35 dzień cyklu
@ nie ma.
mnie paraliżuje strach.
wszystko mnie denerwuje, przy okazji płaczę.
siusiam bardzo często. Tym bardziej, że wcześniej potrafiłam siusiać 3 razy dziennie rano, po przyjściu z pracy i wieczorem.
jutro beta.
bardzo się boję.
Po 3 badaniu bhcg. Urosła ^^.
Pośpieszyłam się z testowaniem i tak.
W nocy z wtorku na środę MIAŁAM SEN! Śniły mi się dwie grube czerwone krechy ^^ Wstałam rano i powiedziałam sobie IDĘ SIKAĆ
Mężowi nawet nie mówiłam, żeby się nie nakręcał mi nie robił złudnej nadziei itp. I poszłam. Odczekałam minutę i NIC. Usiadłam w łazience i wpisałam na wykresie TEST CIĄŻOWY - WYNIK NEGATYWNY. Po czym wstałam i BYŁA
Znaczy BYŁY. Obie. Tamta druga lekko blada, ale zawsze. Od razu zadzwoniłam do mojej lakarki. Nie, że jestem nadgorliwa, ale KAZAŁA w TYM PRZYPADKU. Kazała jechać na betę, progesteron, mocz, tsh, morfologię. Pojechałam i zrobiłam. Później pojechałam do niej, bo chciała mnie zobaczyć, dać zalecenia i ogarnąć kwestię leków.
BCHG 1 - 48 (to bardzo wczesne - 14.09)
BHCG 2 - 132,21 (16.09)
BHCG 3 - 416 (18.09, czyli dzisiaj^^)
Normy zależą od danego laboratorium. Lekarka powiedziała "SUPER!" Ach 
@ powinna być wczoraj, ale jej nie było i nie ma! I nie ma być przez najbliższy OKRES 
Miałam sen , piękny sen... ^^
Rośnij maluszku!

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września 2016, 14:41
Jajniczki bolą aż miło. Owulację mam zazwyczaj w 15. lub 16. dc, więc będzie za chwilę
Mam jakieś dobre przeczucie co do tego cyklu, nie wiem dlaczego. Może dlatego, że pierwszy jestem w 100% wolna od stresu i ataków lęku? A może dlatego, że tak bardzo czuję te swojej jajniki i mam plamienia okołoowulacyjne (miałam je zanim zaczęliśmy się starać, gin mówiła, że to nic groźnego, ustały wraz z rozpoczęciem starań), co w moim mniemaniu świadczy o super płodności? Nie wiem, ale w każdym bądź razie trzymajcie za mnie kciuki 
Wczoraj spędziłam miły dzień z Ukochanym. M. dostał premię za wyniki w pracy i pojechaliśmy do miasta zaszaleć trochę. Pierwszym punktem programu była pizza w naszej ulubionej pizzerii. Teraz po przeprowadzce na wieś bywamy tam rzadko, więc pizza smakowała wyśmienicie. Wsunęłam całą dużą 30cm
Później szliśmy z buta do galerii jakieś 1,5 km w jedną stronę, co dla nas leniuszków był nie lada wyczyn. Pierwsze co zrobiliśmy po wejściu do galerii, to usiedliśmy
Kondycje mamy naprawdę bardzo kiepską. Miałam zamiar kupić sobie jakieś spodnie i sweter, ale jak zwykle łażenie po sklepach zakończyło się fiaskiem. Nie ogarniam dlaczego wszędzie są same rurki
W takich obcisłych spodniach źle się czuję. Ale za to mąż kupił sobie trzy koszulki. Na koniec wstąpiliśmy do Grycana na lody
Ja oczywiście sobie nie pożałowałam i wzięłam wielki deser lodowy, którego nie mogłam zjeść, bo przez tą pizze miejsca w żołądku nie miałam
Tacy obżarci i umęczeni łażeniem musieliśmy przejść jeszcze 1,5 km do naszego auta. Dawno mnie tak nogi nie bolały 
Mijałam wiele kobiet w ciąży. Ciekawe, że wcześniej nie zwracałam na to uwagi, a teraz rzuca mi się w oczy każdy brzuszek, mały czy duży.
odważyłam się w końcu napisac cos o sobie...mam juz dosc dusic w sobie uczucia. wiem ze sa tu kobiety które staraja sie o pierwsze dziecko...ja gdyby nie umaerla Ala nie staralabym sie wiecej o dziecko. tylko bez przyczyny odebrano mi zdrowe dziecko...moje marzenie córeczke... i z calych sil pragne urodzic znow córcie. wiem ze nikt ani nic mi jej nie zwroci ale w jakims stopniu zalata mi dzóre w sercu
tak po za tym mam niedoczynnosc tarczycy i podejrzenie endometriozy... moja mam nie wierzy w to ze mam problemy z zajsciem w ciaze ...mowi ze juz cztery razy urodzilam wiec jestem plodna ale co miesiac jest rozczarowanie i placz
jest i plamienie...jutro nowy dzien cyklu...trzeba dwonic do kliniki o kolejny termin:D Czas na walke!!!!!!!
Dziennik pokładowy - cykl 4, 12 dc
No to zaszalałam. Może nie jakoś wybitnie, bo kaca nie mam, ale wróciłam do domu przed czwartą nad ranem i co tu dużo mówić - pół dnia spędziłam w łóżku motając się w pościeli. Przewidziałam to i dlatego nigdy nie planuję niczego angażującego na dzień po imprezie - po prostu nie ma to sensu.
Piszę ten wpis, ponieważ w moim życiu coś ewidentnie zaczęło mnie uwierać. Spodziewałam się szampańskiego humoru po imprezie, ale nic bardziej mylnego. Jak to zwykle bywa, jeżeli idzie się na zabawę, gdzie nie zna się 90% ludzi, wrażenia mogą być różne. Niestety tym razem było raczej źle - znajomości raczej "nie kliknęły", czułam się trochę piąte koło u wozu. Bawiłam się dobrze gdzieś tak do połowy, po czym zmieniłyśmy klub na raczej studencką miejscówę, gdzie poziom decybeli sięgał dużo za wysoko, a parkiet zalał się wolnymi elektronami liczącymi na wzajemny podryw i dzikie pląsy, czyli coś totalnie nie w moim stylu. Po dwóch godzinach zdałam sobie sprawę, że z nikim nie rozmawiam (nie było zresztą ku temu sposobności), a jak już, to wysłuchuję raczej cudzych problemów, które nijak mnie obchodzą. Z nudów zaczęłam robić rzeczy, z których niezbyt jestem dumna, typu picie piwa pomimo uczucia ciężkości w żołądku czy... wychodzenie co kilkadziesiąt minut na papierosa, co jest totalnie głupie (na codzień nie palę). Z imprezy wróciłam więc zła, bo spędziłam w bardzo niezdrowy sposób czas z osobami, których towarzystwo nie napawało mnie jakoś entuzjazmem, i wiedziałam, że na pewno rozreguluję sobie sen. Kiedy wróciłam do domu męża nie było (pracował), rozebrałam się w łazience, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, stwierdziłam, że moje ciało zaczyna się starzeć a z odciścniętymi rajstopami i kapciem w pysku od fajek wyglądam jak parodia człowieka i chcę natychmiast zapomnieć o mojej głupocie.
Humor dodatkowo zepsuły mi dwie rzeczy. A w sumie to trzy, bo dochodzi jeszcze wstyd, że naprawdę takie rzeczy zawracają mi głowę. Pierwsza - niby jako kobieta nie zgadzam się na przedmiotowe traktowanie osobników żeńskich, ale gdy faceci w klubie wyrywają wszystkie uczestniczki panieńskiego a mnie oblatują wzrokiem, to czuję się autentycznie jak totalna brzydula. Ach. Co za bzdura. I druga... świadkowa, organizatorka przedsięwzięcia, jest w czwartym miesiącu ciąży. I wiem, że tutaj zrozumieją mnie tylko staraczki. Wiecie jak to jest, kiedy nie ma żadnych przeciwskazań, żebyście zaszły a to nie wychodzi, a dowiadujecie się, że osoba, której lekarz powiedział wprost, że raczej przez rozstroje hormonalne długo dzieci mieć nie będzie, nagle zachodzi za pierwszym razem... Ale to jeszcze nic. Dziewczyna wyglądała na zupełnie tym faktem nieprzejątą. Czego nie-ro-zu-miem. Taki cud nosić pod sercem... i totalnie nie cieszyć się...
Wiem, że ten wpis to bełkot sfrustrowanej kobiety bez problemów. Ale właśnie przez takie przemyślenia pomyślałam sobie, że... może jeszcze nie czas na mnie? Może zarzucić starania? Może muszę najpierw parę rzeczy w swoim życiu wyprostować?
Nie biorę się za zgubienie 10kg nadwagi, bo boję się, że jak zacznę intensywniej trenować, to nagle będę musiała przestać (ciąża) i jojo dopadnie mnie ze zdwojoną siłą.
Nie zmieniam pracy, chociaż jest naprawdę kijowa i ssie, bo trzyma mnie tam tylko i wyłącznie wizja macierzyńskiego.
W zasadzie - wszystkie pasję odkładam odłogiem, bo mówię sobie, że jak zajdę to pójdę na L4 i będę miała TYYYLE czasu, żeby nadrobić wszystko.
Bzdura. W efekcie jestem sfrustrowana tu i teraz. A kto wie, czy kiedykolwiek będę mogła być mamą? A co, jeżeli nie mogę?...
Kiedy tak siedziałam wczoraj w tym klubie, sączyłam piwo a na około dudniła muzyka tak głośna, że drgały mi wnętrzności, to zrozumiałam, że jeżeli czegoś natychmiast nie zmienię, to będę totalnie nieszczęśliwa i nie wiem, czy ciąża potrafiłaby to odczarować.
Z wniosków stricte "staraczkowych" - niemierzenie temperatury jest cudowne. Ale jutro zaczynam swoją kilkudniową obserwację. Obiecałam sobie, że robię to tylko dlatego, żeby upewnić się, kiedy mniej więcej owuluję. Gdy już tego się dowiem - pozbędę się termometru w cholerę.
16/17dc.
Był, był owulacyjny pozytywny wczoraj!
Nawet M. stwierdził, że jest mocniejsza 
Dla pewności, akurat mam w grafiku dwa dni wolnego, to będę dopadała M. w łóżku, żeby przypadkiem nie przegapić ^^.
Siedzę sobie na nocce, prawie 12h od pozytywnego testu i czuję kłucie w lewym jajniku - takie "auć - auć" i koniec, za kilkanaście minut znowu. Czyżby to to? 
dziś ostatni dzień paskudnych leków!
jupi
za jakieś 2,5 tyg powtórka CBA i dowiemy się jak leki na mnie zadziałały i czy robimy crio.
w piątek scratching zrobimy z histero. oby wyniki cytokin były dobre i zabieg nie był na próżno.
jeśli wyniki testu się poprawią to plan na ostatnie crio jest taki: żelazny zestaw+ intralipid dwa tyg przed crio i w dzień transferu+drapanko.
Dziś Nasza rocznica ślubu, czy można sobie wymarzyć piękniejszy prezent niż Twoje bijące serce? Mimo mdłości i wymiotów tak bardzo cieszę się każdym dniem, bo wiem, że Jesteś. I tylko o jedno proszę ZOSTAŃ! Wczoraj dziadkowie dowiedzieli się o Tobie, ile było łez i radości. Wręczyli nam prezent z okazji rocznicy, więc my wręczyliśmy im kopertę z Twoim zdjęciem- taka wymiana prezentów.. Wszyscy już czekają na Ciebie Skarbie i bardzo Cię kochają! Dziadkowie, Ciocie, Wujkowie! Wszyscy już nie mogą się doczekać. Bez przerwy ktoś dzwoni pytać co u Nas, jak się czujemy.. a My mamy się dobrze, prawda Dzieciaku? I tak już będzie do marca. Bardzo w to wierzę!
Zaczyna się plamienie więc @ nadchodzi. Umówiłam się na 19.10 na 16 na pierwszą wizytę stymulacyjną.
Kończę kolejny cykl, już 16-sty. Kolejny bezowulacyjny. W sumie ciężko mi pisać. Zaczynając starania nie spodziewałam się tylu problemów. Cięgle się nawarstwiają. Kiedyś byłam od nich silniejsza, nie poddawałam się. Niestety każdy kiedyś opada z sił. Aktualnie myślę, że Bóg chyba nie chcę, abym miała kolejne dziecko. Tyle ile przepłakałam przez ten rok to chyba w całym swoim życiu nie przepłakałam. Powoli wpadam w depresję i zaczynam myśleć czy to wszystko warte świeczki. Zdrowie tracę i boję się, że zacznę zaniedbywać moją córeczkę. Chyba pora uświadomić się, że nic z tego nie będzie...
4t4d
Powoli oswajam się z myślą, że BĘDĘ MAMĄ. Masakra:) pełnia szczęścia.
Nie wiem czy mam schizę tylko, ale co rusz jestem głodna.
Część rodziny poinformowana, wszyscy strasznie się cieszą
Moja babcia powiedziała mi, że miała dokładnie ten sam TP z moim tatą co ja:) ale urodziła dopiero 1 czerwca:)
Pierwsza wizyta 05.10.16 o godzinie 8;00:) nie mogę się doczekać
Dzisiaj powtórzyłam betę proga i zrobiłam tsh, wyniki koło 17, dam znać wieczorem.
Po sobotniej wizycie w poradni genetycznej już mam jako taki obraz na to wszystko.
Mój organizm nie przyswaja dobrze kwasu foliowego dlatego muszę przyjmować metylowany kwas foliowy. Pani genetyk wspomniała właśnie o metylacji, co jest bardzo ważne bo ponoć dużo lekarzy po prostu zwiększa zwykłą formę kwasu, a to później się odkłada w organizmie. Dawek konkretnych nie powiedziała, bo to wszystko zależy od lekarza ginekologa (najpierw muszę dobrego znaleźć). Czyli na MTHFR dała radę-zmetylowany kwas foliowy.Dodatkowo zrobiła wywiad rodzinny, kto ile ma dzieci, czy też jakieś choroby wystąpiły, poronienia.
Odnośnie mutacji genu PAI-1. Tutaj była by skłonna polecić w trakcie ciąży profilaktykę przeciwzakrzepową. Bardzo możliwe, że heparynę podskórną. Ta mutacja odpowiada za odpowiada za łagodną postać choroby zakrzepowo-zatorowej, może utrudnić implantacje zarodka w macicy. W internecie można też znaleźć wzmiankę o poronieniach, więc może tu coś nie gra? Nigdy nie zapomnę tego ogromnego skrzepu, po podaniu tabletek poronnych. Miałam wrażenie, że to on blokował dostęp do dziecka. Jakoś tak moja intuicja to podpowiada.
Dziś zamówiony kwas foliowy 0,8 mg z Swansona, zobaczymy jak organizm zareaguje. Z czasem możliwe, że zwiększę dawkę. Dodatkowo zmetylowana witamina B12 i B6, aby homocysteina (choć w normie) lekko się obniżyła.
Dobrze, to niedługo zacznie się wycieczka po specjalistach, aż w końcu będzie ten jeden dobry. 
Dzisiaj znowu miałam macierzyński sen
Śniło mi się, że spacerowałam po mieście z pięknym, zdrowym niemowlakiem w wózku. Jeśli wcześniej śniły mi się dzieci, to zawsze był chude, sprawiające wrażenie chorych, trochę przerażające. A dziś było naprawdę pięknie. Słońce powoli zachodziło i wszystko było takie ciepłe, złote.
Na początku po przebudzeniu było mi trochę smutno, ale szybko pomyślałam, że kiedyś przecież tak będzie. Jeszcze pewnie długa droga do tego, ale kiedyś tak będzie.
34+2
Dzisiaj w nocy opadl mi brzuszek czuje roznice w chodzeniu, oddchaniu i w jego krztakcie. Dwonila ginka z wiadomoscia ze wszystkie wyniki badan sa dobre po za spadajacym zelazem ktore mam teraz brac. Lekarz Julianka zalatwiony i wszystkie papiery do przedszkola oddane tak ze to juz mamy z glowy. Przy okazji przygotowalismy papiery do szpitala bo za tydzien jedziemy zapisac sie do porodu. Sobotnie urodziny Tomka bardzo udane. Dzieciaki wybawily sie na dworze a my wraz z nimi bo Julianka trzeba bylo pilnowac ale w sumie lubimy to od ciaglego siedzenia przy stole. No moze zbytnio sie nie najedlismy al eco tam. Julianek troche jest na szwanku. Od czwartku za wiele nie je z nosa mu leci a w nocy z soboty na niedziele obudzil sie z placzem. Dopiero jak przeciwbolowy syrop zaczol dzialac to sie uspokil i zasnol. Oczywiscie przyczyna sa zeby chociaz juz niby wszystkie ma oprocz piatek ktore przeciez wychodza na 3 latka wiec jeszcze jest na nie czas...Troche niepoki mnie jego trojka bo przebila sie dwa miesiace temu a jakos nie rosnie, moze to ona tak mu dokucza. No nic z tego powodu ze Julianek ma katar, malo je i bywa markotny nie dawalam go dzisiaj do przedszkola. I tak chodzi tam na 1-1,5 i jakos nie spieszy sie nikomu zeby przydluzyc jego pobyt pomimo ze nie ma problemow z adaptacja to go meczyc nie chcialam. W domu mi nie przeszkadza a wrecz przeciwnie przynajmniej jestem spokojniejsza o niego. Tam pewnie bylby glodny i zasmarkany chodzil...A w domcu nosek wycieram i podkarmiam zeby cos w tym brzuszku bylo a to przciez wazne dla takiego maluszka..... Posprzatalam juz sobie i wypralam ubranka dla Christianka tak ze jutro czeka mnie prasowanie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2016, 13:48
Pierwszy wpis:)
Zacznę od tego że mam obsesje kontrolowania!
lubie wszystko wiedzieć, przewidywać wszelkie ewentualne przeszkody:) Dobrze że nie wróżę jeszcze z fusów, bo pewnie przewidziłabym przyszłość na minimum 50 lat w przód:)
Moje życie nie jest łatwe, w rodzinie mamy chorobę psychiczną bliskiej dla mnie osoby, pewnie dlatego boje się tej ciąży ponieważ w tej sytuacji choroba atakuje co drugie pokolenie... Czyli wypadłoby na tą małą istotkę, plusem jest to że wiem iż przyjmowanie laków znacznie "wycisza" chorobę. Lęk jednak zostaje...Żeby jeszcze było weselej ze strony partnera 3 pokolenia miały zmiany nowotworowe na płucach.
Jak to się mówi kto nie ryzykuje nie pije szampana!
Zacznę od opisania kilku ostatnich cykli, bo to dosyć dziwne zjawisko.
Jakieś pół roku temu postanowiliśmy że odstawiam tabletki żeby organizm się przestawił.
pierwsze 3 cykle ciągnęły si okropnie 34-36 dni to masakra. Przed tabletkami miałam wszystko jak w zegarku 28 dni i okres się pojawiał. No ale nie ważne:) dni płodne wypadały w 20 dniu cyklu trochę późno...
Kolejne 3 cykle trwały między 25-28 dni więc już bliżej normy. Z partnerem "stosowaliśmy" stosunek przerywany czyli żadne zabezpieczenie. I tym sposobem w sierpniu pojawiła się 2 kreseczka.
Pierwsze wrażenie? Nie dociera do mnie, ale nic nikomu nie mówię. I napierdzielam testy! mijają 2 dni i mam okres... Myślę sobie spokojnie zdarza sie i trzeba wziąć to na klate.
Kolejny miesiąc cisza jedna kreska więc luuuzik
I nadszedł październik, pojechaliśmy na wakacje idealnie wypadały dni płodne myślę sobie ok będziemy "uważać" a jak będzie to będzie, DAMY RADĘ!
Po tygodniu wygrzewania tyłków wracamy do szarówki
Czułam że coś jest na rzeczy 11 dpo biegnę po test i co??!! jest cień!
ale po nauczce z sierpnia czekam do okresu. Oczywiście w między czasie ze 20 testów i doszukiwanie krechy i co?? I widać!
wiec lecę na badanie krwi, wynik wieczorem. Czekam, czekam. 21 są wyniki i co ?? i nic 0,1 a następny dzień okres.
Zaczęłam się zastanawiać o co chodzi.
I w tym cyklu postanowiłam że będę brać tabletki, teraz sobie myśle że to głupota. Powiedziałam A to tera musze powiedzieć B.
Za 2 tyg kończe z nimi, i zacznę brać kwas foliowy i jakieś witaminy. A co najważniejsze rzucam palenie! Nie chce truć kruszynki ani narażać na cokolwiek.
8 tygodni i 2 dni
Muszę się pochwalić... temat tabu został przełamany a mój T. coraz bardziej się interesuje brzuszkiem
No nie powiem, bo się już zaokrągliłam, więc pewnie dlatego. Dał mi do zrozumienia, że muszę trochę poćwiczyć. Może ma i rację. Wczoraj w łóżku żartowaliśmy i śmiałam się aż mnie brzuch bolał
Od dziś jestem Hipcio
Tak mnie nazwał
To taki pozytywny akcent 
Dziś jest poniedziałek. Chyba więcej tłumaczyć nie trzeba. Zjadłabym konia z kopytami a na deser wilka z futrem i pazurami. Taki to mój apetyt. A wczoraj nie mogłam odejść ze stoiska z owocami sprzed truskawek, dopóki nie kupiłam. Ale nie smakowały jak wiosenne, wielka szkoda.
Czuję się dobrze. Tylko spać mi się chce wszędzie i o każdej porze.
Waga z dziś: 64,9 kg... no trochę polecała w górę... mam nadzieję, że w końcu wezmę się za siebie i nie przytyję dużo... ale jak to zrobić??? Jedzenia sobie nie potrafię odmówić...
Dziś zamówiłam sobie trochę większą bieliznę, bo niestety mój tyłek nie chce się już zmieścić w dotychczasowe majty
A przy okazji zamówiłam kilka fatałaszków
a co...
Muszę teraz wymyślić, jak przemycić to wszystko do domu, jak tylko przyjdzie 
W weekend byliśmy u moich rodziców. Na razie nic nie mówimy im
Będzie niespodzianka 
To tyle co u mnie dzisiaj
Miłego dnia wszystkim 
Wczoraj pierwszy dzien nowego cyklu.
Jak tylko skoncze okres zaczynam mierzyc temperature.
Testy owulacyjne zakupione.
Zobaczymy.
Troche sie wystraszylam inforacjami o zaleznosci miedzy krotkim cyklem, a owulacja. Nie mialam o tym pojecia.
Troche sie boje, jak to bedzie..... czytam, slysze historie o dlugoletnich, dlugomiesiecznych staraniach... tak bardzo nie chcialabym aby trwalo to cale wieki...
Trzymajcie kciuki, ja trzymam za Was :*
Nowy rok, wstąpiłam w niego z mocą, a i tak czuję, że skończy się jak każdy od 5 lat...
Bez dziecka.
Bez nawet dwóch kresek.
Bez szans.
W trakcie leczenia wychodzą u mnie coraz większe problemy. Coraz większe niepewności. Chciałabym wyłączyć te wszystkie emocje i uczucia. Wyłączyć i pracować, rozwijać firmę, podróżować i zapomnieć... Bogowie, jak łatwo by mi wtedy było...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.