Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 3 listopada 2016, 09:11

18t5d
To nie będzie fajny wpis. I nie, nie jest podyktowany hormonami ciążowymi. Po prostu wynik refleksji i konsekwencja powtarzających się faktów.
Nawet nie wiem od czego zacząć. Może tak po prostu - coraz częściej myślę o rozwodzie. Jak już emocje opadły i rozpoczęła się proza życia z obowiązkami i chorobą (moje zdrowie), to brakuje cierpliwości i, niestety, szacunku. Jestem wbijana w poczucie winy że niewiele mogę robić, że nie poprasuję, nie wyniosę śmieci, zakupów do domu nie zniosę. Mój nowy nick to "hrabina", niby żartobliwie ale kontekst już taki nie jest. Zaczynam odczuwać żal, że nigdy nie dałam odczuć jak to jest być żoną bezpłodnego, że chowałam to w sobie żeby nie urazić, a teraz jestem tą gorszą bo zależną. Nie tak miało być. Zniosę wszystko ale niw pogardę pod swoim adresem w swoim własnym domu.

Nie wiem skąd w ludziach przekonanie że jak już dziecko to wszystko tak na amen, że na zawsze i mimo wszystko. Dojrzewam do decyzji.

A póki co kardiolog za 1,5 godziny.

Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 3 listopada 2016, 09:19

1 dc

Dziekuje Dziewczyny za kciuki, ale dupa blada.
Chyba polecialo. Ciagle niewiele, ale tym razem czerwona krew, wiec podciagam to pod 1 dzien nowego cyklu. Popieprzylo sie wszystko. Nie wiem, czy to pociazowe szalejace hormony, czy jakies torbiele, czy jakies inne gowno. No nic, bede obserwowac. mam tylko nadzieje, ze tym razem okres bedzie jakis konkretniejszy, a nie jak poprzednio 2 plamy na krzyz i do widzenia. Ocipieje z tej niepewnosci. Jakby mi ostatnio nieszczesc i stresow nie brakowalo.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2016, 10:27

Balladyna Małe szczęście!! 3 listopada 2016, 09:25

20t6d

W szale przeprowadzki nie mam czasu nasłuchiwać dziecięcych kopniaków, ale wydaje mi się, że coś się rusza i prawdopodobnie po raz pierwszy w historii pójdę na wizytę nie umierając ze strachu. Czy dowiemy się jaka płeć zamieszkuje moje serduszko? Właściwie to jest nam wszystko jedno, ale niepewność jest irytująca, szczególnie, że to już dawno jest ustalone. Wygodniej byłoby móc nazywać malucha "synem" albo "córką' zamiast "dzieckiem". Inaczej brzmi : "będziemy mieli dziecko" a inaczej "będziemy mieli syna/córkę".

Mi ostatnio wydaje się, że to będzie jednak chłopak. Maciek obstawia na dziewczynkę, bo taką ma intuicję. No trudno, jutro być może lekarz rozwieje nasze wszelkie wątpliwości.

Za kilka godzin wyruszam do nowego mieszkania. Auto spakowane po brzegi, tak samo wypchanym samochodem przyjedzie Maciek z Częstochowy. I zacznie się nerwowe sprzątanie, mycie, odkażanie, wypakowywanie. Przed ostatni raz w życiu. Potem już przenosimy się na nasze. Pewnie z tydzień zajmie nam, żeby doprowadzić mieszkanie do stanu używalności, a z miesiąc by się do niego przyzwyczaić. I tylko ten jeden, mały pokój będzie stał pusty i czekał na mieszkańca.

Wlasnie mam przerwe w pracy. Nie dosc, ze ta tempka mi spadla to jeszcze cos tak jakby ciaglo mnie w podbrzuszu, lewy jajnik cmi a teraz jeszcze mam bole jak na @...

Czyzby to zagniezdzenie???

Cos mi podpowiada, ze moooze byc ciekawie...

Wczoraj byłam u gina po skierowania, do poradni diabetologicznej i na badania prenatalne. Chociaż tyle na nfz. Poza tym lekarz wypisał mi clexane 0,4. Jak wytłumaczył, to profilaktycznie, bo mam wyższe ryzyko choroby zakrzepowo zatorowej w ciąży z racji wieku i otyłości.
Dziś rano zrobiłam pierwszy zastrzyk. Bałam się, ale jakoś poszło. Igła na szczęscie cieniutka i tylko ok 1-1,5 cm długości.
Wczoraj miałam gorszy dzień. Od rana wymioty. Potem jakoś udało mi się utrzymać w żołądku lek przeciwwymotny i koło południa odżyłam, choć z bólem głowy.
Dziś czuję się dobrze.
Rano padał śnieg, ale już stopniał. Idę na spacer, bo wreszcie wyszło słońce. Ostatnie kilka dni ciągle padało.

emmac Kiedyś będziemy rodziną 3 listopada 2016, 10:32

Chyba zaczynam 6 mies. :) O jej jak zleciało :)
Napisałam chyba bo różne książki podają różnie. 22 tyg. 22,5 tyg. 23 tyg. :) Teoretycznie postanowiłam liczyć do 6 każdego miesiąca bo 6 czerwca był cykl szczęśliwy. Tak czy inaczej powoloutku wkraczamy w 6 mies!

Małe kopie jak szalone, czasem mam wrażenie że ono wcale nie śpi :)

Mamax Walka o Bobo. 3 listopada 2016, 11:13


http://static.pokazywarka.pl/i/7048449/758637/img-4371.jpg

http://static.pokazywarka.pl/i/7048449/926677/img-4373.jpg

http://static.pokazywarka.pl/i/7048449/972078/img-4368.jpg

http://static.pokazywarka.pl/i/7048449/992400/img-4370.jpg

ma_pi Demotywator 3 listopada 2016, 11:19

Dziwny ten mój cykl obecny. Taki nietypowy. To niedobrze, bo przecież jestem umówiona z dr Lewandowskim na konsultację. Wolałabym, żeby miał standardowy obraz sytuacji. Podejrzewam, że wszystko przez odstawienie encortonu. Brałam sporą dawkę, 15 mg na dobę i odstawiałam po negatywnej becie stopniowo, po 2,5 mg co 3 dni. Po dwóch dniach od odstawienia ostatniej dawki bardzo rozbolały mnie piersi, a to było 2-3 dni przed dc, w którym mam przeważnie owulację. czyżby prolaktyna skoczyła??? Nie czułam w tym cyklu owulacji, a prawie zawsze ją czuję. Ze śluzem zupełnie sucho. Chyba pójdę zbadać w poniedziałek prolaktynę i TSH.

Wygląda na to, że idzie zima. Mąż zmobilizował mnie, żebym wykorzystała wolne przedpołudnie i pojechała zmienić opony bo zima mnie zastanie. A fakt faktem w tym tygodniu nie znalazłabym już czasu.

Zauważyłam, że fizycznie i emocjonalnie czuję się lepiej, niż w zeszłym miesiącu. Mąż trochę się wkurza, że nie interesuję się kuchniami i łaziankami. Nie ciągnie mnie do tego. Mam takie (wiem, że pewnie głupie) przekonanie, że nie powinnam się w to mieszać, bo średnio się na tym znam, poza tym mam dużo mniejszy wkład finansowy w to wszystko. Ogólnie mam poczucie, że choćbym nie wiem ile zarabiała to na wszystko będzie mało. Podobno nie powinno się tak podchodzić do sprawy, bo kobieta wnosi do związku wartości niematerialne, ale ja czuję że tego nie wniosłam, bo nie mamy przecież wspólnych dzieci. I intuicja podpowiada mi, że prędko to nie nastąpi. Na prawdę tak czuję.

I czuję, że popadam w klasyczny pracoholizm - kiedy pracuję, czuję spadek napięcia i nie myślę. I mam poczucie, że nie jestem ciężarem finansowym.

To wszystko, może wydawać się bez sensu, ładu i składu. Może mam jakiś wewnętrzny strach przed zależnością, wypomnieniem itp.

Ostatnio wciągnęłam się w czytanie pamiętników innych kobiet. Rozumiem ich ból, rozczarowanie, poczucie niesprawiedliwości. No bo nie ma co się oszukiwać, zawsze tak jest, że niektórym pewne rzeczy przychodzą łatwiej i nie potrafią tego docenić. Ponoć życie jest niesprawiedliwe, ale i tak jest dobre. Jeden mucha, chucha i nic. Drugi olewa i żyje sobie wygodnie, wszystko przychodzi z łatwością, ale i tak narzeka. Banał.

Czuję czasem, że we nie też narasta frustracja. Też z trudem obserwuję pewne sytuacje w moim otoczeniu, a jak tylko się da - odcinam się od nich.
Najgorsze, że nie ma komu się wygadać tak zwyczajnie - bo zaraz będzie - a weź przestań, a wymyślać, a wyluzuj itp.

Z jasnych stron życia: nic mnie nie boli, jest ciepło, na głowę mi się nie leje i mam co jeść. Niemniej marzy mi się przesunięcie czasu o 1-2 lata do przodu.

Haana Hashi, MTHFR, Aniołki.. 31 grudnia 2016, 12:38

W 2017 r. zaciążymy, urodzimy żywe, zdrowe, piękne i mądre dziecko! Pamiętajcie. :) <3

012d653f0b2f953amed.jpg

no ja już po połówkowych, Dominik zostanie Dominikiem, żadna Ola się już z tego nie zrobi. jedyne pytanie mojego męża na badaniu to było czy aby na pewno chłopiec :) z Małym wszystko ok, waży 370 gram, serduszko chyba 137 biło jakoś tak. szyjka 3,56 cm i zamknięta więc ok. Mały ziewał i głaskał się po głowie :) niby po tym badaniu wpisali mi termin porodu na 20.03.2017 no ale już zostanę przy pierwszym terminie.
Anushka - kolejna wizyta 1ego grudnia.
zdjęcia wrzucę później jak wrócę do domu.
a no i za dużo się najadłam we wtorek u mamusi... stuknęła mi dzisiaj waga u gin 59 kg... niemożliwe żebym już 5 kg przytyła... nie wierzę... chyba w cycki poszło bo w nogi i pupę na pewno nie :)

na razie Mały wielkoludem nie będzie, raczej drobny chłopczyk, zobaczymy później, może nadrobi.

kropka_ myśloodsiewnia 3 listopada 2016, 12:24

ostatnio narzekałam, że Synuś słabo dokazuje w brzuszku. niepokoiło mnie to do tego stopnia, że mocno rozważałam przyspieszenie wizyty u gin., lub wręcz wizytę w szpitalu. ale od ostatniej soboty, aż do (uwaga) wczoraj moje dziecko naprawdę dawało czadu, tak że nie było wątpliwości, że jest i ma się dobrze. dzisiaj znowu jakby spokojniej, więc zaczynam mieć taką teorię, że uaktywnia się wtedy kiedy coś się dzieje, w okół mnie jest dużo ludzi, głosów, dźwięków itp. czyli generalnie, taki towarzyski dzieć. a jak u mamy jest cicho i monotonnie to i dzieć przechodzi w tryb "slow", co z kolei u mnie od razu włącza tryb "martwienia się". na szczęście planowana wizyta u gin. już w przyszłą środę, a jutro idę zrealizować kolejne skierowanie/badania.

przy okazji nie umknęło mojej uwadze, że dziś weszliśmy w trzeci trymestr (28 tydzień). to niesamowite jak szybko człowiek zapomina o trudach starań i przystosowuje się do nowych okoliczności. zaczęliśmy się też mocno wkręcać w temat wyprawki i wczoraj dla przykładu kupiliśmy fotelik samochodowy. wiemy też jakie łóżeczko (dokładnie łóżeczko-kołyska, bo podobne zobaczyłam swojego czasu u kuzynki i z miejsca się zakochałam) i w sumie zamówienie jest już tylko kwestią mobilizacji. potem mam nadzieję z zakupami pójdzie już z górki, bo strategiczne (największe) zakupy będą już za nami.

z innych tematów to codziennie rano budzę się z bólami palców/stawów u dłoni. w ciągu dnia ćwiczę dłonie intensywnie poruszając palcami no i jak już wspominałam wcześniej nie jest to ból, który by mi uniemożliwiał normalne funkcjonowanie, ale jednak zaczynam się coraz bardziej martwić. z drugiej strony jak sobie pomyślę, że gin. przepisze mi kolejny tabletki/suplementy to aż mnie skręca, bo ja nie znoszę leków/lekarzy i w ogóle tego medycznego bełkotu, a od kiedy obejrzałam całą serię Dr Housa, to już w ogóle wydaje mi się, że oni nic tylko zgadują.

i wracając jeszcze do tematu zakupów to ja nie wiem jak my się pomieścimy w tym naszym małym mieszkanku z dzidziusiem i z tym całym majdanem dla niego. już i bez tego nasz salon pełnił regularnie/dodatkowe funkcje, w tym m.in. sypialni, suszarni, składziku, okazjonalnie jadalni, od niedawna wózkowni, a gdzie tu mówić o wstawieniu łóżeczka i wygospodarowaniu miejsca na rzeczy typu dzidziusiowe ubranka, kosmetyki itp.

tymczasem zabieram się do sprzątania, bo w ostatnim czasie to były tylko wielkie słowa, dużo (słomianego) zapału, mało zdecydowanych działań, czemu zamierzam wreszcie położyć kres. także ten teges trzymajcie kciuki, żeby mi szybko nie przeszło.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2016, 12:23

11+2d
Dzisiaj zapisalam sie na badania prenatalne prywatnie, lekarz u ktorego chcialam robic ma oferte z testem Harmony wiec zapisalam sie na przyszly piatek. Moze niepotrzebnie bo we wtorek mam prenatalne panstwowo, ale ze wzgledu na moj i meza wiek no i przez to ze biore progesteron ryzyka napewno bede miala podwyzszone i nie chce sie martwic na zapas.

gozik "Miłość na szkle" po stracie 3 listopada 2016, 12:36

Krotkie podsumowanie co moglo spowodowac ciaze w tym cyklu, moze sie komus przyda:
- 1 cykl po drugiej histeroskopii, usuniecie 1cm polipa
- od miesiaca bralam Thorne Prenatal (1mg methylowego kwasu foliowego, 200mcg B12 + dodatkowo 300mcg w kroplach)
- od miesiaca TMG na poprawe DNA komorek jajowych
- od 6 tygodni aspiryne 75
- maz od 3/4 miesiecy bierze Fertilsan M
- od miesiaca tez biore Probiotic

Karo-Linka My też chcemy być rodzicami 3 listopada 2016, 13:02

Wczoraj była punkcja - to był bardzo stresujący dzień.
Wstaliśmy o 5:30, poranne rytuały, toalety, śniadanie męża.
Mama miała być po mnie o 7:45, przyjechała już o 7:00. Poszła do babci na kawę do sąsiedniego bloku.
Po śniadaniu naszykowałam mężowi picie na później i ...
zaczęliśmy się starać o uzyskanie nasienia. W związku z jego niepełnosprawnością nie mogłam go zabrać ze sobą do kliniki bo byłabym potem zbyt słaba aby pomóc mu wejść do domu, więc nasienie miałam przywieźć z domu.
I klops! Męża zaczął boleć brzuch pewnie z nerwów i presji czasu i nie szło! Mama dzwoni że już jest na dole, mówię czekaj cierpliwie i nie dzwoń, zaraz zejdę. Ale nie szło! Była już 8:06 powinnam wychodzić aby zdążyć na 8:30 ale nadal nie miałam nasienia! Telefon do kliniki, mówię że jest klops i czy dałoby się trochę przesunąć punkcje. Nie jest łatwo, Dr boi się aby pęcherzyki nie popękały, nie można za długo zwlekać no i gdzie mnie wcisnąć na punkcję, jest przecież kolejka poumawianych dziewczyn. Ahh nerwy :( Dr mówi działajcie i przyjeżdżajcie, zobaczymy.
Działamy więc. Udało się !!!!!! O 9:00 wyszłam z domu nadal pełna obaw czy zdążymy zanim popękają pęcherzyki.
9:15 byłam w klinice. Rejestracja, zaniesienie nasienia, pomiar ciśnienia i na górę. Nie zdążyłam ankiety wypełnić a już mnie wywołali. Tam też wszystko szybko, przebranie się, siku i na fotel. Widzę znajome twarze pielęgniarek i położnych - to miłe. Pamiętam jeszcze zakładanie wenflonu (mój pierwszy w życiu) i wziernika, i weszła dr i zapytała czy się udało pobrać nasienie a potem obudzili mnie na sali pozabiegowej. Była 10:00.
Wszedł ktoś (pielęgniarka/położna/) i powiedział że udało się pobrać 11 oocytów.
Co ciekawe za mną do sali pozabiegowej przyszła dziewczyna z pielęgniarka o własnych siłach tez podobno po punkcji a ja obudziłam się na sali.
ok 10:40 pozwolili mi wstać. Ubrałam się i poszłam z mamą do kawiarni na kanapkę i herbatę.
O 11:30 miałam wypis.Recepty, wytyczne i do domu.
Ok 14 zadzwonili że było 10 dojrzałych komórek, 6 do zapłodnienia a 4 do mrożenia. Nasienie ok, 15 mln/ml
Do końca dnia poleżałam w domu, na tyle ile możliwe jest leżenie przy niepełnosprawnym mężu oczywiście. Czułam się jakbym miała mega wzdęcie, najbardziej bolało przy sikaniu ale obyło się bez leków. Bardzo dużo piję ok 3 litrów.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2016, 13:02

Karo-Linka My też chcemy być rodzicami 3 listopada 2016, 13:09

O 9:45 zadzwonili że zapłodniło się 5 komórek, transfer jutro o 8 rano. W drugiej dobie. Transfer będzie wykonywać dr Obuchowska. W sumie to bardzo miłe uczucie gdy od pierwszej wizyty, całą stymulację, punkcję i transfer robi jeden lekarz. Na większości wizyt jestem sama i fajnie jest gdy lekarz zna moją historię.
Dziś poszłam do pracy, czuję się dobrze, zostało minimalne uczucie wzdęcia i lekkie pobolewanie przy sikaniu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2016, 13:08

Campari Niekończąca się walka trwa... 3 listopada 2016, 13:12

Egzamin dojrzałości
Ciąża jest cudownym czasem. Przygotowujemy się na przyjście maluszka, snujemy radosne plany, wreszcie będziemy rodziną, a nie tylko parą. Połączeni na zawsze. W całym szczęściu oczekiwania i planowania oczywiście nie zapominamy czerpać przyjemności z ostatnich chwil we dwoje. Jedziemy na wakacje, chodzimy do kina, odwiedzamy i przyjmujemy znajomych, spędzamy razem dużo czasu i troszczymy się o siebie, cieszymy się bliskością. Ach. No nic tylko rzygnąć tęczą. Wszystko ładnie pięknie, tylko co jeśli jak tylko zdążyłaś oswoić się z myślą-o cholera, jestem w ciąży!! z ust lekarza pada wyrok-zagrożenie poronieniem czy przedwczesnym porodem. Proszę leżeć. Psssss. No dobra mówisz-ale może powie to pani doktor praniu, sprzątaniu, gotowaniu, nie mówiąc już o wyprawce (którą po takich słowach i tak strach kompletować i cała przyjemność z tego idzie w pi*du).
A miało być tak pięknie. Długie i w 100% płatne L4, bo przecież w ciąży wolno, dom wyglancowany i obiad na stole. Dupa. Co mamy? Kurz na regałach, w kątach koty aż miauczą i stare seriale. Pół biedy, jeśli na śniadanie można zjeść bułkę, a obiad zamówić z baru. Ja nie mogę. Pół biedy jeśli jest pomoc z zewnatrz-u mnie znikoma. Wszystko spada na męża. Pracującego, ciężko i długo... jestem totalnie zależna...
Zagrożona ciąża przeradza się w długi i ciężki egzamin z życia. Tu już brakuje miejsca na słodkie roztkliwianie się nad brzuchem. Brakuje czasu by rękami jednej osoby ogarnąć wszystko. Rękami mężczyzny według uznania kobiety. Żeby ręczniki nadal były poskładane ,,na trzy" a skarpetki we właściwej przegródce. A wszystko zagotowane w sosie lęku o dziecko i niepewności, czy da oczekiwany rezultat. Jak długo? Przez miesiąc jest spoko, są siły, jest determinacja, są efekty, jest sens. Drugi, trzeci...przychodzi kryzys, zmęczenie, frustracja. Mąż niemal nie śpi, a ja wiecznie niezadowolona. Mi się wydaje, że za mało robi, że traci czas na odpoczynek (sic!) Jemu wydaje się, że mam jak w raju bo leżę, przerzucam kanały i nic nie muszę... I dobrze jest, jeśli po kilku gorzkich słowach w swoją stronę, każde z nas w głebi serca rozumie, po co to wszystko. On się stara ponad siły i ściga z czasem, bo Ona leży dla dziecka. Cel jest wspólny i najważniejszy.
A jaka jest recepta, żeby to przetrwać? Nie wiem. Może właśnie zrozumienie celu. Może trochę luzu i odpuszczenia. A może po prostu trzeba wyciągnąć wszystkie ściągi pisane dotąd przez życie i po prostu zdać? Czy wyjdziemy z tego mocniejsi? Czy nasze małżeństwo wróci w końcu z tej ciążowej bocznicy na swój pierwotnie obrany tor? Ja wierzę, że tak.
Czytając fora i pamiętniki dochodzę do wniosku, że mam szczęście. Może nie pływam w budyniu, ale egzamin idzie dobrze. Tak na 4 ;-) Na razie.
Jednak nie wszystkie tego doświadczają. I to jest smutne.


"Nie da się przyspieszyć biegu rzeki lub wschodu słońca ani sprawić aby drzewa rosły szybciej niż rosną.Wszystko wydarza się wtedy gdy jest na to gotowe" na taki cytat dziś trafiłam i postanowiłam go zapisać bo coś w tym jest...

Poczekalnia Czy w końcu wydarzy się cud ? 3 listopada 2016, 13:27

Oczywiście wieczorem 1 listopada nadeszła @..... No i świetnie. Kolejny cykl pogrzebany.. Nie wiem co teraz robić? Badać sobie TSH na własną rękę ? Może to wina tarczycy ? Moja mama ma chorą tarczycę.... Może coś odziedziczyłam po niej.... Ta. Tylko, że moja mama ma 5 dzieci :) Ale informacją dnia wczorajszego jest inna informacja ! Moja przyjaciółka, która w ogóle nie planowała dziecka..... Która jest w związku małżeńskim kilkanaście lat ..... JEST W CIĄŻY. Jejku tak bardzo się cieszę, że wpadli :D To jest niebywałe :) Szkoda, że ten mój cykl okazał się nietrafionym.... Inaczej razem byłybyśmy na tym samym etapie. Razem byśmy rodziły itd.... Kurcze no tak żałuję siebie a zarazem tak bardzo cieszę się ich maleństwem !!!!!! No mam ochotę wykrzyczeć to całemu światu. Jeden raz.... i to oczywiście nie w dniu owulacji wystarczył im i mają maleństwo. Już je kocham jak własne. Oby teraz było wszystko super i maleństwo zdrowo rosło!


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 listopada 2016, 13:25

Malinka123 Moje nowe życie 3 listopada 2016, 13:33

Już prawie ostatnie cotygodniowe powiadomienia o nas. Wow wczoraj zaczęliśmy 40 t.c, do terminu porodu zostało 7 dni, albo jeszcze mniej :) Wyczekuje naszej Liliany jak pierwszej gwiazdki:) <3.
Czujemy się dobrze, w nocy Liliana jedynie bardzo żwawo się rusza, jakby chciała już wyjść. Mówię jej, że już może heheh :) Wysprzątałam już wszystko co się da, z prasowanie jest podobnie, siedzę w domu i pichce placuchy dla męża, śpię na fulla do 10, czyli krótko mówiąc relaksuje się. W ostatni weekend mój mąż zabrał mnie na randkową kolację, śmiejąc się, że to ostatnia w takim gronie. BYło cudownie i smacznie <3
25ioi20.jpg
a3mfm9.jpg
2cxyoed.jpg

Mój mąż to naprawdę mój wielki skarb, co tu mówić, jaki może być wymodlony mąż?:)
Sciskam Was kobietki, mam nadzieje, że już niebawem będziemy we 3 <3


"Tydzień 40

O Dziecku

Gratulacje! Dotarliście do 40 tygodnia. Już wkrótce powitasz swoje maleństwo na świecie! Średniej wielkości dziecko waży już teraz około 3400 gramów (7 1/2 funtów) i mierzy około 37 cm (14,6 cali) od ciemienia do końca tułowia, a jego całkowita długość od główki do stóp wynosi około 51 cm (20 cali).
Nie denerwuj się, jeśli Twoje dziecko nie spieszy się z przyjściem na świat. O ile lekarz nie zdecyduje inaczej może ono jeszcze zostać w swoim przytulnym, ciepłym mieszkanku nawet przez kolejne dwa tygodnie. “Normalna”, bezproblemowa ciąża może bowiem trwać aż do 42 tygodnia. Twoje dziecko może już być dość nisko w kanale rodnym i naciskać na miękką i być może już częściowo rozwartą szyjkę macicy. Przed Wami nowy, fascynujący rozdział w życiu.

O mnie:)
Gratulacje! Wkrótce zostaniesz mamą!<3<3 <3
Czujesz się teraz zapewne bardzo podekscytowana, zniecierpliwiona i być może lekko przestraszona perspektywą zbliżającego się porodu, przywitania swojego długo oczekiwanego maleństwa oraz rozpoczęcia nowego rozdziału w swoim życiu pt. „Macierzyństwo”.

Hejjj przygodo nadciągajjjj :)))

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)