADANE, W MIARĘ SZCZĘŚLIWE ŻYCIE. NIE JEST MILE WIDZIANE W MOIM BRZUCHU, A JEDNAK SIĘ GO TRZYMA, A JA NIE MAM W SOBIE SIŁY, ANI CHĘCI, BY Z NIM WALCZYĆ. SKORO MUSI PRZYJŚĆ NA TEN ŚWIAT, NIECH PRZYJDZIE. ODDAM JE PIERWSZEJ LEPSZEJ KOBIECIE I WRÓCĘ DO SWOJEGO ŚWIATA, DO ZABAW, KSIĄŻEK - zakończyła swoją opowieść Ingrid.
-JESTEŚ NAIWNA, JEŚLI MYŚLISZ, ŻE TWÓJ ŚWIAT JESZCZE ISTNIEJE - powiedziała Kapłanka po chwili ciszy.
- Byłam naiwna, myśląc, że potrzebuję bliskości mężczyzny. Kapłanka pokręciła głową.
-Wtedy byłaś po prostu kobietą.
Patrzyłam na nią. Leżała cicho na posłaniu, mizerna i posiniaczona. Czy ktokolwiek zasługuje na taki los? Z drugiej strony: JAKA W TYM WINA TEGO DZIECKA? NA NASZYCH ZIEMIACH MATKI KOCHAJĄ SWOJE DZIECI. Nikt nikogo nie wydziedzicza, nie poniewiera za to, że w łonie kobiety pojawiło się dziecko. NA TEJ WYSPIE KAŻDE ŻYCIE WITANE JEST Z RADOŚCIĄ I WDZIĘCZNOŚCIĄ.
Kapłanka podeszła do Ingrid i usiadła obok niej. Pogłaskała ją po włosach.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie - zaczęła. -Jeśli chcesz przeżyć, musisz zostać w wiosce. O tym, czy to jest możliwe, zdecydują wszyscy mieszkańcy podczas wieczerzy... Jednak, aby podjąć taką decyzję, będą chcieli cię poznać. Będą zadawać pytania. Rozumiesz? - zapytała, a Ingrid pokiwała głową. -To nie będą miłe pytania. Będą bezpośrednie i aroganckie. Bardzo szczere. - Ingrid znów pokiwała głową. - Odpowiadaj szczerze. Nie masz się czego wstydzić. TUTAJ NIKT CIĘ NIE POTĘPI ZE WZGLĘDU NA TO, ŻE NOSISZ POD SERCEM NIEŚLUBNE DZIECKO. JEDNAK JEŚLI KOBIETY POCZUJĄ, ŻE NIE DARZYSZ TEJ ISTOTY W BRZUCHU DOBRYM UCZUCIEM, BĘDĄ WOBEC CIEBIE NIEUFNE. Nikt nie powie, że masz pokochać to dziecko, jednak dobrze by było, gdybyś dopuściła do siebie taką możliwość. -Widząc niemy I irotest w oczach dziewczyny, Kapłanka kontynuowała: - Zrozum to, co się stało, już się nie odstanie. CZUJESZ SIĘ SAMOTNA,
ZDRADZONA I OSZUKANA. NIE MASZ NA TYM ŚWIECIE NIKOGO, POZA TĄ ISTOTĄ W BRZUCHU... A NIE MASZ ICH DLATEGO, ŻE JEST TA ISTOTA W BRZUCHU. Myślisz, że musiałaś wymienić to, co już miałaś - swoje zaplanowane i wygodne życie, na to - wskazała ręką chatę - zimne domostwo na skraju świata... ALE RÓWNIE DOBRZE MOGŁABYŚ POMYŚLEĆ, ŻE OTO MASZ OKAZJĘ, BY POZNAĆ COŚ WIĘCEJ NIŻ SWÓJ WYGODNY DOM, BY DOŚWIADCZYĆ CZEGOŚ WIĘCEJ NIŻ TYLKO SENNYCH MARZEŃ NAD KSIĄŻKĄ I POCZUĆ COŚ PRAWDZIWSZEGO NIŻ WSZYSTKO, CO DO TEJ PORY ZNAŁAŚ. BEZ WZGLĘDU NA TO, CO WYBIERZESZ, RZECZYWISTOŚĆ SIĘ NIE ZMIENI. NADAL JESTEŚ TU, GDZIE JESTEŚ... I NADAL MUSISZ ZOSTAĆ W TEJ WIOSCE, ABY PRZEŻYĆ.
- Co mam powiedzieć podczas wieczornej uczty? - zapytała po chwili ciszy.
- Prawdę - uśmiechnęła się Kapłanka. - Choć może ogranicz się do tego, że spodziewasz się dziecka i szukasz schronienia.
Wieczerza była nader głośna i długa. Rozpoczęłam od przedstawienia pokrótce sposobu, w jaki spotkałam Ingrid na plaży. Wydawało się, że głos w sprawie chce zabrać każdy, kto jest do tego uprawniony. Zadano oczywiście niedwuznaczne pytania oraz wyrażono obawy o życie wspólnoty. Kres temu wszystkiemu położyła ostatecznie Kapłanka:
- Żyjemy na wyspie, daleko od problemów stałego lądu. Kodeksy moralne czy prawa jego mieszkańców nas nie dotyczą. ODDAJEMY CZEŚĆ MATCE ZIEMI I OJCU POWIETRZU. SZANUJEMY ŻYCIE I KAŻDY JEGO PRZEJAW TRAKTUJEMY Z TAKĄ SAMĄ TROSKĄ. Dawaliśmy już schronienie szubrawcom, sierotom i mordercom. Czym może nam zagrozić dziewczyna, która jeszcze nie rozumie, co to znaczy być kobietą? Prosi nas o pomoc i moim zdaniem powinna ją otrzymać.
Wódz przytaknął, choć nie widziałam w jego oczach entuzjazmu. Po jego wystąpieniu kolejni mieszkańcy wyspy od dawali swoje głosy. Ostatecznie wszyscy zgodzili się: INGRID MOŻE ZOSTAĆ DO CZASU URODZENIA DZIECKA. O DALSZYM LOSIE POROZMAWIAMY PÓŹNIEJ.
Myślę, że Ingrid nie zrozumiała wagi tego, co ofiarowali jej mieszkańcy wioski. Została wprowadzona do społeczności. Od dziś będzie traktowana jak jedna z nas. Jak równa nam. Będzie z nami jadać i świętować. Bawić się i smucić. Doświadczy z nami pragnienia w czasie suszy i obfitości po wiosennych zbiorach. Pozna nas, a my poznamy ją... o ile, pozwoli sobie na to. O ile zechce się otworzyć i spojrzeć na to doświadczenie inaczej.
Nowa osadniczka, choć nie zdobyła na początku serca i zaufania Wodza, została przyjęta bardziej niż gościnnie. Mieszkańcy wyspy podarowali jej chatę na skraju wioski i zaprosili do wzięcia udziału w życiu społeczności. TU, w jej obronie, znów stanęła Kapłanka, mówiąc, że Ingrid musi odzyskać siły do pracy.
Chata, którą ofiarowano Ingrid, nie miała swojego gospodarza od kilku lat. Oznaczało to, że jej podłogi nieprzyjemnie skrzypiały, a okiennice nie do końca się otwierały. Jednak biorąc pod uwagę historię naszej społeczności, był to ogromny dar. Ceniliśmy nasze domostwa i rzadko kiedy użyczaliśmy ich podróżnym.
Gdy przyprowadziłam ją do nowego domu po raz pierwszy, NA JEJ TWARZY MALOWAŁ SIĘ STRACH, A NIE WDZIĘCZNOŚĆ. DZIWIŁO MNIE TO. CHYBA NAWET TROCHĘ ZŁOŚCIŁO. Zapaliłam stojącą na stole lampę.
- Jutro przyniosę ci ubrania i pościel - powiedziałam, przechadzając się po izbie - a dziś pomogę odkurzyć, jeśli chcesz.
Ingrid stała wpatrzona w podłogę. Teraz jeszcze trzeba napalić w piecu, żebyś nie zamarzła do rana.
Znów nie było reakcji z jej strony.
- Czy jeszcze czegoś ci potrzeba? - zapytałam zdezorientowana.
Pokręciła głową.
Myślałam, że zobaczę w jej oczach iskierkę radości... Tymczasem poczułam się tak, jakbym ją karała. -W takim razie... do zobaczenia jutro.
- Mam tu zostać sama? - odezwała się w końcu.
Teraz ja nie wiedziałam co mam powiedzieć. Popatrzyłam na nią z niemym pytaniem, ale niczego więcej nie powiedziała.
- Nie podoba ci się tu? Czegoś brakuje?
- Po prostu nigdy nie spałam sama... - przyznała.
-Jesteś tu bezpieczna - powiedziałam najłagodniej jak potrafiłam. - Mieszkańcy wioski przyjęli cię do społeczności. Nikt cię nie skrzywdzi. -Jej twarz wcale nie wyglądała lepiej...
Nie jestem pewna, czy polubiłam Ingrid, ale na pewno ona nie polubiła mnie. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że wtedy winą za swoją sytuację obarczała właśnie mnie. Może źle się zachowałam w porcie? Może, gdyby zamiast mnie na pomost przybyli dwaj rośli mężczyźni, jej ojciec nie porzuciłby jej? Pokręciłam głową... Z JEDNEJ STRONY BYŁO MI JEJ ŻAL - WIELE WYCIERPIAŁA Z POWODU NIENARODZONEGO JESZCZE DZIECKA. Takie historie nigdy się na wyspie nie zdarzają. TUTAJ WSZYSCY WITAJĄ WIEŚĆ O STANIE BŁOGOSŁAWIONYM Z RADOŚCIĄ I WDZIĘCZNOŚCIĄ. Z drugiej strony miałam wrażenie, że sama wplątała się w tę sytuację i jest to tylko i wyłącznie jej wina. A na dokładkę nie umiała docenić tego, co jej ofiarowano. Powiedziałam o tym Kapłance następnego dnia.
- ŁATWO JEST OCENIAĆ INNYCH, ESTER - ODRZEKŁA. - CZY WIESZ, JAK TO JEST WYCHOWYWAĆ SIĘ I DORASTAĆ BEZ CIEPŁA MATCZYNYCH RĄK? BEZ POCZUCIA MIŁOŚCI, PRZYNALEŻNOŚCI? WTEDY ROBI SIĘ WIELE RZECZY, BY ODNALEŹĆ TĘ UTRACONĄ WIĘŹ... A PÓJŚCIE DO ŁÓŻKA Z CHŁOPCEM STAJENNYM NIE JEST WCALE NAJGORSZĄ Z NICH.
- Hmmm - westchnęłam - może jeszcze z nią porozma¬wiam. Myślę, że w tej chwili również nie czuje wsparcia, ani przynależności... Choć szczerze mówiąc, robi to na własne życzenie. Dostała od nas wszystko, o co prosiła.
- WSZYSTKO OPRÓCZ AKCEPTACJI, ŻE ONA NIE CHCE TEGO DZIEC¬KA - uśmiechnęła się pod nosem Kapłanka.
- Myślisz, że naprawdę go nie chce? - zapytałam. -To dziw¬ne, prawda?
- Naszym kobietom rzadko to się zdarza. Choć może ina¬czej - RZADKO KIEDY ZDARZA IM SIĘ O TYM MÓWIĆ Z TAKĄ PRO¬STOTĄ I SZCZEROŚCIĄ.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytałam, ale moja wątpliwość pozostała bez odpowiedzi.
- Czyli nie wszystkie kobiety cieszą się z posiadania dziec¬ka? - ciągnęłam ją dalej za język.
- Ester, czasem zachowujesz się, jakbyś miała nadal pięt¬naście lat - uśmiechnęła się. - NA WYSPIE TO TRADYCJA WITAĆ DZIECKO Z MIŁOŚCIĄ I UŚMIECHEM, I NIE WĄTPIĘ W TO, ŻE KAŻDA MATKA KOCHA SWOJE POTOMSTWO... CO NIE ZAWSZE OZNACZA, ŻE JEST SZCZĘŚLIWA W CHWILI, GDY DOWIADUJE SIĘ O SWOIM OD-MIENNYM STANIE. Jakoś nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE TO OCZYWISTE, ŻE KOBIETA OD POCZĄTKU, OD PIERWSZEGO DNIA KOCHA SWOJE DZIECKO. WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE TAK MUSI BYĆ, SKORO ZE SPOKOJEM I UŚMIECHEM ZNOSI NUDNOŚCI, WYMIOTY I ROSNĄCY BRZUCH. POZA TYM KOBIETY ZAWSZE MÓWIĄ, ŻE CIESZĄ SIĘ
Z TEGO BŁOGOSŁAWIEŃSTWA.... CZYLI KŁAMIĄ? KŁAMSTWO NIE LEŻY W NASZEJ NATURZE, ANI ZWYCZAJU. NIE BYŁAM PEWNA, CO O TYM MYŚLEĆ. MOJE WŁASNE DOŚWIADCZENIE WYCZEKIWANIA DZIECKA PODPOWIADAŁO MI, ŻE JA NA WIEŚĆ O CIĄŻY SKAKAŁABYM Z RADOŚCI. BYĆ MOŻE DLATEGO JESZCZE TRUDNIEJ BYŁO MI ZROZUMIEĆ INGRID I ZAAKCEPTOWAĆ JEJ NIECHĘĆ W STOSUNKU DO NIENARODZONEGO. JA ODDAŁABYM WIELE, ABY NARESZCIE POCZUĆ ŻYCIE W MOIM BRZUCHU.

Kolejne dni zdawały się przywracać spokój początkowo rozemocjonowanej osadzie. Mężczyźni, jakby nic się nie stało, wrócili na pola. Kobiety krzątały się wokół gospodarstw, zbierały owoce wczesnej wiosny i czekały, aż nowa osadniczka wyjdzie ze swojej chaty i dołączy do nich. Jedynie wprawny obserwator zauważyłby, że na wzgórzach wokół wioski zaczęły przechadzać się piesze wycieczki uzbrojone w kije i łuki, zaś na środek jeziora wypłynęła łódź wypełniona chrustem. Każdy wiedział, że pożar na jeziorze jest dawnym znakiem ostrzegawczym... W praktyce jednak zdecydowana większość z nas nie widziała tego sygnału w ciągu całego swojego życia.

Tymczasem Ingrid pozostawała pod opieką Kapłanki. Miała zalecony odpoczynek, z czego skwapliwie korzystała, spała i jadła. Na zmianę dostarczano pod jej drzwi jedzenie, chrust oraz wodę, Kapłanka zaopatrywała ją w regenerujące zioła.Tak minął jej pierwszy tydzień życia na wyspie.


Czekałam niespokojnie pod chatą Kapłanki. Nie wiem, dlaczego to właśnie jej chciałam powiedzieć najpierw. MÓJ OKRES SPÓŹNIAŁ SIĘ JUŻ PONAD SIEDEM DNI. WIEDZIAŁAM, CO TO OZNACZA, A MIMO TO CHCIAŁAM SIĘ UPEWNIĆ, ZANIM PRZEKAŻĘ RADOSNĄ NOWINĘ MĘŻOWI.
- Ester? - zdziwiła się, stając na progu domu. - Długo na mnie czekasz?
-To bez znaczenia - uśmiechnęłam się. CZUŁAM, JAK ROZNOSI MNIE WEWNĘTRZNA SIŁA I ENERGIA. -Wejdź, w czym mogę ci pomóc? - zapytała.
- POTWIERDŹ MOJE PRZYPUSZCZENIA - POWIEDZIAŁAM, KŁADĄC SOBIE JEJ DŁOŃ NA BRZUCHU.
Spojrzała mi w oczy, potem przyłożyła ucho do brzucha, zadała kilka pytań o ostatnie krwawienie i jego długość. Po czym uśmiechnęła się i rzekła.
-TO NAPRAWDĘ SZCZĘŚLIWA WIOSNA - DWIE KOBIETY SPODZIEWAJĄCE SIĘ DZIECKA, A TU JESZCZE NIE BYŁO PEŁNI NOD!

POBIEGŁAM DO DOMU. A MOŻE RACZEJ POLECIAŁAM. ŚMIAŁAM SIĘ W GŁOS.
PRAGNĘŁAM TEGO DZIECKA. ŚNIŁAM O NIM. W MYŚLACH CAŁOWAŁAM JE JUŻ TYSIĄC RAZY. TAK DŁUGO NA NIE CZEKAŁAM. MÓJ MĄŻ MNIE NIE ROZCZAROWAŁ. JEGO REAKCJA: WZRUSZENIE, ŁZY W OCZACH I CZUŁY POCAŁUNEK... TAK, O TAKIM PRZYWITANIU DZIECKA MARZY KAŻDA KOBIETA.

I teraz chyba lepiej zrozumiałam, co odebrano Ingrid. DLACZEGO BYŁO JEJ TRUDNIEJ, CO STRACIŁA. BYŁA BEZ WSPARCIA, BEZ POMOCY. SAMA Z DZIECKIEM. DOSTRZEGŁAM W NIEJ NIE TYLKO STRACH - zauważyłam też jej odwagę.
-Jak damy mu na imię? - zapytał mąż.
- Poczekaj, skąd wiesz, że to będzie chłopak? – zaśmiałam się.”

źródło-Błogosławiony stan umysłu. Bajki terapeutyczne dla kobiet w ciąży.

Mimi86 No więc ivf 19 maja 2016, 19:01

dzis bylo drugie usg - moje pecherzyki podrosly, mają po 15-17mm estradiol 1500 (dwa dni temu byl 460- dzis sprawdzalam) w sobote kolejne usg, punkcja w poniedzałek.

mary1305 Tak bardzo chcę... 19 maja 2016, 19:21

My już po spacerku. Tak mnie głowa boli, że szok. Mała wcina kolację. Żeby poszła jak najszybciej spać, to ja też się położę. To pa pa

efta historia jak ich wiele... 19 maja 2016, 19:53

jestem po wizycie , 15 dc.
jest 1 ładny pęcherzyk - 21 mm :)na lewym jajniku. Te na prawym praktycznie nie podrosły. 15,3mm
endometrium 8mm nadal słabe, jeszcze 2 dni leków
dostałam 2 zastrzyki z gonapeptylu i do dzieła.
w pon. usg czy była owulacja
potem 10 dni brania estrofemu 3x1 i luteiny 3x2.
31 test ciążowy
trzymajmy kciuki!


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2016, 19:56

Niika79 Chcę znowu być mamą 19 maja 2016, 19:59

Dziś badanie FSH pokazało 5,25 czyli jest ok, wczoraj lekarz powiedział mi że moje narządy rodne są takie jak ma 26 latka. =) Czyli jest nadzieja ;-) 3mjcie kciuki za mnie między 22-29 maja żeby się powiodło...;-)

pendzel Muszę się wygadać 19 maja 2016, 21:47

Kolejny dzień skreślam w myślach ufff... jakoś się kończy. Dostaję kociokwiku, mam wszystkie możliwe objawy ciążowe poza samą ciążą. Nadaję się bardziej do wariatkowa niż na porodówkę. On cierpliwie słucha zabrania marudzić i myśleć negatywnie - Pan I Władca rozkazuje czekać cierpliwie qrwa mać!

Wzdęło mnie okropnie, na twarzy wywaliło peło syfów jak za gówniarza! Latami tak nie miałam! A na sobotę mam być piękna w obcisłej kiecy - super z bebzolem jak 6 mc tylko bez dzidzi.... bo tak to bym dumnie nosiła....

Tempka lekko spada więc pewnie i progesteron i w łazience mi nieco lżej:D jestem marudna i sama nie wiem czego chcę - nic mi się nie chce ale coś bym może zrobiła ale nie wiem co, nie wiem czy chce mi się jeść czy nie a jeśli tak to co, drugi dzień po większym eutyroxie mam większy apetyt i wcinam daktyle i banany i ciągle mi się chce coś a potem mnie mdli (tzn. pewnie mój chory mózg to generuje). On pyta czy bolą mnie piersi - qrwa ja nie mam piersi, nigdy mnie nie bolały to czemu nagle powinny?! Nie nie bolą ale rok temu też nie bolały.

Na naukach przedmałżeńskich myślałam - fajnie, ze jest taka metoda ale nam to nie będzie potrzebne a co, musimy się raczej pilnować, żeby za szybko nic nie zmalować bo chcemy się jeszcze sobą nacieszyć. Gadanie o mierzeniu temperatur a już w ogóle śluz - FUJKA!!!! Ja to nie, nie nigdy w życiu! No i proszę teraz sama jestem specem od wszelkich wydzielin pipowych. Hormony, wydzieliny, dane statystyczne - najbardziej świadoma pizdolożka. Zła jestem i smutna.

W naszej rodzinie w ogóle jest wyścig macic - 3 młode małżęństwa - 2 już z dezieciakami a my - dwa psy, kot i ryba. Powiedziałam, że nie biorę w tym udziału ale oczywiście, że biorę i czekam jak zaraz polecą następne ciąże - wtedy będę ryczeć już ryczę.

Ściąga co się dzieje z zarodkami po transferze:

2-3 dniowe:

18.05.2016r. - 1dpt ( 1 dzien po transferze) .. Embrion sie dzieli
19.05.2016r. - 2dpt .. Embrion staje sie blastocysta

"Pozwól mi chociaż mieć marzenia..."

Tak, to właśnie było. To wołanie do nieba chociaż o odrobinę chleba. O chwilę zapomnienia, o moment wytchnienia, o kolorowy dzień, o słońce czy deszcz, które zawsze niosą za sobą konkretne potrzeby, a za którymi stoi zawsze prawdziwy człowiek ze swoimi troskami i marzeniami.
Nie ma w tym nic dziwnego. Każdy chciałaby doświadczyć czegoś dobrego i pięknego, co zostanie wyryte mu w pamięci na zawsze. Czemu to właśnie ja mogłam dostąpić tego zaszczytu? Nie wiem, ale za to wiem, że od dziecka byłam dziwnym dzieckiem? Chyba jednak nie – dziwnym, po prostu wrażliwym dzieckiem. I tak już zostało i raczej się to nie zmieni.

Doświadczenia życiowe jakimikolwiek by one nie były – budują! Tworzą Cię od środka, łączą poszczególne elementy twojego ciała. Połączenie tej wrażliwości i zarazem siły stało się dla mnie mocą wyzwalającą od wszelkich ucisków. Cały czas się zastanawiam, jak ja temu wszystkiemu sprostałam w życiu? Podobno każdemu jest dane tyle, ile jest się w stanie udźwignąć – zgadzam się w 100%. To wszystko, co miało miejsce było dużą lekcją pokory i jestem wdzięczna Panu Bogu za te wszystkie próby.

Niestety należę do grona tych osób, które nie oczekują od życia „powodzenia”. Zawsze patrzę na świat realistycznie. Nie barwię na siłę kwiatów, jeśli tego nie potrzebują czy nie jest to konieczne.

Zmagania w moim życiu odbywały się na różnych płaszczyznach. Nie będę przytaczać konkretów. To już jest przeszłość od dłuższego czasu zaakceptowana przeze mnie i przebaczona.
Kiedy pojawiły się problemy zdrowotne, a było ich parę do przejścia – walczyłam jak mogłam. I tylko ta siła wewnętrzna, którą odziedziczyłam pomogła mi przetrwać. Pomogła mi ona również mierzyć się z innymi troskami.

Zatem w skrócie: były doświadczenia życiowe, były problemy zdrowotne, były zmagania z rzeczywistością i otoczeniem. Były... Były również starania i walka z nadzieją na „nowe życie”. To maleńkie życie, które jest najcenniejszym skarbem od Pana Boga. Czekaliśmy na cud 4 lata.

Cały czas się zastanawiam, dlaczego jedne pary mogą dostąpić tej łaski, a drugie nie. Nie znam na to odpowiedzi. Jedyne, co było dane mi poznać w tym czasie, to rozpoznanie swojego powołania w życiu. I tak powinny podejść do tego wszystkie pary, które starają się z problemami o dziecko. Powołanie to bardzo ważna i piękna kwestia w życiu. Każdy jest stworzony do czegoś. Nie ma pustego życia, co najwyżej może stać się ono pustym i zaniedbanym przez nas samych oraz innych.

Jak mówił do mnie Pan Bóg?

Mówił wiele razy przez Pismo Święte, przez konkretne sytuacje i ludzi stawianych na mojej drodze. Czasami był głuchy na moje pytania, ale czym jest wierność? To najważniejsze zaufanie jakim możemy Go obdarzyć.

Wiedziałam, że ciąża się kiedyś pojawi. Takie przynajmniej uzyskiwałam odpowiedzi. Co prawda czas uciekał, ale za to cierpliwość, jaką miałam wyćwiczoną ;-)

- PnP 2,3: "Jak jabłoń wśród drzew leśnych, tak ukochamy mój wśród młodzieńców. W upragnionym jego cieniu usiadłam, a owoc słodki memu podniebieniu". odsyłacz --> por. Łk 1,35 "Zwiastowanie Maryi" Proroczy sen męża.

- 2 Ks. Machebejska: "Powracając z miejscowości położonych w Persji, zapadłam na niebezpieczną chorobę. Uważam jednak za konieczne czuwać nad wspólnym dobrem wszystkich. Nie rozpaczam nad swoim zdrowiem, przeciwnie mam wiele nadziei, że wyjdę z tej choroby." Jak będzie u mnie...?

- „wskażę drogę, dam wskazówki” - tyle pamiętam z któregoś fragmentu..

- modlitwa wstawiennicza: "Jesteś moją umiłowaną córką, w tobie mam upodobanie". Mam być drogowskazem dla innych.

- "Nie pozbywajcie się więc nadziei waszej, która ma wielką zapłatę. Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście spełniając wolę Bożą dostąpili obietnicy."

- "MIEJ UFNOŚĆ W PANU I CZYŃ TO CO DOBRE, A BĘDZIESZ MIESZKAŁ NA ZIEMI I ŻYŁ BEZPIECZNIE. RADUJ SIĘ W PANU A ON SPEŁNI PRAGNIENIA TWEGO SERCA".

- "Ukochałem Cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla Ciebie łaskawość. Znowu Cię zbuduję i będziesz odbudowana".

Choć zmagania w małżeństwie są wspólne, zawsze wiedziałam, że to mój problem. Tak.. nie można tak myśleć, ale taka już jestem. Wyrzucałam sobie, że to moja wina.

Dzięki nieprzypadkowej sytuacji poznałam (ośmielę się powiedzieć) sobowtóra. Te same przejścia, te same zmagania, te same dolegliwości, ten sam ból. Dzięki tej osobie trafiłam razem z mężem do doktora naprotechnologii oraz instruktorki modelu Creighton. To nie był przypadek. W końcu 2 tygodnie wcześniej modliłam się na Kalwarii z prośbą o postawienie na mojej drodze życia, takich ludzi, takich sytuacji, które pozwolą mi wrócić do formy zarówno fizycznej jak i psychicznej oraz wskażą właściwą drogę.

U samego lekarza walczyliśmy o ciąże trochę ponad rok. Cały ten okres był budujący, inspirujący, ale też trudny. Wszyscy ruszyliśmy z zapałem, który z czasem się wypalał, a raczej przygasał, by na nowo wznowić swoją siłę. To są normalne momenty, nie tylko my mieliśmy chwile zwątpienia. W tej drodze towarzyszył nam doktor, który na równi z nami przeżywał wszystkie nasze potyczki. W końcu co miesiąc przeżywało się coś na miarę żałoby.

W końcu wybił ten dzień! I to nie byle jaki!

Chyba w największym jak do tej pory naszym kryzysie z mężem, kiedy wszystko straciło sens, kiedy było źle, kiedy jak co miesiąc słyszeliśmy to samo: „nie pękł” - stał się CUD.
Cykl wcześniej pojawiła się nadzieja. Zmiana leku i zastosowanie innego przyniosły zamierzony efekt. Pomyślałam - w końcu zaczęło się coś dziać. Na krótko radość trwała. W bieżącym cyklu, kiedy po raz kolejny poszliśmy podglądnąć pęcherzyk czy pękł – szybko wróciliśmy na ziemię. Widzieliśmy go, wyglądał jak niespełnione marzenie. Czujne oko doktora, stwierdziło tylko obecność niewielkiej ilości płynu obok tego pęcherzyka. Być może był drugi pęcherzyk, ale to tylko gdybanie, bo wcześniej nie widzieliśmy innego. Moje jajniki często płatały figle i były niewidoczne w obrazie usg.

No i był drugi – owiany wielką tajemnicą, skrywany przed wszystkimi jak Zwiastowanie NMP.
Po tej wizycie czułam się zrezygnowana, a raczej pogodzona. Chciałam zamknąć ten rozdział, a przynajmniej zdystansować się do niego. Wiedziałam, że to co jestem jeszcze w stanie udźwignąć, to kolejna operacja, która w tym roku gdzieś tam nam na mnie czekała. Po wyjściu ze szpitala zajęłam się przygotowaniami do niespodzianki z okazji 30 urodzin męża, planowaniem naszego przyszłego nowego mieszkania, kosztorysem, projektem. Nawet nie wiedziałam, kiedy ten czas zleciał i jak szybko.

Kiedyś sobie marzyłam, że na 30ste urodziny męża zrobię test ciążowy. I zrobiłam. Wiedziałam, że test wyjdzie w jakimiś stopniu pozytywny, ponieważ w drugiej połowie cyklu przyjmowałam zastrzyki zawierające hormon ciąży, które miały wspomóc mnie w następnym cyklu. Zupełnie bezstresowo podeszłam do testu, uśmiechnęłam się i rzuciłam go do torebki. Nawet nie wiem czemu go nie wyrzuciłam, jak to zawsze miało miejsce. To był początek Wielkiego Tygodnia. Nawet mężowi powiedziałam, że robiłam test, że miał być to najlepszy prezent. Ale dlaczego ja go w ogóle zrobiłam? Nie wiem, przecież nie pękł...

W Wielki Wtorek obudziłam się tuż przed 6 rano. Bardzo wybudzona, jakbym od kliku dobrych godzin była na nogach. Nie wiedziałam, co robić, przypomniało mi się, że kiedyś o tej porze mierzyłam zawsze temperaturę. Zmierzyłam... Temperatura była dość wysoka. Przez to, że kiedyś dość systematycznie mierzyłam temperaturę cały cykl, wiedziałam, jakie miewałam wartości. Stwierdziłam tylko tyle, że okres jeszcze dzisiaj się nie pojawi. Poszłam do pracy, dzień jak co dzień. Po południu zaczęła mnie nachodzić ogromna senność. Gdyby nie praca tego dnia do godziny 17, nie wiem jakbym ustała na nogach. W pracy miałam dziwną sytuację – z niczego się rozkleiłam. Tak po prostu, a że ja zawsze muszę mieć powód do płaczu, choćby najmniejszy przez siebie wyimaginowany, to brak takiego powodu zaczął mi dawać do myślenia. Czy ze mną jest wszystko w porządku? Jeszcze jeden był objaw, który towarzyszy mi po dzień dzisiejszy, ale to już zostawię dla siebie. W momencie stwierdziłam, że pójdę kupić jeszcze jeden test i wykonam go jutro z rana, co by rozwiać wszelkie wątpliwości.

Takie bezstresowe testy mogłabym wykonywać cały czas! Bo czego się spodziewać i czego się obawiać, skoro wszyscy wiedzieliśmy, że nie pękł. Nie było mowy o rozczarowaniu – rozczarowanie było 2 tygodnie temu. Dzisiaj był zwykły dzień. Dla mnie to była formalność, aby potwierdzić tylko, że hormon ciąży podawany mi w zastrzykach w drugiej połowie cyklu ze mnie ulatuje. Kreska miała być jaśniejsza, tak jak kiedyś było mi dane to zweryfikować przy jednym z cykli. To była Wielka Środa. Zrobiłam i zastanawiam się, patrzę i rozmyślam, ale ta kreska jest chyba ciemniejsza, na pewno nie jaśniejsza. Szukam pierwszego testu do porównania – w końcu go nie wyrzuciłam. No jest ciemniejsza! Patrzę się na smacznie śpiącego męża, szybka decyzja: dzisiaj Wielka Środa, powtórka w Wielki Piątek, o ile miesiączka nie zapuka. Popatrzyłam się na niego i pomyślałam jak bardzo go kocham. Pojechałam z samego rana na badanie z krwi. Co mogłam zrobić? Mogłam wykonać badanie na obecność hormonu ciążowego, który wiedziałam, że wyjdzie mi pozytywnie, bo w końcu przyjmowałam zastrzyki a testy wyszły pozytywne. Wiedziałam, że więcej dowiem się dopiero w Wielki Piątek, kiedy wykonam ponownie badanie, żeby sprawdzić czy BeHCG przyrasta czy opada. Wykonałam tego dnia jeszcze badanie progesteronu. To ono w ostatecznym rozrachunku dało mi już dużo do myślenia. Stężenie wyszło wysokie – i na pewno nie zwiastowało nadejścia na dniach okresu.

Spokojnie czekałam do Wielkiego Piątku. Tego dnia czekałam już jak na szpilkach. Pamiętam, że o mało nie z maściłam Wielkanocnej Babki. BetaHCG wzrosła ponad dwukrotnie. Dla mnie to był czytelny sygnał. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem i w tak wielkim czasie zbliżających się Świąt Zmartwychwstania. Choć doktor jeszcze studził zapał, ja już wiedziałam, że stał się CUD.

Mąż dowiedział się właśnie w Wielki Piątek. A gdyby nie Wielki Piątek, to był to właściwy czas Zwiastowania NMP – 25 Marca. W kilka dni przed urodzinami mąż wziął udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Teraz wiem, że jego droga krzyżowa również przyczyniła się do naszego cudu. W tym czasie co prawda rozwijało się już nowe życie, ale nie miałam dobrych parametrów w cyklu. Endometrium do zagnieżdżenia się maleństwa było przeciętne. Wiem, że ta wyprawa umocniła całą naszą trójeczkę.

W ostatnich 2 latach podejmowałam się dzieła duchowej adopcji, jako wyraz troski o życie innych. Skoro nie mogłam mieć swojego, stwierdziłam, że pomogę innym. W tym roku miałam nie podejmować się tego dzieła po raz trzeci. Po świętach Bożego Narodzenia, które mnie przerosły, stwierdziłam, że psychicznie nie jestem w stanie. Podjęłam się jednak, chcąc podziękować Bogu za ten dar życia. Chyba najpiękniejsze, co można zrobić w życiu, to przekazać komuś życie.

Korzystam z internetowego zapisu cyklu kobiety. Już nie w pełni, ponieważ wykonuje obserwacje wg modelu Creighton, ale pewne rzeczy tam zapisuje. Lepiej mi jest potem posegregować wiedzę. Podczas uroczystości w kościele z okazji Zwiastowania NMP, której przewodniczył biskup – usłyszałam podczas kazania słowa, które dałam sobie w opisie właśnie bieżącego cyklu. Zawsze coś dawałam. Czasami był to cytat, jakaś myśl, coś co mnie pozytywnie nastawiało i wiedziałam, że w tym wszystkim nie jestem sama. W opisie przytoczyłam słowa: „to ja Cię stworzyłem, utkałem w łonie Twej matki”. Pamiętam, że nie wiedziałam, co dać tym razem, a te słowa wybrałam z „Listu od Pana Boga do serca kobiety”, który krąży w Internecie. Te słowa były dla mnie oczywiste i tyczyły się mnie: Pan Bóg stworzył kiedyś mnie w łonie mojej mamy. Tak to rozumiałam i chciałam rozumieć. Tylko jak to On zrobił, że w tym czasie stwarzał jednak w moim łonie nowego człowieka, mówiąc do niego tymi słowami? Błogosławieństwo biskupa dla pragnących i oczekujących potomstwa była przypieczętowaniem tych pięknych wydarzeń.


Nie pytajcie się siebie, dlaczego tak a nie inaczej się dzieje. Znajdźcie sens w swoim życiu. Idąc za słowami ks. Kaczkowskiego - trzeba żyć na pełnej petardzie bez wzg na wszystko <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 maja 2016, 22:19

W przedszkolu Młodego na hallu stoi taki regał z książkami, gdzie można sobie wypożyczyć co się chce, są książki dla dzieci i dorosłych. Uwielbiam czytać i zawsze coś tam sobie w biegu złapię. Lubię chwytać bez sprawdzania, żeby była niespodzianka :) No i chwyciłam Ben Elton "Nie do pojęcia". Książka opowiada o parze starającej się zajść w ciążę w brytyjskich realiach, napisana w formie pamiętników jej i jego :) bardzo lekko i żartobliwie. Jeszcze nie skończyłam, ale bawię się przednio czytając z wypiekami na twarzy, bo czy UK czy PL odczucia i podejście takie same. Polecam staraczkom, to coś dla nas. Ciekawe jak się skończy?
Z lepszych informacji to wynik ogólnego badania moczu wzorowy :)Na posiew około tygodnia czekania.

kargulowa Spełnienia marzeń brak.. 20 maja 2016, 06:17

Nie wytrzymałam zrobiłam test. Śniło mi się dzis dwa razy że na teście wyszły dwie grube czerwone kreski.. 11 dzień po owulacji - nawet brak cienia drugiej kreski :(:(


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2016, 06:18

Dzisiaj wybiła nam granica przeżywalności płodu i od razu życie staje się piękniejsze <3 Nawet nie przeszkadza mi to że waga w końcu przekroczyła 60 kg ;) czyli trzeba liczyć plus sześć kg od początku ciąży czyli i tak nie wiele biorąc pod uwagę że mamy już 24+1
Wczoraj byłam na teście obciążenia glukozą wyniki prawidłowe uffff
105 po godzinie
94 po dwóch godzinach
W środę wizyta już nie mogę się doczekać żeby zobaczyć urwisa <3
Dzisiaj skutecznie mnie obudził a wręcz zmusił do wstania. Fakt trochę go przygniotłam bo delikatnie przewróciłam się na brzuch... tak zaczął tarabanić że się obudziłam no i wstałam i kto tu rządzi ja czy on? ;)

df5e8dfb17864527med.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2016, 07:19

kropka_ myśloodsiewnia 20 maja 2016, 07:28

może to idiotyczne co zrobiłam i o czym zaraz napiszę, ale przed wyjściem z domu wyjęłam test z kosza żeby się "upewnić" że jest na pewno negatywny i dopatrzyłam się bladej (wręcz anemicznej) drugiej kreski. oczywiście to mogą być moje urojenia pomieszane z pragnieniami, ale tyle się tutaj naczytałam o tego rodzaju historiach, że już sama nie wiem. oczywiście pod wykresem zostawiam wynik negatywny, bo jakby nie patrzeć w momencie wyjęcia z kosza wyniku nie można uznać za wiarygodny, ale też nie mogę powiedzieć, że jestem tak zupełnie wolna od nadziei.

w ten weekend znowu wyjeżdżamy do rodziców, więc oprócz mierzenia temperatur nie zamierzam szaleć, ale w poniedziałek-wtorek na bank będę testowała. na wszelki wypadek spakowałam też wkładki i podpaski, bo czerwoność też może zaskoczyć, a człowiek zawsze powinien być przygotowany na najgorsze.

oczywiście jeśli w poniedziałek-wtorek test będzie dalej negatywny, to znienawidzę siebie za ten wpis i za naiwność, ale musiałam to z siebie wyrzucić, a opowiedzieć nie ma komu. tzn. mąż wie, ale hmmmm... próbował ostudzić mój zapał i jest zdania, że po czasie to każdy test pokazuje taki anemiczny cień, ale na tyle (swoich) testów które oglądałam to dla mnie żaden nie miał cienia, choć muszę też uczciwie przyznać, że żadnego nie wyciągałam z kosza, więc nie mam nic na potwierdzenie.

podsumowując: zrobiłam dzisiaj test żeby wiedzieć na czym stoję, a tak naprawdę jestem w tym samym miejscu. naprawdę oszaleć można.

Maduszek Blastusiowy Pamiętnik 20 maja 2016, 07:29

18-05-2016 PICKUP
PRG - 0.55 ng/ml
- pobrano 4 komóreczki (jak na mnie to super wynik :) )
19-05-2016 o godz 15:20 dowiedziałam się że:
wszystkie były dojrzałe, wszystkie 4 zapłodniły się ale... jedna jest pod znakiem zapytania bo nie ma widocznych 2 części i teraz nie wiadomo czy wyprzedziła te pozostałe w rozwoju (bo w tamtych w kolejnej fazie też te części się połączą i nie będą widoczne) czy jest opóźniona i ruszy...czy nic z niej nie będzie....
i znowu czekanie....tym razem do poniedziałku rano :(

50% celu zrealizowane! Dwie z czterech uciekinierek zobaczyły II kreski. Oby wszystko poszło gładko i bezproblemowo i żeby za kilka miesięcy tuliły swoje Maleństwa. ogromnie im kibicuję! i cieszę się ich szczęściem.

ja odstawiłam (prawie) wszystkie leki, suplementy, nie fiksuję się dietą ani niczym, mam ochotę na drinka, to go wypiję, mam ochotę na pizzę, to idziemy na pizzę. Wróciłam do ćwiczeń. Czekam spokojnie na konsultację z genetykiem w połowie czerwca. W międzyczasie pewnie zabiorę jedną z Kruszynek. Potem pojedziemy na wakacje.
Życie toczy się dalej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2016, 08:45

Sylvuszka Drugie pierwsze próby 20 maja 2016, 10:11

Beta ładnie rośnie, odczuwam już bóle a'la miesiączkowe. Trwają kilka godzin i znikają. Coraz częściej biegam do WC, jest to uciążliwe zwłaszcza w nocy. Nie mogę się doczekać wizyty u gin, najchętniej to poszłabym już! Tak bardzo chciałabym wiedzieć, że wszystko jest dobrze i nie mam się czym martwić.

Sunny Staraczka 23 maja 2016, 10:21

Po weekendowym weselu koleżanki, smutek jeszcze bardziej się pogłębia. Niepotrzebnie mąż powiedział mi o ciąży Michałów i Maćków. Powiedział bo potrzebował ? Bo też już ma dosyć ? Zna mnie, wie jak reaguję, jak bardzo mnie to boli.
Czas oczyścić umysł, skupić się na sobie, na Nas.
Może wszyscy w okół mają rację, że póki A bierze antybiotyki nie ma sensu staranie, bo tylko niepotrzebnie się stresujemy. Że może powinniśmy poczekać na jesień, aż zrobi się spokojniej.
Ale jak porzucić starania na tak długo i nie zwariować ?

Wracamy do walki od tego miesiąca idziemy na całość w walce o rodzeństwo dla syna.
Nie dostałam wymarzonej pracy w państwowym żłobku( koleżanka mnie wyrolowała) ale dostałam pracę w żłobku prywatnym( praca bardziej niepewna zamkną żłobki i niestety wylatuje) dlatego postanowiliśmy znów powalczyć bo i co mi zależy praca nie może być ważniejsza niż rodzina

anemic Wielkie chcenie ... 21 maja 2016, 12:42

Wczoraj kłótnia z D. Zmęczony i nie chce się ❤ ... Ostatnio jest ciągle zmęczony. Dyskusja, ze moje dni płodne nie trwają 20dni juz mnie denerwuje. Poszłam spac na kanapę. On zmęczony bo pracuje. Dzieki bogu ja mogę lezec i pachnieć. I kop sie z koniem. Praca, później zakupy, obiad, jakies prace w domu. Do tego ciągnę 2 projekty dodatkowe. "Gdybyś pracowala tyle co ja" No Kuźwa monopol na przepracowanie ma. Romantyzmu zero. Uczucia zero. Tylko ciągle jęki i stęki.

Witam się po bezsennej nocy :(

Nie mogłam zasnąć, przewalałam się z boku na bok... a dziś dziwny ból podbrzusza i rano krzyża, aż się przeszyłam, wzięłam nospę i położyłam się...
Dziś wstawiłam pieluszki, potem poprasuje :) powoli zaczynam się przygotowywać, gubię się jeszcze w tym wszystkim, ale myślę, że dam radę :)

Nie mam pomysłu jak to ulokować w komodzie :/

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)