Peggie Cuda. Cudzie trwaj! 23 października 2018, 15:03

Tosia miała wczoraj krewkę pobieraną z żyły :( Bidulka moja, ale dzielna była a bardzo, ale to bardzo niesympatyczna pani pielęgniarka, na szczęście zrobiła to super sprawnie. Ufff... Zrobią jej 20 alergenów, we wtorek wyniki, zobaczymy czy coś wyjdzie :/
Między 15 a 16:30 muszę być na uczelni, bo dostałam negatywna decyzję w sprawie indywidualnego toku studiów (wymagana obecność przy its to 50%) i chcę zapytać dlaczego... Problem jest taki, że dość nerwowa jestem i mam nadzieję, że załatwię to w miarę kulturalnie, bo dyrektorka instytutu, która tę decyzję podejmuje jest również moją promotorką... Kobieta mnie nie lubi, wiadomo nie od dziś. Od kiedy dowiedziała się, że jestem w ciąży robi jakieś fochy i problemy :| Nie mam się jak odwołać :/ Jeszcze w zeszłym roku mieliśmy super dyrektora zawsze można było się do niego zgłosić z problemem i zawsze znalazł się jakiś sposób rozwiązania, a teraz? :/ Poskarżę się potem dyrektorce na promotorkę? Skoro to to samo... A nie mam rady być na wszystkich zajęciach i tak gonię się jak głupia i nie wyrabiam. Mąż od 9 do 17 w pracy, weekendy od rana do wieczora w szkole, a ja co prawda w tym semestrze mam tylko zajęcia w pon, wt i pt, ale w przyszłym dojdzie 140h, bo teraz mam 140h praktyk... które nie wiem jak zrobię. Nie wyobrażam sobie zatrudnić opiekunki (co też kosztuje), na żłobek też mnie nie stać i nie chcę oddawać Toni do żłobka, co moja siostra uważa za dziwne... Bo jej koleżanka oddała i suuuuper! Wszystkie problemy zniknęły. ych :/ Jak znacie historię mojej relacji z siostrą, to nie powinno to dziwić.
I........ Młoda jak na złość śpi... Zawsze śpi 40 minut i właśnie 40 minut mija, a ona dalej śpi! A musimy jechać, żeby zdążyć przed 16:30! Bo jak wyjdzie ta głupia baba wcześniej to se w łeb strzelę :)

Tonia powoli się garnie do raczkowania, ale to powoli, bo jest leniwa jak mamusia :) Podnosi się albo na rękach albo dźwiga pupę i pełza do przodu. Często znajduję ją na środku pokoju... No bo wiecie, mata jest dla głupich!

Co do mleka na "zimno" mi w szpitalu na dokarmianie też dawali mleko z szafki bez podgrzewania, ale ja jestem zdania że dziecko powinno jeść mleko ciepłe, zwłaszcza takie małe i nie uważam że wszystkie różne wytyczne mówią prawdę. To tak jak i dorosły pił by zimną kawę /herbatę, jadł zimny obiad. Przecież dla dziecka mleko to "jedzenie" posiłek jak każdy inny i powinno być podgrzane. Zwłaszcza gdy dziecko nie chce jeść, je mało nie pełne porcje to tym bardziej matka powinna dawać mleko podgrzane. Mój np nie chce pić zimnego soku tylko lekko ciepły. Każdy robi jak uważa ja jestem zdania żeby dawać dziecku mleko ciepłe.
A temp pokojowa to ok 20 stopni, takie mleko jest po prostu nie dobre. Mleko matki z piersi ma ok 36 stopni więc jest ciepłe. Tyle w temacie "ciepłe" zimne mleko :)

MamaNI mój szwagier w Anglii nawet syrop na ból gardła dziecku dawał z lodówki :o

Ja dziś byłam na zakupach, w pepco kupiłam małemu kilka ubrań, zapłaciłam grosze a ma fajne spodnie jeansy na polarku ciepłe akurat na zimę bo rozmiar 86 to będzie miał na dłużej.

W biedronce promka na pieluchy dady, chyba kupię teraz te bo na pampers premium care nie ma promocji a tu za 100 szt zapłacę 46 zł to tanio.
Z kasą krucho więc trzeba trochę oszczędności łapać

Wczoraj weszłam w 17 tydzień , zaczęłam czuć ruchy i teoretycznie wszystko jest super.Ale psychicznie nie jest, cały czas się boję .Nie potrafię się pozbyć tego uczucia leku.Z jednej strony mam wszystko zaplanowane ,już odliczam dni a z drugiej strony boję się kupić głupiego body.Tylko oglądam .Boję się bo wizyty mam co miesiąc.Dla mnie miesiąc to wieczność .Nie muszę oglądać dziecka ,nie wzruszam się biciem jego serca .Poprostu chce słyszeć że żyje.I sprawdzam detektorem i czuję ruchy delikatnie a nie uspokajam się .Ten cały okres jest taki trudny .

Marti... Goniąc czas 23 października 2018, 16:37

jutro Olenka konczy 5 miesiecy.... ja nie wiem jak to mozliwe jak ten czas leci....
25go idziemy na kontrole bioderek. (nic sie nie dzialo, ale rutynowo tam zapraszaja po 3 miesiacach od pierwszego badania - w sumie spoko).

w ten weekend bylismy w odiwedzinach w Lodzi u tesciow i mojej babci. Ola dala popis oczywiscie w samochodzie. wszystkie normalne dzieci zasypiaja w autach, znam nawet historie, ze ktos specjalnie zima jezdzil do pobliskich miast po kawe/ciastko, zeby tylko dziecko sie wyspalo w ta i z powrotem, a nasze jak oparzone. nie cierpi fotelika. po okolo 40 - 50 minutach mimo zabawek itd nudzi jej sie. nie lubi byc skrepowana, nie chce tam byc i koniec. to widac, bo jak tylko ja wyciagam z fotelika to sie smiac zaczyna babsztyl jeden :) kochana jest, ale w drodze powrotnej musialam skazac ja na 20 minut placzu... zatrzymalismy sie na ostatniej stacji przed zjazdem z autostrady, przewinelam ja, jesc nie chciala, na rekach tez placz. wiedzielismy, ze pokazuje nam, ze ma dosyc dzisiejszego podrozowania. wiec lekko placzaca wsadzilam ja w fotelik i musielismy przeczekac... niestety... nie jestem zwolennikiem uspokajania dzieci prez pozwolenie im sie wyplakac, wrecz odwrotnie, wiec serce mi sie kroilo, ze ona tam placze. ale nie bylo rady. musielismy jak najszybciej dojechac do domu. a w domu, dziewczynka odzyskala dobry humorek i "impreza" do 20.

zauwazylam, ze wydluzyla ciut drzemiki w ciagu dnia z 10-20 minut do 1,5 h wczoraj ... dzis 2x po godzinie (szok!). moze to zasluga ukonczenia 5tego miesiaca i koniec jakiegos tam skoku rozwojowego... nie wiem.

co nowego... Ola obraca sie wokol wlasnej osi tak, ze az mnie zaskakuje .zostawiam ja na chwile w lozeczku jej w jedna strone, ja wracam, a ona lezy o 180 stopni odworcona. gaworzy tez nowymi dzwiekami. smieszny ma jeden "tekst" : "dziśśś". brzmi doslownie jak "dziś" i podkladamy jej pod to slowa. np. pytamy sie" Ola, kiedy chcesz sie kapac?", a ona robi swoje "dziśśśś". no to kapiemy dzis :D glowki nie podnosi, ale jak lapie ja za raczki i pomagam usiasc na chwilke, to cala sztywna i jak juz usiadzie to od razu rozglada sie dookola :) takze juz jest inaczej niz bylo, ale nadal czerep ciezko samej podniesc :D


zaczelam kupowac ubranka na 74 (ide w wiekszosc uzywanych. naprawde swietne mozna dostac na OLX, troche ciuchow mam od kolezanki po jej corce. niwych kupilam na razie 3 pajace do spania) ... bo 68 juz za male. pajace 68 ze stopkami to juz od miesiaca za male sa. body bez nogawek do zeszlego tyg w miare ok. ona ma bardzo dlugie nogi z tego co obserwuje inne dzieci. no. takze kombinezon okropny rozowy na zime od mojej tesciowej bedzie na szczescie :D (o VIVAT krolowie!!!) za maly. mam od kolezanki jeden i mam nadzieje, ze wystarczy. oczywiescie koce i inne spiworki pewnie musowo, szczegolnie, ze deszcz czy wiatr, to my wychodzimy z psem do parku, bo mamy park po drugiej stronie ulicy. wiec nawet jakbym chciala czworolapka na szybkie siku, to i tak musze do parku .... ehhhh. a tam nigdy 5 min nie schodzi.
24 pazdziernika konczymy 5 miesiecy
25 pazdziernika- bioderka
30 pazdziernika - kolejne szczepienie. nie moge doczekac sie pomiarow :)

Patt1002 Czekamy na Aniołka 23 października 2018, 17:43

Wczoraj pozytywny test owulacyjny ;)
jestem dobrej myśli :)

trójeczka trójeczka? nie tym razem... 23 października 2018, 19:59

lubię plany. mam ich całą listę na każdą (prawie) okazję.

miałam plan na brak ciąży: w tym miesiącu mieliśmy rozpocząć badania pod kątem "dlaczego się nie udaje" i "co zrobić, żeby się udało".

miałam plan na ciążę. wcześniejsza obrona pracy, wakacje dla starszego, ustawienie mebli w mieszkaniu, nawet zakup dostawki do wózka, żeby młodszy mógł sobie przysiąść na naszych długich spacerach.

nawet na poronienie miałam plan: szybkie starania, powrót do planu numer 1.

nie ruszyła mnie zbytnio ciąża biochemiczna, na którą wskazywały pierwsze dwa wyniki krwi. to byłoby nawet pozytywne, bo znaczyłoby, że po 12 miesiącach nareszcie się udało i może udać się ponownie, być może z niewielką pomocą.


ciąży pozamacicznej nie przewidziałam. nie miałam na nią planu.
jestem zagubiona, z brzucha sterczą mi nitki, boli, nie mogę przytulić moich najdroższych mężczyzn, żeby nie urazić ran, a ja boję się, bo nie wiem, co będzie dalej. tyle niewiadomych.

czy to moja wina? czy coś zrobiłam, zaniedbałam? czy niewystarczająco się starałam, nie zauważyłam zapalenia przydatków, próchnicy? może po czyszczeniu po pierwszym porodzie (komplikacje) zrobiły mi się zrosty, a druga ciąża była wielkim szczęściem, fartem. może zapalenie układu moczowego w drugiej ciąży przeszło na jajowody - i tak bolało, i tak brałam antybiotyki, mogłam nie wiedzieć. może powinnam wcześniej starannie się przebadać pod każdym kątem, zbadać drożność.

może powinnam przewidzieć więcej, przewidzieć wszystko. teraz wiedziałabym, co dalej.

nie wiem, nie wiem. gubię się.

nie wiem, co teraz, nie wiem, co dalej. życie, gdy posypały się wszystkie plany, jest trudne.

nie chcę wracać jak gdyby nigdy nic do tego, co było, a nie mam siły wymyślać wszystkiego od nowa.

mój gin, który mógłby pomóc budować nową rzeczywistość i nakreślić ramy zawieszenia w czasoprzestrzeni, jak na złość nie ma wolnych terminów.

Jeheria No kiedy? 17 września 2019, 18:39

8tc
Wczoraj jednak miałam USG. Na nfz, musiala zrobić aby dać skierowanie na badania. Maluszek ma 9mm. Serduszko bije.
Dziś robiłam badania z krwi:
TSH spadło z 3,92 do 0,4
Ale d-dimery...9700 przy normie do 500
Hematolog mi mówił że do 1000 w ciąży jest ok. Od razu do niego zadzwoniłam. Kazał powtórzyć w innym laboratorium i jutro zadzwonić. Nalegał aby iść do ginekologa. Dawki mam dobrze dobrane: 0,6 neoparin i 150 mg acard.
Tydzień temu odstawiłam Estrofem. Myślę że to on oprócz ciąży oczywiście podwyższał d dimery. Nie bez znaczenia jest też progesteron, który miałam 242. Jutro go też zbadam i zejdziemy może z 3 tabletek. Chociaż biorę duphaston to on chyba nie jest wykrywalny w krwi??

trójeczka trójeczka? nie tym razem... 23 października 2018, 21:13

czytam książkę "Przerwane oczekiwanie", która od kilku miesięcy czekała na półce.
tam wielokrotnie powtarzane, że trzeba płakać, wspominać, mówić o swoim bólu, a po jakimś czasie ból zmieni się w słodkie wspomnienie o dziecku i będzie można dalej żyć.

ale ja nie mogę opłakiwać śmierci mojego dziecka. mogę tylko płakać nad swoimi planami, marzeniami.

ciąża pozamaciczna nie pasuje do tych ram żałoby, bo jak rozpaczać, gdy (tu przepraszam co bardziej wrażliwe osoby) rozwijający się w złym miejscu zarodek jest jak nowotwór, na tym etapie nie ma żadnej świadomości (przynajmniej ja chcę w to wierzyć), a jego jedynym celem jest rosnąć, nawet gdyby to miało zabić organizm, w którym się rozwija.
jak opłakiwać coś/kogoś, przez co/kogo można umrzeć? jak to miałoby stać się "słodkim wspomnieniem o dziecku"?
przecież to dziecko, gdyby nie ja, nie przeszkody we mnie, mogłoby żyć. ono tak bardzo chciało żyć, że mogło zabić. to mam dobrze wspominać, to mam opłakiwać? mogę tylko winić siebie, że nie umiałam stworzyć dobrych warunków, że go nie ochroniłam, że ono chciało, a ja nie mogłam. tu jest sprawa jasna i pewna - ono chciało tak bardzo, że było gotowe zaakceptować zupełnie nieodpowiednie warunki rozwoju. próbowało.

to moja wina.

nie ma tu miejsca na "słodkie wspomnienia".

Po wizycie...

Ostatecznie dostałam "zgodę" na amniopunkcję ale tylko ze względu na mój ogromny strach i podjętą już decyzję co w razie gdyby...

Rozmowa dość długa, ponad 30min wałkowania tego samego. Według genetyka tylko przezierność jest lekko podwyższona co wcale nie musi świadczyć o chorobie. Po teście PAPP-a ryzyko rzeczywiście dużo mniejsze ale przecież przezierność po coś ma normy i po coś się ją mierzy...

Nie mam czasu na rozmyślanie bo to już 17tc a amnio musi być max w 18.
Zaraz po USG byłam pewna że amnio zrobię a im bardziej myślę i im więcej osób mnie uspokaja tym więcej mam wątpliwości :(

pytanie dnia...
"lepiej poronić przez komplikacje po amnio czy zaryzykować i urodzić chore dziecko?"

Nie wiem, tak cholernie bardzo nie wiem co mam robić :( :( :(

36tc (35+1)

Po wizycie u lekarza kiepskie wieści. Ale może od początku... Noc kiepska, o 3:00 obudziły mnie skurcze. Nie były mega mocne, ale dokuczliwe. I tak "bawiliśmy się" do 5:00. Przeszły i póki co spokój. W każdym razie noc zarwana, kiepskie samopoczucie, itd. Poza tym rozkminy pt. ściągnie pessar, czy nie ściągnie? To wszystko sprawiło, że ciśnienie u położonej UWAGA 200/110. Postawiłam na nogi pół przychodni, już chcieli wzywać pogotowie. Na szczęście moja doktor to złota kobieta, wzięła mnie w obroty, razem pooddychałyśmy, wyluzowałyśmy (w między czasie położna przytargała 3! Inne ciśnieniomierze) i spadło do 138/90. Czyli nie najgorszej... Gdyby nie to, że miałam przy sobie książeczkę z pomiarami RR w domu (gdzie w domu max to 110/70) już byłabym na patologii. Dostałam receptę na Dopegyt (gdyby w domu nadal było wysokie ciśnienie) i zalecenie mierzenia przez 3 dni rano i wieczorem, po czym mail do doktor. Profilaktycznie pożyczyłam drugi aparat od ojca (bo może ten mój walnięty jakiś...) i po zmierzeniu wieczorem jednym i drugim średni wynik to 115/70. Różnica między jednym a drugim minimalna, więc ufff jest ok. Ale trzymamy rękę na pulsie.
Po całym zamieszaniu, pobraniu gbs, wypisaniu miliona badań do porodu, przyszedł czas na USG. No i cholera znowu wraca temat hipotrofii. Emilka jest bardzo mała. Tylko 1900g :( mocno poniżej 10 centyla, wg usg młodsza o 3 tyg. Przepływy i łożysko dobre, całe szczęście... Ale ta waga niepokoi :( oczywiście to tylko usg, może być jakiś błąd pomiaru. Doktor nie panikuje, bo młoda jest równomiernie mała. Żadna część ciała nie odstaje. Ale panikuję ja :( jestem przerażona... Snuję czarne scenariusze. Boję się. Cholernie się boję, że coś będzie nie tak :( 2 listopada idziemy na wizytę prywatnie, na innym sprzęcie. Zobaczymy czy rośnie... Jeżeli nie, trzeba będzie szybciej rozwiązać ciążę... Ehh. Przecież nie może być dobrze.

Ah. I pessar ściągamy 15 listopada.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 października 2018, 22:18

Alebazi Na emigracji... w oczekiwaniu na cud 24 października 2018, 10:57

34dc, 12dpo

Gdzie moja cierpliwość? Temperatura się utrzymuje, to dobrze. Czekam dalej. Muszę się czymś zająć - porzadkami, zakupami, obiadem. Może spacer ładna dziś pogoda. Trzeba wykorzystać dzień wolny. Tym bardzie że w weekend pracuje.

Z moim P mamy ciche dni od niedzieli. Do tego mijamy się, miałam 2 wieczorne zmiany, on pracuje do 17, a w środy dłużej...

Jesli temp się utrzyma to testuje w pt, to już będzie dzień po spodziewanej @


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2018, 11:00

adriette Dążąc do pełni szczęścia 24 października 2018, 11:05

Koniec złudzeń. Przyszła @.

35tc+4

89% ciąży, 31 dni do porodu - 9 miesiąc pełną parą! <3

Wczoraj mieliśmy wizytę - u Tosi wszystko dobrze ❤️ wszystkie przepływy w porządku, rośnie ładnie, ma już jakieś 2,8kg


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2018, 11:46

Cykl 22.
11 d.c.

Koszty:
10 438
+ 200 2 x wizyta w klinice
+ 1000 - badania krwi przed inseminacją (400 ja, 600 mąż)
= 11 638 PLN

Byłam wczoraj na monitoringu, wyhodowałam 3 (TRZY!!!) pęcherzyki 12-16 mm. Endometrium 7 mm (największe, jakie kiedykolwiek miałam). Nadal problem z hormonami - estradiol jedynie 52. Wg lekarza jest dużo za niski jak na 3 pęcherzyki. Idę znowu na monitoring jutro, żeby sprawdzić, jak rosną pęcherzyki i czy hormony skoczyły.

Generalnie przestałam się tym zajmować i przeżywać tą owulacje itd. Nadal mi zależy (nawet bardzo), ale w mojej głowie chyba coś kliknęło. Zaakceptowałam, że może nas czekać inseminacja i że to kolejny krok. Idę jutro do lekarza z dużymi nadziejami, ale mam nadzieję, że jeśli się zawiodę to uda mi się przejść przez to spokojniej. Zajmuję się teraz martwieniem innymi rzeczami - staraniem o kredyt na mieszkanie, planowaniem remontu itd. Zaakceptowałam, że muszę zacząć szukać nowej pracy i powoli się do tego zabieram. Trochę w zwolnionym tempie, ale chciałam "nie odkładać życia na później". Dodatkowo usłyszałam, że moja znajoma, u której nie ma żadnej przyczyny niepłodności (wszystkie wyniki super), miała już dwie inseminacje, a za chwilę podchodzi do in vitro i jakoś tak.. doszłam do tego, że tak po prostu ma być. Po to naukowcy stworzyli te metody, żeby z nich korzystać. A że stworzyli je już dawno oznacza, że jest cała masa kobiet, które mają ten sam problem. Już nawet nie przeżywam tej kasy wydawanej na leczenie - szkoda, że nie mogę jej odłożyć na remont, ale trudno. Kasę się zarobi.

No i błagam, niech się tu gdzieś pojawi ktoś, komu się udało, bo dawno nie słyszałam żadnych radosnych wieści!!


małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 24 października 2018, 12:11

37, 38 tydzień
W sumie to nie zauważam żadnych zmian i żadnych pewnych oznak porodu.. Podbrzusze ciągnie mnie przy każdym podciagnieciu nóg do klatki np jak chce wstać.. Coraz częściej czuję że Malutka jest nisko.. Takie dziwne uczucie jakby uklucie w pęcherz.. Waży już ok 3100-3200g..

Staram się korzystać z ostatnich chwil gdzie mogę robić co chce i kiedy chce.. Chodzę na ćwiczenia bo w domu to się obijam.. Scigam się też z zimą.. Każdy kto ma ogród wie że trzeba trochę popracować jesienią żeby wiosną znów ruszyć:-D

W ktg wychodzą mi jakieś skurcze, których nie czuje.. Pani profesor powiedziała że mam pobuliwą macice.. Skojarzyło mi się,że moja macica ma ADHD;-)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 24 października 2018, 12:31

Są dni lepsze i gorsze. Są dni kiedy chce mi się spać i najchętniej dziecia bym „wyłączyła” jakimś magicznym przyciskiem. Obawiam się, że takich dni będzie coraz więcej paskudną jesienią i w długie zimowe popołudnia, które właściwie zlewają się z nocą w jedną ciemną masę… Czekam aż mężowi skończy się ten kocioł w pracy i zacznie wracać do domu normalnie… Emil drzemie: po trzeciej próbie położenia go do łóżeczka w końcu „zaakceptował” sytuację i zasnął. Hit ostatnich dni: piosenka „Duchy łakomczuchy”. Odpowiednia na czas około-halloweenowy. Wczoraj jak mu śpiewałam to śmiał się w głos. Zmory głodomory, duchy łakomczuchy – to chyba o mnie. Ciągnie mnie do słodyczy… Oj idzie zima i sadło trzeba odłożyć, pomyślał mój organizm hehe. W sumie co roku na jesień tak mam.

m3 Z pamiętnika Control Freak'a 24 października 2018, 16:39

I gapię się w ten wykres nadal. Nie powinnam mieć nawet złudzeń co do ciąży, bo zwyczajnie w świecie nie współżyliśmy kiedy należało.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2018, 16:40

PóźnyMrRight Lepiej późno niż później? 24 października 2018, 17:04

24 dc

Wczoraj było nieciekawie - łącznie z tym, że zawroty głowy miałam takie, że musiałam przysiadać, gdzie popadnie, aby nie paść jak długa. W wyniku tego otrzymałam pytanie - "wiesz co, taka blada się zrobiłaś, a ty w ciąży nie jesteś?" Zaraz drugi współpracownik dopadł tematu - "No ja od wczoraj chciałam się spytać...?"
Przemilczałam.

Obserwacja dnia dzisiejszego - cały czas robię testy owulacyjne. Od dwóch dni nie mam w ogóle drugiej kreski. Niby jest, ale tak blada, że praktycznie trzeba się dopatrywać. Kończę już prawie 100-sztukowe opakowanie i nigdy tak nie miałam, nawet tuż przed okresem. Zawsze kreska była. Zdziwiło mnie to, dlaczego tak się dzieje?

Reszta? Dzisiaj wszystko, jakby się wyciszyło...
Brzuch mniej boli, jajniki wyciszone jakieś, gdzieś tam je czuje, ale bez sensacji... Biust też w normie, ujdzie. Temperatura spadła do wysokości 2-ej fazy...
Tylko ten ból głowy się nasilił i nadal nie mam siły kompletnie. "Konika z kopytkami bym zjadła". Wszystko moje - najbardziej jednak bym wcinała czekoladę i zagryzała ją chipsami... Frytki, frytki i sos tatarski z ogórkami kiszonymi... Raju witaj!!!

Dzisiaj jestem w ciąży na 54 punkty ze 100. Test pozytywny możliwy w 68%. Przewidziany czas okresu - 28.10.2018. No to czekamy...

38tc -7 dni do terminu porodu
To juz za tydzien o tej porze bedziemy tulic naszego synka, 31 mam zaplanowane CC. Stres pomalu zaprząta moje mysli, zastanawiam sie jakie beda pierwsze chwile po operacji. Az niewiem co napisac. Ciąza to był dla mnie trudny czas ale było też duzo pięknych momentów, jestesmy podekscytowani tym co nas czeka, nasze zycie zmieni się całkowicie...

Pinka. Piąty transfer 24 października 2018, 18:06

9dc

Nie pamietalam, ktory to dzien cyklu. Musialam zerknac w pamietnik, aby wpisac naglowek. Nie oznacza to, ze odpuscilam.

Gdy wracalam z pracy do domu i tak stalam w korkach obserwowalam kierowcow, ich twarze..byly rozne. Jedni ziewali ze zmeczenia, inni sie denerwowali, jeszcze inni byli po prostu smutni. Czy ludzie spostrzegaja mnie jako smutnego kierowce?

Czekam na piatek. Kolejna wizyta w klinice, kolejny monitoring pecherzyka i zapewne ovitrelle. Nastepny cykl bede chciala sprobowac z closybegyt coby nam podwoil szanse. Jakos nie czuje nadzieji w tym miesiacu.

W piatek jedziemy na urodziny mojej mlodszej siostry. Mam nadzieje ze bedzie wesolo.


UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)