Od kiedy pamiętam moje największe marzenie to rodzina, dom... Szczęśliwy mąż, rozbrykane maluchy, pies, dom z ogródkiem, biały płotek... taaaak... błogie marzenia... nigdy nie byłam typem karierowiczki, nie uważam żeby to było coś złego ale dla mnie to zawsze rodzina była priorytetem... bardzo wcześnie wszystko zaplanowałam. Imiona dla dzieci, jak będzie wyglądał pokoik, wszystko. Kiedy jak echo zaczęła do mnie powracać diagnoza PCOS wiedziałam z czym to się wiąże ale słuchałam lekarza... "Spokojnie jak będzie Pani planować dziecko podamy CLO i będzie owulacja i ciąża i wszystko będzie ok"
No niestety nie... Poza PCOS mam insulinooporność, hashimoto, tarczyca jest już w zaniku... trochę to trwało zanim lekarze zdążyli mi to wszystko zdiagnozować... zaczęłam walkę kiedy kilogramy zaczęły na mnie same "wchodzić" zanim dobrze dobrali mi leki zdążyłam zbudować spory nadbagaż. Teraz już jest lepiej, waga pomalutku schodzi, lepiej się czuje ale o swój mały skarb nadal walczę...

Starania zaczęliśmy 3,5 roku temu. Pierwsza ginekolog, która mnie prowadziła kompletnie się na tym nie znała... ja też byłam w temacie "zielona" więc się jej trzymałam. Cykle bezowulacyjne... stymulacja CLO... i za każdym razem te same słowa podczas USG "no znowu nic". Przywykłam do tego, wchodząc na fotel wiedziałam co zaraz usłyszę... zaciskałam zęby, brałam kolejną receptę i płakałam w samochodzie... trzymałam się jej 2,5 roku... badania? sama szukałam informacji jakie i w jakim dniu cyklu i jak interpretować wyniki... Dziękowałam że istnieje coś takiego jak internet, fora i grupy takie jak ta, które stały się moją skarbnicą wiedzy... otrząsnęłam się ze ślepego zaufania Pani Doktor kiedy poprosiłam po chyba 8 cyklu z CLO o inny lek, a ona usilnie mnie przekonywała że nic takiego nie ma... zmieniłam lekarza... to był strzał w 10... od początku badania, badania, badania... kupa kasy ale myślę że w końcu to przyniesie rezultaty. Drożność, badania męża, wszystkie hormony, później ich stabilizacja...
pierwsze 3 stymulacje na CLO, nadal nic się nie zadziało, poprosiłam o inny lek... nie było problemu. Dostałam letrozol. Pierwszy cykl znowu nic... Drugi - 2 tab - DRGNĘŁO - płakałam jak małe dziecko kiedy lekarz mi powiedział że mam aż 2 pęcherzyki które rosną - do tej pory nic się nie działo więc to był ogromny sukces... jednak zatrzymały się, owulacji nie było... kolejny cykl - znowu 2 pęcherzyki - jeden dominujący - była owulacja - niestety ciąży brak. zaczęłam 4 cykl z letrozolem... dziś 5dc - pierwsze dawki przyjęte.. samozwańczo sączę sobie do tego ziółka ojca sroki - wiem że nie powinno się ich łączyć ale nie potrafię sobie odpuścić.

Terapia z psychologiem była dla mnie w pewnym momencie koniecznością. Płacz na widok wózków, obsesyjne oglądanie rzeczy dla dzieci i później dwa ciosy ciąża jednej młodszej siostry a niedługo później drugiej... wyłam z rozpaczy... nie miałam siły wstawać z łóżka, spotykać się z kimkolwiek, zerowa koncentracja, zaczęłam się odsuwać od rodziny... postanowiłam że muszę zawalczyć o siebie, o swoją psychikę... znalazłam psychologa zajmującego się leczeniem przy niepłodności i choć miałam wątpliwości to teraz już ich nie mam.. nie jest mi lekko, nadal pragnę dziecka ponad wszystko ale łatwiej mi radzić sobie z własnymi emocjami. Kolejne załamanie pewnie przyjdzie kiedy siostra urodzi ale mam nadzieję że albo ja do tego czasu będę w końcu w ciąży albo będę miała w ręku umiejętności na tyle dobre że poradzę sobie...

Czytając pamiętniki na tej stronie już od jakiegoś czasu przychodziło mi do głowy żeby zacząć swój, ale jakoś nie miałam pojęcia od czego zacząć i w ogóle po co... ale tak siedząc teraz i pisząc stwierdzam, że ma to taki mega oczyszczający wpływ i słowa same płyną...
Myślę że to bardzo potrzebne.. każda z kobiet starających się o dziecko jest wojowniczką... przychodzi nam walczyć ze wszystkim: z własnym organizmem, z systemem, z lekarzami, z przeciwnościami losu... czasem walczymy o każdą złotówkę na leczenie bo nie ukrywajmy ciężko się leczyć na NFZ a kasa płynie i płynie... niejednokrotnie walczymy ze swoimi drugimi połówkami bo oni nie zawsze są z nami w tym leczeniu... Tu akurat nie mogę na swojego M narzekać bo bez mrugnięcia okiem chodzi na badania, nawet sam dopytuje co jeszcze może zrobić chociaż wyniki ma super... robi co może żeby pomóc i ogromnie wspiera.

Nie wiem czy ktoś kiedyś to przeczyta, ale jeśli tak to proszę trzymajcie kciuki aby to moje przebudzenie jajników po ponad 3 latach przyniosło nareszcie upragnione dwie kreski a najlepiej jeszcze jako prezent świąteczno-noworoczny :)



taśta Jak nie My to kto??? 4 listopada 2019, 10:56

ja już po wizycie :) lekarz namierzył 8 pęcherzyków (6 większych i 2 mniejsze ale ponoć wszystkie rokujące- nie mam pojęcia jakie duże bo lekarz nigdy nie mówi a ja zapomniałam spojrzeć na wymiar na ekranie :D), endo 8,4 mm :) na jutro zamienił mi Ovaleap na Mensinorm i w środę rano kolejny podgląd i decyzja kiedy punkcja, jak wszytko będzie szło jak trzeba to w piątek a jak nie to dopiero we wtorek


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2019, 10:57

taśta Jak nie My to kto??? 12 listopada 2019, 09:16

1 dpt a ja czuję się jakby mnie ktoś przeżuł a potem wypluł... Nawet 2 minutowy spacer z młodym do przedszkola to wyprawa jak ma Monte Everest ;) od wczoraj pobolewa mnie brzuch jak na okres do tego te okropne zawroty głowy a M w Warszawie na szkoleniu... Dobrze że urlop mam w pracy bo tego bym już nie ogarnęła tym bardziej że M wczoraj wieczorem zadzwonił że zabrał ze sobą moje kluczykiem do auta...

Marti... Goniąc czas 11 marca 2019, 14:00

Mysza, polecam się;)

A co do zębów. Wczoraj podałam ibum (Bo raz przeciwbólowe, dwa że zwalcza infekcje), niewiele dało, więc w ruch poszła Camilia i dentinox N. Dopiero po tych dwóch w 5 min zasnela. Dzięki temu też pewność, że to od zębów.

Zobaczymy co będzie dalej. Udało mi się przesunąć szczepienie tylko o tydzień. Ktoś odwołał :) inaczej znowu miesiąc w plecy

Pinka. Piąty transfer 11 marca 2019, 17:24

22dc

Znów cały dzień boli mnie brzuch na @! A w nocy dopadły mnie poty. Cycki giganty nie zmniejszaja sie, wypływaja z biustonosza. Poza tym czuje sie ok.
Na bete mam isc w piatek, ale nie wiem czy tyle wytrzymam. Co radzicie? To moj 7dpt.
Chcialabym juz wiedziec a jednocześnie sie boje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2019, 17:24

Jeheria No kiedy? 11 marca 2019, 17:48

13dc 31cs

Dzisiaj mieliśmy wizytę. Siedzieliśmy prawie godzinę. Na początku lekarz przekonywał do inseminacji że stymulacją gonadotropinami. Mówił że to nieduży wydatek. Zaleca się zrobić do 3 takich zabiegów. My byliśmy negatywnie nastawieni do niej. Ale po namowach zgodziliśmy się na 2 inseminacje. Potem lekarz zrobił USG. Pęcherzyk 17mm w prawym jajniku, endometrium 4,27 mm. Tragedia. Pytam dlaczego takie cienkie. Mówi że moje endometrium nie odpowiada na estradiol. Może tak się stać po łyżeczkowaniu lub po antykach branych ponad 10 lat. Popłakałam się. Teraz jestem zła że tak zareagowałam.. nic z tych rzeczy przecież nie zrobiłam. Lekarz mówi że estrofem, viagra ma słabe uzasadnienie naukowe. Duże dawki estrogenu blokują owulacje. Owszem przy in vitro podaje się estrofem. Po przemyśleniu sprawy uznał że w takim przypadku inseminacja nie przyniesie skutku. Same gonadotropiny nie pogrubia endometrium. Proponuje in vitro ale prawdopodobnie transfer z mrozaków, aby stworzyć sztuczny cykl w którym wychodujemy grube endometrium. Ze świeżego może nie być grubego. Mam zgłosić się do niego 18-20 DC w cyklu przed cyklem stymulowanym do punkcji. Czyli będzie to lipiec. Taki termin wybrałam. Jest mi smutno i bardzo się boję. Czuję się wybrakowana jako kobieta. Jest to dla mnie ciężka decyzja.
Do badań klinicznych do ivf nie załapiemy się że względu na trombofilię :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2019, 17:50

Anuśla Musisz dać życiu szansę 11 marca 2019, 18:37

Siedzę sama w domu i nawet nie mogę mężowi ryczec w rekaw, bo wyjechal służbowo na 2 dni. Dzisiaj do mnie doszło, że popełniłam koszmarny błąd ze zmiana pracy. Nie nadaje się do tej nowej. Same Excele, raporty, analizy. Ja nie jestem ścisłowcem. Strasznie mnie to stresuje i męczy. Boże w co ja się wpakowalam???

Dzisiaj czuję się lepiej :) Groszek się rozpycha :) Ciągnie mnie w pachwinach... czasem kłuje w okolicach jajników.. czasem boli jak na miesiączkę. Dziwne uczucia ;p
Piersi mnie bolą... najgorzej sutki chyba... nie wiem.. moze całe ?:P Mąż powiedział, że urosły :D Nie żeby były małe ;p Ale czas wybrać się po nowy stanik ;p
Nie mogę doczekać się środy... jestem podekscytowana i jednocześnie przerażona... <3 Będzie dobrze ! Musi być, Maryja ma nas w swojej opiece :)

Nowenna Pompejańska zdziałała cuda <3 Polecam wszystkim niespokojnym i zastroskanym :) Będzie dobrze!!!

Boję się. Jutro rano beta a ja się tak cholernie boję. Żeby przyrost był ok, żeby wszystko było dobrze. Przy poprzedniej ciąży szłam na pewniaka, nawet nie myślałam, że przyrosty będą złe. A teraz już wiem, że tak może być. Mąż powiedział, że jak będzie nie ok to trudno, bo nie mieliśmy się przecież starać, ale kurde nie chcę znowu tego przechodzić. Chcę za 9 miesięcy to dziecko urodzić, mój mały cud. Jutro też po południu umówiłam się na wizytę w klinice, niestety mojej lekarki nie ma - urlop, ale będzie inna u której już byłam. To ona rozpisała leki w tamtym szczęśliwym cyklu. Maluszku rośnij, cudzie trwaj.

Patt1002 Czekamy na Aniołka 4 listopada 2019, 21:44

Dziewczyny, my juz jesteśmy po testach, badaniach, wizytacji. Wszystko fajnie, milo ;)
w grudniu zbiera sie komisja i dostaniemy znać, czy mozemy przystąpić do kursu od stycznia ;)

Kamil zaczął się wspinać. Na podnóżek,a potem na stolik... Oj będzie za chwilę ciężko. Maluch ściąga już wszystko ze stołu. W laptopie mi coś poprzyciskał i zamienił "Z" na "Y" i inne hehehe. Rozwija się super - powoli stawia też kroki przy meblach. Czasem też popcha sobie podnóżek i idzie z nim. Ciekawe czy postawi pierwsze kroki na roczek! To już za 16 dni! Masakra. Czas tak szybko biegnie... choć ostatnio na wszystko czekam :) . Najpierw na Kamcia- aż zajdę w ciążę, potem na niego samego. Teraz czekam na dom, na wybieranie wszystkich rzeczy do niego, wyprowadzkę. No i zmianę pracy. Zdecydowałam, że dłużej tam gdzie pracuję już nie chce pracować. Problem w tym, że najpierw muszę dostać kredyt, a potem mogę coś zmieniać.... Także czekam na kredyt :D W tym m-cu mam zacząć studia (o ile rekrutacja była na dobrym poziomie....). Nie mogę się doczekać jak znajdę sobie coś już jako nauczyciel :) Tak wiem, to teraz niezbyt popularne, ale ja chcę mieć czas dla dzieci. Bo wiecie chyba chciałabym trzecie maleństwo.... to szaleństwo, ale marzy mi się kolejny bobas :D To chyba dlatego, że się wysypiam :D A WY myślicie o powiększeniu rodziny?

Już po wizycie w klinice
Tak więc zaczynamy i od dziś mam przyjmować gonopeptyl daily raz dziennie .Tabletki mam zakończyć na 18 sztuce i czekać na okres.Po okresie zaczynamy stymulację,mam teraz trochę więcej zastrzyków
1dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
2dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
3dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
4dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50+USG
5dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
6dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50
7dc gonopeptyl +mensidorm 75+ ovaleap 50+USG i na razie tyle,potem pewnie będzie dołączone cetrotide
Lekarz powiedział że ta stymulacja jest bardziej ryzykowna dlatego mamy czesstrze wizyty w klinice
Za to ja jestem pozytywnie nastawiona bo wiem że teraz musi się udać
Doszedł mi nowy lek ovaleap on jest w penie trochę się go boje ale w aptece dostałam film instruktażowy i mąż na pewno sobie poradzi

27dc.
Dzisiaj mam jakiś przypływ energii, nie wiem czy jest to spowodowane końcem cyklu i rozpoczęciem nowego, czy tym, że dzisiaj brak mojej przełożonej :D

Coraz więcej czytam na temat owulacji. Dzisiaj wyczytałam, że można owulację wyregulować za pomocą diety bogatej w błonnik i regularnym ćwiczeniom fizycznym (nie ukrywam, że ze mnie trochę taki leń - ćwiczyłam wcześniej min. 3x w tygodniu ale przyszło jakiś czas temu zmęczenie i niechęć spowodowana powrotem do domu po 18 i brakiem czasu dla córeczki, więc odpuściłam).
Dlatego postanowiłam od dziś, ćwiczyć regularnie choćby jogę min.3x na tydzień. Prócz kwasu foliowego zaczęłam przyjmować również kompleks witamin "dla niej":) Zrobię teraz wszystko tak jak trzeba, żeby w końcu zobaczyć upragnione 2 kreseczki :)
Wczoraj natomiast bolały mnie strasznie piersi - jak nigdy. Gdy nacisnęłam jedną pojawiło się białe! mleko, jakbym karmiła nadal piersią! Z drugiego również ale bardziej żółtawe.. Teraz już nie mam złudzeń, że mam problem z prolaktyną. Do lekarza mam 26 marca a czas tak wolno leci..

AnaR_30 Nie początek... walka 12 marca 2019, 16:37

Hmmm... Trochę się działo... W grudniu chcieliśmy podejść do kolejnego criotransferu, nawet mieliśmy umówioną datę na 31 grudzień, niestety nabawiłam się jakich bakterii, więc trzeba było zaliczyć antybiotyk. Następnie był miesiąc "odpoczynku". Końcem stycznia zaczęłam kolejną stymulację (podchodzimy do transferu na cyklu sztucznym). 27 lutego był transfer... 11 marca (moje 35 urodziny) badania bety... niestety nie udało się 😢 teraz znowu "odpoczynek" przez miesiąc. W kwietniu kolejne podejscie....
Od początku wiedziałam, że nie udało się, czułam się całkiem inaczej niż po pierwszym transferze kiedy zaszłam w ciążę, ale wszyscy mówili, że każda ciąża inna jest... tak bardzo chciałam w to wierzyć...
Znowu wszystkich zawiodłam, a najbardziej siebie....

5t 6d

Bardzo się dziś wystraszylam... rano poszłam do łazienki i podczas podcierania zauważyłam podbarwiony na jasno brązowo sluz. Od razu w płacz... że historia zatacza koło. Nie wiedziałam, czy jechać do pracy, czy zostać w domu, co zrobić. Wizyta jutro, więc nic by to nie zmieniło gdybym została, a w pracy obecnie mam więcej spokoju niż w domu. Pojechałam więc. Często chodziłam do wc sprawdzać czy coś się dzieje...Ale nic. Na bieliźnie wogole żadnych śladów. Z ciekawości sprawdziłam szyjka macicy, zamknięta i rozpulchniona, na palcu nie było już żadnego śladu. I nie wiem skąd to plamienie... nic mnie nie boli, wiec to mnie napawa nadzieja i to ze sytuacja sie nie powtarza. Dobrze, że jutro lekarz. Czytałam artykuł na mama ginekolog o plamieniach w 1. Trymestrze i trochę się uspokoilam. Może jednak będzie dobrze... Cały czas biore Luteine... modlę się codziennie o nasze zdrowie i o maluszka. Byle do jutra...

1 dc WZNAWIAMY STARANIA

Długo czekałam na ten cykl. Z jednej strony czekam na szczęśliwe zakończenie a z drugiej pukam się w czoło z uwagi na moją naiwność. Ile razy myślałam że się uda? O dziecko z przerwami staramy się od września 2017. Nie wiem który to dokładnie cykl. W sumie czy to ma znaczenie? Chcę wierzyć w to że jesteśmy coraz bliżej spełnienia marzeń o powiększeniu rodziny. Ze ten 2019 rok będzie naszym. W tym cyklu nie mierze temperatury, nie ma to sensu. Najbliższe 3 miesiące na spontanie, z dużą ilością ♥️

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 12 marca 2019, 20:15

17 dc
4dpi :)

Już mi przeszło rozmyślanie. Co ma być to będzie i nie mam na to żadnego wpływu. W 1 dpi miałam niteczki krwi (pewnie po zabiegu). Od wczoraj biore duphaston. W weekend trochę pobolewało mnie podbrzusze i jakby lewy jajnik. A od wczoraj cały czas podbrzusze boli i śluz już niepłodny (w sumie to jeden dzień miałam płodny;/). Zastanawiam się czy ten duphaston tak działa na mnie - że cały czas podbrzusze boli i zawroty głowy mam - zawsze do ok 2 godzin po połknięciu tabletki.

W pracy mam zakaz brania chorobowego przez najbliższy czas . Mam nadzieję, że nie będzie potrzebne.

PJUR Starania o pierwsze Bobo 12 marca 2019, 11:25

Coś tu szwankuje z tą temperaturą. Powinna być wyższa... Wczoraj ok 17 robiłam test owulacyjny, wg. instrukcji powinien być zrobiony między 10 a 20. Oczywiście negatywny. Dziś test owulacyjny około 16:45 również negatywny. Może te wahania to objaw walki z niekończącym się przeziębieniem? A może sobotnie wino przesunęło owulację i jeszcze ona będzie? Co uważacie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2019, 20:15

Marti... Goniąc czas 12 marca 2019, 16:55

Dramat. Kaszel od upływającego gila pozwala na Max 10 min drzemki. Noc była ciężka. Ale nie wiem co będzie dziś. Katar z przodu lepiej. Ale ten spływający po gardle to dramat. Położyłam już książki pod łóżeczko. Tęsknię za dostawka do łóżka, która miala funkcję pochylna.... No Ale już za mała i sprzedana.

Znacie jakieś sposoby na gila splywajacego po gardle? Inhalacje robię oczywiście z niebieskiego nebu-dose odksztusnego

usnela. po 1,5 h. meczy sie co jakis czas. ale jest juz padnieta.

a ja tym razem zarazilam sie od niej. boli mnie gardlo i zaczyna sie katar.

musimy to jakos przezyc.


aaaa. udalo mi sie zajrzec do paszczy. dwie jedynki napuchniete tak, ze szkoda gadac. wydaje mi sie, ze zeszly w dol, bo sa juz prawie na linii dziasel... ciekawe ile ja jeszcze bedzie meczyc. dobrze, ze dzieci tego nie pamietaja.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2019, 20:52

Zbieram się do tego wpisu i zbieram i zebrać się nie mogę ;) No, ale może w końcu coś z tego wyjdzie. Dawno mnie tu nie było, tak więc może zacznę od porodu. Urodziłam w środę 27 lutego, ale od niedzieli wiedziałam, że poród jest coraz bliżej. W niedziele po spacerze odszedł mi czop śluzowy. W nocy z niedzieli na poniedziałek obudził mnie ból podbrzusza i jak się okazało krwawiłam tak jak w trakcie miesiączki. No to spanikowana zapakowaliśmy się z mężem do samochodu i pojechaliśmy na porodówkę. Tam mi powiedziano, że to nadal czop śluzowy, ale to nic nie oznacza i poród może być równie dobrze i po terminie. Ale ja czułam, że tak nie będzie ;) W pon i wtorek zaliczyłam KTG na którym kompletnie nie pisały się żadne skurcze pomimo, że coś tam czułam. We wtorek poszłam prywatnie do ginekologa żeby skontrolować co się dzieje i on powiedział mi, że mam rozwarcie na 2 palce, ale szyjka nadal dość wysoko więc z taką szyjką mogę chodzić i kolejne 2 tygodnie ;) We wtorek stwierdziłam, że wypędzę syna z brzucha, bo te czekanie mnie wykończy ;) Najpierw dłuuuugi spacer i skakanie na piłce. Pojawiły się jakby pierwsze skurcze, ale szybko odeszły. Na koniec dnia seks. Nadal nic. Zasnęłam o 21 co było dla mnie dziwne, bo w ciąży chodziłam spać bliżej północy. Obudziłam się o 2, nie wiem czemu, tak po prostu. Jakieś pół h później poczułam pierwsze skurcze, ale póki co na lajcie. Nie zasnęłam już. O 6 rano zadzwoniłam do mamy, że to może już, ale w sumie nie wiem. Razem z mężem zastanawialiśmy się czy ma iść do pracy, czy nie hahahaha. No, ale skurcze lekko się nasiliły i nabierały jakiejś regularności. Stwierdziłam, że na porodówkę nadal nie jadę i czekałam na rozwój sytuacji. Zjadłam śniadanie, wypiłam kawę, wykąpałam się, połknęłam antybiotyk przepisany na dodatni gbs i dalej czekałam ;) Jakoś po 9, czy nawet chwilę przed 10 ruszyliśmy na porodówkę. Skurcze nadal dość lajtowe. Na pewno całą sytuacja nie wyglądała jak na filmach ;) Na porodówce zbadali mnie. Lekarz stwierdziła rozwarcie na 1,5 palca (a dzień wcześniej niby 2, taka tam subiektywność badania ;)). Powiedziałam, że skurcze mam regularne, poniżej 5 minut i trwające 40 sekund do minuty. Jakimś cudem było jeszcze dla mnie miejsce na porodówce, ale byłam już przyjęta bodajże jako ostatnia. Położyli mnie na łóżku, podłączyli do KTG, nawet mam foteczkę z pełnym uśmiechem i komórką w ręku ;) Zbadała mnie lekarz, stwierdziła rozwarcie na 2cm. Położne mega fajne, omówiły ze mną plan porodu, czy chcę lewatywę, golenie krocza itp. Lekarz zaczęła gadkę o ewentualnym przebiciu pęcherza i podaniu oksytocyny. OMG przecież ja dopiero tam wjechałam a już nas chcieli popędzać ;) Chwile po tych słowach pęcherz owodniowy sam mi pękł. No i cała akcja nabrała rozpędu ;) ból był no… ekhm dość duży ;) mąż próbował uśmierzyć mój ból masując mi plecy, ale bóle nie szły z pleców a jakby z samego dołu brzucha. W końcu zalana łzami poprosiłam o zzo. Lekarz stwierdziła, że ja żadnych skurczów nie mam, bo się nie piszą a brzuch mi się wcale nie napina i że to główka jest niska i dlatego boli. Dostałam więc na pocieszenie gaz rozweselający ;) Dalej leżałam pod KTG pomimo, że chciałam poród aktywny. Powiedziano mi, że to już ostatni zapis po odejściu wód płodowych i zaraz mnie odłączą. Nie zdążyli ;) W każdym razie z badania na badanie rozwarcie się powiększało. Lekarz zdziwiona, że już 4 palce i mówi jak poczuje pani parcie proszę mówić. „JUŻ CZUJE!”. Nagle zbiegło się pełno osób, złożyli łóżko do parcia. Mąż trzymał mnie za głowę, dwie położne za nogi i zaczęło się parcie, którego nie mogłam powstrzymać. Położny krzyknęła żebym nie parła. Taaaaaaaaaa… za późno. Ernest wystrzelił a ja skończyłam z pęknięciem 3 stopnia. Wiedziałam, że jest słabo jak lekarz odbierająca poród zadzwoniła po „panią profesor” żeby mnie zaszyła. Wtedy wszedł położnik i zapytał „ten maluch takich strat dokonał?”. Moja położna środowiskowa powiedziała, że nie zostałam nacięta i to wina położnej, że tak mnie poturbowało. Nieważne… Generalnie strasznie się stresowałam, bo ciągle ktoś przychodził oglądać mi krocze i zalecili mi dietę półpłynną, aby opóźnić wiadomo co ;) dla niewtajemniczonych powiem tylko, że pęknięcie 3 stopnia obejmuje zwieracz odbytu. Lekarze bardzo na okrętkę mówili, że mogą być różne konsekwencje i że gdyby coś się działo mam niezwłocznie pojawić się w szpitalu. Nie wiedziałam za bardzo o co im chodzi, ale już w domu wyczytałam, że mogło się to skończyć nietrzymaniem kału. Tragedia. Na szczęście jest ok, ale na początku kwietnia idę do urofizjoteraputy, aby popracować nad tym co się zadziało. Podsumowując na porodówce byłam niespełna 2h i usłyszałam, że rodzę szybciej niż wieloródki i że nic tylko rodzić ;) Nie zdążyłam więc przyjąć całego antybiotyku na gbs i mieliśmy dodatkowe badania, na szczęście wyszły ok. Ernest wychodząc ze szpitala miał jedynie śladową żółtaczkę. W szpitalu byliśmy 48h. Niestety w 2 dobie po porodzie dopadł mnie baby blues i trzymał kilka dni. Dramat. Samego porodu nie wspominam bardzo źle. O wiele gorsze było dla mnie to, że raptem kilka h po porodzie zostaje człowiek sam z dzieckiem i musi sobie radzić. Dobra rozpisałam się więc do brzegu ;) O Erneściku nie chce póki co pisać zbyt dużo co by nie zapeszyć ;) Mam trochę problemy z laktacją, ale nie chce mi się póki co na ten temat zbyt dużo pisać. Przestałam sobie już tym orać głowę, że jestem beznadziejna, bo karmie mieszanie. Bo przez to ryczałam jeszcze więcej. Ale nie zapeszając mleka jest powoli coraz więcej. Korzystałam z usług położnej laktacyjnej, ale szkoda gadać. 200zł wywalone za okno. Nie chce mi się nawet pisać co ona zaleciła. Dzisiaj mieliśmy sesje noworodkową. Jutro pierwsza wizyta u pediatry, bo Ernest musi mieć zrobione badania hormonalne z uwagi na moją niedoczynność. Męczy go lekki katar, ale odciąganie gilonów raz na jakiś czas pomaga. O to więc też zapytam. Dzisiaj ze dwa razy zakaszlał, ale wydaje mi się, że to może być przez suche powietrze a nawilżacza jeszcze nie kupiliśmy. Wydaliśmy w tym miesiącu tyle hajsu na uzupełnienie wyprawki, że to się w głowie nie mieści ;) W nd mamy jeszcze dodatkowo indywidualne lekcje chustonoszenia, bo bardzo liczę, że uda nam się z powodzeniem chustować. No dobra póki co to by było na tyle, bo i tak wyszedł niezły esej ;)
Aha Erneścik urodził się z wagą 3450kg i 50cm. Tak więc przez to, że całą ciąże słyszałam, że urodzę duże dziecko moje wyprawka ubraniowa była do bani na chwilę obecną. Ale już go trochę obkupiłam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2019, 21:14

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)