Weekend no to Małż na pokładzie. Wrócił z mandatem.. Takie tam 400zł przed Świętami. Cierpliwość, wszędzie potrzebna mi jest cierpliwość.
A dziś 30dc i @ nadal nie ma. Czekam na nią. Cierpliwie. Jeszcze.
Ovitrelle wzięty, punkcja w poniedziałek. Estradiol niestety ponad granicą przyzwoitości. A tak ładnie wszystko szło. Niby przekroczony niedużo i dr mówiła, że można zaryzykować i zrobić transfer, ale to nasza decyzja. Podejmiemy ją jak przyjdzie na to czas.
Przeziębienie przeszło, ale kaszel został
Zanabyłam sobie syropek żeby nie kasłać, bo położna powiedziała żeby po ostatnim zastrzyku oszczędzać brzuch, a mnie od kaszlu już mięśnie bolą. Najchętniej spędziłabym resztę weekendu w łóżku, ale rodzina zapragnęła świętować moje urodziny, więc nie ma odpoczywania. Oni nie wiedzą o tym, że jestesmy w trakcie in vitro, więc należy udawać, że wszystko jest ok i ową rodzinę ugościć.
25t0d
Odpoczywamy sobie w szpitalu. Mamusie bolał brzuszek, ale juz wszystko dobrze. Dostaliśmy kroplówkę na wzmocnienie. Najważniejsze że badania ok i u Ciebie w brzuszku wszystko dobrze. Codziennie mogę słuchać Twojego serduszka podczas ktg, kilka razy w ciągu doby słyszę też serduszko przez detektor kiedy pielęgniarki sprawdzają czy u Ciebie wszystko gra. Nie ma dla mnie piękniejszej piosenki niż miarowe bicie Twojego serca w moim brzuszku. Nie cierpię tego szpitala i tych ludzi z wielu powodów, ale dla Ciebie poleżę tu ile trzeba. Przynajmniej uspokajam się podczas badań, kiedy Cię słyszę. Tatuś też sobie w domu poradzi bez Nas choć tęskni za swoimi dziewczynami. Codziennie Nas odwiedza i przynosi pyszności. Dba o Ciebie, żebyś nie była głodna! Tylko ten czas ostatnio tak mi się dłuży.. Posiedź sobie jeszcze w brzuszku u mamusi, do marca już niedaleko. Tak bardzo Cię kochamy i czekamy na Twoje spotkanie
chyba se w łeb strzele... cały miesiąc czekania... wczoraj upragniony dzień owulki ( chyba, bo po tych lekach cięzko mi ogarnąć nawet śluz... raz jest raz go nie ma...) i...? wymioty , biegunka i totalny brak sił.... toż to se można jebnąć w łeb na dzień dobry... to ja se po to w tyłek czopki wpycham, łykam jakieś witaminy , kwasy foliowe, zdycham w między czasie i w ogóle... żeby się chyba ze szczęścia posrać?! pocieszający jest fakt, ze przed wczoraj trafił się nam szybki numerek ot tak na spontana o dziwo... ale jakos ten cykl spisalam już na straty..
wymiękłam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2016, 08:33
I chuj. Krwawe plamienie. Wiadomo co to oznacza. Znowu się nie udało. I znowu dowiaduję się o tym na długo przed końcem cyklu. Kolejny rok zakończony jak poprzedni. Kolejne święta. Inne będą się w wigilię czule głaskać po brzuszku, a ja będę robić dobrą minę przyjmując kolejny raz życzenia o dzieciach.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2016, 10:25
Jeszcze cala niedziela czekania. Jutro do ok 12.00. Rano zrobie jeszcze 3 badanie z bety..
Wkręciłam się w OvuFr. co chwilę coś czytam, przeglądam, pocieszam się, albo dołuję - zależy jaką historię czytam. Ale chyba raczej się pocieszam, że nie jestem sama, że takich jak ja jest wiele, że moje emocje są "normalne", są konsekwencją mojej/naszej historii. Smutnej na razie, ale w tyle głowy coś mi mówi, że będzie dobrze...
I co z tego, skoro nie mam ochoty na te święta, bo gdyby było ok. to mielibyśmy ponad rocznego bobasa ,a tu tylko pustka 
Mąż rano włączył radio i tam nuta a'la Merry Christmas, i jakoś zamiast radości świąt po raz pierwszy poczułam smutek, ech kiedy to się zmieni?????
Z innej beczki. Mój mąż ma 2% prawidłowych plemników. Mają zły aksom i to jest problemem. Pierwszy lekarz stwierdził, że nie jest źle i mamy próbować. Po roku kolejne badanie wyszło podobnie. Drugi androlog zalecił Profertil - pod koniec roku sprawdzimy czy pomaga.
Wczoraj zrobiliśmy mu badanie testosteronu, TSH, LH, Prolaktyny i coś tam jeszcze miał zalecone. Tylko testosteron wyszedł poniżej normy 232 ng/dl, a niby dolna granica to 241 ng/dl... może tutaj jest problem, ale dlaczego dopiero teraz zrobiliśmy mu badania hormonalne? Pewnie dlatego, że ufałam tej rzeszy lekarzy z jednego z najlepszych szpitali położniczych... wszyscy czepiali się tylko mnie, a nie... szczerze mówiąc to wszyscy mówili - macica w tyłozgięciu, endometrium ok, jajniki ok, poziom hormonów ok (TSH było coś ok. 2,5 było ale biorę leki i już jest ok. 1,0), owulacja jest, cykle regularne - nic tylko róbcie dzieci... Tylko jak, chyba nie umiemy
Chociaż mój mężczyzna jest oczytany w różnych sprzyjających temu pozycjach
to podobno mało pomaga, ale przynajmniej jest fun 
Muszę do świąt napisać artykuł, nie mogę się zabrać, bo zamiast worda, ciągle włączał OvuFr. Koniec z tym. Zabieram się do roboty!
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2016, 12:44
Dzieisjsza beta po 46 dokładnie godzinach 2338....Czy to oznacza najgorsze?
12dpo
Temp 37,02
Test wczorajszy negatyw. Dzisiaj rano tez robiłam, biel w terminowym czasie. Potem wróciłam do łóżeczka. Po 2h dospania, rozpoczęłam śledzenie cienia na testach z latareczką w ręku
tak długo szukałam ze w końcu cos zobaczyłam i to na obu testach - facelle i Nordtest. Pokazałam mojemu M ten orła cien - jak to on go nazywa - i mimo ze był meeeega słaby to go zobaczył. Na zdjęciu nie widać nic. Powtórzę test popołudniu. Facelle juz nie mam, takze bedzie test Doz - identyczny jak Nordtest. Cienie widziałam juz wielokrotnie , tym bardziej po czasie, wiec jeszcze nie przykładam wagi do tych cieni, ale nie powiem, nadzieja wróciła 
Jutro w końcu idę na betę 
Pomału zaczyna do mnie docierać,że jestem w ciąży. Nawet do głowy mi nie przyszło,że może się udać. Myślałam o kolejnej IUI, o tym czy jest sens podchodzić, czy może zbierać na in vitro i podejść za dwa/trzy lata . Bałam się cieszyć, tym bardziej że nie mogłam zrobić bety, tylko test ciążowy,który przecież może się pomylić .
Teraz wierzę w ten test, bo zaczynam mieć pierwsze objawy .
Cycki są bardzo tkliwe, na brodawkach pojawiają się jakieś grudki i są one tak jakby spuchnięte . Chodzę bez stanika .Mam na sobie włochaty sweter, który mi mizia w suty ,co jest denerwujące . Muszę chyba się przebrać 
Nie wiem do jakiego lekarza iść na pierwszą wizytę. Czy chodzić nadal do kliniki,czy u mnie w mieście na nfz . Wiadomo, na nfz wszystkie badania zrobi się za darmo,a w klinice trzeba za wszystko płacić... Jednak znam tych lekarzy, wiem że sprzęt jest dobrej jakości, a u gina na nfz to syf ,kiła i mogiła, wizyta trwa krótko , zawsze pełno pacjentek. Zobaczymy .

20 tydzień 1 dzień
Czas leci a ja nie mogę się ogarnąć...
Mój pęcherz ma się już całkiem dobrze. Okazało się, że sprawcą zamieszania był piasek w nim właśnie. Ale poradzilismy sobie i z tym.
6 grudnia byliśmy na badaniach połówkowych. Z naszym synkiem jest wszystko w porządku. Serce bije mocno, komory na miejscu, aorta też prawidłowa. Pozostałe narządy też w porządku. Doktor pokazał nam dowód na to, że będziemy mieli syna. Czyli wszystko jest ok.
Miałam małą infekcję, ale przepisał mi globulki i tabletki, i powoli kończy się meczarnia.
W ten weekend pochorowaliśmy się wszyscy. Smarkania nie było końca. Zamiast pojechać do mamy T. zostaliśmy w domu. Pogoda typowo jesienna, wieje, leje i do tego niby ciepło niby zimno... Stąd choróbsko. Na szczęście jest już o wiele lepiej i z moimi chłopakami i ze mną, więc jutro do pracy.
W piątek podpisaliśmy umowę kredytową, a jutro popołudniu już notariusz
finalizujemy zakup domu 
Maleństwo, Jaś, rusza się bosko. Czasem to aż mi brzuch faluje. Muszę w tym tygodniu umieścić fotkę, bo trochę urosłam 
To tyle co u nas
pozdrawiamy wszystkie obecne, przyszłe i starające się mamusie
Kochanie,
Każde niepowodzenie co miesiąc dobija mnie i sieje we mnie niepokój, że powinnam odpuścić, że nie nadaję się na matkę skoro nie przychodzisz. Ale wciąż żyję nadzieją, że nie przychodzisz dlatego,że nie możesz a nie dlatego, że nie chcesz. Trzymam się tej myśli jak ostatniej deski ratunku. Ostatnio na spotkaniu z psychoterapeutką zostałam gruntownie przepytana dlaczego chcę Ciebie tak bardzo w moim życiu - zasugerowano nawet, że jestem desperatką
Hehehe oczywiście, że jestem desperatką. Desperacko marzę o Tobie w moim życiu. Czemu kobiety które marzą o tym, żeby znaleźć fajnego faceta i wyjść za mąż są rozumiane a ja nie? Dlaczego się muszę tłumaczyć z marzeń o Tobie? Co jest w tym dziwnego że chcę być matką? Pani Psych nawet zasugerowała, że mam jakiś interes w Twoim przyjściu na świat... Trochę to dobijające było...
Dziś temperatura spadła a ja błagam los, żeby to była oznaka implantacji... - może w tym miesiącu przyjdziesz do nas? Bo już powoli tracimy nadzieję, proszę nie każ nam dłużej czekać...
Kocham Cię,
Mama
No to sobie wczoraj pogadałyśmy i wszystko jest jasne. To teraz która pierwsza przyniesie l4 do pracy? I po co mi ta świadomość że jest nas dwie, a ta druga będzie miała bardziej przewalone u przełożonych.Boję się...boję się że przez stres wszystkie moje plany pójdą sobie na zieloną łączkę.
Zakopuję się pod kołdrą i proszę mnie nie budzić dopóki nie okaże się że jestem w ciąży.
Kontynuacja pamiętnika w KidzFriend - zapraszamy
Wstrzymuję się na czas nieokreślony z obserwowania, przejmowania się i dbania czy są dni płodne czy nie. Ovu zrobiło mnie w ch*** bo miałam 80% szans na pozytywny test i wczoraj, w dniu moich urodzin był 28 dzień cyklu, w którym dostałam okres. Takie emocje nie dla mnie. Wczorajszy wieczór przeryczałam. Mąż się martwi.
Jak ciotka w czerwonym ferrari odjedzie to idę do gina pogadać, skierować męża też na jakieś badania. Chcę wiedzieć wszystko o naszym stanie zdrowia. Testy owulacyjne schowałam. Nie będę ich robić. Miałam też nie mierzyć temperatury ale zrobię to chyba ze względu na obserwacje przez ginekologa.
Ten cykl przepadnie bo dzień owulacji wypada w wigilię, a święta spędzamy z mężem osobno. Przez kilka najważniejszych dni będziemy osobno. W tym roku się nie uda. Tłumaczę sobie że nie wszystko musi iść zgodnie z planem.
Powodzenia życzę reszcie dziewczyn.
20 dc
W tym cyklu czas szybko mi leci (nie napalam się, tak jak we wcześniejszych).
Bilans weekendowy jest taki, że nie odpoczęłam - nie miałam czasu. Zaniedbuję ostatnio tę sferę życia niestety, co bardzo odbija się na moim zdrowiu psychicznym. Dobrze, że w poniedziałki pracuję w domu bez ludi, to w końcu się troszkę wyciszę. Niewypoczęty introwertyk jest marudą - i ja właśnie taka jestem.
Ovu wyznaczył mi początkowo owulkę na 14 dc czyli Mikołajki, ale potem zmienił zdanie i jednak dał 15 dc. Przerywaną linią oczywiście, przez te negatywne testy owulacyjne. Czytałam w interentach opinię jakiegoś profesora, który stwierdził że te testy obarczone są wysokim błędem. Chcę w to wierzyć, będzie mi lepiej.
Poza tym jestem nastawiona na pakiet badań hormonalnych na początku cyklu czyli przed świętami i wizytę u ginekologa w styczniu. Zacznę nowy rok od przeglądu podwozia.
Tymczasem układam sobie w głowie scenariusze zachowania przy świątecznym stole, kiedy z zaczną się wypominiki czemu to ja w ciąży nie jestem. Chyba się nakręcam, ale nic asertywnego nie przychodzi mi do głowy. Może poćwiczę przed lustrem szeroki uśmiech nr 5 i jakieś słowa wypowiedziane tonem łagodnej łani, że właśnie wykańczamy małego dziedzica, a że robimy to dokładnie to jeszcze trochę na zejdzie. A może jak zaczną głupio gadać, to pora wyjść do ubikacji? Albo w ogóle wyjść?
Co do weekendu to był nieco mniej standardowy.
Piątkowy wieczór spędziłam samotnie, ponieważ Małżonek był na "wigilijnym spotkaniu z kolegami", czyt pili alkohol. Zdążyłam obejrzeć 1/2 Atlasu chmur (film trwa 3 godziny). Od 4 lat przymierzałam się do tego film więc chociaż zaczęłam go oglądać. Potem pojechałam odebrać małżonka, który był "gotowy" i kilku pijanych facetów. Modliłam się, żeby nikt mi w samochodzie nie haftował.
I ogólnie doszłam do wniosku, że chłopów nie ma co puszczać w samopas, bo mimo 3 dych na karku ich poziom konsumowania alkoholu jest porównywalny do eksperymentujących 15latków, którzy nie wiedzą kiedy przestać. Reszty zdarzeń nie komentuję nawet.
W sobotę pracowałam do 15, potem zakupy, pieczenie ciasta marchewkowego (test nowego piekarnika) oraz pierniczków (z jakiegoś przepisu, przypadkiem bezglutenowgo). I zrobiła się północ,a o 6 trzeba było wstać i jechać na szkolenie.
Jak na złość w niedzielę rano strasznie mnie pogoniło i to tuż przed wyjściem. I strasznie bolała mnie głowa i żołądek. Miałam też mdłości. Obwiniam wino wypite wieczór wcześniej. Dawno nie miałam takiej reakcji.
Na szkoleniu siedziałam półprzytomna, ale nie żałuję że na nie pojechałam. Żałuję tylko, że zgodziłam się jechać z Małżem do centrum handlowego, na tzw bezcelowe łażenie (tak, mój Małżonek lubi chodzić po sklepach dla sportu, poprzymierzać, powybrzydzać a dla mnie to starta czasu, kiedy mam go tak mało).
Poprzytkaliśmy się, kiedy zaczął mi dokuczać, że stoję taka nieuśmiechnięta i zwrócił mi uwagę w sklepie przy ekspedientce w sposób, który podniósł mi ciśnienie.
Faceci mają taką głupią manierę, dokuczając kobiecie w momencie, kiedy ona ma gorszy dzień, czyli nie jest kwitnąca, roztjutjana i roześmiana. Boli to ich ego i zamiast taką przytulić, to wbiją szpilę. Ciężko mi pojąć logikę tego zachowania.
Niemniej w końcu z niedzieli na poniedziałek w końcu się wyspałam. Pora zaczynać nowy tydzień, także znowu spróbuję się zdyscyplinować.
Właśnie wyczułam, że zaczęła mi wychodzić ósemka. Idealny moment!
Teraz to mam tylko nadzieję, że nie dopadnie mnie gorączka i obędzie się bez antybiotyku. ;(
8t1d
Tydzień od wizyty minął jak szalony. Nie wiem kiedy, nie wiem jak. Do świąt coraz bliżej a ja jestem w lesie ze wszystkimi domowymi obowiązkami. Nie mam nawet planu co i jak zrobię, o sprzątaniu nie chcę nawet myśleć. Rozleniwiłam się w ciągu ostatnich tygodni strasznie.
Ale co się dziwić. Mdłości dokuczają, szczególnie rano i o dziwo przed zaśnięciem. Nie walczę z nimi, po prostu jem
Efektem tego jest już kilogram na plusie. Wzdęcia też się pojawiły ostatnio, ale to przez moje "zasiedzenie" Ból piersi wieczorem jest nie do wytrzymania. Spanie w biustonoszu odpada, więc czekam spokojnie aż samo przejdzie. Przecież te wszystkie niedogodności świadczą tylko o tym, że Kropek rośnie i jest mu dobrze u mamusi 
Syn został wtajemniczony w mieszkańca mamusinego brzuszka. Z racji że lubi czasami aby brać go na ręce, podnieść, przytulić, trzeba było jakoś go przekonać do rezygnacji z takich nawyków. Efektem tego jest jego przeświadczenie, że skoro mama ma Kropka w brzuszku to i on może mieć 
Ja mam chłopca, a on dziewczynkę. I tak sobie rano przytulamy te nasze brzucholki, a radość jego jest przeogromna 
22dc. temp 36,3
temperatura spadła. owulacja była. seks prawidłowo. dziś mam kłujące bóle brzucha, które często mi towarzyszą. a także jestem w drodze do ginekologa na wcześniej wspomniane badania. sprawdzenie czynności tarczycy, profil hormonowy oraz cytologia.
trzymajcie kciuki dziewczyny.
P.S. wiem że lekarz "zjedzie" mnie za wagę i próbę zajścia w ciążę.
ale między innymi dlatego chcę sprawdzić tarczycę...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.