34dc
Test rano negatyw- przyzwyczajenie.
Teraz zaczęły się lekkie plamienia. Ostatnio miałam piękny sen - dwie grube, soczyste krechy na teście ciążowym- szkoda, że to tylko sen- było tak pięknie.
Zaczynam 21 cykl starań, to już tak długo.
Zarodek rośnie, krwiak się nie zmniejsza, plamienia raz są, raz nie ma, brzuch raz boli mniej, raz więcej a raz wcale. Leżę i czekam na kolejne usg. Dr chciała za dwa tygodnie, ale wybiłam jej to z głowy. Nie wytrzymam tyle czasu nie wiedząc co się dzieje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2017, 13:46
38dc, 12 dni po odstawieniu duphastonu, jakies 10 po ostatnim ♥, 17 po tym na, które nadal skrycie liczę. Wszystko jednak mówi za tym, że pochrzaniony mam ten organizm na maxa, nawet lekarz był zdziwiony ze tyle dni po dupku i okresu nie ma. Testy ciagle negatywne, a jak nie nadjedzie ciotunia to mam jutro bete zrobic. Organizacyjnie kiepsko, pomiędzy jedna praca a druga mam jakiś 2 godzinki, mąż pojechal po bułki i test dla mnie, ale jsli wczoraj na 10miu widziałam jedna kreske to dziś na 25 mam zobaczyc co innego? strata kasy... wstaje z wyrka i koncze wczorajszy remanent szafy.
12:42 negatywny jak w morde strzelił, mąż mówi żebym się nie nastawiała bo to pewnie tylko moje hormony szaleją a nie ciąża, wiem że ma racje... mam zamiar sie zaopatrzyć w zioła. Opinie czytam bardzo pozytywne, a ziółka lubie pić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2017, 12:44
Wczoraj była punkcja, pobrano 7 komórek. Dzisiaj dostałam maila ze 5 sie prawidłowo zapłodnilo, jedna zdegenerowała a jedna nie wykazuje oznak zapłodnienie ale hodują ja dalej. Trzymam kciuki za wszystkie. Rośnijcie zdrowo.
I znowu postanowiłam tutaj wrócić.
Kornelka ma już 7 miesięcy a za 11 zaczniemy starania o jej rodzeństwo 
Dawno mnie tutaj nie bylo...
Transfer nr 5 - nieudany 
Straszny ból i rozczarowanie...
Immunologia poszła w ruch.
Wyniki... masakra immunologiczna 
Niestety to byla raczej ciaza biochemiczna ;( dostalam @ ;( nie mam juz sil ani pieniedzy na dalsza walke ;( nigdzie nie umieja mi pomoc ;(
Ciąża zakończona 5 listopada 2017
Niestety @ przylazla
ciaza biochemiczna raczej 
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2017, 15:52
17 cs
19 dc
4 dpo
Dzisiejszy wpis będzie o tym, z czym prawdopodobnie zetknęła się większość z nas.
Negatywne emocje już opadły, poszły sobie.
Poukładałam sobie wszystko w głowie mniej więcej - pojawiła się akceptacja i wtedy nadszedł dzień Wszystkich Świętych.
Wiecie co mnie zaskoczyło?
Napotkani ludzie na cmentarzu, jacyś starzy znajomi i dalsza rodzina ze strony męża bezczelnie wpatrująca się w mój brzuch ukryty pod ciepłym płaszczem z bezpośrednimi pytaniami: a u was jak tam, dziecko już jest? to kiedy się staracie? nie staracie się nic ?!
bo wiecie, potem to takie problemy są, dziewczyny te wszystkie tabletki biorą, dzieci się różne rodzą, dwojaczki, trojaczki, nie ma co zwlekać
Stałam, słuchałam i myślałam: kurwa, nie wierzę. Nie mogłam zdecydować się na reakcję. Prawdopodobnie byłaby aspołeczna, więc postanowiłam nic nie mówić, a mąż grzecznie coś tam poprzytakiwał. On jest ekstrawertcznym optymistą, stwierdził, że na pewno nie mieli złych intencji.
Pomyślałam: Boże wybacz im, bo nie wierzą co czynią. Empatią nieobdarzeni.
I jeszcze klasyczne złote rady: wystarczy nie myśleć, a samo przyjdzie - rady od osób, które właśnie oświadczyły, że zaszłym w pierwszym cyklu starań. Brawo, ale co ja mam niby sobie z tym zrobić?
Takie rady można sobie w dupę wsadzić, jak się ma problem.
Swoją droga ciotki klotki, dalekie kuzynki czy dawni znajomi - okazuje się, że są specjalistami od wszystkiego. Już nie tylko od piłki nożnej, zdrowia ale także niepłodności.
Cieszę się, że moja kondycja psychiczna się poprawiła, bo pewnie wcześniej byłoby mi smutno i wróciłabym do domu z płaczem, poczuciem niesprawiedliwości.
Nie zaraz, to ostatnie dalej mam.
To jest po prostu przypadek, że jednym się udaje, a innym nie. Różnie trafia. Jak z chorobami.
Mój wykres w tym miesiącu wygląda przyswoicie. Ale odkąd wiem o moich problemach, prowadzę go czysto informacyjne. Bo wiem, że testować nie będę, to tylko czas czekania na @, wyrównanie tsh i werdykt co dalej.
Czy takim zestawem: małą ruchliwoscią plemników, wysokimi andorgenami, prawdopodobnie problemem z nadnerczami, świrujacą tarczycą i za wysokimi komórkami NK da się uzyskać ciążę? I donosić szczęśliwie?
9+0
wg USG 8+4 (różnica według pierwszego USG to TYLKO jeden dzień) - czyli żadna.
Bobek ma troszkę ponad 2 cm.
Także nagle dzieć w 6 dni urósł 1 cm. Te pomiary na NFZ to o kant tyłka - tylko przysporzyły nam stresu.
Serduszko puka, wszystko jest w porzadku.
Za tydzień w czwartek zakładamy kartę ciąży, a w sobotę jadę zrobić krzywą (z racji IO, mam zrobić już teraz)
A nasz bobek wygląda jak mały MIŚ, z rączkami i nóżkami.
![]()
Dziękuję Wam za wsparcie, jesteście nieocenione.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2022, 19:56
Dziś cząstka mnie umarła.. mój mąż powiedział, ze nie chce mieć dziecka… bo boi się, ze nie damy sobie rady finansowo… jestem załamana.. wyszedł z domu… zostawił mnie samą w pol słowa.. a ja siędzie i płacze i tylko tutaj mogę wyrzucic cały smutek jaki teraz mam w sobie.. nie wiem co robić
myślałam, ze on tez tego pragnie tak jak ja..
czy to początek końca?
Kochane moje...
Nie wiem czy ktos tu jeszcze zajrzy ale przedstawiam Wam mojego dwuletniego kawalera. Fabus... Szczescie moje i pociecha ❤
Ide poczytac te z Was ktore nadal pisza ;*

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 listopada 2017, 20:51
4. CYKL. 19dzień.
Jakoś jestem spokojna, nie nakręcam się już, mineło mi to, bardzo pragnę dziecka aczkolwiek wiem że gdybym nie przestała o tym myśleć nie miałabym chęci do niczego 
a przecież mam cudownego synka i dla niego muszę się starać aby był szczęśliwy.
W tym cyklu piję ziółka bardzo mi smakują i działają na mnie uspokajająco.
Jedyne co mnie martwi to to że zawsze po owulacji mam wilczy apetyt.
Nie wiem co to może oznaczać. Czyżby jakąś chorobę albo jakieś problemy z hormonami?
po nowym roku wybiorę się na badania 
25 dc
No cyrk jakiś. Wczoraj zanim jeszcze wyszłam do pracy naniosłam temperaturę na OF i on mi odznaczył owulację z 20dc i dziś nadal cisza. Z tego co pamiętam była informacja, że to ja sama zaznaczyłam termin owulacji, ale tak nie było tym bardziej, że oznaczona była pełną kreską na czerwono a nie na czarno.
I drugie co mnie nurtuje to ta temperatura utrzymująca się prawie na tym samym poziomie (zawsze mi skakała).
Czyżby cykl bezowulacyjny?
I po co mi ten stres?!
Dziś jadę zapłacić zaliczkę na szafę i regał na książki do sypialni
Do świąt w końcu spakuje się do szafy a nie ciągle na kartonach i workach
A najważniejsze to, to, że moje książki w końcu stanął na półki. Szkoda tylko, że ten regał nie za duży będzie, na moją liczącą prawie 1000 tytułów kolekcję.
W sumie to mam jeszcze jedną ścianę wolną naprzeciw okna w dużym pokoju, to w ostateczności....
Miłego dnia Kochane 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2017, 06:24
17 t 2 d
Dziś czas na co dwutygodniowe ważenie i pomiary. Dziś doznałam szoku stając na wadze! to nie dzieje się na prawdę! jakaś masakra
+ 2,9 kg ciągu 2 tyg... ehh no a teraz trochę liczb:
data: 18.08 /06.09 /14.09 /1.10 /11.10 /25.10 /06.11 /ile na +
waga: 72,6 /73,9 /74,0 /75,2 /76,1 /76,5 /79,3 kg / +6,9 kg
biust: 96 /97 /98 /99 /101 /100 /103 cm / +7 cm
talia: 78 /79 /78 /80 /82 /82 /84 cm / +6 cm
oponka: 93 /92 /94 /93,5 /94 /96 /99 cm / +6 cm
biodra: 105 /104 /1004 /104,5 /105,5 /105 /109 cm / + 4 cm
udo: 61,5 /61 /61 /62,5 /62,5 /63 /64 cm / +2,5 cm
jak tak dalej będzie dużo skakać to do porodu dolecę do 20 kg na plusie. ehh.
ok było chyba trochę za dużo słodyczy i za mało wody ostatnio. i mało ruchu. no ale czas się za to brać bo kolejne ważenie nie może pokazać już 80 kg!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2017, 09:49
Beta 328 ❤
Wielmożna Pani @ przylazła..
teraz w najblizszych dniach skupie sie na rozmowie rekrutacyjnej, glowe odsune od starań na chwilke przynajmniej, a potem cos wymysle.
Tak sie zastanawiam czy moze IUI ponowic..? hmmm... potem oczywiscie zrobimy to podejscie na naturalnym cyklu, ale chcialabym jednak odrobine podstymulowanym choc clostilbegytem, zeby chociaz te 2-3 jajka byly.. Jedno jajco, to tak malo kiedy u mnie zarodki padaja tak szybko..
takze plan jest taki:
- wyjsnic co z rekrutacja (a pewnie nic z tego nie wyjdzie)
- czekac na maila od Paśnika, jaki ma pomysl, zeby moja immunologie ułagodzic
- jesli bedzie nowa praca, to w styczniu lub lutym, jesli nie bedzie nowej pracy, to im szybciej tym lepiej podejscie ivf na cyklu naturalnym z wszystkimi mozliwymi dodatkami jesli chodzi o nasienie.
a o tym iui najwyzej potem pomysle.
Rozmawialam z M wczoraj, w koncu porozmawialismy co dalej i to M zaczał tą rozmowe. Bardzo wziął sobie do serca to, że znajomy ciotki ktory go dopiero co poznał a dosyć celnie potrafi ocenić osoby, powiedział o nim, że jest dużym dzieckiem... wiec M postanowil rozpoczac powazna rozmowe sam 
i super. ja nie mialam sily zeby ją znowu zaczynać.
M powiedzial, ze nie podoba mu sie takie mega ingerowanie w organizm. Stymulacje te wszystkie, szczepienia itd.. to mu w tym in vitro i ewentualna dalsza walka z immunologia przeszkadza.. ze walczymy przeciwko naturze.. ze az tak ingerujemy... hmm... no ciekawe.. nie wiedzialam ze ma z tym problem... gdybym wczesniej wiedziala to bym mu tylu szczegolow nie mowila, nie pokazywala, nie ciagnela na wizyty, moze czułby sie spokojniej i nie chcial tak szybko rezygnowac.
Sam natomiast poczytal o adopcji.. chyba juz wie ze to nie takie proste, ze trzeba byc malzenstwem min 5 lat i sa 3 etapy. Dopowiedzialam mu jeszcze ze po 35 roku zycia chyba sie noworodka nie dostanie, tylko duze dzieci..
No nic, na razie troche spokojnie pogadalismy, moze i bedzie chcial jeszcze troche poprobowac, powiedzialam mu jak dla mnie wazne jest to zeby walczyc o nasze geny, ze wierze ze mozemy miec jeszcze nasze genetyczne dziecko, ze ja chce o to walczyc..
moze te ivf na naturalnych cyklach, moze wlasnie iui.. zobaczymy... ale widze ze brama jeszcze nie jest calkiem zamknieta..

Kochane na szczęście, żeby każdej z was przyniósł taką maleńką fasolkę 
Chech i mam też coś dla tatusiów aż się popłakałam 
List do świeżo upieczonego Taty
Brawo! Przebrnąłeś przez dziewięć trudnych miesięcy. Starałeś się stanąć na wysokości zadania. Musiałeś dbać nie tylko o swoją kobietę, ale też o tego małego Ktosia, który w niej rósł. Dzielnie znosiłeś zmiany nastroju. Częściowo byłeś na to przygotowany, bo przecież ciągle słyszy się anegdotki i opowiastki o zachciankach ciążowych. Czasem zdarzały się chwile, że nic już nie rozumiałeś. Jak można aż tak rozpaczać nad takim bzdetem. Byłeś przerażony, skąd w niej tyle agresji, a już za chwilę patrzyłeś z niedowierzaniem jak łka przed telewizorem - to tylko jakaś głupia reklama... Zdarzało się, że włączał Ci się odruch obronny i powiedziałeś coś, czego nie chciałeś powiedzieć. Tylko święty by wytrzymał. Z drugiej strony tylko Ty wiesz ile razy wstrzymywałeś oddech i powtarzałeś sobie "to nie ona, to hormony". Z każdym miesiącem patrzyłeś jak się zmienia, jak każdego dnia coraz bardziej kogoś przypomina... może... mamę? Tak ona już dawno pokochała to maleństwo. Była gotowa oddać za nie swoje życie, może od momentu pojawienia się kreski na teście, może od pierwszego USG, może od pierwszego ruchu. W Tobie miłość dopiero zaczyna się rodzić.
Co poczułeś, kiedy po raz pierwszy zobaczyłeś tego pomarszczonego, sinego, umazanego potworka - najpiękniejszą istotę na świcie? Strach, szczęście, odpowiedzialność, ulgę, przerażenie? A może wszystkiego po trochę.
Teraz jest ich dwoje do kochania. Nareszcie. Myślisz, żeby jak najszybciej zabrać ich do domu... sielanka? Jeszcze nie!
Pomyśl - ta cała burza trwała dziewięć miesięcy. Dziewięć miesięcy zmian. Twoją kobietą targały wszystkie możliwe emocje. Zaszły ogromne zmiany w jej ciele. Teraz ten proces musi się odwrócić! Tak, musisz przejść to jeszcze raz! Są jednak pewne różnice. To co trwało 3/4 roku teraz skompresuje się i potrwa ok. 6 tygodni. To już nie burza, to prawdziwy huragan! Poza tym do tej pory była skupiona na sobie, a dokładniej rzecz ujmując, starała się zapewnić Waszemu dziecku wszystko, co najlepsze jedynym znanym sposobem - dbając o siebie. Teraz obok niej leży istotka oddzielna, a zarazem tak mocno od niej zależna. Teraz Twoja kobieta jest matką. Sama jeszcze tak mocno obolała, musi zaspokoić wszystkie potrzeby Waszego dziecka.(Czy wiedziałeś, że ludzkie ciało może wytrzymać do 45 jednostek bólu? Przy porodzie kobieta wytrzymuje ich 57. Można to porównać do łamania 20 kości w tym samym czasie).
Czego możesz się spodziewać (choć nie zawsze)? - Będziesz zmęczony, ale ona będzie padać ze zmęczenia. Będziesz zagubiony, ale ona będzie sfrustrowana. Będziesz przygnębiony, ale ona będzie załamana. Poczekaj, dasz radę, przecież tylu przechodziło to przed tobą. Mamy dla Ciebie kilka rad, jak przetrwać ten trudny czas:
Będzie się na Tobie wyładowywać. Nie bierz tego do siebie. Ona tak nie myśli - to hormony i zmęczenie. Na kim ma się wyładować, jak nie na swoim mężczyźnie - ostoi, człowieku, na którym zawsze mogła polegać.
Będzie popełniać błędy, ale kto ich nie popełnia. Ty tych błędów nie wypominaj, to nic nie pomoże, a jedynie pogorszy sprawę. Lepsze efekty osiągniesz chwaląc ją. Mówiąc, że świetnie się sprawdza w nowej roli. To naprawdę ciężka praca.
Jeśli to możliwe weź kilka dni wolnego. Ona oczekuje, że spędzicie razem czas. Będzie miała pomoc i wsparcie, a Ty poznasz lepiej nowego członka rodziny.
Zapytaj ją, co myśli o tym, by odwiedzali Was goście. Jeśli sobie tego życzy, trzymaj gości od niej z daleka. To nie czas na wymądrzanie się osób trzecich. Niech się dowiadują o zdrowie jej i maluszka (może telefonicznie), ale niech nie męczą wizytami.
Nie licz, że po powrocie z pracy dostaniesz podany ciepły obiadek - Ona jeszcze nie wyszła z pracy. Jeśli spotka cię miła niespodzianka i zastaniesz zupę - uciesz się i pochwal ją. Jeszcze przyjdzie czas na dbanie o dom.
Nigdy, przenigdy nie porównuj jej z Twoją mamą. To dla niej ogromny cios. Twoja mama jest wspaniałą kobietą i na pewno też przechodziła trudne chwile, ale jej czas na bycie mamą niemowlaka minął. Teraz niech będzie babcią. A babcie mają zdecydowanie inne zadania.
Być może Twoja kobieta oczekuje pomocy rodziców i teściów. Ona tę pomoc widzi jednak trochę inaczej niż Oni. Nie chce, by ktoś tulił i uspokajał Wasze dziecko. Znacznie bardziej ucieszy ją przyniesiony obiad własnej roboty, czy stos wyprasowanych ubrań. Dobrze jeśli od czasu do czasu ktoś zabierze maluszka na spacer. A ona w tym czasie nie będzie myła podłóg, tylko weźmie prysznic wymaluje się, poczyta, czy po prostu godzinęsię prześpi.
Znajdź sobie zajęcie przy dziecku - taką chwilę tylko dla Was. Dobrym pomysłem jest kąpiel. Mężczyźni radzą sobie z tym świetnie (znacznie lepiej niż kobiety, ale o tym ciiiii), a dziecko czuje się bezpieczniej w silnych rękach taty.
Seks? Hmmm, no właśnie seks..... Z jednej strony powinieneś dać jej trochę czasu na wygojenie się ran. Dobrym rozwiązaniem jest zaczekanie do pierwszej kontrolnej wizyty u lekarza. Z drugiej strony, będzie oczekiwała bliskości. Przytulenia, pocałunku, masażu. Jeśli będziesz tego unikał, pomyśli, że jest brzydka, zaniedbana a może nawet że się jej brzydzisz (pamiętaj-hormony)!
Prawie każda kobieta przychodzi tzw. Baby-blues. To normalne. Gdy zauważysz, że ten stan się przeciąga, a ona sobie nie radzi, może być to już stan patologiczny - tzw. depresja poporodowa, która może wymagać konsultacji ze specjalistę. Ty też możesz pomóc swoim wsparciem, ale czasem tylko wizyta u psychologa/psychiatry da szybkie i wymierne rezultaty. To żaden wstyd - wiele kobiet (a właściwie całych rodzin) cierpi z tego powodu
To wszystko brzmi przerażająco, wiem, ale to tylko przejściowe kłopoty. W dużej mierze od Ciebie zależy, czy szybko sobie z nimi poradzicie. Czujesz, że ten mały berbeć zabiera Ci ją. Ten mały berbeć jest Waszym dzieckiem, ale szczególnie potrzebuje właśnie jej. Minie trochę czasu i role się odwrócą. To tata stanie się autorytetem i towarzyszem najlepszych zabaw. Pozwól jej być matką, wspieraj ją, a zobaczysz jak szybko zatęskni za byciem kobietą, Twoją kobietą.
Wieści z dziennika pokładowego.
Ten tydzień postanowiłam rozpocząć hucznie: zbadaniem hormonów tarczycy. Pierwszy raz od bardzo dawna krew poleciała ładnie do probówki, tylko raz byłam kuta i nic nie bolało
Przy okazji z rana załatwiłam zakupy spożywcze na ten tydzień i rozliczyłam się z księgową.
Za to praca umysłowa idzie mi jak krew z nosa. Czuję się jakaś spowolniona.
No więc moje 30-60 minutowe przerwy od brania letroxu do zjedzenia posiłku przyniosły taki efekt, że po miesiącu tsh z 4,5 spadło do 2,42 a Ft4 jest jakie było - 17 (norma 12-22). Zobaczymy, co jutro doktorek powie na to wszystko.
Prędko do inseminacji nie podejdę - mam mieć tsh około 1,5.
Co do odczuć - czuję się taka wzdęta.
Drugi cykl ćwiczę jogę - ale wybieram spokojniejsze ćwiczenia. To chyba one pomagają mi utrzymać względną równowagę psychiczną. Nie jest to łatwe. Tak jak mmb wspomniała, u mnie też panuje baby boom - wszystkim rodzą się dzieci, a ja chadzam na urodziny, chrzciny, roczki, komunie. Słucham "narzekań" młodych matek, ile to prania, a ile sprzątania, a ile prasowania, a jakie to zupki, a jakie kupki, ile ząbków. Taki mają etap w życiu, a my niepłodni utknęliśmy trochę w rozdziale pt: "rozmnażanie" a raczej jego próby.
Wczoraj przypadkiem trafiłam na youtube na afirmacje ułatwiające zajście w ciąże. Czytała je kobieta, w moim odczuciu o nieco przerażającym głosie. Przesłuchałam je. Trochę to śmieszne było: np. moje jajeczka są szczęśliwe itd.
Ale coś w tym musi być - samospełniająca się przepowiednia. Znam kilka osób, które zaszły w ciąże bo nie wiedziały lub nie były świadome swoich schorzeń: endometriozy, hashimoto - i bez leczenia zaszły, mają zdrowe dzieci.
Pozytywne nastawienie nic nie kosztuje, więc będę przed snem powtarzać sobie, że mam wesołe jajeczka, a moje ciało jest gotowe do dawania życia, chętne je podtrzyma i pozwoli urodzić zdrowe, śliczne dziecię.

Zobaczymy, co wyjdzie z tego eksperymentu.
Dziś jest 6 listopad 2017 rok.
Zostało mi kilka dni do @. Jestem całkowicie rozdarta. A ten pamiętnik traktuję dziś jak swoje lekarstwo.
Nie mogę się już doczekać wizyty u androloga. Chce już zacząć leczenie, by jak najszybciej ono nastąpiło, by wszystko w końcu było dobrze. By ten koszmar w końcu się skończył! Tak wiele problemów składa się na raz... Mam wrażenie, że to życie toczy się całkowicie poza moją kontrolą. Zerowy wkład w to życie... Czuję taką ogromną bezradność... A ta bezradność jest najgorszym uczuciem jakiego człowiek może doświadczyć...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.