21 tc (20+1)

Tadam! Równo 50% ciąży za nami :)

Za tydzień badania połówkowe, trochę stresik jest, ale już nie mogę się doczekać :) wyprawka powoli się kompletuje, przy czym to "się" jest tu najbardziej istotne - ja nie kupuję jeszcze nic, a wszystkiego przybywa :) zarówno bratowa jak i szwagierka zwożą mi kartony, które aż boję się otwierać haha, ale widziałam, że i miś-szumiś, którego normalnie pewnie bym nie kupiła, się tam zaplątał, więc pełen wypas :)

Czuję się fajnie, nawet dosyć atrakcyjnie z tym rosnącym brzuchem (jeszcze). Chociaż bywa i tak, że moje samopoczucie kształtuje się na poziomie walenia wyrzuconego na brzeg morza :) najbardziej zajarany brzuchem jest mój mąż, codziennie mówi mi, że pięknie wyglądam (do tej pory bardzo rzadko to robił, ot romantyk), a jak dostrzegł linea negra na moim brzuchu to mało nie padł z zachwytu :p nie wiem kto mi męża podmienił, ale ten "nowy" jest całkiem spoko :)

anemic Wielkie chcenie ... 10 lipca 2018, 16:52

Nadal nie mam koszul :D
Ale wyprawka idzie do przodu, wręcz jest na finiszu. Jeszcze bambusowy kocyk i mam to.
Dla mnie majtów poporodowych, choć zastanawiam się czy nie kupić tanich zwykłych bawełniaczków i tych nieszczęsnych koszul :D Skonczy się na tym, że pojadę bez :D

Ogolnie czuję się dobrze. Zaczeły pojawiać się bóle brzucha, takie kłucie. Zastanawiam się czy to a la skurcze przepowiadające. Poza tym brzuch twardnieje czasami, ale podobno to norma. Cukier piękny, ciśnienie ok.

Jutro wyciecza na porodówkę.

Wczoraj byliśmy na grillu u szwagra. I jak mnie doprowadzają do szewskiej pasji te "porady". Oczywiście słucham chętnie wszystkich porad z sensem, ale porady na zasadzie "jak się urodzi to zmienisz zdanie i zobaczysz", "poczekaj aż się urodzi", "też tak kiedyś mówiłam" No to kurwa zmienię zdanie, bo tylko krowa nie zmienia, ale chce spróbować akurat TAK. Przeciez czytam, pytam, analizuję po coś to robię. Chce mieć jakiś swój plan/pomysł, a później go Haneczka zweryfikuje. A to, że ktoś JUŻ ma dziecko, nie znaczy wcale, że ma monopol na wychowanie.

Nawet pani w warzywniaku udziela mi porad na temat karmienia... Obca baba...
Chętnie słucham doświadczeń moich przyjaciółek, jedna ma dziecko idealne ( grzeczny, spokojny, ułożony, mając rok mówił...ropucha, ładnie się przyssał i pił cyca, ona miała łatwy poród i super). Druga, drugie dziecko, histerczyka, wcześniak, mała buntowniczka, problemy z jedzeniem itd.). Ale one nie narzucają swoich teorii tylko dziela się doświadczeniami. I chyba włączył mi się już syndrom wicia gniazda... ciągle przekładam ciuszki, układam, chowam, wyciągam.
Dzisiaj muszę jeszcze torbę spakować.
A, i znalazłam najpiękniejszy kokon na świecie. Warto było czekać i szukać <3
W sobotę pojechałam nawet na jagody :) Nazbierałam z siostrą 5 l. i zrobiłam sobie pyszny sok. Teraz musze upolować jeszcze maliny, a na ostrężyny mam nadzieję siosrtę zatrudnić :D
I zdecydowanie ciągnie mnie na słodkie. Dużo słodkiego.

kamila123 Nadzieja umiera ostatnia 11 lipca 2018, 10:14

21dc6dpo. Muszę wejść na ovu bo straciłam rachubę który to już dzień po ovu. Dzisiaj miałam taki piękny sen aż się rozmarzyłam . Robiłam test ciążowy i wyszedł pozytywny i z tego wszystkiego bo nie dowierzałam robiłam co chwile inny żeby tylko zobaczyc te dwie kreseczki . Piękne to było. Pierwszy raz przytrafił mi się taki sen. Jutro będę robic testowanie. Wiem , wiem ze za szybko ale mam kilka testów wiec trzeba je zużyć , nie lubię jak leżą . Jeszcze zamówiłam kolejnych piętnaście Haha


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2018, 00:24

34 tc
33+6

Czasem odnoszę wrażenie, że żyję jak w jakiejś pieprzonej telenoweli. Takiej rodem z Wenezueli. Wiecie, Esmeralda, czy zbuntowany anioł - takiej z typowymi czarnymi charakterami. Bo czy nie spotkaliście się z tym, że nóż w plecy może wbić ktoś z najbliższego otoczenia, a czasem najwięcej życzliwości okażą ludzie niespokrewnienie/niespowinaceni?
Że kiedy Tobie się w życiu w końcu układa, innych to wkurwia i postanawiają obrzydzić Ci to co najpiękniejsze, m.in bierną agresją? I to ludzie, którzy mają wszystko, ale pragną więcej.
Tak wiem, Ludzie życzą nam dobrze. A reszta to chooje, nie ludzie (cytuję tu tylko jednego wykładowce ze szkoleń, w których kiedyś uczestniczyłam).
I powinnam mieć to wszystko gdzieś, a jednak teraz w 3 trymestrze ciąży jestem jak jajko bez skorupki. Złości mnie to.
Dodatkowo ostatnio zawiodłam się na mężu, może robię z igły z widły, i to była jedna sytuacja ale niestety w trudnym dla mnie momencie zostałam odstawiona na sam koniec. Tzn moje potrzeby. Powiedziałam mu o tym. Wysłuchał mnie. Ale w środku pozostał ten żal, że jednak musiałam w ogóle o coś takiego się upomnieć. Po prostu byłam idealistką, a teraz czas zejść na ziemię, wziąć dupę w troki i ogarnąć się. Najpierw po ciąży, potem po porodzie. Bo prawda jest taka, że jak sama o siebie nie zadbam, to nikt tego nie zrobi.

I te wszystkie wydarzenia z ostatnich czasów dały mi na tyle do myślenia, że podjęłam decyzję. Moja córka będzie jedynaczką, bo z wielu powodów na drugą ciążę się nie zdecyduję.

Dobra, koniec gorzkich żali.
Wczoraj skończyłam szkolę rodzenia. Wiem, na co mam się przygotować, jak oddychać, co mniej więcej może mnie spotkać a co zaskoczyć. I zastanawiam się teraz, czy nie rodzić sama. Ale jeszcze jest trochę czasu na podjęcie decyzji.

Dziś jeszcze wizyta u ginekologa. Ciekawe, czy mała podrosła. Patrząc na mój brzuch, to raczej tak, bo ostatnimi czasy strasznie mnie wywaliło.
Odnośnie brzucha taka ciekawostka z biedry. Stałam ostatnio z mężem w kolejce, jednej, długiej. Przed nami pan urzędnik. Cały czas się obracał i zerkał na nas ze sroczą ciekawością. No nic stoimy. Nagle słyszymy wezwanie "zapraszam do kasy numer 3", a że staliśmy najbliżej to podeszliśmy. Po czym pan urzędnik do nas - "ja byłem wcześniej w tej kolejce, a BARDZO mi się śpieszy". i mamy go przepuścić! Zatkało nas. Zwłaszcza, że mieliśmy tylko parę rzeczy w koszyku. Ale pomyśleliśmy swoje. Że trzeba być dupkiem to entej, aby prosić ciężarną o ustąpienie w kolejce.

Wywaliłam z siebie wszystko, mogę żyć dalej. Teraz obiecuję sobie wyciszyć się przed porodem i muszę zdobyć się na więcej asertywności, aby sobie ten spokój zapewnić. Amen.

7dc

7 dc A ja wciąż plamie intensywnie dość po okresie, tzn powiedzmy po okresie może on się jeszcze nie skończył:p już mnie to wkurza ostatnio było 4 dni i 1 czy 2 dni lekkiego plamienia, teraz 5 dni krwawienia i dalej plamie.

Byliśmy dziś z mężem na badaniach nasienia. Z tym że.. mój mąż bardzo się wzbranial przed tym badaniem dzis i czulam, że coś kręci. Ciągnąc go za język okazało się, że mężuś miał noc wcześniej "wypadek":D bo śniło mu się coś zbereznego i hmmm jakby minimum 3 dni wstrzemięźliwości nie zostało zachowane. No bo chyba taki nocny wypadek też się wlicza w brak abstynencji nie?
W każdym razie jutro wizyta u lekarza więc nie chciałem iść z pustymi rękami... stwierdziłam, że przecież w dniach plodnych baraszukujemy prawie co dzień więc będziemy widzieć jak takie nasienie wygląda. No i... mamy wyniki... diagnoza taka jak i pół roku temu: azthenozoospermia- mała ruchliwość plemnikow. Okazuje się, że nasze suplementy nie wiele pomogły, bo jeśli chodzi o ruchliwość to jest gorsza niż pół roku temu. :/ !!! Teraz łącznie procentowo wychodzi chyba 22 a minimum to 32. Wcześniej było 29.
Niemniej jednak ilość nasienia się zwiększyła i to bardzo - 79mln minimum to 1.5 miliona. Morfologia prawidłowa 17%
Lepkosc ++
Objętość 2,1ml
Aglutynacja +/-
Ph 8


Postaram się wieczorem wrzucić cały opis badania i wyniki z porównanie wyników sprzed pół roku.

Nie wiem czy mam się martwić dalej tą mało ruchliwościa przy takiej ilości plemnikow?

Jutro wizyta w klinice, zobaczymy co powie... A potem w nocy jedziemy nad morze :) do niedzieli:) trzeba jakoś wykorzystać ostatnie dni urlopu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2018, 19:23

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 10 lipca 2018, 20:47

19 lipca - lekarz NFZ
9 sierpnia - prenatalne prywatne
14 sierpnia - prenatalne NFZ

4dc 10cs

Postanowiłam zaplanować sobie kilka rzeczy na ten miesiąc, bo czuję że dni uciekają mi przez palce. Jak stuknieta liczę kiedy będę mieć owulacje i weryfikuje to z moimi i męża zmianami. Osiwiec idzie. Więc postaram się skupić myśli na innych sprawach a za miesiąc wrócę do tej listy by sprawdzić jak mi poszło.

PLAN JOANNY NA LIPIEC:
1. Przefarbowac się znowu na ciemny brąz za którym tak bardzo tesknię
2. Umówić się na rzęsy, które zawsze chciałam zrobić a zawsze żal mi było kasy
3. Znaleźć wymarzone meble do kuchni
4. Znaleźć wymarzone łóżko do sypialni
5. Kupić przynajmniej dwie rzeczy dla dziecka
6. Zrobić wyniki TSH, FSH i PROLAKTYNE
7. Umówić się do Endokrynologa
8. Wizyta u dentysty
9. Umówić się do ortodonty i ruszyć w końcu temat aparatu na zęby
10. Zajść w ciążę :-)
11. Przynajmniej raz w tygodniu biegać przez 30 minut
12. Przynajmniej raz w tygodniu iść na siłkę lub zrobić trening z Lewandowska w domu

Wiem że nie jest to najbardziej ambitna lista na świecie i świata tym nie zbawie ale są to rzeczy ważne dla mnie. Żebym chociaż trochę poczuła się lepiej.

Jutro mój m ma powtórne badanie fragmentacji dna po zastosowanym leczeniu dorzuciliśmy jeszcze rozszerzone badanie nasienia by dwa razy się nie męczył(strasznie te badania go stresują)
W piątek wizyta u lekarza prowadzącego w klinice i będziemy główkować co dalej

Beta po kilku dniach zaczęła spadać. W poniedziałek po południu była 80. Ponieważ nic się nie zaczynało w piątek poszłam do lekarza. Nic nie widać, zrobić betę w sobotę. Beta z soboty 280! Wkręciłam sobie już pozamaciczną, a, że akurat wyjechaliśmy na wakacje cały wyjazd myślałam tylko o tym czy mi jajowód nie pęknie i czy dożyje szczęśliwie powrotu do Polski. Na szczęście się udało :)

W poniedziałek, jak tylko wróciliśmy pojechałam do mojej Pani doktor i opowiedziałam całą historię. Wyglądała na lekko zaniepokojoną kiedy zaprosiła mnie na usg. W macicy pęcherzyk ciążowy 0,72 mm (odpowiada 4t6d) nie wyglądający jak pseudo-pęcherzyk, w jajowodach czysto, zatoka Douglasa wolna od płynu. Lekarka kazała zrobić betę i potem po 2 dniach, żeby zobaczyć jak przyrasta - beta z poniedziałku 2919. Dzisiaj powtarzam...

Zastanawiam się czy jest to możliwe, że jeszcze wszystko będzie dobrze? Wątpliwe. Teoretycznie mogłam mieć drugą owulację około 2 tygodnie po pierwszej (zaraz przy owulacji zaczęłam brać bromergon na zbicie prolaktyny - może to winowajca?) jednak są to tak rzadkie przypadki, że raczej chyba trzeba zakładać, że ciąża, jeżeli tylko nie jest pozamaciczna, nie rozwija się prawidłowo.

I naprawdę wolałabym się miło rozczarować...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 11 lipca 2018, 10:56

40tyg+5dni

Fajnie, że jesteście, dziewczyny :o). Dziś o 2 w nocy obudził mnie brzuch… Wysikałam się i nie mogłam już zasnąć, bo męczyły mnie bóle/skurcze/twardnienia brzucha. Pomyślałam sobie, że może coś się będzie rozkręcać i nawet się ucieszyłam. Ale zasnąć już nie mogłam. Wstałam, poczytałam, umyłam włosy (zakładając, że potem mogę już nie mieć siły), zrobiłam śniadanie mężowi i sobie. Mąż poszedł do pracy i oczywiście kazał dzwonić w razie czego. A ja o 7 wróciłam do łóżka, bo bóle właściwie przeszły… Przespałam się 3 godziny, aż obudził mnie telefon. Jestem trochę (ok, trochę BARDZO) wkurzona i dziś NIC NIE ROBIĘ. Żadnego krzątania się po domu, żadnego wycierania kurzu, żadnego gotowania (mąż ma przywieźć pizzę na obiad), mam wszystko w d****. Jest mi gorąco, jest mi grubo, jest mi spuchnięto i znudzona jestem czekaniem :o)

Powoli wychodzę z dołka ale jeszcze na 100% dobrego humoru nie mam. Najgorzej było w weekend, Fum nie wiedział co ze mną zrobić bo na ogół jestem optymistką a teraz wszystko widziałam w czarnych barwach.Przepłakałam dwa dni, więc zadzwonił po posiłki i wezwał mojego brata z bratową i moją najlepszą przyjaciółkę> No poprawiło się ale po śpioszki dla dziecka Hrabiny Fum musiał iśc sam.Teraz leżą w pokoju,który miał być urządzony dla naszego dziecka.Nawet tam nie wchodzę bo zawsze pomyślę,ze nasze dziecko nigdy takich śpioszków nie założy.

Byliśmy wczoraj u doktora,niby jest poprawa i będzie lepiej. Dostałam receptę na Encorton, heparynę i jakiś progesteron ale mam to brać dopiero od pozytywnego testu. Czy się taki trafi to nie wiem bo jakoś do tej pory go nie ma.Ale nic nie będę brała na własną rękę najwyżej przy następnej wizycie się spytam czy mogę brac wcześniej.Wtedy też już będę miała wynik ANA to już coś się wyjaśni.
Wreszcie się zapisaliśmy do instruktorki napro, będę karty wypełniać i zobaczymy czy coś się okaże. Może dawno już trzeba było to zrobić bo to moje napro było takie na pół gwizdka ale lepiej późno niż wcale.
Dobra, daję sobie trzy miesiące na poprawę sytuacji a potem przycisnę doktorka bardziej.

Vaina Czekając na cud 12 lipca 2018, 10:31

Ciąża zakończona w marcu 2017


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2018, 10:32

Mój Mąż jest niereformowalny i zaczyna wariować tak jak ja jeszcze niedawno...

Kupił mi wczoraj testy owulacyjne... Nosz ja p*******, zabić to za mało. A coś czułam, bo jak wracaliśmy ze spaceru to był coś nazbyt zadowolony i uśmiechnięty. Kupił w Rossmanie podczas gdy ja byłam w sklepie z pamiątkami i wręczył mi wczoraj. Myślałam, że go zamorduję. Jak ja mam zrezygnować i nie myśleć o dziecku w takiej sytuacji? Wcale mi w tym nie pomaga...
Poprosił, żebym zrobiła z czystej ciekawości bo On ma przeczucie.

Uległam :

13 dzień cyklu - wczoraj:
https://zapodaj.net/b9a5dffb63aad.jpg.html

14 dzień cyklu - dzisiaj:
https://zapodaj.net/40aecbdb14edf.jpg.html

Niezły skok koloru jak na dobę. Chyba to wrocławskie powietrze tak na mnie zadziałało. I na Męża też. Wiem, że te pozytywne testy bardzo na niego wpływają, bo jest aktywny w <3. A po mnie to spłynęło, nie cieszę się z tego.

Co nie zmienia faktu, że bardzo mnie to zaskoczyło. Nie brałam żadnych leków z wyjątkiem oleju z wiesiołka i myślałam, że skoro nie biorę stymulacji to owu może się przesunąć lub nie będzie jej wcale. A tu taka krecha.

23 tydzień
Do połowy super, samopoczucie, energia i w ogóle.. A w samym środku tygodnia wylądowałam na IP.. Cały dzień od rana, bez przyczyny miałam twardy brzuch i Pani profesor powiedziała, że trzeba sprawdzić.. Czekaliśmy kilka godzin! Na szczęście szyjka długa i zamknięta, w ktg skurczy brak.. Dostałam aspargin.. I w razie czego nospa.. I trochę leżeć.. I szczerze leżę prawie cały czas, biorę leki i nie ma w sumie żadnej poprawy.. Brzuch może trochę bardziej miękki.. Ale nie taki jak wcześniej.. I się zastanawiam czy może ten brzuch to poprostu kolejny etap ciąży i tak ma być.. Lekarz na IP powiedział, że widzi dwie przyczyny 1. Moja macica jednorożna która może spinać się bardziej niż normalna 2. Jestem szczupła i mogę odczuwać każde napięcie dużo bardziej niż kobiety bardziej przy kości.. Czekam do wizyty..

8dc

Opiszę moje wrażenia po wizycie u Pani doktor w Gyncentrum...
Jestem strasznie sfrustrowana i muszę przelać to na "papier"...
Jak zwykle chyba mam pecha do lekarzy.
Moje wrażenia może by były lepsze gdybyśmy zostali poinformowani o kosztach jakie podniesiemy podczas tej wizyty oraz gdybyśmy zostali potraktowani jak indywidualna para, która nie przyszła tu z NFZ ale za ta wizytę płaci, a więc oczekuje konkretnych informacji, objaśnienia planu leczenia, skoro to była pierwsza wizyta, oraz ogólnego informowania nas co nas czeka. Ale tego zabrakło...

Zacznę od początku.
Do gabinetu weszliśmy z mężem razem, wiedzieliśmy że wizyta z usg kosztuje 200 zł i to by było na tyle. Pani dr spytała czy mamy jakieś dotychczasowe wyniki, więc jej pokazałam nasze badanie nasienia, moje wyniki tsh i prolaktyny oraz inne które robiłam w marcu. Nie skomentowała absolutnie nic, nie oceniła badania nasienia męża, nie powiedziała nam ani słowa, czy to dobrze, czy źle...nic. na resztę badań odnośnie lh, fsh nawet nie spojrzała.
Po czym bez słowa, bez zebrania szczegolowego wywiadu kazala mi sie klasc na fotelu, miedzy slowami powiedziala ze zbierze mi wymaz na mycoplazmy, urea itp plus zleci badanie krwi Amh. Nie mówiąc nam ile nas to wyniesie. Jako że wiedziałam ile kosztuje Amh mniej więcej, bo kiedyś robiłam, to w myślach przekalkulowalam, że no pewnie ok 140... ogóle nie pomyślałam sobie że w 400 zł się zmiescimy :D (tiaaaaaaa... Nie śmiejecie się:D naiwna Ja!)
No i dalej było usg, trwające 3 min... Nie powiedziała mi ani słowa, kompletnie nic. Stwierdziła jedynie
, że pęcherzyków nie widzi i kazała przyjść w sobotę ocenić pęcherzyki. Jako że nas nie będzie w sobotę i wracamy dopiero w niedzielę wieczorem, to powiedziała, że to w następnym cyklu mam przyjść..... ! Ale hola hola pomyślałam sobie, że w sobotę to ja będę dopiero w 11 dc... to co ona chce tam zobaczyć? W 11dc to ja wiem, że mam nieplodne, tym bardziej że jej mówiłam, że z moich obserwacji wynika, że owulacja prawdopodobnie jest tylko później- 17-18 dc.I tu już zapaliła mi się czerwona lampka... no tak bo im więcej takich wizyt to kolejna kasa. A potem pewnie stwierdzi, że owulacji nie ma.
Dodatkowo... pobranie wymazu było cholernie bolesne:/ potwierdzają się opinie, że kobieta ginekolog to diabel. To moja druga wizyta u kobiety ginekologa i druga bolesna. Zero delikatności, wkładanie wziernika na chama, gmyranie mi po szyjce szpatułką tak, że aż czułam ból jajników. Kiedy mówię,że to boli, to krzywi się, że mam się rozluźnić...
Jak się rozluźnić, jak jest strasznie nie przyjemna... po skończonym badaniu wciska mi ulotkę z zestawem fertinea... mówiąc, żebym zakupiła to sobie w aptece, to zestaw super specyfików, który rzekomo pomoże mi przyspieszyć owulacje... tak tak powiedziała, żebym brała sobie te ziolka i tabletki i przyszła w następnym cyklu wcześnie bo owulacja może być wcześniej jak to będę brala.... myślałam,ze spadne z krzesła :D Powiedziałam, jej że na samą biorę niepokalanka, inofem i wiesiolek, na co ona, że to wszystko jest w tym zestawie i dodatkowo inne zioła, które mi pomogą. Z ciekawości poszłam do apteki u nich spytać co to za cudowny zestaw i ile kosztuje. I czytam sobie o tym zestawie. Jakieś zioła do picia, które nijak pomogą tylko dodatkowo się za to płaci, drugi zestaw to mioinozytol z arginina, czyli to co już biorę, trzeci zestaw witamina D i e, a czwarta zestaw kolejny zestaw witamin... cena? Zestaw na 30 dni - 190 zł.
Dziękuję... do widzenia :D nie kupiłam. Tańsze zestawy sobie robię.

A i wracając do lekarza, po wręczeniu mi karteczki prawie wyciagnela z gabinetu, nie zostawiając nam czasu na pytania, i zaciągnela do zabiegowej, gdzie dziewczyny już czekaly by pobrać mi krew.

I kulminacyjny moment... rachunek! 735zl... :o :o :o
Mąż posiwial, ja zbladlam.... a gdybym tak tych pieniędzy nie miała tyle przy sobie? Generalnie to dobrze że byliśmy z mężem razem, bo ja bym miała problem zapłacić tyle jednorazowo ze swojej karty.

Ogólnie nie tak, sobie wyobrażałam, pierwsza wizyte. Inaczej bym do tego podeszła, gdyby nas poinformowała ile to kosztuje, oraz gdybyśmy zostali potraktowani na poziomie, a nie jak pacjent NFZ. Mąż też zły.
Szczerze się zastanawiam, czy robić ten monitoring tam...

Aha i ... jeśli mężowi nie będzie chcialo się kochać albo dalej nie będzie chciał wprowadzić sportu i ruchu do jego stylu życia, to będę mu machać tym rachunkiem w celach motywacyjnych:D


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca 2018, 20:28

Miesiąc... Dokładnie... Ehhh...
Mamy zielone światło, po @ możemy działać.

Marti... Goniąc czas 12 lipca 2018, 03:24

Właśnie siedzę i odciagam pokarm....

Z nowości. Przechodzimy na kolejny etap rozwoju. Od 2 dni Ola wciska namiętnie piastki do buzi. Nie chce, zeby mi uciekła ta informacja.

Na brzuszku kładę ja rzadko, bo ona ciągle je. No może nie ciągle, ale po 2h potrafi jej się ulec mleko? Wiec odnoszę wrażenie, ze ma pełny brzuszek i nie chce jej meczyc. Ale 10 sęk juz wstrzymuje z podniesioną glowka. Ćwiczy będąc noszoną czasem na ramieniu. Wtedy to nawet z 30 sęk trzyma głowę w pionie.

Wczoraj sie wystraszylam. Miala chyba zapchany nosek. Bałam sie, ze bedzie katar. Poki co nic sie nie dzieje. A już myslalam, ze nocne wietrzenie pokoju ja zalatwilo....


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2018, 06:04

Kociara5 Niekończące się pole bitwy 12 lipca 2018, 08:28

No i jedna pulchna kreseczka. Więc niedługo zacznie się nowy cykl...

Staramy się o dziecko od dłuższego czasu ale jak to bywa na początku z myślą "co będzie to będzie". Życie płynie, jest wiele rzeczy do zrobienia po drodze: załatwianie kredytu, wieczny remont, planowanie wakacji i tak mija czas, który uciekł przez palce. Nawet nie wiem kiedy zleciały te miesiące starań, zaczynam pisać mój pamiętnik od badania drożności jajowodów, gdyż to był mój pierwszy poważny krok w kierunki diagnostyki dlaczego wciąż się nie udaje. Wcześniej nie wykonywałam większej ilości badań, chodziłam na wizyty do ginekologa, pęcherzyki były i rosły. Pełnego monitoringu nie miałam.
Lekarz powtarzał, że jestem płodna, a wina musi leżeć po stronie męża. Jakoś we wrześniu 2017 roku zrobiliśmy badanie nasienia, nie było dobre ale jakieś tragiczne też nie. Badanie powtarzaliśmy kilkukrotnie, mąż brał fertilman przez 3 miesiące, a wyniki się nie poprawiły. Samo badanie nasienia wskazuje problem z ilością (ale nie zawsze), z upłynnieniem, z lepkością, czasami wychodziły leukocyty. Mamy badań nasienia męża jakieś 6 szt. Morfologia 4-5% (czyli nie jest źle), główny problem: uszkodzenie główki plemnika w 95%.
Dwa cykle bratałam clostibegyt na stymulację owulacji ale lekarz nie zalecił wizyt tylko działanie w sypialni więc nie wiem jak zareagowałam na ten lek. Czułam senność i ogromny ból podbrzusza w okolicach dni płodnych (taki, że seks stawał się bardzo bolesny). Pierwszy cykl z clo trwał 26 dni, drugi 31 dni. Uparcie sikałam na testy ale pokazały biel i w końcu przyszła @. Nie udało się.

18.05.18 - HSG w 8 dc, potworność, szpital publiczny. Przyjęcie o 7 rano, ktoś musiał ze mną być bo zabronili prowadzić samochód po badaniu. Dostałam łózko na oddziale i cierpliwie czekałam, na czczo, nawet wody zabronili :/ Około 11 zamontowali wenflon. Dopiero o 14 wzięto mnie na badanie. Pokój rtg, dwóch lekarzy, kładę i rozkładam nogi 10 cm od twarzy jednego z nich. Dostaję zastrzyk z lekiem tzw "głupi jaś", miało mnie zamroczyć, nie działa, nic a nic. Wenflon źle założony, poszło poza żyłę. Szukanie nowego wenflonu, nowej strzykawki... 30 min leżę z rozłożonymi nogami, strach i przerażenie, oddycham głęboko, uspokajam się ale nogi dalej drżą jak galareta, nie mogę tego opanować. Dostaję pół dawki leki, znowu nie działa. Badanie będzie robione na żywca.
Lekarz montuje cewnik, 2 ukłucia do zniesienia. Podanie kontrastu... ból rozrywania od środka, bardzo boli, mocno... zaciskam ręce na stole... Już mam się odezwać, że bardzo boli ale nie mogę słowa wydusić... Lekarz mówi, że są drożne... ufff co za ulga, po paru sekundach ból zdaje się też odpuszczać. Lekarz mówi, że poda kontrast jeszcze raz żeby jajowody były drożniejsze. Drugi raz już boli mniej.
Wracam na łóżko szpitalne, mam spać 2 godziny po lekach, oczywiście nie śpię,bo leki nie działały. Czekam. Krwawię dość mocno, dobrze, że mam podpaskę ze sobą. Podbrzusze trochę boli ale to raczej uczucie, że tam grzebali więc musi boleć. Lekarz przychodzi do pokoju po inną pacjentkę, pytam o L4 za dzisiaj, mówi, że my jeszcze dzisiaj pogadamy, powie mi co i jak i wtedy załatwimy L4. Mijają 2 godziny a ja czekam, w końcu zaczynam krążyć po korytarzach, jak na złość nie ma nawet pielęgniarek. Godzina 18 w końcu trafiam na jedną z nich i pytam czy mi wyciągną te wenflony i kiedy lekarz ze mną porozmawia. Lekarza już nie ma, poszedł do domu. Jest inny na drugiej zmianie ale jest teraz poród, poza tym nic mi nie powie bo nic nie wie o mnie. Pielęgniarki każą iść do domu. Tyle. Zostawili mnie samą sobie. Jest piątek wieczór... w końcu coś jem :) Sobotę i niedziele spędzam w domu nie forsując się. Przestaję krwawić, także już w poniedziałek działamy z mężem :) W poniedziałek dzwonię w sprawie wypisu, dostaję go na następny tydzień. Napisano: jajowody drożne, pouczona co do dalszego postępowania.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2018, 11:45

anemic Wielkie chcenie ... 12 lipca 2018, 10:55

Wczoraj, mieliśmy wycieczkę ze SR na porodówkę. W prawdzie nie do mojego szpitala ( tam jadę jutro), ale chciałam mieć ogólny obraz jak to wygląda. No i teraz to już jestem przerażona. Sama nie wiem czego ja się spodziewałam??? Niby sala z łazienką, łóżkiem, umywalka i mydelniczka. Ale...matko... za ścianą rodziła dziewucha...wrzeszczała, płakała, wyła...no niby to normalne, ale jakies to wszystko zrobiło się już takie namacalne...
Położna miła na siłę, od razu powiedziała, że jakbyśmy zaczęły rodzić przed 37 tc to mamy jechać do innego szpitala, o innym stopniu referencyjności, bo ta umieralnia nie zajmuje się ratowaniem wcześniaków i tak nas odeślą... błuahahahha
Po tej wizycie, zaczynam skłaniać się jednak do cc.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)