Chyba niedługo zacznę 3 stronę.. NIE CHCE 
dziś znowu 1 dzień cyklu. Czyli poprzedni cykl miał 26 dni ! Nigdy nie miałam takiego cyklu 
przyszła @ bez zapowiedzi.. Tempka wysoka, cycyki wielki. Serduszkowałam się z mężem z rana.
Chodziłam po domu.
Poszłam do toalety i bach ! krew.
ani brzuch nie boli... ani nic. co jest nie normalnie bo 1 dzień @ to ZAWSZE tony tabletek i ból głowy, pleców..
może acard tak działa?
jutro dzwonię do szpitala ogarnąć te badania hormonalne.
Pierwsze koty za płoty.
Przy okazji badań Młodej przed podcięciem wędzidełka (powinno być zrobione po urodzeniu, ale pediatra wtedy odradzał), żeby pokazać dziecku, że nie tylko ono będzie kłute, zbadałam homocysteinę i kwas foliowy. O ile ta pierwsza wyszła w porządku (6,39 µmol/l), o tyle ten drugi jest mocno podwyższony (33,06 ng/ml). Czyli - ja go nie przyswajam. Chyba będę musiała oswoić te mutacje genetyczne o tajemniczo brzmiących nazwach. Zdążyłam już wyczytać, że często ujawniają się po pierwszej ciąży. No nic, na razie zamówiłam zmetylowany kwas foliowy Swansona oraz wit. b12 i b6, także w przyswajalnej formie.
W czwartek na wizycie okazało się, że cysta na szyjce (pierwotnie była obawa, ze to ciąża pozamaciczna) siedzi jak siedziała. Podobno to wskazanie do histeroskopii. Skąd się to dziadostwo wzięło? Bóg raczy wiedzieć.
No to są już kolejne tropy. We wtorek robię wszelakie wymazy, a potem badania na zespół antyfosfolipidowy i pakiet krzepliwości. W przyszłym miesiącu komplet badań genetycznych, bo w tym już nie wyrobimy finansowo.
C'est la vie 
Edit: Przejrzałam opis badania i zdjęcia USG zrobionego w maju przez lekarkę młodą, więc jeszcze pewnie dobrą w diagnostyce. Torbiel na szyjce "sfotografowana" w czwartek przez panią doktor wygląda w zasadzie identycznie, więc to pewnie ta sama
W komentarzu napisane jest, że to torbiel Nabotha, czyli w zasadzie nic groźnego, w każdym razie tego będę się trzymać. Daruję sobie zatem mega drogą wizytę u dr Ludwina, specjalisty od patologii macicy, a już ją rozważałam. Zobaczymy co powie lekarz napro, któremu zamierzam bezgranicznie zaufać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2016, 02:00
Dzisiaj powiedzieliśmy rodzicom o ciąży stresowałam sie bo nie wiedziałam jak to przyjmą. Mąż jak zwykle mnie uspokajam i miał racje rodzice bardzo się cieszyli. A co do ciąży to nie mam żadnych objaw oprócz ogromnej senności i strasznie mi się chce pic caly czas. Piersi delikatnie bola przy dotyku ale nie powiększyły sie nic a nic. Troche mnie to martwi ale wierze ze będzie dobrze:) jutro koniec 5 tygodnia:)
Kocham cie maluszku❤
Najpierw rzeczy dobre: coraz częściej mam dobry humor.. Byłam u psychologa, chciałam już tam nie iść bo przecież jest dobrze, ale stwierdziłam, że mam huśtawki i obiecałam sobie, że zadbam o siebie i poszłam. I bardzo dobrze, nowa pani psycholog o niebo lepsza niż poprzednia, ale starsza, doświadczenie większe.. Uświadomiła mi kilka rzeczy, kilka spraw.. Staram się myśleć pozytywnie, myśleć, ze operacja, która mnie czeka się uda i przyniesie mi upragnioną ciążę i zdrowe Maleństwo. Termin operacji wyznaczony na Walentynki:)
I druga strona medalu, niestety gorsze dni tez bywają np. dziś.. Jakaś płaczliwa, krzykliwa, oczywiście wszystkie frustracje przyjął G... Wiem dlaczego nawet mam taki stan.. Druga z rzędu miesiączka jest bardziej skąpa i krótsza i moja glowa wymyśliła, że to na pewno kolejny etap przedwczesnej menopauzy.. Pojawił się strach, że możemy nie zdążyć..
Najpierw rzeczy dobre: coraz częściej mam dobry humor.. Byłam u psychologa, chciałam już tam nie iść bo przecież jest dobrze, ale stwierdziłam, że mam huśtawki i obiecałam sobie, że zadbam o siebie i poszłam. I bardzo dobrze, nowa pani psycholog o niebo lepsza niż poprzednia, ale starsza, doświadczenie większe.. Uświadomiła mi kilka rzeczy, kilka spraw.. Staram się myśleć pozytywnie, myśleć, ze operacja, która mnie czeka się uda i przyniesie mi upragnioną ciążę i zdrowe Maleństwo. Termin operacji wyznaczony na Walentynki:)
I druga strona medalu, niestety gorsze dni tez bywają np. dziś.. Jakaś płaczliwa, krzykliwa, oczywiście wszystkie frustracje przyjął G... Wiem dlaczego nawet mam taki stan.. Druga z rzędu miesiączka jest bardziej skąpa i krótsza i moja glowa wymyśliła, że to na pewno kolejny etap przedwczesnej menopauzy.. Pojawił się strach, że możemy nie zdążyć..
A w dupie to mam....
Wczoraj PMS uderzył we mnie ze zdwojoną siłą, nie pozostawiając złudzeń, że ten cykl jest stracony. Dokładnie równo tydzień przed @ czuję się podle i źle. Jestem nerwowa, czasem płaczliwa i źle znoszę napięty grafik, stres i zmęczenie. Mąż tylko patrzy i mówi: oho, masz PMS. I do pasji doprowadza mnie, kiedy mówi "po co się tak tak denerwujesz, weź wuluzuj".
Już mu mówiłam, że chłop tego nie zrozumie.
Tak czy siak wczoraj miałam nastrój na granicy depresji najgłębszego stopnia, wszystko leciało mi z rąk, a ja miałam ochotę usiąść w kącie i umrzeć. Tłumaczyłam sobie, że wkrótce mi przejdzie - taki mam porąbany organizm.
Pozwoliłam sobie na wino. Wypiłam litr i dalej byłam trzeźwa. Dziwne. Wypiłam jeszcze dwie lampki (pełne, nie że tak kulturalnie nalane) i dalej byłam trzeźwa. Stwierdziłam, że więcej nie piję, bo głowę mi rano rozsadzi.
Tymczasem obudziłam się w środku dnia super wyspana, zero bólu głowy. I brzuch przestał boleć. I nawet się nie wk..wiam. zera kaca, mdłości, wzmożonego pragnienia. Chyba miałam dzień konia.
Tak czy siak, weekend zleciał. Jutro trzeba się znów ogranąć i wpaść w wir obowiązków. Kurtyna.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 listopada 2016, 21:45
22 tydzień (21 tydzień 3 dni)
Przez ostatnie dwa dni czułam się fatalnie. Na ćwiczeniach nie byłam w stanie wykonywać wszystkich zajęć - zaczęło mi się kręcić w głowie, brzuch bolał. Wieczorem zaczęła mnie okropnie boleć cewka moczowa. Sikałam cały czas... Nawet kiedy wstałam z toalety wciąż mi się chciało sikać. Miałam uczucie, że pęcherz bez przerwy jest pełny. W sobotę pojechałam do szpitala - do wszystkich objawów doszły wymioty. Było mi okropnie duszno i pociłam się niemiłosiernie. Zrobiłam - na zlecenie lekarki - badanie moczu. Wyszedł lekko mętny, z ciałami ketonowymi . leukocytami (2-4), erytrocytami (wyługowanymi 2wpw) i licznymi bakteriami. Lekarka uznała, że nic mi nie jest, a wymioty często mocz (w ciągu niecałej godziny - 8 wizyt w toalecie) to ... normalne w ciąży. Wieczorem gdy pojawił się ogromny ból brzucha - już wiedziałam - to kamień. Męczyłam się z nim aż do północy. I taka rada dla innych - nie dajcie się lekarzom zbyć. Ja wiedziałam, że coś jest nie tak... Nie miałam zrobionych jednak żadnych badań - a wszystko zwalili na ciążę. Żądajcie badań - gdyby mi zdiagnozowali kamień i kolkę nerkową - nie denerwowałabym się przez kilka godzin. Nie zastanawiałabym się co mi jest. Wzięłabym może jakiś lek rozkurczowy, więcej bym piła....
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2017, 12:15
6+1
Hmmm... zaczynam się delikatnie martwić.
Zmierzyłam temp i spadła o dużo...
Fakt, że może miałam dziwną noc i że nie powinnam już jej mierzyć...
Aż mnie przez to korci aby lecieć dzisiaj na betę i progesteron...
Jeżeli by zmalała to bym musiała się pogodzić 
A jutro mam wizytę 
A może nie powinnam się zamartwiać?
Sama nie wiem...
Bociany bajka prześwietna oczywiście na końcu łezka mi poleciała też bym chciała napisać list do bociana i dostać po jakimś czasie bobo dobrze że byłam w kinie i ciemno było bo wstyd by był mąż też widziałam że się wzruszył pierwsza jego reakcja na starania potem sam się przyznał że o mało i u niego łezka nie poszła.
Młody przetrawił film i nawet dużo pytań nie było o rodzeństwo ale bajkę naprawdę polecam:)
U mnie objawów jakichkolwiek brak czasami jajnik zakuje czasami brzuch zaboli ale nie zawsze.Cały czas wierzę w moc paska św Dominika który noszę co noc nie nastawiam się nie denerwuję nie stresuję przy mierzeniu temperatury i nie modlę się by była jak największa ponieważ jeżeli miałabym być w ciąży to już w niej jestem a jak nie to nic na to nie poradzę już i mój stres nic mi tu nie pomoże.
28dc, 12dpo...
Napiszę dosadnie - totalna ze mnie wariatka!
Tak bardzo nie chcę się nakręcać, chcę wyluzować i nie myśleć cały czas czy się udało czy nie, a moja psychika i podświadomość robią swoje.
W nocy budziłam się kilka razy, wczoraj zresztą miałam to samo. Niecierpliwie spoglądałam na zegarek, czy już czas na zmierzenie tempki. Czułam stres, ręce mi się trochę trzęsły. już mnie to wkurza. Nie wiem, czy nie przestać mierzyć od następnego cyklu, ale chyba nie dam rady... Jestem tempkoholikiem 
Oczywiście temperatura bawi się ze mną w kotka i myszkę. Dziś piękna, wysoko, jutro pewnie trochę spadnie a w środę poleci już na łeb na szyję. Jak zawsze. Więc dzisiejszą temperaturą nie ma się co nakręcać, jak to się utrzyma do środy, wtedy można będzie mieć nadzieję, że jest po co szczać na patyka. W środę testuję tak czy siak, jak ktoś ma ochotę potrzymać kciuki, to bardzo proszę, bo nadzieję wciąż mam, co miesiąc, choć rozum podpowiada, że szanse niewielkie... Wczoraj wieczorem brzuch już bolał małpowo, więc raczej pozamiatane, ale jakby co, chętnie się miło zaskoczę 
31 dc
Dawno nie pisałam ale cały czas tylko praca- dom, praca- dom i tak w kółko. Ten cykl jest tak strasznie dziwny, że nie mam w ogóle nadziei, że się uda- długie plamienia, śluz płodny bardzo długo ale co z tego jak nie zaznaczyło wtedy owulacji, dopiero 3 dni temu choć nie wydaje mi się, żeby wtedy była. W tym cyklu nie przykładamy się jakoś strasznie więc ten spisany na straty, oby tylko @ przyszła szybko i w następnym znów bierzemy się do roboty
.
Wczoraj i przedwczoraj straszliwie bolały mnie zęby, dziś chciałam do dentysty iść to załatwić (czyt. wyrwać) a pech chciał, że go nie było. U mnie wizyta u dentysty to masakra, mam taki lęk przed wizytą, że nie raz słabłam (jak byłam dzieckiem to dentystę nawet pogryzłam
). Więc u mnie decyzja, że pójdę do dentysty to ogromny przełom ale chcę przed ciążą wyleczyć wszystkie zęby i kurna dopnę tego.
EDIT: Z ciekawości rano się zważyłam i waga pokazała 70,0 kg. Kiedy ja schudłam 2 kg???
EDIT 2: Bilans dnia dzisiejszego- utrata dwóch gigantycznych zębów. W pracy nie mogłam wytrzymać i się zwolniłam i pojechałam do dentystki, która mi je usunęła.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 listopada 2016, 17:37
19 dc
10 po?? Ktoz to wie. Moja paranoja plamien znow osiaga apogeum. Jakis powrot do przeszlosci, bo w maju tego roku bylam na podobnym etapie kontrolowania majtek. Oby historia zatoczyla kolo, bo wtedy sie udalo... Objawow brak, juz nawet sie ich nie dopatruje, nie macam cyckow, nie zwracam wiekszej uwagi na jajniki, czy bole brzucha. Tlumacze sobie, ze pewnie nici z tego, choc wiem, ze to czysta hipokryzja z mojej strony. Bo tak naprawde to mam PRZEOGROMNA nadzieje, ze jednak jakims cudem zaskoczylo. I wiem tez, ze kiedy pojawia sie plamienia, bede ryczec jak dzikus. Znam siebie, znam swoje reakcje i doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze jutro albo najdalej pojutrze wyjme test, ktory od 3 tygodni lezy sobie w lazience i po wypelnieniu procedury, trzymajac go w drzacych dloniach, bede sie w niego wpatrywac jak sroka w gnat, starajac sie wypatrzec jakikolwiek slad drugiej kreseczki... Oh... staly scenariusz:-)
A z milszych rzeczy to w sobote postarzalam sie o rok. Spedzilismy z M fajny wieczor w japonskiej knajpie, a ja obzeralam sie surowa ryba, myslac, ze poki co to ostatnia taka okazja:-) Zyczenia najblizszych krazyly wokol tematu wrzesniowej straty i sily na nowe otwarcie. Oby, oby, oby... To mialy byc takie piekne urodziny, 7 miesiac ciazy, brzuchol i fikajacy w nim Maluch. Wyszlo, jak wyszlo. Trzymajmy sie mysli, ze Maluch juz jest, tylko sie jeszcze nie ujawnil:-)
No i zaczyna się plamienie..złudne marzenia znów trzeba porzucić i po raz setny wziąć się w garść...i znów dobry humor zmienia się w rozczarowanie, a rozczarowanie w załamanie. Za bardzo się nakręciłam, za bardzo uwierzyłam w interpretację wykresu.
Miałam robić dekoracje do sali przedszkolnej ale...nie mam już WENY!
A więc wróciłam wczoraj ze spa i powiem ze było cudownie;)hotel piękny,basen sauny rewelacja no i ten masaż relaksacyjny mmm na prawdę super mimo tego ze wykonywał mi go mężczyzna grubo po 40stce:P odpoczelam nie myślałam o tym który dzień cyklu czy mam jakieś objawy czy coś nic po prostu czysty relaks psychiczny i fizyczny;) no a dziś już rano mierzenie temperatury (szału nie ma) i zastanawianie się nad wszystkim,parę razy czułam dziś ból podbrzusza typowo jak przed okresem więc pewnie @ się już zbliża a owu była wcześniej niż of mi wyznaczył na wykresie...No cóż jak zwykle czas pokaże. Przełożyłam wizytę u gina z 29.11 na 14.12 bo boję się ze 29 będzie jeszcze @ i nie zdążę zrobić wszystkich badań które planuje w pierwszych dniach nowego cyklu wiec mysle ze pozniejszy termin bedzie ok.
Dziś 38 dzień cyklu. 6 dni opóźnienia.
Nie karmię piersią, bo mały sam się odstawił, więc może dlatego. A może dlatego że się udało... Nie mam jak zrobić testu, bo nie wychodzę z domu. Trochę boli mnie gardło. Będę w mieście we wtorek najprawdopodobniej, zobaczę, jeśli nie dostanę @ do tego czasu to w środę rano testuję.
Przerażona jestem... Fajnie się mówi, ale jak co do czego to tchórz ze mnie...
Ten wpis bardzo wiele mnie kosztuje, ale czuję, że muszę wszystko napisać, bo zwariuję ;((
Od piątku nocy jesteśmy w szpitalu..
Od rana czułam delikatne ćmienie jak na @, ale nie był to ból stały, jedynie pobolewanie. Pod wieczór zaczęły się konkretne bóle, regularne co 25-30 min. Od razu decyzja, że biorę szybki prysznic i na Izbę. Skurcze trochę przeszły, ale mimo to poczekałam na swoją kolej i zostałam przyjęta do lekarza, który początkowo chyba zbagatelizował objawy. Zaprosił na samolot i szybko padły słowa, których nie zapomnę do końca życia "o kurde. Mamy poronienie", - "ale jak to poronienie?!?!", - "to znaczy jeszcze nie mamy, ale zaraz będziemy mieć. Nóżki są już w kanale rodnym". Chyba nie muszę pisać, co to dla mnie oznaczało... Szybko posadzili mnie na wózek, nie mogłam nawet ubrać spodni, ani majtek, tylko od razu na oddział. Nikt nie dawał mi, ani Zośce żadnej szansy ;( okazało się że mam rozwarcie na 2,5 palca i praktycznie brak szyjki. Mi pozostało tylko czekać na najgorsze, oczywiście leżąc plackiem i pod kroplówką non stop.
W sobotę sytuacja była beznadziejna, dostałam infekcji, chcieli wywoływać poród ze względu na mnie, ale dali jeszcze szansę i podali antybiotyk. Kompletnie się załamałam, gdyby nie mój cudowny mąż i reszta rodziny, to chyba wyskoczyłabym z najbliższego okna z tej rozpaczy. Do tego skurcze krzyżowe co 15 min...
Od wczoraj jest trochę lepiej, skurcze są zdecydowanie mniejsze, krótsze i rzadsze. Ja czuję się lepiej, bo infekcja minęła, a i psychicznie jakoś się podźwignęłam.
Dzisiaj świętujemy skurcze "tylko co 3 godziny".
Boże święty, nie wiem w ogóle co robić, co myśleć, jak mam znaleźć w sobie siłę...
Módlcie się za moją Zosię. Jest silna... Ale tylko wtedy kiedy jest w brzuszku
Poza nim sobie nie poradzi, jeszcze nie teraz..
2 tygodnie temu byłam u lekarza, wszystko było dobrze, żadnych problemów z szyjką..
Tak bardzo się cieszyliśmy.
Byłam na wizycie w piatek (18.11.2016) u dr G, powiedział ze nie wie czemu sie tak stało (tzn tak słabe komórki i brak transferu) ale najprawdopodobniej za krótko byłam stymulowana..bardzo namawiał na kolejna stymulację...mowił cos o "lower stimulation" ( tansza stymulacja) która powinna mnie wyniesc 1000-1500 zł..słyszałyście cos o tym? Do dzisiaj musze sie zdecydować czy płacic za punkcje i jeszcze raz podchodzić do III cyklu..czy sobie odpuścić ta klinike..dr G bardzo namawiał i mówił ze powinno sie udać..ale sama nie wiem co robić..mówił tak zachęcająco ze sama uwierzyłam w to wszytko..raczej sie zdecydujemy.
Pogadałam sobie z meżem..i pierwszy raz powiedział ze chce miec bobasa...ale sie rozpłakałam..nigdy nie mowił tego sam z siebie..a wczoraj..jakos tak sam powiedział o tym..miłe uczucie..pogadalismy o domu/mieszkaniu..adopcji..kolejnym podejsciu..bedzie dobrze..musi być!!!
Witam wszystkich.
Postanowiłam zacząć pisać, ponieważ mam nadzieję, że trochę przejdzie mi to ciągłe martwienie się czy wszystko jest w porządku.
A więc tak, dzisiaj jest mój 7 tydzień i 4 dzień ciąży.
Dowiedziałam się o ciąży, a raczej to, co skłoniło mnie do wykonania testu ciążowego był ból miesiączkowy, który zaczął się 25 dc. Pamiętam była wtedy niedziela i jechałam z moim K na zakupy. Siedziałam w samochodzie i powiedziałam mu: ZA NIEDŁUGO DOSTANĘ CIOTĘ. I tak przez kolejne dni brzuch nie przestawał mnie boleć, a okresu nie było. Postanowiłam, że jak okres nie przyjdzie to w sobotę zrobię test. Oczywiście nie wytrzymałam. Test zrobiłam w środę i to wieczorem. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam bladą drugą kreskę mimo, że tak naprawdę się nie staraliśmy. Aha, no i jeszcze jednym objawem, który skłonił mnie do testowania były żyły na piersiach. Nigdy nie miałam takich widocznych.
Następnie zrobiłam bHcg, która była wysoka. Nie powtarzałam jej żeby się nie stresować. Chociaż stresowałam się chyba jeszcze bardziej, bo tyle się naczytałam o pustych jajach płodowych..
Zadzwoniłam do mojej gin i wizytę miałam dopiero 16.11, czyli za jakieś 3 tygodnie. Myślałam, ze zwariuję.
Koleżanka, która jest w ciąży poleciła mi swojego lekarza, który pewnie szybciej znajdzie termin i zadzwoniłam. Wizyta była 9.11. Zamiast mnie uspokoić, było jeszcze gorzej. Byłam wtedy w 5t6d. Na usg widać było pęcherzyk żółtkowy bez zarodka. Tylko jakaś otoczka zarodkowa, z której miał wyrosnąć zarodek. Wyznaczył wizytę za 2 tyg, żeby zobaczyć czy zarodek się rozwija.
W międzyczasie po tygodniu od tej wizyty nadszedł czas na wizytę u mojej pani gin, na która tak czekałam. Byłam w 6t6d. Powiem wam, ze nawet się nie stresowałam. Robimy usg..patrzę i nic za bardzo nie widzę, myślę sobie..Boże dlaczego? a pani doktor mówi mi wszystko jest w porządku, a ta mała migająca kropeczka to serduszko! A nasz maluszek miał już 8 mm! Po prostu nie mogłam uwierzyć. Widok nie do opisania
Kolejną wizytę mam na 12.12 i już nie mogę się doczekać.
Z objawów to od jakichś 2 tygodni mam mdłości, zazwyczaj całodobowe, piersi oczywiście wrażliwe i bolące, brzuch czasem pobolewa. Tylko ostatnie 2 dni były jakieś takie konkretne bóle, kontaktowałam się z moją gin i kazałam brać no spe 3x dziennie. Dzisiaj na szczęście już nie boli (tfu, tfu), mam nadzieję, że to tylko więzadła się rozciągają.
Dzisiaj zjadłam normalne śniadanie, to już coś. Może mdłości w końcu miną? Czasem mam taką nadzieję, bo wczoraj miałam już konkretnie tego wszystkiego dość z bólem brzucha i mdłościami. Ale damy radę! 
Dzis mija miesiac od momentu, kiedy musialam podjac decyzje. Fizycznie czuje sie doskonale, moj organizm bardzo dobrze reaguje na cala te sytuacje. Psychicznie troche gorzej. Bylam na dwoch spotkaniach z psychologiem, ale nie wniosly one niczego. Moze mam za duza blokade, a moze po prostu musze sobie sama z tym poradzic. Wpadlam w wir pracy, remontow itd, zeby jakos nie myslec.
Najgorsze jest to, ze szwagierka Damiana jest w 3 mcu ciazy, jeszcze nie widac, ale mysle, ze pozniej bedzie to dla mnie ciezsze. Chociaz ogromnie ciesze sie, z Jej szczescia. Ale unikanie spotkac z nia byloby idiotyczne.
Trzeba trwac dalej, staram sie.
Mam juz pelen wypis ze szpitala i bede pisac do kliniki, gdzie mialam robione badania, z prosba o informacje, dlaczego tak wykwalifikowany lekarz popelnil taki blad. Nie chodzi mi o zadne odszkodowanie, ale o to, zeby inne kobiety nie musialy z tego powodu przechodzic tego, co ja.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.