W tyn tyg byłabym w 12 tyg ciąży.
Miałabym pewnie badania prenatalne.
Szczerze cały zeszły tydzień popłakiwałam, wiadomość o ciąży bliskiej mi osoby z którą często się widuje sprawiła, że cały smutek na nowo wrócił.
Nie umiem tak po prostu się z nią cieszyć i słuchać o ciąży. To dla mnie za wcześnie...i co zrobić...
Bobo negatywny. Jak co miesiąc. Jaka ze mnie idiotka że w ogóle wierzę w ciążę przy naszych wynikach... Jestem głupia. Naiwna strasznie. Już zaczynam świrować.
Kiedy wreszcie się z tym pogodzę? Czekam na ten dzień od 1,5 roku... Nigdy go nie doczekam. Będę zwykła kobieta która nigdy się nie dowie jak to jest mieć dziecko, nosić je pod sercem a potem się nim opiekować i je kochać. Nigdy tego nie poznam. Nie zasłużyłam sobie. Na nic zresztą chyba.
Modliłam się tyle o to dziecko, a dzisiaj stwierdziłam, że skoro Bóg tak chce, to z tym kończę. Mimo tych naszych wyników wierzyłam, że będzie dobrze... Mimo wszystko była we mnie wiara, że się uda. Przecież nie w takich sytuacjach się udaje, prawda? Ale dzisiaj zrozumiałam, że tu nie tkwi problem we mnie, w mojej pracy i stresie z tym związanym. Mocno się chwytałam tej nadzieji, że to COŚ WE MNIE, coś we mnie to blokuje... Ale to nie ja, to nie ode mnie to zależy. Nie od nas
Dopiero to do mnie dotarło.
Jest mi tak cholernie ciężko żyć... ale nikt tego chyba nie rozumie. Codziennie walcze sama ze sobą... 19 miesięcy nam minęło, zaraz zacznie się 20... Oprócz tego, że mam em, to naprawdę nic mnie nie trzyma. Znowu beczę, a bęczę zawsze jak za dużo o tym myślę.
To wszystko nie ma sensu. Stracimy kupę kasy na leczenie, a ja wiem i tak, że to nas doprawadzi do nikąd. Po drodze tyle znajomych zaszło w ciąże. Ludzie są krócej po ślubie, albo dopiero zamierzają się pobrać, a ja muszę patrzeć na to, jak lada dzień będą szczęśliwą rodzinką, podczas gdy ja z mężem cierpimy... Za co ? Że staramy się być dobrymi i uczciwymi ludźmi ? Dziękuję za taką sprawiedliwość. To jest gówniana sprawiedliwość. Mam wierzyć, że nagle jakiś doktorek dostanie oświecenia, za co i tak bierze kasę i będziemy mieli dziecko... Nie wierzę. Jest mi cholernie źle. Sama sobie nie potrafię pomóc. Miałam już dawno urodzić... Wiem, planować to sobie mogę, zakup komody albo czegokolwiek, ale nie dziecko. Kolejne pieprzone dni będą mi leciały na zastanawianiu się jak ja w tym życiu skończę. I jakie kroki podjąć dalej. I jesteśmy w tym sami...
Ja już chyba w nic nie wierzę.
19:15czwmu Boże nie dasz mi odgonić tych myśli i tej nadzieji?
Proszę zabierz ode mnie te zmartwienia i starania, nie dam rady dłużej... Przecież i tak znowu się nie udało. I tak się nie udało!!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2018, 19:16
Dziękuje za pozytywne wibracje dziewczyny.
Mam dziś gorszy dzień.
5pt a ja mam jakieś czarne mysli bo zorbiłam test i jest negatywny.
Miałam podaną blastkę która już wydostawała się praktycznie z otoczki i tak myślałam, że już coś będę wiziała na teście.
Zobaczyłam nic i mnie to podłamało- jak wytrzymać do soboty..
Mam od dnia poprzedzającego transfer skurcze macicy takie miesiączkowe, zawsze tak mam. I to też mnie martwi.
36 tydzień
Czas zaczyna się jakby wydłużać - jakby non stop leżała w łóżku... wyprawka niemal skompletowana, dom przygotowany... nie ma co robić. CZytam, oglądam, leżę - to cały mój dzień. Szybko i zarazem wolno leci. Myśli nieustannie krążą do porodu i czasu po porodzie. Boję się. Przed zajściem w ciąży się nie bałam - teraz tak. Boję się, że coś mi się stanie, że dziecko nie przeżyje albo będzie chore... Wiem - nie mam podstaw, do tej pory wszystko książkowo, ale... wiecie jak to jest. W dodatku non stop puchną mi palce u dłoni. W nocy budzę się i nie mogę zacisnąć pięści - tylko tak do połowy, dopiero jak rozruszam się bardziej ból ustępuje, ręce cierpną mi nawet jak tylko trzymam komórkę i czytam newsy... Dziś lekarz - no i zmora wszystkich ciężarnych - waga. Muszę o tych rękach powiedzieć... Mam nadzieję, że dzidzia zdrowa i rośnie jak na drożdżach (w przeciwieństwie do brzucha, który jakby stoi w miejscu)... Achh... po porodzie i tak będę będę wspominać ten czas z rozrzewnieniem....
21tyg+3dni, 53% ciąży za mną, do porodu 131 dni (wg BBF)
Wróciłam do domu. Wyjazd naprawdę dobrze mi zrobił, pojadłam dobrych rzeczy, poleniuchowałam na maxa, troszkę spacerowałam. Dziś już na własnych śmieciach gotuję mężowi obiadek, bo taki biedak zaniedbany. Fajne jest to, że przez ostatni tydzień niemal nie odpalałam neta i w ogóle mniej myślałam o ‘byciu w ciąży’ a po prostu w niej byłam. Może dziwnie to brzmi ale tak właśnie jest.
Co tam nowego na ciążowym froncie?
Dzieciak rusza się dużo, nie tylko kiedy ja leżę, ale także kiedy jestem w ruchu. O dziwo wydaje mi się, że ‘przesypia noce’. Harcuje wieczorem, a potem cisza. Kiedy ja budzę się rano to pierwsze co robię to wyczekuję kopniaków, które zazwyczaj czekają na ‘po śniadaniu’. Oby tak było również po urodzeniu hehe.
Jutro badanie połówkowe. Oby wszystko było ok, tylko to się liczy. Będziemy mieć zapewne okazję poznać płeć ale… ja chyba nie chcę wiedzieć. Mąż za to chce (może go przekonam?). Nie wiem jak będzie. Anyway, zobaczymy jak będzie przebiegało samo badanie. Lepiej żeby dzieć spał (łatwiej lekarzowi pomierzyć wszystko) no i może być tak, że nie rozchyli nóg. Nie będę rozpaczać :o).
Od początku ciąży przytyłam około 5kg. Waga wyjściowa 49kg, waga obecna ok 54. Nie jest źle, ale osoby, które nie widzą mnie na co-dzień (np. moje ciocie) wyraźnie widzą, że się zmieniłam.
Ja czuję się nieźle. Recepta na lepsze samopoczucie (wreszcie ją odkryłam i potrafię zastosować): ostatni posiłek (obiad) ok 16, potem już (niestety) post (mimo lekkiego uczucia głodu czasem), ewentualnie (w razie poważnego burczenia w brzuszku) jakiś owoc, jogurt lub malutki kawałek ciasta. Jeśli zjem później to dokucza mi zgaga, ciężkość etc. Do łóżka idę ok 22 a wstaję około 7. Dzięki temu nie dokucza mi bezsenność. Duphaston działa, skurcze nie męczą. Skończyłam kurację globulkami (macmiror) i bardzo się z tego cieszę, bo aplikacja przyjemniejsza niż zwykłej nystatyny (macmiror jest okrągły, jak drażetki m&m’s), ale paskudnie się rozpuszcza (dużo żółtych upławów... bleh). Staram się dużo pić, czasem wychodzi to lepiej, czasem gorzej. Podsumowując: nie jest źle :o)
Jakaś cisza na pamiętnikowym froncie, odzywajcie się dziewczyny!!!
28 dc / 18 cs
No to mam 28 dzień
. Zwykle tyle właśnie trwają moje cykle ale że owulka była chyba ciut później to i @ może być później
tak czy inaczej czekam do piątku. W piątek rano zrobię test.
Jeśli chodzi o samopoczucie to piersi bolą już dosyć mocno nie tylko przy dotyku ale po prostu bolą. Brzuch również boli już w sumie trzeci dzień, tyle, że teraz już mocniej. Czuję jakby zaraz miało mnie "zalać" i boję się chodzić siusiu
paranoja. Czuję się okresowo ale skoro dopóki nie ma @ to nadzieja jest to czekam
. Temperatura rano podwyższona o 0.3 od podstawowej.. bez szału ale jest wyżej niż podstawowa a to najważniejsze.
dobra.
Idziemy do przodu. Dzieci chodzą już znowu do żłobka. Dziś intensywnie. Z rana umowa na żłobek Olisia od września A potem stres z dokumentami Lilki do przedszkola. Nie obyło się bez dodatkowej wizyty,musiałam donieść PIT z pieczątką urzędu.Takze luzik. Mam załatwione ale stres przez 2 miechy prawie w OCZEKIWANIU na wyniki rekrutacji. Bardzo bym chciała by się dostała bo mamy pod nosem. A ja z tą całą watahą to ledwo się ogarniam A gdzie dalej... będzie ich więcej.Czesto jestem coraz bardziej przerażona tym co na być...jak się urodzi maluszek. Jak ja to pogodzę. Nie wiem. Ale przeraża mnie to okrutnie. Trzęsie się każdego dnia bardziej. A tu czas ucieka jak szalony. Mamy połowę 5 miesiąca-21 tydzień. Mamy już z wyprawki ubranka,wózek 2w1,fotelik i na tym koniec. W czwartek na wizycie jak się potwierdzi synek to coś zacznę kupować więcej ale póki mąż nie pracuje to jest słabo.
Pozostały tylko 4 dni do kolejnego spotkania Okruszki;)
Jest coraz lepiej. Mam chwile słabości, ale idę do przodu. Nie spodziewałam się, że jestem taka silna
Zaczynam inaczej widzieć wszystko, dopuszczać inne rozwiązania, niż myślałam. to już jest dobrze. Wiem, że jeszcze pewnie parę razy zwątpię, ale już się nie cofnę. ehh, czasem chciałabym przyspieszyć czas, żeby już być na tym etapie, ze jest ok, no ale nie da się. Muszę to przerobić i mam nauczkę 
Beta 27 mlU/mL, progesteron 14,44 ng/mL.. Kurde beta nie za szybko rośnie, a progesteron nie za niski.. Niby w normach, ale się martwię..
Edit: doktor potwierdził moje obawy, że beta trochę niska.. Kazał powtórzyć za dwa dni..
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2018, 16:34
Zapomniałam zapisać, że 21.02 byłam u endokrynologa. Powiedział, że tarczycowo jestem idealnie przygotowana do ciąży. Po ciąży będzie dążył, żeby mi odstawić tabletki na tarczyce. No ale najpierw muszę w nią zajść. Jak się nie uda mam przyjść za rok. Jak sie uda to tsh i wizyta w 7tc.
Ale z kolei moja witamina D to tragedia. Pezez mc kazał mi brać 10tys. jednostek, żeby wyrównac. Biorę w kropelkach. No i po woli leci.
Jutro testuję. Będzie co będzie. Trzeba wziąść to na klatę.
Jest nadzieja, wczoraj dostałam zły wynik .Podniesiony wynik antykoagulant tocznia. Jest mi lżej , bo wiem czemu to wszystko się stało.Mam nadzieję, że lekarz potwierdzi moje przypuszczenia i że kolejna ciąża będzie ok.
Ogólnie wszystko mnie irytuje.Każdy kto ze mną rozmawia mówi tak"jak mi przykro , ja bym nie mogła po takim czymś żyć" i co ja mam odpowiedzieć?
W nocy wymiotowałam. Co dziwne o 21 przekąsiłam jeszcze zupę i 4 czekoladki, a o 23 wymiotowałam "pustym żołądkiem". Obawiałam się, że to grypa żołądkowa bo ostatnio odwiedziłam chrześniaka, a on takową posiadał, ale skoro to było jednorazowe... to watpie.
Po tych wymiotach, pojawiło się pod oczami mnóstwo czerwonych kropek. wiecie, jakbym wzięła pędzel z czerwoną farbą i machała nim, pełno kropek. Dokładnie pod oczami i na górnej powiece-nieruchomej-az po łuk brwiowy. Moja przyjaciółka, kosmetyczka mówi, że to popękane naczyńka... ale w takiej ilości??!!
I po jednym wymiotowaniu? O rety! Urodą nigdy specjalnie nie szastałam, nie mówiąc już o "cerze idealnej", ale teraz to już przykro się robi patrząc w lustro. Ryj cały czerwony, jedyne miejsce gdzi enie było czerwieni to pod oczami.
Wydaje mi się, że ten steryd służy mi jednak coraz mniej. Wizyte mam dopiero 16.04, ale jeżeli dalej będę się czuła źle, to pójdę wcześniej i poproszę żeby zaczęła mi zmniejszać. W końcu dzisiaj kończe 14 tydzień.
W ogóle mam wrażenie, że dużo też robi mi psychika pod względem "odrzucalnia" leków. Rano to prawdziwa gehenna. Bo jem dupka, 2 steryd, accard,zurawit, wit,D, kwas foliowy. Od kilku dni już nie jem accardu bo jak tylko biore go do buzi to mam odruch wymiotny. I to taki, że jestem w stanie zwymiotować. To samo ze sterydami, tylko, że one sa mniejsze i wiem, ze musze. I teraz ku potępieniu napisze to- popijam je coca-colą bo mi pomaga je przełknąć...
Zmieniłam tez kwas i wit d na witaminy drugiego trymestru, więc znowu jedna tableta mniej.
Aha, a zamiast accardu kupiłam na skurcze taki do rozpuszczania co zawiera magnes,sód i potas.
Dzisiaj odebrałam wyniki Pappy i pełne opisy, ryzyko wszystkiego niskie
Od razu umówiła mnie klinika na połówkowe na 10.04 (jak patriotycznie). Złozyłam też wniosek o zwrot kasy z programu, ma być do 30 dni.
Mówimy do naszego Maleństwa Hanka
Chciałabym żeby miała na imię Anna bo mojej babci, ale z drugiej strony nie podobają mi się skróty Anka. No i jest opcja Hanna. D. się podoba. Haneczka
Wczoraj się smialismy, ze będzie zdziwienie jak się okaze, ze to jednak Gustlik 
Miałam dziś badanie oczu ze względu na obciążenie rodzinne jaskrą, wizyta u okulistki w piątek zobaczymy jaki wynik. W poniedziałek wizyta u endo jestem ciekawa co powie na wyniki glukozy i insuliny - pewnie nic dobrego
. Zaczęłam mierzyć temperaturę - to moje drugie podejście- mam nadzieje, że tym razem pójdzie mi lepiej. Cały czas chodzi mi po głowie mój progesteron. Czy aby na pewno wynik ok 11-12 w 22 dniu cyklu jest okej? Zdecydowanie muszę wybrać się do gin, tylko mam dylemat, do którego.
26 dc
Czekam na @ która jak na złość ukrywa się przede mną cały dzień. Ten cykl był bardzo dziwny bo od owulacji ciągle miałam kłucia jajników. Przez ok 10 dni. Mój nawet powiedział,że mi bardzo brodawki pociemniały i że muszę test zrobić ale jednak się wstrzymałam i dobrze bo temperatura spadła. Tylko czemu szyjka jest tak wysoko,że nie mogę jej dotknąć ? muszę się strasznie gimnastykować,żeby delikatnie ją wyczuć ale i tak nie sprawdzę czy jest otwarta, czy zamknięta. Nie ma szans.
26 dc / 18 cs
Te moje pozytywne przeczucia to chyba mogę sobie już wsadzić głęboko...
brzuch zaczął boleć typowo małpowo.. niby póki co nie mocno ale jednak
. Piersi bolą delikatnie, sutki wrażliwe i plecy troszkę bolą.. to tyle. Nawet już jajniki nie bolą. Do @ myślę, że jeszcze z 3-4 dni. Przeczucia proszę nie mylcie się i dajcie dwie kreseczki
. Maż w marcu kończy zastrzyki i już jest umówiony na kolejne badanie nasienia a w piątek powtarza testosteron. Zobaczymy co dalej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego 2018, 20:51
22dc
Długo mnie tu nie było...początkowo wyluzowałam i rzadko tu zaglądałam, później cholerne przeziębienie i brak sił do czegokolwiek, teraz kiedy wróciłam do żywych to się zaczęło ... myślę, zastanawiam się..a co by było gdyby... ten czas do testowania jest najgorszy...
w piątek zrobiłam wymazy, jeden wynik za 7 dni, drugi za 10 dni. Dziś zrobiłam progesteron, ciekawe jaki będzie wynik? Mój wykres w tym cyklu to jakaś tragedia, skok niby ładny, ale to co się zadziało później to teksańska masakra. Czuję się jakoś tak dziwnie, bez sił, bez chęci, ogarnęła mnie beznadzieja:/ Czuję, że ten cykl mogę już skreślić. Zaczynam się zastanawiać czy zapisanie się do OF to był dobry pomysł. Zauważyłam, że totalnie się nakręcam i momentami nic bym innego nie robiła tylko czytała, śledziła i martwiła się wszystkim. Czy śluz dobry, czy test owu. wyjdzie pozytywny, czy pęcherzyk pęknie, czy progesteron będzie ok, no paranoje !!!
Żeby tego było mało, to przez weekend okazało się że jedna moja koleżanka wpadła i jest w 6 tc, druga ledwo po ślubie- imprezowiczka i 7 tc. A ja tysiąc badań, zdrowa dieta, unikanie alkoholu i dupa ! To chyba mój ostatni cykl tutaj..
13 ms starń, 11 cs, 2 dc
Jednak to chyba jest okres. Dziś się rozkręca, może nie tak intesywnie jak zazwyczaj, ale wycieka ze mnie normalna krew.
Nie wiem co zrobić. Czy zaczynać zastrzyki, sprawdzić u gina czy to na pewno okres, że ten jeden pęcherzyk sie wchłonął? Ale jak nie skoro leci ze mnie regularna krew? Może to być skutek odstawienia estrofemu.
Kiedy już myślę, że większego mętliku mieć nie mogę... meh. Znów mindfuck. Mam parę dni żeby poobserwować to krwawienie i podjąć decyzję czy iść do gina, czy zacząc po prostu zastrzyki.
Na wszelki wypadek odbieram dziś Gonal. 5 opakowań i 550 zł już nie moje 😔
Ja już po badaniu, nic nie widać jeszcze Pani doktor powiedziała że endometrium ciążowe ale jeszcze nic nie widać. 10 dni zwolnienia oszczędzać się na maxa , luteine dopochwowo i 8 marca wizyta. Jutro jeszcze tylko beta hcg. Okaże się czy to będzie najlepszy dzień kobiet czy najgorszy.. trzymajcie kciuki
27 dc 9dpo
zeszłam na ziemię - teraz to nawet nie wiem czy chce widziec te moje wyniki z krwi, ale moze im wczesniej mi coś podadza to nie stracę ciąży, o ile tam jest... dziś test bielutki, testuje wczesnie bo gdyby nie to to ostatnio nic bym nie wiedziała.
poczynione zakupy dla cery, jak to powiedziałam ostatnio męzowi : "bede teraz uważać co biorę do buzi", (oczywiście miałam na myśli kosmetyki;-) nie oczekuje szybkich efektów, ale liczę, ze to mi pomoże. Nie mam już 16 lat a taki tradzik na prawde krepuje, szczególnie gdy chce się być "poważnym i mądrym", żeby móc innym prawić kazania - a tak czasem jest w mojej JOP.
Wielka biel. No to @ przychodz szybko, chcemy zacząć starania.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.