Morfologia -marna
estradiol-93
progesteron -17.10
TSH-2.440 -strasznie przez ten miesiąc skoczyło
Ft3- 2,96
Ft4-1,16
witamina D 27,90 ,prawie norma
Jeszcze nie mam wynikow kwasu foliowego i homocysteiny.Zrobiłam ANA ale głupia nie wiedziałam,że na wyniki się czeka 3 tygodnie, to jakby nie było badania.
Beta oczywiście 0.
Jestem zrezygnowana i zniechęcona, nie mam już siły, chce mi się płakać krzyczeć i rozbijać talerze.
W tej chwili nie widzę sensu w niczym,nie mam już siły się modlić o cud, leczyć się, badać, robić cokolwiek.
Nie jestem w stanie się pogodzić z życiem bez dzieci ale będę musiała bo wyjścia nie ma.
Na adopcję nie mamy szans bo nawet własnego mieszkania nie mamy, do tego nie jestem pewna czy rodzina Fuma by takie dziecko zaakceptowała.Znając ich poglądy to nie. Do tego za starzy już jesteśmy zanim ruszymy i skończymy całe przygotowanie to już stwierdzą w ośrodku,że w naszym wieku to już pewnie tylko nastolatek.Zresztą i tak małych dzieci jest do adopcji mało.
We wtorek jadę do doktora ale wiele się nie spodziewam.
W poniedziałek miałam iść kupić dla synka Hrabiny śpioszki, bo jej obiecałam, podobno jakaś promocja będzie w Lidlu. Ale na razie nie jestem w stanie. Może do poniedziałku się pozbieram. Ogólnie kicha.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2018, 19:46
Dzis 4dc
Tym razem postanowilam ze koniec z mierzeniem temperatury, testami owulacyjnymi itd. I tak bedzie co ma byc. A mierzenie temperatury i czekanie na '' ten '' dzien za bardzo mnie stresuje. Jutro jedziemy odpoczac na 3 dni od wszystkiego, a potem zobaczymy
moze tym razem sie uda...?
06 LIPIEC - 5 DZIEŃ OCZEKIWANIA NA KOSMITĘ
Już 5 dni minęło. Cieszy mnie codzienny widok zmieniających się dni na suwaku
Ogłosiliśmy w domu okres ciąży, naszej ciąży adopcyjnej
Przed nami 9 miesięcy oczekiwań +- 270 dni.
W tym tygodniu Kosmita dostał pierwszy prezent. Marcina kolega z pracy wyciął z pianki tapicerskiej "ludzika". Narysował mu oczy, buzię i nos
Jak go zobaczyłam, wzruszyłam się. Bardzo miły i słodki gest. "Ludzik" zajął honorowe miejsce w pokoju Dziecia. Wczoraj Marcin przyniósł z pracy wycięte dwa zwierzątka z gąbki. Małą kaczuszkę i jelonka. Rozczulają mnie takie gesty bardzo. Coraz więcej rzeczy głównie maskotek zapełnia pokój Kosmity. Ja zamierzam w najbliższych dniach kupić Mu kocyk. Widziałam taki śliczny w neutralnym kolorze bo nie wiemy czy dla Kosmity czy może będzie to Kosmitka
Jednak w naszych rozmowach przewija się ON.
Zamówiłam sobie książkę o tematyce adopcji. Autorka Kotowska Katarzyna, tytuł Jeż. W formie bajki opisana historia jej rodziny i adopcji jej synka, tytułowego jeża. Kilka stron, przeczytałam w 10 minut. Pięknie ilustrowana. Bardzo dobry wstęp by kiedyś opowiedzieć Kosmicie naszą historię. Pierwsza książeczka też już jest 
Zamierzam kupić kolejną książkę tej autorki. Postanowiłam że poczytam teraz trochę, jak pomóc takim dzieciom, jakich błędów nie popełniać. Jak być matką to nauczy mnie Kosmita, ale ja bym chciała być dobrą matką. Skorzystam z pomocy ludzi co się znają na tym lub mają doświadczenie w tym temacie. Na pewno mi to nie zaszkodzi.
Zdałam egzamin
uff i hura. Cały tydzień się uczyłam, już nie mogłam patrzeć na notatki. Było ciężko i nerwowo ale się udało
Nigdy więcej nie dam się namówić, jestem za stara na takie atrakcje
Cieszę się jednak, że zdecydowałam się dokształcić teraz, jak byłby Kosmita raczej bym się nie zdecydowała i nie dała bym rady tego ogarnąć.
Dziękuję Dziewczyny za odzew dotyczący szczepień 
Zdecydowaliśmy się na 6w1. Jesteśmy już po.Maly Filipek nie jest taki mały...wazy 6700g !
jest ciut pod 97 centylem. Po szczepieniu nic się nie dział
dziwo nawet stanu podgorączkowego nie miał.Nie był marudny, wprost przeciwnie-buzia mu się sama cieszyła
Mama nastraszyła mnie,ze przez te skojarzone dzieci robią się autystyczne...wrecz załamała się."że co ja zrobiłam najlepszego"...nie skomentuje. Mały daje mi popalić i dalej wyjście z nim samemu na spacer graniczy z cudem...Tyle przy tym krzyku, że nawet w nosidelku nie daje rady.Chyba temperatura daje mu się we znaki.Oby z tego wyrósł...
Mamo-Ali dokładnie w punkt - nie metry się liczą, a to, gdzie czujemy się jak w domu. Lenti - napisałam priv bo tutaj nie chcę wchodzić w szczegóły.
Wczoraj byliśmy na spacerze na naszym starym osiedlu - i tak tam stale wracaliśmy. Oswajamy Witka z nadchodzącymi zmianami. Dla nas to powrót 'do siebie, do Domu'. Ale dla Witka to przeprowadzka na nowe miejsce. Dla niego pamięciowo jedyny dom, to ten, w którym mieszkamy teraz.
Ale... wreszcie czuję, że puzzle znów zaczynają do siebie pasować, że świat zaczyna 'współpracować'.
To jeszcze mydło- powidło, dawno tego nie było.
* Witek proponuje imię Jaś. Najpopularniejsze w Warszawie... ale ok, wciągamy na listę.
* W środę byłam na ćwiczeniach. Nie TYCH bo koleżanka w pierwszej ciąży chciała sprawdzić. Wynudziłam się jak mops - ale podejrzewałam, że tak będzie. Dziś idziemy razem na TE ćwiczenia.
* U Witka na topie skakanie. Hop hop hop - najchętniej po kanapie. Nasila się gdy mu założę bluzkę z kangurem lub zającem.
* Na liczniku 61kg czyli 7+. Po cichutku, po malutku, ale jednak te kilogramy przybywają. A wiem, że w drugiej połówce ciąży przybywają i łatwiej i szybciej. A do listopada jeszcze chwila została.
* rozprawiam się z nadmiarem rzeczy. Nie chcemy tu nic zostawiać ani przenosić niepotrzebnych nam rzeczy w nowe miejsce. Dla chomika to wyzwanie, ale damy radę.
I na koniec jeszcze dwa cytaty. "Książka, której nie ma" (dobra jest!)
* "Strzeż się gniewu spokojnej kobiety"
* "Dawniej życie było na tyle ciężkie, że jeden szczegół wystarczał, by uczynić ludzi szczęśliwymi. A teraz, kiedy już mamy wszystkiego pod dostatkiem, jeden drobiazg sprawia, że czujemy się nieszczęśliwi."
16dc 1dpo. Wczoraj była owulka . Dała o sobie znac prawie przez dwa dni . Teraz tylko poczekać kilka dni aby znowu sobie zatestowac
. W następnym miesiącu będę umawiać wizytę do fertility clinic . Zanim nas tam przyjmą to akurat psychicznie się nastawie na ta inseminacje i może się wyluzuje , chociaż nie jest łatwo przestać myśleć . Od poniedziałku zaczynamy remont wiec tez będę miała trochę zajęcia .
@ze mną bawi się w kotka i myszkę jak chce by szybko przyszła to ona nic pewnie w niedzielę dostanę jak na urodzinach u wujka będę
Ja to zawsze mam takie szczęście
Wczoraj załamka w pracy totalna bliska koleżanką się pochwaliła że w ciąży jest w czerwcu za mąż wychodziła pojechała na tydzień miodowy bach ciach i ciąża w pierwszym miesiącu starań wieczorem myślałam nawet o zmianie pracy
Najgorsze jest to że termin ma na marca jak ja miałam w tym roku:(
Nie wiem jak zniosę jej ciążę i pojawiający się brzuszek ;(
Dlaczego to mnie spotyka nie dość że jestem chora i muszę 3 razy w tygodniu zastrzyki brać to jeszcze nie mogę mieć dziecka życie ciągle kopię mnie w dupe
z tą wizytą u specjalisty w ciągu 7 dni chyba nie do końca jest tak jak powinno
Jest teraz okres urlopowy i niestety, ale i lekarze są na urlopach. 
Do poradni patologii ciąży cukrzycowej jestem zapisana na 01.08.2018
Do diabetyka 29.08.2018 (bo urlopy i dużo pacjentek).
Proponowano mi kontakt z innymi szpitalami, ale nie chce mi się jeździć, szukać i tracić czas na stanie w kolejkach.
Chcę teraz już, więc poszłam dzisiaj prywatnie koło domu 
Pani doktor była zdziwiona, że tak szybko u mnie wykryto cukrzyce. Raczej w 20 którymś tygodniu się to bada.
Pocieszyła mnie, że jeszcze nie jest tak źle. Więcej się ruszać (ale jak? Jak w pionie mnie mdli). Przejść na dietę cukrzycową. Dała mi glukometr i do zoba.
Pocieszające jest to, że mój kochany rosół mnie nie zabił i po godzinie było tylko 104. 
Chyba da się z tym żyć. Strach ma zawsze wielkie oczy, a do Coli i tak mnie nie ciągnie (a piłam dużo), bo teraz wydaje mi się masakrycznie słodka 
30 dc, 9 cs
Moja intuicja szaleje, ale nadal przekonuje mnie że się udało..
Objawow brak, testuje koło wtorku bo miałam późno owulację.
Na wykresach widzę że dziewczyny które miały okres w czerwcu blisko mnie zaszły w ciążę! Ja Niestety muszę jeszcze chwilę poczekać na wynik...
Boję się testować, tak bardzo boję się jednej kreski..
Najgorszy widok to gdy patrzysz w test jak mocz przepływa przez niego i widzisz że nie zabarwia się tak gdzie powinien.. Nienawidzę tego widoku, boję się go!
Ale tym razem będzie przecież inaczej..........
Hanna ma 1800 g i ma się dobrze. Cukier opanowany. Łożysko podniesione. Cisnienie ok.
Mała ułożona w pozycji główkowej, plecy z prawej strony. Naciska mi na przeponę, ciężko mi się oddycha. Brzuch ciąży, jestem trochę niezdarna. Przy upałach puchną stopy, ale chyba inaczej się nie da. Pogłębiła się anemia, więc będę robić zakwas buraczany i się wspomagać.
Mam już wypraną i poprasowaną wyprawkę. Wybrałam nianię, aspirator elektryczny dostaniemy.
Nadal zastanawiam się czy kupić kocyk bambusowy.
Natomiast problem pojawił się z wyprawą dla mnie
Czy staniki do karmienia jak ładne to muszą kosztować miliony monet, a jak tanie to obrzydliwe? Nie wiem jaką koszule kupić czy kopertową czy rozpinane guziki.
A, miałam napisać więcej, ale wena odeszła.
Nie byłam w stanie spojrzeć sama na wyniki. Wróciłam do auta i przekazałam je przyszłemu tacie... 1543 
Jestem taka szczęśliwa!
Dzisiaj odebrałam wyniki badań:
* CRP <5 - jestem zdrowa jak ryba
* Kwas foliowy 18.20- brałam i biorę folian
* TSH 1.68- wreszcie odpowiednio spadło
* magnez 2- zrobiłam ponieważ męczyły mnie skurcze
Tak bardzo się cieszę dobrymi wynikami 😊 I jeszcze w środę wizyta u gina i być może będziemy mogli zacząć się starać!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2019, 14:43
22 tydzień
Tydzień pełen emocji.. Najpierw negatywnych.. Postanowiłam zacząć myśleć o wyprawce, muszę myśleć pozytywnie i zacząć ją szukać, kupować, przygotowywać.. Kiedyś będę musiała to zrobić, a negatywne myśli pewnie od czasu do czasu i tak będą mnie dopadać.. Wszystko co złe już się u Nas działo, a teraz ma być tylko dobrze:-D Zaczęłam od tematu który wydawał mi się najprzyjemniejszy tzn. łóżeczko, pościele.. I wpadłam w dół.. Skąd mam wiedzieć jaki wymiar, wypełnienie, rodzaj materaca.. Cały dzień miałam doła, że wyrodna ze mnie matka.. Rozmowa z mamą pomogła psychicznie, a internety odpowiedziały na inne nurtujące mnie pytania.. Tydzień zakończył się miłym akcentem.. Szukaliśmy z G. wózka, odwiedziliśmy kilka sklepów i mieliśmy do rozważenia dwie firmy.. Tego samego dnia znalazłam używane, w świetnym stanie dwa wózki blisko nas.. Dokładnie tych firm nad którym się zastanawialiśmy.. I oto nasza księżniczka już ma swoją karocę..
Samopoczucie dobrze, coraz więcej robię w domu.. Pilnuje żeby się nie przemęczać.. Mdłości / nadkwasność lub cokolwiek to jest co mi dolega wywołuje nabial np. biały ser (uwielbiam), jogurty (kocham) i soki i owoce.. Nie rezygnuje z niczego.. W razie mocnych dolegliwości w ruch idą miętówki:-D
32dc
Wczoraj testowałam i wyszła 1 kreska. Z jednej strony smutek i żal ale z drugiej cieszę się że testowałam bo wciąż bym sobie krecała, że może jednak. Teraz jestem spokojniejsza.
Czekam na @ pewnie pojawi się na dniach. Mam nadzieję że kolejny cykl będzie bez przygód w postaci krwawienia dwa tygodnie. Planuję też wybrać się w końcu do endokrynologa by zbić to nieszczęsne TSH.
Mialam też ambitny plan pojechać 9.07 załatwić paszport bo planujemy last minute od 11.08 ale słuchy mnie doszły że teraz to nawet 2 miesiące może wynosić czas oczekiwania. W nosie mam taki interes by jechać, stać w kolejce i wyjść wkurzona. Po prostu pojedziemy do Bułgarii albo Grecji. No albo wcale jeśli kolejny cykl zaskoczy 
40tyg+1dzień (Belly krzyczy „to już teraz” hehe)
Byłam wczoraj u lekarza. Nic nie zapowiada porodu. Lekarka stwierdziła, że wszystko ‘wysoko’, nic się nie opuszcza. I to właściwie tyle. Dała skierowanie do szpitala, mam iść w poniedziałek. Więc pójdę, ale nie liczę, że mnie tam zostawią, bo nie ma miejsc. Liczę, że zrobią ktg, może usg… No nic, nastawiłam się już na spokojny weekend. Jestem (chwilowo) spokojna, ale i zmęczona ciągłym uczuciem gorąca (czuję się jak rozpalony piecyk-koza), spuchniętymi stopami i dłońmi, niemożnością znalezienia wygodnej pozycji.
45dc, 3 procedura IVF, 10dpt - Wigilia!
Co miało zostać zrobione - zostało zrobione. Teraz już pozostało tylko czekać na Święta! Uwielbiam ten czas, ale w tym roku jest trochę dziwnie. M. strasznie zestresowany, nie pozwala mi nic robić, ciągle się prztykamy, bo "za bardzo się zgięłam", "za bardzo wyciągnęłam", "za dużo chodzę" itp. Sama jestem sobie jednak winna, zdradzają mu, że pewne rzeczy są nie wskazane. Nie miałam jednak na myśli aż takiego rygoru! Przecież część osób w tym czasie normalnie chodzi do pracy i żyje, a jednak im się udaje. M. jednak twierdzi, że trzeba dmuchać na zimne, skoro mamy takiego pecha... Eh, oby się udało, tak bardzo nie chcę żeby się rozczarował, tak bardzo się stara...
Dzisiaj od rana staram sie nie spać, bo przy zasypianiu czułam skurcze. W ogóle jestem z ich powodu mocno zestresowana. Do tego takie dziwne delikatne bulgotanie. Cały mój wcześniejszy spokój z czasu stymulacji wyparował. Mam wrażenie, że rozpoczęło się oczyszczanie (tfu tfu tfu!). Tak bardzo się boję. To nasza ostatnia szansa na własne dziecko. Jeśli (tfu tfu tfu) się nie uda - w styczniu rozpoczynamy starania o adopcję zarodka (m. mnie jednak przekonał stwierdzając, że przecież pary, którym się nie udaje zostawiają swoje zarodki na dalsze próby, a te które trafiają do banku to pewnie od tych co im się udało, mają za dużo i już ich nie potrzebują lub chcą się podzielić), a potem adopcję w OA...
Tym smętnym akcentem kończę relację. W czwartek rano idę zrobić test i wszystko się rozstrzygnie. Do tego czasu muszę spróbować jakoś się zrelaksować i cieszyć się świętami!
*********
Wesołych świąt dziewczyny!:* Oby każda z nas, niezależnie od sytuacji, znalazła w tym czasie radość, spokój i ciepełko bijące od towarzyszy, rodziny 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 grudnia 2018, 09:58
Chcę tu zostać... Chcę rzucić wszystko co jest w Warszawie i w domu. Wczoraj leżąc przy fontannie wrocławskiej i mocząc w niej stopy stwierdziłam, że to moje miejsce. Muszę porozmawiać o tym z Mężem.
Ogólnie jest fajnie, wypoczywamy, spacerujemy, dużo sexujemy tak spontanicznie, bez myślenia, bez przymusu. Nie wiem, czy będę miała owulację i powiem szczerze, że średnio mnie to interesuje. W przeciwieństwie do mojego Męża. Dzisiaj po
zapytał mnie kiedy według mnie powinnam mieć owulację, bo według jego wyliczeń w środę. Poprosiłam, żeby o tym nie myślał, bo ja sama nie wiem czy owulacja w ogóle będzie, bo nie biorę stymulacji. Temperatura waha się od 36,5 do 36,8. Śluz zrobił się trochę bardziej wodnisty, ovufriend wyznaczył już dni płodne.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2018, 22:24
1dc
21cs
Obroniłam magistra na 5.
Jestem wypoczęta po tygodniu wspaniałych wakacji w Turcji.
Mamy cudowny czas ostatnio z Mężem (az do dzisiaj)
I co z tego? Dziś się czuje najgorzej ze wszystkich pierwszych dni cyklu od początku starań. Czuje się jakbym była najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na tej planecie. Właściwie to nie czuje się jakby znów się nie udało, tylko jakby mi ktoś odebrał moje dziecko. Dziecko, którego tak strasznie pragnę.
Nie pomogły kolejne suplementy, witaminy Męża; nie pomogła moja stymulacja letrozolem; nie pomogło wywoływanie śluzu płodnego; nie pomogło picie ziół ojca Sroki, nie pomogło obniżanie progesteronu. Nic, ku*** nie pomogło. Nawet beztroskie wakacje w dni płodne nie pomogły!
Mam ochotę się poddać.
Każdy kolejny cykl znoszę coraz gorzej i gorzej.
Nie wychodzę dziś z łóżka. Mam zamiar cały przepłakać. Zna ktoś jakiś film o parze, która nie mogła mieć dzieci? Z chęcią taki obejrzę.
Edit: mój mąż nie nadaje się do życia kiedy jest źle. Nasze małżeństwo jest super tylko wtedy kiedy wszystko gra. A gdy tylko pojawiają się problemy zamiast być razem w nich, oddalamy się od siebie. Niby się stara, ale tylko przez chwile, a gdy widzi, ze to nie przynosi efektów od razu się oddala. Cały czas leżę płacząc w małym pokoju, a on za ściana leży, wygłupia się, śmieje ze swoją córka. Przytulają się i robią sobie razem słodkie zdjęcia wrzucając je na instagrama. Czy w dziejszym dniu mogłoby cos bolec jeszcze bardziej niż to?
Słyszę jej śmiech z każdej strony. Teraz ją kąpie. Łazienka jest z drugiej strony mojego małego pokoju rozpaczy. Szczesliwa córeczka z kochającym tatusiem. Scena jak z obrazka.
PS. Maybe baby - stary, ale świetny film, idealny na dziś. Dziękuje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2018, 22:19
18dc 3dpo. Ostatni dzień w pracy i dwa tyg wolnego. Remont zaczął się już wczoraj . Dzięki załataniu i zabieganiu całkiem przestałam myśleć o dzidziusia. Nawet zapomniałam który to dzień cyklu Haha. Oby tak dalej .
33 DC @ dalej nie ma powinna być już z 3 dni temu dziś szarpnelam się na test oczywiście jedna kreska
Gdzie ta wredota i czemu ta głupia suczka daje nadzieję a nie przychodzi jak chce by przyszła
Brzuch raz boli raz przestaje
Może będę jejmosci musiała zaproszenie wyslac
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.