s1985 walcząc 27 lutego 2018, 08:06

2 dpo , było jedno serduszko, więcej mi nie trzeba,jak mam być to będę w ciąży, 9 marca jadę do Gdańska oddać krew na badania ze skierowania immunologa ( B12, homocysteina i znowu fenotyp komórek NK) . Jadę pociągiem,do 10 muszę być w lab i to naczczo, masakra :'(

Marudaruda Największe pragnienie. 27 lutego 2018, 08:20

Jakoś ostatnio nie było o czym pisać... @ przyszła i wyszła - nawet w miarę znośna była, nie za mocna, nie za lekka, taka idealna. Z kolei dzisiaj o 18 mam wizytę u gina i jestem bardzo ciekawa co mi powie. Jakoś cienko to wszystko widzę, nadziei brak. Zobojętniałam jakoś...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2018, 08:21

-4 dc-
Jeszcze jedno chciałam dodać po wczorajszej wizycie. Jak byłam w rejestracji wypisywać duperele związane z pierwszą wizytą, to pani z rejestracji o wszystkie dane głośno mnie pytała. Ostatnie pytanie zadała szeptem, który sama ledwo usłyszałam: "Pani w sprawie badania płodności, tak?". Uśmiechnęłam się, odpowiedziałam "tak" i głośno dodałam: "Dziękuję za dyskrecję, nie wszyscy o tym pamiętają". Druga rejestratorka spojrzała na mnie z ukosa (szkoda, że nie ta pinda, która ostatnio się tak wydarła), a pierwsza odpowiedziała "Oczywiście, to są prywatne sprawy pacjentki". A ja na to "Niestety nie wszyscy to rozumieją" i uśmiechnęłyśmy się do siebie. Byłam z siebie taka dumna! Mam nadzieję, że skłoni je to do rozmowy (może nawet z tamtą pindą) i kiedyś oszczędzi to jakiejś biednej staraczce zakłopotania.
Buziaki! <3

Magic Niemożliwe 27 lutego 2018, 11:42

Podobno oczyszczenie ciała że złych emocji pomaga. Owszem. Zbowu byłam w przedszkolu i czeka mnie jeszcze jedną wizyta. Ale już rano pani mnie sprowadziła to parteru co do dostania się Lilki...zryczałam się. Nie mam już sił. Konrad dalej leży,w niczym mi nie pomaga bo nie ma jak. Noga dalej opuchnięta A z reha nici póki opuchlizna sie trzyma. ZAJEBIŚCIE. Na wkurwie wylałam kawe i wode na kapana i musiałam ją uprać...wszystko mam pod górę. Sama z tym wozem jade i mam ochotę uciekać gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie. Wyżywam się na wszystkich:( A dsieci są tu najbardziej poszkodowane. Leżę od rana w łóżku i chyba mam depresję.

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 13 lutego 2022, 21:01

9 dc, 4 dzień stymulacji

Zastrzyki idą dość gładko - jak na razie.
Jajniki czuję od drugiego dnia stymulacji, raz mniej raz bardziej. Zdecydowanie bardziej czuję ten prawy.
Rano pobolewa mnie głowa, jestem ogólnie bardziej płaczliwa.

Jutro pierwszy monit, o 15.

36 tydzień

Bałam się wczorajszej wizyty u lekarza. Czarne myśli krążyły niczym sępy. Tak bardzo chciałam wiedzieć czy z synem wszystko jest w porządku... Ale zacznę od początku. Jedna z moich koleżanek z pracy zaszła w ciążę. Gadałyśmy długo w zeszłym tygodniu - z niecierpliwością czekała na prenatalne... śmiałyśmy się, że razem będziemy chodzić z wózkami - ona termin an sierpień, ja na marzec. Była w 13 tygodniu... miała już córeczkę, ale od przeszło roku gadałyśmy o tym, że naszym dzieciom przyda się rodzeństwo. Plan był właśnie taki, abyśmy we dwójkę zaszły w ciąże... (jest z innego działu, pracodawcy nie robiłoby to problemu...) Nawet nie wiecie jak się cieszyłam, że jej się udało. A teraz d...pa. Wczoraj dowiedziałam się, że straciła to dziecko... Popłakałam się. Na pięć minut przed moim wyjazdem do lekarza zadzwonił tata informując dodatkowo o śmierci krewnej. Miałam dość. Z duszą na ramieniu szłam na badania. Na szczęście u nas wszystko w porządku. Mały waży 2,8 kg... idealnie odpowiada 35t4d. Lekarz twierdzi, że raczej nie będzie tak duży jak jego brat... Badania krwi, kreatyniny w najlepszym porządku. W moczu wyszły jednak drożdżaki - dostałam jakiś lek i ma być dobrze. Z rękami też lepiej, lekarz jest zdania, że to normalne w 9 miesiącu... Waga +3 kg... ale po tych wszystkich wydarzeniach w ogóle się tym nie przejęłam. Myślami jestem z koleżanką i zastanawiam się jak okazać jej wsparcie... wiem czego nie wolno mówić, ale co powiedzieć... jak pocieszyć... co zrobić aby być blisko a jednocześnie dać nieco swobody - nie mam pojęcia... I nie wiem czy ja z moim gigantycznym brzucholem w ogóle powinnam być przy niej, czy nie sprawię jej przykrości... przepraszam za te smutki....

@Czekamy, kurczę miałaś rację 🙈
Mąż - pozytywny
Marysia - pozytywny
Ja - negatywny WTF???

Prawie jesteśmy pewni, że to Marysia z klubu przyniosła, bo objawy miała tydzień wcześniej niż mąż (i ja, ale to widocznie tak jak myślałam było u mnie tylko osłabienie organizmu po nadmiernym stresie). Nie wiem jakim cudem się od nich nie zaraziłam 😲🧐🤔 Podobno te testy genowe wykrywają wirusa do 3 tyg. od chorowania. Więc chyba się w ogóle (jeszcze?) nie zaraziłam🤷‍♀️

Trochę się martwię że Marysia to świństwo złapała bo nie wiadomo jakie długofalowe skutki ma to cholerstwo. Czasami jak słyszę w mediach o zniszczonych płucach, czy układzie nerwowym to mnie osłabia. Z drugiej strony przynajmniej ma to już za sobą i nie musimy się martwić że zachoruje. A no i za tydzień wraca do klubiku to też plus pozytywnego testu☺️

No i bezsens systemu bo mąż i córka za tydzień są wolni, a ja mam kwarantannę dwa tygodnie🤬🤦 Do tego nadal będę się stresować czy nie zachoruję. Przy moim zespole sjogrena i chłoniaku to lepiej by było nie spoufalać się z Covidem.

Aaaa, mój brat robił co prawda tylko te najtańszy test przesiewowe i ma negatyw, a jego dziewczyna (mieszkają razem) ma pozytywny test i objawy choroby na tyle silne że bierze heparynę (??? nie wiedział że tym się leczy Covid 😲). Może my genetycznie jesteśmy odporni 😉🙃


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2021, 23:38

32 tydz. + 4 dni

Czas powymiatać pajęczyny. Jednak pisanie, a szczególnie regularne pisanie nie jest moją mocną stroną. Trochę szkoda bo miałabym dobrą ściągę kiedy jakie leki brałam, kiedy zmieniałam dawki letroxu itd. Trudno.

U dzidzi wszystko w porządku. Rośnie, rozpycha się, ma czkawkę. W czwartek idziemy na kolejne podglądanie :) Zdecydowaliśmy, że będzie Zośka. Nawet nie było większych problemów z wyborem. Ja zrobiłam listę imion, które mi się podobały, mąż przejrzał i stwierdził: Zosia. I tak już zostało. Z rzeczy wyprawkowych to mamy wózek, fotelik i ubranka, teraz czas na dokupowanie reszty.

U mnie fizycznie też ok. Dokuczają mi normalne ciążowe objawy (ociężałość, problemy z zakładaniem butów). Czasem też boli nerka (wodonercze) i często przyplątuję się infekcje pochwy (tego już chyba nigdy nie wyleczę). Natomiast psychicznie zaczynam się sypać. Kto by pomyślał? Przecież jestem w swojej wymarzonej ciąży, czekamy na bobasa który jest zdrowy, nic poważnego przez całą ciążę mi nie dolegało. Więc o co chodzi? A no o to że panicznie boję się porodu. Mam stany lękowe, nie mogę spać i jak tylko pomyślę "poród" to od razu zaczynam płakać. Najgorsze jest to, że ja nie wiem czego konkretnie się boję - boję się samego faktu, wszystkiego co będzie się tam działo. Chodzimy na szkołę rodzenia, bo to miała zmniejszyć mój strach ale jest wręcz odwrotnie... położna mówi, że podczas porodu trzeba się zrelaksować bo wtedy wydziela się oksytocyna, a jak jej nie ma to wszystko przebiega wolniej i boleśniej. A ja nie wiem co to jest RELAKS, non stop chodzę spięta, nie umiem się zrelaksować. Sale do porodów rodzinnych są tylko 3 reszta to wieloosobowe więc przy obecnym wzroście liczby urodzeń marne szanse na poród rodzinny. Znowu jak jest tyle kobiet rodzących to i może znieczulenia też się nie doczekam. W głowie kłębią się same czarne scenariusze... W końcu zdecydowałam się na konsultację z psychologiem z porodówki (moja terapeutka też jest w ciąży i już na zwolnieniu). Co się okazało... że moja depresja wróciła. Sugeruje mi konsultacje z psychiatrą i rozważenie wprowadzenia znowu leków. Czuję, że odniosłam porażkę. Wstyd mi, że nie potrafię funkcjonować bez pastylek. W sumie nawet do mnie nie dociera, że to obniżenie nastroju to depresja (no bo jak w najcudowniejszym czasie dla kobiety mnie jest smutno?). Cały czas szukam wymówek, że jestem zmęczona pogodą, że nie mam czasu odpocząć, że mój promotor mnie stresuje i nie umiem się zrelaksować... nie potrafię się przyznać że to choróbsko znowu mnie dopadło (a może mi wmawiają bo tak najłatwiej?) Od wczorajszej wizyty ciągle bije się z myślami co robić... no bo przecież te leki nie są obojętne dla dziecka (wiem, że ostateczną decyzję i tak podejmuje lekarz) i nie wiem czy ja naprawdę ich potrzebuję.

20DC

Wczoraj wizyta u mojego Dr jak zawsze w bardzo przyjaznej atmosferze :) ehhh jak ja go lubię zawsze uśmiechnięty...
Oczywiście jechałam pod lekkim stresem bo bałam się co może powiedzieć ale.... jest jeden pęcherzyk 21mm jak to Dr powiedział "Mamy gotowy pecherzyk!" no i endo 9,1mm hmm...mogło by być lepsze no ale cóż
Zaraz po powrocie podałam sobie ovitrelle teraz mamy 3 dni starań..
Drugi pęcherzyk? Nie wiadomo co się stało przestał rosnąć...myślałam że będą dwa że może będą większe szanse no ale trzeba się cieszyć z tego co się ma..
W końcu! Koniec igieł! Oczywiście na razie no bo jak się nie uda to następny cykl pewnie tak samo...jakoś tak się nie nastawiam teraz...zbyt dużo rozmawiałam z M zbyt dużo informacji mu przekazywałam nawet wczoraj zadz po wizycie i powiedziałam DZIAŁAMY KOCHANIE! No i...czar prysł wieczorem jak przyszło co do czego.. Seks na zawołanie? 'U mojego M nie tak łatwo...nie dość że trzeba było się postarać to jeszcze 3 razy podchodzilismy żeby w końcu zakończył!!!! Jejkuuu nigdy tak nie było zawsze uczucie nas rozpalało to chyba jednak nie był dobry pomysł aby on o wszystkim wiedział sam powiedział że to coś w głowie mu siedzi że to przez to...
Qrcze!!! Naprawdę jestem w szoku! Nie pomyślałabym że aż tak to może wpłynąć na mojego mężczyznę..jest wrażliwym mężczyzną i zazwyczaj skrywa w sobie uczucia i nic niee mówi...a co ja zrobię że mam dłuuuuugi język i lubię mu o wszystkim opowiadać!? Chyba czas przestać! Czas skrócić swój język i znowu skryć się w sobie dusić to wszystko... Powiedziałam nawet mojej siostrze chyba nie był to dobry pomysł bo ona baaardzo czeka na maluszka u nas bo ma dwoje dzieci i tak naprawdę nie mają do kogo jechać kto ma dzieciaki i będą się mogły razem bawić. Nie był to dobry pomysł bo już dziś pisała i jak tam?! I jak tam!? Co Ci lekarz powedział? Ajjj...jestem nie szczęśliwa w tym momencie :( Czemu ja tak dużo mówie!!!! Moja przyjaciółka wie o wsztstkim i to mi nie wystarczyło! Musiałam wypaplać wszystko i wszystkim!!!
Jest mi źle..ciekawe jak mąż dziś...ale ja już na nic się nie nastawiam.. No cóż sama jestem sobie winna...
Zaczęłam szukać pracy w końcu ogarnęłam te piepr... studia! Byłam nawet wczoraj na rozmowie no ale jak to wszędzie...będziemy dzwonić a mój pech mnie nie opuszcza i znając życie dziś dostanę telefon że niestety przyjmują inną dziewczynę..

Ja nie wiem co ja w życiu takiego zrobiłam że pech mnie ciągle nie opuszcza!
Może i zbiłam kiedyś z dwa lusterka ale..już 7 lat na pewno minęło! W tym czasie zmarł dziadek i tata i jeszcze ta ciąża która się nie rozwijała...i co mnie jeszcze spotka!? :(

Czy ten na górze istnieje? Ciągle się do niego zwracam ale czemu mi nie pomoże?


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2018, 10:46

Lilly_Ana Czekając na cud 27 lutego 2018, 10:58

Dziś temperatura spadła do 36,38. 10dpo. Czyli nie ma szans na ciążę :/ dlaczego to wszystko jest takie trudne? Dlaczego ktoś może mieć dziecko na kiwnięcie palca a ktoś inny musi walczyć ileś lat i NIC

gosia89 udało się po 9 latach 19 września 2020, 21:23

14dpo przyszła @ także IUI nieudana...

Jakby to powiedzieć... 1 dc
@ nadeszła.
✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘✘

Już wczoraj popołudniu zaczęło się jakieś delikatne plamienie, dziś @. Temperatura spadła, brzuch boli już typowo okresowo. Czar prysł .
Tak wielkiego zawodu jeszcze nie czułam podczas tych niemal półtorarocznych starań. Byłam pewna... Już zaczynałam się cieszyć, planować... A tu rozczarowanie .


ALE... wczoraj popłakane, poużalane... I czas działać dalej, od nowa. Gdyby nie mój P. to może i dziś bym rozpaczała, ale powiedział, że popadanie w depresję nic nie pomoże, że miałam się nie stresować i nic na siłę. Ma rację. Bez niego bym zwariowała... ♡
Na co dzień tryskam optymizmem, serio. Tylko ten jeden temat wywołuje u mnie przygnębienie i łzy. Ale podnoszę się z kolan, wycieram zasmarkany nos i się nie poddaję. Jeszcze nie ☆

Dzwoniłam do gina. W poniedziałek, tak jak było planowane, idę na HSG, chyba że będę nadal krwawić (bo już nie wierzę swojemu organizmowi). Boję się, bo mam alergię na szpitale i lekarzy. Ale będę dzielna...

Chciałabym sobie jakoś pomóc. Tylko jak?? Nie wiem co robić...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2018, 13:14

20dc
Nie pisze, bo nie ma o czym. Jest oczekiwanie, próżnia, czy się udało, czy nie? Czuje kłucie jajników. Temperatura powoli rośnie, ale to mnie akurat nie napawa nadzieją, bo wykresy zawsze mam piękne.
Zaczęłam się odchudzać, moja druga strona mówi mi, że jak jeszcze się nie uda to dobrze, wtedy przynajmniej trochę schudnę.
Przyszły cykl jak się nie uda planuje z monitoringiem. Dwóch lekarzy mam na oku, ale jeden stosuje naprotechnologie, nie do końca wiem z czym to się wiąże i czy go chce ;) Bo akurat w tej kwestii to obojętne mi metody, byle do celu ;)
A drugiego polecał mi mój gin do którego chodzę na nfz. Dzwoniłam do niego przed chwilą i monitoring powinnam rozpocząć od 5dc. Babka w rejestracji mówiła, że mogę się już zarejestrować, ale to bez sensu skoro mogę dostać okres innego dnia. Zadzwonię więc w tym dniu kiedy dostane i będę liczyła, że będą terminy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2018, 12:14

Końcówka 15 tygodnia
14 + 5

Właśnie gotuję ciecierzycę i buraki. Na obiad planuję spaghetti po meksykańsku z ciecierzycą a na kolację sałatkę z burakiem,sałatą, cytrusem i sosem jogurtowym, całość posypię słonecznikiem lub pestkami dyni. Uwielbiam tę sałatkę i mój Mąż też. Twierdzi, ze gotowane mięsiste buraki mógłby jeść jak jabłka.
Od ciotki, która fascynuje się tradycyjną medycyną chińską dowiedziałam się, że buraki i ogólnie takie "mięsiste" warzywa wpływają pozytywnie na przepływy w łożysku. I na malca. Podobnie działają (wg tego co mówi) pieczarki - na które tydzień temu miałam taką chcicę, że robiłam pieczarkową zamiast rosołu w niedzielę, potem szaszłyki z mięsa,warzyw i pieczarek, do kaszy dodawałam grillowane pieczarki i na koniec do gulaszu z fasolki szparagowej, papryki i mięsa.
A teraz miałam fazę na bakłażana i wczoraj robiłam prostą pastę właśnie z pieczonego bakłażana i papryki. Smakuje jak marynowana :)

Ogólnie staram się jeść zdrowo. Czasem zjem coś słodkiego - ale 1-2 razy w tygodniu. I trochę. Dzień przed badaniami najadłam się wafli ryżowych i trochę chałwy, i cukier wyszedł prawie 92. Przestraszyłam się trochę, bo wg nowych kryteriów jak przekroczy 92 to może oznaczać cukrzycę ciążową. Nie chcę cukrzycy. Wiem, że przy sterydach cukier możne wzrastać, dlatego się stopuję. Idę w orzechy, dużo warzyw i trochę owoców. Produkty pełnoziarniste. I do tego nie jem jak ptaszek, wprost przeciwnie jem więcej niż przed ciążą a mój przyrost ciążowy wg dzisiejszej wagi to uwaga - 700 g. Moja babcia z oburzeniem twierdzi, że powinnam jeść więcej niezdrowych rzeczy żeby przybrać na wadze. Dziękuję.
Nie będę Wacusiowi szkodzić.


Morfologia w miarę tzn hemoglobina trzyma mi się na poziomie 13,4 (tak, jak była), za to mam nieco podwyższone leukocyty do 11,4 - to fizjologia, pęcherz czy sterydy? Czekam jeszcze na wyniki androgenów. Mam nadzieję, że spadły bardziej po zwiększonej dawce sterydu.
Za to mam problem z bakteriami w moczu. Ph moczu już wróciło do normy, ale te kurewskie bakterie tam są. I azotyny. I nic więcej - nabłonków, leukocytów itd. Lekarz zalecił oprócz żurawitu urosept. I zaczęłam też pić rumianek, bo kiedyś mi pomagał. I dużo wody z cytryną, żeby dużo sikać - chcę się pozbyć tych cholernych bakterii.
Na współżycie mamy bana - lekarz póki co nie zalecał, bo miałam do niedawna bóle podbrzusza i lepiej dmuchać na zimne. Z ćwiczeniami dla ciężarnych kazał się wstrzymać, dopóki bóle całkiem nie ustaną. Od kilku dni w sumie gdy bardziej się oszczędzam, to jest w miarę ok.

I wydaje mi się, że czuję ruchy. Tzn takie plumkanie, bulgotanie, pulsowanie, wiercenie - trudno to opisać. Ale nie jestem pewna, czy to nie moje jelita.

No i nasz dom. Zaczyna przypominać dom i jesteśmy już coraz bliżej przeprowadzki :)

Magic Niemożliwe 27 lutego 2018, 12:55

zapomniałam dodać :) mamy 51% na liczniku! wow :)

aijbi Czas sie poddać? 7 marca 2022, 18:27

Dziś 6dpt bolał mnie brzuch ja na okres… zaczelam sie martwic i godzić z losem… jeszcze 4 dni w męczarniach myśli☹️

juz mysle co zrobie po nieudanym transferze, musze sie przeprogramować! myslec pozytywnie! codziennie staram się zasnąć z myślą: jestem w ciąży, urodzę zdrowego bobasa i zasypiam w dwie minuty… :)

Czekamy na wynik badania zarodka. Mój mąż jest w trakcie zmiany pracy jest bardzo nerwowa sytuacja bo nie chcą mu iść na rękę w starej pracy .... Już sam nie wie czy dobrze robi zmieniając, nie wiem co mu doradzić .... Nie mam na nic siły, nic mnie nie cieszy, wszystko miało być inaczej

34 tc
Hej my wczoraj po wizycie wszystko dobrze. Mały waży 2240 gr i idzie zgodnie z terminem tygodnia ciąży. Jak będzie dalej tak rósł to urodzi się na 50 centyl także dobrze bo bałam się że będzie ponad 4 kg, no ale zobaczymy jak będzie dalej. Za 3 tyg kolejna wizyta. Przepływy dobre, łożysko ok, szyjka trzyma. Ja nie mam żadnych skurczów, nawet tych przepowiadających. Jak się jedynie przeforsuję to brzuch boli.
Waga +2 kg także w miarę. Ale niestety 20 kg przekroczę... no nic trudno. ważne że mały zdrowy, o wagę będę się martwić po porodzie. Trzymam się postanowienia i nie jem słodyczy od środy popielcowej :)
Dziś kurier przyniósł paczkę- niania elektryczna, :)
Jutro albo w czwartek przyjdzie łóżeczko i cały zestaw pościeli + kilka dodatków, a w weekend będziemy skręcać :) ja po weekendzie biorę się za pranie. Jutro zamawiam rzeczy z gemini, i będę kończyć się pakować.
Jakoś nie dociera do mnie chwilami że to już lada dzień :) Dopiero była kruszynka kilka cm, a teraz jak kopnie to aż się słabo robi z bólu hehe.

Dzisiaj 28 DC i 12 dpo. Czekam na @. Przyjdzie pewnie jutro albo pojutrze.


Polecam folian. Prenetal duo i Tmg o którym wspominała Nika.

ma_pi Demotywator 27 lutego 2018, 19:04

Oba zarodki przeżyły rozmrożenie i mi je dr podał. Embriolog tym razem nawet nie udawała, że nie są za piękne. Sporo fragmentacji. Niemniej jednak chyba i tak były lepsze, niż zarodek podczas poprzedniego transferu. Tak na moje oko.
Od dr dostałam do progesteronu tylko fraxiparinę 0,4. Sama sobie dodałam sporo więcej. Na zlecenie immunologa 10 mg encortonu od początku cyklu, dwa razy intralipid, witaminy b metylowe, magnez, Wit D, potas przez sterydy, wapno, no i od dziś 3x scopolan - został mi po poprzednim transferze. No i wlew z accofilu 5 dni temu.
Beta za 9 dni.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2018, 19:05

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)