Dziś 8 dpo.
Miałam ciężką noc. Wczoraj przymknelam oko na 3 h po południu i oczywiście nie mogłam spać w nocy. Czego efektem było okropne zmęczenie i niewyspanie . W pracy dzisiaj meczylam się jak nie wiem...pracy nie było... próbek do badań nie było... więc szukałam sobie zajęcia jak tylko mogłam.... A to poczytałam książkę... A to posprawdzalam ważność polskich norm.... A to pogralam.. trochę podpisałam na forum ovu.. trochę się ponakręcalam i pooglądalam wykresy ciążowe...
cała ja.
Miałam się nie nakręcać w tym cyklu... naprawdę sobie to obiecałam... I co ? I jak zwykle. Internet przekopany. Fora ovu z objawami wczesnej ciąży znam na pamięć. Wykresy cykli ciązowych śnią mi się po nocach. Co poradzę... taka jestem.
W nocy męczył mnie bol krzyza. Od 4 dpo mam bole jajników. Czułam taki jakby chłód na początku... później aż do teraz czuję jak m ie kłują. Co najzabawniejsze piersi zaczęły boleć mnie lekko dopiero od dzisiaj. A zawsze, ZAWSZE bolą już tak z dwa dni przed owulacja... Wtedy wiem że owulka już blisko. A teraz? Tak dopiszmy to do listy objawów... dużo białego śluzu... dzisiaj zaczął robić się nawet bardziej wodnisty... bóli jak na miesiączke nawet nie mam... zaiste. 
Już mam plany żeby zrobić test w sobotę. Ale czy ja wytrzymam?! Dziś już planowałam podróż po pracy po zapas testów:D jestem mistrzem. Pewnie jutro pojadę i kupię 4 testy ciążowe. Znam się. Na pewno to zrobię
i zatesuję 10 dpo. Pewnie za wcześnie co?
wiem ... oczywiście. Ale nie byłabym sobą gdybym się nie potorturowała trochę
Duphaston powinnam skończyć brać w czwartek ale mam jeszcze połowę starego opakowania więc chyba pobiorę do soboty... tak w razie gdyby zaskoczyło.
Ach moje drogie... czy tylko ja jestem taka niepoważna? Niecierpliwa? Już czasem brak mi sił.
Czekamy na Ciebie Kruszynko... 🙏🙏❤❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 maja 2019, 18:17
Już środa, czyli tylko 3 dni do rozpoczęcia stymulacji
cieszę się, że bliżej niż dalej. Te uderzenia gorąca mnie wykończą, nie wiedziałam, że to jest takie uciążliwe
. Wczoraj zaniepokoiły mnie skurcze jak przed @. Ale dzisiaj już cisza, temperatura dalej przy podłodze
więc chyba to nie było nic niepokojącego. Mam nadzieję, że ten mój pęcherzyk w prawym jajniku zniknie lub się zmniejszy i to nie on daje o sobie znać. Tydzień temu skurczył się z 11 do 8mm, czyli bardzo dobrze, bo jakby miał więcej niż 10mm to nie mogłabym zaczynać zastrzyków. Ale to wszystko jest skomplikowane... 
35tc
Dzisiaj mija dokładnie rok odkąd nasze pierwsze dzieciątko od nas odeszło. Rok temu byłam w szpitalu. Jak ten czas szybko leci... A teraz już za miesiąc urodzi się braciszek małego aniołka... lub po prostu nasze dziecko tylko zmieniło datę porodu. Tak mówią
Kim kolwiek byłaś/byłes teraz jestes naszym aniolkiem strózem...pamiętamy [*]
A co teraz... W niedzielę miałam przez kilka godzin powiedzmy że regularne Braxtony Hicksy, co 3-5 min stawiał mi się brzuch, nie boleśnie, ale odczuwalne napięcie i twardy brzuch. Wiedziałam, że to nic takiego i że to normalne na tym etapie, ale mąż trochę się zestresowal:D Ja sobie spokojnie leżałam i kontrolowalam sytuację
Potem zasnęłam i rano już było Ok 
Od czasu do czasu stawia mi się brzuch ale tak może raz w ciągu dnia się zdarzy. Dodatkowo czuje, że mały schodzi w dół bo czasem tak mnie ból sieknie w kroczu, że aż postawi na równe nogi:) wierci się non stop też
Nie jestem jeszcze w stanie stwierdzić,czy brzuch mi się obniżył czy jeszcze nie, czasem mam wrażenie że tak, ale może to tylko moje wrażenie:)
Jestem umówiona do anestezjologa w przyszłym tygodniu na konsultacje w sprawie ewentualnego znieczulenia.
Myślę, że się na nie zdecyduje, jeśli nie będzie przeciwwskazań, trochę się boję tylko, że a nóż to wydłuży poród, bo tak mówią i są takie publikacje na ten temat, ale jeśli znieczulenie jest podane w odpowiednim momencie... I nie za późno, to nie powinno mieć wpływu na skurcze parte i rozwieranie się szyjki. Muszę się jeszcze popytać jak to z perspektywy anestezjologa wygląda.
Jako, że mija 35tc zaczynamy masaż krocza z olejkiem z wiesiołka
Nie powiem, żeby to było przyjemne... Bo to jednak rozciąganie ścian pochwy A z brzuchem to dodatkowy wysiłek, żeby sobie tam dosięgnąć
wszystko po to, zeby przyzwyczaic tkanki do rozciągania w trakcie wytaczania się główki i żeby uniknąć nacinania krocza. Mam nadziję, że będzie dało radę tego uniknąć i trafię właśnie na położną, która ma to doświadczenie i nie nacina z automatu. Szpital na Łubinowej się akurat tym szczyci, że ma najmniejszy odsetek nacięc krocza. Liczę, ze wlansie tak będzie i u nas:) Oby mnie nie zawiedli!
Chcialabym rodzic w wodzie ale...moze następnym razem przy drugim porodzie:D teraz bym się musiała umawiać z konkretną położna, przypuszczam że to by się wiązało z dodatkową opłatą dla tej położnej.
Dotarła do mnie zamówiona książka: Noszenie dzieci wyd. NATULI, zaczęłam czytać dziś po poludniu A już połowa za mną. Bardzo przyjemnie się czyta:) Świetnie zwraca uwagę na to, że noszenie dzieci bardzo pozytywnie wpływa na ich rozwój na każdej płaszczyźnie. Dodatkowo są przedstawione zalety noszenia w chuscie, rodzaje wiązań, obalenia mitów i mnóstwo innych ciekawych zagadnień. Pochłaniam:)
36tydzień, czekamy na naszą małą córeczkę. Ciągle doszukuję się objawów porodu:) Mała jest już gotowa do przyjścia na świat. Następna wizyta 6 maja, ciekawe czy doczekam;)
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 kwietnia 2019, 14:00
Nie będziemy podchodzić do kolrjnej IUI, bo to tylko strata pieniędzy i czasu. Na in vitro nas nie stać. Może jeśli PIS przegra kolejne wybory to znow będzie dofinansowanie do in vitro, tylko wtedy to ja już będę za stara. Zaczynam myśleć o adopcji. Nigdy tego nie chciałam, ale chyba nikt kto adoptował dziecko na początku tego nie chciał. Ja nadal nie chce, ale gdy na samą wizyte czeka się chyba ok. 2 miesiące, potem na kurs ok. roku, sam kurs trwa 3 miesiące to może lepiej teraz o tym pomyśleć i przez 1,5 roku może zmienie zdanie co do adopcji. Tylko czy to ma sens: pchanie się w coś co spowoduje że znowu będzie mi przykro. Może lepiej już niech zostanie tak jak jest teraz, tzn. powolne godzenie się z losem?
@ gdzie jesteś???? brzuch boli od 3 dni tak jakby to było już a tu nawet śladu po niej nie ma... jak przyjdzie jutro to będzie klapa bo dni w których mam się zgłosić na kontrolę wypadną akurat 1.11-3.11 jak klinika jest nieczynna więc się zlituj i przyjdz dziś a jak nie to dopiero w poniedziałek
2 wpis juz dzisiaj ale nie moglam sie powstrzymac wiec jesli ktos mnie czyta to wybaczcie musze sie z czyms podzielic aaaa i to nie sa dwie kreski :p bylam dzisiaj w kosciele kupilam zdrapke wielkopostna gdzie sa zadania do wykonania mialam to w tamtym roku tylko pozno strasznie to zakupilam jesli ktos pyta to kasa akurat idzie na dzieci oazowe na wyjazd . Dzisiaj rowniez mialam cudowny dzien poszlam nakarmic kaczki ale sie bily o jedzenie ja juz czuje wiosne ciesze sie ten zapach prania kwiaty a Wy lubicie?? Ba kto nie lubi jesli ktos mnie sledzi no to juz Wam moge powiedziec ze napewno sie nie udalo to sie czuje jak co miesiac niestety okres w nast tyg we wtorek ale juz nie mam takiej zlosci w sobie jak na poczatku natomiast waga u mnie stanela skusilam sie dzisiaj na pol paczka jak zwykle tata mnie skusil ale byly tez zdrowe rzeczy boo rano jajecznica potem sok z wyciskarki jablko banan marchew pomarancza jarmuz cytryna i spirulina kupilam dziaiaj olej lniany aby poprawic swoja cere i wlosy. Dzien siw pomalu konczy a ja zbieram siw do pracy. A na zdrapce... zapros Świetego patrona na cały wielki post ja zapraszam św Jana Pawła II ale sa tez św Anna albo św Joachim sa to patroni ,, od plodnosci" ale moga byc inni
troche religijnie sie zrobilo wiec dla tych co rowniez wierza bede sie starala dzielic ze swoja zdrapka moze komus pomoze jestescie gotowi ? 40 dni
jutro napisze co w zasadach jest na koncu takze jesli ktoa nie wykona zadania to nie ma sie co orzejmowac mozna do tego powrocic
milego dnia :***
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2019, 13:25
Było lato 2016 roku, kiedy poczułam, że nadszedł TEN moment. W miarę stabilna sytuacja finansowa i zawodowa, stały partner, z którym mam nadzieję spędzić resztę życia - wtedy pierwszy raz poczułam, że chcę dziecka i jestem na nie gotowa i wiedziałam że B. również czuje to samo. Odstawiłam antykoncepcję hormonalną, po kilku miesiącach porobiłam podstawowe badania, krew, cytologia, usg, dentysta, wszystko w idealnej normie. Zaczęłam brać kwas foliowy, poprawiłam trochę dietę zwiększając ilość warzyw.
To co? Zaczynamy się starać! Odstawiamy prezerwatywy, kochamy się co 2-3 dni i podchodzimy do tematu na luzie. Pierwsze 3 miesiące to cudowny czas, pełen radości i nadziei, poczucie otwarcia nowego etapu w życiu.
W 4 miesiącu pojawił się lekki niepokój, bardzo niewielki, takie małe ukłucie gdzieś na dnie duszy. Przecież powinno się już do tej pory udać, jesteśmy w końcu książkowo zdrowi, przestrzegamy wszystkich "zasad", często współżyjemy ale bez obsesyjnego liczenia dni płodnych. Gdzie jesteś fasolko?
6 miesięcy, niepokój rośnie, zaczynają pojawiać się myśli o ciąży podczas zbliżeń - czy to jest ten raz? Czy właśnie teraz zaczyna powstawać we mnie nowe życie? Każdy kolejny okres to uczucie zawodu i lekki dołek. Ale, ale, w końcu po 6 miesiącach statystycznie tylko około 60% par zachodzi w ciążę! No dobra, jesteśmy w tych pozostałych 40%, ale niedługo przecież się uda. Na wszelki wypadek wysłałam B. na badanie nasienia - wyniki nawet lepsze niż w normie.
9 miesięcy. Myśli dopadają codziennie. Co się dzieje, że jeszcze się nie udało? Czy ten stosunek w końcu zaowocuje ciążą? A może ten 2 dni temu? Kolejna wizyta u ginekologa, rozszerzone badania - pełen panel hormonów, usg tarczycy, monitoring cyklu, który na 90% potwierdził owulację z lewego jajnika. Wszystkie wyniki dalej dobre, a skoro nie widać przyczyny, to nie ma co leczyć.
10 miesiąc. Kupiłam termometr owulacyjny, książkowy skok temperatury w 12dc (moje cykle to 25-27 dni). Tym razem na pewno się uda! Cud poczęcia zamienia się w mozolnie planowany projekt.
12 miesięcy. Minął rok. Dół na całego. Każdy kolejny okres to płacz. Brak libido, kochamy się 3-4 razy pomiędzy 6dc a 16dc, potem do okresu nic. Zmuszam się do zbliżeń. Dlaczego JA? Dlaczego mnie to spotyka? Dlaczego wszędzie dookoła chodzą zaciążone kobiety? Co takiego ONE mają czego JA nie mam? Dlaczego sąsiadka obok jest już w drugiej ciąży? Kupiłam tester owulacji na ślinę. Coś tam widać, są jakieś "paprotki", ale nie do końca takie jak w instrukcji i tylko w 7-8dc. Monitor po miesiącu wylądował w szufladzie, nie umiem nic z niego odczytać i to tylko dodatkowy stres.
Ciąża miała być niespodzianką dla rodziny na Święta 2017. Tymczasem zaraz nadejdą kolejne Święta, a ciąży jak nie było tak nie ma.
Kolejne miesiące, kolejne okresy, kolejne płacze. Co miesiąc, na tydzień przed okresem pojawiają się objawy wczesnej ciąży, obolałe piersi, nudności, wyostrzony węch, zmieniony smak, boli podbrzusze jak na okres, ale to podobno normalne we wczesnej ciąży. Lekkie plamienie? To musi być plamienie implantacyjne? Nie, to nie może być okres! A może...zaraz, podobno w ciąży można mieć okres w pierwszym trymestrze! Testy ciążowe, jeden drugi, wpatruję się obsesyjnie w wyraźną pojedyńczą grubą krechę, szukam najdrobniejszego cienia tej upragnionej drugiej kreski.
Dlaczego mnie to spotyka? Czy to jakaś kara?
Uwielbiam złote rady ludzi - wyluzuj, nie myśl, wyjedź na wakacje. JAK? Jak mam do cholery nie myśleć o tym, że kończę 30 lat i jestem NIEPŁODNA? Że tyle czasu nie udaje mi się coś co dla każdej kobiety dookoła jest najłatwiejszą rzeczą na świecie? NIE DA SIĘ O TYM NIE MYŚLEĆ!!!!
Zbliża się półtora roku starań. Niedawno zmarł tata. Tak bardzo marzył, żeby mieć wnuka i nigdy się go nie doczekał. Da się mieć jeszcze większego doła?
Luty. Okres. Nie wiem dlaczego myślałam, że tym razem się uda. Może podświadomie oczekiwałam, że los zrównoważy mi tragedię, którą dopiero co przeżyłam i przyniesie też jakąś dobrą wiadomość? Naiwna idiotka. Już nie wierzę, że kiedykolwiek się uda.
6 marca, dzisiaj. Okres. Mam dość, nie chcę się już "starać". Zbieram pieniądze na wizytę w klinice leczenia niepłodności. Ostatnia deska ratunku, nawet jeśli zostanie mi tylko in vitro, chcę spróbować. Wydam wszystkie oszczędności, żeby dać sobie szansę na dziecko.
Tylko...tak naprawdę już nawet nie wierzę w medycynę. Za każdym razem, kiedy zamykam oczy widzę w głowie wielkie czerwone napisy: BEZPŁODNA, JAŁOWA, PUSTA SKORUPA.
Bardzo boli mnie podbrzusze, moje okresy są zawsze obfite i bolesne. Jest mi smutno i źle.
11 dc
Po wizycie.
W piątek pierwsza iui. Mam jeden pęcherzyk 17 mm na prawymi jajniku i jeden 18 mm na lewym. Endo 9 mm. Całkowita ilość pęcherzyków (prawy 3 lewy 6).
Zupełnie się na tym nie znam . Ponoć jest ok. iui może się odbyć. Dziś zastrzyk.
Jestem zadowolona z wizyty - przynajmniej wiem, że moje jajniki po lekach działają. Liczę na cudny prezent z okazji Dnia Kobiet - udaną iui 
A tak szczerze to boje się co to będzie..
Tosiulek już jest zdrowy!
Korzystamy z lata (tak wiem, w kalendarzu wciąż wiosna, ale pogoda mówi co innego) i pięknej pogody na całego.
Pierwsze kąpiele w basenie, leżenie na kocu, bawienie się trawą 
Nasz mały miś skończył kilka dni temu 7 miesięcy, czas pędzi niesamowicie.
Jeszcze nie siedzi i nie pełza/raczkuje, ale widać że powoli do tego raczkowania się przymierza. Podnosi już bardzo wysoko pupę i tak śmiesznie się buja, nawet gdy ma iść spać 
W przyszłym tygodniu jedziemy pierwszy raz z Tosią nad morze! Oby pogoda dopisała i nie padał deszcz 
Cały czas zastanawiam się czy my kobiety w ciąży,a do tego po in vitro, będą w końcu spokojne o dzidzie, czy nastąpi to dopiero po szczęśliwym porodzie, albo dopiero po ukończeniu przez dziecka pełnoletności.
Ja najchętniej na wizytę chodziłabym raz w tygodniu, chciałabym mieć robione usg raz w tygodniu tak na własnego spokoju. Chociaż wierze maleństwo że w styczniu się widzimy!! Że rośniesz cała i zdrowa i taka też się urodzisz! Bo my na Ciebie bardzo czekamy!!!
Rośnij maleństwo prawidłowo i zdrowo !!
🤞🤞✊✊
1dc .Czyzby pierwszy dzień cyklu ?
W poniedziałek pod wieczor strasznie krzyz mnie bolał jak podczas poronienia, przez całą noc, az do wczoraj . Dopiero uspokoiło się przed południem . Może ostatki z szyjki macicy wychodziły to temu ? Po południu pierwszy raz plamiłam bez śladu śluzu, lecz po większym plamieniu cisza... Dzisiaj przez cały dzień plamie więcej... oczywiście bez śluzu. Może powoli się rozkręci, chyba ze to tak będzie większe plamienie- wkladka nie wystarczy, bo niestety musiałabym zmieniac zapewne co 2 godz max... aby nie poplamić bielizny.
Zobaczymy jutro.
Po 42 podajze dniach po poronieniu może wreszcie dojde do normalności i będę mogła wrócić do starań. Oby tylko jakies krwawienie było... to w piątek mysle ze na usg do doktorka się zapisze na przyszly tydzień i zobaczymy co powie.... Oby już nic nie stanelo na pzreszkodzie. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2019, 17:07
Piekny dzień. Cudowny. Codziennosc ze zdrowym dzieckiem moze byc fajna. Udalo mi sie ogarnac w koncu nosidelko ergobaby 360 (mam pozyczone). Testowalismy na ogrodzie i wokol domu. Ale już nas widze na plaży!!!
Zrobiłam betę w poniedziałek, wyniosła: 6202 mIU/ml. Czyli mniej więcej tyle ile powinna wyjść licząc od ostaniej bety. Miałam dzisiaj jechać na drugą ale sobie daruję. W poniedziałek pójdę jeśli będzie 70000-80000 to dalej jest dobrze (o ile dobrze liczę).
Objawy ciążowe?- do wczoraj powiedziałabym, że bez zmian. Dzisiaj jednak zaczął mnie boleć krzyż i do tej pory 2 razy zabolało podbrzusze jak na @. Czy to dobrze czy źle? Nie wiem, jak nie przejdzie do piątku do zadzwonię do gina. Plamień żadnych nie mam, ale biorę duphaston (2x1) to nie wiem czy on by coś poradził gdyby np. miało dojść do poronienia? Pomimo wszystko zachowuję spokój i staram się nie panikować. Kolejna beta w poniedziałek. Czas pokaże.
Trochę jestem ogłupiała jak się liczy tą ciążę. Jeśli ostatnia @ pojawiła się 24.01 to ten dzień jest liczony jako 0t0d czy jako 1t0d? Mam dwie apki na telefonie, z których korzystałam w alternatywie dla ovufriend i jedna właśnie pokazuje na dzisiaj, że jest 5t5d a druga, że jest 6t5d. Tydzień różnicy to dosyć duża różnica w ciąży, zwłaszcza w tej wczesnej 
Ok co do bólu krzyża to bolało cholernie ale po zmianie pozycji lub chwilowej gimnastyce przychodziła ulga. Teraz (o godz. 19) mam 37,8 stopni, gdzie normalnie o tej porze mam 36,8-37,2. Do tego szczypią mnie oczy to chyba mam stan podgorączkowy. Jak wstałam to "szarpnęło" mi prawym jajnikiem. Ale nie panikuję jeszcze zobaczę co będzie jutro. Oby było lepiej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2019, 19:45
Horror z tymi wydatkami. No zobaczymy jak będzie u nas. Jutro wizyta u ginekologa, poleconego przez innego, który tydzień temu zalecił mi przytulnie z mężem 😉 co prawda testów nie robiłam po @ więc może jutro po prostu się mocno zdziwie. Chociaż temperatura na to nie wskazuje... Na pewno dam znać 😎
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2019, 21:56
Poszlam na silownie ale mam dzisiaj jakis pechowy dzien sluchawki sie popsuly na dodatek nerwy takie ze jakbym mogla to bym zdobyla pas w boksie mam ochote no wiecie jak zwykle wyladowalam sie na mezu @ tuz za rogiem chce byc juz poo
Że też oświeciło mnie dopiero teraz... 
Może właśnie po to tu jestem, żeby przedstawić Wam moją Siostrunię, Elżbietę. Jest w Niebie i pomaga takim, jak Wy - starającym się o dzieciątko.
Artykuł o Niej pojawił się w sierpniowym wydaniu Gościa Niedzielnego w 2018 r. {takie katolickie czasopismo).
https://katowice.gosc.pl/doc/5040108.Elu-bylas-konwalia/4
Jest to opowieść mojego Szwagra o Niej. Z jego perspektywy i doświadczenia.
Dziś, kiedy to piszę, Jej córka będzie miała już 14 lat. wtedy miała 3....
Kiedy już tam przyjdę, zapytam ją: "Dziołcha, coś ty we mnie widziała?". I wiem, że będziemy mieli dużo czasu na odpowiedź…
Kilkanaście lat temu, Katowice. Na studiach z pracy socjalnej poznaje się dwoje młodych ludzi: Ela spod Pszczyny i Tomek z Bielska-Białej. W maju 2008 r. 30-letnia Ela odchodzi na zawsze. Zostawia szalenie zakochanego w niej męża i 3-letnią córkę.
Ja na pielgrzymkę?
– Elinka miała przeczucie, że kiedyś pójdzie do nieba. Stwierdziła, że będzie się tam modlić za kobiety, które, podobnie jak ona, mają trudności z donoszeniem ciąży. „Będę opiekowała się tymi wszystkimi mamami” – mówiła mi. – „Nie boję się śmierci. Tylko was boję się tu zostawić. Bardzo chciałabym trzymać Terenię za rękę, jak pójdzie do Pierwszej Komunii…” – wspomina Tomek Kosyk, dziennikarz radiowy z Bielska-Białej, wdowiec i ojciec 13-letniej Tereski.
Trudno komentować jego historię. Niech opowie o niej sam.
Ela nigdy nie afiszowała się Panem Bogiem. Pan Bóg w jej życiu nie był jak kwiatek wystawiony na parapecie, w miejscu widocznym dla wszystkich, nie był jak tort urodzinowy, który ma świetnie wyglądać i wszystkich czarować. Pan Bóg był jak kromka chleba. Był u niej na co dzień i we wszystkim.
Akceptowała każdego. I chyba coś takiego słyszałem o Janie Pawle II. Jak ktoś przychodził do tego wielkiego człowieka, to on odkładał wszystko i był tylko dla niego. I taka była Ela. Nikogo nie oceniała. A co we mnie widziała? Nie wiem. Już nie mogę się doczekać, żeby wreszcie się tam znaleźć, choć mam nadzieję, że zdążę jeszcze ponaprawiać tutaj parę rzeczy; ale kiedy już tam przyjdę, zapytam ją: „Dziołcha, coś ty we mnie widziała?”. I wiem, że będziemy mieli dużo czasu na odpowiedź…
Studiowaliśmy na tym samym kierunku, w tej samej grupie, zaocznie socjologię, a dokładniej pracę socjalną. Poznawaliśmy się i okazało się, że trafiła do mnie w najbardziej zwyczajny sposób.
W 2002 r. zaprosiła mnie na pielgrzymkę z Pszczyny na Jasną Górę. „Wszystko rozumiem, z Panem Bogiem mogę porozmawiać, ale żeby od razu na pielgrzymkę iść, afiszować się?!”. Poszedłem, jak na wycieczkę. I wtedy coś się ze mną zaczęło dziać. Zawsze Pana Boga szukałem bardzo intelektualnie, a On uderzył z drugiej strony. W codziennym, bardzo powszednim byciu z Nim.
Z tej pielgrzymki wróciliśmy, już trzymając się za rękę. Ja jeszcze potrzebowałem półtora roku, żeby się w pełni zaangażować. Ale to jeszcze bardziej przyciągnęło mnie do Boga i do niej. Im większe miałem wątpliwości, tym bardziej się modliłem.
Spokojnie, to nic groźnego
W lutym 2004 roku przyszedł czas na oświadczyny. W tym samym roku, z końcem sierpnia, Ela i Tomek wzięli ślub. Dziecko pojawiło się już rok później. – Trochę niespodziewanie, ale myślę, że była w tym ręka Opatrzności. Bo gdyby ta choroba, ten nowotwór, bardzo rzadki i wyjątkowy, zdarzył się nam inaczej, myślę, że nie mielibyśmy dziecka.
Jeszcze przed ślubem, w październiku czy listopadzie 2003 r., Ela pokazała mi rękę, mówiąc: „Wiesz co, jakaś kulka zrobiła mi się na dłoni”. Pracowałem wtedy w hospicjum. Jak to zobaczyłem, to włos zjeżył mi się na głowie. „Trzeba z tym iść do lekarza”, powiedziałem. – „Dobra” – Ela nie lekceważyła żadnych badań, bardzo dbała o zdrowie. Poszła, zbadała, a lekarka powiedziała jej: „Spokojnie, to nic groźnego”.
Zapomnieliśmy o tym guzie, wzięliśmy ślub, Ela zaszła w ciążę, urodziła się Tereska.
Lipiec 2006 r. Córka ma prawie rok; w trakcie karmienia Ela znajduje guza w piersi. Lekarze dalej ją uspokajają, USG nie wykazuje nic złego. Niegroźna, niezłośliwa zmiana. Guz rośnie jednak potężnie i w pewnym momencie widzę ja, pracownik hospicjum, z zupełnie jeszcze uśpioną czujnością, jak na tym guzie zaczyna zmieniać się skóra.
Lecimy do lekarzy, ktoś w końcu w piorunującym tempie robi badania. I okazuje się, że w szpitalu w Bielsku to pierwszy taki przypadek: mięśniakomięsak prążkowanokomórkowy. To nie jest rak, to nowotwór nierakowy. Jeden na milion. Jak dobry onkolog ma szczęście, to raz w życiu spotka jakiegoś mięsaka. A tę odmianę w Polsce miało tylko kilka osób. „Warszawa-Ursynów, centrum onkologii. Tam macie jakąś szansę” – powiedziano nam.
W międzyczasie dochodzi do przerzutów. Oczywiście uczepiam się tego, czego uczepiłem się, gdy poznałem żonę, czyli Pana Boga. Miałem wielkie przekonanie o tym, że ta przygoda mojego życia skończy się cudem. I do dziś chyba trochę mam o to do Pana Boga żal. Ale mam też ufność, że to nie był przypadek.
Półtora roku poprawy i walki. Większą część tego czasu byłem tym, kim umiałem być: asystentem, kierowcą. Dla mnie każdy kilometr drogi spod Pszczyny na Ursynów był przemodlony, przebłagany, przemyślany, przeproszony. I jeszcze kilka lat po jej śmierci robiłem sobie taką nocną pielgrzymkę na Warszawę. Do dziś Jasna Góra, która nas połączyła i przez całą chorobę nam towarzyszyła, jest dla mnie miejscem, gdzie mam poczucie, że znów jesteśmy razem: ja, Pan Bóg, ona i Matka Boża.
Widziałem, jak żona cierpi, jak pokonuje ją ten nowotwór. Bardzo złośliwy, bardzo groźny; przeszła operację, radioterapię i 20 cykli chemioterapii. Ale tak samo, jak zwyczajnie, bez wielkich słów, żyła, tak zwyczajnie, bez wielkich słów odeszła. Zostawiła dla córki pamiętnik. Bardzo chciałem być wtedy przy niej, ale jednocześnie cały czas wszystko było ważniejsze: sprzątanie, kontakt z ludźmi – to był mój sposób radzenia sobie z dramatem.
31 maja 2008 r. Akurat tego dnia postanowiłem: pokażę jej, że potrafię sam posprzątać cały dom. Krzyk teściowej, zbiegam na dół. Pan Bóg mi ją ukradł… Pewnie wiedział, że Mu jej nie dam. To był mój największy skarb. Córka akurat tego dnia była u moich rodziców. Wszyscy byliśmy gdzieś osobno. I właśnie w tym momencie przychodzi do niej Pan Bóg i po cichutku ją zabiera.
Nie przećwiczyliśmy tego, co powiemy Tereni, 3-letniemu dziecku, kiedy mamusia zamknie oczy. Ela chorobę przyjmowała zwyczajnie. Nie było w tym żadnej egzaltacji. Ja miałem jej to nawet trochę za złe. Trzeba przecież usiąść i powiedzieć transcendentalnie: „Odchodzę, zostawiam coś…”. A ona nie: „Jestem chora, chorobę trzeba pokonać. Doktorowi się wierzy, a ufa Panu Bogu. Jak na to pozwolił, to mnie z tego wyciągnie. Najważniejsze jest to, że dziś o 17.00 trzeba dzieciątku podać mleko, ty się tym zajmiesz, a ja muszę dokończyć robienie na drutach skarpetek, wyszywanie Pana Jezuska, prasowanie, bo nie będzie w czym pójść w niedzielę do kościoła...”. To był jej świat. Konkret: Co trzeba zrobić dziś, zróbmy dziś, co trzeba zrobić jutro, zrobimy jutro – i nie martwmy się na zapas.
Kazanie pogrzebowe
Płakała z bezsilności, widząc, że to wszystko zmierza ku złemu. Mówiła: „Wierzę w to, że dożyję Pierwszej Komunii Tereni, ale gdyby się okazało, że się to nie uda, to masz tu pudło, w którym zostawiam najpotrzebniejsze rzeczy… Już je przygotowałam”.
Po jej śmierci nie byłem bohaterem, wiele rzeczy spaprałem. Gdyby nie teściowe, moi rodzice, moja siostra i inne osoby, które były w pobliżu, to uważam, że przez pierwszych kilka tygodni umarlibyśmy z głodu. Ela była świetną gospodynią, zawsze znalazła czas, żeby upiec ciasto, wszystko przygotować, posprzątać. Swoją pracę licencjacką na temat organizowania grup wsparcia dla osób przeżywających problem żałoby w rodzinie wyrzuciłem do kosza. Ta moja teoria w praktyce zupełnie się nie sprawdziła.
Trochę się załamałem, zanim wyszedłem na prostą i zacząłem odzyskiwać więź z moją córką. Kiedy zabrakło Elinki, poszedłem we wspomnienia, w pracę, w internet, w świat sztucznych relacji. W pewnym momencie zrozumiałem, że żyję w próżni, a córka bardziej przylgnęła do dziadków niż do mnie. Delikatnie zacząłem im ją wykradać. Najpierw zabrałem ją, 4-letnie dziecko, na kilkudniowy urlop nad morze. Wziąłem ją pod pachę, walizkę w drugą rękę, spociłem się niesamowicie, w ogóle nie odpocząłem, ale przez kilka dni byliśmy tylko ja i ona.
Dziś Terenia jest serdeczną, otwartą na ludzi gadułą. Widzę, że jest bardzo podobna do Eli, potrafi nagle ni stąd ni zowąd powiedzieć coś bardzo mądrego. Ma zdolności manualne, tak jak żona. Uwielbia fantazję i wartościowe filmy.
Kazanie na pogrzebie Eli wygłosił ks. Adam Jureczka, którego małżonkowie poznali podczas pieszych pielgrzymek z Pszczyny na Jasną Górę. Kościół pękał w szwach. Jego słowa zapamiętali wszyscy.
– Ksiądz Adaś podszedł do mikrofonu. Chrząka dwa razy i mówi: „Miałem pięknie napisane kazanie, ale gdzieś się zagubiło. Nie będzie z kartki, będzie z serca” – wspomina Tomek. Cisza. „Jest taki kwiatek, rośnie, kwitnie, nikt go nie zauważa, jest bardzo maleńki. Ale kiedy ludzie znajdują się wokół niego, zaczynają się za nim rozglądać, bo tak pięknie pachnie. To konwalia. Jest 3 czerwca, chciałem dla Eli przynieść konwalie, ale okazało się, że sezon już przeminął. Nie ma konwalii w kwiaciarni. Patrząc na konwalię, wie się, kim była Ela. Cicha, skromna, zwyczajna, ale jak przeszedłeś obok niej, to wiedziałeś, że spotkałeś Bożego człowieka. Elu, byłaś konwalią, pachniałaś Bogiem, po prostu pachniałaś Bogiem”.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca 2019, 16:27
Pozostało 59dni do terminu porodu...
Wyprawka prawie gotowa.
Brakuje tylko wózka.
Już nie mogę się doczekać, jak przytulę mojego syneczka ♡♡♡
Myślę że pisanie tutaj pozwoli mi odreagować wszystkie emocje. Dzisiaj temperatura spada a w ciągu dnia miałam lekkie plamienie. Pewnie z znowu się nie udało. Mimo że to wiem cały czas póki nie przyjdzie @ mam nadzieję i wiem że po raz kolejny będzie rozczarowanie.
Budujemy się i staram się myśli przenieść na urządzanie domu. Planowanie, choć trochę pozwala mi to nie myśleć jednak gdy przychodzą dni po owulację staram się wyczuwam wszystkie znaki żeby coś nie ominąć. Lekarze karzą nic nie robić od półtorej roku tylko próbować a tu nic więc czuje ze tracimy czas, że powinnismy działać coś robić, próbować czegoś nowego.
Boję się że jutro się obudzę i temp spadnie całkiem.. Byłoby to troche za wcześnie. Okres powinnam dostać dopiero w sobotę.
Czas spać. Jutro pobudka do pracy o 5:30.
Dziś powinna przyjść @. Czekam. Moze spóźnia sie przez upały....
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.