Coroczny dylemat. Prezenty. O ile mojej części rodziny jest łatwo coś kupić, o tyle teściowie i szwagierka to tygodnie kombinowania. Mojej mamie prezent zaplanowaliśmy już kilka miesięcy temu, zobaczyliśmy w programie TV fajny gadżet i od razu uznaliśmy " To będzie TO dla mamy", mój brat dużo czyta, mamy podobny gust literacki, jemu prezent znalazłam dziś w 10 minut. Z kolei rodzice męża cóż...nie mają jakiś konkretnych zainteresowań. Mama jest typową staroświecką kurą domową, nie czyta, nie szydełkuje itp. nie ma żadnego hobby. A ojciec ma bardzo drogie zainteresowania: wędkarstwo i samochód. I niczego mu nie brakuje. Umówiliśmy się na dość skromne prezenty do 40-50 zł. Teraz jak zaczynam szukać to...wolałabym żeby tych prezentów nie było. Sobie nic nie kupujemy bo kasa. Wydanie w okresie świątecznym 300+ złotych na prezenty to jednak niezły wydatek. Zaczynam myśleć, że wolałabym tą kasę wydać na małą. Za 3 stówki kupiłabym chociażby materacyk, albo fotel do karmienia, przewijak, zestaw startowy do pieluchowania wielorazowego, albo tak trywialne rzeczy jak farby do pomalowania pokoiku. Znalazłabym co najmniej kilkanaście zastosowań dla tych pieniędzy. A tak to dostaniemy jakieś średnio trafione prezenty i w 50% takie też damy. Może źle do tego podchodzę, zbyt zdrowo rozsądkowo.
29dc
Zwariuje czekając na ten okres. Temperatura spadła, ale wciąż jest powyżej kreski. Wczoraj wieczorem czułam lekkie bóle miesiączkowe i kłucie w jajniku. Dzisiaj cały dzień cisza.
Halo okres, gdzie jesteś? Jeżeli już musisz przyjść to przyjdź teraz... 
Generalnie szajba mi odbija. Mam taką dyre co ciągle każdego pyta czy przypadkiem w ciąży nie jest. No więc wlatuje mi dziś do sali i tekst "Jesteś w ciąży?", na co ja "Nie, jeszcze nie jestem". A ta dalej drąży "bo jak jesteś to ja muszę wiedzieć czy mi zaraz na zwolnienie nie pójdziesz", to ja na to głupia "Nie, nie jestem, ale chciałabym być i niech mnie pani o to nie pyta więcej, bo płakać będę"...
i się rozryczałam
HAHAHAH brawa dla mnie.
Ta osłupiała, powiedziała że do 30 mam czas, zdębiała i poszła.
Może już mnie więcej nie zapyta, co?
Ku*** co za ludzie żeby o takie rzeczy ciągle pytać? Zero taktu, zwłaszcza, że babka sama jest bezpłodna i nigdy dziecka nie urodziła.
Hallo, @ gdzie jesteś? Zawsze, ale to zawsze w dniu spadku temp pojawiała się @. A teraz cisza.. Czyżby mi się cykl rozregulował?
Mogłaby już przyjść, przynajmniej mogłabym zacząć plany na kolejny cykl. I miałabym wymówkę żeby rozpracować podwójne Toffifee od Mikołaja
Póki co, Pan Mąż dostał zakaz chodzenia na saunę żeby nie przegrzewać..
Po raz kolejny zawitał do mnie zespół napięcia przedmiesiączkowego. Tym razem chyba postać łagodna, co nie zmienia faktu, że mi doskwiera i męczy swoimi objawami. --> Przed okresem
36 dc 8 dpo
Święta, święta i po świętach-jak to mówią
cieszę się i nie cieszę. Zaraz rodzinka pojedzie do domu i znowu będzie smutno, a z drugiej strony mam tyle rzeczy do zrobienia, że czas najwyższy brać się do roboty.
Mam nadzieję, że u Was Święta były udane. U mnie troszeczkę sprawy się pokomplikowaly. Przez mój nieszczęsny ropien gruczołu Bartholina, który doprowadził mnie w niedzielę do ostateczności objechalam 3 szpitale w poszukiwaniu pomocy... W efekcie w domu byliśmy prawie o 1 w nocy. A o 7 musiałam stawić się na oddzial ginekologiczny na zbieg nacięcia... Bałam się trochę, ale opieka w szpitalu była bardzo dobra, przez co nie było aż tak strasznie jak mi się wydawało. Była Wigilia więc uprosilam żeby mnie wypuścili do domu jeszcze tego samego dnia. O 13 wyszliśmy. Dobrze, że mąż miał wolne to nie było problemu i pojechał że mną. Pani doktor założyła mi szwy i zostawiła dziurkę, żeby znowu mi nie wrócił ten horror. Obrzęk był tak bolesny, że siedzenie i chodzenie sprawiało okropny ból... Nie chciałam zostać z tym przez Święta. Zadzwoniłam do mojego lekarza a on mi kazał jechać na zabieg. Dobrze, że mnie zmusił bo sama bym na to nie wpadła. Dzisiaj 3 doba po zabiegu i już jest lepiej. Rana niestety dalej pobolewa, dostałam antybiotyk. Najgorzej jest przy myciu i toalecie, ale kwestia kilku dni i mam nadzieję że o tym zapomnę... Szwy są w takim miejscu, że naprawdę schylanie czy inne ruchy sprawiały ból i ciągniecie. Okropny dyskomfort. Już wiem jak się czuje kobieta po porodzie... No może w małym stopniu.
Przed zabiegiem miałam robione usg, poinformowalam lekarke, że brałam tydzień temu zastrzyk z ovitrelle na pęknięcie. Pytała jakie były pęcherzyki, poczym stwierdziła że widocznie ovi nie poakutkowalo, bo owulacji nie było i żaden pecherzyk nie pękł. Potem zmieniła zdanie, z moze któryś jednak pękł bo był ślad płynu... No i tym oto sposobem rozstałam się z marzeniami o najbliższym testowaniu. Choć z opisu usg może wynikać, że pękł pecherzyk w lewym jajniku... Bo ten w prawym był wciąż takiej samej wielkości, a ten w lewym był większy. No nieważne.
Co do laparoskopi to ustaliliśmy termin na 20 marca. Miałam nadzieję na wcześniejszy zabieg, no ale trudno. I tak może lepiej, bo to dziadostwo wyskoczyło znienacka i może lepiej zachować dłuższy odstęp czasu między jednym a drugim zabiegiem. Tym bardziej że dochodzi antybiotyk i usypia ie itd. Za dużo ingerencji w organizm w krótkim czasie.
Jestem zawiedziona tymi pęcherzykami... I długością cyklu. Nawet po poronieniu cykl nie trwał tak długo jak teraz. Dodatkowo podejrzewam że jeśli pecherzyk pękł to tylko dzięki ovitrelle a sam by nie dał rady. Jestem zaniepokojona bo coś się dzieje... Już powinnam być przed kolejna owulacja, a u mnie termin @dopiero w przyszłym tygodniu. Nie zbadalam progesteronu, bo były święta. Chyba nawet nie będę brała lametty w nowym cyklu, bo to nie ma sensu, jak i tak nie pękają obydwa pęcherzyki. Chyba zrobimy sobie do laparoskopi przerwę od starań. Bo po zabiegu trzeba będzie działać, jak wszystko będzie sprawdzone, to aż szkoda, bo może zaskoczy.
Zaczęłam zastanawiać się nad zmianą lekarza, ale może to gdzieś po laparoskopi dopiero. Wiem napewno, że skonsultuje y nasze wyniki z innym lekarzem, tylko czekam póki co z wyborem konkretnego. Mam pewne obawy co do naszego prowadzącego. Z jednej strony jest ok, a z drugiej czuje, że trochę stara się przeciągnąć pewne kwestie...
Nie chce mi się nic robić na Sylwestra, najchętniej spedzilabym fajny wieczór z mężem. Pizza dobry film albo jakaś gra, czas spędzony tylko we dwoje... Chyba tak zrobimy.
Przy wigilii nikt nie życzył mi rychlego wciążezajscia. Oprócz teściowej. Wreszcie dali spokój. Zresztą ja rozmawiałam z rodziną trochę na ten temat, więc każdy chyba wie że mamy problem... Ja powoli się godze z tym, że możemy wcale nie mieć dzieci. Uważam że to wielce prawdopodobne, ale jeśli tak ma być to niech tak będzie.. Skupie się na życiu codziennym, na mojej pasji i tym co lubię robić... Chcialabym być szczęśliwa, nie czuć wciąż że czegoś mi brak. Nie wiem czy to kiedyś nastąpi... Czy da się zapomnieć, że człowiek o czymś marzy?
W klinice jak zwykle mają człowieka w dupie. Godzina opóźnienia, laska w recepcji "niestety nie wiedzą".
W nocy spałam fatalnie, ranek nerwowy, droga do kliniki uplyneła nam w ciszy.
W klinice "proponuję rozliczyć się od razu", więc na wstępie bulisz, choć laska w recepcji nie ma pojęcia czy trasfer aby na pewno się odbędzie. Zaprasza pod gabinet 6, choć powinna pod 4. Miałam mieć konsultację z dr M.czy mają mi podać acoffil (czy jak to sie pisze), ale nie miałam konsultacji.
Pielęgniarka każała się przebrać i zekać "na krześle" jak kurwa do dentysty. Ale rozumiem mieli 12 transferów,sala mała wiadomo nie zmieszczą 500 łóżek.
Embrion 5 dniowy - doskonały, bardzo cienka otoczka, praktycznie się "wydostwał". Idealny. Zażyczyłam sobie embrioglue. Dr M, "rozmowny" jak zawsze. Potwierdził, że ładny embrion, że ładne endometrium i,że w sumie fajnie jest. Zero informacji co z lekami na moje pytanie lakoniczna odp "podtrzymać leczenie", więc mówię, że potrzebuję recepty "powiedzieć w rejestracji", choć w rejestracji kazali powiedzieć doktorowi. Wziełam l4 do 2.01 choć minę miał niewyraźną,dał. Kurwa nie po to płaę w chuj milionów monet żeby mi problem robił z l4. Później "przekładamy się" na łóźko,które miało pościel użytą przez kilka innych pacjentek, łaskawie położono mi czysty podkład. Zajebista ta klinika.
Ogólnie brzuch mnie boli, ciężki i wydęty. Zle się w sumie czuję jak tak to analizuję, ale też nie mogę sobie przypomnieć jak czułam się po pierwszym transferze.
Oby to był magiczny dzień: 12.12. godz 12.20 był transfer
10tyg+4dni
Zaczęłam pisać długaśny wpis do pamiętnika i... niezdarnie kliknęłam cos/gdzieś i cały tekst diabli wzięli
… Cóż…
Podsumowanie ostatnich dni:
Powolutku wracam do świata żywych, byłam nawet na kilku przedświątecznych spotkaniach z koleżankami (herbatka, pyszne ciasto ahhh). O moim stanie nadal nikt nie wie, ale grono koleżanek to zbiór różności: dzieciate, niedzieciate, po stratach, po bezproblemowych ciążach… Tematy ciążowo-dzieciowe sa wiec na porządku dziennym. Ja, sprytnie lawirując tematami i watkami, podpytywałam się o ich doświadczenia. O dziwo, dziewczyny (nawet te po bardzo ciężkich przejściach) zgodnie stwierdziły, ze ciąża (ogólnie rzecz biorąc) to super czas i szkoda marnować go na malowanie katastroficznych wizji. I… tak jakoś to na mnie podziałało. Przestalam się na maxa nakręcać. Nie odliczam dni do USG (teraz dopiero zerknęłam, ze to za tydzień), dbam o siebie, staram się myśleć o miłych rzeczach (idą święta!) i… tylko tyle i aż tyle. Może po prostu potrzebowałam już wyjść z domu i pogadać z KIMKOLWIEK? Może to samotność i izolacja doprowadziły mnie do takiego kiepskiego stanu w ostatnich tygodniach? W święta powiemy najbliższej rodzinie. Myślę, ze wtedy tez poczuje się lepiej, to ukrywanie się to ciężka praca ale uważam, ze to było słuszne.
Jedyne co mnie troszkę martwi to… brak seksu… Ochota jest, ale wyraźnie zabronione przez lekarza. W nocy mam sny erotyczne, także takie z orgazmami (chyba, ze mi się to śni? Hehe). Poczytałam trochę i dowiedziałam się, ze to normalne. Hormony szaleją a niestety energia seksualna nie ma gdzie ujść… Musze się postarać nad tym jakoś panować (eee, jak?), bo nie wiem co tam z tym krwiakiem… Troszkę wstydliwa sprawa, ale co poradzę? 
27 dc
12 dpo
PMS Pozwól Mi Skonać
Tak się czuję
Przeżywam oglnowkurwienie. Bez miotły nie podchodź.
Nakrzyczałam na męża, jak dotknął mi cycki.
Moje libido jest ujemne, zaczyna się sezon na "daj mi spokój". Tak, na te kilka dni mogliby mi zaszyć dół.
I w ogóle ja ma ochotę teraz się zaszyć. Tak, wiem, to minie. Dostanę okresu i będę łagodna niczym łania.
A teraz? Mąż mówi, że jestem "dopolona". A sam mi kiedyś tłumaczył że w dzisiejszych czasach nie można być miękki ch.. znaczy wackiem robionym, bo będą mnie wykorzystywać.
Sadzę, że czarę goryczy dopłełnił fakt, ze miałam poprzedni ciążki tydzień a weeekend nie odpoczęłam, miałam dosłownie 30 minut z zegarkiem w ręce dla siebie. Za to usiałam wysłuchiwać, jakie to cudze dzieci są zdolne i cudowne. Nie byłoby w tym nic złego gdyby to trwało 20-30 minut do godziny. A nie 3 bite godziny jeden temat. To tak, jakbym zafascynowała opowiadała wszystkim o mojej robocie.
W Książce "nadzieja na nowe życie" napisali, że nie masz obowiązku uczestniczyć w takich spotkaniach, gdzie jest pełno dzieci. Nie musisz się nimi zachwycać na każdym kroku. Ale zdaje się, że mojego męża to nie obchodzi, bo on jest towarzyski i lubi zasiadywać się u ludzi. I zamiast 2-3 h muszę to wszystko znosić 5-6 h i więcej. Muszę to z nim uzgodnić, jak to wszystko ma wyglądać.
Zwłaszcza, że czasem ze względów grzecznościowych, okolicznościowych jestem zmuszona odwiedzać ludzi, których nie lubię. Ma ktoś na to złotą radę?
Czuję się ostatnio senna i bolą mnie piersi
28 dc / 15cs
Gdzie jesteś @? .. . Test negatywny
fakt faktem zrobiony po południu i test o czułości 25 a to dopiero 13dpo ale jakoś mi ten negatyw podciął skrzydełka
. Jutro powtórzę test tym razem rano o ile @ wcześniej nie przyjdzie. Najdłuższy mój cykl trwał 32 dni więc nie ma co się jeszcze podniecać 
Ja jestem po lekarzu i kolejny raz sobie dosadnie uświadomiłam, że los nie zadecyduje za nas. 
A gdy już sam lekarz pyta się Was, czy ewentualnego przerwania ciąży nie chcecie zrobić w Holandii to uświadamiasz sobie super dobitnie w jakim kraju żyjesz. I jak mimo, że sama przeżywasz swój największy koszmar, to tylko czekają żeby Cię dobić.
Jestem najgłupszą staraczką jaką można na tym forum spotkać, to tak tytułem wstępu.
Wszystkie dokumenty do icsi podpisane, nawet udało mi się uzyskać zadowalający posiew, mimo, że niejałowy, leki odstawione tak jak dr kazał, nowe leki zaczęłam brać i co? chyba przegapiłam swoją @
miałam się zgłosić na badania 2 dc i zacząć stymulację, dr obstawiał, że wypadnie to w poniedziałek. Ja natomiast cały czas uznawałam, że @ jeszcze się nie zaczęła, a to zwykle plamienie lub lekkie krwawienie ale nie miesiączkowe (nawet silniejsze miałam w czasie brania leku i byłam pewna, że to @, a na wizycie okazało się, że nie) i dzisiaj nagle koniec. Zero plamienia, zero krwawienia, idealnie jakby był środek cyklu.
Może przegapiłam, bo nie miałam punktu odniesienia, zawsze naturalne cykle kiedy potrafiłam bez problemu rozpoznać 1 dc. I co ja mam teraz zrobić? zadzwonić na konsultację i powiedzieć dr, że nie rozpoznałam @? czy czekać cierpliwie może jeszcze przyjdzie? najbardziej jestem zdenerwowana tym, że mam kolejny miesiąc w plecy, a część badań będę musiała przez to powtórzyć
miało być tak pięknie, a ja jak zwykle nawaliłam 
Jesteś w 23 tygodniu ciąży
(22 tyg. i 1 dzień)
Miesiąc: 6
Trymestr: 2
A jednak mnie dopadło to przeziębienie,katar męczy mnie cały czas plus piekące usta,mam nadzieje,że gorzej nie będzie.Próbuję się ratować domowymi sposobami takimi jak czosnek,mleko i miód,kupiłam sobie nawet margarynę z dodatkiem oleju z wątroby rekina na wzmocnienie odporności ciekawe czy będzie mi ta margaryna smakować...Wieczorkiem spróbuje...
Amh 2.83,wiec teoretycznie w normie. No to jestem czysta i zdrowa. Ostatnio sinusoida humorów. Dzisiaj jest spadek. Ale zmieniamy lekarza po raz czwarty. Tym razem padło na Katowice. Wierzę, że nam pomogą, bo jak na razie nikt nie przejawiał głębszego zainteresowania oprócz poboru kasy...
Dziewczyny moje kochane, bardzo Wam dziękuję za modlitwy i kciuki
Teraz odpoczywam. Miałam ostatecznie 5 pęcherzyków. Ostatecznie, UWAGA :w każdym pęcherzyku była komórka, co zszokowało wszystkich
.
Teraz czekamy na rozwój sytuacji. Jak pójdzie wszystko dobrze, to w piątek nasze Skarby lub Skarb będą z nami.
Boli mnie głowa, czasem coś pyknie w brzuchu. Ogólnie opieka w klinice super: żarty, śmiechy, pogaduchy.
Znieczulenie - fajny sen
. Od dziś plaster z estrofenem, acard na wieczór i luteina100 3x2 dopochwowo.
Jutro mają dzwonić z kliniki jak ma się sytuacja. Nie ustajemy w modlitwie za nasze dzieci.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2017, 16:39
40t2d
A ja dalej nierozpakowana. Byłam wczoraj na ktg, mała główką już bardzo nisko ale lekarz stwierdził, że póki co wszystko w porządku, na poród się nie zapowiada i że tydzień spokojnie mogę poczekać chyba że coś się będzie działo.. To czekanie jest okropne 
Ponoć ciąża przeciętnie trwa 266 dni od momentu zapłodnienia, biorąc po uwagę to że cykl w którym zaszłam miałam stymulowany i obserwowany teoretycznie mogę wyliczyć że jutro bądź w piątek powinnam rodzić... Mam nadzieję, że tak będzie bo nie chcę mieć wywoływanego.
a tej nocy myślałam, że umrę.. taka zgaga mnie obudziła o 1:50 że serio nie wiedziałam już co ze sobą zrobić..
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2017, 16:41
Rozmyślam, co zrobić przed kolejnym transferem. Czy inwestować w dodatki takie, jakie miałam teraz, czy dać sobie spokój. Wiadomo, histeroskopii nie będę powtarzać. Immunosupresji również, bo to za szybko. Ale co z intralipidem i atosibanem??? Jestem skora z tego również zrezygnować. Intralipid brałam przed trzema transferami i nic to nie dało. Zamiast atosibanu najem się nospy i scopolanu.
Co tu dużo kryć, powątpiewam w sukces. Te kolejne dwa zarodki są z naszych genów. Zarodki nr 13 i 14, bo są zamrożone razem. Oczywiście zostaną podane, jeśli się dobrze rozmrożą.
Nie wiem co z ewentualnym sterydem. Dr Pasnik nie chciał, żebym ciągnęła steryd po immunosupresji. Skończyłam brać leki w połowie października. Czyli działają listopad, grudzień i może styczeń. Czy w takim razie mogę zacząć brać steryd w połowie stycznia??? Wiem, to wszystko pytania do immunologa. Napisałam maila, może odpisze. A jak nie, to pojadę na wizytę.
Dziś się ważyłam iiii ... równo 20 kg mniej !!! Z 86 na 66 !! Kupiłam sobie zajebistą kieckę z tej okazji, w końcu mam piękne kształty
Teraz jeszcze dojdą ćwiczenia i będzie perfect
Witam znowu na fioletowej stronie. Ciąża numer 12, beta z dziś 39,60 a progesteron 32,36, czekamy na rozwój sytuacji, wizyta 40 grudnia
2dc / 16cs
Jesteśmy po kolejnej wizycie u androloga. Wyniki hormonów męża niby wszystkie w normie ale testosteron w dolnej granicy co jak najbardziej może mieć wpływ na parametry nasienia. Przypisał mężowi zastrzyki Pregnyl chyba że nie będzie bo podobno ciężko dostępne to ovitrelle (1 zastrzyk w tygodniu przez 10 tygodni). Po kuracji zastrzykami ponownie zrobić testosteron i badanie nasienia, czyli jakoś w lutym.
Co do mojego samopoczucia to ciut lepiej już dziś ale bez rewelacji...
. Rozmowa z mężem trochę pomogła
. Najgorsze jest to, że w sierpniu kończy mi się umowa w pracy więc bliżej końca umowy przestaniemy się starać do czasu przedłużenia umowy.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.