Dzisiaj zaczynam 7 tydzień.
Od wczoraj potwornie zawalone zatoki, ledwo się kulam.
Ogólnie jestem spokojniejsza. Staram się nie wsłuchiwać tak we własny organizm. Oczywiście dalej dbam, wypoczywam. Czasami wpadam w panikę, że np. przestały mnie boleć piersi, albo brzuch.
Nie mam innych objawów ciążowych. Co chwilami jednak mnie niepokoi.
Wizyta w piątek więc zaczynam odczuwać poddenerwowanie czy aby na pewno u mojego Maleństwa pojawi się serduszko. Niby wiem, że może jeszcze nie być, ale czuję, że jeżeli wszystko jest dobrze to powinno już być.
Ciągle zastanawiam się też kiedy przy takich komórkach NK jak moje ciąża robi się "bezpieczna", w sensie kiedy NK zaczynają akceptować płód. Tak wiem, że dopiero drugi trymestr zaczyna być tym "bezpiecznym", ale trzymam się nadziei, że Maleńswo już zadomowiło się.
Nadal utrzymujemy wszysytko w tajemnicy, D. powiedział tylko swojej Siostrze, a ja mojej rodzinie. W lutym mam urodziny, wtedy też zaczniemy drugi bezpieczny trymestr, więc spokojnie będzie okazja się chwalić. I oby tak było.
No i mamy Nowy Rok. Wiec musza byc jakies postanowienia:)Zyc pelnia zycia,nie smucic sie i zamartwiac ze juz tyle czasu sie nie udaje. Duzo imprez rodzinnych i przyjacielskich nas czeka. Wakacje moze w tym roku Chorwacja bardzo bym chciala. Trzeba sie cieszyc tym co sie ma. Nie jedna ososba by mi zazdroscila. Tak wiec zycze Wam kochane staraczki zebyscie tez ten rok zaczely z takim samym nastawieniem:))))
Po wielu przemyśleniach, biciu się z myślami i wypierania z głowy prawdy doszliśmy z mężem do chwili, gdy jesteśmy sobie w stanie odpowiedzieć na pytanie, co jest powodem naszych niepowodzeń. Jesteśmy sobie to w stanie wprost powiedzieć, a nie tylko pomyśleć.
Nasze zarodki są wadliwe. Ich wadliwość związana jest z niską jakością nasienia. Niska jakość nasienia nie wiadomo z czym jest związana, ale ja osobiście obstawiam, że mąż ma tak od urodzenia. Problem zapewne powstał w okresie płodowym męża. Matka męża była i jest nadal osobą otyłą, palącą papierosy, z problemami hormonalnymi w przeszłości.
Nic takiego mąż obecnie nie robi, żeby to nasienie miało być takie złe. Wyniki badań (poza seminogramem) ma w normie. Wszystkie próby polepszenia parametrów nasienia skutkują bardzo nikłą poprawą, która jest bardzo nietrwała. Generalnie, z biegiem lat jest coraz gorzej.
Jaki plan na przyszłość? Oczywiście transfery zarodków, które jeszcze są.
Na pierwszy rzut zarodki z naszych genów. Ten transfer będzie pod koniec lutego zapewne. Nie wiążę z nim jakichkolwiek nadziei. Oczywiście, bliżej transferu i krótko po nim nadzieja na pewno się pojawi. Tak jest zawsze i to jest normalne. Umysł płata figle, hormony działają.
Następnie transfer zarodka z nasieniem dawcy i moją komórką. Tu nadzieje będą większe. Ten transfer miałby szanse odpowiedzieć na pytanie, czy mamy rację, czy rzeczywiście jest to problem nasienia męża. No właśnie - miałby szansę, gdyby nie jeden szczegół. Te dwie komórki zapładniane nasieniem dawcy zapłodniły się słabo. Jedna zapłodniła się, ale nie podjęła próby podziału, a druga podzieliła się słabo. No dobra, zamrozili tego zarodka w 3. dobie, ale nie mam pewności, że się podniesie przy rozmrażaniu. Pozostałe pięć moich komórek z tej samej procedury, zapładniane nasieniem męża, podzieliły się całkiem ładnie. Wniosek dla mnie jest taki, że jakość nasienia dawcy była bardzo słaba i nie skorzystam więcej z banku nasienia novum.
A gdy to wszystko zawiedzie przyjdzie czas na podjęcie decyzji, co dalej. Opcje są co najmniej trzy.
1. Dajemy sobie spokój. Przestajemy karmić się złudnymi nadziejami i rujnować nasze życie pod kątem finansowym. Czy się z tym pogodzimy, nie wiem. Kochamy się nadal, powinniśmy dać radę.
2. Adopcja zarodka.
3. Kolejna procedura, ale tym razem zapładnianie wszystkich jajek nasieniem dawcy. Dawca wybrany z banku z zagranicy, bardzo rzetelnie wyselekcjonowany. Ta opcja jest droga i bardzo obciążająca psychicznie. Na ten moment nie do udźwignięcia przeze mnie.
W laboratorium powiedziała babka, że idealnie niby. Na końcówkę 5 tygodnia, a początek 6. Zrobię jutro rano i będę wszystko wiedzieć. Ile człowiek musi się na denerwować zanim to maleństwo pojawi się na świecie... Eh
Normy:
4-5 TC 9.5-750
5-6 TC 217-7138
5dpt
Na teście biel w sumie to nie wiem od kiedy cis może być..
Czekam na wynik progesteronu i homocysteiny.
Pod wieczór wizyta u immunologa.
Jutro betka, kolejna dopiero po świętach 🤯
Dzisiejszy poranek rozpoczął się u mnie raczej kiepskim humorem a raczej stresem i nerwem. Wczorajsze temperatury oscylowały ok.36, 7 na obu termometrach a dziś na obu był spory spadek. O ile 36,5 to nie jest nic nadzwyczajnego i nic jeszcze nie przekreśla to kiedy zobaczyłam 36,1 to zaczęłam panikować i myślałam że dostałam okresu.
Póki co na szczęście nic takiego się nie wydarzyło ale kiepski nastrój się ciągnie - Masakra! jak dzisiaj boli mnie głowa to jest jakaś paranoja ;/ Do tego czuję się dziś mocno "mokro" więc dlaej z przestrachem latam do wc sprawdzić czy to na pewno nie @...
Ehhh....być kobietą i nie zwariować!
Końcówka 8 tygodnia (7 tydz i 5 dni)
Wczoraj miałam lekkie obawy przed usg - ale pojawiła się wielka ulga, kiedy zobaczyliśmy serduszko. Maluch ma 1,16 cm.
Dostałam też drugi wlew z intralipidu. Tym razem dla miłej odmiany nie bolała mnie ręka, ale wypiłam z litr wody podczas przyjmowania kroplówki.
Ostatnio zwolniłam też tempo życia. Tak teraz postanowiłam zaciągnąć hamulec ręczny. Postanowiłam, że nie będę narażać Wacusia na wirusy (a szaleje grypa, wszyscy wkoło kaszlą i prychają) i zostanę w domu do końca stycznia/początku lutego czyli do końca 11 tygodnia ciąży. Dziecko jest najważniejsze, a ja tym samym uniknę stresu, że ktoś mnie zarazi. Bo jednak ten encorton może mi obniżać odporność.
Niektórzy klienci rozumieją, inni są oburzeni a jeszcze inni wkurzeni. Poznaję też prawdziwe oblicza innych osób - miałam zrobić za darmochę wykład za 3 tygodnie dla pewnej osoby i na wieść że jestem na l4 rzuciła słuchawką. Zero pytań, czegokolwiek - kij z nią.
Dziś byłam też na badaniach krwi. Trzecia w kolejce. Potem zeszło się trochę osób. Ciężarna chciała się wbić przede mną bez kolejki, na co spokojnie powiedziałam, że też jestem w ciąży i byłam wcześniej. Przyjęła to ok, a ludzie na poczekalni kręcili z pogardą głowami. Chyba mają jakiś problem z kobietami w ciąży. Tzn inne kobiety - chyba, że to były akurat kobiety które mają problem z zajściem i stąd takie podejście. Ale w diagnostyce jak byk napisane było, że kobiety w ciąży mają pierwszeństwo. I moje koleżanki z tego korzystały, nawet na początku ciąży.
21dc.
Chyba jednak mam opozniona owulacje, od 5 dni robie testy i wczoraj druga kreska byla ciemniejsza, ciesze sie i mam nadzieje ze na dniach ujrze dwie mocne grube krechy, wierze w to. Obawialam sie ze moja owulacja nie istnieje, ale zauwazylam ze mam duzo sluzu plodnego i dzisiaj od rana dokuczają mi jajnki. Pierwszy raz od dawna mam uczucie ze moze się udac, moze na prawde nie trafialismy w dzien? Od miesiaca serduszkujemy inaczej, lepiej bez stresu i z duzą dawką milosci i pożądania a czemu? Bo u siebie.....
28dc (13dpo)
Temperatura wciąż utrzymuje się ładna, ale to u mnie chyba po prostu normalne.
Wczoraj i dziś 37 stopni.
Przypuszczam, że jutro spadnie i będzie okres.
Jeżeli tak się nie stanie to pójdę po test do apteki.
Aczkolwiek nie mam raczej żadnych objawów wskazujących na ciąże.
Chyba pora streścić ostatnie kilka dni. Trochę się w nich działo. Kolejny cykl zaczęty 7 grudnia zbliżał sie do końca, wg lekarza test miałam zrobić 2 stycznia (26 dc) ale wyszedł negatywny więc stwierdziłam że kolejny cykl nieudany. Ale minął dzień, kolejny a okresu dalej nie ma, pomyślałam najpierw ze to przez to ze Ovitrelle w tym cyklu był dzień później to i cykl się wydłużył. Ale okresu dalej nie ma. A ja przez 2 pierwsze dni czułam się jak na okres a potem już te uczucie minęło. Zostało natomiast to co mi towarzyszyło od mniej więcej 26 dc takie dziwna suchość w ustach, niby śliny sporo ale taki jakby posmak metaliczny, więc zaczęło mi przychodzić na myśl ze może jednak się udało. Powtórzyłam test w piątek (30 dc) najpierw na teście nic nie było ale po 2-3 minutach zaczęła pojawiać się druga kreska, która się jeszcze co nieco wzmocniła ale nie była bardzo wyraźna. Aż obudziłam M. żeby spojrzał swoim okiem czy ta kreska faktycznie tam jest no i była. Ręce mi się trzęsły z wrażenia. M. do mnie, że ostrożnie żebym nie robiła sobie nadziei bo to różnie bywa, ale ja byłam zadowolona że się udało. Od razu tego ranka pojechałam na badania: betę i progesteron. Wyniki bardzo szybko bo już przed 10 miałam wyniki i okazało się że beta wskazuje na ciąże ale jest niska jak na ten dzień cyklu i wynosi tylko 31,1. Zmartwił mnie bardzo ten wynik bo pamiętam ze przy poprzedniej ciąży wynik był ponad kilkanaście tysięcy. Nie mogłam kompletnie skupić się na pracy ciągle szukałam w necie co taki wynik może oznaczać i czy jest nadzieja. Znajdowałam różne komentarze i pozytywne i negatywne, ale niestety nie mogłam wierzyć w to że będzie dobrze. W domu poryczałam się w ramionach męża ze ta beta nie za wysoka, że może oznaczać poronienie. Ale jak wiadomo nadzieja umiera ostatnia. Dr. odpisał tylko, że mam betę powtórzyć w poniedziałek. W sobotę tak mimo woli wygadałam się bratowej że jestem w ciąży, bo nie chce ani kawy ani wina więc sama zaskoczyła że może ciąża a ja nie zaprzeczyłam ale w głębi ducha wiedziałam że coś jest nie tak. W niedziele chciałam powtórzyć test z myślą że po dwóch dniach kreska powinna się wzmocnić i wskazywać na większą betę ale niestety test wykonany w niedziele praktycznie zachował się tak samo jak ten z piątku, dopiero po kilku minutach pokazał drugą kreskę i mam wrażenie że słabszą. Znowu płacz, wtedy już byłam prawie pewna ze czeka mnie poronienie, cały dzień nie mogłam się uspokoić i co chwila napływały łzy do oczu. Beta w poniedziałek to już była czysta formalność ale jak wiadomo zawsze zostaje nadzieja. I jak zobaczyłam wynik, że beta tylko 5,5 więc wszystko okazało się jasne. JUŻ PO WSZYSTKIM... Musiałam iść do łazienki (bo byłam w pracy) i nie mogłam powstrzymać łez. Mimo że wiedziałam, ze tak to się skończy. Pewna już byłam od niedzieli ale ten wynik bety jakoś mną wstrząsnął. Wczoraj tj 4t 4dzień ciąży zaczęło się krwawienie.
Dobrze, że poroniłam szybciej, bo nie musi być łyżeczkowania tylko oczyszczę się sama. A jak wiadomo co by miało być to i tak by było. Tak to jeszcze nie zdążyłam się do tej myśli przyzwyczaić ale gdzieś tam w środku pozostaje ta pustka.
Ja mam takie wrażenie że te poronienie to przeze mnie bo przez ten ostatni okres nie byłam zdrowa co chwila coś mnie dopadało jak przeszło to przychodziło kolejne, a to kaszel katar, ciągle jakieś syropy, tabletki i organizm nie podołał. Jakby nie było tego to by pewnie wszystko było w porządku.
Ale chociaż dowiedziałam się, że coś się przełamało, ze w końcu po prawie 2 latach niczego się udało.
I taką mam malutką żałobę i pretensje do siebie.
3 dc - Otrzęsłam się trochę. Tylko trochę. Przepłakałam pół wieczoru i nocy gadając z dziewczynami, tłumacząc co teraz, co mogą / nie mogą itp. To nie jest tak, że jestem zazdrosna, że uważam że to ja powinnam być w ciąży. Wręcz przeciwnie, bardzo się ciesze ich szczęściem. Płacze bo pragnę dziecka. Płacze bo nie rozumiem dlaczego sie nie udaje. Płacze bo je straciłam. Płacze bo przypomninam sobie jak.. Płacze bo się o to obwiniam.
Mija rok. 4 cykl drugich starań po ciąży pozamacicznej. 3 cykl po HSG, w którym pokładałam duże nadzieje.
Odpuszczam temperatury w tym cyklu. Mam jeszcze borowinę, zacznę robić znowu okłady. Fertinea powinna dzisiaj przyjść to przestudiuję i zacznę stosować. Zrobiłam kontrolne badania hormonalne, czy jest miejsce na forum gdzie jakaś dobra dusza pomoże mi je samodzielnie zinterpretować? Nie bardzo się tam odnajduje a wizyta u gin 18.01.
Boże pomóż.
I TAK - "Jeśli szczęście jeszcze do Ciebie nie przyszło to znaczy, że jest duże i idzie małymi krokami" tego się trzymamy!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2018, 13:58
Czas leci.. Udało mi się "oczyścić" bez zabiegu. Korzyść, że nie będzie zrostów i przede wszystkim nie trzeba odczekiwać. Nastawiam się, że znowu potrwa to pól roku. Czy ktoś wie, czy szkodliwe jest przyjmowanie zmetylowanego kwasu foliowego jeśli nie ma się mutacji genu MHTFR? Nie wiem czy mam tą mutację, badania genetyczne rozpoczniemy za tydzień.
Tarczycę mam zdrową- oczywiście, że ja jestem zdrowa. Tylko robimy z mężem popsute dzieci..
Pomaga mi myśl, że możemy zachodzić w ciążę. Moja koleżanka po 2,5 roku starań, współpracy z kliniką leczenia niepłodności, zabiegach, badaniach, inseminacjach, nie była w ciąży nigdy. Ja mam Erwina i Morelkę- tak nazywam to drugie, które ze mnie wypadło w domu. Wyglądało, jak morelka (tylko nie suszona). Kiedyś się uda.
Od wczoraj biorę antyki, na wyciszenie. Za dwa tyg wizyta i pewnie dostanę rozpiskę leków do stymulacji.
Oby poszło dobrze.
Jestem największą szczęściarą mieć takiego narzeczonego!
Kocham Go z całego serca.. Nigdy nie miałam takich wysokich temperatur, ciekawi mnie co będzie dalej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2018, 16:02
Kurczę, odebrałam pełne wyniki i norma LH jest w granicach 14-90. Cholera, chyba za mało go mam:(
Ależ byłam dziś zdziwiona na wizycie w klinice.Przezornie od razu umówiłam się do mojego gina na czwartek,bo spodziewałam się wiadomości,że Endo jest za kiepskie.Tymczasem gin mówi,że mam piękne pęcherzyki,dwa jeden z prawej,drugi z lewej i bardzo ładnie podrosło Endo.
Dziś mam zrobić zastrzyk z Ovitrelle o 23.00,wypełnić papiery i w czwartek mamy przyjechać rano do kliniki.
No to może to Clo tak zupełnie mi nie upośledziło Endo,albo pomogło czerwone winko,migdały,orzechy,dong i inne suplementy?W każdym razie coś zadziałało.
Jesteś w 27 tygodniu ciąży
(26 tyg. i 3 dni)
Miesiąc: 7
Trymestr: 2
Wiek płodu: 24 tydzień
Data porodu:
14 kwietnia 2018
(pozostało 95 dni)
Witajcie po dłuższej przerwie!
Jestem ciągle, tylko były święta, sylwester, potem urlop nad morzem z mężem super dni. było cudownie. ostatni urlop jeszcze we dwoje z syniem w brzuszku u mnie
ogólnie czuję się dobrze, wczoraj była wizyta, w sumie w 5 tyg + 3 kg, jak na święta to nawet nie jest chyba źle chociaż lekarz powiedział żebym może ograniczyła słodycze bo waga rośnie dość szybko, a jeszcze 3 mc do porodu. jeju tylko 3 mc! Dzidziuś rozwija się prawidłowo, rośnie jak na drożdżach, jest nieco większy niż na ten tydzień, ale lekarz mówił że nie świadczy to o niczym jeszcze bo tempo rozwoju jest różne, ważne że rośnie a nie się zatrzymał. czuję już wyraźnie ruchy, czasem aż boli jak kopnie hehe.
wymiary małego:
waga 978 g
obwód brzucha 22 cm
obwód głowy 25,2 cm
długość kości udowej 4,9 cm
wymiar dwuciemieniowy główki: 6,9 cm
Dzisiaj doskwiera brzuch. Cierpię na zaparcia. Wczoraj na biegunkę. Piersi przestały boleć. Ogólnie jestem mega osłabiona, ale to pewnie efekt zawalonych zatok. Dzisiaj pojawiły się mdłości- bez wymiotów- może to wina encortonu, a może mam nadzieję, że zaczeło się.
Na "mONdrych" internetach wyczytałam, że ustające objawy mogą sugerować, że serce się nie rozwija... Chciałabym żeby już był piątek. Martwię się.
30 cs, 29 dc, 10dpt
Wczorajsza beta 138,4
Jak na koniec 3 tygodnia (3+6)
To chyba dobry wynik?
Jutro spróbuję poszukać punktu pobrań, który jest czynny w niedzielę.
Zobaczymy.
Cieszę się, a jednocześnie trochę się boję.
Pochlonelo mnie macierzynstwo. Kocham tego malego szkraba:)
Obecnie Oskarek jutro bedzie mial 12 tygodni.
Reaguje na zabawki,jwgo ulubuona jest karuzela nad lozeczkiem,duzo gaworzy,smieje sie. Ogolnie dzien rozpoczyna usmiechem. To taka moja przytulanka ,kazdy w nim zakochany . Od razu w domu weselej z takim maluszkiem:)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.