Marti... Goniąc czas 11 kwietnia 2018, 16:05

no to rozpoczynam 36 tydzien..... za rowno 7 dni ciaza bedzie uwznana jako donoszona.... przeraza mnie to jak syzbko zlecial ten czas. zostal miesiac do rozwiazania....

czuje sie dobrze, ale jestem slabsza. czasm nie moge odkrecic wody mineralnej :D czasem dopada mnie zadyszka, a czasem po prostu nie mam sily wstac z kanapy. brzuszek sliczny, okraglutki, wysoko. na wadze +8 kg. czasem jak chodze za duzo (nadal spaceruje ok 2,5 h dziennie) to czuje, ze cora ciagnie "w dol". a w nocy jak sie ulezymy na jednym boku, to bolesne jest przekrecanie sie z jednej strony na druga :) no i oczywiscie niezmiennie bol ledzwiowy przy przeciazeniu - ale do tego to juz naprawde przywyklam :)


wczoraj poprasowalam juz wszystki ubranka, ktore posiadam na ten pierwszy "okres" w domu. nadal torba do szpitala nie spakowana :D nie chce mi sie no! ale obiecalam sobie, ze zrobie to najpozniej w ten weekend.

no i z rzeczy organizacyjnych (poza torba) pozostalo chyba robienie zapasow zywieniowych do mrozenia. zarowno dla nas jak i zup miesnych dla psa, bez ktorych nasza suczka jest niepocieszona :) poszylam tez przescieradla na gumke z bawelny do lozeczka, gondoli i dostawki do lozka. niby nic trudnego (po zrobieniu rogala do kramienia, poduszki mniejszej do kamrienia, dwustronnej kolderki -zrobionej metoda pachworkowa), ale napawa mnie duma latwosc z jaka teraz przychodzi mi urchomienie wyobrazni i sprzetu :) znalazlam super pasmanterie z genialnymi materialami. az nie moge doczekac sie szycia pomyslow corci.


caly czas zastanawiam sie nad kupnem laktatora. nie wiem czy powinnam, boje sie o problemy z laktacja...

badania i gina juz co dwa tygodnie od ostatniej wizyty. dostalam tez kilka skierowan na badania krwi. nie moge doczekac sie ostatniegoUSG. moja kolezanka miala niby osttanie w 36 tyg. wiec ja niby mialabym je miec w nastepnym tyg, ale lekarz jeszcze nie wystawil mi skierowania, wiec pewnie bedzie pozniej.

no i to tyle u nas :) cieszymy sie kopniakami w zebra :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 kwietnia 2018, 16:08

Biała Azlia Co przyniesie los 11 kwietnia 2018, 16:24

Czas leczy rany. To prawda. Chyba nigdy nikt mnie tak nie zranił, jak te prawie 2 miesiące temu. Ale odzyskałam już większość swojego spokoju. Jeszcze troszkę i już będzie akurat, a postaram sie żeby było lepiej niż wcześniej. Mam swoje cele do zrealizowania, swoja prostą drogę, którą kroczę i tu jest najlepiej, najbezpieczniej. Tu nic złego mi się nie stanie. Rany się zabliźnią, ale o bólu zapomnę :)
Nie poddam się depresji, złym myślom i smutkom. Wyjdę z tego dołka silniejsza i mądrzejsza. Pierwszy cel - kupno mieszkania. Co się łączy ze znalezieniem odpowiedniego i kredytem. Drugi cel - dzidziuś. Może byc i w odwrotnej kolejności. Nie pogniewam się ;) Myślę tylko o tym. Wyobrażam to sobie i jestem szczęśliwa gdy to widzę :) Tylko trzeba troszkę cierpliwości i czasu :)

OM 7tc+2 (usg 6tc+4)

be80645bf39702a4med.jpg

Aktualnie najważniejszy dokument w moim życiu <3 Po dzisiejszej wizycie u lekarza jestem duuuużo spokojniejsza i ogromnie szczęśliwa :) mamy pięknie bijące serduszko i 0,66 cm szczęścia <3

Chwilo trwaj!! <3

Alice24 Za bardzo chcę 11 kwietnia 2018, 22:19

Czy ja nie miałam za niskiej tej bety??? Robiłam wczoraj, tj. 9 dpo. Wynik to 35,8

7DC

Dzisiaj wyjątkowy dzień, mamy rocznicę z Lubym. Postanowiliśmy spędzić dzień na lenistwie, w swoich ramionach. Jeszcze dochodzimy do siebie po zmianie czasu z wakacyjnego (-6 godzin) na holenderski. Ale oczywiście siły na amory znajdą się zawsze :P W końcu trzeba trenować przed owulacją.

Jutro wizyta u ginekologa, usłyszę jaki plan działania ma mój lekarz. Ja będę obstawać przy diagnostyce w kierunku trombofilii. Chcę też mu powiedzieć, że dwa cykle chcemy spróbować naturalnie. Wakacje oraz sukcesy innych dziewczyn z forum o poronieniach naładowały mnie pozytywną energią oraz wiarą, że się uda. Postanowiliśmy z Lubym, że te dwa cykle nie będziemy nic testować, sprawdzać, mierzyć ... po prostu damy się ponieść :P Serduszkowanie raz dziennie i tyle :P hahahaha zobaczymy jak długo utrzyma się wakacyjny ogień.



Dzisiaj 13dc. Zanim zaczęłam brać euthyrox wiedziałam kiedy zbliża się owulacja, ból brzucha, owulacyjny śluz... Odkąd zaczęłam brać leki tylko w jednym cyklu miałam minimalne objawy, ledwo zauwazalne... Czy to możliwe, żeby euthyrox aż tak wpłynął na objawy okoloowulacyjne, albo porostu sprawił że jej nie ma? Czy to zbieg okoliczności... Boję się robić testy owulacyjny... Boję się myśleć że zamiast być lepiej, jest gorzej... Znowu większy stres, a to już zupełnie nie jest dobre... Dobranoc

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 11 kwietnia 2018, 23:21

Caly czas mysle o tym ze nam sie nie udalo...dziesiaj w kolejce w sklepie przede mna mama z dzieciatkiem w wozku...dziewczynka - przepiekne niebiekie oczka...tak ciezko bylo mi w nie patrzec...a jednoczesnie nie umialam sie nie usmiechac do tego skrba malego...tak stoje i patrze jak malenka ogryza kawalek bulki i spinam sie w sobie tylko nie placz tylko nie placz...nagle mama malenstwa odzywa sie i prosi abym na nia zerknela bo musi skoczyc po karton...w tym momencie zotalam w calym sklepie sama widzialam tylko te piekne duze niebieskie oczka ktore czarowaly...tak mi bylo zal tak mi bylo zle a jednoczsnie cos krzyczalo w srodku WALCZ!!!!!!!!!! walcz o taki cud ! WALCZ chocbys miala zebrac...NE PODDAWAJ sie....
jakie to wszytko jest ciezkie!!!!
ale nie moge nie sprubowac adopcji...wiec jak tylko bedzie nam dane to sprobujemy...no gorzej juz byc nie moze...

29dc

I po wszystkim! Testowalam...nic z tego jedna ciemna krecha...ja już nie wiem co robic :-\ opadaja mi sily jak widze jedna kreche nie placze juz...ale smutno...

Dzis mialam okropne sny...nigdy podczas jednej nocy nie snily mi sie dwa pogrzeby :'( babci i sasiada nie byly one dwa na raz ale jeden sen sie skonczyl i zaczal drugi...co to znaczy? Juz mi sie nawet w senniku nie chce grzebac...

Chcialabym miec maleństwo :'( chyba jeszcze jeden cykl sprobuje ale to juz ostatni juz koncze naturalne starania. Na to tez idzie bardzo duzo pieniedzy niedlugo z mężem nie nadazymy zarabiac! Dzis pisze do lekarza...jak mnie przyjmie to jeszcze jeden jedyny raz potem ivf juz za dlugo :-(

I ETAP COLO VADY

Dzień 1

Od dziś można jeść tylko: ryż (kilka pierwszych dni), kasza jaglana, kasza gryczana niepalona, gotowana tarta marchew lub gotowany tarty burak, pieczone jabłko, dwie małe kromki chleba gryczanego dziennie (bez dodatków).
Pijemy tylko: wodę z coral mine, kompot z suszonych śliwek lub sok z marchwi, buraka i selera.

Leki: super flora (2x1 rano pół godziny przed śniadaniem), assimilator i lecytyna bez zmian, pentokan+h-500 rano, h-500 po południu, microhydrin po południu, saszetka leków rano i wieczorem (dwie saszetki dziennie w sumie).


Ruszam z wagą - 53,3kg

W= tak będę zaznaczała wypróżnienie (to bardzo ważne by było choć jedno dziennie).

Samopoczucie: jest rano i jem śniadanie więc na razie ok. Potem do pracy i zobaczymy ile będę miała siły po taki śniadaniu.

PS. Ten cykl jest beznadziejny. Przez kilka dni w okolicach owulacji strasznie bolał mnie lewy jajnik. Temperatura też kiepsko rosła. Poszłam na kontrolę i co? Tak jak przypuszczałam - LUF. Oby to był tylko jeden cykl bezowulacyjny, bo jak wróci mi comiesięczny LUF to mogę sobie wsadzić to całe leczenie...

Jestem wściekła, wczoraj test owu pozytywny a nawet się nie kochaliśmy, jakoś ochoty nie było. M. chciał dziś rano, to mi się nie chciało.. Boże zwariować można. Chyba nie pamiętam, kiedy kochaliśmy się bo oboje zwyczajnie siebie pożądaliśmy.. Od początku starań, a już na pewno po diagnozie męża to siedzi z tyłu głowy i nie chce wyjść, "projekt dziecko".
Nie lubię tego!!!
Kolejny cykl stracony...
Z dobrych wiadomości to taka, że zastrzyki dla M. robię już jak stara wyjadaczka :) kiedyś chciałam być pielęgniarką ... :)

Mąż był wczoraj u lekarza, ale oczywiście póki co bez badań nic nie wiadomo. Powiedział, że to bardzo prawdopodobne, że sterydami zrobił sobie antykoncepcje, ale wszystko mu powie w pt za tydzień jak będzie miał wyniki. Co on mu tam dokładnie badał to nie wiem, bodajże tarczyca, estradiol, testosteron, FSH, LH, prolaktyna, ale nie dam sobie za to ręki obciąć, że faktycznie takie ;)

Zadał mu wczoraj jedno pytanie "czy mocno się pan stresował przy oddawaniu próbki?" i zaczęłam się zastanawiać skąd takie pytanie. Znalazłam u nas na forum przypadek gdzie facet oddał próbkę właśnie w takim pokoiku w klinice i wyszło mu zero plemników. Dwa dni później powtórzył badanie w innym miejscu, próbkę pobrał w domu i wyszły mu zajebiste parametry :O Zastanawia mnie też fakt, że na wyniku jest napisane, że nasienie przezroczyste. A jeszcze wczoraj dokładnie mu się przyglądałam hahaha i do przezroczystego to mu daleko... nic tu nie rozumiem.
Mąż mówi, że do badania oddał tego nasienia strasznie mało w porównaniu do tego ile jest go tak normalnie.

Tak czy inaczej jest jeden plus zaistniałej sytuacji. Odpuściłam sobie, nie obserwuje się, nie latam z termometrem, blokada w głowie puściła i od kiedy wiem, że mąż nie ma plemników to seks stał się super, a nie mechaniczny jak do tej pory. A co ważne jest mi tak lekko... wiem, że to dziwne, ale odpuściłam sobie zamartwianie. Bo wcześniej strasznie się frustrowałam faktem, że nie wiem co jest przyczyną.

Generalnie jestem mega pozytywnie nastawiona. Jak byłam wczoraj w tej przychodni to przyszła dziewczyna z chłopakiem i to ewidentnie chłopak przyszedł na wizytę, a nie ona i ciągle płakała w tej poczekalni. Miałam ochotę jej powiedzieć żeby się nie martwiła, że mój mąż ma zero plemników i że zapewne u nich nie jest gorzej hahaha. Generalnie po przepłakanym poniedziałku stwierdzam, że jakoś to będzie. Ale jestem mega optymistycznie nastawiona, bo zadręczanie mi w niczym nie pomoże.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2018, 08:45

s1985 walcząc 12 kwietnia 2018, 09:37

Beta z wczoraj 203 to był 14dpo

Rene Szczęśliwy wakacyjny cykl:-) 12 kwietnia 2018, 09:43

Ciąża zakończona 10 kwietnia 2018
Jest już na świecie nasz kochany synek Patryk godzina 12:05 3850g 55cm 9/10 punktów poród drogą cięcia cesarskiego:-)
9.04.2018
Jeszcze przed pójściem do szpitala pojechałam z moim P i resztą dzieci do mamy,czekaliśmy na przelew,parę minut po 11 przyszła pensja mojego męża,postanowiliśmy jeszcze pójść do focusa do KFC na ostatnie niezdrowe żarełko,mąż wszystko zjadł mi jakoś za bardzo nie wchodziło chociaż wcześniej jadłam takie rzeczy ze smakiem,może to przez stres przedporodowy za kilka godzin miałam być w szpitalu,po drodze wstąpiliśmy jeszcze do rossmana kupiłam wodę mineralną na inne zakupy nie miałam już siły a w planach miała kupić miniaturki kosmetyków do szpitala żeby nie nosić dużych kosmetyków.W drodze powrotnej bardzo źle się czułam myślałam że nie dojdę do mamy,gdy już byłam u mamy położyłam się jeszcze na trochę i pomału szykowałam na wyjazd do szpitala...
około godz 14-15 zgłosiłam się do szpitala ze skierowaniem na cc,poszło bardzo sprawnie,pani w okienku zapytała który tydzień ciąży i do którego lekarza chodziłam w ciąży,po chwili zadzwoniła na oddział lekarz zadecydował że mam być przyjęta na oddział więc pani z IP zawiozła mnie na górę na OCP
tam dokończona została procedura papierologiczna i wywiad.Po chwili położna pobrała mi krew zmierzyła ciśnienie i temperaturę następnie dostałam łóżko,Nie byłam przebrana w piżamę położna zaczęła narzekać na IP że tam powinni mi powiedzieć abym się przebrała.Na sali czekałam na lekarza gdy przyszedł poprosił mnie do gabinetu zawołał wyniki badań i zaświadczenie o wskazaniach do cc,później mnie zbadał na fotelu i zrobił usg powiedział że dziecko waży w granicach 3,9-4 kg poszłam na salę
tam miałam zrobiony zapis ktg potem miałam czekać na obchód lekarski.Zjadłam kolację później był obchód lekarz powiedział że nie wiadomo kiedy będę miała cięcie ale na wszelki wypadek mam już nic nie jeść.Noc nie przespana trochę z nerwów trochę z niepewności i ekscytacji no i te niewygodne łóżko plus gorąc na sali.....W nocy były trzy przyjęcia panie se skurczami na sali nie zabawiły długo może z pół godz do godz i zjeżdżały na dół na porodówkę,wtedy pomyślałam,że jednak nie chce mieć tych skurczy wolę już cc
10.04.2018
wstałam dosyć wcześnie dostałam śniadanie którego na wszelki wypadek miałam nie jeść,na obchodzie lekarskim miała paść decyzja....
obchód był mniej więcej po 9 rano lekarz zadecydował,że dziś zrobimy cięcie i kazał położnej zawieść mnie na dół...Pojawiły się Emocje zaczęłam płakać zaraz zadzwoniłam do mamy....TO już DZIŚ urodzi się nasz synek.Panie z sali pytały czy to dziś będzie cięcie,powiedziałam że tak.W między czasie miałam się spakować,gdy to zrobiłam razem z położną która pomogła mi się zabrać z torbami zjechałam na dół,tam zostałam przekazana inny położnym,poszłam do zabiegowego pani zapytała czy miałam ktg i czy krew mi pobrali powiedziałam,że tak.
Mama przyjechała szybko,poszykowała rzeczy dla synka i czekała ze mną na poorodówce jeszcze w między czasie udało mi się iść do koleżanki która wcześniej urodziła pogadałam z nią chwilę i pożegnałam mówiąc że zaraz będę miała cesarkę,życzyła mi powodzenia:-)Poszłam z powrotem na porodówkę położne mnie szykowały,na pierwszy ogień lewatywa,potem kąpiel pod prysznicem miałam umyć się specjalnym żelem odkażającym dostałam zieloną jednorazową koszulę prawie przezroczystą,potem został mi założony wenflon i cewnik,dostałam też leki,teraz tylko miałam czekać na salę która miała być gotowa na 11.45.Miałam się nie denerwować ale emocję i strach jednak zwyciężyły,czułam że jest mi niedobrze,zaczełam się cała telepać i jeszcze ze stresu bolał mnie brzuch no i to nie przyjemne uczucie że robię siku.Położna otworzyła okna żeby lepiej mi się oddychało,dała mi też kroplówkę nawadniającą i tak tam leżałam a położne gadały o sukienkach a ja trzęsłam się ze strachu,swoją uwagę starałam się skupić na czytaniu plakatu który wisiał na ściance oddzielającej dwa łóżka porodowe,plakat dotyczył porodu naturalnego a ściślej mówiąc jego faz.W pewnym momencie usłyszałam,że sala jest gotowa i zapraszamy,usiadłam na stole i czekałam na podanie znieczulenia,lekarz wszystko mi tłumaczył co zamierza robić pielęgniarka trzymała mnie za rękę,lekarz dosyć długo odkażał mi plecy
potem powiedział że będzie teraz ukłucie poczułam nawet nie drgnęłam potem poinformował mnie że teraz podaję właściwe znieczulenie co poczułam jakby prąd przeszedł mi po prawej nodze za chwilę to samo,potem rozpieranie w plecach,ciepło w pośladkach i nogach chwile potem nie mogłam już ruszyć nogami czucie jeszcze było takie mrowienie położyli mnie na stół kazali podnieść do góry pośladki no ale ja już nie mogłam,szczerze to wpadłam w lekką panikę jak nie mogłam ruszyć nogami i tak mi mrowiło,następnie odkażali mój brzuch jodyną czułam to smarowanie pomieszane z uczuciem biegających mrówek po skórze,położyli niebieskie serwety,podłączyli mnie do urządzeń moniturujących czynności życiowe i zaczęło się cięcie,tu już nic nie czułam dopiero w pewnym momencie poczułam szarpanie nie było to za miłe uczucie aż zamknęłam oczy błagając w myśli żeby już urodził się synek a ten nie chciał wyjść trochę się naszarpali ale w końcu usłyszałam jego płacz,lekarz powiedział,że to chłopczyk a ja już go wołałam mówiąc Mój Patryk mój i tylko mój anestezjolog powiedział tylko,,tak tak pani syn'' pielęgniarka na chwilę mi go pokazała pomyślałam,że jest podobny do Adrianka ,że nie ma takiego noska jak Sylwia czy Damianek.Zabrali go a ja czekałam az mnie zszyją,pojawił się problem z macicą która nie chciała się obkurczyć lekarz poprosił o podanie dodatkowej oksytocyny,w czasie szycia lekarze rozmawiali o zupełnie czymś innym niż tym co robią tak na luzie jak by byli na kawie,od czasu do czasu padło coś medycznego.Szczerze to dobrze bo ta ich rozmowa nie na temat bardzo mnie uspakajała:-)Na sali było duszno lekarz poprosił o włączenie klimy i cały ten chłodek leciał na mnie co mi pasowało,za oknem było słychać ruch uliczny i nagle pisk opon lekarz jakoś to skomentował.Z boku po prawej stronie stała duża szafka ze szklanymi drzwiami dzieki temu było widać co oni mi tam robią zerkałam co trochę żeby wiedzieć mniej więcej ile jeszcze zostało do końca.W pewnej chwili zrobiło mi się tak ciężko na klatce piersiowej przymknęłam oczy a pielęgniarka pytała mnie jak się nazywam,później pod koniec mówiła do mnie że jeszcze chwila została do zszycia skóra i już.po wszystkim nałożyli mi opatrunek,podsunęli łóżko do stołu podłożyli jakąś deskę i na niej sturlałam się na łóżko oczywiście z pomocą pielęgniarek.Lekarze podziękowali ja też,pielęgniarki zaczęły gadać o zimnej gazowanej wodzie mineralnej no to się odezwałam,żeby nie mówiły tak bo mi jeszcze większej chęci narobią a wiadomo że ja tak szybko się nie napiję a pić mi sie bardzo chciało.Zawiozły mnie na salę zapytałam się o mamę gdzie jest,mama za chwile przyszła pytałam się czy widziała dziecko,powiedziała że tak i że nie jest podobne ani do Sylwii ani do Damiana.Co do najbliższych godzin ti miałam leżeć na płasko przez bite 6 godzin wydawało mi się że nie dam rady,no i nadal nie mogłam ruszać nogami teraz to nawet ich nie czułam nic zero nawet mrówek juz nie było,pytałam się mamy czy mam przykryte stopy bo tego nawet nie czułam.Mama pojechała przyjechał mój P przywiózł synka na salę ale ja go widziałam tylko bokiem bo nie mogłam podnieść głowy co było denerwujące,mąż zrobił mu fotki później zawiózł go na noworodki a ja miałam odpoczywać tylko jak jak skupiałam się na tych nieczujących nogach i na tym że mam dziecko a nie mogę się nim zająć,nakarmić przytulić:-(Po godz 13 pomalutku wracało czucie od góry czułam mrowienie i tak stopniowo mrowienie schodziło coraz niżej po 15 zaczęłam czuć brzuch poprosiłam o leki p bólowe dostałam zastrzyk a potem kroplówki,o 18 zaczęłam już pomału czuć nogi próbowałam nimi poruszać pomału pomału wracały,przy poruszaniu czułam mrówki.Około 20stej mrówki były już tylko w palcach.Jakoś po 7 godz położna uniosła mi oparcie od łóżka jaka ulga nie leżałam już płasko:-)Noc niestety łatwa nie była każdy nawet najmniejszy ruch powodował ból musiałam spać na plecach,dobrze że na sali były 2 panie też po cc co czuły to co ja mogłyśmy o tym pogadać i powspierać się:-)Rano była pionizacja oj ciężko było ale jak już raz się wstało to było w miarę ok.Najważniejsze to żeby się nie garbić podczas chodzenia i starać się w miarę możliwości jak najwięcej chodzić.....


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2018, 19:04

inaa Mama,Tata i ...? 12 kwietnia 2018, 09:54

20% ciąży :o

7t+6d

Wczoraj znowu panikowałam, że nie mam objawów i co mnie z rana dzisiaj spotkało? No nie za dobrze się czuję, nie wiem czy nie spotkam się z kibelkiem po raz pierwszy w ciąży.

Zastanawiam się nad dietą. Czy w ogóle w ciąży można mieć diete? Można truchtać/ćwiczyć?

PS. Kocham to zdjęcie u góry... bąbelek taki śliczny hhihih

Alice24 Za bardzo chcę 12 kwietnia 2018, 13:10

Czekam na wyniki... Czekanie najgorsze. Mam! Beta 155,6 a progesteron 51,53


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2018, 13:31

AleksandraW Udało się! cud ! 12 kwietnia 2018, 13:21

10 tydzien, czas pędzi jak szalony.

Przede mną badania krwi. Chce je zrobic przed wizyta (26 kwietnia) by byly na świeżo.


Wymioty nie ominely nawet mnie. Mało, bo malo ale mam uraz do ogorkow ;) zarejestrowalam sie na badania prenatalne na 25 kwietnia na 9.30. Niestety bede musiała pojechac sama. Mąż w niedziele wraca po urlopie do Niemiec. Nadzieja,że przyjaciolka mi potowarzyszy. Czy was na tym etapie kłuje w pochwie? Zwlaszcza jak siedze ;)


12t+4d (13tc)
To są obliczenia zgodne z OM i początkowymi USG. Ostatnie USG już pokazywało 3-4 dni do przodu. Okaże się pewnie na badaniach prenatalnych pojutrze.
No i ja właśnie w tym temacie teraz. W poniedziałek (12+1tc) zrobiłam test z krwi: wolne HCG i PAPPA.
Wczoraj wieczorem przyszły wyniki. Jak na ten tydzień ciąży HCG jest mega dużo 148IU/l (norma do 105) a PAPPA 4,5IU/l (norma do 6,5).
I teraz mam takiego stresa. Mam nadzieję, że w ocenie ryzyka wad genetycznych chociaż wiek będzie na plus. Już nie mówiąc, że modlę się o prawidłową przezierność, kość nosową i przepływ krwi.
Czy u was też była taka panika przy prenatalnych?

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 12 kwietnia 2018, 13:49

27tyg+6dni

Dzięki za porady! Wczoraj przyjaciółka, która mi da furę ciuszków powiedziała, że ma też 2 koszule do karmienia, więc o ile będą na mnie pasować to też je dostanę. Nie gardzę niczym, co darmowe :o) więc może obędzie się bez granatowo za 2 stówki (chociaż takie piękne…).

Dużo ostatnio wychodzę; spotykam się z koleżankami na mieście. A to na obiad, a to na lody. Uwielbiam wiosnę za to właśnie. Jak sobie dziś myślę o tych jesienno-zimowych dniach, które przeleżałam w domu, to jestem pełna podziwu dla samej siebie, że nie popadłam w totalną deprechę. Ale przetrwałam! Wierzę, że przetrwam też ten ostatni trymestr i poród :o) Na dniach wyciągnę męża do sklepów pooglądać mebelki (tzn łóżeczka i komody, bo na więcej i tak nie ma miejsca). Będzie ciekawie :o)

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 12 kwietnia 2018, 15:17

10+1
Ostatni tydzień był pod znakiem mdłości i wymiotów.. Od wczoraj czuję się trochę lepiej i staram się powolutku ogarnąć ten bałagan wokół.. Bo G. nic nie przeszkadza i nic nie widzi:-D Byliśmy na pierwszej wizycie u lekarza w okolicy.. Miła,dokładna.. Z Maluchem wygląda tak że jest mniejszy o 4 dni w pierwszym mierzeniu, więc jest ok.. Ma 2,8 cm, nóżki i rączki i tańczył jak zwariowany.. Aż tatusia zahiponotyzował;-)

Pinka. Piąty transfer 15 kwietnia 2018, 09:32

Czekam na owulacje, ale najpierw @. Już jutro najpóźniej we wtorek powinnam dostać.
Niby czas leci szybko, a mi się dłuży strasznie. W kwietniu zaczynamy pierwsze starania po poronieniu. Czuje podksornie że będzie dobrze, a jednak nutka strachu jest. Najbardziej boje się kolejnych długich miesięcy starań bezskutecznie. Postanowiliśmy dać sobie trzy miesiące na naturalne próby, jeśli nam się nie uda wezmę clo.

Do tej pory nie mogę zrozumieć jak to jest,że się nam nie udaje. w mojej rodzinie dzieci robią się na pstryk palców, wręcz nieplanowane! Patrząc na te historie byłam pewna że przy pierwszym <3 bez antykoncepcji od razu będę w ciazy. My jak zwykle mamy pod gorke.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)