Malinowaa Czasem słońce, czasem deszcz. 1 września 2017, 16:42

10dc

Zaczęłam myśleć... Skoro skoki temperatury mam mniej więcej 15dc cyklu, a już 8dc miałam pęcherzyk 20mm i dostałam zastrzyk na pęknięcie to kiedy teraz powinnam dostać @ przy 28dniowych cyklach? Zgłupiałam, mówiłam gin, że mierze tempke że skok mam w 15-16dc to powiedziała, że to nie ma znaczenia... Nie wieeem. Idę na urlop za tydzień, a 15wrzesnia wyjeżdżam, nie chce jechać na urlop z @ :( szukam jakiś nowinek na internetach, ale jakoś nic dziewczyny nie piszą o takich dziwnych przypadkach :P no cóż nie wiem co to będzie, ale poczekamy zobaczymy. Najpierw w pon usg by zobaczyć czy pęcherzyk pękł. Tyle pytań tak mało odpowiedzi! :P chyba zaczynam świrować :P no nic odmeldowuje się! :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2017, 16:43

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 1 września 2017, 16:50

"Odpuściliśmy i się udało!" Która z nas nie słyszała takiej historii? Czy to jest tak na prawdę w ogóle możliwe? Zapomnieć o ciąży i możliwości poczęcia dziecka?

Bo ja już chyba nie wiem co to znaczy ;) --> Gdzie czas tak pędzi?

9 DC 1 cpp
Krwawienie powoli zmienia się w brązowe brudzenie już nie mogę się doczekać kiedy się skończy
Już przestałam płakać może to dlatego że nie poruszam tego tematu coraz bardziej z nadzieją patrzę w przyszłość trzymam się myśli że skoro Bóg dał mi dziecko i tak szybko zabrał to teraz w niedługim czasie odda mi dziecko i da kolejne ( może będą bliźniaki) tej myśli się trzymam i dzięki niej łatwiej mi żyć
Mam tylko nadzieję że nie będę musiała tak długo czekać
Myśli zaprząta mi nowy rok szkolny synek idzie do pierwszej klasy tyle trzeba było kupić dobrze że książki są darmowe emocje są syn się nie może doczekać poniedziałku a ja troszkę przerażona tym jestem;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2017, 17:49

alegzi w pogoni za .../ zawieszamy 1 września 2017, 18:13

...

Wróciłam właśnie z godzinnego spaceru. Wracając zahaczyłam o mój ulubiony park. Zawsze tam siadam po spacerku. Słoneczko ładnie grzało, za mną była jedna fontannta, a przede mną druga, większa. Ta większa na środku ma 3 kloce betonowe. Pozostałości po murze berlińskim, sprowadzone do Hiszpanii.

Uwielbiam ten park. Czy jest ranek, popołudnie czy wieczór on zawsze tętni życiem. Starsi, młodzi i maleństwa. Zazwyczaj ludzie przychodzą ze swoimi pociechami i psami. Tak, dużo ludzie ma tu psy, aż jestem zdziwiona.

Spoglądam na większą fonatnnę delektując się odgłosem wody, aż tu nagle jak spod ziemi wyrasta kobieta z dzieckiem pod pachą. Otóż mały chciał jeździć na rowerku, mama za nim goniła, bo mógłby sobie coś zrobić. Na oko miał z 3-4 lat. Patrzę na tą umęczoną twarz mamy i w duchu sobie myślę, że dałabym wiele żeby biegać tak za dzieckiem...


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2017, 18:20

Banelova Nowy etap w staraniu :) 1 września 2017, 18:52

Porzucilam trochę pamiętnik. Byłam jakas podlamana. Dalej nie pale, jestem na diecie i chudne :D chodakowska robi swoje! :)
Postanowiłam napisać bo kilka miesięcy temu twierdzilam ze przeczucia mam ze zajde w ciążę we wrześniu. Jest wrzesień... jestem pozytywnie nastawiona... i... czekam :D starania nie byly napięte i wymuszone... bylo cudownie. .. kropku? Jesteś tam? Jeśli nie to intuicja mnie zawodzi a wiosna klinika.

Ciąża rozpoczęta 1 lipca 2017

Ciąża zakończyła się w 10 tygodniu (9.09.) poronieniem wywołanym lekami.
Mieliśmy mieć córeczkę - Michalinkę :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2018, 17:39

9 dc

Miała cykora. Nie przed wizytą, a przed dojazdem na śląsk. Pierwszy raz musiałam jechać sama, w godzinach szczytu. Kosztowało mnie to trochę stresu, bo wyszłam poza strefę komfortu jeżdżenia bo zadupiastych spokojnych drogach.

Monitoring nic szczególnego nie wykazał. Przyjechałam za wcześnie. Był tylko jeden pęcherzyk mający 12 mm, reszta to maleństwa.
Może powinnam jakoś ładnie do tych pęcherzyków mówić? jak do kwiatków. Chyba zacznę.
W poniedziałek kolejna wizyta. Wszystkie plany pod staranie. Dobrze, że zbiegły się z moim urlopem bo nie miałabym szans wyrwać się z pracy. W mojej branży zaczyna się sezon. Dosłownie utonę w robicie.

W sumie to dobrze, że nie urosły jeszcze, bo mąż ma nawał pracy i poluźni mu się od wtorku. Pojedziemy na spokojnie do kliniki.
Jeśli pęcherzyki nie urosną, to w przyszłym cyklu dostanę większą dawkę leków.
Encorton mam brać tylko do inseminacji (o ile do niej dojdzie, mam głęboką nadzieję, że tak).

Jeśli chodzi o emocje - czuję się wyciszona. I zobojętniona na to co mnie w moim otoczeniu raniło. Bo wiecie.
Przyjeżdżam z monitoringu i słyszę kolejny news, że komuś się dziecko urodziło. I przyglądam się, tym którym się poszczęściło. Ale... oni będą teraz w pieluchach, a ja zaraz zje dobrą zupę krem, wyłożę się jak łania na łóżku i oddam się lekturze.

Dystansuję się dla własnego zdrowia psychicznego, bo wiem że jeszcze wiele dobrego przede mną. Teraz jestem w dołku, ale wyjdę z niego.
Jeszcze nie żyję pełnią życia, wiem to. Ale staram się, żeby mi to życie całkiem nie uleciało na zamartwianiu.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 3 września 2018, 08:51

To my. Szare czlowieczki. Ze 2 tyg temu robione selfie. Nie mam lepszych fot. Ale mozecie zobaczyc nasze pyski:o)


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 września 2018, 08:52

ciri22 Dziecko bez seksu? 2 września 2017, 01:29

Mialam nic nie pisac w tej ciazy bo druga ciaza jak juz sie ma male dziecko to zupwlniw inna bajka. Nie ma sie czasu na glupoty takie jak pamietnik ale poniewaz historia jest taka ze mozs sie komus przydac to napisze.

Jestem obecnie w 8 tygodniu ciąży i od 6 tygodni mam problemy zdrowotne. Wszystko zaczelo sie od cholernego bolu ucha... Myslalam ze przez te upaly i rozkrecony wiatrak przeziebilam sobie ucho wychodzac z pod prysznica... Nalykalam sie apapow mimo ze na nigdy nie biore i jakos to bylo. Po mniej wiecej dwoch tygodniach przestalo mnie bolec na kilka dni i wrócił bol ucha ewidentnie z bolem zeba.
A poniewaz na mam bardzo zaniedbane zeby (tak moja glupota) polecialam wreszcie do dentysty.. Dentystka zrobila przeglad, zrobila mi zeba po ktorym to moglo ucho mnie bolec ale powiedziala ze tez to moze byc osemka. Rowniez powiedziala ze w drugim trymestrze wyrywamy dwa zeby na dole.... Po zrobieniu zeba bol w zebiw ustal ale bol ucha nadal trwali przeniosl sie na cala dolna szczeke. Podejrzewalam wezly chlonne, polecialam na nocny dyzur do przychodni gdzie oczywiście nic nie zalatwilam i odeslali mnie do na ip laryngologiczne ktore dopiero kolejnego dnia mialo byc w szpitalu obok. Jakos przetrwalam. Rano udalam sie do kolejki. Najpierw godzinę w rejestracji spedzilam, poinformowalam ze jestem w ciazy, po czym kolejnw 4 godziny na izbie spedzilam czekajac na swoja kolejke.
Przyjela mnie "milutka" maloda laryngolog ktora od wejscia mnie opierdolila za glupote, za nieodpowiedzialnosc i w ogole za bycie zlym czlowiekiem ze wzgledu na stan mojego uzebienia, po czym mnie zbadala tak niedelikatnie ze myslalam ze sie pozygam i zesram z bolu stwierdziala ze laryngologicznie jest wszystko ok mam isc do chirurga szczekowego usunac zeby. Na co ja jej mowiw ze w drugim trymestrze ze zle reaguje na znieczulenie (do leczenia jednego zeba wlala we mnie babka trzy dawki znieczulenia tego delikatniejszego dla ciezarnych po czym kolejne dwa z adrenalina bo tamte nic nie daly) uslyszalam ze mam je rwac na zywca (6 i 7 do dlutowania) i zebym nie liczyla na zadne przeswietlenia w ciazy cxy antybiptyko bo nic mi nie wolno dac (BZDURA!)
Wiec cala zaplakana wrocilam do domu i na szczescie na kilka dni bol zelzal po czym po kilku dniach wrócił ze zdwojona sila. W akcie desperacji polecialam do innego miasta do chirurga szczekowego. Popukal postukal on nic nie widzi... Ale uparlam sie ze chce miec zrobiony pantomogram (jak czytalam trzeba zrobic 10 000 zdjęć zeba czemu to do dziecka doszlo), na moje życzenie po podpisaniu milionów papierow wreszcie zrobili mi pantomogram.... Co sie okazalo? 4 osemki zatrzymane, wrzynajace sie w zeby obok. Wszystkie do usuniecia chirurgicznego. Pani doktor mowi ze nie wie jakie moze mi podac antyniotyki zeby je uspokoic na jakis czas wiec odsyla mnie do ginekologa który ma zadecydowac co mi podac. Niestety mój gin na urlopie decyduje sie ze nastwpnego dnia pojadw na Ip ze oni powinni wiedzieć co mozna mi podac... Nie ip nie trafilam poniewaz w nocy musialam zgrzytac zebami albo zrobic szczekoscisk bo naruszylam sobie szczatkowy zab ktory mialam do wyrwania... Bol niemilosierny, dzwonie do kliniki gdzie moja dentystka przyjmuje czy mnie przyjma... Najpredzej w srode... Noo przeciez zdechne ale mam do niej namiar na fb. Pisze na masangerze mowie jaka sytuacja. Wysyłam zdjecie z pantomogramu. Decyzja ze mnie przyjmie i wyrwie mi ona zeby juz teraz ze moze to nawet co na te osemki pomoze... Sprawdzila w ksiazce jakie moze mi podac antybiotyki w ciazy.

Pojechalam do niej, od razu mnie dobrze znieczulila. Wyrwala mi 2 zeby w 20 minut wraz z poczekaniem az znieczulenie zacznie dzialac. W moim przypadku sama powiedziala ze dla mnie i dla dziecka gorszy twn bol i faszerowanie sie apapami od kilku tygodni niz wyrwanie zebow... Jestem juz 7 godzin po zabiegu znieczulenie dawno zeszlo. Dziura po dwóch zebach jest ogromna! Ale... Nie boli! Bardziej to co przeszlam w ostatnim czasie mnie bolalo niz to! Czuje dyskomfort duzy, pysk mam lekko obolaly ale to co czuje nie jest na tyle bolesne zeby brac leki przeciwbolowe (przynajmniej na chwile obecna a tej chwili balam sie najbardziej) lekko mnie glowa pobolewa.

Teraz przekaz dla przyszlych mam ktore maja jakoes problemy zdrowotne. Pamietajcie stres i dlugotrwaly bol oraz lykanie niby bezpiecznych lekow w ciazy ale w dlugotrwalym leczeniu jest bardziej niebezpieczny w ciazy niz takie "inwazyjne" zabiegi czy badania. Robcie wszystko zeby sie dobrze poczuc bo dobre samopoczucie matki i stan zdrowia daje wiejsza szanse groszkowi na zdrowe rozwijanie i przetrwanie tego trudnego okresu. Ja przy pierwszej ciazy tez mialam problemy z zebami ale poniewaz ja sie panicznie boje dentysty to stwierdzilam zr stres zwiazany z wizyta moze juz wywplac poronienie i nic z tym nie zrobilam... Potem bylo milion innych problemow i w drugiej ciazy juz mi daly popalic. Powiem wam ze zamiast sie cieszyć z ciazy to ja siedzialam i ryczalam bo czulam sie taka bezradna w tej calej sytuacji i w tym ze nikt mi nie chce pomóc. Ze ciężarnej ani nie mozna podac lekow ani badan porzadnych zrobic. Sama musialam pojsc prywatnie i nablagac sie zeby mi ktos pomogl. Ciesze sie ze mam wspaniala dentystke ktora widzi roznice miedzy mniejszym zlem i tym ze chciala mi pomoc a nie umywac rece bo jest pani w ciazy. Oczywiscie zdaje sobie sprawe ze kazda ingerencja nosi pewne ryzyko. Ale wiele innych rzeczy ktore w czasie ciazy robimy tez nosi ryzyko.
Mam nadzieje ze to juz kobiec przygod ciazowych na jakis czas... Ze fasol sie dobrze rozwija (bo przez te problemy to dopiero jestem przed pierwsza wizyta!) i ze daruje mi nadcisnienia, zatrzymywania wody, diety bezsolnej i w koncu odklejania lozyska i cc jak bylo w poprzedniej ciazy. Mam nadzieje ze limit nieszczesc zakończony.
Pozdrawiam wszystkie przyszłe mamy i kolezanki.

Jeheria No kiedy? 3 września 2018, 09:19

6dc

@ trwała 4 dni, 2dc było jak na mnie intensywnie, dużo czerwonej krwi i miałam nawet podpaskę :D

Weekend minął bardzo intensywnie.
W piątek odwiedziłam szwagierkę, która tydzień temu urodziła Natalię. Mała jest śliczna. Nosiłam ją na rękach. Jest lekka jak piórko. Jej starsza siostra (21 miesięcy) cały czas ją zagaduje i zaczepia, trzeba uważać aby nie wsadziła jej palca w oko. Ciężko jest z dwójką małych dzieci, szczególnie że Lidka jest teraz bardzo aktywna.
Potem poszłam do kaplicy na wystawienie ciała taty mojej koleżanki z pracy. Jak zaczełam pracę w aktualnej firmie byłam w szoku jak często chodzi się tutaj na pogrzeby. A to dlatego, że pracuję z dużo starszymi od siebie osobami. Średnia wieku ok 55 lat. To zmusza do refleksji.
W sobotę pojechaliśmy z mężem, moimi rodzicami i siostrą z jej rodziną do babci 150 km ode mnie, która tego dnia kończyła 80 lat. Z tej okazji wszystkie jej dzieci zorganizowały przyjęcie w restauracji. Zaproszono około 40 osób. Grała muzyka. Było przepyszne jedznie, tort. Babcia była bardzo wzruszona, jak i my wszyscy. Dostała mnóstwo prezentów i cudny album rodzinny. Wytańczyliśmy się z mężem jak na weselu. Wróciliśmy o 4 rano. Niedzielę spędziliśmy również razem z babcią i rodziną. Było fajnie, na luzie. Jak zawsze opiekowałam się moim "synkiem" Jasiem - syn mojej siostry. Jest taki pocieszny. Uwielbiam go przytulać i usypiać. Dziś mam lekkie zakwasy na rękach. Jasiek waży ponad 6 kg. Wróciliśmy do domu po 17. Zatrzymaliśmy się jeszcze na lody po trasie. Ja prowadziłam bo mąż wypił z wujkami piwko na kaca. Lubię takie spotkania rodzinne, wyjazdy.

A od dziś nowy tydzień. Trzeba zakasać rękawy i brać się do pracy. Własnie przygotowuję Certyfikat Emeryta dla współpracownika. Jako najmłodsza osoba w firmie robię takie prezenty w wersji humorystycznej dla każdego kto odchodzi z mojego Działu. Przynajmniej mam wykręt od prawdziwej pracy :)

W tym cyklu nie mierzę temperatury. Pełen luz i reset przed wizytą w klinice :)

Wszystkie objawy ustapily... Ciąża wzorowa wręcz książkowa... Ja zamartwiam sie czy napewno jest ok. To moja pierwsza taka ciąża w której nic się nie dzieje. Zupelna nowość przez co czuje sie niepewnie i wciaz zastanawiam sie czy tak ma być.
Wczoraj rozpoczęłam już 11tc.

PatuŚ Czekając na dwie kreski :) 2 września 2017, 09:24

8 dc 7 cykl

Witajcie kochane :*

I tak od razu mam dla was hit wczorajszego dnia :D

Ale może od początku...
Mieliśmy z moim M w tamtym roku 6 miesięcy przerwy od siebie, no widocznie tak musiało być ;)
W tym czasie rodzice ciągle naciskali żebym do niego wróciła, co powodowało, że tym bardziej nie miałam na to ochoty. Jak już dojrzałam do powrotu zeszliśmy się z powrotem :D
Niestety sytuacja nas zmusiła do tego, że mieszkamy osobno :/ no cóż życie czasami za nas wybiera, ale jakoś dajemy radę ;) Mój M jest bardzo dobrym i uczynnym człowiekiem i oprócz swojej stałej pracy wykonuję różne prace dodatkowe ;) Czasami już mnie to drażni bo czasami bardzo mało czasu spędzamy razem, ale wiadomo każdy grosz się przyda ;) I wiem że robi to dla nas ;)

A moi rodzice wczoraj stwierdzili, że oni mnie nie chcą zniechęcać do tego związku, ale on długo nie potrwa :/ No szlag mnie trafił , tak przykro mi się zrobiło :(
Tu mnie namawiają do powrotu do niego a po jakimś czasie mi mówią, że to i tak długo nie potrwa, żenada... Poczułam się jakbym dostała czymś w pysk, serio :/

Ahh zbieram się bo jadę pomóc mamie w pracy :)

Miłego dnia kochane :*

Kasiekkul Póki co wciąż jedna kreska... 2 września 2017, 11:33

10 tydzień 2 dni (11 tydzień :) )
Odkąd jestem na L4 czas szybciej płynie. Odpoczęłam, zrelaksowałam się, nabieram sił. Od dwóch dni nie przytulałam toalety. Dla mnie to spore osiągnięcie :D Wreszcie czuję, że mogę iść z dzieckiem na zakupy - kupić wszystkie niezbędne do szkoły drobiazgi, ugotować obiad (wcześniej mąż mnie wyręczał). Zaczynam mieć nadzieję, że będzie dobrze. :) Mam też chwilę zwątpienia - czy damy radę z wyprawkę, wyremontować sypialnię czy nas na wszystko stać.... Boszz... dwójka dzieci - łatwo nie będzie. I ta różnica w wieku - 12 lat! Czy starszy pokocha swoje rodzeństwo? Czy znajdą jakoś nić porozumienia? Jak to zrobić, aby ich światy jakoś połączyć? Wiem sporo wątpliwości - czuję się jakbym była w pierwszej ciąży - taka masa wątpliwości, znaków zapytania. A przecież mamy mieszkanie (może niezbyt duże, ale własne 3-pokoje), oboje pracujemy (i to wcale nie za minimum krajowe).... jakoś to chyba poukładamy :) Wiem nie ma w tym większej logiki co pisze, ale może to hormony, hm???

alegzi w pogoni za .../ zawieszamy 2 września 2017, 13:32

...

Wstałam dziś pełna optymizmu :) Co prawda P. mnie trochę wkurzył przy śniadaniu mówiąc, że nie kupiłam pomidorów. Wyobraźcie sobie, że to mnie wkurzyło. Ale co się dziwić kiedy kobieta "zbudowana" jest z hormonów. Zaraz idę na zakupy. Muszę sobie umilić ten piękny, słoneczny dzień :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2017, 13:32

Nie wiem czy nadal jest sens abym się starała...

Jakiś czas temu mój mąż przez przypadek usłyszał od swojej mamy i siostry (która jest w ciąży), że to, że nie mamy dzieci to jej wina, czyli moja...

...jakbym obuchem dostała... oczywiście stanął w mojej obronie, ale ja już nie mam ochoty przebywać w ich towarzystwie...

wczoraj jak chciałam się poprzytulać do męża, to powiedział, żebym przestała bo i tak nie stworzymy pełnej rodziny...

...zabolało... i to bardzo...

zaraz mnie przeprosił, ale stwierdziłam, że moje staranie już nie mam sensu, bo wszystko wychodzi z mojej inicjatywy...

te nasze zbliżenia... to tak sobie myślę, ja się po prostu poniżałam...

Naprawdę odpuszczam, mam już dość, to nie tak miało wyglądać...

Na domiar złego dziś mam śluz taki serkowaty i trochę go jest, rano było sporo, teraz już mniej, ale nadal jest... boję się, że to jakaś infekcja. Do tego tam w środku nadal czuję rozpulchnienie, mniejsze niż było, ale jest...

Dżoana89 Rodzina w budowie 2 września 2017, 14:17

Ostatni wpis z czerwca, tak dawno mnie tu nie było. Dałam sobie spokój z mierzeniem temperatury z obserwacją siebie, chciałam wrzucić na luz. Jednocześnie chodziłam na wizyty do mojego ginekologa.
W środę miałam laparoskopię diagnostyczną - tak, doczekałam się jej, bo wiedziałam, że jest nieunikniona. Potwierdziła ona to, co przypuszczałam i pisałam kilkakrotnie - endometrioza. Czy to wyrok? Nie wiele wiem co dalej, wizytę mam za dwa tygodnie i wtedy też zamierzam zebrać zbiór informacji i wytycznych od lekarza. Wiele osób mów, że po laparo szybko się zachodzi i przy endometriozie trzeba próbować jak najszybciej... jaki to chichot losu, przeznaczenie, a może fatum, ze właśnie za dwa tygodnie mój K. jedzie na dwa miesiące do Niemiec. Właśnie teraz. Tak jakby cały świat chciał bym nie została matką. Czuję się jak mitologiczny Syzyf, ze wszystkich sił próbujący odwrócić koleje losu. I gdy już wydawać by się mogło, że jestem tak blisko, że teraz już musi się udać, cała praca, ból i cierpienie idzie na marne.
Codziennie zadaje sobie pytanie gdzie jest w tym wszystkim sens, ile jeszcze będę w stanie ciosów przyjąć, gdzie są granice mej wytrzymałości... Jedyne co mnie trzyma w całości i nie pozwala się poddać to Bóg. Gdzieś głęboko w sercu tli się nadzieja, że kiedyś On wynagrodzi mi mój ból, i wysłucha mych modlitw.
Kochane ufajmy Bogu, bo on jedyny jest źródłem ukojenia.

Ciąża zakończona 31 sierpnia 2017

Maria Anastazja już na świecie! Na razie wiele wskazuje na to, że będzie równie nieodkładalna jak jej starsza siostra ;-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2017, 19:38

gozik "Miłość na szkle" po stracie 2 września 2017, 21:03

Beta z dzisiejszego dnia 1398.Co odpowiada 5tyg.w pon ja powtórzę. Boję się...

Mamka92 Staramy się o rodzeństwo ❤ 20 stycznia 2021, 02:45

nasz malutki cud ma 1,5 miesiąca waży ponad 3 kg i rozwija się prawidłowo nie ma żadnych cech wczesniactwa. Jest mega kochana :*
Ciesze sie że jest cala i zdrowa!
Mamy już wszystko :*

efta historia jak ich wiele... 2 września 2017, 20:57

Iga ma 4 dni.

Wczoraj wyszłyśmy ze szpitala, teraz mam chwilę wolnego , a wiec czas na długi wpis i relacje z porodu i pobytu w szpitalu.

28 sierpnia w poniedziałek byłam na wizycie o czym juz pisałam , wtedy lekarz mnie zbadał i powiedział, że szyjka długa zamknięta i że na poród się nie zanosi. Wieczorem poszłam spać ze spokojem ducha. O 1:00 w nocy obudziły mnie bóle. Skurcze z brzucha i typowy ból miesiączkowy. Zlękłam sie, że może coś się zaczyna. Już nie zasnęłam wsłuchiwałam się w swoje ciało. Ból powracał co 10 -15 minut. Chwilę przed 2 wzięłm nospę licząc na to , że bóle miną. Przed 3 zdałam sobie sprawę, że się zaczęło. Wstałam z łóżka i poszłam pod prysznic. Starając się dobrze ogolić próbowałam się zrelaksować. Skurcze nie ustąpiły. Przed 4 rano obudziłam męza. Na spokojnie bez paniki dopakowywałam torbe do szpitala, kazałam męzowi zjesc śniadanie, bo wiedziałam, ze długie godziny przed nami. o 4:30 jechaliśmy do szpitala, bo skurcze miałam już co 5 minut.
Na izbie przyjęć krótko i rzeczowo. Poszliśmy na oddział. Tam powściągliwa w słowa i mało optymistyczna kobieta zaprowadziła nas pod salę zabiegową. Mąż czekał na korytarzu mnie wzięła na badanie. Miałam rozwarcie na palec. Poszliśmy na salę porodową. Była bardzo zdziwiona, że mąż chce być ze mną. Twardo rzekła, że po co, przeciez i tak przy cesarce nie moze byc obecny, a po cieciu przez dobę nie ma odwiedzin. I kazała jechać mu do domu, on stanowczo zaprzeczył wiec powiedziała, że ma czekać w pokoju obok. Ja miałam położyć sie na łóżko porodowe żeby zrobić KTG. Maz zaniósł moje rzeczy do pokoju w którym miał czekac i juz za chwile stał w drzwiach na salę gdzie lazałam. Jak połozna podłaczyła ktg i odeszła od mojego łózka zaraz był przy mnie. Cale szczescie nie wygoniła go. Minęła okropnie długa godzina gdy byłam podłączona i miałam lezec na wznak. Marzyło mi sie wstać i chodzić albo chociaz usiąść, nic z tego , miedzyczasie położna wypełniała dokumentacje, ktg sie pisało, skurcze nadal co 5 minut, pojawiła sie pani doktor, pobrano mi krew, chyba z 5 fiolek. Wkłuć kilka bo siermiega żył znaleźć nie mogła. W końcu wkuła sie w dłoń, mąż nieustannie przy mnie. Miedzyczasie pojawiła sie kolejna położna. Jak na złość musiałam trafić na france, z którą miałam na pieńku, ta co sie mnie pytała czy syna przez rękawiczke robiłam.
Cesarka miała być o 7:00 ale okazało się że w labie jakieś badanie nie wyszło bo się skrzep w krwi zrobił i trzeba było powtórzyć badanie. Tym razem krew pobiearała mi franca. Ta to się nie szczypała, od razu wbiła igłę w żyły w dłoni czyli tam gdzie najbardziej boli. Jeszcze na dodatek nie trafił i grzebała i grzebała. siniaka mam do dzisiaj.
O 7 rano pani doktor zdecydowała że jeszcze mnie zbada, nie wiem po co bo za chwilę miałam jechać już na bolok. Ta jednak chciała, a ja juz miałam założony cewnik, który piękł mnie niemiłosiernie jakbym miała co najmniej porządne zapalenie cewki. Do tego wszytkiego skurcze które się nasilały. Miałam dość. Ta się uparła, że jeszcze mnie zbada. Najgorsze badanie ever. Ale to wina cewnika. Nawet coś warknęłam do doktorki typu weźmie pani juz te ręce. Bo grzebała i sięgnąć szyjki nie mogła a ja jej tyłkiem uciekałam. Aż mi franca położna uwagę zwróciła, że grzeczniej do pani doktor mam się odzywać. Oczywiscie przeprosiłam i to wielokrotnie, bo to przeciez nie jej wina że mnie boli, choć nie uważam, żebym użyła jakiś nieładnych słów. Gdy mąż wrócił do mnie , bo na czas badania był wyproszony , a drzwi zostały zamknięte wymiękłam. Miałam dość. Skurcze męczyły, niewyspana, zestresowana wredna obsługa no nic tylko się rozpłakać, no i się rozpłakałam.
O 7:30 zawieźli mnie na blok. Po drodze widziałam mojego doktora na nfz , który z daleka krzyczał dzień dobry, zatrzymał się też koło mnie były ordynator - za którym nie przepadam ale ogólnie to jego osoba mi zwisa. To on mi robił HSG. Był miły wypytał który to poród, ile waży mała i ile ważyło poprzednie dziecko. Uscisnął ręke. Miły i usmiechnięty. Pocieszył jakimś dobrym słowem. nie pamiętam. Na bloku operacyjnym miła sympatyczna obsługa. Anestezjolog wypytał o poprzednie ciecie i zdecydował, ze poda takie samo, czyli wkucie w kregosłup i znieczulenie od pasa w dół. Niestety wkuwał sie dwa razy , bo pierwsze podejscie było nie udane. Gdy lezałam na stole pojawił sie moj doktor i były ordynator. Troche odetchnełam, bo do tego momentu nie wiedziałam kto bedzie ciął.
Chwila moment i opreacja się zaczeła. Nadal czułam nogi gdy, byłam przerażona że już zaczęli. Zrobiło mi się słabo w uszach zaczęło szumieć. Zaczęłam panikować. Wybraźnie czułam ból. Miałam juz cesarkę i wiedziałam , że bede czuła dotyk ale wiedziałam że nic nie powinno boleć. tym razem czułam rozpieranie, ciągnięcie i mocne szczypanie. Gdy rozwierali powłoki krzyczałam że boli, Przerwali operacje i chcięli mnie usypiać. Anestrezjolog zapewniał , że to moja wyobraźnia, że to nie ból tylko czucie , a czuć dotyk będę. Ponieważ ból był do wytrzymania nie chciałam żeby mnie usypiali.
Gdy wyciągali Igę , a raczej wyrywali bo tak czułam, ból był mocny , zagryzałam wargi i wstrzymywałam oddech. Okropne uczucie. Ale zaraz potem usłyszałam wielkie och jaka malutka, ach patrzcie w czepku urodzona. Spojrzałam w lampę nade mną i zobaczyłam Igusię całą białą od mazi. Leżała na moim brzuchu. (wczesniej w lampę bałam się spojrzeć żeby totalnie nie spanikować). Anestezjolog nadal przeżywał "czepek" , mówił, że nie widział jeszcze tak dużego kawałka błony płodowej. Czesto widuje strzępki ale nie takie coś. Podobno ludzie w czepku urodzeni mają dużo szczęscia w życiu, oby się to sprawdziło mojej córeczce. Lekarze kontynuowali operacje. Bolało znów przy jakieś czynności , chyba wtedy jak odsysali wnętrze brzucha, pewnie jak wyciągali łożysko ale już tego nie pamiętam. Spytałam która godzina była 7:55. Za chwilę przynieśli mi Igę do obejrzenia, zawinętą już w kokon. Cudowne uczucie móc po tak długim oczekiwaniu pocałować swoje dziecko. Buziak,ów dostała dużo .... płakałam. no i ja zabrali. Ja zaczełam się trząść. Miałam normalnie drgawki ale że parametry na monitorach pokazywały, że wszytko ze mną ok anestezjolog stwierdził, że to efekt stresu, nazwał to jakoś, reakcja po dużym przeżyciu/wstrząsie tylko jakoś medycznie nie mogę sobie przypomnieć tego sformułowania. Dokładnie o 8:15 lekarz oznajmił, że skończyli i wygłosił na głos regułkę. Ciąza 3 poród 2 , stan po cięciu cesarskim, brak zgody na poród naturalny... i coś tam jeszcze.
Zabrali mnie na salę pooperacyjną. podłączyli do monitorów i opatulili elektrycznym kocem. Nadal bardzo się trzęsłam, do tego staopnia , że aparat nie mógł zmierzyć mi ciśnienia. Po około 40 minutach zabrano mnie na oddział położniczy. Gdy wyjechałam z windy zobaczyłam męża. Czekał na mnie cały ten czas przy windzie w tym samym miejscu gdzie go ostatni raz zobaczyłam gdy jechałam na górę.
Oczywiscie położne krzyczały, że po operacji nie ma odwiedzin przez dobę! Wyprosiłam je że mąż wejdzie tylko na chwilę , że zdam mu relację z porodu i zaraz sobie pójdzie. Zgodziły się. Wjechałam na salę, przełożyły mnie na łóżko podłączyły kroplówki i zawołały męża. Był u mnie z godzinę, może ciut dłużej, aż go znów wygoniły. Międzyczasie przyszedł mój doktor i mówi: I co uparłaś się na cięcie, a poszło by dołem bez problemu. dziecko małe, wody jeszcze były, rozwarcie na 2 palce wszytko gładkie, no poszłoby jak nic... Porozmawialiśmy jeszcze o wadze małej, że usg wiele się nie pomyliło bo dobe wcześniej na wizycie maszyna wyliczyła wagę 2800 , a IGA ważyła 2720.
Reszta dnia minęła dość szybko, co chwilę była u mnie położna mierzyła ciśnienie, zmieniała kroplówki, czułam się pod dobrą opieką. Trochę pospałam. Wieczorem miałam za zadanie zejść z łóżka i przejść się po sali. Poszło dość dobrze, pamietam że po pierwszej cesarce bolało bardziej, tym razem dałam radę bez większych problemów. Na noc dostałam jeszcze zastrzyk z morfiny i udało mi się przespać większość nocy. AAA zapomniałam o najważniejszym przyprowadzono mi Igę na momencik, mogłam ją przytulić i pocałować, podpisałam pielęgniarce od noworodków jakieś papierki i ją zabrała i poszła. Wieczorem się upomniałam, że chciałabym ją nakarmić, bo tak miało być, czekałam długo i nikt nie przychodził. Dopiero późnym wieczorem mi ją przynieśli ale też tylko na chwilę i karmienia nie było :/
Moja córeczka jest cudna. Taka drobniutka, malusia. Zakochałam się na zabój.

Na tym kończę ten wpis, miał być bardziej obszerny, bo mam do opowiedzenia jeszcze kolejne 3 dni pobytu w szpitalu traumatyczne i okropne ale to może jutro. jestem zmęczona i bardzo obolała i cięzko mi siedzieć przy komputerze.
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/c1430bae1ae8.jpg

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)