Dzisiejsza poranna sytuacja:
Mąż (szukający swojego blistra z witaminą D): moja koleżanka, co tak się zna na suplementach, to mówi, że ja to chyba powinienem brać z 6000 iu witaminy d i to z witaminą K2....
Żona: może i tak, ale po badaniu...(w myślach: od pół roku trąbie o K2 i łykam jakoś od dwóch miesięcy)
Mąż: ta koleżanka też się stara o dziecko i łyka tak dużo suplementów, chyba z osiem
Żona: tak mało?
Mój osobisty mąż nawet nie wie jaką torbę suplentów i leków wożę ze sobą i łykam w ciągu dnia
ach, wiedział tylko, że koleżanka łyka metyle tak jak ja (brawo on).
Ubawił mnie, ale jego mina była bezcenna gdy wysypałam na stół swój arsenał, który przecież on zamawia na różnych stronach internetowych.
Dziś wieczorem pierwsze zastrzyki, ulotki już chyba znam na pamięć, zobaczymy jak wypadnę w praktyce
Mąż oczywiście zajęty (na widok igieł robi się siny, a na widok zastrzyku odpływa), będę sama. Może i lepiej, bo tylko by mnie drażnił 
10cs, 1 dc
I znowu od początku... w tamtym cyklu byłam zła i wkurzona na cały świat, pozabijałabym połowę ludzi, którzy zbliżyli się chociaż na metr.
A teraz? teraz jest mi smutno... bardzo smutno... Lecą ciągle łzy... i czuję totalna bezradność i bezsilność... Mam już dość tych starań, już nie chcę.
15dc
Ovufriend daje mi zielone światło i sugeruje dni płodne, a tu nie mam z kim dzieci robić. Nie lubię tego. Mam nadzieje, że owulacja już jednak może była w weekend, ewentualnie wczoraj... nadzieja matką...
Mini wzrost temperatury w sumie był... zobaczymy jutro rano.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2017, 16:21
23 tydzien,
Zaczynam zmieniać się w łowce. Poluje na rabaty i zniżki - słowem dobre ceny. Staje się w tym nawet niezła. Na oku mam też fb konkursy. Wszystko dla szkraba. W tym m-cu poszalałam kupując mu mnóstwo rzeczy - zdecydowałam się na rożek, komplet pościeli, dwa kocyki... jak tak dalej pójdzie to za chwilę będę miała cały komplet wyprawki 
20 listopada 2017
Kontrolne badanie nasienia
Ciągliwość (lepkość): znów nieprawidłowa (wtf?!)
Ruch postępowy: 8% (było 12%, norma >32)
Ruch szybki: 0% (było 0%)
Ruch całkowity: 20% (było 27%, norma >40)
Morfologia: 2% (było 3%, norma >4)
Żywotność (VIABILITY): 63% (było 51%, norma >58)
Żywotność (HOST): 65% (było 55%, norma >58)
Od ostatniej wizyty w klinice (7 sierpnia 2017): suplementacja + ograniczenie treningów (więcej odpoczynku).
Wygląda na to, że niewiele to pomogło...
Wreszcie udało się odebrać dokument z wynikiem testu PCT. Brak ruchliwych plemników, stwierdzono za to liczne leukocyty (na 100% moje, bo trzy dni przed testem w nasieniu męża ich nie było).
21 listopada 2017
Posiew nasienia - wszystko OK
Dostałam na maila wczorajszy wynik moczu, miałam dobre przeczucie, wynik jest ok, wyszły liczne szczawiany wapnia,znowu....ale bakterii brak. Czekam jeszcze na posiew, no ale tu poczekam kilka dni.
Pierwsze koty za płoty, jeśli chodzi o zastrzyki. Byłam nieźle zestresowana, ręce mi się trzęsły 
Młody, żeby zbytnio nie interesować się co mama robi dostał pozwolenie na gry, zatem miałam przynajmniej dziecko z głowy 
Uszykowałam akcesoria, ulotki i do dzieła. Odetchnęłam, rozluźniłam się (no powiedzmy
). Na pierwszy ogień poszedł Gonal, tu poszło dość gładko, obsługa pena jest dość prosta. Gorzej było z Mensinormem, miotałam się przy igłach, oczywiście je pomyliłam, nie mogłam nabrać płynu do ampułkostrzykawki, no ale jakoś się udało.
Przydała się oponka pociążowa na brzuchu, miałam w co wbić igły
Szczerze byłam zdziwiona, że prawie nie bolało. Siniaków też sobie nie narobiłam. To były pierwsze zastrzyki, jakie sobie w życiu podałam
Cała procedura z miotaniem się, kłuciem igłami po paluchach zajęła mi około pół godziny, dziś już pójdzie sprawniej 
Czuje się trochę dziwnie, nic mi nie jest, ale jest dziwnie.... 
Dzień przed transferem.
Jutro będę w ciąży.
Czuję spokój, wierzę, że się uda.
Jeszcze rok temu, nie brałam IVF pod uwagę - a teraz zabieram mojego mrozaczka do domku.
To coś niesamowitego.
Jestem pełna nadziei - musi być dobrze. Czuję, że to jest nasza droga, do zostania rodzicami.
Oprócz wizyty u dzidziutka, jak będziemy wracać, planujemy wjechać do kościółka w którym braliśmy ślub.
Dobra duszyczka szepnęła mi też że 25.03 jest Dzień Świętości Życia - czyż nie mogło być piękniej? Nasz kropuś zacznie się wtedy wgryzać.
To już jutro.
🙏🙏🙏
16 cs, 27 dc
Mój wpis we wrześniu był całkiem pozytywny... Od tego czasu minęły ponad 2 miesiące...a ja się czuję najfatalniej od początku starań. Muszę to napisać, mam serdecznie dość. Czuję w sobie ciśnienie, które rozsadza mnie od środka. Jestem na granicy wybuchu. Sama już chyba nie dam rady. Dziś zapisałam się na pierwszą wizytę do psychologa. Mam nadzieję, że to wniesie pozytywny powiew do mojego życia.
Ostatnie miesiące były całkiem przyzwoite,ale 2 dni temu dowiedziałam się, że moja przyjaciółka zaszła w 1 cs w ciąże. Od razu po ślubie. Chciała i ma. Od razu. Bez zbędnej zwłoki. Niemalże natychmiast. I to mnie przytłoczyło. To, że ma takie szczęście, którego mi tak brakuje. 16 cs, to jest prawie półtora roku. To jest dla mnie taki ogromny szmat czasu, że nie potrafię tego opisać słowami. Wszyscy wokół w tym czasie zaszli w ciąże lub urodzili. W tej chwili wśród moich znajomych jest tylko 1 para, która nie ma dzieci. Z tym, że ona ma dopiero 24 lata... więc ma jeszcze czas.
Zostałam ja... gorsza, beznadziejna, bezradna, wykluczona społecznie, niedołężna, niepłodna stara baba.
Potrzebuję pomocy.
Tak w ogóle to 2 dni do @ a ja wiem, że to kolejny cykl w którym się nie udało. Czuję brak objawów. Wyobrażacie sobie taką pustkę jak brak objawów? Nie jestem już w stanie sobie nawet ich wkręcić.
Clo, dexametazon, inofem, wit d... tyle leków i wielkie NIC. N I C, które dziwięczy w uszach i powtarza się jak echo.
Lepiej mi jak to wszystko opisałam.... co nie zmienia faktu, że potrzebuję pomocy. Nie radzę sobie, chce mi się WYYYYYYĆĆĆĆĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Niedługo drugi miesiąc bez seksu ze względu na szycie w pochwie. Do tego czas tej sztucznej menopauzy dłuży mi się niemiłosiernie. Jak dobrze policzyłam to 24 stycznia wezmę ostatnią tabletkę. Więc jeszcze trochę muszę tego wziąć... A chciałabym znowu mierzyć temp, sprawdzić czy pęcherzyki pękają. Chociaż czasem mam dość i w ogóle nie chce mi się myśleć o wycieczce do lekarza.
Zaczynają bulgotać mi jelita... znowu, a długo był spokój.
Mąż bierze tabletki od mojego lekarza, chociaż tyle, że zanim skończę tą menopauzę to u niego leki powinny już zacząć działać.
Ciąża zakończona 28 listopada 2017
Po 9 miesiacach nieobecnosci postanowilam napisac dwa slowa w tym pamietniku.
9 miesiecy nadziei, placzu, nerwow. Dziesiatek badan, wynikow, braku diagnozy. Depresji. Niekonczacej sie depresji i w koncu decyzji. Nie wiem czy dobrej, czy zlej, czy powzietej z braku sil i alternatywy, czy rzeczywiscie wynikajacej z doglebnej analizy faktow. Decyzji o in vitro.
Jutro pierwszy dzien cyklu (dzis juz plamie, wiec wiadomo, ku czemu to zmierza), pojutrze pierwszy zastrzyk. Leki chlodza sie w lodowce od okolo 2 miesiecy, nadszedl ich czas. Nie mam sily dalej ludzic sie nadzieja, ze moze w tym miesiacu, skoro od ponad roku rezultat jest taki sam. Jestem wrakiem czlowieka, nie cieszy mnie nic. Nalozylam maske, bo boje sie wlasnych reakcji, wiec nawet przed najblizszymi udaje, ze wszystko jest pod kontrola. A nie jest. Moze ta ostatnia proba pozwoli mi sie uspokoic, bo tak zyc nie mozna. Jesli nie wyjdzie, a na to sie nastawiam, to przynajmniej bede wiedziala, ze sprobowalam, ze zrobilam wszystko...
Jestem wściekła. Nie wiem czy bardziej na siebie, czy na to cholernie niesprawiedliwe i popieprzone życie. Znowu tu jestem. Znowu czekam. Już tu byłam. Dwa i pół roku temu przeszłam operację wyłuszczania mięśniaka. Kilka miesięcy przymusowego postoju przed staraniami. Tak bardzo pragnęłam dziecka... Mój ówczesny stan psychiczny nadawał się wtedy pewnie do pomocy psychologicznej. Ja wylewałam swoje gorzkie żale tutaj. Wtedy pomagało, może pomoże i teraz...
Urodziłam córkę, postanowiliśmy postarać się o kolejne Maleństwo.
Poroniłam. Do szpitala trafiłam 11.11, dzień później Maluszek mnie opuścił, 13. miałam łyżeczkowanie. Dni zlały mi się w jedno. Dziś zapytana z zaskoczenia pewnie odpowiedziałabym, że Święto Niepodległości obchodzimy 12. listopada. Dwie godziny temu usłyszałam to, czego nie chciałam usłyszeć. Że znowu musimy czekać. 3 miesiące. Znowu to samo. Znowu to wielkie pragnienie, znowu w najbliższym otoczeniu kilka babek w ciąży. Nawet zaszły w tej samej konfiguracji co ostatnio. Niby 3 miesiące to niedługo. Ale ja sobie ich nie wyobrażam. Nie teraz. Dla mnie to cała wieczność. To przecież 1/3 ciąży.
Jestem wściekła na siebie, na swój organizm. Dlaczego się nie udało? Dlaczego znowu muszę czekać? Mam ochotę coś rozpieprzyć. Wrzeszczeć, że co ja niby takiego zrobiłam? Podobno gniew to jeden z etapów żałoby. Chyba właśnie przez niego przechodzę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2017, 22:35
Kocham aliexpress
Przyszła dziś pierwsza z 22 zamówionych rzeczy
Najbardziej nie mogę się doczekać henny do malowania "tatuaży" i kolczyków. I naszyjnika. W zasadzie dwóch. I bielizny do "spania"
Widziałam tam nawet tabletki na "płodność" 
Po wczorajszej wizycie u Psychologa zrobiło mi się trochę lepiej ale i tak za bardzo nie wiem jak sobie z tym poradzić.
Powiedziała, że muszę brać pod uwagę wszystko. To, że może będziemy mieć dzieci i to, że może ich nie być.
Ja wiem, że tutaj nie jest moje miejsce. Że ja marzę o wyrwaniu się stąd, daleko od towarzystwa które mnie rani, od dzieci znajomych, udawania szczęśliwości par wokół mnie/nas.
Tylko czy A. też by tego chciał ?
16dc
Chyba udało nam się wstrzelić z owulacją w weekend 
temp. z wczoraj to 36,46
a dzisiaj już 36,74 więc ładny skok.
Ovufriend wyliczył mi owulacje na niedziele, ale to różnie może być, bo sob, nd nie mierzyłam temperatury i wpisałam tam z piątku... Ale w niedziele miałam najsilniejsze bóle owulacyjne, więc może akurat...
6t + 4d
Jutro wizyta mam nadzieję że zobaczymy
. Ogólnie to jestem jak kupa
totalny brak energii, śpię ile się tylko da, czasem pobolewa podbrzusze, cycki jak balony, gazy, mdłości na pusty żołądek, 1 raz żyganko, ciągle chce mi się siusiu i zjadłabym coś a sama nie wiem co. To tak w skrócie co u nas 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2017, 21:54
No to po wizycie. Badanie nie było, bo miałam już w tym roku, było wszystko dobrze. Taka konsultacja wyników. Dostałam skierowanie na HSG.... Boję się... Pani doktor mówiła, że może się udało i jednak hsg nie będzie potrzebne... Okaże się i mam nadzieję, że to "może" będzie za "chwilę na pewno" się udało...
Buziaki
28-11-2017
39 dni do TP
Kolejny błogi, leniwy wieczór... Arturo śpi, ja robię, co chcę, nie muszę karmić, przewijać, usypiać noworodka... więc czego mi brak? Hellou, dlaczego tęsknię? Dlaczego chciałabym zobaczyć, jakie ma oczka, usteczka, paluszki moja mała córeczka? Jest tak blisko mnie, jak nigdy już nie będzie, a jednocześnie jakby dzieliły nas lata świetlne... Czy cały ten miesiąc będzie taki pełen niecierpliwości, pomimo że tak niewiele czasu zostało?
Czekanie na betę, czekanie na wizytę, czekanie na połówkowe, na badania i testy, wieczne czekanie, a po narodzinach jest to tylko wspomnienie uciekające za mgłę...
Przewertowałam pamiętniki Dewy, eM i Julity z ostatnich dni pierwszej ciąży, by sobie przypomnieć, jak na moim miejscu czują się inne kobiety. Chcemy urodzić przed terminem... czujemy, że tak będzie... ale dni płyną swoim torem i nic nie da się zmienić ani przyśpieszyć... za dużo tych dni, za długie są, chociaż zawsze jeszcze są sprawy, które możnaby zdążyć dokończyć... Ja teraz czas marnuję, bo mam wiele pomysłów, co jeszcze mogłabym zrobić wieczorem, ale mi się nie chce
A potem nagle "hop"; dziecko się pojawia, tęsknota idzie w niepamięć...
Teraz czuję się w stylu: "kłuje, strzyka, muszę się zatrzymać/zwolnić/sikać" - i twierdzę, że za 3 tygodnie urodzę, ale kto wie... może jeszcze przenoszę. Nikt nie wie
Póki co Malwuś zostaje w sferach wyobraźni i marzeń 
ja pier*** puzzle sobie kupił, dziś będzie sobie puzzle układał...
Jutro rano monitoring... Jestem niemal pewna że pęcherzyk urósł ile trzeba i sam pękł... Mąż jednak nie zawiódł, i jednak kilka dni opóźnienia we wzroście pęcherzyków pomogły , co do zgody
i staranka były... Ciekawe jaka jakość tych komóreczek moich...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.