No ja dzisiaj już po wszystkim . tzn gotowanie prasowanie sprzątanie bieganie opalanie i po telefonie do mojego gin. Poczekać z tablkami do następnego cyklu...ehh...tk
Chyba z tym sluzem to była jednorazowa sytuacja, bo teraz już go nie ma, a test zrobiony dziś ma tylko cień cienia drugiej kreski więc do owulacji daleko, ale czuję że jajniki pracują. Przynajmniej tyle dobrego.
Dziś dowiedziałam się że znajomi mają już swoją córeczkę.
Po wielu naprawdę długich latach starań, po kilku poronieniach i kilku próbach in vitro, mają w końcu swoje dziecko. Oczywiście procedura adopcyjna też ciągnęła się bardzo długo, ale doszła do skutku mimo że dziewczynka przez ten czas zdążyła już skończyć rok. Bardzo się cieszę ich szczęściem i jednocześnie bardzo podziwiam. Nie wiem czy byłabym w stanie kiedykolwiek odważyc się na taki krok...
Chciałam dziś jeszcze napisać o dwóch rzeczach.
Pierwsza jest taka, że pomimo wielkiego żalu i hektolitrów łez wylanych w piątek, z powodu przełożenia zabiegu inseminacji na kolejny miesiąc teraz cieszę się że tak się to ułożyło.
Jeszcze w piątek planowałam dawcę z kliniki, takiego, żeby był choć w tych kilku cechach podobny do mojego M. A dzisiaj! 
Dzisiaj już nie chce takiego o którym nie wiem nic.
Czasem ludzie na psa wydają więcej pieniędzy, a to przecież (modlę się żeby się udało) będzie NASZE dziecko. NASZA pociecha na całe życie. Nie wolno tutaj oszczędzać! Jaka ja byłam głupia..
Druga to taka, że chciałam opowiedzieć o moim M, który czasem zaskakuje mnie swoją pokorą i poświęceniem. W czasie, gdy nie wiedzieliśmy że biopsja jąder nie ma sensu, bo i tak plemników nie znajdziemy, mój mąż sam podjął decyzję o tym, by w ogóle do zabiegu biopsji nie podchodzić. Niezależnie od wyników.
Mój M. dowiedział się od lekarza, że jeśli znajdziemy jakieś plemniki w jądrach, podejmiemy procedurę i wykonamy zabieg in-vitro, to w sytuacji gdy uda się nam począć syna będzie on cierpiał na dokładnie tą samą chorobę co mój M (azoospermia). I wiecie co?
Mój M. postanowił, że on nie chce zniszczyć swojemu synkowi życia. Że nasze egoistyczne pragnienie posiadania dziecka, nie może być silniejsze niż prawo naszego chłopca a później mężczyzny do swojego potomstwa. Nie chciał swoimi genami zepsuć dziecku późniejszego dorosłego życia. Wolał zrezygnować z bycia biologicznym ojcem, niż przekazać takie geny..
Jak to jest. Kuzynka biorąca ślub dwa tym po mnie. Rodzi w grudniu. Nigdy jakoś specjalnie dzieci nie lubiła.pracowałam jako opiekunka studiuję pedagogiki i uwielbiam dzieci i co? I nie mam. Mój kochany mąż śpi obok. A ja zamiast spać wtulona w niego to jestem tutaj. Nie mogę zasnąć to wszystko dlatego. Czytam Wasze pamiętniki oczywiście te z happy endem podobają mi się najbardziej. Też mam nadzieję że niedługo moje zakończenie będzie takie samo. Całuje Was
z każdym dniem czuję się coraz lepiej. sypiam już prawie normalnie, a nudności jakby stopowały. chociaż smaki mi się zmieniły. nie znoszę smażonego kurczaka, nawet piersi i w ogóle nic co jest smażone w panierce. odpychają mnie cukierki miętowe. przez chwilę nie mogłam jeść żółtego sera, oraz pomidorów. w ogóle mnie nie ciągnie do słodkiego, chociaż przez Męża łasucha czasem jednak coś słodkiego zjem, ale nie żebym musiała. częściej teraz sięgam po musztardę, ogórki kiszone. z grzechów żywieniowych to dwa raz jadłam chipsy, z czego za drugim razem czułam się tak źle, że musiałam zabić ten smak pomarańczą i koktajlem jagodowym. u teściowej od czasu do czasu jem parówki, bo tak głupio mi wybrzydzać, ale staram się szukać innych rozwiązań. natomiast cały czas zatykam nos przy otwieraniu lodówki, bo wciąż mi śmierdzi. z tego samego powodu unikam sklepów spożywczych i przechodzenia obok lokali gastronomicznych.
w niedzielę byłam u Mamy i tak się złożyło, że rodzeństwo w komplecie, co ostatnio zdarza się rzadko. pokazywałyśmy sobie z młodszą siostrą brzuchy i obydwie mamy takie same, ale... tylko ja jestem w ciąży. dodam, że siostra nie jest gruba, ani nawet przy kości, ale po niedzielnej wyżerce wyglądałyśmy prawie tak samo, na szczęście w poniedziałek rano już prowadziłam w tej nierównej walce.
ale prawda jest taka, że rzeczywiście mam mały brzuszek i wszyscy się pytają gdzie schowałam dzidziusia, ale jest to raczej takie zawadiackie i z sympatią więc się nie wkurzam. moja przyjaciółka w ogóle bardzo długo miała mały brzuszek, nawet w 7 miesiącu, a dzidziuś po urodzeniu miał prawie 3,5 kg. więc nie ma reguły. z kolei z ciekawostek ja po urodzeniu ważyłam 2,1 kg i jakoś świat się nie skończył.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2016, 08:00
Test owulacyjny pozytywny
zmiana leków pomogła 
Mam takie rosnące we mnie przeczucie, że faktycznie nic z tego w tym cyklu nie wyjdzie. Jakoś tak wiem... Nie umiem tego wytłumaczyć.
Jestem już zmęczona i nie do końca widzę sens, by dalej truć się lekami. Nie wiem czy z takim nastawieniem jakiekolwiek próby będą miały oczekiwany rezultat. Jestem zmęczona, rozczarowana i rozgoryczona.
I ciągle zastanawiam się nad odpowiedzią na dręczące mnie pytanie: Czego ma mnie nauczyć ta lekcja.
Bo chyba nie cierpliwości... Byłam cierpliwa prawie trzy lata. Mam dość.
Wczoraj był jeden z najpiękniejszych dni jakie może przeżyć MATKA. Po raz pierwszy usłyszałam bicie serca swojego Okruszka. Najpiękniejszy dźwięk na tej ziemi. I ta mała pulsująca kropeczka! W pt zobaczyłam brązowe plamienie, bardzo się wystraszyłam, bo w pierwszej ciąży były one zapowiedzią najgorszego. Choć to przykre, ja chyba pogodziłam się z myślą, że i tym razem się nie uda. Zadzwoniłam do lekarza, od razu kazał przyjść. Rano byliśmy też z mężem na badaniu kariotypów, szkoda, że tak długo trzeba czekać na wyniki. Do lekarza weszłam na ugiętych nogach. Chciałam mu powiedzieć, że to już chyba koniec, że tak czuję, a on szybko kazał przygotować się do usg. O nic nie pytał. I wtedy właśnie włączył sprzęt, żeby mnie uspokoić, takie głośne, miarowe bicie serduszka! I ta pulsująca kropeczka na monitorze. Od razu zauważyłam, że mój Okruszek urósł, nie jest już maleńką kropeczką. 0.63cm szczęścia- wg. badania 6t3d. I cała nadzieja wróciła, cała wiara w to, że tym razem na prawdę może się udać. Tak bardzo wierzę w cudowną moc paska św. Dominika, którym opasam się od momentu pozytywnego testu powierzając Mu swoje nadzieje. Ja już nie proszę, nie marzę.. ja BŁAGAM o ten Ziemski Cud! Zostań ze mną!
Słów kilka o relacji tata-córka. Serce mi się raduje, kiedy patrzę na nich w trakcie kąpieli. To taka chwila dla nich. Ja mogę wtedy nie istnieć. Ja tylko myję, tata jest od zabawy. Nauczył ja chlapać i tyle radości jej to sprawia kiedy rozchlapuje wodę na całą łazienkę, a ojciec się cieszy i chwali jej postępy. A idzie jej coraz lepiej, niedługo będziemy musieli zakładać płaszcze przeciwdeszczowe;)Ale to nic, to dobrze. Czytałam gdzieś, że taka zabawa uczy dziecko związków przyczynowo-skutkowych, niech więc chlapią ile wlezie. I tak potem tata sprząta:D
odliczam tylko dni do drugiego usg, które jest 19ego sierpnia... oby wszystko było ok.
badania, które ostatnio dostałam od gina do zrobienia - zrobione, wszystko w normie niby.
nie mam pojęcia czemu ale bałam się wyniku na HIV... głupia jestem jakaś, trudno
nic mi nie dolega, gdyby nie to, że szybciej jestem głodna niż wcześniej to nawet nie wpadłabym na to, że jestem w ciąży... chociaż chyba trochę się zmuszam do jedzenia, przede wszystkim owoców bo sezon, bo zdrowe a potem idę spać z pełnym brzuchem i jestem zła na siebie... a no i praktycznie co noc wstaję do toalety, więcej objawów brak.
rodzinie powiemy po usg + może jeszcze tydzień lub dwa później, jakoś tak bliżej końca pierwszego semestru. a w wolnych chwilach rozczytuję się już w fioletowych pamiętnikach
fajna sprawa z nimi, wiem z pierwszej ręki jak wygląda życie u innych od zafasolkowania, przez poród, do roku maleństwa. zaczynam się interesować wózkami itp. itd.
są teraz wyprzedaże, warto by było coś kupić ale wiem, że to jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek zakupy. dwie moje koleżanki urodziły 30ego lipca, zanim urosnę to ich dzieci wyrosną już z paru rzeczy więc może uda się od nich z czasem coś fajnego wyciągnąć.
a no i głupia ja myśli już o imionach... najgorzej będzie dla dziewczynki bo za dużo imion mi się podoba typu Zuzia, Ola, Ala i Natalia. z chłopcami prościej - Oliwier albo Kacper.
mąż trochę przesadza, każe mi się kłaść i spać w dzień a mi się nie chce i w ogóle nie marudzi na mnie, że mam lenia. i pyta się kilka razy dziennie jak się czuję i czy mnie nic nie boli.
Upsssss
po wczorajszym stresie i podłamaniu niskim progesteronem, dziś delikatna poprawa humoru, otóż weszłam dziś na wyniki i sprawdzam wyniki do wydruku, a tam są podane wartości referencyjne (tam gdzie były wyniki do odczytu, nie było wartości referencyjnych przy progesteronie), przy czym pod wynikami wpis "uwaga, zmiana wartości referencyjnych" i wygląda to tak:
progesteron faza folikularna 0,1 - 0,3 ng/ml
faza lutealna 1,2 - 15,9 ng/ml,
więc mój wynik 7,60 nie jest powalający, ale nie jest aż tak niski, nooo mieści się w połowie norm dla fazy lutealnej. Ja sugerowałam się normami, jakie podawane były mi wcześniej, a teraz zrobiłam badania też w Diagnostyce, ale w innym oddziale.
Wynik badania insuliny również mieści się w normie, na szczęście.
Czekam jeszcze na jeden wynik, prawdopodobnie ok 10 dni i wysyłam do endokrynologa, ale myślę, że nie jest źle, ewentualnie ten progesteron w połowie, a prolaktyna bliżej górnej granicy bo 22, 35 przy normie 5,18 - 26,53.Ale dobrze, że nie są jakoś bardzo pozaniżane lub wywindowane:)
Jutro ide na pierwsza wizyte. Wedlug moich obliczen ciaza trwa 17dni. W czw jade na wakacje wiec jutro juz musze isc zeby sie upewnic ze wszystko ok.
Dzisiaj wyszla mi opryszczka na.ustach. Troche sie boje bo wiem ze jest grozna wciazy. Ostatnio mialam opryszczke z 5 lat temu i jak na zlosc wyszla akurat w takim mimencie. Ale podobno pierwotna jest najgrozniejsza.
Z objawow ciazowych bola mnie cycki i mam straszne wachania nastrojow. I mam ciagly sluz z pochwy tak jak przy pierwszej ciazy. Nudnosci na szczescie nie mam narazie. Za kazdym razem bedac w wc sprawdzam czy nie mam krwawien albo brazowych plam. Musze wyluzowac.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2016, 17:32
26 dzi4eń cyklu.
Wczoraj za testowałam. Negatywny. tempka spada.
Wydałam miliony monet na leki przeciwgrzybicy... macica ok, jajniki ok, szyjka ok.
Tylko rozszerzone badania tarczycy zrobić.
a dziś śpie. cały dzień... coś strasznego. nie mam mocy.
Pół nocy myślałam czy namawiać mojego M na kolejne starania. Póki co jest przeciwny ale gdybym nacisnela to pewnie by uległ. Hmmm.... Ale czy mam ulegać presji otoczenia? Bo tak super jest być w ciąży. Owszem to cudowny stan ale do momemtu kiedy ciąża jest mało zaawansowana. Pod koniec już nie jest tak kolorowo. Kopniaczki owszem są super lecz gdy dzidzius juz jest duzy i zasadzi kopa to wszystkie flaki sie wywracaja ze tak brzydko powiem. Mimo to to taki magiczny stan. Hmmm.... Fajnie by bylo. Ale czy podolalabym? Czy fizycznie i psychicznie bym wytrwala? Moja córka już daje mi w kość. Sama nie wiem. Myślałam tak długo , później nie mogłam usnąć i tak się to ciaglo do 3 nad ranem. O 6 pobudla córeczki. Ja chodze jak zombi. Ledwo żyje. A jeszcze jakby było drugie? Tak kocham dzieci, zawsze chcialam miec tylko jedno! Jedno i basta! A teraz moze i 3 bym zniosla, nie o raz oczywiscie ale kocham bycie matką. Nie wiem dziewczyny co robić. Myślę że 9 miesięcy po porodzie to jednak za wczesnie. Dalej pamiętam moj ciężki poród i po prostu trzęsą mi się nogi. 21h 40min! ! ! 
Coś mnie natchnęło...ale długa przerwa prawie 2 lata od ostatniego wpisu, choć namiętnie czytam pamiętniki dziewczyn na ovu, a potem belly...super gdy po długich staraniach udaje się
.
Po drodze od ostatniego wpisu narzeczony stał się mężem, syn ma 5 lat, a ja niestety kolejne 2 latka do przodu. Ale co tam:) byle do przodu.
Musimy się wziąć "za robotę". Rozmawiałam poważnie z mężem, że musimy popracować nad rodzeństwem dla młodego bo ostatnimi czasy wyczułam opór z jego strony. Stwierdził, że mu się nie chce kolejny raz przez to przechodzić..ehh...niechby chłop chociaż raz urodził to by wiedział co to znaczy przez to przechodzić.Oczywiście doceniam zaangażowanie i pomoc w czasie trwania ciąży i po urodzeniu młodego.
Potem wałkowałam i wałkowałam temat i się zgodził, ale entuzjazmu nie ma.
Mówię mu, że może być tak, że się nie uda wcale, bo mamy już swoje lata, ale trzeba przynajmniej dać szansę.
Więc teraz czekam na @ i do dzieła:).
Dość marudzenia i smęcenia. Czas na szaleństwo i uśmiech. Wróciłam znowu do ćwiczeń i masaży bańką chińską. Koniec że słodyczami w ciągu tygodnia i podjadanie
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2016, 21:01
Nietrudno się domyślić, moje znienawidzone plamienia przerodziły się w okres! I tak rozpoczęłam kolejny cykl starań o dziecko! Już 7. Dużo i niedużo jednocześnie. W porównaniu ze staraniami niektórych forumowiczek to przedszkole. Ale jak pomyślę, że mogłabym chodzić właśnie z całkiem wydatnym brzuszkiem i urodzić jeszcze w tym roku, to robi się trochę smutno.
No nic... bez gdybanie, proszę!
Fakty i tylko fakty. Są dobre wyniki badań, jest sport i względnie zdrowa dieta, jest miłość i seks. Nie ma dziecka. Karta pozostaje NIEZAPISANA! Trochę to irytujące!
Na najbliższy czas przewidziane mamy badanie nasienia (niestety termin dopiero na wrzesień, czyżbyśmy nie tylko my mieli kłopot?). Poza tym badaniem, które może rzucić sporo światła na sprawę pojawiła się również myśl o nietolerancji pokarmowej jako źródle moich trudności z zajściem w ciążę. Jest kilka rzeczy (wzdęcia, atopowa skóra, dyskomfort po jedzeniu) które przemawiają za tym, że może mnie to dotyczyć. Dla zainteresowanych podsyłam:
http://laboratoriumdiety.pl/dieta-nieplodnosci/
https://www.youtube.com/watch?v=CUvpoI9Xcsk
Doszukiwanie się jednostek chorobowych pachnie nieco hipochondrią, ale i tak uważam że lepsze to niż "zaklinanie monitora". (Ten etap, mam nadzieję, już za mną). W najbliższym czasie (ok. 2 cykli) mam zamiar sprawdzić te dwa tropy.
I ostatnia sprawa, którą głośno chciałam powiedzieć. Chcę i potrzebuję ginekologa, które wesprze mnie w moich staraniach o dziecko! Do tej pory było kilku lekarzy, jeden od torbieli, drugi od duphastonu, trzeci po znajomości, czwarty to kobieta... niestety w 8. m-cu ciąży! Chcę jednego, do którego zabije mi serce, i który przedstawi mi jakiś plan działania. Bo na beztroskie zachodzenie w ciążę nie mogę sobie pozwolić...
W następnym wpisie przedstawię tego jedynego!
Tymczasem bywajcie staraczki i trzymajcie za mnie kciuki, jak ja za was trzymam!
Mam jakieś uderzenia gorąca i mdłości;D Być może pozytywnie mnie zaskoczą ? W co wątpie.. dopiero co cykl się zaczął . Już sobie coś uroiłam;D nie dobrze...
Hej 19 tydzien!!! Jak ten czas leci! Dawno sie nieodzywalam ale bylam w Polsce caly lipiec a Jak wrocilam to ciezko mi bylo sie zmobilizowac do napisania. Na koniec czerwca w 13 tyg poszlam do Gp po zwolnie z pracy Na tydzien gdyz chcialam odpoczac od pracy, a zreszta nie mialam Na nic sily wymioty I mdlisci byly mega!!!!! Zrobila mi Mocz przy okazji I wyszlo ze mam bakterie I dala mi antybiotyk Na 5 dni I zwolnienie Na 3 . Weredna malpa!!!! Bylam Na nia wsciekla!!! Jak wrocilam do domu dostalam ochrzan od meza ze poszlam zdrowa wracam chora I napewno mi nic nie jest bo ci lekarze to zawsze cos musza wynalesc!!!!! Antybiotyku mam nie brac bo to zle dla dziecka!!!!! Ja zalamana nie wiem co robic!!!!!! Wiec umowilam sie tego samego dnia do Pl lekarza zeby wszystko jeszcze raz spr!!!! Dala zwolnienie I bakterie w moczu byly I antybiotyk kazala wziasc
Ciężki dzień w pracy. Dziwczynki powiedzcie mi co to jest beta jak to się sprawdza i co do czego bo z tego akurat jestem zielona....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.