Dzisiaj dostalam krwawienia wiec w poniedzialek wizyta u lekarza i diagnoza. Mam nadzieje ze wszystko sie unormuje.
To straszne co nas spotyka. Myslalam ze juz sobie poradzilam ze strata, ale zdecydowanie nie. Na zewnatrz pokazuje ze jestem twarda, a w rzeczywistosci tak nie jest. Totalnie sie rozklejam. Dlaczego to wszystko jest takie trudne?
Hej kochane co i Was? Ja się cieszę długim weekendem. W poniedziałek monitoring. Boję się w sumie bo nie wiadomo co to z tego wyjdzie. Poza mną to koleżanka z pracy jest w ciąży. Ci3się się jej szczęściem jak żadnej innej ciężarnej spotkanie na swojej drodze. Może to dlatego że bardzo na lubię. Umie słuchać i rozmawiać A żeby mnie słuchać to wielka sztuka bo mówię okropnie dużo. I tak jak innym zazdroszczę ciąży to jej oczywiście też ale nie z żalem jako miałam zawsze "bo ona jest a ja nie" tylko że szczerym życzeniami spokojnej ciąży i szczęśliwego rozwiązania ☺☺☺. Zastanawiam się co kupić mężowi na gwiazdkę. Bardziej chyba za co
Kolejny zwykły dzień!Kolejna karta dziennika pokładowego zwykłej szarej istoty,zwykły wyścig szczórów.Znów nadszedł smutek płacz .Szybko wrócił skubaniec...Jak bumerang...Niczym plama na białym obrusie,tkwi uporczywie.Próbowałam długo ja wybawić..na nic,przecież obrusa nie wyrzuce....Wisi nademną duża gęsta granatowa chmura,zapowiada się burza.burza myśli,planów ,wspomnień,na nic sie chmurzy.Jak sobie pomóc?Co robić? Jak dalej iść jak ścieżka krzywa.Pada deszc ...tyle kropli Boże jak gęsty ten deszcz!!!Przecieram oczy,sa całe mokre i patrze te krople na niebie to nie deszc,to łzy,to MY jest nas wiele,niebo płacze.
11 listopada - Niepodległość
Moja "pseudo" niepodległość
1dc
Plusy - cykl wydłużony do 30 dni, bez żadnych plamień, jak to było do sierpnia, owulacja była
Minusy - ciąży brak, w pracy masakra - tyle stresu, że często brakuje mi tchu, zapiera dech w piersi, ściska w brzuchu i gardle, podjęłyśmy walkę - ostrą walkę, zgłosiłyśmy sprawę do burmistrza, radnych, kuratorium, ministerstwa, rzecznika praw dziecka itp pod pismem o dymisję dyr podpisało się 26 nli z 38 i 356 rodziców z 480- na razie jest walka, szykujemy się na wojnę, inaczej nie da rady, jeśli wojnę przegramy - nie mamy tam czego szukać, byłoby jeszcze gorzej - chociaż nie wiem czy może być jeszcze gorzej, w takim stresie nie potrafię normalnie funkcjonować, więc jak mam zajść w ciążę???może i przyczyna jest w stresie?jeśli by wojna została przegrana, idę na długie chorobowe...zamierzam, ale nie już wiem, że nie można planować, zobaczę jak to się potoczy.
Wczoraj byłam u kosmetyczki i fryzjerki - fryzjerka w zaawansowanej ciąży, kiedy powiedziałam "jak ja bym chciała tak być w ciąży..."powiedziała mi , że zaszła niespodziewanie, że kiedy planowała nic nie wychodziło, odpuściła i niespodziewanie zaszła, mega pocieszające jest dla mnie to, że kobieta ma 44 lata, jest w 4 ciąży, najstarsza córka ma 25 lat, więc można:) podpowiedziała mi, że nie starała się tylko kiedy czuła owulację, ale przez cały cykl, co 2-3 dni. Muszę więc zmienić strategię działania, tylko żeby tak się nam obojgu chciało...jej mąż brał SlowMag i kwas foliowy, więc mojemu też zakupię ten specyfik.Poleciła mi ginekologa, facet mówi, że ciąża w wieku ponad 40 lat to teraz norma, że można, może się do niego wybiorę, ale to w styczniu. Teraz spróbuję wyluzować, jakoś muszę, bez wyliczania, bez wczuwania się w te dni, muszę zrobić kontrolne wyniki, jak się uda do końca roku - super, jakby jeszcze nie - pojadę do innego ginekologa.Na razie mam za dużo stresu.
Za chwilę wyjeżdżam z dziećmi i bratem nad morze, odetchnę,połażę po ulubionych okolicach, podotleniam się, pogadam z mamą i nabiorę sił na walkę od poniedziałku.
11 listopada - Niepodległość
Moja "pseudo" niepodległość
1dc
Plusy - cykl wydłużony do 30 dni, bez żadnych plamień, jak to było do sierpnia, owulacja była
Minusy - ciąży brak, w pracy masakra - tyle stresu, że często brakuje mi tchu, zapiera dech w piersi, ściska w brzuchu i gardle, podjęłyśmy walkę - ostrą walkę, zgłosiłyśmy sprawę do burmistrza, radnych, kuratorium, ministerstwa, rzecznika praw dziecka itp pod pismem o dymisję dyr podpisało się 26 nli z 38 i 356 rodziców z 480- na razie jest walka, szykujemy się na wojnę, inaczej nie da rady, jeśli wojnę przegramy - nie mamy tam czego szukać, byłoby jeszcze gorzej - chociaż nie wiem czy może być jeszcze gorzej, w takim stresie nie potrafię normalnie funkcjonować, więc jak mam zajść w ciążę???może i przyczyna jest w stresie?jeśli by wojna została przegrana, idę na długie chorobowe...zamierzam, ale nie już wiem, że nie można planować, zobaczę jak to się potoczy.
Wczoraj byłam u kosmetyczki i fryzjerki - fryzjerka w zaawansowanej ciąży, kiedy powiedziałam "jak ja bym chciała tak być w ciąży..."powiedziała mi , że zaszła niespodziewanie, że kiedy planowała nic nie wychodziło, odpuściła i niespodziewanie zaszła, mega pocieszające jest dla mnie to, że kobieta ma 44 lata, jest w 4 ciąży, najstarsza córka ma 25 lat, więc można:) podpowiedziała mi, że nie starała się tylko kiedy czuła owulację, ale przez cały cykl, co 2-3 dni. Muszę więc zmienić strategię działania, tylko żeby tak się nam obojgu chciało...jej mąż brał SlowMag i kwas foliowy, więc mojemu też zakupię ten specyfik.Poleciła mi ginekologa, facet mówi, że ciąża w wieku ponad 40 lat to teraz norma, że można, może się do niego wybiorę, ale to w styczniu. Teraz spróbuję wyluzować, jakoś muszę, bez wyliczania, bez wczuwania się w te dni, muszę zrobić kontrolne wyniki, jak się uda do końca roku - super, jakby jeszcze nie - pojadę do innego ginekologa.Na razie mam za dużo stresu.
Za chwilę wyjeżdżam z dziećmi i bratem nad morze, odetchnę,połażę po ulubionych okolicach, podotleniam się, pogadam z mamą i nabiorę sił na walkę od poniedziałku.
Zrobilam wczoraj test, oczywiscie 1 kreseczka. Dzis rano juz nie powtarzam, bo szkoda testu
Rozmawialam wczoraj z kolezanka, ktora tez sie stara o dzidziusia i mówi, ze idzie do gina. Wyczulam, ze pewnie jest w ciąży i juz mi sie ryczeć chcialo, ale pytam jej o to, a ona, ze nie jest w ciąży, ze sie staraja..Jejku, chcialabym, aby szybko mieli dziecko, ale ucieszylam sie, ze to nie ciaza. Ech takie ludzkie uczucia..
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2016, 09:30
Witam sie po 14- godzinnym snie
tak, 14- godzinnym
wyspałam sie na biało
Wczoraj pozno wrociłam z wizyty, bylam bardzo zmeczona i senna a poza tym telefon mi padł i nie miałam już sił, by pisac. Na wizycie wszystko Ok, przynajmniej nic nie mówił ze cos nie tegos, wiec dzieki Bogu
serduszko ponownie widziałam, dzidzia wyraźnie wieksza 
Przez te pieprzone wizyty na NFZ nawet nie wiem ile mierzy moje dziecko i nie dał mi usłyszec serduszka. Za dwa tygodnie przeziernośc karkowa. Ponizej załączam juz wyraźniejsze zdjecie:)

6 dc
Od 2 dnia biorę clo 1x3, letrozol 1x3, estrofem 1x2, i plastry systen co 3 dni też z estrogenami.
Od dziś estrofem już 4 razy dziennie. Od wczoraj kiepsko się czuję. Samopoczucie poniżej zera. Brzuch mnie boli i nie wiem czy to coś już w jajnikach się zaczyna dziać czy to jelita bo od tych leków jakieś paskudne zaparcie mnie dopadło
Na szczęście dziś ostatni dzień leków na stymulację.
podobno jeśli coś wydarzy się raz to nie wiadomo, czy się powtórzy. ale jeśli coś ma miejsce już drugi raz, to jest szansa, że nie ostatni. no więc w myśl powyższego chciałabym się pochwalić, że od dwóch dni śpiewam (kołysanki) mojemu dziecku do brzuszka i jest nadzieja, że nie przestanę. pierwszego dnia moje dziecko było aktywne podczas całego śpiewania, a wczoraj dopiero pod koniec i to tak nieśmiało. przy czym pory śpiewania były dość różne (23:00 i 19:00), więc może to też miało jakiś wpływ. od razu też śpieszę wyjaśnić, że piosenkarka ze mnie żadna, ba! ja wręcz koncertowo fałszuję, ale m.in. dlatego wspomagałam się youtube i śpiewałam razem z komputerem. mam nadzieję, że Synek doceni intencje, a nie że od razu mama nie ma talentu. oczywiście pierwszego dnia jak śpiewałam to się wzruszyłam (czyt. poryczałam), ale wczoraj już obyło się bez scen (łez).
mam też za sobą pierwszą nockę z rogalem, którego zakup poleciła mi Madu i chociaż jeszcze za wcześnie na opinie to śmiem przypuszczać, że (raczej) nie będę żałowała inwestycji. może tylko z małych niedogodności to rano bolało mnie (uwaga!) ucho (kwestia ułożenia głowy). no i po nocnych wycieczkach na siku muszę sobie przypominać, że teraz śpię "inaczej" i muszę się jakoś z powrotem wmontować w moje posłanie. ale to już są kwestie takie raczej logistyczne. najważniejsze, że kręgosłup odpoczywa i chyba nie wstałam bardziej obolała niż się położyłam, czyli sukces.
wizytę na NFZ w szpitalu w którym zamierzam urodzić już umówiłam, a w sumie to od razu trzy (do końca ciąży) bo była taka możliwość. i teraz uwaga tam też wizyty trwają po 20 min. także ten teges, dzień świstaka. lekarza dostałam z przypadku, ale że nie znam tam żadnych nazwisk to w sumie nie protestowałam. a to, że później przeczytałam (o tym lekarzu) milion negatywnych opinii w internecie to już zupełnie inna historia. mam nadzieję, że są przesadzone, bo inaczej naprawdę się wykończę.
w ogóle jak słyszę, że ciąża to cudowny stan, to aż nie dowierzam. owszem biorąc pod uwagę spodziewany finał jak najbardziej, ale fizycznie to jest mordęga. może tylko drugi trymestr był względnie litościwy, ale pierwszy i teraz ten trzeci nie za bardzo. oczywiście staram się nie marudzić, bo tak obiektywnie to ciążę znoszę dobrze, ale to nie znaczy, że sobie tu siedzę na niebieskiej chmurce.
dodatkowo Mężowi teraz nawrzucali delegacji, że ledwo wróci z jednej, a już się pakuje w drugą, więc jestem zdana tylko na siebie. oczywiście nie mieszkam na pustyni, żeby to był jakiś koniec świata, ale nie chodzi tyle o pomoc, co o samą obecność. kurde w końcu to jest nasza ciąża, a nie moja, a teraz to nawet nie mam komu pokazywać brzuszka. zawsze to był taki mój wieczorny rytuał, że przed kąpielą paraduję przed Mężem z odkrytym brzuszkiem, a on się nim zachwyca, tj. mówi do niego, głaszcze, przytula i całuje. a teraz nawet tego jestem pozbawiona. i na domiar wszystkiego (złego) dzisiaj i jutro też będę bez Męża, bo przecież jak nie praca to działka, chociaż Mąż przysięga, że to już ostatni taki weekend. już tylko z grzeczności mu nie wytknęłam, że ostatni taki weekend to miał być w październiku.
za to wreszcie jestem zadowolona ze swojego ciążowego rytmu. co prawda mówię/piszę to po jednym dniu (wczorajszym), z którego jestem zadowolona, ale po prostu było w nim wszystko: i wyspałam się i nigdzie nie spieszyłam, a jednak byłam na spacerze, ugotowałam obiad i posprzątałam w półkach z ubraniami i jeszcze kilka uprasowałam. w ogóle jeśli chodzi o porządki (a zresztą o wszystko) to najlepiej sprawdza się prosta zasada: po trochu, ale systematycznie/metodycznie. pamiętając o tej zasadzie chciałabym do końca listopada uporać się z (co najmniej) tymi porządkowymi wizjami, bo widzę jak coraz bardziej się rozrastam, szybciej się męczę i dużo przez to odpoczywam. już nie wspomnę, że od początku ciąży przytyłam (uwaga) 10 kg i pierwszy raz w moim życiu przekroczyłam 60 kg (ważę dokładnie 61!). no aż strach pomyśleć, że przede mną jeszcze 81 dni ciąży (wg belly) i jak się to przełoży na kolejne kilogramy.
p.s. miało być krótko, a wyszło jak zawsze.
18dc, póki co owu twierdzi, że 3dpo...
Ja mam jednak nadzieję, że jest 2dpo, wtedy
byłyby w punkt, a tak raczej lipnie to wygląda
Owu twierdzi, że czas współżycia dobry, a nie bardzo dobry. Tak czekaliśmy na (+) w testach owu i wychodzi na to, że mogliśmy się zwyczajnie spóźnić. Jestem zła jak cholera.
USG ze środy w 15 dc - okey endometrum nadal piękne i co najważniejsze pęcherzyk pękł !! 
Doktorowa przepisała mi jednak lek na obniżenie prolaktyny – Bromergon. Ale chyba poczekam miesiąc na mniejszej dawce leku który u mnie powodował wzrost prolaktyny i jak wyniki się nie zmienią to dopiero wezme. Boje się tego Bromergonu…. ma tyle skutków ubocznych… doktorowa też powiedziała żebym go brała i od razu kładła się do łóźka spać bo moge zemdleć ….. super
6dpt
Beta 19,9 mIU/ml
Progesteron 11,63 ng/ml
Chyba coś się zaczyna dziać! 😍
Wczoraj nasza Mała Dziewczynka wcale nie chciała spać 🤷♀️ Uciekła jak duszek Kacperek w śpiworku z sypialni i o 23 urządziła sobie plac zabaw w salonie, a do tego zaczęła gryźć mandarynki 🙈🤣
Pod koniec byłam wykończona bo ja to bardzo ale to bardzo chciałam spać, a Ona akurat nie 🤷♀️ Ostatnio Dzieć urządza nam rollercoaster i nigdy nie wiadomo kiedy zaśnie.
Najbardziej z tego rozbawiła mnie (o ironio, raczej był to śmiech histeryczny🤭😶) wczoraj myśl - no znowu seksu nie będzie 🙈🙈🙈 No nie możemy się jakoś zebrać do kupy, bo ja ciągle śpiąca i wykończona wieczorami. Biedny ten mój mąż 🤨🙄
Jak byłam w Polsce, zrobiłam badania hormonalne. Prolaktyna lekko podwyższona, więc już miałam nadzieję, że powód braku ciąży się ujawnił i teraz jakieś tableteczki, rach ciach i dwie krechy. Ale nie.... byłam u lekarza i powiedział, że u niego prolaktyna wyszła dobrze, a taki mały wzrost mógł być wynikiem stresu. Póki co owulka powinna być dzisiaj- w poniedziałek mam zrobić progesteron, żeby potwierdzić. Nie nastawiam się na nic. Mam tylko nadzieję, że jeszcze co najmniej 2 lata zostaniemy w Niemczech i od razu jak skończę 25 lat bierzemy się za IN VITRO!!!
Muszę troszkę żali wylać bo mnie rozniesie zaraz 
Od dnia mojej pozytywnej bety moj piesek zaczął chorować
- tak jakby czuła, bo dostała ciązy urojonej pierwszy raz w życiu jak ja dowiedziałam sie o ciąży i od tego sie zaczęło 
We wrześniu miała sterylizacje, po miesiacu zerwała więzadło w łapce - kolejna operacja. miala ponad 10 lat wiec te znieczulenia odbiły sie na wątrobie - podejrzenie guza wątroby. do tego odezwała sie spondyloza (zwyrodnienie kręgosłupa) ktorej sie juz nie da leczyc, można tylko uśmieżać ból. Był dni lepsze i gorsze a ja co chwile wyłam po katach bo tak mi jej było żal:(
Ostatnio juz całkiem przestawała chodzić, na dwór musieliśmy ją na rękach wynosić, widok okropny jak pies pada na ziemie bo robienie siku go zmęczyło 
Ja przez ten stres zamiast tyć to ostatnio zaczęłam chudnąć troszke 
Wczoraj było juz na tyle źle, że postanowiliśmy ją uśpić, byłam z nią prawie do samego końca, dopiero przed tym ostatnim zastrzykiem lekarz mnie wyprosił, na szczeście mąz był przy niej do samego końca .
Jest mi tak potwornie źle, wczoraj musiałam wziąć relanium bo aż odychać nie mogłam, wieczorem nie miałam już siły płakać i padłam ze zmęczenia. Rano myślałam że jest ok, ale jak tylko wyszłam z pokoju i zobaczyłam że nigdzie jej nie ma to znów w ryk, najgorsze że jak jest cisza to ja mam wrażenie że ją słysze, jak np liże sobie łapki 
Wszyscy mówią, że mam se ogarnąć bo dziecku w końcu zaszkodze. Wiem, staram sie bardzo ale nie umiem
chcę żeby było dobrze, chcę wreszcie cieszyć sie ciążą, ale ja tak bardzo cierpie 
Nie sądziłam że zyskując cos pieknego strace coś tak dla mnie ważnego 
We wtorek mam wizytę u lekarza - mam nadzieje, że nie zaszkodziłam nerwami maluszkowi.
Kocham Cię piesku... Zawsze będę o Tobie pamiętać !!!
Kurczę długo mnie nie było,
ale jakoś nie miałam głowy żeby pisać
wykres mi zaznaczył owulacje teraz tylko trzeba czekać
temperaturko rośnij proszę.
w między czasie moja koleżanka dowiedziała się że jest w ciąży
Jakoś duży wysyp tych ciąż koło mnie.
Szkoda że ja nie jestem a może......
uzgodniliśmy z moim że w nowym roku pójdziemy się zgłosić do lekarza (oczywiście innego niż teraz chodziłam).
Do końca tego roku będziemy się starać sami bez pomocy specjalisty zobaczymy czy się uda.
18dc
Nie cierpię swojej pracy. Przez ostatnie lata mówiłam sobie, że i tak jest dobra na moje doświadczenie tu w Niemczech. Ale przychodze tu już tylko dla tych lat na papierku. Nie mogę się rozwijać! Stoję w miejscu! Interesuje się tyloma rzeczami, nawet zaczynam ruszać w stronę własnego "biznesu", ale nie mogę, bo nie mam czasu się szkolić. Męczą mnie te nocki, ci ludzie, dym papierosowy, ciągły szum automatów. Od tego mam ostatnio częste bóle głowy. Dodatkowo ciągle myślę o tym, że gdyby nie moja strata, to właśnie zajmowałabym się czymś miłym, na zwolnieniu, z krągłym brzuszkiem... gdyby nie to, że niedługo chcę iść na macierzyński zwolniłabym się już dawno!
Jeszcze tylko 3 godziny i spaaaććć... jak z takimi godzinami pracy starać się o dzidzię?
Witam się ponownie,
Jak widać, jeszcze nic z tego wszystkiego nie wyszło. Za to dom prawie skończony. No i ja w roli nauczycielki
- kocham tą pracę !
Mam wrażenie, że to cykl bezowulacyjny bo jakoś ta temperaturka słabiutka, oj słabiutka. Powiedzcie mi .. czy w takim cyklu bolą piersi?
Jedyne co póki co odczuwam to nieprzyjemny ból w dole brzucha , przypominający bóle miesiączkowe... ale to chyba tak mam co cykl. Nadziei nie robie sobie, bo w koncu mijaja 3 lata starań powoli ... ileż można heh
Kurczę, strasznie mnie denerwuje to, że mam taką niską temperaturę i taką stałą przez ostatnie dni 
Gdzieś wyczytałam, że niska temperatura może się wiązać z problemami z tarczycą. Ale jak kiedyś sprawdzałam hormony, to wszystkie były ok. Podobno temperatura w fazie folikularnej powinna być około 36,3-36,6... no a moja jakaś taka mega niska. Oby tylko była owulacja w tym cyklu, tak bym chciała, żeby nasze przytulanki były owocne w tym cyklu...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.