jestem trochę obolała i zmęczona ból brzucha jak na okres nie wiem co o tym myśleć może @ przyjdzie jak w poprzednich cyklach wcześniej i tyle. powoli spanko bo do pracy na rano w środę idę do rodzinnego lekarza po odbiór wyników z posiewu moczu w czwartek stomatolog i w piątek ginekolog męczący tydzień ...

kasjja Starania z PCOS 30 lipca 2013, 22:13

Zaczęliśmy starania rok temu, a wydaje mi się, że to tak niedawno było. Szybko zleciało ;)

Na początku wydawało mi się, że po miesiącu, dwóch zajdziemy w ciążę :)

Po odstawieniu novynette (anty) nie brałam leków. Od początku mierzyłam tempkę.
1. cykl miał 59 dni ale był ze wzrostem tempki (15 dni, ładna 2. faza)
2. cykl chyba aż 80 dni bez wzrostu tempki i z 20 dniowymi plamieniami
3. cykl 63 dni ze wzrostem tempki (15 dni, ładna 2. faza)
4.Z powodu plamień miałam w szpitalu histeroskopię (by wyciąć polipy i sprawdzić, czy nie ma zmian niepokojących), a po niej znów popaprany długi cykl bez wzrostu tempki, a za to z plamieniami.
5.Poszłam do lekarki, bo tak długie cykle i te plamienia mnie stresowały, dała mi metforminę (to było po 8 miesiącach starań, a ja miałam dopiero 4. cykl).Po metforminie (która jest lekiem dla cukrzyków, ale pomaga w pcos) miałam książkowy cykl - 32 dni z pięknym wzrostem tempki.
6. Podobno wzrost tempki nie gwarantuje, że na pewno była owulacja (może się luteinizować duży niepęknięty pęcherzyk). Dlatego miałam mieć monitoring kolejnego cyklu. Poszłam w 17 dc - nic. Pod koniec cyklu: pęcherzyk 18 mm, nie wiadomo, czy owulacja była czy nie, ale zapewne ten pęcherzyk nie pękł i się luteinizował. Ten cykl trwał 50 dni, wzrost tempki był, ale czy owu nie wiadomo, raczej nie.
7. Teraz mam kolejny cykl, 23. dc, a tempka nisko. Zrobiłam komplet badań, dostałam bromergon na zbicie prolaktyny i deksamethason na zbicie hormonów nadnerczowych. Może wcześniej mogłam zrobić odpowiednie badania i dostać te leki, teraz byśmy byli już do przodu w staraniach.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2013, 07:25

Dziekuje kochane dam znac od razu po wizycie u lekarza, juz 7 tydz wiec jeszcze 3 do wizyty nie moge sie doczekac :-)))

Kochane dziewczyny. Wczoraj przyszedł na świat nasz synek Mikołajek. Waży 3200 i ma 55 cm. O 5 rano pękł mi pęcherz płodowy. Niestety wody miały kolor zielony dlatego od razu pojechaliśmy do szpitala. Tam masa pytań, i o 6.30 leżałam podpięta do ktg. Puls małego w normie więc trochę mi ulżyło. Niestety kolejne problemy brak rozwarcia i skurcze minimalne. Dopiero od 12 rozwarcie na 5 cm i skurcze których juz nie umiałam wytrzymać. O 13 lek przeciwbólowy. Nic nie pomógł ale otumanil bardzo i rozwarcie się ruszyło do 7. I od tej pory pamiętam juz tylko jak kazali mi zmieniać pozycje i krzyczeli ze zle oddycham. Blagalam żeby coś mi dali bo nie wytrzymam ale kazali mi przeć i to juz był prawie koniec. O 13.58 dostałam na raczki swoją Kruszynke i nie wiem czemu zapytałam czy żyje. Śmiali się ze mnie a ja i mój P plakalismy jak dzieci. Było warto to wszystko przejść chociaż nie było łatwo. Mój P wszystko widział i pomagał bardzo. Jestem z naszej trójki bardzo dumna.

jakos ciezko mi zrezygnowac ze staran, z ovu i oczywiscie z Was kochane :)

Inessa nie musisz przepraszać :) masz rację kocham i to mocno. Czasem tylko nie czuję się kochana, słyszę to , wiem że walczy z moimi humorkami , walczy o mnie kiedy mam chwile zwątpienia ale jednocześnie potrafi być tak nieczuły , czasem podły. Dobija mnie sprzeczność sygnałów , bo ja lubię mieć jasność w niejasności się gubię , dlatego że wszystko uznaję za prawdę. A tu nie wiem co nią jest , to że nie pozwoli mi odejść tak łatwo, nie pozwoli zrezygnować z nas, czy to że nie będzie mnie zatrzymywał ,jeśli chce odejść to droga wolna, on sobie poradzi. Kiedyś powiedział , że skoro poradził sobie z rozstaniem ze swoją byłą , to już nic go nie przerazi , czyli wychodzi że rozstanie ze mną to pryszcz.Potem skorygował to , że chodziło mu o to że zna już sposób, żeby sobie poradzić . Jedna osoba wychodzi, druga wchodzi jakoś tak to ujął. Tak łatwo mnie zastąpić ? Tak niewiele znaczę? A może sama jestem zapchaj dziurą, po stracie kogoś kto był tą jedyną? Wiem w tym wieku nie można oczekiwać tego że będzie się pierwszą miłością ... czasem mam poczucie, że role się odwróciły, ja mam to co dawałam , on otrzymuje to co dawał i po dwóch nieudanych związkach , moim i jego powstał trzeci , z odwróconymi rolami i też nie jest do końca szczęśliwy. Niemniej nie potrafię sobie wyobrazić siebie z kimś innym, codzienności , czegokolwiek , znowu by się role odwróciły i tak w kółko.. Tak pięknie kiedyś opowiadał o tym że związek to ciagłe staranie się , spędzanie ze sobą każdej chwili aby więź nigdy nie osłabła, a teraz ma tysiąc spraw i wystarczy mu pięciominutowa rozmowa przez telefon.W poniedziałek nie wpadł na to że skoro mam nocki i śpie w dzień kiedy on pracuje , a pracuje kiedy on wraca to warto ten dzień wykorzystać , oglądał serial i robił wiele nieistotnych rzeczy. I tak jest ciągle, nie ma mnie 13 godzin z dojściem do pracy a jak wracam okazuje się że nawet w czasie weekendu, kiedy nie ma nic do roboty, wszystkie zajecia zostawił na czas mojego powrotu. Oddalam się , a on mi na to pozwala. Patrzy biernie mimo moich ostrzeżeń, na to jak uczę się wypełniać sobie czas bez jego udziału, jak dzień po dniu tworzę swój świat w którym go nie ma ...A ja przestaję sobie radzić z taką obojętnością, nie chcę żeby moje dziecko miało taką rodzinę. Chcę żeby widziało tak jak ja, rodziców zakochanych w sobie , całujących się, cieszących z obecności drugiej osoby. W życiu razem , każdy powinien mieć maleńką przestrzeń tylko dla siebie , jeśli jednak to wspólne życie jest tym maleństwem to już chyba nie jest związek.....Mój problem jest właściwie jeden, od dwóch lat moje myśli nieustannie krążą wokół jednej osoby, każda minuta , każde słowo wiąże sie z nią , bo to ktoś dla mnie najważniejszy ..i chce tego samego a dostaję to tylko od święta..

Karen Stwarzam Swój Mały Cud 31 lipca 2013, 07:58

Wczoraj byłam u ginekologa. Tak, na kontrolne badanie, czy aby ze mną "w środku" wszystko jest dobrze. Zrobiła mi usg dopochwowe i potwierdziła obliczenia Ovu. Mam w lewym jajniku pęcherzyk, który lada dzień, jeśli wszystko pójdzie dobrze- PĘKNIE. Ucieszyła mnie ta wiadomość tym bardziej, że wszystko ze mną OK. Nawet wyniki tarczycy nie straszą i może uda się za niedługo...
Teraz tylko próbować i starać się nie stresować w pracy.

konwalia83 Synek 8 października 2014, 22:55

I zaczal mi sie okres, glowa mnie boli I jestem rozdrazniona, a w pracy straszne busy.naszczescie moj kochany juz pojechal po chinczyka, dla uspokojenia mouch nerwow I zaspokojenia moich zachcianek.

@ za 2 dni, plamien jeszcze nie ma, ale miałam tez cykle, w których były dopiero dzień lub dwa przed. W 21 dc miałam lekkie plamienie, ale to tez miewalam, więc nic to nie znaczy... Ehhhh szkoda sie tym przejmować , bo i tak okaże sie, ze @ przyjdzie jak w zegarku. Byłabym wniebowzieta gdyby okazało sie inaczej , ale będzie jak zwykle....

I jestem już w 32t3d. Kiedy to zleciało?
Coraz bliżej wizyty, na której dostanę zaproszenie do szpitala na cc. Przygotowania już prawie skończone. Właściwie to byłyby już skończone, gdyby nie moja zdolność do odwlekania wszystkiego w czasie. Jeszcze niedawno nawiedzała mnie myśl, że ten czas tak wolno płynie, że chcę już "teraz, zaraz, już" poczuć ruchy, a najlepiej całą tą ciążę mieć za sobą. Teraz, im bliżej porodu, tym bardziej chciałabym cofnąć czas i jeszcze trochę nacieszyć się tym stanem - niczego nie przyśpieszać.

Kiedy ten czas tak szybko zleciał? Znów dopada mnie uczucie, że czas przecieka mi przez palce.

Powoli dopada mnie praktyczna część przygotowań ciążowych. Pora zacząć organizować sobie torbę do szpitala... Jeszcze tylko sierpień i niech mnie rozpakowują.

Dziś byłam zrobić kolejne badanie: Awidność przeciwciał IgG przeciwko wirusowi cytomegalii wynik dopiero za ok. 14 dni może będzie wcześniej...


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2013, 08:36

W piatek wizyta u nowej gin jestem pelna nadzieji, ze moze nam wkoncu ktos pomoze. A w miedzy czasie zlapalo mnie przeziebienie gardlo okropnie boli nic do ssania nie pomaga, wczoraj caly dzien okropny bol glowy, chyba bym wolala rodzic niz zeby mnie znow tak glowa bolala heh i do tego goraczka ale dzis juz lepiej tylko gardlo zostalo.

Nadal paskudnie się czuje.
Zmęczenie i senność swoją drogą. To się da wytrzymać. Ale te mdłości, wymioty- cieżka sprawa.
Jest mi nie dobrze jak jestem głodna, jest mi nie dobrze jak coś zjem (z trudem) Nawet już wiekszość napojów mi nie podchodzi. Została woda niegazowana i herbata mietowa bez cukru.
Dziś potrzebowałam 2 h aby wybrać sie do pracy i jakoś opanować zmniejszyć wymioty.
No ale jazda autobusem, znowu spowodowała miszmasz w moim brzuszku.
Do tego cieżko mi jest połknąc witaminy aby ich nie zwrócić.
W każdym razie cały czas jest żle.

Wczoraj wróciłam z pracy, zjadłam lekki obiad (którego połowa znalazła się w kiblu) i cały czas leżałam. Nawet nie wiem co się działo.

Chcę do domu i do łóżka.

Wczoraj byłam na zakupach kupiłam Naszej córci już kilka rzeczy i przepiękny księżyc z melodyjką do łóżeczka ♥
Teraz wybieranie wóziczka ♥
Od wczoraj mam problemy z oddychaniem :( tak mnie jakoś zaciska w klatce, na dodatek w Piątek mój M wyjeżdża do Francji na 2,5 tyg BOŻE JAK JA TEGO NIENAWIDZĘ !!!

No i udało się :) Beta wskazała dobry wynik, test zrobiony później również pokazał dwie blade jeszcze kreseczki. Moja radość nie ma końca :) u Pani w laboratorium aż się popłakałam ze szczęścia :)
Byłam w poniedziałek u lekarza, jeszcze nie robił USG bo to jeszcze za wcześnie, ale skierował na badania krwi i moczu. Rozwiał moje wątpliwości co do kwestii lekarstw i sexu ;p
Teraz oczekiwanie do 12.08 na kolejną wizytę :) a jutro idę zrobić badanka :)
Dziewczyny Kochane wszystkim Wam wysyłam wiruski i podziękowanie za Wasze wsparcie :) jesteście cudowne :)

Endokobietka Starania Endokobietki 31 lipca 2013, 11:22

8+6
Dzisiaj dostalam urlop, za 2 tygodnie bede miala tydzien wolnego. Zamierzam ten tydzien wykorzystac, moze wyskoczymy gdzies na pare dni. W piatek przed urlopem jeszcze wizyta u lekarza, wiec zobaczymy co on powie, czy nie da mi skierowan na jakies badania, jak bedzie wszyskto ok, to wyruszamy gdzies, gdzie jest blisko, swieze powietrze, w koncu zapomne chociaz na tydzien o pracy i bede mogla sie wyspac.
Szef meczy mnie z ta delegacja, ustalil wylot na 27.08, ja jeszcze wtedy nie chcialam im mowic, chcialam dopiero po 1 wrzesnia, nie wiem co wymyslec.

Moje samopoczucie ok, wczoraj mialam spadek apetytu i bolal mnie brzuch, ale nie bardzo mocno, nic w porownaniu z bolami z powodu endometriozy.
Strasznie duzo mam sluzu, no ale wyglada normalnie mleczno-przezroczysty, wiec chyba OK. Najbardziej dokucza mi prawie codzienny bol glowy, no i to wieczne zmeczenie, juz o 8 rano jestem zmeczona i ciagle chce mi sie pic.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2013, 07:52

coliberek Działania..działania... 31 lipca 2013, 13:01

Jestem zła...jestem zła i sfrustrowana tym wszystkim. Pani ginekolog ma nas w dupie, nie myśli zrobić monitoringu. Wysłała papiery na inseminację, komentując przy okazji że i tak pierwsze czego zarządają to obniżenie naszej wagi.

Taka hipokrytka. Sama jeszcze rok temu wyglądała jak wieloryb, jednak wróciła do swojej normalnej wagi i teraz się czepia. Od kiedy 15 kilo nadwagi stanowi taaaaaaki problem, że nic innego nie ma sensu robić tylko zbijać wagę.

A mąż zachowuje się tez jak dziecko. Z jednej strony chodzi i piszczy jak bardzo chciałby, żeby maleństwo rosło w brzuszku, marzy zeby się udało, naciska na starania i pilnuje terminu a z drugiej strony tak prawdę mówiąc to chyba nawet nie zagłębił się w temat. Skoro łykam te magiczne, nie działające na mnie pigułki Clo i nic się nie dzieje to chyba jest jakaś inna przyczyna tego wszystkiego nie? Rozumiem, ze to nie jest jego specjalizacja, od kardiologii do ginekologii jest kawałek drogi, no ale ...cóż. Potwierdza to tylko fakt, jakim dużym dzieckiem jest moje kochanie. :/ Chciałby żeby wszystko się samo załatwilo, wszystko samo się rozwiązało i poukladało. W rożnych sferach życia ja porządkuję rożne sprawy, jestem takim samczym typem :D i mężowi to bardzo odpowiada, no ale przecież tego sama nie załatwię. Przynajmniej nie w Hiszpanii, a nawet jakbym pojechała do Polski na monitoring itp to co z tego jak plemniki będą siedzialy w jajeczkach, w mężu 2500 km ode mnie.

Może być przecież tak, że produkuję te pęcherzyki ale nie pękają i powinno się je pod tym kątem tez podstymulować. Podejrzewam, ze to mój pech ... nie wierzę że takie luzackie podejście jest w całej hiszpanii. Pewnie tylko tutaj, w geriatrycznym miasteczku ta cwaniacka gin może nawet jeszcze nigdy nie prowadziła kogoś na stymulacji. A druga gin umywa ręce, ponieważ skoro "prowadzi mnie" ta pierwsza, to ona nie chce ingerować. Jasne, najprościej się zasłaniać innymi rzeczami.

Dlatego jestem właśnie taka zła. Bo nic nie mogę zrobic, muszę się bić z myślami i frustracją. Na każdym kroku coraz więcej tych ciążowych informacji, a to ta w ciązy, a to ta rodzi. Co to my wczoraj oglądaliśmy...aaa. Leci ty taki program "Undercover boss". Niesamowite dla mnie bylo, ze w każdym z wczorajszych 3 odcinków przewijał się temat ciężarnej pracownicy, ciężarnej żony lub córki. Przecież to istna złośliwość!

Byl plan, że w pierwszym tygodniu września pojedziemy do Polski załatwić kilka spraw - byloby super bo akurat bylby to tydzień okołoowulacyjny i z rozkoszą, za każde pieniądze wybrałabym się na monitoring. Ale plany się prawdopodobnie zmienią i pojedziemy w przedostatnim tygodniu sierpnia..więc z monitoringu nici.

Niezaleznie od wszystkiego i tak w przyszlym cyklu i następnym planuję wstrzymać się z Clo. Nie mam zamiaru wyhodować sobie cyst lub dopuścić do hiperstymulacji. W tym cyklu, na odległość rzecz jasna zarządziła żebym łykała 2 tabletki Clo, a skoro i tak nie zagląda w środek jak się sprawy mają, więc nie musi wiedzieć, jeśli zrobię przerwę w faszerowaniu się tabletkami.

No i to tyle...Jak na razie. Nieciekawy humorek jak na 14 dzień cyklu, ale wczorajsza wiadomość od gin zdecydowanie podcięła mi skrzydła. Do wczoraj, byłam na luzie. Będzie co będzie, spokojnie czekamy na rozwój wydarzeń. Jak mąż wrócił z pracy mówiąc, że w końcu się ruszyła sprawa i papiery poszły do kliniki to jasne, ucieszyłam się ale w głębi ducha z ironią i kwasem stwierdziłam "O to faaaajnie.Może w styczniu lub lutym będziemy mieć termin na wizytę" heh :/ ale jak dodał co gin powiedziała, to już nawet nie byłam w stanie cieszyć się tym, że na końcu długiego tunelu pojawiło się maleńkie światełko.

Na szczęście nie chodzi o mnie, mąż też ma małą oponkę...no ale co? Szybciej niż to możliwe przecież nie da się schudnąć..

Doszłam więc do wniosku, ze może tak ma wszystko własnie być. Może za 9 miesięcy od teraz nie będzie odpowiedni czas na dziecko. Wiem wiem...mówi się , że jak się skupić to nigdy odpowiedni czas może nie nastąpić..ale fakt faktem:
- W czerwcu 2014 wyprowadzamy się stąd, do przejechania wszerz cala hiszpania a ja jestem kierowcą naszego busa.
- Jeżeli dojdzie do skutku Ibiza to ok, odłożymy trochę kasy na start ale mam zamiar aktywnie brac udzial w pracy, bo jako team wyjazdowy jesteśmy wydajniejsi niż niejeden pojedynczy lekarz
- A jeżeli nei dojdzie do skutku ibiza..bo np coś się stanie właścicielce kliniki (życie to życie) lub co koliwek innego co pokrzyżuje tamtejsze możliwości to prawdę mówiąc zostaniemy na tymczasowym lodzie
- a jeżeli dojdzie do skutku Ibiza, to "po Ibizie" od listopada i tak wylądujemy na tymczasowym lodzie - choć wtedy mozemy grupą zwalić się braciszkowi na glowę hihiii tak jak on teraz u nas mieszka do czasu drugiej specjalizacji :D
-mamy kilka planów na to co po Ibizie ale to zalezy od kilku zależności :)

Biorąc więc pod uwagę powyższe kwestie, z całego wachlarza możliwości "że to moze nie jest odpowiedni czas"....prawdopodobnie faktycznie to nie będzie odpowiedni czas. Zdaję sobię sprawę, ze pewnie psikus losu będzie taki że i tak w ciągu następnych miesięcy w końcu się uda...i wszystko będzie się dzialo jednoczesnie, nic nie będzie spokojnie tylko wszystko na wariackich papierach..i to przyznam, że stanowi moje kolejne zmartwienie. Coraz bardziej i coraz częściej męczą mnie myśli na ten temat.
Tak bardzo bym chciała, żeby choć jedna ważna rzecz w mim życiu odbyla się spokojnie, wg planu a nie na wariata..A jak wiadomo, w takich obszarach życia bardzo ciężko cokolwiek zaplanować.

Ach, ok. Wracam do pracy. Przepraszam za trucie, ale musiałam trochę z siebie upuścić tego złego powietrza. Blee


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2013, 13:03

dunia1287 Będzie co ma być. 31 lipca 2013, 14:27

Niestety nie pojedziemy dziś na pierwszą inseminacją...Wiedziałam,że to zbyt piękne aby było możliwe...płakałam strasznie...Nie chce mi się nawet tłumaczyć dlaczego...Muszę znowu zmienić lekarza,rany jak to boli...I znowu musimy wszystko zacząć od nowa...Jestem już zmęczona,a czas leci nieubłaganie.Mam już 25 lat,Mąż już niedługo będzie miał 30...Przy PCO czas działa na naszą niekorzyść...Trudno...Trzeba zacząć od nowa.Zanim pójdę do nowego lekarza,chciałabym zrobić kilka badań.Mąż na pewno powtórzy badanie nasienia,ja planuję zrobić badanie na wrogość śluzu i na nowo zbadać wszystkie hormony jakie trzeba.Tylko nie wiem ile to wszystko będzie kosztowało.Badania nasienia nie liczę,bo to tylko 60 zł,ale ponoć badanie na wrogość śluzu i hormony jest kosztowne...Chyba,że skieruje mnie lekarz,co wydłuży znowu czas...Jestem załamana...Funkcjonuje normalnie,ale w środku rozrywa mnie to wszystko z bólu...

Dzisiaj nic mi się nie chce. Siedzę w pracy. Gapię się w mój wykres (a to dopiero 6 dc) i nie wiem co chcę w nim zobaczyć. ;-)
W lipcu miałam urlop a nie korzystałam z niego w pełni, bo wisiałam na ovu i czytałam o ciążach, śluzach, objawach itp
bez sensu
W tym miesiącu daję sobie spokój z lekarzami, badaniami, usg.. co ma być to będzie - nie ma co marnować reszty wakacji na ekscytowanie się tym co powiedział gin
oczywiście będę działać jak tylko pojawi się R lub W na wykresie ;-) (testy owulacyjne nigdy mi nie wychodzą)i pewnie jak tempka skoczy to serce zabije mi szybciej ;-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2013, 15:38

Ślub upalny. Z gości i Państwa Młodych lał się pot. Ale i tak Panna Młoda wyglądało olśniewająco. Miała sukienkę i fryzurę w stylu lat 60-tych. Było to wszystko bardzo gustowne. Zakosiła wszystkich i tak powinno być. Pamiętam, że pół roku temu pierwsza się dowiedziała o naszych staraniach (nadal niewiele osób wie). Myślałyśmy, że będę miała pół roku starsze dziecko, bo ona postanowiła zacząć starania po ślubie. Ślub minął, ja w ciąży nie jestem, a ona już pewnie próbuje. Kocham ją, ale jak mi ogłosi, że jest w ciąży, to będę miała problem. Spotkać się z nią wtedy będzie mi ciężko. Zrobiłam dziś test owulacyjny, wyszedł chyba pozytywny, ale jak na moje oko to trochę za wcześnie. Nawet ovufriend się zdziwił. Śluzu nie ma i termin też dziwny. Może mam problem z interpretacją testu :) Nic, będziemy się starać.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)