Jasio ma już 4 miesiące♥♥ jak ten czas szybko leci , zaczelismy powoli rozszerzać dietę polubił marchewkę i dynie:-)
28uhevp.jpg

1 rok, 6 miesięcy, 2 tygodnie, 5 dni razem
84cm i 12kg szczęścia

Dawno nie pisałam, ale życie potoczyło się dziwnie zupełnie, z exmężem dogadujemy się dobrze, nie zaniedbuje opieki nad synem, a ja.. cóż poznałam kogoś wyjątkowego i aż boję się to powiedzieć głośno, ale jestem szczęśliwa, jak dawno nie byłam. Jeżeli to sen, to nie chce się budzić.

Macierzyństwo staje się z każdym miesiącem łatwiejsze, mimo że mały człowiek coraz częściej pokazuje, że czegoś chce lub nie, a pokazuje to całym sobą 😅 Niezmiennie jednak jestem wdzięczna i szczęśliwa, że ta mała pchełka ze mną jest 💛


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lutego 2022, 20:55

Mieliśmy odpuścić, miałam nie myśleć, miałam nie robić sobie nadziei.
Mam roboty po pachy, a i tak znajdę czas, żeby zajrzeć w kalendarzyk i stwierdzić, że czas tak wolno leci. Nic się nie zmieniło. Druga faza cyklu zawsze ciągnie się jak flaki z olejem. Niby czekam na @ żeby zacząć wreszcie starania, a jednocześnie się łudzę, że może się udało, że leki które ceną mnie powaliły są niepotrzebne. Ciężko mi się pogodzić z myślą, że będę biegać na monitoring. Teoretycznie w ten weekend powinna być @.

Po za tym rodzice chorzy, męża też zaczęło rozkładać, choć się nie dał(mleko z czosnkiem i miodem). Więc czekam czy też mnie coś nie dopadnie...

anemic Wielkie chcenie ... 19 lutego 2018, 19:36

Dzisiaj mieliśmy badania prenatalne. Wszystko super.
W sumie to nie chce mi się opisywać wszystkiego. Wyniki Pappa będą w piątek. Też zrobili mi na NFZ. w piątek też mam wizytę u lekarki prowadzącej.
Aaaa - prawdopodobnie dziewczynka.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 8 stycznia 2018, 12:39

14tyg+3dni

Brzuch rosnie. Mam powazne problemy z ubraniem sie. Mam bardzo praktyczne podejscie do garderoby i zakupow: moja szafa jest skromna (ale wystarczajaca) i nie lubie kupowac pod wplywem impulsu i chwilowej mody. Lubie rzeczy dobrej jakosci i przemyslane zakupy, ktore wiem, ze posluza mi przez lata. Bylam pewna, ze ciazowa grubizna pojawi sie pozno. Tak sie nastawilam po lekturze forow i blogow. Oto, co wyczytalam: dziewczyny po pozytywnym tescie czesto oczekuja, ze na drugi dzien obudza sie z pilka w brzuchu (ktora oczywiscie beda mogly dumnie wypinac) i tego samego dnia biegna na rajd po sklepach (dzial Mama, Maternity i wszystko pokrewne). A potem okazuje się, ze brzucha nie widać długo i nikt nie ustapi nawet miejsca w tramwaju. Wiec ja nastawiłam się ODWROTNIE/PRZEWROTNIE; zalozylam, ze brzucha dluugo nie będzie i będę mogla chodzic w „normalnych” ciuchach przez dluzszy czas. Liczylam, ze będę musiala cos kupic może w… 6stym miesiącu? No i co? I jajco. Leci 4ty miesiąc a mi ciasno ciasno ciasno. Ratuje mnie to, ze mało wychodzę. W tym momencie mam tylko jedne legginsy, które jeszcze jakos w miare pasuja (nie licze dresow „po domu”). Z sukienkami ten ciężko, bo rajstopy wrzynaja się niemiłosiernie. Chyba jednak będę musiala wybrać się na zakupy. I absolutnie nie chodzi mi o pieniądze. Po prostu nierozsądne wydaje mi się kupowanie czegos, co posluzy tylko kilka miesięcy. Można kupic używane, ale jakos nie mam szczęścia do używek. Ile razy kupiłam cos przez olx, to nie bylam zadowolona. Chyba zaczne od kupna rajstop i jednej pary spodni. Wiosna szykuje się kilka okazji towarzyskich, wiec będę musiala kupic jakas sukienke, ale to jeszcze trochę czasu. Ratuje mnie to, ze nie chodze do pracy – wtedy potrzebowałabym dużo więcej. I absolutnie nie jest to marudzenie moje drogie czytelniczki hehe, tylko faktyczny stan rzeczy.

Jeszcze co do brzucha> powinnam bardziej uwazac na to co jem – niestety. Jem zdrowo, ale widze, ze nie wszystkie potrawy mi sluza. Np. kapusta – kiszona, która uwielbiam i jest zdrowa, ale po zjedzeniu nawet niewielkiej ilości umieram. Brzuch puchnie tak, ze nie mogę się ruszyc. A jestem łakomczuchem i tak ciężko odmowic sobie surówki z kapusty wlasnie, albo hummusu…

Z innej beczki: polecam ksiazke „Mundra” Sylwii Szwed. Mundra to dawne określenie na polozna (jedne z wielu). Ksiazka to kilkanaście wywiadow z kobietami-poloznymi w roznym wieku, pracujących w położnictwie w roznych ‘erach’. Nie przepadam za literatura faktu, ale ksiazka wciąga i… dala mi do myslenia. Szczególnie fragmenty o współczesnych trzydziestolatkach (to ja!), którzy planują zycie wg wzoru: studia, kariera, slub, dom, dziecko – wszystko po kolei, wszystko ustalone, nie ma miejsca na potkniecia, na niewiadome. I potem roznie to bywa; dziecko się nie pojawia (bezplodnosc), albo nie spelnia oczekiwan rodzicow (bo placze, bo nie spi) i wtedy klops – wszyscy nieszczęśliwi. Duzo jest tez o samych porodach i niezaprzeczalnej wyzszosci porodu naturalnego nad cc. Polecam goraco!

Gadalismy tez z mezem i ostatecznie ustalilismy, ze z konkretnym planowaniem czekamy do polowy ciąży (polowkowe usg). Aaa i nadal nie dostałam wynikow badan pappa. Czekam cierpliwie.

Pozdrawiam/caluje.

Witam Was drogie kobietki. Rok zaczęłam z ostrym przytupem - starania zawieszona, na baaaaaaaaaardzo dlugo ponieważ rozstaliśmy się z Jackiem. Wpisów nie usuwam, ponieważ chce moc wracac so pięknych chwil na Ovu. Na pewno będę zaglądać i aktualizować co u Was słychać :) Dziękuje za wszystko co zrobiliście dla mnie w ciągu tych lat starań!

Magic Niemożliwe 8 stycznia 2018, 13:17

dobra to obiecany wpis o moich dwóch wampirach :)
Lilianka-32 miesiące:) ma 92cm i waży coś około 12.5kg. nosi ubranka na 92/98 ale zależy od firmy bo ma takie na 3 lub 4 latka :) ogromnie dużo mówi :D jak się martwiłam że nie mówi tak teraz gada jak najeta. w żłobku super,zdrowa jest także spoko :) co więcej o niej? kocha Oliśka dzisiaj jak spadł z kanapy to aż się rozpłakała i do przytulała :) chyba zazdrość mija :) ogólnie jest troskliwa i bardzo strachliwa. Śpi ładnie cała noc. wczoraj np poszła spać o 19 i wstała o 7 ;)
Oliwierek-17 miesięcy. Nosi ubranka od 80 do nawet 92 w zależności od firmy choć teraz zazwyczaj na 86. Ma 84cm i chyba waży niewiele mniej jak Lilka. coś koło 12.5kg. także dogonił ją wagowo. na siatce centylowej jest wysoko. czekamy na 25 stycznia na mmr ale okazało się że chyba musze mu odłożyć po narodzinach bobasa. musze o to zapytać w przychodni. ogólnie również jest zdrowy i jakby mógł to by wlazł do mysiej dupki;) okropnie jest żywiołowy czym mnie męczy strasznie tym bardziej w ciąży. padam wieczorami jak mucha. A ten na pełnym gazie. maskara :D do żłobka lata chętnie A jakie cuda tam robi-malarz artysta ;) mamy od 2 miesięcy jakąś dziwną wysypke i nawet zyrtec nie dał rady. Ale lekarz zalecił nie martwić się i że na wiosnę mu zejdzie-taki urok na zimę. je ładnie o czym świadczy jego waga ;) A że spaniem też nie ma problemu. Śpi ładnie od 20 do 6.40 rano. także nie narzekam :)
Aktualnie śpi wszyscy jak cyganie w jednym pomieszczeniu ale to z wygody jak któreś się budzi. także jak szukamy naszego m4 to albo z 3 albo 4 sypialniami. ogólnie zrezygnowaliśmy z budowy domu-tzn ja tak postanowiłam i przedstawiłam swoje stanowisko mężowi. Nie przeczył bo dobrze wie że mam rację. otóż od kilku miesięcy boryka się z mojego męża nicnierobieniem A co się wczoraj okazało to jego rodzice to w tym stwierdzają bo uwaga tu gdzie mieszkamy to nie jest jego i ma mieć wyjebane. fajnie Co? także powiedziałam że mamy szukać segmentu albo w ostateczności dużego mieszkania do 450tyś ale takiego gotowego do wprowadzenia się. Także wymagania jak na Mazowsze mamy...marne. Tak jak marne szanse są na znalezienie coś w tej cenie i aby wejść i mieszkać. Ale szukam. coś znajdę. nawet mam jedno na oku. Ale pierw idziemy się dowiedzieć ile nam dadzą. bo to spora różnica;)
wielkie zmiany nas czekają być może zmiana miejsca zamieszkania, w innym mieście ale ja jestem gotowa. powiedziałam że ma mi udowadniać że jest gotowy na bycie głową rodziny bo ja ni3 zostanę sama na polu bitwy z domem,ogrodem dziećmi i dodatkowo swoją pracą o Ile któraś bedzir na mnie czekać;) Także mamy nerwowy okres. oszczedzę sobie i Wam już wywodów na jego temat bo to długa i dla mnie stresująca historia. może kiedy indziej;) teraz wrzucam zdjęcia moich bąków :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2018, 20:36

Karolcia86 "Moja droga na K2" 8 stycznia 2018, 13:39

Kochany pamiętniczku, wróciłam... nie było mnie tu prawie rok. Od tamtego czasu wciąż nic się nie zmieniło, wciąż się staramy, aby móc przytulić nasze kochane pierwsze maleństwo. Wciąż jesteśmy tak blisko, a jednak zbyt daleko ... Czas biegnie nieubłaganie, a nam przybywa tylko lat i siwych włosów. Dlaczego to wszystko tak długo trwa? Dlaczego nie możemy spełnić naszego największego marzenia?

Wszyscy dookoła pytają, dlaczego nie mamy dziecka, podczas różnych okazji wciąż przewijają się życzenia szybkiego potomstwa. Zdarzają się i tacy, którzy wmawiają mi, że myślimy tylko o sobie... Gdyby jednak wiedzieli, z jakimi trudnościami się mierzymy, aby nasze maleństwo mogło z nami być ...

Jakieś postępy? Duże i nieduże... W październiku zapisałam się do kliniki niepłodności. Mamy styczeń i gin planuje inseminację ... Dlaczego?? Przecież to dopiero trzecia wizyta...czuję niepokój, czuję, że wciąż nie jestem gotowa, aby podjąć to wyzwanie. Wciąż mam nadzieję (a może łudzę się),że możemy własnymi siłami?
W grudniu b.r. zdecydowałam się na HSG. Zabieg mało przyjemny, ale najważniejsze, że się odbył. Jajowody drożne. Po zabiegu bardzo źle się czułam... Po drodze leczyłam bakterię. Udało się i jest wszystko dobrze, ale ja... ja czuję żal do gin, że nic mi nie doradziła, że nie dała nadziei na starania. Dała tylko antybiotyk i listę badań do IUI. A nasze starania? nie było tematu. Ok dla niej nie ma tematu, a dla mnie nie ma powrotu do niej, przynajmniej nie teraz...

Kochane moje Maleństwo. Jeśli gdzieś jesteś i czujesz pragnienie bycia z nami, przyjdź do nas, bo my bardzo na Ciebie czekamy i choć nie wiemy gdzie teraz się podziewasz, to wiedz, że bardzo Cię kochamy i czekamy z utęsknieniem, że przyjdziesz do nas niedługo... <3

u.tsukino WIELKIE maleńkie marzenie 8 stycznia 2018, 15:28

Ciąża zakończona 8 stycznia 2018
Po ponad miesiącu od zobaczenia tych cudownych dwóch kreseczek wszystko się skończyło....
Tak naprawdę nie pocieszyliśmy się ciążą, beta już od trzeciego pomiaru przyrastała nieprawidłowo....
Ból, żal, ciężko się z Tobą rozstać Puszku...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2018, 15:35

Beta 854,2 chyba dużo na niska jak na początek 6 tygodnia...

Byłyśmy w trójkę staraczkami, dzień po dniu wiadomość o ciąży moich dwóch muszkieterek. Serce mi pękło..

29 tydzień

Wczorajsza wizyta u lekarza udana. Wyniki morfologii i moczu idealne, wręcz książkowe. Jedynie ciśnienie szwankuje 140/80 (lekarz kazał się badać, bo to górna granica normy). Maluszek za to rośnie jak na drożdżach - waży już 1,3 kg :) Fikał podczas USG i walił mamę rączkami (chyba będzie z niego bokser :D ). Z największych strachów - waga okazała się nawet łaskawa. W miesiąc przybrałam 1 kg, co daje w sumie przez cały czas 9 kg (dużo, ale co poradzić?). Szyjka długa, choć maluch jest już ustawiony głową w dół - nie zapowiada się więc wcześniejszy poród :) Jutro wybieram się do Krakowa - starszy syn musi pojechać na badania do przychodni, więc zostaniemy na dwa dni. Dla mnie jest to okazja do zakupów :) Wybrałam już i kupiłam koszulę do porodu (cena kosmiczna, ale bardzo chciałam taką mieć), brakuje mi jednak koszul do spania, szlafroka i bielizny (nie pisząc nawet o nieskompletowanej wyprawce dla malucha... :D ) rzeczy dla bobasa muszą poczekać na koniec remontu sypialni, choć nie wiadomo kiedy on nastąpi, bo ekipa remontowa jeszcze nie uzgodniła z nami terminu :( . Także póki co wielkie zakupy jedynie dla mamy zaczynamy od jutra i pojutrza.

bertha Drzewo nadzei... 8 stycznia 2018, 19:10

Dawno nie pisałam. Jakoś mi się już nie chce. Chciałam mieć pamiątkę mojej walki, moich starań, ale ileż można stron zapisać..

Po niepowodzeniu drugiego ivf odpuściłam, ciężar spadł z ramion. Skupiłam się na rekrutacji, która zakończyła się finalnie niepowodzeniem, ale w odpuszczeniu pomogła. Stwierdziłam ze przyczyna niepowodzeń są zle jajeczka i plemniki. Wiec potrzebne są po prostu jedno dobre jajo i plemnik. A jeśli trafi się przy ivf to i naturalnie może się trafić... także stwierdziliśmy ze postaramy się trochę naturalnie. Jeden cykl całkowita natura, już prawie myślałam ze się udało. Test pokazał cień. To było w Mikołaja. Test pokazałam M. Tak się ucieszyliśmy, nakręciliśmy, i mimo ze wiedziałam ze może to być zmyłka to już w głowie planowaliśmy jak powiemy rodzicom... test to był Clearblue. I jak się okazuje, on potrafi takie delikatne cienie dawac fałszywie. Beta negatywna. Także rozczarowanie.
Kolejny cykl wzięłam Lamette. Kolejny cykl mega nadzieja. Już tak mam. Każdy nowy cykl jakbym nie przeżyła poprzednich 39 cykli. Codziennie po owu mówiłam sobie ze na pewno jestem w ciąży, ze to nie możliwe ze testy pokazują biel.. niestety wypatrzyłam jakiś mikro cień na strumieniowym Doz ale beta negatywna.. ja i te moje cienie...
Teraz zaczęłam kolejny cykl, czterdziesty. Biorę immunosupresje wiec już bez stymulacji. Zobaczymy, może ta immunosupresja coś odblokuje...
plan na kolejny cykl to iui. Zrobimy ze 2 razy. Raz pewnie u mojego gina a w marcu u Gizlera w invimedzie. Może on coś nowego wniesie..
Taki króciutki update.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2018, 09:24

Anuśla Musisz dać życiu szansę 8 stycznia 2018, 19:22

Jak się okazało, jednak elektroniczny test Clear Blue pokazał owulację o jeden dzień za późno. Na monitoringu w 10dc był już płyn, a hormony w tym samym dniu: LH 19,87, estradiol 330. Ale jupi, jupi, mam owulkę! Co za radość:)

Sunny Staraczka 8 stycznia 2018, 19:44

Dziś już spadek temperatury i plamienia :(
Jestem zmęczona tym wszystkim. Nie potrafię tego zrozumieć.
Znowu złoszczę się na wszystko i na wszystkich w okół za moje nieszczęście. Szczególnie w pracy.
A wszystko muszę trzymać w sobie bo nikt nie wie o tym co przeżywam, co czuję, czego doświadczam. :(
Chyba łatwiej byłoby mi się pogodzić z chorobą/przyczyną, nawet jeśli byłaby nieodwracalna.
A tak to czuję się taka "zawieszona w próżni", licząc na cud każdego miesiąca.
Brak mi słów aby wyrazić to co czuję :(

Beta po 48h z 854,2 wzrosła do 1970. Tak się cieszę

Dżoana89 Rodzina w budowie 8 stycznia 2018, 20:09

Szwagierka ze szwagrem są na porodówce. Rozwarcie na dwa palce. Rozpoczyna się akcja porodowa. O wszystkim mnie informują na bieżąco... nie wiem dlaczego mnie... nie piszą do brata, siostry...a właśnie do mnie. W sobotę urodziła koleżanka, wysłała zdjęcie, różowego bobaska. Dzieci się rodzą, ludzi spotyka tak wielkie szczęście. A ja nie wiem co teraz czuję. Nie jest to załamanie, nie jest to zazdrość, prędzej taka bolesna pustka w sercu, niewypełniona tym o co tak długo walczę.
Ale czy długo? Niecałe dwa lata, z wyrokiem endometriozy... czy to długo? Nie! W sobotę byliśmy na nabożeństwie do św. Gerarda. Tam wśród dziesiątek intencji modlitewnych, m.in. od małżeństw starających się 7, 9 a nawet 12 lat. To jest dopiero wiara, to jest prawdziwa cierpliwość, której tak mi brak. Walczą dalej, nie poddają się. Czymże z takim czasem jest nasze marne dwa lata?
Staram się zmienić moje nastawienie. Moim celem na ten rok nie jest już zostanie matką, a walka z endomendą. Jeśli z nią wygram, dziecko pojawi się jak Bóg na to zezwoli.
Modlę się również o coś innego - byśmy mieli siłę zaakceptować fakt, jeśli okaże się, że wolą Boga jest byśmy swoich dzieci nie mieli. Musimy się z tym liczyć, jednak by to przyjąć potrzeba dużo siły, której ciągle nam brakuje.

alegzi w pogoni za .../ zawieszamy 9 stycznia 2018, 09:07

...

Wracam na stare "śmieci". Mimo podjęcia decyzji o niewchodzeniu na forum i starania bez kalendarzyka nie potrafię całkowicie zrezygnować z pamiętnika. Zarejestrowałam się na dwóch innych forach, ale nie umiem się tam odnaleźć. Dlatego postanowiłam, że jednak pamiętnik sobie zostawiam, tu zawsze mogę przelać swoje rozterki, radości czy bóle.

Wczoraj miałam fatalny dzień. Pokłóciłam się z bratem. Ostatnio pokłóciliśmy się jak z nimi mieszkałam, a więc kilka lat temu. Miałam duże wyrzuty sumienia. Niby wszystko sobie wyjaśniliśmy, ale wiadomo musi minąć trochę czasu zanim wszystko wróci do normy. Staram się panować nad emocjami. Myślę, że zrobiłam w tym kierunku duży krok do przodu. Mimo wszystko wczoraj puściły mi nerwy. Mam nadzieję, że załatwi to bez żadnych problemów. Teraz przez 2 tygodnie będę co jakiś czas o tym myślała "czy na pewno w urzędzie nie odeślą go z kwitkiem?". Mój problem polega na tym, że dałam mu samochód. Miał go przerejestrować na siebie, oczywiście nie zrobił tego, a samochód w ciągu kilku miesięcy się popsuł i brat stwierdził, że nie będzie go naprawiał, a odda na złom. Dobrze, że zawarliśmy umowę kupna - sprzedaży i on chociaż przepisał na siebie OC. Musiał mieć moje upoważnienie na stacji demontażu, bo to ja widnieję jako właściciel z racji nieprzerejestrowania samochodu. No i teraz zaczynają się schody. Mówiłam mu, że jak trzeba będzie zawieźć jakieś dokumenty do urzędu to ja będę to mogła zrobić dopiero za 2 miesiące(jestem za granicą). Nie powiem, bo niestety z tym samochodem zaczął załatwiać wszystko na ostatnia minutę. Teraz musi sam podjechać do mojego miasta i wyrejestrować samochód w urzędzie. Ma na to miesiąc. Niby wszystko super, fajnie i nie mam się czym przejmować, ale fakt, że nie potrafił przerejestrować samochodu w ciągu kilku miesięcy i on nie widzi w tym problemu doprowadza mnie do szału. Wiem, że za dużo biorę do siebie, przejmuję się i myślę. P. podchodzi do tego na spokojnie. Mówi, że ta podróż kilkadziesiąt km może nauczy go załatwiać sprawy szybciej. Mi jak to siostrze jest go żal, że musi taki kawał drogi jechać :( Niestety nic na to nie mogę poradzić. Ze złomowania dostał jakieś pieniążki, ja w nerwach powiedziałam, że jeśli nie załatwi w ciągu miesiąca wyrejestrowanie samochodu to wszystkie kary on będzie płacił. Zrozumiał to tak, że ja uważam, że mnie wykorzystał, bo dostał za darmo samochód, więc pieniądze, które dostał na stacji demontażu przelał mi. Zrobiło mi się przykro, bo nie o to mi chodziło. Na sam koniec doszliśmy do porozumienia, że pieniążki przeznaczymy na mamy wycieczkę.

Dla jednych ta sytuacja może wydać się śmieszna, ale trzeba wziąć pod uwagę wzajemne relacje, stosunki i charaktery. Mnie ta sytuacja nauczyła jednej rzeczy "nie ważne jak ktoś mnie wkurzy, zawsze trzeba załatwiać sprawy na spokojnie". Do tej pory starałam się to tak właśnie załatwiać. Z drugiej strony patrzę na to, że może to nauczy go większej odpowiedzialności. Nie jest już małym dzieckiem. Nie chcę natomiast sytuacji gdzie już nigdy nie poprosi mnie o pomoc. Jesteśmy rodzeństwem, więc powinniśmy sobie wzajemnie pomagać.

Dobrze jest z siebie czasem wyrzucić coś co nas męczy od środka. Wczoraj z tych emocji, aż się popłakałam.

dotykam brzusia i czuje jak ktoś mi puka... :) cudne uczucie :) nareszcie
oto ja +4kg 20tydz+3d. :)

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/69c30d9d233c.png


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2015, 19:05

gozik "Miłość na szkle" po stracie 8 stycznia 2018, 21:05

22w 5d
Byłam dziś na wizycie u swojej Pani doktor.Maly waży 566g.
Podobno ma duży brzuszek,a resztę ok czyli stosownie do wieku ciąży.Jak to określiła Pani dr "być może będzie kluseczka" ;P
Mamy zdjęcie 3D na której widać piękna buźkę :)

ale...zawsze musi być jakies "ale".Byłam dziś w miejscu,gdzie było sporo dzieci z zespołem Downa i dopadł mnie lek...Niby wyniki wszystkie ok,w normie,ale jakoś się boje.Z Córcia przez myśl mi nie przeszło,że coś może być nie tak.A teraz ciągle czuję strach - czy będzie zdrowy,czy urodzę przed czasem...odcinam każdy dzień ciazy,dziękując i prosząc jednocześnie o kolejne..straszne to jest :(

Dodatkowo Pani dr stwierdziła,że zmniejszamy luteinę do 1tab dz.,chce odstawić acard,choć po nim mam wyniki w normie...i nie wiem co z tym acardem zrobić :(

Mam już zapisac się na konsultację w sprawie CC i zastanawiam się czy nie zrobię tego do dwóch szpitali by wiedzieć gdzie jest wcześniejszy termin.Juz Pani dr nie mówi o szpitalu w którym pracuje/ma kontakty lecz o tym w którym już rodziłam i nie mam żadnych dojść,ale mam wskazania neurologiczne..ciekawe czy tak z ulicy się da :)
Aaa i położna jak mnie zapytała w którym tyg jestem,to skwitowała to jedynie "brzuch bardzo duży jak na 22tydz"...a na razie troszkę ponad 5kg przytyłam...załamać się idzie :'(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)