Pierwszy miesiac Christianka mamy juz lzy i swiadome usmiechy 
Pierwszy miesiac za nami a ja juz spokojnie z moja trojka sie ogarniam ( Chociaz nadal czuje sie slaba to w domu mam względnie czysto, pranie i prasowanie zrobione na czas, do przedszkola sie nie spozniamy ) z tym ze musze sie teraz sporo pogimnastykowac. I to przy tym najmlodszym bo ze starszakami nie mam wiekszych problemow a Maximilian to nawet zaczol mi pomagac z czego sie ciesze. Poki co jest nieco lepiej. Maluszek juz nie ma zaparc ( pomogla herbatka z koperku) mniej ulewa a brzuszek co prawda pobolewa ale juz ńie placze wiec moze pomalu wyjdziemy na prosta. Troche sie martwie ze mlody nadal chce byc non stop noszony. Z drugiej strony pamietam ze starszaki tez chcieli byc na cycach. Julian miesiac a Maximilian to nawet dluzej. Christianek wiec pewnie potrzebuje czasu z tym ze teraz mam wiecej roboty wiec przydaloby sie zeby z tym nie zwlekal zbyt dlugo. Arek mi kaze go odkladac zeby go nie przyzwyczaic ale co zrobic jak ten zaraz ryczy. Chate ogarniam na raty bo co odloze chwilke porobie i juz ryk. Albo tez trzymajac malego na rekach ( tak prasuje, gotuje, wieszam pranie) chociaz to tez nie wygodne. Ja mysle wiec ze jest mi teraz ciezko nie przez to ze mam trojke dziec jak sugeruja znajmi ale ze ten trzeci synus jest jeszcze ( mam nadzieje ze to sie z czasem zmieni) taki wymagajacy. Bo np. Teraz chlopcy sa w przedszkolu wiec gdyby malutki chcial spac w kolysce to ja spokojnie moglabym sobie wszystko porobic co jest do zrobienia a tak maly spi mi na cycach a robota stoi :evil:
W srode Julian ma urodziny. To juz dwa latka
Jak to dziecko mi szybko uroslo. Z nim to zadnych problemow nie ma i nie bylo- ech zlote dziecko....W sobote robimy mu przyjecie urodzinowe. Martwie sie czy dam rade przy Christianie sie z tym ogarnac ale jakos musze sobie poradzic.
Maximilian wczoraj w pierwszy adwent spiewal w kosciele . Niestety mam tylko kiepskiej jakosci nagranie i fotki bo Arek byl z nim a ja w domu z maluchami zostalam. Troche mnie to martwi ze coraz czesciej trace takie wazne dni mojego dziecka. To juz drugi taki jego wystep na ktorym mnie nie ma. Ogolnie synek wiecej z tata bywa i to Arek go zabiera na rozne atrakcyjne wycieczki typu kino, muzeum itp..Ba nawet do lekarza z chlopcami jezdzi. A ja to teraz taka mamuska co tylko w tym domu siedzi
Jak co roku mielismy piec pierniczki wiec mam nadzieje ze chociaz to uda mi sie z nim zrobic bo czuje ze zaniedbuje starsze dzieci i przykro mi bardzo z tego powodu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2016, 16:00
Dzisiaj o godz. 16:35 zostaliśmy rodzicami Aniołka. Nasza Zosia urodziła się z wagą 295 g. i żyła 55 min.
Tak bardzo ją kochamy i tęsknimy...
Ciąża zakończona 27 listopada 2016
Zostaliśmy rodzicami Aniołka. Zosia ur. 27.11.2016r. o godz. 16:35 z wagą 295g.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 listopada 2016, 12:17
Zapomniłam, ostatnie usg: 9dc, 11,4mm pęcherzyk dominujący, endometrium- b. cienkie
5dc, 8 dni do histeroskopii...
Zaraz zbieram się na krzywą cukrową, a potem wymazy na chlamydię i biocenoza pochwy, potrzebne do IUI. Z tego powodu musiałam wziąć dzień wolny w pracy, głupota. Na takie badania powinien mi przysługiwać dzień L4, w końcu urlop jest wypoczynkowy, a co to do cholery za wypoczynek?
Postanowiłam, że skoro w tym cyklu i tak nie mam co liczyć na cud, to nie mierzę temperatury, szkoda mi na to czasu. Bez sensu tylko człowiek się nakręca i nawet jak szans nie ma, to są nadzieje. Muszę odpocząć psychicznie, przynajmniej ten 1 cykl przed IUI. Tym bardziej, że @ wypada akurat w Święta, więc jak od razu nastawiam się, że nic z tego, to lepiej ją zniosę.
Dziennik pokładowy:
52 dc,
nowa data porodu z usg, a więc trwa tydzień 7 (dzień 4)
Kogo jeszcze nie zaczęło bawić moje zamotanie w kwesti wieku maleństwa - ręka w górę! A tak serio to w końcu nauczyłam się już to odczytywać. Na sobotnim USG ginekolog poinformowała, że moja pierwsza wersja interpretacji "4w5d" ze zdjęcia była słuszna, co oznacza tylko tyle, że ja chyba czasem za dużo myślę i chyba muszę zacząć to dawkować, co by nie zaszkodzić Bakłażanowi.
... Bakłażanowi?! Ano tak, no bo co my tu mamy:

Tak wygląda sobotnie zdjęcie. Generalnie dużo miłych rzeczy stało się w sobotę:
1. Pani ginekolog kilka razy użyła sformułowań "wszystko dobrze wygląda", "naprawdę ładnie", "wszystko się ładnie rozwija" - i to nawet parę razy pod rząd, co było miodem na moje serce.
2. Widziałam serduszko! O ile się nie przesłyszałam to biło z prędkością 170 uderzeń na minutę - niestety na zdjęciu nie mam takiej informacji i nie pamiętam.
3. Termin porodu skrócił się o dwa dni, co oznacza chyba tylko tyle, że Bakłażan nadrabia naszą tygodniową różnicę.
4. W związku z naszą przeprowadzką do rodziców, która odbędzie się za jakiś niecały miesiąc, moja mama zaczęła nas straszyć malowaniem pokoju, no więc ze strachu przed wdychaniem oparów z farby wysypałam naszą bożonarodzeniową niespodziankę. Łzom radości i szczęścia nie było końca.
A z niezbyt miłych wiadomości to niestety - dalej jestem królową hipokryzji i każdego dnia przełykam gorycz będącą konsekwencją tegoż tytułu, a i tak cud, że mogę przełknąć i to. Zanim nam się udało cały czas projektowałam sobie swoją ciążę, moja dieta była całkiem niezła już na tym etapie, ale i tak wszystkim mówiłam, że jak będzie dziecko, to ja zrobię wszystko, żeby wyeliminować pszenicę i cukier. No i taki wał, bo pieczonego kurczaka nie jestem w stanie w ogóle zjeść (już w momencie gdy to piszę to odczuwam dyskomfort w żołądku), za to chrupki kukurydziane i rosół mojej matki na ciulowym makaronie i wegecie wjeżdża jak tatuś w mamusię. Nie rozumiem swojego ciała.
Do tego myślę jak za mgłą - jestem, ale nie ma mnie. Najchętniej cały czas leżałabym w łóżku. Od dwóch dni zaczęłam praktykować wieczorne drzemki, które przerywa tylko potrzeba prysznica, aby znowu położyć się spać. Bakłażan doi mnie z całej radości życia! Czyżby to była wprawka przed karmieniem?
Ach, no i denerwuje mnie mąż, który ma niezłą zabawę ze śmiania się z moich problemów i chyba nieźle mnie nienawidzi, bo od dwóch dni smrodzi na całe mieszkanie jajecznicą z podsmażaną kiełbasą. Na moje oburzenie reaguje tylko typowym "TO JA JUŻ NIC NIE MOGĘ ZJEŚĆ NORMALNIE?!". Poczekaj, poczekaj, dziadu... kiedyś rzygnę Ci pod nogi...
Mamy poniedziałek, za oknem śnieg i nawet nieźle to wygląda - mam mega ochotę na święta, Wy też?
Miłego tygodnia!
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 16:52
Mam ochote kogoś zabić.
w tym tygodniu mąż ma zrobić badanie nasienia zobaczymy kiedy, ma dziś dzwonić i się umówić ,według mnie będzie pogorszenie(oby nie) inne leki dostał na trzy miesiące i teraz sprawdzamy czy coś dały.mąż cały czas mowi o usunięciu żylaków namawiac go nie będe no ale odwodzić tez nie jego decyzja jak będzie chciał to zrobi.
Ja mam 5 XII usg u tego mojego gina co byłam u niego w październiku akurat wypadają dni plodne to zobaczymy jak tam pecherzyk czy jakis wychoduje i co dalej mi powie.
Jeden gin do ktorego chodzilam od zawsze widząc wyniki męża wydał już wyrok że brak ciąży lezy ze strony mężą i ze mną jest wszystko ok no bo wykresy pokazują ze jest owulka.
Boję się że to może być coś jeszcze z mojej strony nie mialam nigdy badanych hormonow ani innych badan bo gin stwierdzil ze nie są mi potrzebne
Ten drugi gin co mam usg teraz u niego na wizycie powiedzial mi ze będziemy sie badac najpierw sprawdzi narzady rodne przez usg a potem zobaczymy (nie ma usg w gabinecie dlatego to tak się przedluża).
Nie robie badan prywatnie bo u nas z kasa krucho teraz (budujemy dom).Pozyjemy zobaczymy co bedzie dalej.
7+1
Wystraszylam sie dzisiaj bo na papierze zauwazylam lekko brazowy sluz. Polecialam wiec do przychodni na NFZ wizyte zaklepac na dzisiaj. Od razu mnie przyjal gosciu. Stwierdzil, ze plamienie ustalo no i zrobil USG, na ktorym widac juz maluszka 
Mierzy 0,44cm 
Jestem taka szczesliwa 
A tu sie wita moje serduszko 

Lekarz stwierdzil, ze ten brązowy śluz mógł byc przez to, ze maleństwo sie zagniezdza jeszcze 
Za tydzien wizyta u mojej ginki wiec dowiem sie wiecej 
A tu macie mój brzuszek 
Tak mnie "wybilo" ale dodatkowo doszla moja nadwaga 

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2016, 17:23
Ze względu na towarzyszące napięcie postanowiłam pod wpływem impulsu kupić kolorowankę dla dorosłych z zestawem kredek. I co? Pomogło. Rozluźniłam się w momencie kiedy częściowo pokolorowałam tygrysa. Warto było wydać te dwie dychy
.
Zastanawiam się, czy w tym 5 już cyklu starań uda się wreszcie przeżyć owulkę bez stresu.
Bo w pierwszą owulkę wypadł nasz ślub i wir imprez towarzyszących (poprawiny poprawin i takie tam), potem podróż poślubna, zrąbane TSH, a w 3 i 4 cyklu starań mega silny stres w pracy, który zdarza mi się bardzo rzadko. Jeśli w tym miesiącu coś mi się zrąbie, to przysięgam - w styczniu podczas owulacji robię sobie wolne i basta.
Do pracy wrócilam zaraz po chorobowym, nie przedluzalam, nie bylo sensu. Od lekarza uslyszalam ze mam "mniejsze szanse", oba jajowody byly niedrozne, jeden- lewy udalo sie udroznic, prawy zostal zatkany plus macica nieasymetryczna (nie wiem sama dokladnie jak bardzo jest do dupy, ale na jej temat rozwodzil sie najbardziej, wyglada jak ugryzniete jablko). Wizyta zakonczyla sie moim dzikim potokiem lez przy ktorych zaklinalam doslownie wszystko. Nie to mialam uslyszec, mialo byc dobrze! Czuje sie przegrana, nie mam wyjscia musze sprobowac czegos innego jesli chce byc matka. Kazal brac leki na stymulacje spowrotem ale dla mnie to juz bez sensu.. po nowym roku pojedziemy jeszcze raz, najprawdopodobniej na ostatnia wizyte u niego. Mam wrazenie ze wszystkiego jeszcze mi nie powiedzial, nie wiem tak naprawde ile tych szans mam, czy uda sie udroznic jajowod z ktorego (o zgrozo mam prawie caly czas owulacje!). Zapytalam go co mysli o inseminacji bo tylko to zdolalam z siebie wydusic to powiedzial ze w moim przypadku to nic nie da.
Jebie leki, sex na zawolanie i wszystko co z tym zwiazane, nie oszczedzam sie z alkoholem. Nic juz nie bedzie takie samo.
z tego wszystkiego to zapomniałam się pochwalić, że w ostatnią środę Synuś ważył +/- 1500 g. no kawał chłopa i pewnie jeszcze raz tyle wagi przed nim, a właściwie przed nami. a ja to już teraz ledwo siebie poznaję, bo brzuszek już serio jest konkretny i utrudnia mi na różne sposoby normalne funkcjonowanie. o stłuczonym palcu u nogi już pisałam, i chociaż skończyło się względnie dobrze, to jednak dało mi do myślenia, bo jak się okazuje nie jestem już taka zwrotna jak mi się wydaje i muszę (jeszcze bardziej) na siebie uważać.
od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch łyżek do butów, jednej długiej do domu i drugiej krótkiej (na wszelki wypadek) do torebki, bo jednak są takie lokalizacje gdzie człowiek buty zdjąć musi, ale potem jest dramat jak założyć (np. u lekarza). w ogóle jeśli chodzi o buty, to niewykluczone, że będę musiała kupić kolejne, typowo zimowe, bo jak spadnie śnieg to w moje (te które mam, rozm. 36) nie wejdę, skoro już jesienne przez zbierającą się wodę kupiłam 37 i też teraz ledwo się wciskam. to samo z kurtką zimową, myślałam, że może uda się pożyczyć od Siostry, bo ona ma taką (mimo, że szczupła), nad wyraz tęgą, ale już przymierzałam i nic z tego, bo już podczas przymierzania ledwo się dopinałam. na razie jest względnie ciepło i wystarczy mi jesienna, którą miałam, ale też już jest coraz ciaśniejsza no i wiadomo, temperatura na zewnątrz będzie miała raczej tendencję spadkową, a nie wzrostową, więc nawet jak się dopnę, to znowu zmarznę.
od dłuższego czasu myję też inaczej włosy. dawniej po prostu schylałam się nad wanną i je myłam, a potem dopiero kąpałam się, ale... w którymś momencie moje plecy powiedziały dość i musiałam poszukać innego rozwiązania. teraz przyczepiam słuchawkę do takiej rączki i w jakimś sensie można powiedzieć, że biorę prysznic, przy czym w wannie, a że nie mamy żadnej osłonki, to na koniec cała podłoga w łazience wygląda jak ogarnięta powodzią. wtedy zazwyczaj wołam Męża z odsieczą (tj. z mopem), a jak go nie ma (bo ostatnio wieczny z niego delegat, chociaż delegacja na ten tydzień w końcu nie wypaliła) to wycieram sama (jak umiem, bo cały czas stoję przecież w wannie).
w ogóle taki Mąż w ciąży to skarb, bo jednak są takie czynności, których że się tak wyrażę "koło siebie" już nie zrobię. wczoraj dla przykładu obcinał mi paznokcie u stóp (i piłował!), już nie wspomnę o depilacji intymnej. sama to bym na tym etapie mogła się już co najwyżej pociąć, bo nic nie widzę, a kombinowanie przed lustrem (w moim przypadku) też nie zdało egzaminu.
kiepsko też sypiam, bo na siku to wstaję już chyba co godzinę-półtorej (wiem, bo za każdym razem zaglądam do kuchni i zerkam na zegarek elektroniczny w piekarniku). i chociaż nie mam problemów z ponownym zaśnięciem to jednak co to za sen, jak za chwilę ponowna pobudka i tak w koło. a potem człowiek wstaje 9:00 - 10:00 zmęczony! i bardzo! świadomy, że przez najbliższe dwa miesiące lepiej nie będzie.
aha i żeby nie było, że narzekam. ja tylko sobie piszę tak po prostu ku pamięci, co by później nie zakłamać samej przed sobą, że ciąża to jest jakaś tam bułka z masłem.
p.s. dzisiaj idę do tego lekarza na NFZ i ciekawa jestem czy wrócę z podniesionym ciśnieniem, czy jednak zadowolona.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2016, 11:09
Dziennik pokładowy:
116dc, kulamy się w 17 tygodniu
Nie do wiary. Piszę... z nudów. Tak po prostu.
Wczoraj zaliczyłam przemiłe popołudnie. Pojechałam do Bydgoszczy i poszłam sobie na obiad do naleśnikarni, którą często odwiedzałam jako uczennica i studentka. Usiadłam w idealnym miejscu przy oknie, oglądałam przechodniów, tramwaje, uliczny ruch. W oczekiwaniu na szamę czytałam wypożyczoną z biblioteki książkę, gładząc się po brzuchu i pijąc herbatę. Opchałam się, jak zwykle w tym lokalu, i poszłam na spacer ulicami miasta. Musiałam oczywiście zaliczyć sokowirownię i kupiłam sobie pyszny, podgrzewany sok z jabłek, który dodawał mi energii i podnosił temperaturę w tym przejmującym zimnie. Finalnie skończyło się wizytą u lekarza, bo musiałam odebrać zwolnienie obiecane mi w sobotę, ale i tak zapamiętam ten dzień jako powrót do przeszłości i życia 16+. Lubię takie chwile sam na sam, gdy nie dbam o czas, rozpieszczam podniebienie i nigdzie się nie spieszę. Musiałam to gdzieś spisać.
Z obserwacji ciążowych - ubolewam, bo muszę chyba przestać mościć się w łóżku na brzuchu. A może nie do końca na brzuchu, co raczej pod lekkim kątem, z nogą zadartą niczym żabie udko, co powoduje lekkie uniesienie miednicy, dzięki czemu brzuch się aż tak nie plaszczy. Ale co ja się będę oszukiwać - robi się to już średnio komfortowe, a ja muszę znaleźć sobie nową wygodną pozycję do snu, co i tak nie jest proste, bo ja się w łóżku strasznie wierzgam, i przed ostatecznym padnięciem w objęcia morfeusza robię chyba z pięć obrotów wokół własnej osi, skopując całe prześcieradło. Nie wyobrażam sobie walnąć się w jednej pozycji i wytrzymać w niej do rana. Czy tam do południa, bo przecież ja się rano nie budzę...
Kolejną wizytę u ginekologa mam zaplanowaną na 20 lutego. Chyba jeszcze nigdy nie miałam trzytygodniowej różnicy pomiędzy USG... strasznie się boję, że coś przeoczę. Tym bardziej, że od czasu do czasu dalej czuję napięcie w podbrzuszu lub jakieś ciągnięcie w jajnikach, jak w pierwszym trymestrze. Nawet nie próbuję o tym czytać nigdzie.
Coraz więcej słyszę pytań o płeć i doszedł kolejny powód, dla którego chcę ją sama poznać, a mianowicie wszystkich ciekawi tzw. matczyne przeczucie. Cały czas ciężko odbija mi się, niczym oranżada z komunii, jak powiedziałam znajomym, że zaczynamy starania i pewnie za miesiąc już mnie nie będzie w pracy. Wszyscy mi potakiwali, a ja oczywiście sama, na własne życzenie, wpędziłam się w wysikiwanie co miesiąc chorej ilości pustych sikaczy, rwąc włosy z głowy, że nie idzie. Wtedy moje przeczucie mnie zawiodło. I zawiodło mnie też wtedy, gdy myślałam, że jestem okazem zdrowia i ciąża przejdzie bezproblemowo. Boję się powiedzieć na głos, że noszę pod sercem Miłosza, a może inaczej - że tak czuję. Nie chcę, żeby ktokolwiek mnie z tego rozliczał. To loteria, a sytuacja jest zero-jedynkowa. Pomylić się strasznie łatwo. A jeszcze łatwiej o krzywdzący komentarz: "Mówiłaś, że chłop, a przecież wiadomo było od razu, że dziewczyna, bo strasznie zbrzydłaś! No ja widziałam, a Ty, matka, nie widziałaś? A to Ci dopiero!". Być może przeceniam teraz poziom wyrafinowania niektórych przytyków pewnych osób, ale same wiecie, że od pewnego czasu żyję w środowisku, gdzie zwyczajnie boję się dawać komuś punktów zaczepienia...
Bank przygotował dla nas propozycję umowy. Nie zgadza nam się parę rzeczy, więc niedługo je wyjaśnimy. Jak to mówi mąż - jeszcze parę dni dzieli nas od scementowania ślubu na dobre, co mnie strasznie wkurza. Ale potem sobie wyobrażam nasz nowy dom, w którym wychowamy dziecko i zrobimy je po swojemu (w sensie dom... bo dziecko już zrobione!), co da nam zajęcia na parę najbliższych lat, i złość mi nawet przechodzi... W sumie dobrze, że to napisałam, bo chciałam Wam się poskarżyć, że przez ten brak pracy i stałego grafiku trochę dziadzieję, jem śmieci i opieprzam się, ale właśnie sobie uświadomiłam, że to nie prokrastynacja, a błoga cisza przed prawdziwą burzą, z ząbkowaniem, kredytem i remontem w tle. Brrrr.
No proszę... jak to z nudów można się naprodukować.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2017, 20:57
14+6d
Pracuje z domu bo coraz ciezej mi sie zgramolic do pracy. Rzygam juz duzo mniej ale sie jeszcze zdaza no ale jak pochodze za duzo lub pokrece sie po domu to brzuch zaczyna kluc i musze sie polozyc. Kupilam detektor tetna i byl to dla mnie swietny zakup bo mniej nerwow jak mam jakies schizy. Doszlam do wniosku ze mam jakas ciazowa paranoje, siedze i wiecznie nasluchuje co moze byc nie tak, ale to chyba normalne po tylu latach bezowocnych staran. Cale doswiadczenie tych dwoch kresek na tescie i samego bycia w ciazy to dla mnie dalej jakas abstrakcja.
Zaczelam sie juz przyznawac bo chociaz nie widac to chyba niedlugo zacznie sie moj brzuch uwidaczniac. Waga dalej mniejsza niz ta sprzed ciazy a moja pszczolka rosnie i ma sie dobrze (na usg w zeszlym tyg - przestalam liczyc ktore to juz usg:). Badania prenatalne panstwowo mam 3 stycznia a prywatnie 23 grudnia no i polozna mam w piatek ale babka mnie denerwuje, chociaz mam tez upieke konsultanta, jezeli 3 wizyty w ciazy mozna nazwac opieka. Straszne pieniadze wydaje prywatnie ale chociaz psychicznie czuje sie komfortowo.
Dzisiaj moje urodziny a we mnie rośnie mój najpiękniejszy prezent jaki mogłabym dostać od losu.
Jestem najszczęśliwsza pod słońcem.
A tak po za tym jeżeli chodzi o samopoczucie to od kilku dni cały dzień mnie mdli nie wymiotuje na szczęście, trochę pobolewa mnie brzuch od czasu do czasu. Wczoraj okropnie bolał mnie lewy jajnik tak jak przy owulacji, wyczytałam w internecie że organizm za nim się przestawi na ciąże to w normalnym terminie owulacji albo miesiączki można odczuwać ból w podbrzuszu. Mam nadzieję że tak jest bo okropnie mnie ten ból zmartwił.
Kończymy dzisiaj 6 tydz.
Tak bardzo kocham!!
Jutro idziemy z mężem oglądać mieszkanie, które chcemy kupić aby wreszcie zamieszkać tylko we dwoje znaczy się we troje razem z dzidzią

10/11 dpo sama nie wiem
Wczoraj nasikałam na pepino i oczywiście to co zwykle - jakiś cień cienia pojawił się jak nasikałam, ale jak wyschło to zniknął. Znowu się nakręciłam, że jednak może coś będzie a to zniknęło. No masakra ;p
Jutro może pójde po jakiś test i na niego nasikam, ale nie mam za bardzo dokąd iść, musiałabym jechać spacjalnie po to a mi się nie uśmiecha... zobaczymy. Zresztą o czym ja marzę, przy morfologii em i mojej prolaktynie powinnam już dawno zejść na ziemię.
Od zeszłej niedzieli biorę luteinę. Niby do wtorku max mogę brać. Jak nie wyjdzie żaden pozytyw to odstawiam i tyle, czekam na @ która przyjdzie jak co cykl, bo niby czemu nie ?
Na Mszy o uzdrowienie miałam jakieś dziwne bóle w okolicach podbrzusza, nakręciłam się, zresztą jak zwykle się nakręcam niepotrzebnie. Czekam jak głupia, nakręcam się myśle tylko o tym zamiast o egzaminie, który jest już tuż tuż
Nie wiem po co się na niego zapisałam, i tak nie zdam przecież.
Dostaliśmy dzisiaj zaproszenie na ślub 7 kwietnia. Chyba pójdziemy, bo to blisko nas, ale nie znam nikogo z tamtej rodziny.
Siostra emka będzie zmieniała pracę, nawet ona będzie zarabiała więcej ode mnie, chociaż skończyła beznadziejny kierunek studiów... i gdzie tu sprawiedliwość ?
Po egzaminie zaczynam szukać intenstywnie. Nie będe pracowała na dom tego człowieka, a on da mi 1000 zł... bo tyle w sumie zarabiam po odjęciu kosztu dojazdu do pracy i ubezpieczenia samochodu i wszelkich napraw. Bez sensu. Niestety, ale stwierdziłam, że czas zacząc się szanować, w końcu uczyłam się na studiach, a potem na aplikacji, która tania nie była, i zanim ją odrobię, o ile ! to minie trochę czasu...
Chciałabym mieć już święty spokój i nie myśleć o tej głupiej nauce.
Czasem mam bóle jak na @ nie wiem, ale pewnie to od tej luteiny. Jeszcze dwa tygodnie bez pracy... Potem nie wiem co będzie... Chciałabym tam już nie wracać. Tak mi dobrze jak o tym wszystkim nie muszę myśleć, bardzo mnie to stresuje...
Mija nam 1,5 roku bezowocnych starań. Wiem, że to się nie uda... i tak już będzie zawsze, że się nie uda. Mam wrażenie że nasza morfologia jest nie do poprawienia...A ten wynik 5% z początku dał mi tylko głupie i złudne nadzieje na coś, czego nie ma i nie będzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2018, 22:18
300 gram synka 
Polowkowe USG dalo potwierdzenie podejrzen i przeczuc a u ojca to potwierdzenie pewnosci.
Lepetynka 5x6 cm, udo 3 cm, caly chyba 14 cm.
Ssie kciuk i fika konczynami.
Podczas badania nie jestem w stanie sie w pelni cieszyc, radosc i szczescie odczuwam dopiero po wszystkim, zbyt wielkie napiecie mam chyba przy badaniu.
O lekarzu nie wspomne, to nie byla wizyta, to strata czasu..
USG robi pielegniarka i potem sie idzie do lekarza na konsultacje, oczywiscie nikt mnie nie zwazyl, nie zmierzyl RR
Olewam to.
Wazne ze Mlody jest w dobrym stanie.
Oczywiscie nie dociera jeszcze do mnie to wszystko, nawet fakt ciazy slabo do mnie dociera mentalnie... takie szkody w glowie wyrzadza dlugotrwala nieplodnosc.
Polmetek za nami, teraz strachy o przyszlosc, co podobno typowe. Jestem absolutnie typowa 
Boje sieeeee!
Chwile sie poboje, potem zakladam ze to normalne i wina hormonow, a potem normalnie funkcjonuje do nastepnej mini schizy, hahaha.
Mlody kopie i ja to czuje w rozny sposob, czesto drazniacy ale nie bolesny, wiec jest ok.
Jestem czasem potworna dla ojca dziecka, ale On to jakos zaczyna z godnoscia znosic. Wspolczuje mu mnie 
Za to jezdzi ze mna po tych lekarzach i mnie wspiera. Zasadniczo ma meski punkt podejscia i nadmierny optymizm ale to wlasnie mi jest potrzebne.
Nadal nie moge w to wszystko uwierzyc....
Rosnij zdrowo nasz chlopaku, bezproblemowo przychodz na swiat i badz szczesliwy!
Masz na to duze szanse, bo my rodzice jestesmy szczesliwi.
Wstałam dzisiaj z myślą, że zrobię sobie test ciążowy żeby sprawdzić czy nadal wyjdzie pozytywny. To co prawda dopiero 18 dzień po zabiegu. Noo i zrobiłam. Trochę takie dziwne nie cieszyć się z pozytywnego testu tylko rzucić go od razu do śmieci. Heh.. Paranoja. Blada druga kreska. Obstawiam może około 100/200 jednostek.. Mam nadzieję, że to nic nadzwyczajnego. Że powoli sobie spada i tyle..
Już myślałam, że popsuł mi się termometr, przez kilka dni zaczarowane 36,1 szok. Dzisiaj skok. Był jakiś bliżej nieokreślony ból jajników, więc może owulacja jednak postanowiła zawitać? Może wszystko się powoli układa. Jutro wizyta. Z jednej strony nareszcie, niech już gin mi powie coś konkretnego, wyznaczy jakiś kierunek i wszystko posprawdza.. A z drugiej na samą myśl, że mam tam iść i czekać w poczekalni z uśmiechniętymi brzuchatkami to mam mieszane uczucia..
No i zaczęło się... Ból lewego jajnika . Odkąd poroniłam tamtą ciążę często taki ból się pojawia,jakby kłócie. Nie wiem co jest tego przyczyną. Miałam wykonywane usg i wszystko było ładnie .
2016 29 listopad 1dc
No i się stało. od wczoraj wieczorem lekkie plamienie a dziś @. Ciesze się hmmm nie nazwałabym tego w ten sposób. Czy mi przykro ? też nie do końca. Po prostu jest mi to obojętne.
Pogoda za oknem coraz bardziej sprzyja "depresji" szro buro i ponuro a do tego zimno. Czas zacząć przygotowania do świąt BN
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.