followka Nic nowego, nic odkrywczego 7 marca 2019, 09:06

Zaczynamy 7 tydzień

Przetrząsnęłam pół internetu i dowiedziałam się, że:
a) 1 dzień @ jest liczony jako 0t0d lub 0t1d.
b) Beta po osiągnięciu 6000 mIU/ml zaczyna zwalniać z przyrostem a od 7 tyg ciąży nie ma większego sensu jej mierzenie (a głupia ja źle policzyłam, że w poniedziałek powinna wynieść 70 tys.).

Niemniej jednak jutro pojadę po pracy na ostatnią betę, ale tylko dlatego że wczoraj miałam problemy. Cały dzień napierdalał mnie krzyż (przechodziło po położeniu się- dobrze jest mieć 1 osobowe biuro i kanapę :D- oraz po krótkiej gimnastyce rozciągającej plecy) a wieczorem miałam stan podgorączkowy- 37,8 szczypiące oczy i ból mięśni szczególnie w dole pleców (dalej krzyż ale jeszcze mocniej) i łydek oraz delikatny ból głowy. Dzisiaj na szczęście czuję się lepiej choć mam takie ćmienie głowy jakbym była niedotleniona. Poza tym wszelkie bóle ustały łącznie z bólem piersi. Więc jutro sobie zrobię, żeby upewnić się że odpowiednio przyrosło w stosunku do bety z poniedziałku (wg moich nowych obliczeń powinien wyjść wynik min. 15000).

Rany niby jestem spokojna i naprawdę staram się nie panikować ani dramatyzować jak wczesniej. Różne myśli latają po głowie od myśli, że ta ciąża jest cudem po myśli, że za szybko się udała, poprzez że nie chcę już tej ciąży i się nią martwić i jednocześnie że chcę żeby się udała i dziecko rosło zdrowo. Oczywiście, że chcę żeby się udała i chcę mieć to dziecko. Ile ono radości wniesie do naszej rodziny. Moi rodzice to zwariują na punkcie wnuka/ wnuczki. To będzie ich pierwsze a widać, że już nie mogą się doczekać. Jednocześnie się boję i cieszę. Ciąża uczy cierpliwości trzeba czekać.

Mój Mąż chory ... dzisiaj idzie do lekarza, mam nadzieję, że obejdzie się bez antybiotyku! :(
No po prostu idealnie jak na za chwilę zaczynający się urlop ... :|
Ehhh byłoby zbyt pięknie ;)
Dzisiaj pakiet badań zrobiony, wyniki między 15 a 18 ... niestety jestem w pracy, więc siądę do tego wieczorem, albo jutro rano ... Mam nadzieję, że wyniki będą dobre ....

gozik "Miłość na szkle" po stracie 7 marca 2019, 09:42

Dziś kończymy 10 miesięcy ! <3

Mały jest tak absorbujacy, że nie mam czasu tu nawet zaglądać.Dochodzi do tego pierdyliard kartkówek i sprawdzianow u Corci w szkole i nieprzespane noce.

Do wczoraj myślałam,ze te noce to problem z "uzależnieniem" od cycka... Pobudki co 1-1,5h, przy dobrych wiatrach czasem przespi raz w nocy 2h...okazalo się,ze to jednak zęby.Wczoraj przebiła mu się górna prawa 4ka.A pozostałe czekają w gotowości by również zaraz wyjść. Zaczynamy się śmiać z Mężem, że do roku będzie miał już nawet 8ki :P
Dalej staje przy wszytkim, raczkuje jak szalony, gada i tworzy nowe sylaby "wawa, mama, mam, papa, baba, ba".Jest strasznym nerwusem...nie lubi leżeć i dalej się przebierać, czy przewijać.Placze, gdy idę do łazienki, lub gdy znikam z pola widzenia.U Taty też nie jest tak super jak u Mamy.W ciągu dnia mamy jedna drzemkę do 14, chodzi spać po 20,czasem koło 21.A i tak budzi się pierdyliard razy. Wczoraj się wazylismy i waży 11,85kg.Pani dr mówiła, że mam mu uniemożliwiac stać i chodzić,bo to za wcześnie... A reszta lekarzy mówi, że skoro sam staje i robi kroczki przy chodziku (pchając go),to może.I bądź tu mądry i pisz wiersze....

Mishigami00 Czekam na mały cud! 7 marca 2019, 09:49

26dc Matko jak ja się boję, że @ przyjdzie!
Czuję coś w brzuchu, takie jakieś gilgotanie co to jest? A może to ze stresu, jak można się tak wszystkim denerwować?

Temperatura lekko się podniosła, nie wiem czy testować jutro czy pojutrze... Boję się, że jak poczekam do soboty to przyjdzie @ i nie zdążę zrobić testu, a jak zrobię jutro to nic nie będzie. Fuck.

Jak mam o tym nie myśleć no jak?
Jestem nienormalna.

klis Czekamy na Iskierkę 7 marca 2019, 10:28

Dostałam okres. Co miesiąc przyjmowałam to spokojnie, ale tym razem chce mi się płakać, krzyczeć. Dlaczego cały czas nam się nie udaje. Gdzie leży problem. Czy oboje jesteśmy temu winni, czy jedno z nas. Mi ginekolog powtarza za jest dobrze próbować, Marcinowi też ale nic się nie dzieje. Powinni wprowadzić jakąś zmienną, ale komu podawać leki pierwszemu. Oboje na raz to chyba zły pomysł. Wytrzymam jeszcze jeden cykl i idę znowu do ginekologa, niech coś zrobi więcej. Badania wszystkie w grudniu wyszły mi dobrze. Nie sprawdzaliśmy jeszcze drożności jajowodów. Z mężem chyba powtórzymy też badania jakości nasienia, może coś się poprawiło.
Do zakończenia budowy mieszkamy u rodziców męża. Mieszka tam również jego siostra z 2 letnimi bliźniakami. Są cudowni. i To oni powodują że jeszcze się nie załamałam i nie czuje pustki. Na pewno się to zmieni jak zamieszamy sami.... :( może do tego czasu nam się w końcu uda. Przeprowadzkę planujemy na początek grudnia tego roku.

14 tc ( 13t3d)
hej, synuś śpi, ja piję kawkę i koktajl i mam chwilę dla siebie :) chwilę w ciszy i spokoju. ehe. dziś od 6 mały na nogach, rozkrzyczany. ma humor i chodzi krzyczy sobie tak dla zabawy a mi już głowa pęka! hehe ale to przyjemne krzyki. Lubię tego mojego syna! Wczoraj tak się rozpędził że na dwóch swoich nogach sam przeszedł całą długość pokoju ok 4 m! Aż mi się łzy zakręciły w oczach ze wzruszenia że już tak potrafi :) dziś znowu tylko na czterech, ale myślę że zanim skończy roczek będzie chodził :) mam cudowne dziecko. Kocham go ponad życie. I weź tu teraz tą miłość podziel na dwoje? ehh nie wiem jak to działa, ale widać można skoro ludzie mają więcej niż jedno dziecko i kochają je tak samo. ja czasami zapominam że jestem w ciąży! serio! dolegliwości minęły, mam syndrom II trymestru czyli energia siła, nawet brzuch jeszcze nie wyskoczył chociaż już w jeasny nie zapinam się heh. w dresach nie widać.

Czwarty podgląd jajeczek - 14 dc, 13 dzień stymulacji. Póki co jestem wkurzona. Jest jakas inna pielegniarka na pobraniu krwi, która nie umie mi się wbić w żyły. Szlag by to, ja, która wyników zrobila juz tysiace i tysiące bezproblemowych pobrań miała, siedze teraz w aucie z trzema plastrami i bolacymi łokciami obu rąk... udało się za trzecim razem jak została wezwana inna pielegniarka, szok. Oczywiście raz dwa i pobrała...tylko kawa i herbatnik uratuje mnie teraz z tych nerwów:) czekam na wyniki.

karmar Projekt Niespodzianka 2025 ❤️ 22 lutego 2015, 16:53

Nie wytrzymałam i zrobiłam drugi test :)

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/8abf9790642f.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca 2015, 10:56

Wg OM 5tc4d.
Jest pęcherzyk, nie ma zarodka ;( ;( ;(
W 6tc powinien być. Szczególnie, że beta wg doktorka ładna.
Jutro mam zrobić ponownie betę.
Za 10 dni w pt. kolejne usg - nasze być albo nie być czyli ciąża lub puste jako płodowe... znowu :(
Nie ukrywam, że jesteśmy oboje znokautowani :(
Statystycznie puste jako płodowe zdarza się raz w życiu, ale my przecież nie musimy być statystyczni...

nickky Mały cud 7 marca 2019, 13:28

Dzisiaj jest trochę lepiej, i fizycznie i psychicznie. W 2 dniu okres jest wciąż bardzo obfity, ale już tak nie boli podbrzusze. Wczorajszy wieczór przeleżałam na łóżku z termoforem, ból był tak silny, że nawet no-spa forte nie pomogła, a boję się brać silniejszych leków, odkąd wyczytałam w ulotce ibupromu, że może wpływać na płodność.

Byłam zaskoczona komentarzami do mojego poprzedniego wpisu, zaczęłam pisać pamiętnik jako formę terapii, wyrzucenia z siebie nadmiaru emocji i myśli i nie sądziłam nawet, że ktoś będzie chciał moje wywody czytać :) Dziewczyny, dziękuję Wam bardzo za wsparcie! Wczoraj czytałam prawie cały dzień inne pamiętniki i myśl, że nie jestem sama z moimi problemami przyniosła mi ukojenie. Mam nadzieję, że to nie zabrzmiało jak cieszenie się z nieszczęścia innych, każdej ze starających się dziewczyn z całego serca życzę spełnienia marzeń o macierzyństwie, ale świadomość, że jesteśmy tu razem i wzajemnie się wspieramy, pomaga przetrwać trudne chwile, momenty zwątpienia i załamania.

Zdałam sobie sprawę, że wpadłam w błędne koło, im dłużej nie udaje mi się zajść w ciążę, tym mniej mam chęci, żeby dalej próbować, wpadam w coraz większego doła, stres i tym samym zmniejszam jeszcze bardziej swoje szanse. Dodatkowym źródłem stresu i presji jest moja praca - 2 lata temu postanowiłam, że chcę zmienić nie tylko miejsce pracy, ale też zawód. Jednak najpierw chciałam urodzić pierwsze dziecko. Praca, w której nie mam żadnych perspektyw kariery i nic do stracenia, ale która jednocześnie jest dość stabilna, to idealny moment na dziecko i urlop macierzyński. Chciałam uniknąć sytuacji, że idę do nowej pracy, zaczynam uczyć się nowych rzeczy i po chwili zachodzę w ciążę. Kiedy minął rok starań zaczęłam znowu myśleć o zmianie pracy, że może to jest właśnie ten bodziec, którego potrzebuję, żeby nie myśleć o staraniach i skupić się na czymś innym. Z drugiej strony zmiana pracy połączona ze zmianą zawodu to ogromny stres, a stres nie pomaga płodności. Może przecież okazać się, że nowe zajęcia mnie przerastają, że trafię w jakieś straszne miejsce z wrednym szefem i oczekiwaniem pracy w nadgodzinach. Czuję się rozdarta i od cyklu do cyklu powtarzam sobie, że jeśli znowu dostanę okres, zacznę szukać pracy, potem tłumaczę sobie, że to naprawdę nie jest dobry moment na zmianę pracy, że tu, gdzie teraz pracuję nie dzieje mi się żadna krzywda, tylko po prostu zawód, który kiedyś wybrałam irytuje mnie, nie sprawia mi żadnej przyjemności i chciałabym robić jednak w życiu coś innego. Tylko, że mijają 2 lata, a ja dalej ani nie jestem w ciąży, ani nie zmieniłam zawodu. Porażka, na każdym polu.

Dzisiaj w sumie po raz pierwszy zadałam sobie pytanie - co jest dla mnie ważniejsze? Zmiana zawodu, czy zajście w ciążę i urodzenie dziecka? Czy gdybym mogła mieć tylko jedną z tych rzeczy, którą bym wybrała? Nad odpowiedzią nie musiałam zastanawiać się nawet sekundy. Oczywiście wiem, że tak naprawdę urodzenie dziecka nie skreśli moich szans na zmianę zawodu, ale zadanie sobie tego pytania uświadomiło mi, że muszę przestać stresować się tym, że opóźniam decyzję o zmianie zawodu. Postaram się pokonać niechęć do obecnego zajęcia i skupić na tym co jest dla mnie najważniejsze, a zmiana pracy nie jest dla mnie nawet w 1/10 tak ważna, jak pragnienie zostania mamą.

Daję sobie jeszcze 2 cykle, w czasie których zbieram pieniądze na klinikę. Decyzja o klinice jest dla mnie taką trochę ostatecznością. Tak jak napisała Paulina, doskonale wiem, że rozpoczęcie leczenia w klinice niepłodności zniweluje wszelkie szanse na "nie myślenie", zwłaszcza, że ja w ogóle mam tendencję do nadmiernego stresowania się wszystkim. Wszystkie badania, które do tej pory robiłam wychodziły idealnie, a tak naprawdę zawsze zostanie coś, co jeszcze można by zbadać, a nawet jak zbadam wszystko, to przecież wyniki pierwszych badań mogą być już nieaktualne. Ze swoją skłonnością do pesymizmu łatwo wpadam w spiralę nakręcania się i wymyślania sobie kolejnych chorób. Na przykład po wczorajszym wyjątkowo bolesnym pierwszym dniu okresu zaczęłam wkręcać sobie endometriozę. Rozpoczęcie leczenia niepłodności w klinice przekreśla jakiekolwiek szanse na wyluzowanie. Tylko, czy te szanse już teraz nie wynoszą 0? Tak, czy inaczej, potrzebuję tych 2 miesięcy na poukładanie spraw po śmierci taty i zebranie pieniędzy. A może przez te 2 miesiące stanie się cud? Chyba jednak nie straciłam całej nadziei, nie mogę jej stracić.

Wczoraj przekreciła się na brzuszek.. Szkoda że tylko jak mama wyszła na pół godziny z domu.. Przy tatusiu na fikołki jej się zebrało..

klis Czekamy na Iskierkę 7 marca 2019, 14:31

Czuje dzisiaj pustkę, w pracy ktoś do mnie mówi, a ja nawet nie mam ochoty odpowiadać.
Mąż do mnie dzwonił próbował pocieszyć. Postanowiłam, że musimy jechać do Krakowa powtórzyć badania jakości plemników, nie będziemy czekać kolejnego cyklu, od ostatniego badania minęło pół roku, może się coś polepszyło, a może pogorszyło i trzeba interweniować. Ja może sama sam sobie jeszcze jeden miesiąc, jeden cykl. Sama nie wiem co robić. Chodzenie co miesiąc do lekarza, nic nie daje a tyle wydajemy kupę pieniędzy. Mam jednak obawy co z moją owulacją. przy monitoringu owulacji, jajeczko raz samo pękało raz nie i dostałam zastrzyk, rosło do wielkości 28 mm, co wyczytałam jest już za duże najlepsze jest 21 mm, może to jest powód.
Ja od młodzieńczych lat uwielbiałam dzieci, zawsze miałam z nimi super kontakt, a one lgnęły do mnie same. Zawsze myślałam ze będę mieć trójkę, a może i czwórkę, ja mam tylko brata i zawsze uważałam, że to za mało, że chciałabym, żeby było nas więcej.
Gdy poznałam Marcina, on bardzo bał się żebyśmy przed ślubem wpadli, jego rodzina jest religijna, bał się co powie mama. Ja też się obawiałam, ale już nie tam bardzo. Kończyłam studia, znalazłam pracę, wszystko się układało.
A to ironia, uważaliśmy każdego miesiąca, a może wtedy byłoby nam dane, byliśmy młodsi. Po ślubie od razu mąż chciał się starać, a teraz niestety się nie udaje.
Na razie mogę słyszeć słowa, ciociu, lub ciociunio jak to mówi Patryś. Haha Hubercik natomiast na moją mamę mówi ciocia-mama, jego przyszywana ciocia, moja mama. Tak sobie śmiesznie wymyślił. Chciałabym kiedyś móc usłyszeć słowo mama.
Dzisiaj po pracy postanowiłam, że poszyje. Zawsze mnie to odstresowuje. Szyję zabawki dla dzieci dla znajomych, może kiedyś będę mogła uszyć dla swojego dziecka.

Mąż zrobił badania - znowu cholerne 0% morfologii. ! @##$%#^&*^$#%
Ostatnio tez było 0% i coś zaiskrzyło, więc chyba bywałam bardziej załamana... ale mąż...
M. zupełnie się załamał. Wczoraj mówił, że tak go brzuch ze stresu bolał w pracy, że wymiotował. Mój mąż! Mąż, który nigdy się nie stresuje, nigdy się nie denerwuje, nie zamartwia, radzi sobie ze wszystkimi problemami... Nawet jak jeden dupek uwalił go na obronie doktoratu (!) to m. to dużo lepiej zniósł niż to co się dzieje w przypadku jego wyników.
Nawet zrobił sobie w exelu zestawienie wszystkich swoich wyników morfologii nasienia.
aktualne wyniki:
- objętość - 2,5
- liczba - 25,3
- ruch postępowy szybki (a) - 15,4 --- to najlepszy wyniki jaki miał do tej pory
- ruch postępowy wolny (b) - 11,9 --- poprzednie 18-19,8
- ruch niepostępowy (c) - 15,4 --- poprzednie 18,4-22,3
- nieruchome (d) - 57,3 --- poprzednie 49
tak więc a+b+c w normie (powinno być ponad 40%)
a+b trochę poniżej normy
objętość i liczba też w normie.
Chyba trochę zaklinam rzeczywistość, ale wydaje mi się, że mogło być gorzej, mogło nie być plemników, a tak to może jakimś cudem jakiś żołnierz się znajdzie na IUI :|
M. koniecznie chce teraz zrobić drugie badania w innej klinice. Zafiksował się, że może to Bocian źle robi, że może w innej wyjdzie lepiej. No nie wiem, ale może dla spokoju psychicznego warto sprawdzić.

A ja...
A ja byłam u endokrynologa na NFZ. Nie ginekolog, a normalny endo. TSH wyszło mi 0,8 więc git. LH i TF4 też ok. Progesteron OH-17 trochę ponad normę. Pani dr popatrzyła na mnie i powiedziała, że jak dostanę @ to mam do niej dzwonić i ona przyjmie mnie na Banacha na odział endokrynologiczny na jeden dzień i wtedy zrobią mi całą masę badań, które się tylko da żeby sprawdzić co to u mnie się dzieje. Bardzo się ucieszyłam, bo to i kasa zaoszczędzona i ktoś inny na mnie spojrzy. Trochę to przykre, że impulsem dla pani doktor był nasz 6-letni staż starań, ale grunt, że coś się zadzieje.

Kurczę, właśnie pisząc ten wpis uświadomiłam sobie, że w pon. mam rezonans magnetyczny ślinianki. A tak mniej więcej na pon. może mi wypaść owulacja... nie chcę tracić owulacji, RM nie przeniosę, ale to w końcu nie rentgen, więc chyba mi nie zaszkodzi... muszę to doczytać.
Za mną 8 godzin ciężkiej pracy. Przede mną kolejne 3-4 ile dam rady...
A niby tylko w korpo robi się nadgodziny, a tu taki zonk w budżetówce.
Ale ja to lubię :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca 2019, 16:06

Pinka. Piąty transfer 7 marca 2019, 16:41

18dc

Mialam nocne poty takie jak przed okresem. Pobolewal mnie tez brzuch typowo na miesiaczke. Czy to juz koniec nadzieji?

aster Plan B. 31 grudnia 2020, 18:12

3 dc, 32 cs.
W Nowy Rok wkraczam z nowym cyklem i nową (starą?) nadzieją. Dookoła wszędzie podsumowania 2020, bo to był naprawdę wyjątkowy i dziwny czas dla wszystkich. Pomyślałam, że i ja postaram się zebrać swoje przemyślenia i wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość. Bo zdałam sobie sprawę, że życzenia w stylu "oby następny rok był lepszy" nie mają większego sensu. Pokazał nam to dobitnie mijający 2020. Musimy się zastanowić, co robić aby żyło nam się lepiej. Oto moje podsumowanie:

Starania.
2020 rok był dla mnie jednym wielkim czekaniem. Z perspektywy czasu uważam, że błędem było zapisanie się do programu diagnostycznego z nfz. Chcieliśmy zaoszczędzić trochę kasy na badaniach, lecz straciliśmy wiele miesięcy na bezczynność. Teraz rozumiem, że w staraniach to czas ma największą wartość - nie tylko ze względu na biologię, ale również stan psychiczny. Dlatego mamy umówioną wizytę w klinice i mam nadzieję, że ruszymy z kopyta.💪

Praca.
Około pół roku łącznie spędziłam na pracy zdalnej. W tym czasie zdziczałam do tego stopnia, że w kontakcie z ludźmi nie umiem się normalnie wysłowić.😳 W obecnej pracy utknęłam na własne życzenie, z poczucia wygody i strachu przed zmianami. W efekcie siedzę w tej mojej w pustelni i mimo, że robię to co lubię, nie cieszy mnie to jak kiedyś. Mam coraz większe pragnienie wyjścia do ludzi, pracy w większym zespole, nawiązanie relacji innych, niż tylko rodzinne. Plan na przyszły rok - odświeżyć portfolio.
Ale w tym roku zrobiłam też coś, z czego jestem bardzo dumna. Spróbowałam sił w nowej dziedzinie i zarobiłam na niej pierwsze pieniądze. Taka praca, w której się nie męczę, bo mam z niej fun i czuję, że mogę być w tym naprawdę dobra.🙂

Relacje rodzinne.
To był dla nas trudny czas. Pisałam o napięciach z mamą, bo było już naprawdę źle. Kilka razy po kłótniach z nią, przez dobre kilka godzin nie mogłam się uspokoić. Zaczęłam myśleć, że bez psychologa długo nie pociągnę. Było kilka rozmów z mężem na temat wyprowadzki. Cóż... komuś z boku może wydawać się to proste, ale wiążą nas skomplikowane sprawy prawno-finansowe, a o tym co przeszliśmy przez ostatnie kilka lat, można by książkę napisać. Ale zdaje się, że mamy przełom. Porozmawiałyśmy z mamą szczerze i chyba coś w niej pękło. Zostały podjęte pewne decyzje i myślę, że idziemy w dobrym kierunku...
Z mężem jesteśmy jedną z tych par, które pandemia i starania zbliżyły do siebie. Ok, nie jest zawsze idealnie - cukierkowo, kłócimy się jak wszyscy, ale na koniec dnia zawsze możemy liczyć na siebie. No i nie znam drugiego faceta, który tak dobrze radziłby sobie z trudną teściową 😛
Powoli snujemy sobie plany wakacyjne. Bez oglądania się na potencjalną ciążę, czy pandemię. Bez biur podróży i samolotów. Tylko my, nasze autko, namiot i jakieś europejskie bezdroża.
Tęsknimy bardzo za naszym psiakiem i nadchodzi powoli czas, kiedy otworzymy swoje serca na przyjęcie nowego przyjaciela (lub dwóch) by dać upust rodzicielskim instynktom 😅

Trudno powiedzieć, że to był świetny rok. Ale na pewno mógł być gorszy i wiele mnie nauczył. Nie wiem, co przyniosą kolejne miesiące. Nie napalam się już na to, że za rok będę w ciąży, lub będziemy już we trójkę. Wiem, że trudna droga przed nami. Ale dzisiaj życzę sobie, bym w opisanych wyżej obszarach życia dokonała zmian na lepsze.
A teraz pora wsunąć wyjściowe kapcie i sylwestra czas zacząć! 😁🎉🥂


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2020, 19:19

14+0 🤰
Zaczynam drugi trymestr ciąży 🥳

Podsumowanie pierwszego trymestru 🥰

Pierwsze co mnie zaskoczyło to moje emocje. Stres, lęk, niepewność towarzyszyły, nadal towarzyszą, codziennie. Raz miałam myśli, że wszystko będzie dobrze, bo czemu miałoby nie być? A zaraz potem odwrotnie, czemu miałoby być dobrze? Dziwny stan, nieznany bo jak już jakoś z przymusu odnalazłam się w niepłodności, mniej więcej wiedziałam jak się w niej poruszać, odhaczałam kolejne badania z listy, konsultacje, tak teraz nie wiem nic i nie mam wpływu na nic.

Piękne, wzruszające momenty, o których marzyłam tak długo. Zobaczenie pulsującego serduszka na monitorze, a potem usłyszenie go, to coś niesamowitego i cudownego 🥰

Były też chwile stresujące, bo kiedy już się ucieszyłam, pozwoliłam sobie uwierzyć, dopuściłam do siebie te myśli, że jestem w ciąży, pod moim sercem bije serce, to pojawiło się krwawienie i wycieczka na ginekologiczno- położniczą izbę przyjęć z najgorszym, czarnym scenariuszem w głowie.
Pamiętam mój płacz ulgi przy tym usg, gdzie okazało się, że serce bije, a krew pochodzi z krwiaka.

Ciążowe dolegliwości, tkliwe i większe piersi, ogromne zmęczenie, codzienne czynności, które zajmowały normalnie chwile, musiałam robić raty, senność, budziłam się śpiąca, nie chciało mi się nic, tylko leżeć.
Momentami miałam wyrzuty sumienia, że nie pracuje, dopadło mnie lenistwo, popłakałam się bo nie było czysto w domu, a nie miałam siły, żeby posprzątać, zamiast tego oglądałam seriale i głupie programy. Dotarło do mnie, że od prawie dwóch lat byłam cały czas w trybie walka, przetrwanie.
Ciągle walczyłam z niepłodnością, w nieustannym stresie, w ogromnych emocjach. Zasuwałam w pracy, żeby mieć pieniądze na kolejne badania, konsultacje, leki. Zrozumiałam, że to jest czas, żeby zwolnić, posłuchałam siebie i uznałam, że jeśli mój organizm tego potrzebuje to nie będę z tym walczyć, zdrzemnę się kiedy potrzebuje, odpocznę kiedy się zmęczę.
Pojawiły się mdłości, odruchy wymiotne, potem wymioty. Na szczęście nie były jakoś bardzo uciążliwe, a z każdym bełtem, z każdym ciągnięciem w podbrzuszu, czułam, że jesteś, czułam Twoją obecność ❤️ i było mi lżej psychicznie.
Żyłam od wizyty do wizyty, w sumie nadal tak jest. Czas między wizytami się dłuży, a z drugiej strony wkraczam w drugi trymestr nie wiadomo kiedy.
Jak już myślałam, że plamienia odpuściły, krwiak zniknął,już w tej ciąży krwi nie zobaczę, to jednak się myliłam i plamienie wróciło, tym razem z nisko położonego łożyska. Kolejny powód do zamartwiania się.

Nadszedł czas na badania prenatalne, które spędzały mi sen z powiek. Po ilościach leków, które brałam bałam się czy nie wpłynie to na maluszka.
Gdy zadzwoniła położna z wynikami nifty i poinformowała o niskich ryzykach oraz o płci dziecka ryczałam przez dobrą godzinę. To były łzy szczęścia, niesamowitej ulgi. Na badaniach prenatalnych z Hanią wszystko dobrze, ale pojawił się kolejny problem z przepływami macicznymi w górnej granicy normy i bardzo wysokim ryzykiem preeklampsji i zahamowania wzrostu płodu. Mój mózg znów zaczął snuć czarne wizje, znów powód do zamartwiania się ale powiedziałam sobie STOP. Myślę, że zamartwianie się już ze mną pozostanie, zaraz będę myśleć o porodzie, potem o karmieniu, zawsze będę się czymś martwić.
Powoli odstawiam leki, accofilu już nie biorę od jakiegoś czasu, esteofemu też, stopniowo zmniejszam dawki progesteronu i encortonu.

Teraz czekam na kolejną wizytę, będziemy kontrolować przepływy. Nadal dopadają mnie wymioty i gorsze dni.
Pojawiają się myśli jak sobie poradzę, czy będę dobrą mamą, czy ogarnę tą małą istotkę i podołam, przecież jestem zielona jak szczypior na wiosnę.
Brzuszek się zaokrągla, kładę na nim dłoń i mówię, opowiadam do brzucha. Kupiłam pierwszą ciążową odzież i poduszkę ciążową. Udało mi się też znaleźć tętno Haneczki detektorem, trzeba do tego duuuużo cierpliowści, byłam już bliska wyrzucenia go do kosza 😅 ale już się lubimy.
Cały czas mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, przepływy się poprawią albo nie wpłyną negatywnie na rozwój.
Czekam na pierwsze wyczuwalne ruchy.

I bardzo ważne dla mnie i pomocne było i jest wsparcie męża. Bez niego byłoby trudniej. Pomaga mi w codziennym ogarnianiu i ustawia do pionu jak mam gorszy nastrój. Podoba mi się jego zaangażowanie, jego przeżywanie ciąży razem ze mną, to że chodzi ze mną na każde USG, że czyta o objawach, kładzie rękę na brzuchu i pyta jak się czuje i czy czegoś potrzebuje 🥰 widzę jak się cieszy, częściej się uśmiecha. Byliśmy razem w niepłodności i razem przeżywamy ciążę.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 25 maja 2023, 15:34

12+2

Przyszły wyniki testu Nace24. Niskie ryzyko wad.

Chłopiec :)

Anuśla Musisz dać życiu szansę 7 marca 2019, 17:44

Jestem po posiewie z jamy macicy. Nie wiedzialam że będzie to takie bolesne, na szczęście tylko przez kilka minut, ale gorsze niż hsg. Posiew z jamy macicy robi sie taka samą techniką jak biopsje endometrium, więc dlatego jest tak nieprzyjemne. Wycinek poszedł do histopatologii. Ponieważ posiew robi sie w okresie okoloowulacyjnym, a dzień przed nim i 3 dni po nie można się kochac, obecny cykl jest stracony. A szkoda, bo owulacja była jak ta lala, jajniki mi rozpieralo. No trudno, teraz czekam na wyniki histopatologii. Jeśli w jamie macicy jest bakteria to dostanę antybiotykoterapie. Potem już tylko czekanie na histeroskopie. Dziś byłam na usg tarczycy, dostalam skierowanie ze względu na podwyższone anty tg. Ale na usg wszystko ok, więc mam powtórzyć badanie i znowu muszę się umówić do endokrynologa. Za to mąż też robił usg i ma guzki i skierowanie na biopsje. Chodzenie po lekarzach weszło nam w nawyk. Ogólnie mam ostatnio stres, 3 tydzień w nowej pracy. Jest strasznie dużo excelow i raportów, a ja jestem humanistka, trochę inaczej sobie to stanowisko wyobrażałam. Staram się brać to nie jako coś dolujacego, ale wyzwanie i możliwość nauki. Jednak stresuje sie, dostaje zadania których nie umiem zrobić, nikt mi nie.tłumaczy, tylko zrób. W poprzedniej pracy byłam już doświadczona więc to ja wydawalam polecenia, teraz trudno mi wejść w pozycję zoltodzioba.

PJUR Starania o pierwsze Bobo 7 marca 2019, 20:07

Wizyta u ginekologa, Paweł Kuć, Poliklinika Arciszewscy.
Pęcherzyk 2 cm, owulacja w ciągu 36h. Mi się wydaje że później - w niedzielę. Ovu też obstawia poniedziałek. Jakie są Wasze odczucia?
Wyniki męża wg jego opinii są trochę poniżej normy. Zalecenia: schudnąć, nie pić piwa i wysokoprocentowego alkoholu, nie chodzi do sauny. Winko można. Generalnie myśleliśmy, że będzie gorzej. W sb idzie do urologa, zobaczymy co on powiem.
Lekarz pozwolił na lampkę wina i właśnie ją spożyłam 😎
Co myślicie o tej ovu i prognozach?

little_mess Maleńki sens życia. 7 marca 2019, 20:16

To chyba mój kompletny dół. Przyjaciółka z Torunia jest w ciąży i przysyła mi zdjęcia z USG, opowiada o propozycjach imion i radości całej rodziny. A ja, zamiast się cieszyć (bo przecież się cieszę...) płaczę i krzyczę z niemocy. Chciałabym pogodzić się z faktem, że nigdy nie będę mamą. Minęło już tyle długich miesięcy, kończących się zawsze tak samo. Ta głupia nadzieja na dnie serca, cyklicznie gaszona przez rzeczywistość. Wszystkie moje szkolne koleżanki zakładają rodziny i wychodzą za mąż, a ja tkwię w martwym punkcie i nie wiem sama, jak się ruszyć, by ten wykonany krok był krokiem ku dobremu.

Niedługo dni płodne. Kupiłam testy owulacyjne. Spróbujemy chyba ten ostatni raz...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)