No to dziś do Berlina do Pani Dr. Nie mogę spać, chyba trochę się denerwuję co dziś powie, ciekawa jestem czy będzie mnie badać, czy mi odpuści i wizyta będzie czysto papierologiczna. Głównie jedziemy po nowy kosztorys, bo poprzedni był wystawiony na inseminację. Będziemy musieli go oddać w Naszej kasie chorych a oni z kolei go podpisać i zostanie tylko wysłać do Kliniki. Ciekawe czy dostanę już dziś receptę na leki... w ogóle wszystkiego jestem ciekawa
. Po tylu miesiącach wreszcie miałaoby się coś ruszyć. czuję strach i podekscytowanie... eh głupia jestem
.
200 dni ciąży
Ale Wojtusiu siedź grzecznie w brzuszku u mamusi, nie wychodź przed czasem!
Dziś na kontroli (co tydzien) wszystko wygląda dobrze. Szyjka około 28 mm, zamknięta szczelnie. I to najważniejsze
przeplywy w normie, serfuszko bije pięknie. Pani doktor stwierdziła, że Wojtusiowi pojawiają się już pucki 
Przyszła mi część rzeczy zamówionych dla Młodego. Już niewiele zostało mi do skompletowania. Jutro pewnie pojedziemy oglądać wózki. Mąż składa meble, skończymy urządzać pokoik i za jakies 60 dni moge rodzic 
1dc
dostalam prace, srednie pieniadze, ale w koncu caly etat blisko domu, zaczynam w czwartek
Nie lubię jakoś rozmawiać o moim problemie ale czasem mam potrzebę się wygadać. Zdarza się że nie ma się do kogo odezwać a niektórzy spisali mnie na straty uważając że ja już dzieci mieć nie będę a in vitro to strata pieniędzy, podobno lepiej coś za to kupić.
Ale nie o tym chciałam pisać, mam prawie 25 lat, kochanego męża ale też zmęczonego tym wszystkim. Pracujemy na dwa etaty z mężem aby podołać leczeniu, ale nie ma efektu. Postanowiliśmy zrezygnować z wizyt u lekarza specjalisty na którego idzie mnóstwo pieniędzy i te pieniądze zaoszczędzić i spróbować w przyszłym roku od nowa.
Byłam u mojej lekarki. Właściwie byliśmy razem z mężem. Mam skiero na badania ANA 2. Jak mam już ANA 1 dodatnie no to musi sprawdzić to dokładnie. Nadać miano i siłe itd. itp.
Na szczęście nie muszą mnie znowu kłuć, bo mają moją surowicę jeszcze... Świetnie - jakiś plus -.-
Czemu muszę niszczyć w sobie to co dobre? Wszystko się sypie 
Zły wynik - estradiol, prolaktyna, leukocyty, ANA 1, ant-TG, zapalenie układu moczowego, wysoka tarczyca. Coś jeszcze? Czekam na kolejne rewelacje... Teraz badanie ANA 2 a w poniedziałek badanie progesteronu. Nazbieram tych nalepek "dzielnego pacjenta"... Leki biorę. Ciekawe ile zajmie ta stabilizacja mojego organizmu...
A na dodatek ta grypa. Kurdeee! Mąż leży i zdycha. Ja jeszcze się trzymam i u mnie ok, ale coś czuję, że to kwestia dni/godzin... Nawet lekarka nam powiedziała, że sama jest zła, że nawiedziła nas grypa akurat teraz. Akurat w drugiej fazie cyklu, Akurat po mojej owulce. Akurat gdy rozpoczęliśmy konkretną walkę. Co ja mam jej powiedzieć? SHIT! 
96 dc... @ brak
Wyję ... nie mogę się pogodzić z tym, że nie będę mamą. Myślałam, że dam radę, jednak nie ....
Tydzień temu zdjęli mi gips. Noga spuchnięta i boli, chodzę o kuli.
Ale ten czas leci. Żyję, z głową już dobrze, CRP już spadło, ale żeby nie było za pięknie to teraz mam jakiś stan zapalny ale na dole. Co gorsza do lekarza idę dopiero w sobotę, ale zapisałam się też do ginekologa na fundusz, do tej chamskiej łamagi która przez tyle lat nie wspomniała że mam pcos, no ale miałam nadzieję że przyjmie mnie szybko i zaoszczędze na prywatnej wizycie dostajac leki od niego. No ale nic, niech mi przynajmniej cytologię zrobi na NFZ a przy okazji będzie to już okolica płodnych bo wizyta dopiero w przyszłym tygodniu to będę miała chociaż rozeznanie czy pęcherzyki rosną.
Dałam sobie czas z ciąża do września więc... Mam ostatni miesiąc. Musi się udać.
Szczegółowo Pan Doktor popatrzył przez sekundę na kartkę z wynikami widziałam jak biega wzrokiem wynik --> norma skomentował no tu jest ok. Spojrzał na posiew zapytałam czemu nie zrobili antybiogramu odpowiedź ja też bym się nie czepiał. Jak zapytałam o leukocyty które według mnie są znacznie podwyższone to też by się nie czepiał. Jak poprosiłam o usg bo przecież wypadało by sprawdzić czy bez leków jest owulka to powiedział że nie ma czasu a ja jak z takim stresem będę podchodzić do tego to w ciąże nie zajdę aa i patrzył na wykresy dwa ostatnie plus bieżący oczwywiście też wszytko super powiedziałam mu,że pare miechów temu już tak było,że wykresy super testy owu na plus ale monitoring i kicha a on że może ktoś nie zauważył i spowrotem,że jak tak będę podchodzić to nigdy w ciąży nie będę. Na koniec dodał jak będziecie chciali to dam wam skierowanie na nfz do kliniki leczenia niepłodności nie komentowałam tego bo z nerwów miałam łzy w oczach no ale kurwa jakie skierownie do jakiej kliniki skoro jest tak super = ehh zlał nas i tyle kolejny lekarz na którym totalnie się zawodzę
Aaa dodał jeszcze już w drzwiach,że teraz ważne trzy dni i życzy udanej zabawy sugestia
no i co mój Małżonek na to niccc oczywiście
nie było mimo mojej sugestii też mnie totalnie olał i poszedł zadowolony do pracy a ja od 20stej siedziałam już ze łazmi w oczach bo wiedziałam że
nie będzie,,,, ehh mam zły dzień 
Miałam być "twarda" i sobie odpuścić... Kurcze, dlaczego to jest takie trudne?
Najgorzej, że coraz częściej łapię się na tym, że jak widzę kobiety z dziećmi na spacerze, na placu zabaw, czy po prostu w tv to łzy mi same napływają do oczu:( Nie chcę tak się czuć...nie chce nikomu zazdrościć, chcę też cieszyć się szczęściem innych..Niedługo rodzi moja bratowa... boje się tego, że nie dam rady z emocjami:( Boję się, że nie bedę potrafiła cieszyć się ich szczęściem, tak jak bym chciała..tak jak powinnam. A boli tym bardziej (a może tylko dlatego) że cały czas myślę o tym, że praktycznie w tym samym czasie mogłyśmy urodzić...gdyby to nie była ciąża pozamaciczna:( Boję się też o męża..wiem, że też strasznie to przeżywa. Staram się też mu nie żalić za często bo wiem, że on czuje to samo co ja, więc tylko pogarszam sytuację zaczynając ten temat. Jak on mi się żali to staram się podnosić go na duchu, że będzie dobrze, że w końcu i na nas przjdzie czas...ale z tyłu głowy też się bardzo boję;/ ale wierzę, że nad tym wszystkim czuwa Bóg...a On przecież dla każdego z nas pragnie jak najlepiej! I tak naprawdę tylko dzięki wierze jeszcze jakoś się trzymamy! Proszę Cię Boże tylko o cierpliwość w tym oczekiwaniu na nasz Cud:)
Aj... przepraszam wszystkich, którzy to czytają za te wszystkie smęty...ale musiałam się trochę wygadać. I nawet mi trochę lepiej. Więc chyba pamiętnik spełnia swoją rolę
Jutro wizyta u ginekologa..zobaczymy co powie na moje wyniki, a zwłaszcza na bardzo niski estradiol jak na 13dc..
.......
Jezu ufam Tobie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2016, 23:02
Właśnie przeżyłam mały zawał serca - przez 10 min myślałam ze zepsułam swój termometr - upadł mi i nie chciał sie "strzepać" :o - na szczęście potraktowałam go ciepła woda i odżył UFFF
hehe ah te dramaty staraczek, juz szukałam apteki 24h niedaleko domu 
Wczoraj spędziłam cały dzień w pracy, wpatrując się w mój wykres, czytając pamiętniki, analizując wykresy (bez kitu, za co oni mi płacą). Nie miałam sił na nic innego. Na szczęście klientów jak na lekarstwo, więc wyrzutów sumienia nie mam. Taki będzie cały wrzesień...
W każdym razie uświadomiłam sobie, że jeżeli po raz kolejny nic z tego nie będzie, to najpewniej zwariuję. Nie znajdę już siły na kolejny cykl, tabletki, wizyty kontrolne, zastrzyk, codzienne mierzenie temperatury. Jestem wykończona i nie znajdę w sobie tyle energii by ponownie walczyć. W grudniu będą równo 3 lata starań, od stycznia zacznie się czwarty rok. Jestem załamana. Panie Boże, ty widzisz, że nie dam już rady, więc to musi być TEN CYKL!
Nie wiem w sumie na co czekam, na fax z nieba?
Szanowna Pani
W odpowiedzi na Pani prośbę, uprzejmie informujemy, że mamy Panią w dupie.
Z poważaniem
...
W sumie mogli by dać znać, czy jest sens się katować, bo kiedyś się uda, czy lepiej odpuścić sobie i zająć się procedurą adopcyjną.
Już sama nie wiem.
Dziś 5dpo.
Wykończę się do 16-09...
Potrzebuję urlopu od starań...
A na domiar złego dziś 3 rocznica ślubu. Mąż oczywiście oznajmił mi wczoraj, że dołożyli im roboty do pakietu i od dziś będzie w pracy do 18-19. Powrót więc planowany na 20...
Nie ma co rocznica jakich mało.
5 dc
Wczoraj byłam w klinice.
Pani doktor stwierdziła, że u mnie zbadała juz wszytko , został tylko kariotyp do sprawdzenia ale nie widzi w tym sensu, bo mamy już zdrowe dziecko. Reszta sprawdzona i pomysłu na szukanie czegokolwiek brak.
Tym razem zajmiemy sie nasieniem męza. Ma zrobić szczegółowe badania nasienia:
* test zwiazany z hialuronianem
* fragmentacja DNA plemników
* parametry nasienia do badania fragmentacji DNA plemnika
koszt : 800zł
Plan działania jest nastepujący: Ja dalej stymulacja , po zastrzyku na pęknięcie pęcherzyka w dniu owulacji robimy test po stosunku. W zalezności od wyniku badamy lub nie nasienie męża i bedzie decyzja czy nadal naturalne starania czy podchodzimy do inseminacji.
Dziś dostałam telefon od położnej od mojego gina - wizyta przełożona na późny wieczór
Jestem zła...
Mi to się jednak nie da dogodzić...
Od poniedziałku jestem na zwolnieniu lekarskim i nie mam pojęcia, jakim cudem tyle dziewczyn wytrzymuje na nim pół roku! Ja już czuję, że sama w czterech ścianach dziczeję
Niby powinnam mieć doświadczenie po moim zeszłorocznym zwolnieniu z powodu depresji - ale no właśnie, to była depresja. Wtedy nie miałam siły na jakiekolwiek kontakty międzyludzkie, nie mówiąc już o odczuwaniu ich potrzeby. W gruncie rzeczy uznałam, że wygrzebałam się z tego paskudztwa kiedy zamiast potulnie leżeć na kanapie zaczęło mnie nosić. Teraz jestem pełna energii i pozytywnego nastawienia do świata i po zaledwie paru dniach brak mi nawet mojej wyjątkowo irytującej koleżanki z pracy. Przynajmniej kłótnie z nią oznaczały, że coś się dzieje 
Z drugiej strony telefony i maile z pracy doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Patrząc na to, co napisałam powyżej, powinnam się chyba cieszyć, że ciągle jeszcze muszę coś do pracy zrobić, prawda? Otóż nie, jakoś wprost przeciwnie. Mam ochotę ich wszystkich pozabijać za to, że ciągle czegoś ode mnie chcą. Szkoliłam ich wszystkich 2 miesiące, jak mnie zastąpić! Jak sobie poradzą, kiedy pojadę na porodówkę???
Same widzicie, nie można mi dogodzić, z jednej strony bez pracy mi nudno, z drugiej każdy telefon od nich przyprawia mnie o drgawki. Ech...
Generalnie doszłam do wniosku, że po prostu myśli coraz bardziej krążą mi dookoła porodu i życia z Adasiem, i praca schodzi na zdecydowanie odległe miejsce na liście moich obecnych priorytetów. A z drugiej strony ciągle czuję się cholernie odpowiedzialna za to, co się dzieje w mojej firmie, więc kiedy mają tam problem, czuję się zobowiązana pomóc na ile mogę. Choć staram się dać im wszystkim do zrozumienia, że to układ tylko na okres przejściowy, te kilka następnych tygodni, bo żadnych raportów z wrzeszczącym niemowlakiem u piersi nie zamierzam tworzyć! A coś podejrzewam, że moi współpracownicy żyją w złudnej nadziei, że ciąża trwa co najmniej dwa lata i jeszcze długo tak pociągniemy.
Dużo przemyśleń na jak dotąd zaledwie 3 dni pobytu na L4 
W poniedziałek 5.09 zaczęłam 12 cykl starań. A razem z nim pierwsze podejście do IUI- inseminacji.
Zgodnie z zaleceniem w 2dc - wczoraj udałam się na wizytę, aby gin przepisał mi leki stymulujące.
Od początku wizyty byłam już zdołowana, bo oto zaczynam 12 cs, cykl wakacyjny na ktory tak liczylam sie nie udal, dlaczego mi sie nie udaje, a tyle dziewczyn ma to szczescie?... Nie jem najgorzej, nie mam używek, no może nie ruszam sie ani troche, no ale bez przesady..
Ale po wizycie wyszłam jeszcze bardziej zdołowana, choć z zarysem planu.
Dr dokladnie mnie zbadał. I oto okazalo się, że najprawdopodobniej oprócz torbieli czekoladowej w lewym jajniku, mam na lewym jajowodzie WODNIAKA! czyli zatrzymany płyn w zatkanym jajowodzie, ktory sie jak balonik napompował. Co generalnie oznacza, że jajowód jest całkowicie zniszczony....
Jesli teraz nie zajde, to ide na operacje, usunac torbiel i lewy jajowód.. 

Ja pierd***... za kazdym razem jak o tym mysle, to jestem totalnie zdewastowana..
Musimy sie wiec skupic na prawej stronie. Jajnik schował sie za macicą, jajowód jest więc poskręcany.
Mam brac czopki Distreptaza, spac na prawym boku, nie zginac nog (zeby nie tamowac krazenia), i oczywiscie najwazniejsze - RESTRYKCYJNA dieta (warzywa surowe, jaja, zero cukru, zero maki) i ruch 1h dziennie (moze byc w kawalkach np po 15min, nawet skakanie w miejscu).
Nie mam wyjscia, to moja jedyna szansa. Od wczorajszej kolacji zaczelam inne zycie. Na kolacje warzywa i kiełbasa. Żadnego chleba, makaronów itp.
15 minut skakalam i truchtalam po mieszkaniu - boże jakie to trudne tyle skakac i biegac!!! łydki mi dzisiaj wysiadają.. A to tylko 1/4 z tego co w dzien powinnam zrobić....
Dajcie mi siły....
Dziś przyszedł zamówiony termometr owulacyjny. Od jutra zaczynam mierzyć temperaturę.
Nie myślałam nigdy, że przyjdzie mi uczyć się własnego organizmu, cyklu itd. A jednak zaczynam naukę.. 
Beta < 2 mlU/ml
wiedziałam że tak będzie. Ryczałam
.Nie przez wynik, lecz przez Przemka który zachowywał się jakby był na mnie zły, jakbym coś źle zrobiła... jakby to była moja wina, że się nie udało. Potem zapytał "i gdzie ta ciąża "? ku*wa, tam gdzie słońce nie dochodzi...palant jeden!
Przez chwilę myślałam że nie warto ,że po co to wszystko, bo i tak się nie uda.
To dopiero pierwsza próba. W planie mam 4 .
Z wyjazdem na winobranie nie wypaliło. Spróbuję załatwić wyjazd na zbiór jabłek w Niemczech, ale to wszystko zależy od tego, czy będę miała z kim jechać. Sama nie chcę .
aaajjjj i od dziś nowy cykl. to już 6 ;/ mój organizm zwariował. kompletnie tego nie rozumiem.
Za tydzień zaczynam urlop. Jestem na etapie szukania wycieczki last minute. Wybór już marny albo ceny kosmos a warunki takie sobie.
Po badaniach ! Od teraz możemy na prawdę spokojnie przechodzić ciążę
pan doktor powiedział że już dawno nie widział tak zdrowego dziecka i że maleństwo przeszło jego najśmielsze oczekiwania ! 
Mamy zdrowe dziecko ! Niestety na płeć musimy jeszcze poczekać
będzie prezent chyba na urodziny 

No i stalo sie, odeszla mama meza. Chociaz spodziewalismy sie tego od dluzszego czasu to jednak szok. Maz oczywiscie zalamany, a ja tez chyba mu nie pomagam bo na progesteronie placze czesciej niz on. Wiemy ze przygotowana byla na odejscie i juz nie cierpi, ale to oczywiscie nie rekompensuje straty. Mowila mi tez jakis czas temu ze ktos musi odejsc, zeby sie ktos nowy urodzil.
No i zeby tego nie bylo za malo to jeszcze umarla w tym szpitalu, w ktorym mamy podchodzic do in vitro. To dopiero bedzie dla mnie przezycie nie mowiac nawet o mezu.
Moj cykl szalony, caly czas dokuczaja mi jajniki i bol miesiaczkowy, nigdy czegos takiego nie mialam, moze to z tego progesteronu, bo w ciazy na bank nie jestem.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.