Przeżyliśmy.
Okropna, strasznie obezwładniająca jest bezsilność.
Wiesz że po tylu latach czekania na dziecko to maleństwo już się poczęło, ale nic nie możesz zrobić żeby mu pomóc dalej przeżyć... I wiesz co was wszystkich czeka, kolejny raz.
Mamy już badania potrzebne do szczepień. Tak się złożyło że w ciągu tygodnia miałam pięć pobrań, ręce pokłóte, całe w siniakach bo trafiałam na jakieś pielęgniarki z nerwicą. Jedna z próbek została uszkodzona w transporcie, mąż musiał powtarzać badanie. Myśleliśmy że będziemy musieli przekładać termin szczepienia ale zadzwoniłam do Krk i możemy to jedno dowieźć następnym razem( na wynik czekamy ok 21 dni + czas dostarczenia z Wrocławia przez kuriera PP- na drugi koniec kraju). Moja morfologia w dolnej granicy normy, zdziwiłam się że w ogóle mieści się w jakiejkolwiek normie biorąc pod uwagę ile ostatnio ubyło mi krwi i jak się odżywiałam..
Odebrałam część badań które robiłam do diagnostyki zespołu antyfosfolipidowego, są ok albo obawiam się że nic z nich nie rozumiem.
Dziś muszę ogarnąć jakiś nocleg w tym paskudnym, wielkim mieście. Tak, jestem prawdziwym wieśniakiem i cierpię kiedy opuszczam moje małe 300tysięczne miasteczko. Załatwiłam już zwolnienie i zastępstwo w pracy.
Cały czas liczyłam że jakoś cudem się ta ciąża utrzyma, wszyscy będziemy żyć długo i szczęśliwe a tym samym nie będziemy musieli wchodzić na tą karuzelę spierdolenia jaką są wyjazdy do Krakowa...
Odcięłam się od internetu, wszelkich forum, porad, zresetowałam umysł.
Praca intensywnie mnie pochłaniała i nie miałam za dużo czasu na użalanie się nad sobą.
Pomyślałam nawet: jeśli nie będziemy mieli dzieci to nic, tak też jest nam dobrze.
Już nawet oswajałam się z myślą, że zostaniemy we dwoje, może z jakimś psem.
Snuliśmy plany na wakacje, projektowaliśmy nową kuchnie... i postanowiliśmy spróbować ten ostatni raz.
Jeszcze jedno IVF.
Tym razem polecono nam ICSI. Zgodziliśmy się. Podeszłam do tego tak: i tak się nie uda, ale trzeba skorzystać, no bo w życiu trzeba wykorzystać szansy.
W kraju w którym mieszkamy ubezpieczalnia pokrywa koszty leczenia bezpłodności, leki i cała procedura jest za darmo. Głupi, by nie skorzystał...
No i się udało 
Jestem w ósmym tygodniu ciąży
Przechodzę na fioletową stronę.
Moje dziecko kończy dziś sześć miesięcy. Pół roku! Kiedy obudził nas dziś żeby zjeść chwilę po 3 w nocy pomyślałam, że przed chwilką skończył 6 miesięcy, bo Malutki urodził się chwilę po 2. Mąż pojechał dziś później do pracy z tej okazji, zrobiliśmy sobie rocznicowe zdjęcie, a Synek zrobił nam niespodziankę i zaczął się pięknie obracać! Wszystkiego najlepszego Syneczku! Bądź zawsze szczęśliwym i zdrowym bobasem! Mama i Tata kochają Cię najbardziej w świecie!!
:*
Byliśmy wczoraj na kontroli u naszej fizjociotki. Asymetria zniknęła, ale dostaliśmy zalecenie zabaw na boczkach bo Mały odgina się w łuk do tyłu i tyle. Ogólnie jest dobrze w tym temacie
Niestety objawy alergii nie chcą przejść, ale tylko w nocy katar męczy. Będę jutro dzwonić do naszej ulubionej pediatry niech chłopaka obejrzy, bo nie może biedaczek spać 
Z Mężem układa mi się dobrze, po prostu 
22dc
Ale ja jestem czasami wymozdzona
napisalam wczoraj ,ze @ wypada mi dopiero na 28.12, a dzisiaj tak na wyspany rozum mysle..hmm cos za dlugo kurcze! To dawaj na Ovu sprawdzam, a ja spojrzalam nad przepuszczalna miesiaczka na nr 28, a to ten co oznacza dzien cyklu
miesiaczka ma byc 21.12
dzien po moich urodzinach...hmm.. w takim razie jakby wyszly 2 kreski, to na gwiazdke test by wyladaowal pod choinka, przyzdobiony w kokardeczke...alez to by byly Swieta...
Pamietam jak rok temu na gwiazdke, bylam pewna ze w tym roku to napewno w Swieta bede albo juz mama, albo w ciazy..ale niestety..
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2018, 01:10
28t1d
Niech mi ktoś wytłumaczy skąd w 3 trymestrze problemy ze snem???? Najpierw problem ten miałam co któryś dzień, teraz codziennie i oszaleje. Budzę się o 4 i sen nie nadchodzi. A zasypiam późno. Normalnie włączam sobie serial i oglądam do 6...7... zasypiam i wstaje przed 11. Paranoja. Nie mam problemu ze zmianą pozycji do snu,nie chodzę do toalety jakoś turbo często, zestresowana też się raczej nie czuje. Dzisiaj z racji, że wyjeżdżamy do Wrocławia a do 5 sen nie nadszedł stwierdziłam, że nie ma sensu walczyć. Usadziłam jajka na śniadanie a teraz siedzę, pije kawę i czekam na 6:30 żeby zacząć się ogarniać.
Tak bardzo tego nie rozumiem. Całe szczęście nie jestem dzisiaj kierowcą. To może uda mi się zdrzemnąć w trakcie 6 godzinnej podróży. Taka ciekawostka- tylko ja mam prawko, a mąż nie. Także sytuacje, gdy nie muszę prowadzić do luksus. Ale raczej w 3 trym nie porwałabym się na 6h prowadzenia samochodu.
O dziwo. Olka wstala o 19 na ok 2 h. O potem noc przespala cala. Wlasnie wstajemy... nie wiem co jej sie wzielo na sen. Ale nie narzekam 
36dc, 3 procedura IVF, 1dpt
Dzisiaj w nocy obudził mnie straszny ból podbrzusza. Dokładnie taki jak na @
Smutno mi. Mam wrażenie, że mój progesteron jest za niski i może rozpoczynać się już oczyszczanie. Po 2 transferze już w 6dpt zaczęłam plamić i było pozamiatane:( Uwierzycie, że w tej klinice od czasu ost. monitoringu do testu bety nie sprawdzają w ogóle poziomów estradiolu i progesteronu?? NIC! Nawet przed punkcją czy transferem nie zrobili mi żadnych badań. Zastanawiam się czy pisać do mojego lekarza i pytać co robić. Może samej lecieć zbadać? Tylko dzisiaj sobota, może być ciezko znaleźć lab. gdy nie znam tego miasta:( Eh... a miało być tym razem tak spokojnie...
Edit: Mój lekarz odpisał, że mam już i tak dość wysoką dawkę progesteronu i zwiększanie niewiele pomoże. Doczytałam też podobne inf. na stronie internetowej jednej z klinik. Jesteśmy spokojniejsi. Jak ma się udać to się uda przy tym poziomie i tyle.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2018, 09:46
Trochę się dzieje, trzeba nadrobić:
Clo brane przez 5 dni,test owu pozytywny wczoraj w 15dc,ale oczywiście znowu jest pod górke-spuchła mi cała prawa strona od ósemki..Pola miała wczoraj wizyte u dentysty wiec i ja sie zalapałam. Dostalam antybiotyk,ale nie kupilam bo dzisiaj obserwuje jeszcze. Opuchlizna prawie zeszła,mniej boli i nie wiem czy go brac czy nie? Leże z zimnym ketchupem póki co ;p
Dzisiaj pewnie test owu bedzie pozytyw to trzeba sie starac a od jutra dupek.
Jutro pieczemy pierniki rodzinnie
goracy czas przed nami- ostatnie uszytki bede konczyc,we wtorek zaczynamy porządki świąteczne ;)no i T. Urlop 
"Mamoo glodna jestem!" To lece robić sniadanko 
Milego dnia!
Edit: antybiotyk wzięłam w niedzielę na 7 dni.. po 3 dniach dostałam 3dniowego kataru..
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2018, 20:49
30dc 14/15dpo
Wczoraj byłam na imprezie firmowej, a dziś @ brak, temperatura w górę, test negatywny!
No jak?!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2018, 11:02
Mam dzisiaj mega niechęć do czegokolwiek. Brzuch nadal tak samo raz bólu a raz nie... Tylko piersi zrobiły się wrażliwe na dotyk... Najchętniej położyła tm się spać a tu trzeba się szykować do pracy i tak do 22 się męczyć...
Anakin. No tak. Tzn karmie ja na spiocha. Jak nie nakarmie o stalych porach to sie budzi z rykiem ok godziny po czasie karmienia. wiec przewaznie nie otwiera oczu nawet jak je gdy pilnuje godzin. Jak mocno spi, to nawet nie sika. Dopiero ok 6 ida pierwsze siury. I kupa po przebudzeniu. A przy rozszerzaniu diety ta pierwsza kupa jest super. Jest bardziej zbita. Nie zostawia sladu na posladkach. W.ciagu dnia te kupy juz nie sa takie "fajne ". Ale to fakt. Ona od porodu ladnie spi. No chyba , ze ma skoki lub kiedys pewnie zabkowanie
Czytam wasze pamiętniki, wpisy na forum, ale sama jakoś nie mam pomysłu na temat. Póki co wszystko przebiega bezobjawowo, z początku lekki ból w dole brzucha 3 dnu po podaniu Pregnylu + lekkie chwilowe plamienie na różowo (zapewne owulacja).
Nie chce mi się o tym myśleć. Jestem zawieszona między "bardzo chcę", a "nie nakręcaj się". Jednego jestem pewna - jeśli nic nie wyjdzie, nie załamię się. Nie boję się bieli testu.
Powiedziałam mamie, że się staramy i teraz na każdym obiedzie śmiechy chichy, cieszy się, jakbym już w ciąży była, podpytuje co i jak. Wie, że mam problem, ale tak jakby nie bierze go pod uwagę. Chwilami zaraża mnie pozytywnym myśleniem. Dla niej problem jakby nie istnieje. Jak się widzimy nie ma smutnej miny i równie smutnych pytań, czy pokładania nadziei. Ona normalnie cieszy się tak jakby to, że zajdę było oczywiste i to tylko kwestia czasu, a właściwie to już na pewno się udało. Jak żaliłam jej się, że jajka nie rosną, może nie być owulacji itp., spodziewałam się słów osoby, która chociaż chciałabym pomóc, nic nie może zrobić i jedyne co poklepie po ramieniu, a ona po prostu nie uważa tego za problem nie do przejścia tylko płytką kałużę, którą trzeba przeskoczyć.
Powiem, że dobrze to na mnie wpływa. Bo tak jak spodziewałam się pustego pocieszenia, które utwierdzi mnie w smutku, tak dostałam lekkiego policzka i ogarnęłam się. Na początku zdziwiona myślę, czy ona bierze mnie na poważnie? A potem naprawdę się ogarnęłam. Przestałam ubolewać i skomleć i jak zbity pies szukać pocieszenia. A potem przyszło przyjemne zaskoczenie, gdzie okazało się, że mam ładny pęcherzyk. I prawdziwą szansę.
I koniec końców to, co odebrałam jako brak zaangażowania w problem, czy pomniejszanie jego problematyczności - jako kop w dupę - okazało się najlepszym z możliwych wsparciem.
Tak samo przyjaciółki najchętniej nakopałyby mi do dupy
Nie ma wspólnego płakania, tylko "Olaaaaaa przestań pierdolić"
. Traktują mnie trochę jak się traktowało znajomych, którzy uczyli się najlepiej z całej klasy, a przed każdym sprawdzianem płakali, że nic nie potrafią i na pewno dostaną lacza. Czyli, ok, ok, ale i tak ci się uda.
Tyle cudów wydarzyło się w moim życiu, że zaczęłam wierzyć we wszystko
A rok 2018, mimo rozwodu i braku ciąży będzie i tak najlepszym rokiem mojego życia.
Dzisiejszego dnia jestem wdzięczna za piękną choinkę, która zagościła u nas w domu. Cudownie mi, gdy na nią patrzę. Jest idealna. I całe święta będzie mi przypominać jak cudownego mam mężczyznę pod dachem.
2 DC
Wczoraj przyszedł okres i pierwszy raz nie było łez ani rozpaczy. Ciesze się tym miesiącem odpoczynku od szpitala ! Ciesze sie wakacjami. A teraz ide napić się wina i łapać weekend na 100 % !!!
7t+4d (8tc)
Widzieliśmy nasze maleństwo, w dniu badania miało 1 cm i biło mu serduszko. Wzruszyliśmy się oboje, to było coś niezwykłego i nie zapomnę tej chwili nigdy. To będą wspaniałe Święta 
Zdjęcie usg sprzed 4 dni:

24dc
Im bliżej terminu miesiączki, tym co raz bardziej myślę o testowaniu.. w czwartek moje urodziny, więc może sobie z tej okazji siknę
będzie to 12dpo więc może jeszcze być za wcześnie..ale siknę i trzymajcie kciuki!
wykres ładnie idzie do góry, dzisiejsza temp pokazała 37,09, takiej jeszcze nie miałam.. śluz cały czas kremowy i sporo jego, ból podbrzusza jakby na @ ćmi od kilku dni.. Niby człowiek się nie chce nakręcać, ale tak się po prostu nie da! Najgorsze jest to, że czuję się zupełnie inaczej niż w poprzednim cyklu..inny ból, mniejszy ból.. w tamtym miesiącu już nawet implantację czułam !
W czwartek miałyśmy szczepienie. Mocz pobrany, prawidłowy. Mamy skierowanie na usg. Zazywamy floraktin kolki, espumisan. Ja trzymam dietę. Gazy nadal są, choć wydaje mi się, że mniejsze, kupa różnie, ostatnio 3/dzień, 1/dzień dzisiaj 3 dzień brak. Ale widać, że chciałaby tą kupę zrobić, a po prostu nie może. Mamy skierowanie na USG, idziemy w czwartek prywatnie, a to NFZ niech szlak trafi najlepiej.
Ja mam trzymać dietę. Martwię się bardzo. Mam mnie uspakaja, że to usg to >na wszelki wypadek" i tak też próbuję sobie to tłumaczyć.
Noc po szczepieniu jak gehenna, wybudziła się o 22, nakarmiła i już nie dała odłożyć. Wczoraj już ok, ale nadal markotna.
Uczę się żyć spokojnie, uczę się żyć rytmem dziecka.. Oczywiście nie byłabym sobą gdyby moje ADHD dało się zupełnie opanować.. Bardzo zależało mi na szybkim powrocie do formy i sportu.. To chyba jedyna rzecz za którą tęskniłam w ciąży.. Spotkałam się z fizjoterapeutą, dostałam zestaw połogowych ćwiczeń i szaleję na dywanie jak Młoda śpi:)
Nauczyłam się wielu zachowań Malutkiej, coraz lepiej ją rozumiem, poznaję czego chce.. Bardzo się już zmieniła.. Uśmiecha się do Nas:) próbuje podnosić głowę.. Na razie wychodzi jej na sekundę
jest coraz bardziej aktywna w ciągu dnia, zauważyła karuzelę i bardzo ją lubi.. Na przyszłość będę mądrzejszą matką karuzela powinna być na baterie a nie nakręcana pozytywka;) dziecko trenuje mnie w bieganiu i nakręcaniu karuzeli;)
Wczoraj miałam jednodniowy baby blues.. Malutka bardzo dużo płakała i nic jej nie pomagało, poza tym zwaliło się Nam na głowę kilka spraw, wszystko jednego dnia, na końcu się popłakałam..
Poza tym mam nadmiar pokarmu.. Piersi ciągle jak w nawale.. Na razie uważam na pokarmy, które mogą wzmagać laktację i masuję/głaskam kanaliki w trakcie karmienia.. Tzn że muszę odstawić moja ukochaną kawę zbożową.. Jeżeli nie minie będę musiała wprowadzić produkty ograniczające laktację.. Oby do przodu:) i byleby uniknąć zapalenia:)
Mija 4 dzień od ostatniej wizyty u gina.
Zgłosiłam się by omówić wyniki męża, i sprawdzić stan owulacji by przygotować się do badania wrogości śluzu. Lekarz patrząc na badania męża nie był zadowolony, długo myślał co mi powiedzieć i jaki ustalić plan działania. Niestety zaniżone wartości DNA, oraz HBA dają obniżoną płodność i niestety mamy odnaleziony problem czarno na białym
gdyby jeden z wyników był tylko zaniżony to jeszcze pół biedy, ale oba.... niestety nie wróżą nic dobrego...
Z wizytą wstrzeliłam się w dzień owulacji, lekarz po wnikliwej analizie dawał kilka godzin do owulacji. Był zachwycony samym jejeczkiem, książkowy rozmiar, cudne endometrium, owulacja jak się patrzy. Nawet stwierdził, że fantastyczny dzień na inseminacje....
Ogólnie wychodzi na to, że u mnie problemu nie ma - tylko u męża.... (po powrocie do domu, i opowiedzeniu mu reakcji lekarza na jego wyniki widziałam mocny wkurw.... nic nie mówił, ale zły był pieruńsko)
Cóż na początek próbujemy IUI zaczynamy w styczniu. Ten cykl jako ostatni poświęcamy na naturalne starania. Jeśli inseminacja się nie uda to in vitro.
Szczerze to słabo wierzę w jej powodzenie - patrząc na statystyki i nasz problem to nie upatruje w IUI nadziei, nawet zastanawiam się czy to nie strata pieniędzy. Co prawda plemniki będą po selekcji, ale nie takiej by wybrać te z dobrym DNA - to raz, a dwa nie omijamy również problemu wiązania z kwasem hialuronowym którym otoczona jest komórka jajowa. Przy IUI plemniki przecież wstrzykiwane sa do macicy, a dalej muszą sobie radzić same. Do tego w wynikach męża wyszło jeszcze, że po godzinie ruchliwość drastycznie spada - więc co tu da inseminacja..... ech nie wiem. Bije się z myślami co myśleć na ten temat, czy podejść do prób inseminacji z nadzieją i euforią?? boje się tylko , że upadek po tym będzie bolesny, czy z obojętnością i nastawieniem, że to i tak nic nie da.... ale wówczas to po co podchodzić......
aaa, z badań na wrogość śluzu zrezygnował lekarz, bo i tak nasienie musi być przefiltrowane i podane omijając etap śluzu....
Kolejna wizyta 7 stycznia będę wówczas chwilę przed owulacją - naturalną bo nic nie stymulujemy i zobaczymy na kiedy wypadnie termin IUI
Przestaję zwracać uwagę na śluz, po tej luteinie jest jakiś dziwny niby kremowy, ale trochę rozciągliwy. Wczoraj jakoś dziwnie się czułam miałam zawroty głowy.
Temperatura rośnie, hm wiem, że to od luteiny ale jakoś inaczej się patrzy kiedy twój wykres nie przypomina jakiegoś pasma górskiego. 
Wieczorem przytulanko i potworny ból tuż po... Ale trwał tylko jakieś 10-15 minut. To chyba nie wróży zbyt dobrze. Ale wytrzymam wszystko byle by się udało zafasolkowac. Nie koniecznie w tym cyklu ale koniecznie kiedyś.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.