29 dc
Wypad w góry się skończył. Szału nie było, a drugiego dnia schylając się do lodówki dopadł mnie nerwoból w dolnej części kręgosłupa. Do dziś czuję promieniowanie w okolicach miednicy. I tak od 30 kwietnia ledwo chodzę, a o schylaniu mogę praktycznie zapomnieć. Oczywiście w ruch poszły leki przeciwbólowe i maści więc jest lepiej, oby tylko do poniedziałku mi przeszło bo nie wiem jak wytrzymam w pracy.
Ten cykl jak wcześniej wspominałam spisuje na straty. Sama po sobie widzę że nic z tego. Żadnych objawów, piersi bolą mnie jak co miesiąc, a dodatkowo dziś czuję lekkie ćmienie brzucha, więc pewnie @ już się zbliża.
Dziś miałam dziwny sen. Śniło mi się że byłam na wizycie u gin i okazało się że jestem w ciąży. Ze do zapłodnienia doszło 13 lutego. Nie pasowało mi to, chciałam dowiedzieć się czegoś więcej, ale wyproszono mnie z gabinetu. I po co te sny? Mam ich dość, chce by to w końcu stało się rzeczywistością!
wczoraj mieliśmy pierwszą rocznicę ślub. nie było jakiegoś specjalnego świętowania, bo nie było na to czasu. Mąż wrócił późno, ale za to z białą różą (żeby mi się kojarzyła z białą sukienką) i (moim ulubionym) torcikiem bezowym. a ja (niedobra żona) nic Mężowi nie dałam, bo uwaga... zostawiłam mu liścik na lodówce, że zapraszam do kawiarni, ale jak przyszedł z tym torcikiem to mój misterny plan się posypał. natomiast solennie obiecałam, że dzisiaj się jakoś zrewanżuję, bo akurat idziemy rozmawiać (z doradcą) o kredycie, więc trzeba to będzie na koniec czymś mocno osłodzić, albo przepić (choć w moim przypadku to chyba że lemoniadą).
p.s. przez kilka dni bolał mnie brzuch nad pępkiem. poczytałam trochę w internetach i to podobno dlatego, że rosnę. poza tym żeby nie było, że jestem taka Zosia Samosia to skontaktowałam się (na wszelki wypadek) z ginekologiem i zalecił brać NOSPĘ a jak po czterech dniach nie przejdzie to dopiero przyjść. na szczęście wczoraj już mniej bolało, a dzisiaj w ogóle więc obejdzie się i bez wizyty i bez NOSPY, a nie ukrywam, że leków nie lubię. już i tak, że biorę kwas foliowy (PREGNA PLUS), bo rozumiem że trzeba i (od niedawna) żelazo (SZELAZO), bo złe wyniki krwi (niemniej typowe dla kobiet w ciąży i mojej grupy krwi).
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia 2016, 10:10
Witam!!!!!!!!!!!
zostalo 18 dni do terminu 
zadnych oznak zblizajacego sie porodu, mialam wczoraj usg bo bylo podejrzenie ze mala jest posladkowo, ale jest pieknie uklozona w dol!
Sarcia zaczyna mi mowic i to po angielsku calymi zdaniami! madra bestyja:D
problemow jak zwykle cala masa i to przed samym porodem ale da sie rade bo co inego zostaje?
Jestem po pierwszej inseminacji. Zabieg miał miejsce 5 dni temu. Ogólnie cykl był trudny. W 9dc poszłam na pierwszy monitoring i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie moje endometrium. Miało bowiem 4mm. Lekarz dał mi estrofem i powiedział, że jak endo nie podrośnie do 10mm, to on nie zrobi inseminacji. Pomyślałam: przy moich skąpych miesiączkach to endo 10mm to jest mission impossible. Potem kolejno w 13 i 14 dniu cyklu USG. Endo po estrofemie podrosło kolejno do 7mm a przed zastrzykiem z pregnylu do 9mm. Lekarz podał mi zastrzyk o godz. 15 w szpitalu w 15 dniu cyklu. Następnego dnia mój mąż musiał dostarczyć lekarzowi na godz. 13 nasienie, bo ja byłam w pracy. O 15.30 miałam inseminację. Zabieg nie bolał, ale potem zaczęły się rewolucje. Z początku były to silne skurcze w macicy, a mój brzuch wyglądał jak balon. Trwało to dwa dni nim brzuch wrócił do normy. Z pewnością toczyła się tam ostra walka o dzidziusia. Do teraz nie wiem, czy była to owulacja, czy dziwna reakcja organizmu na nasienie z pożywką. Lekarz nie robił USG przed inseminacją. Może nie chciał mnie denerwować niepotrzebnie. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że po inseminacji zachował się bardzo zapobiegawczo. Dostałam bowiem pół apteki do domu. Miałam brać encorton 1x5mg, estrofem 1x5mg, kwas foliowy 15mg i luteinę dzień po inseminacji 2x3 tabletki dopochwowo, a potem 2x2 tabletki. Na takim zestawie jestem do teraz i z pewnością leki działają, bo nie mam bólów miesiączkowych, a także zmiennych nastrojów. Poza tym encorton skutecznie mnie osłabił, bo boli mnie gardło. Poza tym nie czuję się ciążowo, bo pojawił się mój nielubiany ból pleców. Jestem jednak wdzięczna lekarzowi bez względu na wynik inseminacji, za tak kompetentne podejście do mojego zabiegu. W poniedziałek czeka mnie być albo nie być, bo muszę zrobić betę wedle wskazań lekarza. Jutro z kolei mam zrobić jeszcze jakieś badania krwi. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2016, 12:59
Życie lubi zaskakiwać. Czasem mam wrażenie, że woli z nas sobie żartować. Żart polega na tym, że pojechałam po test, gdyż @ spóźniała się 4 dni i mnie już świerzbiło. Kupiłam. Wróciłam do domu i dostałam @. HA HA HA very kurcze śmieszne. ZAPAMIĘTAĆ! Kupowanie testów wywołuje @. 
No i mam @. Czas zacząć wszystko od nowa. Walkę. Na badania jedziemy w takim razie w piątek a wizyta u gin. w następny wtorek, bo ta dzisiejsza nic by mi nie wniosła.
Zapisałam sobie ambitnie w notatniku w telefonie wszystko co się działo w tym cyklu o czym chce pogadać z gin.
Tempka spadła na łeb na szyję i roztrzaskała się. A ja z nią? Nieee trzeba walczyć dalej. Dobrze, że mój mąż przynosi dobre wieści - awans, podwyżka etc. Niby to takie przyziemne, ale trzeba się cieszyć z wszystkiego
Niby.
Witajcie moje ovufriendowe przyjaciółki!
Musze napisać dzisiaj coś o czym nie pisałam, a co jest bardzo ważne w naszym życiu..
24 czerwca zaczęłam nowenne pompejanską, tego samego dnia zadzwonił telefon, że są dla nas komórki dawczyni.. Jak komórki się nie zapłodniły pomyślałam, że może to jakiś znak, że jednak to zły wybór, że może jednak powinnam dalej starać się ze mną.. Chciałam utwierdzić się w przekonaniu, że komórka dawcy to dobry wybór i poszłam po raz kolejny zrobić AMH.. I wynik powalił mnie na kolana 0,496... Najwyższy jaki miałam kiedykolwiek.. Od razu zadzwoniłam do lekarza, żeby wyraził swoją opinię.. Powiedział, że muszę być świadoma, że to są cały czas te same jajniki i może owszem mają lepszy czas, ale nie koniecznie musi się udać.. Ale jak chcemy możemy próbować..
Postanowiliśmy zaryzykować.. Zapożyczyliśmy się i zaczęliśmy stymulację.. Pierwszy raz udało mi się wyłączyć głowę.. Robiłam zastrzyki, chodziłam na kontrolę, które nie zawsze wypadały dobrze, ale czułam się jak w śnie, widzisz siebie, a jednocześnie patrzysz na siebie z boku i nie odczuwasz żadnych emocji.. Dlatego tez nie pisałam nic w pamiętniku, czułam się jakbym w tym nie była, jakbym nic nie odczuwała żadnych emocji..
Udało się wyhodować dwie komórki.. Punkcję przeżyłam bardzo dobrze, gorzej było potem, bardzo bolał mnie brzuch i byłam wzdęta przez prawie tydzień.. Transfer odroczono przez wysoki progesteron.. Czekaliśmy tylko co się wydarzy z komórkami.. Zapłodniła się jedna.. Zamrozili ją i w następnym cyklu miał być transfer..
I wtedy się zaczęło.. Włączyła się moja głowa.. Zaczęłam myśleć, że może nowenna pompejańska uczyniła tu jakiś cud, w końcu w dniu jej rozpoczęcia dzwonią z komórkami dawczyni, one się nie zapładniają, tak jakby dają szanse mi.. Temperatura była piękna.. Może nawet były i trzy skoki.. Ale wiedziałam, że to może być luteina.. Organizm dawał mi bardzo @ znaki, ale ja liczyłam, że może jednak.. 10dpt zrobiłam krew.. Niestety 0,1.. Moje marzenia legły.. Na początku nawet nie płakałam.. Dopiero jak zobaczyłam G. poczułam się jakbym go zawiodła.. Poczułam się prawie tak jakbym skrzywdziła jego ukochane dziecko.. Beznadziejna.. Bezużyteczna.. Nie kobietą.. Wiem, że on tak nie myśli.. Cały wieczór rozmawialiśmy jakie są nasze dalsze plany, oczekiwania, czego się boimy.. Jedno co wiemy, że już nie mamy skąd pożyczać.. Gdybyśmy mieli pieniądze próbowalibyśmy ze mną, aż do zatrzymania miesiączki.. Skoro raz się udało to znaczy, że to kwestia odpowiedniego czasu, że mogłoby się udać znów! Postanowiliśmy, że jeżeli do kwietnia (miesiąc moich urodzin - trzydziestych) nic się nie wydarzy, weźmiemy ślub i pójdziemy do ośrodka adopcyjnego.. Nawet jeżeli później coś by się zmieniło, możemy mieć dziecko nasze i adopcyjne..
Chyba naprawdę zacznę chodzić do psychologa.. Te wszystkie złamane nadzieje ciążą mi coraz bardziej.. Przeżyłam już każdy etap nieudanego in vitro (brak reakcji na stymulację, słabą reakcje, niezapłodnione komórki, transfer z brakiem ciąży)
Napisałam do profesora czy odstawić luteinę i on się zawahał.. W końcu powiedział, że tak, ze mam odstawić.. ale zgupłam, dlaczego on się zastanawiał.. Czy któraś z Was słyszała, żeby po in vitro beta w 10dpt była negatywna a potem z tego ciąża była? Dlaczego on się zawahał???
31dc, 13dpo.
Mam dziś wolne, więc się wyspałam w końcu.
Obudził mnie sen o elektronicznym teście ciążowym, który od razu pokazywał wysokość bety. Chwilę przed obudzeniem dobijała do 60...
No to temperatura i biegusiem do łazienki zrobić hiper-mega-ultra czuły pink test (10mlU/ml) i co?
I biel razi po oczach jak w słoneczny dzień na biegunie północnym.
Pewnie po południu dostanę od gina dupka na wywołanie i i tak wyśle mnie na betę.
Czego ja się spodziewałam?
32 dc
Czuję narastające ciśnienie. Wiem, że jest już po terminie @. Aż zbyt doskonale to wiem. Ale nie mam odwagi, by zrobić test! Zwykłego sikańca! Dawniej bez problemu poleciałabym na betę, a teraz sikańca nie potrafię zrobić! Nie potrafię, nie chce, nie ważne. Obiecałam sobie, że zrobię w piątek 26-08, jeśli mnie wcześniej krew jasna nie zaleje. Dlaczego? A to z prostej przyczyny, aby jeszcze te kilka dni spóźnienia @ się łudzić, że się udało. Żeby móc wypinać brzuch przed lustrem i udawać, że tam rośnie mały cud. Tak, wiem, potrzebny psychiatra...
Ale cóż... chyba każda mnie rozumie, która tak pragnie dziecka jak ja.
Samopoczucie takie sobie. Spać mi się chce cały czas. Piję kawę (która mi smakuje jak mało kiedy) i normalnie ziewam. W pracy się przez to skupić nie mogę. Cały czas się zastanawiam, czy zawsze przed @ tak miałam... i oczywiście doszukuję się ciąży, jakże by inaczej!!! Piersi mnie bolą, bardzo bolą. Tu jestem pewna, że bolą mnie tak co miesiąc. Wysypało mnie na brodzie i nie chce się wysuszyć, co jednego wysuszę, to dwa inne bolące rosną. Tak już dawno nie było. Ostatnimi czasy to owszem przed @ wyrósł, ale jeden i mały i niebolący... Brzuch... tu już historia jak co miesiąc. Boli, pobolewa, szarpie, rozciąga... ból jak na okres... raz po jednej raz po drugiej stronie, a raz po środku... A no i mdłości - jak co miesiąc...
Ile ja bym dała, żeby to były objawy ciąży a nie @!!! Wiem, że wpływu na to nie mam. pozostaje tylko cierpliwie czekać na piątkowy ranek, aby zrobić test. O ile moja psychika wcześniej nie oszaleje do końca... 
Dzień cyklu: 12
Temperatura: 36,47
Na tym etapie rozpoczynam pisanie pamiętnika. Stan umysłu - depresja. Nie mogę się na niczym skupić. Ciągle siedzi w głowie że nie działaliśmy w tym cyklu a rano był skok temperatury. Cykl zmarnowany. Po co branie tych wszystkich leków, robienie zastrzyków! 700 zł wyrzucone w kosz, nawet nie chce mi się jechać na monitoring - bo po co! Chyba przepłaczę dzisiejszy dzień.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2016, 19:34
My już po wizycie.
Pan doktor powiedział, że zarodka jeszcze nie widać ale ciąża jest taka młoda, że to normalne. Za to pęcherzyk ciążowy idealnej wielkości. Mówił też, że skoro jestem taka młoda i nie choruje, nie mamy się o co martwić na razie.
Teraz już wierzę, że nas jest dwoje 

Postanowiliśmy starać się o bobasa.
Mój cykl jest regularny 26-28 dni z przewaga 28.
Po skończonej miesiączce zaczęłam mierzyć temperaturę, badać śluz i ogólnie obserwować organizm.
Kalendarz wyliczył mi dni płodne 07.08 no więc do dzieła...
(13 dzień cyklu)
Pierwszy test ciążowy zrobiłam 6 dnia po domniemanej owulacji - wyszedł NEGATYWNY. Oczywiście już byłam pełna pesymizmu, że się nie uda, nie tym razem. Byłam strasznie nie cierpliwa.
9.08 kupiłam nowy termometr owulacyjny. Zmieniłam rtęciowy na elektroniczny i to był ogromny BŁĄD. W Ovufriend zaczęło mi pokazywać, że moja owulacja wypadła 11.08... a już z mężem zaprzestaliśmy starań.. no myślę sobie...jakis żart... no trudno w następnym cyklu najwyżej będzie lepiej:) od 11.08 temperatura zaczęła wzrastać. W miedzy czasie naczytałam się o obiawach ciąży...myśle sobie..a może udało się? Wyczytałam, że hormon hCG pojawia się w organizmie kobiety gdy zapłodniona komórka jajowa dotrze do macicy i sie zagnieździ. (Około 10 dni od zapłodnienia). 10ego dnia od zapłodnienia (domniemanego) zrobiłam test! Myślę sobie, teraz to cos musi pokazać! Rozczarowałam się, znów negatywny test ;( Ale fakt, ze temperatura utrzymywała się wysoko i śluz był wodnisty nie traciłam nadziei.
3 dni później zrobiłam kolejny test - aż oczom nie wierzyłam. Pojawiła się bardzo blada kreska. Pokazałam mężowi...ale chyba nie dowierzał tak jak i ja..a możę poprostu zamokło i ta druga kreska ciut sie pokazała...myślę no dobra zrobię test jutro jeszcze...
Kupiłam, rano poszłam robic test...czekam na wynik co się pokaże...ale chyba los nie chciał żebym robiła go tego dnia, bo kot wlazl mi na zlew i strącił go do odpływu bo na moje nieszczęście był otwarty...C.d.n
Jejć jak ja dawno tutaj nie pisałam.. zaglądam tutaj ,aby zapisać tylko informacje o swoim cyklu,ale obiecuje sobie się poprawić od nowego miesiąca.
Ostatnio mam dziwne sny . Śnią mi się dzieci,noworodki,ostatnio śniło mi się nawet,że robię test ciążowy i że druga kreska była widoczna tylko pod odpowiednim katem. Podobno sny się czyta na opak,a więc chyba nici z tego w tym miesiącu,nie czuje się ciążowo. Chyba za bardzo nastawiłam się na ten cykl.. ja głupia.. przecież trzeba być naprawdę szczęściarą,aby zajść w pierwszym cyklu, a u mnie z tym szczęściem najlepiej nie bywa. Fajnie ,że chociaż pogoda ładna. Mam dziś w planach wyjście z przyjaciółką, same bez chłopów! W końcu.:)Ona ma już synka, jest prześliczny i przesłodki. Mam nadzieję ,że jeszcze zdążymy we dwie z wózkami chodzić .
Mam jakieś przeczucie ,że tym razem donoszę ciążę i że się uda. Muszę w to wierzyć ,chociaż jestem pełna strachu. Ale muszę spróbować !
Od 21 sierpnia zaczął się nowy cykl i nowe staranie. Od tego cyklu zaczynam odmierzać swoja temperaturę i obserwować swój cykl. Łatwe to nie będzie ale będę się starać. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Może tym razem się uda. Staram się o tym nie myśleć. Zobaczymy co czas pokaże. Na dzień dzisiejszy jest mi smutno i płakać mi się chce.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia 2016, 12:22
Zwariuję !
Brzuch mnie zaczyna dziwnie pobolewać (na @?), piersi nadal wrażliwe, dziś dopiero 25 dzień cyklu, wieczorem mam mieć wizytę u dr. Ch a ja siedzę jak na szpilach, za wcześnie aby robić test, nawet nie chcę sobie robić niepotrzebnie nadziei bo wcześniej testowałam i nic z tego nie było..
Co ma być to będzie, wierzę, że będzie dobrze, o ile nie zwariuję !
Temperatura wysoka.. to przez luteinę, jaki jest więc sens pomiaru..
Byle do braku @
No i tym razem nadzieja odeszła... test ciążowy 14dpo zrobiony...negatywny. No nic czekam na @ ..niech szybko przychodzi i zaczynamy jeszcze raz:) Ten cykl jakoś mi się wydłużył i już 41 dzień mija, no ale ból jajników jest więc pewnie to tylko kwestia godzin i przyjdzie @.
.......
Jezu ufam Tobie...
...ciąg dalszy historii 
Poszłam kupiłam nowy test, kolejnego dnia rano zrobiłam...dwie kreski, już wyraźniejsza 
Termin okresu nadszedł, ale sie nie pojawił.uff
Z wyliczeń wynika, że rozpoczęłam piąty tydzień ciąży licząc od pojawienia sie ostatniej miesiączki. Moja buba ma skończone 2 tygodnie, poczatek 3ego
Mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze i za jakies dwa tygodnie usłyszę bicie serduszka 

Obecnie nic mi nie dolega specjalnego, tylko ból piersi i lekkie bóle w podbrzuszu 
Taka mnie dziś naszła myśl że gdybym miała to szczęście i zaszła w ciążę w pierwszym cyklu to pewnie teraz byłabym świeżo upieczona mama albo lada dzień witalabym swoje maleństwo na świecie...ehh
Nowa wiadomość.
Jestem w kontakcie z inną kliniką, która nie widzi żadnego problemu w tym, byśmy mogli samodzielnie zamówić nasienie z banku a ich podać tylko jako odbiorcę.
I nikt ani słowem nie wspomniał o jakimś prawie, ustawach...
Wiem, że może dla niektórych osób to się wyda dziwne że o jakieś 300 zł robimy takie zamieszanie i niepotrzebnie sobie dokładamy stresu.
Ale to nie chodzi o te pieniądze. Oddałabym wszystkie za nasze dziecko.
Chodzi o to jak traktują pacjentów, jak kłamie pracownik kliniki, myśli że ja blondynką jestem i uwierzę we wszystko co mi powie. Najlepiej nic nie pytać tylko płacić..
Co więcej Pani z tej nowej kliniki powiedziała, ze bank potrzebuje 3 dni na realizacje zamówienia, a wszechwiedzący Pan z mojej kliniki twierdził, że dwa tygodnie trzeba czekać.. Ech.
Pewno się przeniesiemy do tej kliniki. Może uda się jeszcze w tym cyklu
tak bym chciała! 
Dziś odebrałam pierwsze wyniki badań.
Krzywa glukozowa (obciążenie 75 g glukozy)
*na czczo 4,12 (norma 3,89-5,83)
*po 1 godzinie 7,60
*po 2 godzinach 2,12
I od razu się zaczęłam zastanawiać dlaczego tak duży spadek w drugiej godzinie. A jeszcze lepsze są te wyniki:
Anty TPO- 68,89 (norma do 5,61)
Anty TG- 6,35 (norma do 4,11)
Witamina D 18,40 (norma 30-80)
I jedno pytanie w głowie- wykryta kolejna przeszkoda w zajściu w ciążę? Muszę czekać do piątku na resztę wyników a później aż mój mąż zdecyduje się na kolejne badanie nasienia. Wiem, że mu ciężko, że jest to dla niego wstydliwa sprawa ale mam taką nadzieję, że jego wyniki powiedzą, że przynajmniej z nim jest wszystko ok.
Dziś pozwolę sobie na małą chwilę smutku i rezygnacji. Ale i tak jutro podniosę się z nadzieją, że wszystko będzie dobrze.
Jeeest udało sie!!!
mąż zdał Komisje Lekarska a wiec tak jak obiecywał ze jak dostanie pozytyw to bedziemy mogli sie starac a wiec..... znowu cos kreci! ;/ ale juz nie wie jak sie wywinac wiec teraz bedzie łatwiej mi go przekonac skoro obiecywał
Mysle ze sie uda Go namowic
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.