6dc
Motywacja i pozytywne nastawienie trochę siadło. Nie pobiegałam, cały weekend lał deszcz na przemian z wichurą i praktycznie nie dało się wyjść z domu. Mogłam poćwiczyć z DVD ale wziął mnie leń na całego.
Miałam bardzo dziwny okres w tym miesiącu, pierwszy dzień silne krwawienie i bardzo duży ból w podbrzuszu, 2 dzień wciąż silne krwawienie i ból, ale już na wieczór zmniejszyło się, 3 dnia tylko lekkie krwawienie, 4-5 dzień bardzo niewielkie plamienie. Dzisiaj 6 dzień i jest czysto, śluzu też prawie nie ma. W sumie cały okres zamknął się w 3 dniach bo na 4 i 5 nawet nie potrzebowałam wkładki. Zazwyczaj mam 4 dni krwawienia i potem jeszcze 2 dni plamienia. Nie łudzę się, że jestem w ciąży, przez pierwsze 2 dni straciłam zdecydowanie za dużo krwi, żeby uwierzyć w krwawienie na początku ciąży. Boję się, że przez ostatnie stresy rozregulował mi się cykl, tak naprawdę nie wiem nawet czy mam prawidłową owulację.
No właśnie w temacie owulacji. Postanowiłam wrócić do mierzenia temperatury, co przestałam robić po roku nieudanych prób. Mój ginekolog skrytykował tę metodę, że tak naprawdę nie jest wyznacznikiem czegokolwiek, bo za dużo czynników środowiskowych ma wpływ na wahania temperatury. Oczywiście nie posłuchałam go i dalej mierzyłam, aż przyszedł kryzys po roku starań, kiedy odstawiłam wszystkie metody sprawdzania owulacji, żeby się dodatkowo nie nakręcać (ha, ha).
Wracam do mierzenia temperatury z dwóch powodów - po pierwsze, ostatnio mam dziwne cykle (wahania od 23 do 29 dni w ciągu ostatniego pół roku), śluz płodny, jedyne co jeszcze w miarę obserwuję, nie do końca pokrywa się z wyliczeniami z kalendarzyka (zazwyczaj występuje około 8-9 dnia cyklu co może jest ok przy cyklu 23 dni ale już nie przy 29 dni). Mierząc temperaturę, przynajmniej będę wiedziała, czy jest podział na fazę niższych i wyższych temperatur w cyklu. Może nie jest to 100% wyznacznik owulacji, ale zawsze daje jakieś tam pojęcie, co się dzieje w cyklu. Po drugie, mierząc temperaturę wiem o zbliżającym się okresie około 2 dni przed. Może to się wydawać mało istotne, ale nawet po tylu miesiącach prób, nawet kiedy obiecuję sobie, że zupełnie odpuszczam, i tak kiedy zbliża się okres, zaczynam dostawać świra i budzi się we mnie głupia nadzieja, że może się udało, że może stał się cud. Nie pomagają też objawy takie jak bolesne piersi, czy nudności, których doświadczam każdego miesiąca przed okresem. Przez ostatni tydzień przed okresem biegam jak wariatka do toalety i sprawdzam, czy nie zaczyna się krwawienie. W takich momentach spadek temperatury na 2-3 dni przed okresem skraca chociaż odrobinę mękę oczekiwania.
Może dam też szansę dla mikroskopu owulacyjnego, chociaż mam wrażenie, że u mnie on zupełnie nie działa, podobnie jak testy owulacyjne, które NIGDY nie pokazały mi 2 kresek, nawet w cyklu z owulacją potwierdzoną monitoringiem i badaniem progesteronu.
Plan na najbliższe 2 miesiące w oczekiwaniu na leczenie w klinice - mierzenie temperatury, mikroskop owulacyjny przez cały cykl, testy owulacyjne od 6 do 16 dnia cyklu.
Przyznam się jeszcze do czegoś, w piątek zamówiłam przez internet Inofolic i żel Concieve-Plus. Pewnie wydałam niepotrzebnie pieniądze, ale przeczytałam internet wzdłuż i wszerz i wszędzie wyczytałam, że może pomóc a nawet jak nie pomoże, to nie zaszkodzi. W sumie przez cały okres starań jedyny wspomagacz jaki stosowałam to Castagnus przez 90 dni (zalecony przez endokrynologa, ze względu na wysoką prolaktynę po teście z metoclopramidem, ale niską przy normalnym badaniu, dlatego lekarz nie chciał przepisywać bromegonu), nie zauważyłam ani pozytywnych ani negatywnych efektów. Inofolic i żel kupiłam na własną rękę, przyznaję, że po prostu nosi mnie strasznie w oczekiwaniu na maj, mam nadzieję, że nic sobie nie rozreguluję.
Przy okazji, obecnie moja suplementacja wygląda tak - Falvit, Witamina D 2000j, Folik (teraz zamieniam na Inofolic), korzeń Maca (polecany na wspomaganie płodności i łagodzenie bolesnych miesiączek, ale zupełnie nie działa, więc pewnie odstawię).
Nie wiem, zaczynam już trochę świrować, że może coś sobie tymi suplementami rozregulowuję, niby nie ma ich dużo, ale cholera wie.
A może tu znajdzie się jakaś zainteresowana mama... ubranka są naprawdę ledwo noszone (czasem max2 razy). Rozmiary 62 I 68 głównie. Za grosze... kilka rzeczy 74.
Zachęcam do przejrzenia reszty ogłoszeń.ubranka są wyprane, ale nieprasowane. Na żywo wyglądają ciekawiej.
https://www.olx.pl/oferta/next-baby-sukienka-sukieneczka-68-CID88-IDyYT7Y.html
Beta 9dpt - 194,10
Martwi mnie wysoki progesteron - 119
Chwilo trwaj ♥️🤞🤞✊✊
Od kiedy pamiętam moje największe marzenie to rodzina, dom... Szczęśliwy mąż, rozbrykane maluchy, pies, dom z ogródkiem, biały płotek... taaaak... błogie marzenia... nigdy nie byłam typem karierowiczki, nie uważam żeby to było coś złego ale dla mnie to zawsze rodzina była priorytetem... bardzo wcześnie wszystko zaplanowałam. Imiona dla dzieci, jak będzie wyglądał pokoik, wszystko. Kiedy jak echo zaczęła do mnie powracać diagnoza PCOS wiedziałam z czym to się wiąże ale słuchałam lekarza... "Spokojnie jak będzie Pani planować dziecko podamy CLO i będzie owulacja i ciąża i wszystko będzie ok"
No niestety nie... Poza PCOS mam insulinooporność, hashimoto, tarczyca jest już w zaniku... trochę to trwało zanim lekarze zdążyli mi to wszystko zdiagnozować... zaczęłam walkę kiedy kilogramy zaczęły na mnie same "wchodzić" zanim dobrze dobrali mi leki zdążyłam zbudować spory nadbagaż. Teraz już jest lepiej, waga pomalutku schodzi, lepiej się czuje ale o swój mały skarb nadal walczę...
Starania zaczęliśmy 3,5 roku temu. Pierwsza ginekolog, która mnie prowadziła kompletnie się na tym nie znała... ja też byłam w temacie "zielona" więc się jej trzymałam. Cykle bezowulacyjne... stymulacja CLO... i za każdym razem te same słowa podczas USG "no znowu nic". Przywykłam do tego, wchodząc na fotel wiedziałam co zaraz usłyszę... zaciskałam zęby, brałam kolejną receptę i płakałam w samochodzie... trzymałam się jej 2,5 roku... badania? sama szukałam informacji jakie i w jakim dniu cyklu i jak interpretować wyniki... Dziękowałam że istnieje coś takiego jak internet, fora i grupy takie jak ta, które stały się moją skarbnicą wiedzy... otrząsnęłam się ze ślepego zaufania Pani Doktor kiedy poprosiłam po chyba 8 cyklu z CLO o inny lek, a ona usilnie mnie przekonywała że nic takiego nie ma... zmieniłam lekarza... to był strzał w 10... od początku badania, badania, badania... kupa kasy ale myślę że w końcu to przyniesie rezultaty. Drożność, badania męża, wszystkie hormony, później ich stabilizacja...
pierwsze 3 stymulacje na CLO, nadal nic się nie zadziało, poprosiłam o inny lek... nie było problemu. Dostałam letrozol. Pierwszy cykl znowu nic... Drugi - 2 tab - DRGNĘŁO - płakałam jak małe dziecko kiedy lekarz mi powiedział że mam aż 2 pęcherzyki które rosną - do tej pory nic się nie działo więc to był ogromny sukces... jednak zatrzymały się, owulacji nie było... kolejny cykl - znowu 2 pęcherzyki - jeden dominujący - była owulacja - niestety ciąży brak. zaczęłam 4 cykl z letrozolem... dziś 5dc - pierwsze dawki przyjęte.. samozwańczo sączę sobie do tego ziółka ojca sroki - wiem że nie powinno się ich łączyć ale nie potrafię sobie odpuścić.
Terapia z psychologiem była dla mnie w pewnym momencie koniecznością. Płacz na widok wózków, obsesyjne oglądanie rzeczy dla dzieci i później dwa ciosy ciąża jednej młodszej siostry a niedługo później drugiej... wyłam z rozpaczy... nie miałam siły wstawać z łóżka, spotykać się z kimkolwiek, zerowa koncentracja, zaczęłam się odsuwać od rodziny... postanowiłam że muszę zawalczyć o siebie, o swoją psychikę... znalazłam psychologa zajmującego się leczeniem przy niepłodności i choć miałam wątpliwości to teraz już ich nie mam.. nie jest mi lekko, nadal pragnę dziecka ponad wszystko ale łatwiej mi radzić sobie z własnymi emocjami. Kolejne załamanie pewnie przyjdzie kiedy siostra urodzi ale mam nadzieję że albo ja do tego czasu będę w końcu w ciąży albo będę miała w ręku umiejętności na tyle dobre że poradzę sobie...
Czytając pamiętniki na tej stronie już od jakiegoś czasu przychodziło mi do głowy żeby zacząć swój, ale jakoś nie miałam pojęcia od czego zacząć i w ogóle po co... ale tak siedząc teraz i pisząc stwierdzam, że ma to taki mega oczyszczający wpływ i słowa same płyną...
Myślę że to bardzo potrzebne.. każda z kobiet starających się o dziecko jest wojowniczką... przychodzi nam walczyć ze wszystkim: z własnym organizmem, z systemem, z lekarzami, z przeciwnościami losu... czasem walczymy o każdą złotówkę na leczenie bo nie ukrywajmy ciężko się leczyć na NFZ a kasa płynie i płynie... niejednokrotnie walczymy ze swoimi drugimi połówkami bo oni nie zawsze są z nami w tym leczeniu... Tu akurat nie mogę na swojego M narzekać bo bez mrugnięcia okiem chodzi na badania, nawet sam dopytuje co jeszcze może zrobić chociaż wyniki ma super... robi co może żeby pomóc i ogromnie wspiera.
Nie wiem czy ktoś kiedyś to przeczyta, ale jeśli tak to proszę trzymajcie kciuki aby to moje przebudzenie jajników po ponad 3 latach przyniosło nareszcie upragnione dwie kreski a najlepiej jeszcze jako prezent świąteczno-noworoczny 
ja już po wizycie
lekarz namierzył 8 pęcherzyków (6 większych i 2 mniejsze ale ponoć wszystkie rokujące- nie mam pojęcia jakie duże bo lekarz nigdy nie mówi a ja zapomniałam spojrzeć na wymiar na ekranie
), endo 8,4 mm
na jutro zamienił mi Ovaleap na Mensinorm i w środę rano kolejny podgląd i decyzja kiedy punkcja, jak wszytko będzie szło jak trzeba to w piątek a jak nie to dopiero we wtorek
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2019, 10:57
1 dpt a ja czuję się jakby mnie ktoś przeżuł a potem wypluł... Nawet 2 minutowy spacer z młodym do przedszkola to wyprawa jak ma Monte Everest
od wczoraj pobolewa mnie brzuch jak na okres do tego te okropne zawroty głowy a M w Warszawie na szkoleniu... Dobrze że urlop mam w pracy bo tego bym już nie ogarnęła tym bardziej że M wczoraj wieczorem zadzwonił że zabrał ze sobą moje kluczykiem do auta...
Mysza, polecam się
A co do zębów. Wczoraj podałam ibum (Bo raz przeciwbólowe, dwa że zwalcza infekcje), niewiele dało, więc w ruch poszła Camilia i dentinox N. Dopiero po tych dwóch w 5 min zasnela. Dzięki temu też pewność, że to od zębów.
Zobaczymy co będzie dalej. Udało mi się przesunąć szczepienie tylko o tydzień. Ktoś odwołał
inaczej znowu miesiąc w plecy
22dc
Znów cały dzień boli mnie brzuch na @! A w nocy dopadły mnie poty. Cycki giganty nie zmniejszaja sie, wypływaja z biustonosza. Poza tym czuje sie ok.
Na bete mam isc w piatek, ale nie wiem czy tyle wytrzymam. Co radzicie? To moj 7dpt.
Chcialabym juz wiedziec a jednocześnie sie boje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2019, 17:24
13dc 31cs
Dzisiaj mieliśmy wizytę. Siedzieliśmy prawie godzinę. Na początku lekarz przekonywał do inseminacji że stymulacją gonadotropinami. Mówił że to nieduży wydatek. Zaleca się zrobić do 3 takich zabiegów. My byliśmy negatywnie nastawieni do niej. Ale po namowach zgodziliśmy się na 2 inseminacje. Potem lekarz zrobił USG. Pęcherzyk 17mm w prawym jajniku, endometrium 4,27 mm. Tragedia. Pytam dlaczego takie cienkie. Mówi że moje endometrium nie odpowiada na estradiol. Może tak się stać po łyżeczkowaniu lub po antykach branych ponad 10 lat. Popłakałam się. Teraz jestem zła że tak zareagowałam.. nic z tych rzeczy przecież nie zrobiłam. Lekarz mówi że estrofem, viagra ma słabe uzasadnienie naukowe. Duże dawki estrogenu blokują owulacje. Owszem przy in vitro podaje się estrofem. Po przemyśleniu sprawy uznał że w takim przypadku inseminacja nie przyniesie skutku. Same gonadotropiny nie pogrubia endometrium. Proponuje in vitro ale prawdopodobnie transfer z mrozaków, aby stworzyć sztuczny cykl w którym wychodujemy grube endometrium. Ze świeżego może nie być grubego. Mam zgłosić się do niego 18-20 DC w cyklu przed cyklem stymulowanym do punkcji. Czyli będzie to lipiec. Taki termin wybrałam. Jest mi smutno i bardzo się boję. Czuję się wybrakowana jako kobieta. Jest to dla mnie ciężka decyzja.
Do badań klinicznych do ivf nie załapiemy się że względu na trombofilię 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2019, 17:50
Siedzę sama w domu i nawet nie mogę mężowi ryczec w rekaw, bo wyjechal służbowo na 2 dni. Dzisiaj do mnie doszło, że popełniłam koszmarny błąd ze zmiana pracy. Nie nadaje się do tej nowej. Same Excele, raporty, analizy. Ja nie jestem ścisłowcem. Strasznie mnie to stresuje i męczy. Boże w co ja się wpakowalam???
Dzisiaj czuję się lepiej
Groszek się rozpycha
Ciągnie mnie w pachwinach... czasem kłuje w okolicach jajników.. czasem boli jak na miesiączkę. Dziwne uczucia ;p
Piersi mnie bolą... najgorzej sutki chyba... nie wiem.. moze całe ?
Mąż powiedział, że urosły
Nie żeby były małe ;p Ale czas wybrać się po nowy stanik ;p
Nie mogę doczekać się środy... jestem podekscytowana i jednocześnie przerażona...
Będzie dobrze ! Musi być, Maryja ma nas w swojej opiece 
Nowenna Pompejańska zdziałała cuda
Polecam wszystkim niespokojnym i zastroskanym
Będzie dobrze!!!
Boję się. Jutro rano beta a ja się tak cholernie boję. Żeby przyrost był ok, żeby wszystko było dobrze. Przy poprzedniej ciąży szłam na pewniaka, nawet nie myślałam, że przyrosty będą złe. A teraz już wiem, że tak może być. Mąż powiedział, że jak będzie nie ok to trudno, bo nie mieliśmy się przecież starać, ale kurde nie chcę znowu tego przechodzić. Chcę za 9 miesięcy to dziecko urodzić, mój mały cud. Jutro też po południu umówiłam się na wizytę w klinice, niestety mojej lekarki nie ma - urlop, ale będzie inna u której już byłam. To ona rozpisała leki w tamtym szczęśliwym cyklu. Maluszku rośnij, cudzie trwaj.
Dziewczyny, my juz jesteśmy po testach, badaniach, wizytacji. Wszystko fajnie, milo 
w grudniu zbiera sie komisja i dostaniemy znać, czy mozemy przystąpić do kursu od stycznia 
Kamil zaczął się wspinać. Na podnóżek,a potem na stolik... Oj będzie za chwilę ciężko. Maluch ściąga już wszystko ze stołu. W laptopie mi coś poprzyciskał i zamienił "Z" na "Y" i inne hehehe. Rozwija się super - powoli stawia też kroki przy meblach. Czasem też popcha sobie podnóżek i idzie z nim. Ciekawe czy postawi pierwsze kroki na roczek! To już za 16 dni! Masakra. Czas tak szybko biegnie... choć ostatnio na wszystko czekam
. Najpierw na Kamcia- aż zajdę w ciążę, potem na niego samego. Teraz czekam na dom, na wybieranie wszystkich rzeczy do niego, wyprowadzkę. No i zmianę pracy. Zdecydowałam, że dłużej tam gdzie pracuję już nie chce pracować. Problem w tym, że najpierw muszę dostać kredyt, a potem mogę coś zmieniać.... Także czekam na kredyt
W tym m-cu mam zacząć studia (o ile rekrutacja była na dobrym poziomie....). Nie mogę się doczekać jak znajdę sobie coś już jako nauczyciel
Tak wiem, to teraz niezbyt popularne, ale ja chcę mieć czas dla dzieci. Bo wiecie chyba chciałabym trzecie maleństwo.... to szaleństwo, ale marzy mi się kolejny bobas
To chyba dlatego, że się wysypiam
A WY myślicie o powiększeniu rodziny?
Już po wizycie w klinice
Tak więc zaczynamy i od dziś mam przyjmować gonopeptyl daily raz dziennie .Tabletki mam zakończyć na 18 sztuce i czekać na okres.Po okresie zaczynamy stymulację,mam teraz trochę więcej zastrzyków
1dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
2dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
3dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
4dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50+USG
5dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
6dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
7dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50+USG i na razie tyle,potem pewnie będzie dołączone cetrotide
Lekarz powiedział że ta stymulacja jest bardziej ryzykowna dlatego mamy czesstrze wizyty w klinice
Za to ja jestem pozytywnie nastawiona bo wiem że teraz musi się udać
Doszedł mi nowy lek ovaleap on jest w penie trochę się go boje ale w aptece dostałam film instruktażowy i mąż na pewno sobie poradzi
27dc.
Dzisiaj mam jakiś przypływ energii, nie wiem czy jest to spowodowane końcem cyklu i rozpoczęciem nowego, czy tym, że dzisiaj brak mojej przełożonej 
Coraz więcej czytam na temat owulacji. Dzisiaj wyczytałam, że można owulację wyregulować za pomocą diety bogatej w błonnik i regularnym ćwiczeniom fizycznym (nie ukrywam, że ze mnie trochę taki leń - ćwiczyłam wcześniej min. 3x w tygodniu ale przyszło jakiś czas temu zmęczenie i niechęć spowodowana powrotem do domu po 18 i brakiem czasu dla córeczki, więc odpuściłam).
Dlatego postanowiłam od dziś, ćwiczyć regularnie choćby jogę min.3x na tydzień. Prócz kwasu foliowego zaczęłam przyjmować również kompleks witamin "dla niej"
Zrobię teraz wszystko tak jak trzeba, żeby w końcu zobaczyć upragnione 2 kreseczki 
Wczoraj natomiast bolały mnie strasznie piersi - jak nigdy. Gdy nacisnęłam jedną pojawiło się białe! mleko, jakbym karmiła nadal piersią! Z drugiego również ale bardziej żółtawe.. Teraz już nie mam złudzeń, że mam problem z prolaktyną. Do lekarza mam 26 marca a czas tak wolno leci..
Hmmm... Trochę się działo... W grudniu chcieliśmy podejść do kolejnego criotransferu, nawet mieliśmy umówioną datę na 31 grudzień, niestety nabawiłam się jakich bakterii, więc trzeba było zaliczyć antybiotyk. Następnie był miesiąc "odpoczynku". Końcem stycznia zaczęłam kolejną stymulację (podchodzimy do transferu na cyklu sztucznym). 27 lutego był transfer... 11 marca (moje 35 urodziny) badania bety... niestety nie udało się 😢 teraz znowu "odpoczynek" przez miesiąc. W kwietniu kolejne podejscie....
Od początku wiedziałam, że nie udało się, czułam się całkiem inaczej niż po pierwszym transferze kiedy zaszłam w ciążę, ale wszyscy mówili, że każda ciąża inna jest... tak bardzo chciałam w to wierzyć...
Znowu wszystkich zawiodłam, a najbardziej siebie....
5t 6d
Bardzo się dziś wystraszylam... rano poszłam do łazienki i podczas podcierania zauważyłam podbarwiony na jasno brązowo sluz. Od razu w płacz... że historia zatacza koło. Nie wiedziałam, czy jechać do pracy, czy zostać w domu, co zrobić. Wizyta jutro, więc nic by to nie zmieniło gdybym została, a w pracy obecnie mam więcej spokoju niż w domu. Pojechałam więc. Często chodziłam do wc sprawdzać czy coś się dzieje...Ale nic. Na bieliźnie wogole żadnych śladów. Z ciekawości sprawdziłam szyjka macicy, zamknięta i rozpulchniona, na palcu nie było już żadnego śladu. I nie wiem skąd to plamienie... nic mnie nie boli, wiec to mnie napawa nadzieja i to ze sytuacja sie nie powtarza. Dobrze, że jutro lekarz. Czytałam artykuł na mama ginekolog o plamieniach w 1. Trymestrze i trochę się uspokoilam. Może jednak będzie dobrze... Cały czas biore Luteine... modlę się codziennie o nasze zdrowie i o maluszka. Byle do jutra...
1 dc WZNAWIAMY STARANIA
Długo czekałam na ten cykl. Z jednej strony czekam na szczęśliwe zakończenie a z drugiej pukam się w czoło z uwagi na moją naiwność. Ile razy myślałam że się uda? O dziecko z przerwami staramy się od września 2017. Nie wiem który to dokładnie cykl. W sumie czy to ma znaczenie? Chcę wierzyć w to że jesteśmy coraz bliżej spełnienia marzeń o powiększeniu rodziny. Ze ten 2019 rok będzie naszym. W tym cyklu nie mierze temperatury, nie ma to sensu. Najbliższe 3 miesiące na spontanie, z dużą ilością ♥️
17 dc
4dpi 
Już mi przeszło rozmyślanie. Co ma być to będzie i nie mam na to żadnego wpływu. W 1 dpi miałam niteczki krwi (pewnie po zabiegu). Od wczoraj biore duphaston. W weekend trochę pobolewało mnie podbrzusze i jakby lewy jajnik. A od wczoraj cały czas podbrzusze boli i śluz już niepłodny (w sumie to jeden dzień miałam płodny;/). Zastanawiam się czy ten duphaston tak działa na mnie - że cały czas podbrzusze boli i zawroty głowy mam - zawsze do ok 2 godzin po połknięciu tabletki.
W pracy mam zakaz brania chorobowego przez najbliższy czas . Mam nadzieję, że nie będzie potrzebne.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.