Ciąża zakończona 6 października 2016
Trochę mnie tu nie było i jak widać troszkę się zadziało w tak zwanym międzyczasie. Generalnie większość ciąży przebiegała bezproblemowo, czułam się dobrze, chodziłam do pracy, byłam bardzo aktywna. Tak było gdzieś do połowy września, wtedy zaczęło skakać mi ciśnienie. Całe szczęście białka w moczu nie było, poszłam na zwolnienie i większość czasu siedziałam w domu i odpoczywałam. Ruszałam się w zasadzie tylko do szkoły rodzenia.
Wszystko zaczęło się 6 października. Wstałam rano i zauważałam niewielką ilość krwi w śluzie, troszkę się przestraszyłam, ale pani doktor kazała mi się nie denerwować i odpoczywać. Po jakimś czasie zaczęło boleć mnie podbrzusze, znów zadzwoniłam do pani doktor - kazała jechać na izbę przyjęć, żeby zobaczył mnie lekarz dyżurny. W taki oto sposób około godziny 17 wylądowałam na izbie przyjęć, podłączyli mnie pod KTG. Na KTG okazało się, że mam dosyć regularne skurcze, a ja byłam święcie przekonana, że ten ból to ból jelit
. Po KTG krótki wywiad z położną i badanie ginekologiczne. Jak rozbierałam się do badania na wkładce zobaczyłam krew i oczywiście ogromny strach mnie ogarnął, przecież ciąża nie jest jeszcze donoszona, do donoszonej został jeszcze tydzień. Lekarz mnie zbadał i mówi do mnie: jest rozwarcie, będziemy powstrzymywać poród. Potem znów jakieś formalności, nie wiedzieli na jaki oddział mnie wysłać. W końcu wylądowałam na trakcie porodowym. Gdy tam zbadała mnie położna, mówi do mnie tak: Pani Agato będziemy rodzić, nie ma co powstrzymywać, jest rozwarcie 7 cm. Jak to usłyszałam byłam przerażona, ani ja przygotowana w domu, ani gotowa rodzić, ale cóż wyjścia nie była. I w taki o to sposób 6 października o godzinie 23:10 na świecie pojawiła się moja Kochana Julcia (10 pkt na 10
). 6 października w 16 rocznicę śmierci mojego taty. Dziadek czuwał nad wnuczką i córką.
Co do samego porodu myślałam, że będzie gorzej, boleć bolało, ale było to do przeżycia, chociaż z tego co pamiętam na sali porodowej mówiłam co innego
. Dużą pomocą były zajęcia w szkole rodzenia, na których nauczyłam się jak oddychać i przeć w trakcie porodu oraz obecność męża przy porodzie, choć przez bardzo długo okres czasu zarzekałam się, że nie chcę go tam
. Gdyby nie on byłoby mi o wiele trudniej znieść bóle skurczowe.
Przez tydzień leżałyśmy w szpitalu, ponieważ Julcia urodziła się miesiąc wcześniej (termin porodu miałam na 5 listopada) trzeba było porobić badania. W badaniach wszystko powychodziło dobrze
. Pobyt w szpitalu to była masakra, miałam ze 2 czy 3 kryzysy. Mała nie przybierała na wadze, miała problem ze ssaniem, musiałam ją dokarmiać sztucznym mlekiem, potem zaczęłam odciągać swój pokarm i dokarmiać ją swoim, bo piersi były przepełnione. Wczoraj wieczorem w końcu wypuścili nas do domciu. Teraz się docieramy
. Julcia przestaje mieć problemy z przyssaniem się do piersi i je coraz ładniej. Dobrze, że mąż jest na urlopie i dużo mi pomaga, bo ja jestem jeszcze zmęczona po pobycie w szpitalu, muszę go odespać.
Prawie dwie godziny pisałam ten wpis, no ale cóż była przerwa na kąpiel i karmienie, a teraz moje słoneczko smacznie sobie śpi. Czas się zrelaksować
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2016, 19:57
Weekend. ON. Reset.
Odebrałam dzisiaj wyniki badań:
1. Antykoagulant toczniowy - ujemny
2. Przeciwciała kardiolipinowe IgG - ujemny
3. Przeciwciała kardiolipinowe IgM - ujemny
4. ANA 1 - ujemny
Wizyta we wtorek. Szukamy dalej..
Po naradzie z mężem odpuściłam jednak to napro. Boimy się, że pochłonie to wiele czasu i pieniędzy a efektów nie da i tak. Wnętrostwo to jednak jednoznaczna diagnoza i chyba muszę się w końcu pogodzić z tym, że tych plemników nie będzie.
Badałam ostatnio morfologię i tsh po długim osłabieniu. Wszystkie wyniki bardzo ładne, tsh 0,88! Badania jednak potwierdziły moje przypuszczenia, że stany osłabienia, spadki energii są psychosomatyczne u mnie i nie mają podłoża czysto fizycznego. Będę wracać na terapię, być może już od przyszłego tygodnia. Chcę być w formie przed następną rundą.
Właśnie, co do następnej rundy, w listopadzie będę chciała umówić się do kliniki. Najlepszy termin dla nas to sobota, a lekarz nie zawsze w sobotę jest, ale myślę że się uda
Na razie będzie to wizyta zwiadowcza.
pomysły na dodatkową suplementację Męża: maca, żeń szeń, selen, dhea.
21 dzień cyklu.
Tarczyca wyniki z 24 sierpnia:
FT3 4.9 norma 3.13-6.76
FT4 13.56 norma 12-22
TSH 4.39 norma 0.27-4.2
wyniki z 12 października:
tsh - 0,9108 norma 0,35-4,94
FT4- 0,88 norma 0,7-1,48
FT3 - 2,56 norma 1,71-3,71
anty TPO - < 3 normy 0-5,61
anty TG - < 3 normy 0-4,11
prolaktyna 15,5 normy 5,18-26,53
Stanowczo za niskie FT4
owulacja była chyba dopiero wczoraj..
będzie znowu długi cykl. od wczoraj zaczełam znowu jeść acard.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2016, 18:25
Dziś jakiegoś strasznego lenia mam...niby wstałam wcześnie bo przed 7 i zrobiłam pranie,śniadanie,rozpakowałam parę kartonów po przeprowadzce i na tym wyczerpałam pokłady energii:P miałam wybrać się do biedronki po jakieś zakupy ale już mi się nie chciało
K w dwudniowej delegacji więc ogólnie mogę sobie pozwolić na lenistwo 
22 dc, 9 dpo, 9dpi
No i doigrałam się! Chciałam żeby tempka skoczyła? Chciałam. No to mam skok o 8 kresek, a do tego potworny ból głowy, katar, ból gardła, łamanie w kościach i dreszcze... Końskie dawki wit. C na nic się zdają. Walczę ze sobą, żeby nie brać paracetamolu, bo wyczytałam, że jednak do 3 miesiąca powinno się go unikać, ze względu na ryzyko wystąpienia wad rozwojowych u dziecka. Pewnie jedna tabletka za wiele by nie zmieniła, ale wiecie jak to jest... człowiek boi się nawet odrobinę zaryzykować w tym względzie, byleby się udało.
Miałam iść dzisiaj na ślub (tylko do kościoła), ale chyba sobie odpuszczę. Gorzej, że wieczorem czeka mnie mecz i opłacona już wizyta na stadionie, gdzie przy obecnej pogodzie pi*** jak diabli. Co tu robić? Może jakbym się bardzo ciepło ubrała i pozapinała z każdej strony to jakoś bym przetrzymała? Z drugiej strony to zawsze ryzyko, że się rozłożę na amen:( Eh...
Chyba na prawdę zaczynam czuć ruchy maluszka - albo aż tak sobie wmawiam 

- My dzisiaj z rana kiedy to brzuszek jest sporo mniejszy niż w południe i wieczorem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 października 2016, 14:21
Ech, jednak od kilku dni mega przeziębienie mnie dopadło. Chusteczek już powoli brakuje, ale mam nadzieję że do poniedziałku z tego już wyjdę. 
Euthyrox 50-rano, Acard-rano Kwas foliowy metylowany 0,8 mg + 5 mg zwykłego, Witamina b6 i b12. Codzienny zestaw. Chyba o niczym nie zapomniałam.
15 października-Dzień Dziecka Utraconego.
Pamiętam.
Wczoraj pierwsza wizyta w klinice leczenia niepłodności. Lekarz konkretny, od razu widać, że zna się na rzeczy. Wysłuchał naszej historii, stwierdził, że moje wyniki badań immunologicznych, które ostatnio spędzały mi sen z powiek, są nieistotne z klinicznego punktu widzenia, większa przeszkodę w zajściu w ciążę widzi w endometriozie.
Swoją drogą menda zaczyna się odnawiać. Poprzedni gin twierdził, że jajniki są czyste, tymczasem na lewym jest już nowa zmiana o wielkości 12 mm! No to laparoskopie uwolniła mnie od torbieli na jakieś 8 miesięcy. Czad
. Nowy gin powiedział, że przy parametrach moich i małża szanse na naturalne zajście w ciążę są na poziomie 1% w cyklu (pary zdrowe dla porównania mają jakieś 10% szans). Inseminacja daje nam szanse na poziomie jakiś 14% w cyklu, pod warunkiem że bardziej szczegółowe badanie nasienia pokaże, że jest z czego odfiltrować żołnierzyków. Nie ma na co czekać, przygotowujemy się do IUI. Jeśli 3 będą nieudane - in vitro. Jeśli natomiast małża plemniki nie będą się nadawać do selekcji, trzeba będzie jeszcze popracować nad nasieniem.
Wzięłam to totalnie na klatę, bez większych emocji. Ja już i tak jestem psychicznie przygotowana na adopcję. W pierwszej chwili przestraszyła mnie nawet myśl, że jeśli wszystko poszłoby dobrze, to za jakieś 2 miesiące mogę być w ciąży, a przecież dopiero co dostałam awans w robocie i zaraz będą gadać, że zrobiłam to celowo. Dopiero za chwilę przyszła refleksja, że powinno mnie to walić. Walczę o ciąże już 2 lata i moje zdrowie jest priorytetem. Świat się beze mnie nie zawali, a jak nie ta robota, to inną się znajdzie.
A tak w ogóle to dochodzę do wniosku, że człowiek jednak głupi jest. W tym cyklu była naturalna owulka. Przytulaliśmy się z małżem jakieś 2 dni przed owu, więc szanse na ciążę raczej znikome (vide: nasze parametry). Wczoraj 7 dpo miałam spadek tempki, kolejnego dnia znowu wzrost. I już się lampka mnie naiwnej świeci, że może cud nad Odrą się zdarzył i coś się tam mości. Poza tym jakaś taka zmulona chodzę, nawet ostatnio podczas prowadzenia auta mnie zemdliło. Nie ma to jak dobra wkręta, wmawiaj se kobieto dalej, kto ci zabroni.
Dzis 8 dc.
Zimno jak cholera @juZ poszla teraz tylko serduszkowac
15 dc. No w końcu tempka skoczyła po trzech dniach. Może nieznacznie no ale skoczyła
Czyżby to była owu? Mam nadzieje, że ten jeden jedyny żołnierzyk właśnie "dopływa" gdzie powinien i za dwa tygodnie pojawią się II kreseczki i fioletowa stronka, a za dziewieć miesięcy będziemy o tej porze wychodzić z porodówki
hehe takie moje marzenia
Ohh ile ja bym dała żeby to była prawda, żeby to się spełniło. Ale jestem pełna wiary. I chyba to mój pierwszy cykl ktorego nie spisałam na straty także musi być dobrze! ;*
Dwie miesiączki za mną, umówiona jestem na wizytę 31 października, transfer prawdopodobnie 5-6 dni później, trochę się poprzesuwało, bo miesiączkę dostałam w 34 dniu cyklu dopiero, no ale cóż.
Nie wiem czy to dobry znak czy zły ale transfer będę miała w niemalże identycznym czasie co 2 lata temu, kiedy to doszło do naturalnego zapłodnienia, niestety koniec nie był szczęśliwy, jak będzie tym razem? Mam nadzieję, że dobrze:)
Mój telefon mnie zaskoczył i musiałam dodać wpis. Jakim cudem to już jutro? Ja oczywiście z tych, które by o własnych urodzinach zapomniały gdyby nie przypomnienia w telefonie. Tak więc dziś wpis z okazji jutrzejszego dnia dziecka moich aniołków.
Od pierwszej straty minęło już 2,5 roku, od drugiej 2, czuje jak by to było życie temu. Na pewno od urodzenia Maksa łatwiej mi z tym żyć, nie będę ukrywać że nie. Szał i mega potrzeba by zostać mamą została troszkę zaspokojona, ciekawe jak podejdę do starań gdy już je zaczniemy, czy będę znów wariować? Sprawdzać co chwile? Czy dam sobie luz? Okaże się... dobra wracając do tego smutnego ale bardzo potrzebnego święta. Na pewno nauczyłam się z tym żyć, potrafię i nie wstydzę się o tym mówić. Czy za nimi tęsknię? Ciężko powiedzieć, brakuje mi wiedzy za czym miałabym tęsknić. Ciężko mi to wytłumaczyć, na pewno nadal boli mnie ich strata, na pewno je kocham, mimo że nie poznałam, ale chyba nie potrafię powiedzieć że tęsknię i żałuję. Gdyby któreś z tej dwójki się urodziło nie było by Maksa, a Maksa znam, wiem jaki jest, wiem za czym bym w nim tęskniła... Nie jestem osobą która mówi 'wszystko dzieje się z jakiegoś powodu', po prostu stało się więc trzeba było temu stawić czoła i żyć dalej. Więc żyjemy, szczęśliwi, choć lekko niepełni. Dziś jestem mamą i wiem, że gdybym nią nie była dużo trudniej było by mi żyć. Więc ogromne wyrazy szacunku i słowa wsparcia dla tych z was które nadal walczą - już z brzuszkiem i strachem o każdy dzień, lub jeszcze bez. Jestem z wami, sercem i myślami - jeśli mogę jakoś pomóc, piszcie. Ja pamiętam jak ciężko było po tamtej stronie, jak bardzo potrzeba ucha do słuchania i ust które nie sprzedają banalnych rad. Dziękuję Bogu, lekarzom i WAM.
31 dzień cyklu
@ nie ma. Ale przyjdzie. Wiem to. Od kilku dni bezczelnie wychyla rogi i się śmieje "haha! znowu nie jesteś w ciąży! znowu dałaś się nabrać! ale jeszcze sobie na mnie poczekasz i się powk..wiasz!". Nie mam na to siły. Poprzednie 8 dni to był dramat- tak silne bóle okresowe, że brałam po 2-4 nospy dziennie. Po pracy byłam w stanie tylko wrócić do domu, zedrzeć z siebie spodnie, w których było mi cholernie ciasno i paść. Po prostu paść. Jestem tak zmęczona tym bólem, że dziś ledwo się podniosłam z łóżka. Weekend będzie na straty. I zapowiada się na to, że kolejny tydzień też- bo kiedyś @ musi przyjść. Więc: miniony tydzień pełen bólu, a kolejny pełen krwi. Świetnie. 2 tygodnie z 4 tygodni cyklu do wypieprzenia. Uwielbiam być kobietą!
juz niedlugo swieta.... ciesze sie i jednoczesnie zastanawiam, czy ja sie ze wszystkim wyrobie
czas pokaze 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2016, 17:10
24 dc i 7dpo? 10?
Zaczęłam właśnie 3 dniowe wieczorno-nocne zmiany. Nie chce mi się tu być. Szczerze,chciałabym być w ciąży i iść w końcu na L4. Zająć się naprawde domem. Poodwiedzać koleżanki. Zaprosić do siebie.
Pracując 9 h dziennie nie mam czasu na ogarnianie,a gdy mam wolne sprzątam i robię "lepsze" obiady,bo normalnie to tylko takie na szybciora. Może trochę narzekam,niektórzy pracują jeszcze więcej,ale po prostu dobija mnie monotonia z tym związana. No i pracuję z idiotami 
Mąż pyta się kiedy będę wiedziała czy jestem w ciąży
Mówi,że mam siedzieć w domu a on będzie wracał z pracy i mnie tulił. Takie to kochane. Chyba jego też nasza strata czegoś nauczyła. Całe życie uczymy się na błędach. Szkoda,że większość jest tak bolesna.
Zauważyłam,że prawy jajnik kłuje mnie dość mocno jak jestem w pracy. Czasami aż muszę się trochę pomasować po brzuchu. Może to dlatego,że więcej się ruszam? W ogóle to rzadko bolą mnie jajniki. Żałuję że na ostatniej kontroli rozmawialiśmy z ginem tylko o tarczycy,a nie spojrzeliśmy tam na dół. Ale czułam się dobrze i skoro nie trzeba to po co. Teraz czuję się trochę niepewnie. Może to jakiś torbiel mi rośnie,a ja myślę,że to dzidzia... Nie ma co, ja i te moje scenariusze. Zawsze pozytywna.
Test ciążowy z Rossmana leży na parapecie i kusi. Dziś robiłam test owu. Podobno też może być pozytywny w ciąży. Wyszedł wyraźny negatyw. Ostudziło to trochę mój zapał.
Myślę o tym jaki to paradoks. W cyklu,w którym zaszłam robiliśmy to codziennie albo co drugi dzień a nie myślałam w ogóle o tym,że zajdę. W tym zrobiliśmy to tylko parę razy i to niezbyt blisko teoretycznej owulki,a wyszukuję już objawów
Głowa kobiety jest nie do ogarnięcia.
Jest w końcu jakas dobra wiadomość
w tym cyklu byla owu, wiec moze sytuacja sie unormuje i owu juz ze mna zostanie.
Niwstety to koniec dobrych wiadomosci, bo szanse na ciaze = 0. Tylko dlatego ze moj m. nie mial natchnienia i zamiast
byla kłótnia i ogromny żal. To ja staram sie zrobic wszystko, a m. nie potrafi sie wysilic na minimum
przez moje dni plodne. Potrafil tylko stwierdzic "juz taki jestem i się nie zmienię". Jedyne co mi przyszlo ma mysl, ale nie powiedzialam glosno: skoro ty sie nie zmienisz to ja wymienie Ciebie na innego 
Bylam u nowej dr i to kolejny lekarz, ktory mi powiedzial ze glowna przyczyna leży w nasieniu, wiec moglby sie szanowny maz poczuc troche i zaangazowac. ale prawda jest ze jak ktos chce to szuka sposobu, a jak nie chce to szuka powodu.
Do dr pewnie nie wroce, ale potwierdzila wszystko co do tej pory mowila moja dr, a i niestety potwierdzila ze mam pco i insulinoopornosc 
Moje maleństwa... mama nie zapomniała o Was (*)(*)
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2016, 23:29
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.