Godzina 23:37. Czy to tylko kolejny dokument na moim pulpicie?

Powiem coś o sobie. Obecnie mam 28 lat, przynajmniej tak mówi mi kalendarz. Jest bezczelny i nieubłagany. Niech mu będzie, wszystko mi jedno. A może jednak nie?

Mam męża. Ma 31 lat. Jest dobrym mężczyzną, choć czasem zbyt impulsywnym. Kiedyś byłam w niego wpatrzona jak w ojca, tego prawdziwego, mądrego ojca, który mógłby prowadzić mnie za rękę. Ten, który mnie spłodził, teraz jest tylko namiastką kogoś, kogo pamiętam z dzieciństwa. Właściwie, tylko jego wygląd mi go nieco przypomina.

Pracuję w zawodzie, który uważam za jeden z tych bezsensownych. Przynajmniej w moim wykonaniu, jakby to nie zabrzmiało. To istna walka z wiatrakami.

Nie jestem osobą zakompleksioną. Mam mnóstwo zalet, choć często o nich zapominam. Smętna muzyka bardzo szybko wprowadza mnie w stan melancholii, w którym nierzadko zdarza mi się zatracić, zapomnieć o tym, co tak naprawdę lubię w sobie. Wychodzą wtedy moje demony, zaglądają w każdy kąt mojego jestestwa. Uwielbiam ten moment, nie ważne jakie spustoszenie we mnie sieje. Być może to kolejna opisująca mnie przypadłość - słabość do świadomego popadania w stany depresyjne. Choćby nie wiem jak cudownie się układało moje życie, zawsze jest coś, co, jak tylko znajdę się na osobności, powoduje u mnie rozchwianie emocjonalne i zaplątanie w kłębowisko myśli. Nie, nie myśli - epizodów zawieszenia emocjonalnego. Wiem, że działam niektórym na nerwy. To ich sprawa.

Bywam zmęczona. Tak, jak teraz. Nie pisałabym tego wszystkiego, gdyby nie to, że zbliżam się do granicy, do momentu, w którym będę mieć dość, choć nie będę umiała o tym głośno powiedzieć. Nigdy nie mogłam o tym mówić, myślę, że to przez doświadczenia z dzieciństwa, i nie są to psychologiczne brednie. Ja o tym wiem. Kiedy tylko pojawia się coś, co mnie niepokoi, czego się boję lub chciałabym zmienić coś diametralnie - zamieram, czekam, co życie przyniesie. Tak było niejednokrotnie, jak płakałam skulona na łóżku, kiedy się bałam o moich bliskich i o siebie. Zawsze jakoś się udawało to przetrwać. Jakoś. Wtedy nie dopuszczałam do siebie myśli, że to łut szczęścia. Teraz już wiem, że moje zachowanie nic nie wnosi, z zewnątrz wygląda jak bierna, niedojrzała postawa osoby zgadzającej się na wszystko. I co z tego, skoro nie umiem z tym nic zrobić. Jestem w tym zakresie na swój sposób upośledzona.

Zauważyłam, że piszę coraz dłuższe akapity. Minęło niecałe 10 minut, od kiedy zaczęłam pisać. Pisać coś, co jest szczere i nie ma konkretnego celu. Czyżby perry przestało szumieć mi w głowie? A może to tylko moje kolejne żale, które potrafię wylewać tylko na papierze. Ciekawe, czy pomoże mi to w życiu, czy sprowadzi na manowce. Pisanie anonimowych blogów i pamiętników zawsze pomagało mi poukładać myśli.

Być może wrzucę to, co napisałam, na jakąś stronę. Może ktoś to przeczyta. A może to będzie kolejna strona, o której przypomnę sobie za kilka lat, kiedy ślad po niej zaginie. I będę bardzo tęsknić.

Nikogo to nie obchodzi.

Nikogo to nie obchodzi.

Dziś w pracy przytuliłam dziecko. Było ciepłe i delikatne. Miało na imię tak, jak moja mama. Uśmiechało się, opowiadało o sobie, pytało o różne przyziemnie rzeczy. Było pięknie. Nie było świadome, jak skomplikowany proces zaszedł w mojej głowie w ciągu tylko kilku sekund. Tęsknię do tego, choć nigdy tego nie miałam. Szukam tego, choć nie wiem, co to właściwie jest. Potrzebuję, i jednocześnie się tego boję.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2018, 00:38

Sandra02 Mam dość.. 30 stycznia 2021, 22:44

No i zbliża się franca... Jeszcze niedawno czekałam aż przyjdzie, a dziś jak zobaczyłam ślady krwi to dopadł mnie smutek. Nie sądziłam, że tak to odczuję.

28 dc 13dpo

Czekam na @. Jak narazie się nie zapowiada. Dopiero co zaczęły boleć mnie bardziej piersi. W zasadzie to powinna być dziś ale nie miałam plamien żadnych jeszcze. No ale bez ekscesow czasem mój cykl trwa 30 dni. A czasem 32. Chociaż wg. moich obserwacji i poprzednich cykli to gdy sluz plodny pojawiał się tuż po miesiaczce A miesiączka skończyła się szybko to zawsze był 27. Także myślałam, że i tym razem tak będzie.
Nie jestem w ciąży, wiem o tym, nie czuje tego totalnie. Żadnych objawów, totalnie żadnych, wyjątkowo łagodny pms. Nawet piersi nie doskwieraly. Nie jestem placzliwa, ani nie mam wkurwa.Totalna obojętność.
Od września kończy mi się abonament w ovu.Chyba nie wykupie. Będę sobie zapisywala obserwacje gdzieś w jakiejs aplikacji ale juz bez szalu. Tak myślę, że to mi dobrze zrobi. Nie umiem się do końca wyłączyć chociaż powinnam.
Tęsknię za dzidzia:) trzeba myśleć pozytywnie! Potęga podświadomości niech zadziala:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2018, 09:11

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 19 października 2020, 22:17

6 dc
Miałam dodać wpis 15 października, ale nie byłam w stanie. To zdecydowanie ni był mój dzień. Pomijając fakt, że był to dzień moich "dzieci" (Dzień Dziecka Utraconego), to jeszcze byłam na pierwszej wizycie u diabetologa i nie usłyszałam niczego dobrego. Wyryczałam się za wszystkie czasy, chyba tego potrzebowałam.

Mam początki cukrzycy i hiperinsulinizm!
Dostałam tabletki i zalecenia co do diety. Od czwartku lecimy ze zdrowym jedzeniem na poważnie.

Dzisiaj jest piękny dzień, bo nasza 7 rocznica związku. 7 cudownych lat z moim ukochanym. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego męża. Mówili, że po ślubie wszystko się zmienia, że uczucie gaśnie, że oboje przestają się o siebie starać ale wiecie co? Jak dla mnie po ślubie jest nasz rozkwit, lepiej niż było przed. Mężu otworzył się uczuciowo, jest bardziej wylewny, więcej przytula i daje wsparcie, którego tak bardzo potrzebuję. Nie ocenia, nie krytykuje, jest. Tak bardzo go kocham, tak bardzo pragnę ściskać w ramionach owoc naszej miłości.

PS. Dostałam dzisiaj podwyżkę :D

Bułka Goniąc szczęście 4 września 2018, 17:30

Jest mi dziś smutno i chce mi się płakać. Od rana mnie mdli. Odrzuciło mnie od śniadania, potem ten metaliczny smak w ustach. Nigdy czegoś takiego nie miałam. Bardzo boję się, że to tylko skutki Duphastonu. Chciałabym już testować i się przekonać, a jednocześnie bardzo się tego boję.

Słoneczko12 Trzeba walczyć do skutku! 29 sierpnia 2018, 12:50

Wczoraj odwiedziłam ginekologa, ponieważ mój cykl znacznie się przedłuża (dziś już 37 dzień), a nic nie wskazuje na to, by okres miał się pojawić. Okazało się, że mam na prawym jajniku torbiel o wielkości 4 cm i być może ona jest wszystkiemu winna. Dostałam luteinę na wywołanie oraz skierowanie na test ROMA. Jutro idę po wyniki..
Ginekolog nie zleciła innych badań tylko wysłała mnie do kliniki leczenia niepłodności. Ceny zwaliły mnie z nóg.. niestety nie stać na skorzystanie z jej usług. Zamierzamy porobić kilka badań na własną rękę i skonsultować je z lekarzem. Cały czas wierzę, że wszystko jest w porządku, a problemy z zajściem w ciążę wynikają z tego, że "za bardzo chcemy"..

29.08.2018 - 17 dzień cyklu

Przytrafiła mi się dłuższa przerwa w pisaniu. W międzyczasie byliśmy 5 dni nad polskim morzem, postanowiliśmy troszkę wyluzować... W tym cyklu @ była wyjątkowa długa, ale może to głównie dlatego, że zaczęła się plamieniami..co w moim przypadku jest raczej dziwne. No ale nie o tym...

Ten cykl obstawiłam nie tylko kwasem foliowym, ale też wiesiołkiem i inofemem. Ten trzeci chyba wydłużył mi cykl, bo wg testów do dnia dzisiejszego nie miałam owulacji. Co do owulacji...wczoraj zainstalowałam sobie fajną i jak dla mnie bardzo przydatną funkcję. Robiąc zdjęcie testu automatycznie wykrywa czy test jest pozytywny czy nie. Ja zawsze miałam z tym problem...

Teraz zastanawiam się, czy zbadać sobie prolaktyne i progesteron w 21 dc, ale znowu u mnie wypada ten dzien w niedziele, więc kiedy robić ewentualne badanie?

Macy Czekajac na szczescie 29 sierpnia 2018, 14:43

Dzisiam ma wizyte u ginekologa, prywatnie, troche nie wiem czego sie spodziewac, mam nadzieje ze zrobi pomiary. Za tydzien mam wizyte na NHS. Bardzo sie boje.

Kat_ Moja droga do Szczęścia 29 sierpnia 2018, 15:10

„Zrozumiałem, że mam wybór: albo mogłem być wściekły za to czego nie mam, albo być wdzięcznym za to co mam.”
Nick Vujicic


Po pierwszym poronieniu, kiedy targały mną złość i żal, chcąc poradzić sobie ze swoją bezsilnością i poczuciem bezsensu życia, postanowiłam w ramach autoterapii stworzyć listę rzeczy, za które jestem wdzięczna, i które sprawiają, że jestem szczęśliwa.
Zmieniło to moje spojrzenie na problem, przestałam zatracać się w poczuciu nieszczęścia, zaczęłam sobie przypominać, że są przecież wspaniałe aspekty życia. Często, zwłaszcza wtedy, gdy dopada mnie zwątpienie, wracam do tej listy. Czytam ją i skupiam się na pozytywach. I wiecie co? Robi mi się lepiej! :)
Polecam spisanie sobie takiego zestawienia wdzięczności. Fakt, będzie tam brakowało niezwykle ważnego punktu: dziecka. Ale jestem pewna, że wszyskie wkrótce będziemy mogły dopisać ten spełniony cel do naszej listy <3

A co u mnie?
Sny o tematyce ciążowej trochę odpuszczają. Ostatni koszmarek miałam w sobotę: śniło mi się, że tak jak w rzeczywistości, dopadło mnie zatrucie pokarmowe, następnie zrobiłam test ciążowy - blada kreska, kilka dni później poronienie. Ciąża biochemiczna. Ale objawy ciążowe po tym incydencie się nasilały. Poszłam na badania, ginka robi usg i mówi, że jest piękny zarodek z bijącym serduszkiem! Ja w szoku, mówię: jakim cudem skoro poroniłam? Krwawienie było spore, bóle okrutne, no jak?! A ona na to, że widocznie ciąża była bliźniacza. I poroniłam jedno z dwóch dzieciątek. Zostało jedno i ślicznie się rozwija.
Kurtyna.

Oczywiście po wybudzeniu wklepałam w wujka, czy komuś kiedykolwiek takie coś się przytrafiło.. I znalazłam potwierdzenie.
Od razu myślę: ginka nie zrobiła mi usg po tej akcji. I nie zleciła bety. Więc może?
Oczywiście WIEM, że to niemożliwe, ale wbrew logice i tak jakaś mała myśl zakiełkowała.
Głowa do wymiany! :D

A tak poza tym, cóż... piersi zaczynają boleć tak samo, jak w poprzenim miesiącu przy zaczynającej się ciąży, pojawiły się wielkie żyły (o ile w ogóle zniknęły choć na chwilę?), więc powoli zaczynam sobie robić maleńkie nadzieje... muszę je jednak stłumić, dla własnego dobra.
W piątek jedziemy z pracy na wyjazd integracyjny, wracamy w niedzielę. Jak co roku jestem organizatorką. Mam więc co robić i czym zająć głowę :) Ufff!




Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2018, 15:13

Ojkaojka Zegar przyspiesza po 30tce. 29 sierpnia 2018, 15:22

Koszmaru dzień kolejny.
W trybie pilnym przyjęli mnie do szpitala na amniopunkcję metoda fish, abym za drobna opłatą mogła uzyskać szybki wynik.
Na miejscu okazało się oczywiście, że nie może być za łatwo. Pomimo, że ciąża to 16+3 to crl wykazuje 12+2 więc wyszło, że amniopunkcja nie może się udać. Nie uda się przy takich rozmiarach pobrać materiału do badań, będzie niewiarygodny, nie pokaże wszystkiego.
Więc z powrotem do okienka, szybki zwrot kasy za niezrobiony zabieg, skierowanie na biopsję kosmówki, dwa numery od pani dr, jeden do Warszawy drugi do Rudy. Bo dlaczego biopsję miałby ktokolwiek wykonywać w Poznaniu?
Z dwojga złego wybrałam Warszawę, zadzwoniłam, pogadałam, umówiłam się na poniedziałek.
Spakujemy graty i w drogę, nie muszę nawet rozpakowywać torby z dzisiaj, jedyny plus.
Pogadałam z dr Dębską, bez problemu przyjmą mnie na nfz w poniedziałek rano na bielanach, mam po prostu przybyć z papierami, zabieg ambulatoryjny, więc prawdopodobnie nie będziemy nocować.
Boję się, że w praktyce okaże się, że nie mają mnie w bazie, bo nie dzwoniłam się do tych przeklętych rejestratorek. Lekarze swoje a system i tak swoje, już to przerabiałam wielokrotnie.
Więc dzwonię, od paru godzin nikt nie odbiera, wreszcie telefon podnosi łaskawa jędza i nie dowiaduję się absolutnie niczego, poza tym, że pracuje tam za karę.
I tyle, padam na pysk i mam wszystkiego dosyć.

Marti... Goniąc czas 29 sierpnia 2018, 15:47

dzis jest bardzo zly dzien.
od rana wiedzialam, ze jakas zla energia wokol mnie krazy.

w parku rano codziennie spotykam sie z kolezanka i wyprowadzamy psy na okolo godzine, poltorej. w trakcie tego spaceru zestresowalam sie conajmniej 4 razy. ostatni raz tak, ze sie rozplakalam. wiem, ze hormony maja prawo nadal buzowac... ale zeby az tak..... a poszlo o awanture z kobieta, ktora celowo szla mi pod wozek ( to bylo na moscie, ja szlam lewa strona, bo pies na smyczy, wiec jak nablizej krawedzi, zeby smyczy nie ciagnac przez pol parku, bo ktos sie o nia zabic moze), a babsko centralnie idzie mi pod kola. w ostatniej chwili odeszla na bok. zwrocilam jej uwage, a ta mnie od wiesniar wyzywa, ze w Polsce jestesmy, tu ruch prawostronny itd. wiec jej nawrzucalam, ze nie jestem na ulicy, a nie widzi, ze latwiej jej mnie obejsc niz mnie ciagnac wozek i psa na sile na bok, zeby jej ustapic... itd. a ona, ze tez miala wozek i sobie radzila. no co za kurew! przepraszam, ale nie raz spotkalam sie z nieprzyjemnymi sytuacjami, nawet bedac w zaawansowanej ciazy i to wlasnie ze strony kobiet. i szczerze daje mi to do myslenia. DLACZEGO MY SAME DLA SIEBIE TAKIE JESTESMY???? jesli wiemy ile wysilku czasem kosztuje macierzynstwo. naprawde nie mozemy sobie pomoc w tak kolokwialnych kewstiach jak ustapic miejsca, zejsc na bok... byla ze mna kolezanka, widziala sytuacje i byla w szoku. inni spacerowicze to samo. szok... ja wiem, ze penwie tamtej zycie sie nie udalo i latwo sie wyzywac na obcych, widac slabszych... ale zeby az tak. o takie bzdety...


no wiec dzien zapowiadal sie slabo. szczegolnie, ze obudzial sie juz naprawde chora. mam stan podgoraczkowy, katar, gardlo juz mniej boli. wiec ogolnie takie sytuacje dzis nie byly mi potrzebne.


no i na domiar zlego jeszcze wizyta szczepienna. tym razem szlam sama bez meza (a w tym osrodku wozek po schodach trzeba nosic, bo winda sie zacina: jest taka zewnetrzna jakby w dobudowce, pewnie zrobiona tylko po to, by budynek wymogi spelnial). balam sie logistyki i ze Ola bedzie sie darla w nieboglosy. szczegolnie, ze niby dzien zly.

ale na szczescie z logistyka sie udalo, pomogl przesympatyczny pan. i trafilysmy na lekarke, ktora kazala mi trzymac dziecko na rekach, nie na lezance jak wczesniej. dzieki temu Ola zaczela plakac w sumie dopiero gdy pani wyciagnela igle. potem druga nozka na pneumokoki. i po sprawie. szybko sie uspokoila. ale dziewczyny... naprawde odnosilam wrazenie siedzac w poczekalni i ja karmiac, ze patrzy mi prosto w oczy z wyrzutami sumienia!! nie chce zeby mnie kojarzyla z bolem. ja wiem, ze to glupie. i nawet ,mnie jej placz nie stersowal, bo wiedzialam ze bedzie. pewnie dlatego moj spokoj na nia przeszedl. ale jakos tak dziwnie. jakbym swiadomie sprawila jej bol. i wiem, wiem wiem. wszyscy przez to przechodzilismy i zyjemy :D

i na koniec wiesci pomiarowe: Ola wazy 6650g i mierzy juz 65 cm!!! nie dziwne, ze zmienialam juz 2 razy rozmiar ubranek :) w pajace ze stopami 68 ledwo sie wciska! :)


trzymajcie kciuki, zbey ten dzien sie szybko i bezporblemowow skonczyl :D

zla energio AKYSZ!

8 dzień plamień. Pod koniec zeszłego tygodnia miałam takie, że myślałam że @ mi się zaczęła. Ale nic z tego, im bliżej terminu tym mniejsze plamienie - brawo ja.

Tylko szczerze to ja wcale nie czuję się okresowo. Zazwyczaj jestem napuchnięta i brzuch na dole mam wydęty jakbym była w 4 miesiącu ciąży. A teraz tylko trochę mnie pobolewa i mam uczucie jakby ktoś położył mi kamień na brzuchu. No i tradycyjnie krostki na buzi. Temperatura powoli spada.

@ na pewno przyjdzie jutro, nie mam złudzeń, nie mam nadziei. I dobrze mi z tym.

Tydzień temu nieszczęsna beta ujemna.
Aktualnie to dziś dzień z chorobą (każdego dnia jakieś nowe problemy, kiedy koniec?) a tak to praca i raz na czas ukłucie w sercu czemu ja nie mogę być mamą....
Nie sądziłam, że jestem taka stara (na macierzyństwo) :(

"Mętlik w głowie"

34dc.
A miałam w tym cyklu podejść na spokojnie. I znów koniec cyklu i znów myśli, nadzieje. Byłam nastawiona na okres a zamiast niego te plamienia. Wczoraj popołudniu nawet zauważyłam w nich krew. To było rozstrzygające. Zaraz plamienia zmienią się w okres. Więc z tej okazji otworzyłam sobie desperadosa. Piwo dla zdesperowanych kobiet jak to mówi mój tata. Ale do wieczora nic nie było. Sucha wkładka. Pojawiły się jeszcze wieczorem po zabawach z M. Więc już wtedy wiedziałam że to wywoła okres. Nic. Dziś w pracy co chwilę latałam do łazienki Ale nic oprócz lekkich plamien nie było. Pomyślałam o teście ciązowym. Myślę czy nie iść do apteki i nie kupić. Zazwyczaj na samą myśl o teście dostawałam okres. A zrobie ten test i dalej sie bede zastanawiac czy to nie za wczescie czy cos.Więc porzuciłam pomysł z apteką. Jak jutro nie dostanę jadę na betę.
A miało być tak spokojnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2018, 17:44

Życie to jednak bywa przewrotne. Prezent dla chrześniaka, który wybierałam na łapu capu, z pomocą Wita... okazał się strzałem w 10... jeśli o Witka chodzi. Bawił się nim cały wieczór, na szczęście nie upierał się by zabrać ze sobą do domu.

Do Wawy wróciliśmy w poniedziałek, bez pośpiechu. Jesteśmy solo bo munż na wyjeździe wspinaczkowym... ale dzwoni codziennie! Przedwczoraj(w środę) nawet Wit dołączył do rozmowy (chociaż deklaruje, że on gadać przez telefon nie lubi. Z nikim! Z mamą też nie!)

Przedszkole i adaptacja. Hym. Poniedziałek wagary. Wtorek i środa - 2h z rodzicami/dziadkami. Zabawy zabawkami, zabawy w kółeczku, poczęstunek owocowy. Czwartek - pierwsze 2h bez rodziców. Wit pierwszego dnia zakochał się w dwóch tramwajach i praktycznie z rąk ich nie wypuszczał. Wykombinował sobie, że skoro zabawkami trzeba się dzielić to jak inne dziecko pytało o tramwaj... to Wit oddawał mi go pod opiekę, a sam biegł do półki, wybierał inną zabawkę i przynosił pytającemu - zamiast tramwaju ;) Tramwaje niestety dziś pochłonęły go na tyle, że nie miał czasu, żeby się pożegnać/posłuchać co do niego mówię (że teraz idę, ale wrócę). Zawył więc trochę jak się zorientował, większość dzieci reagowało podobnie. Ale tak jak przy pierwszej adaptacji - łzy szybko wyschły, a ja po 2h odebrałam szeroko uśmiechnięte i radosne dziecko (bawiące się tramwajami rzecz oczywista).
Na minus oczywiście liczebność grupy - 25 dzieciaków to jednak dużo. Ta liczebność jest chyba największą różnicą, która wymusza inne różnice (dzieci muszą być bardziej samodzielne, nie będzie takiego ciepłego/rodzinnego podejścia jak w było w naszym prywatnym).
Z drugiej strony - obserwuję już to, czego dla Witka chcieliśmy tzn. żeby wychowywał się w otoczeniu kolegów/sąsiadów. Żeby miał kolegów blisko, klatkę obok, żeby spotykali się na placu zabaw, w drodze do przedszkola itp. Blisko, pieszo, obok - nie na dowóz samochodem albo po komputerowym kablu. W swojej grupie Wit ma kuzyna mieszkającego obok, a oprócz tego już wiem, że jeden chłopczyk mieszka w sąsiednim bloku, a kolejny w jednym dalej. Dziś chłopaki poszli na plac zabaw - i tam właśnie jednego z nich spotkali. Ganiali się całą trójką po tym placu zabaw, a ja tylko patrzyłam i myślałam - jak dobrze, że wróciliśmy; jak dobrze, że wróciliśmy. Ujmując rzecz krótko - czuję się, jakbym po roku życia w zaświatach wróciła wreszcie do życia. Niesamowite to jest. Ale tak właśnie jest ;)

W środę zaliczyłam wizytę u pani hematolog. Hemoglobina spadła do 10, żelazo na bieżąco niby w miarę, ale zapasy (ferrytyna) moooocno naruszone. W książeczce pojawił się nawet wpis 'anemia ciążowa'. Dostałam Tardyferon na 6 tygodni. No i zamówiłam na najbliższe dni katering pudełkowy. Taki ze mnie leń... No ale trudno, muszę doprowadzić się do lepszej formy, siły będą potrzebne, a gotowanie we własnym zakresie, zwłaszcza ostatnio wychodziło mi kiepsko, może też stąd te gorsze wyniki, że tu zjadłam, tu nie zjadłam, a wszystko dość przypadkowe.

04:06... za godzinkę mężowaty powinien być w Warszawie, za dwie pewnie w domu ;) Bardzo się cieszę bo wyjazd chyba jednak udany. A bał się wyjazdu - własnych możliwości czy też bardziej własnych ograniczeń zdrowotnych. Taka 'pamiątka' po poprzednim 'domu'. Nie tęsknię za tamtym miejscem. W ogóle. Nie brakuje mi przestrzeni, nic, zupełnie. Byle to sprzedać.

A teraz spać (wrócić do spania - bo spałam od ok. 22 do 3:30 i sama się wybudziłam). Przed nami kolejny dzień. Wit najpierw na odczulanie, potem do przedszkola. A potem - w zależności od stopnia zmęczenia mężowatego - ruszymy po południu lub w sobotę rano na wieś do znajomej. Life's good!

Izape_91 Szycioterapia - po 3 latach jest! 16 września 2019, 22:32

821cb35b5756.jpg


Taka sytuacja 9 dpo wieczorem 🤩 3 lata...


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2019, 22:41

Byłam wtedy na usg, ale nadal nie znamy płci. panic_2.gif

Dzisiaj miałam wizytę w poradni cukrzycowej. Nieźle. Lekarka Super. Ta u której byłam w lipcu prywatnie powinna zwrócić mi kasę. Dała mi tylko gleukometr i poleciła poczytać w necie tabele z indeksami glikemicznymi. Miałam mieć dietę 2400 kc. Nic, zero omówienia. ROZBÓJ W BIAŁY DZIEŃ!
Pani doktor dzisiaj (wizyta na NFZ!!) dokładnie mi wszystko omówiła, co z czego wynika, jaki wpływ ma na mnie i na dziecko. Czego się wystrzegać i czego muszę bezwzględnie wystrzegać.
Powiedziała, że cukrzycę miałam gwarantowaną: wiek+waga+tarczyca+IVF
Jak się zdenerwuję to cukier leci do góry!

Później została omówiona ze mną dieta 1900 kc. Wcześniejsza 2400 mnie upasie, więc bez przesady.
Dostałam super rozpiskę z podziałem na grupy i z dawkami. Tak to ja rozumiem. Z każdej grupy muszą się znaleźć produkty w codziennym menu. I wcale ta dieta nie jest taka drastyczna. Da się z nią żyć. boing.gif
Nie wiedziałam, że owoce tylko do 16, że nabiał tylko w ciągu dnia, a nie na pierwsze śniadanie.
Nie wiedziałam, że śniadanie max do 8:30
Nie wiedziałam, że przed snem mam zjeść coś tłustszego np. kanapkę z żółtym serem czy baleronem. Dłużej się wchłaniać będą i może maluch nie będzie głodny!
Mam mierzyć specjalnymi paskami mocz, czy nie wytwarza się przez noc aceton, co świadczyłoby o głodowaniu dziecia! Jeśli przez tydz będzie ok. to nic nie robimy i aceton mierzymy co jakiś czas. Jak będzie słabo, to mierzymy codziennie i jak wstanę na nocne „siku” to mam coś zjeść.
To była dobra wizyta. :-)

Byłam również u endokrynologa
TSH 1,347 (miesiąc temu 1,035)
Ft4 1,26 (miesiąc temu 1,50)
Niby dobrze, ale zwiększamy euthyrox 6x150 i w niedzielę 75

WCZORAJ POCZUŁAM PIERWSZE RUCHY
excited008.gif


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 sierpnia 2018, 21:34

Cofam poprzedni post. @ przyszła dziś. Na razie krwawienie jest słabe, ale jest to żywa krew. Muszę uzbroić się w ibuprom i termofor.

54dc. cykl 15. 5dpo?

Kolejny cykl z rzędu owu się pojawiło🙂 tym razem 5 dni wcześniej niż w poprzednim cyklu. Powoli mamy postęp. Nigdy nie było dwóch owulacji pod rząd. Chyba jednak witaminki działają 😉 oby tak dalej.
Wraca do mnie nadzieja 💚

- Witku, jest siku w majtach?
- Tak - mówi Wit zaabsorbowany czymś zupełnie innym
- A siusiak nie powiedział czy Ty miałeś ważniejsze sprawy?
- Ja miałem ważniejsze sprawy.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)